Jak poinformował GUS, inflacja CPI, a więc inflacja konsumencka, w grudniu 2025 r. wyniosła 2,4% (przy wzroście cen usług o 5,2% i towarów o 1,3%).
Tym samym „wstrzeliła się” w tzw. cel inflacyjny – tj. dopuszczalną wysokość inflacji ustanawianą u nas przez Radę Polityki Pieniężnej NBP, wynoszącą 2,5% z możliwością odchylenia pomiędzy 1,5-3,5%. Jednak już w całym 2025 r. wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł 3,6% w porównaniu z rokiem poprzednim, zaś dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów aż 4,2%.
GUS dodał, że w całym ubiegłym roku najbardziej zdrożały napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe (o 7,9%), nośniki energii (o 7,5%), użytkowanie mieszkania lub domu i nośniki energii /łącznie/ (o 4,1%), zdrowie (o 4,7%), edukacja (o 6,1%) oraz restauracje i hotele (o 5,2%), zaś najbardziej w tym czasie staniały odzież i obuwie (o 2,2%).
O ile uznamy 3,6-proc. inflację w całym ubiegłym roku za całkiem przyzwoity wynik, zwłaszcza po okresie pandemii COVID-19, kiedy sięgała prawie 20%, to jednak istnieją istotne przesłanki, by można było spodziewać się kolejnej fali CPI w tym roku. A to w związku ze spodziewanym wzrostem cen nośników energii po uwolnieniu ich z końcem ub. roku z poziomu zamrożonego jeszcze przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego.
Owo „odmrożenie”, jak można się spodziewać, będzie przecież niewątpliwie miało wpływ na ceny towarów i usług w kolejnych miesiącach obecnego roku.
Jednak, jak komentują eksperci z PKO Banku Polskiego „od stycznia ceny nośników [energii] wzrosną, ale wg nas nie podbiją inflacji r/r, gdyż w zeszłym roku skala podwyżki była podobna. Szacujemy, że rachunki za prąd wzrosną o ok. 3,5% m/m, a za gaz mogą minimalnie spaść. Z kolei ceny paliw obniżyły się w grudniu o 0,9% m/m, zgodnie z szybkim szacunkiem GUS. Mimo napięć geopolitycznych zmienność cen ropy pozostaje niska i dominują obawy o nadmierną podaż, co potencjalnie mogłoby oddziaływać w kierunku dalszych obniżek cen konsumpcyjnych paliw”.
Z kolei w ostatnim, jeszcze niepublikowanym wywiadzie dla naszego portalu filarybiznesu.pl, z Łukaszem Kozłowskim, głównym ekonomistą Federacji Przedsiębiorców Polskich, powiedział on m.in., że „inflacja może odbić w pewnej mierze. Myślę, że te wyjątkowo niskie wartości inflacji za grudzień – na tle ostatnich kilkunastu-kilkudziesięciu miesięcy – raczej się nie utrzymają. A to ze względu na oddziaływanie czynnika w postaci odmrożenia cen nośników energii”.
Jednak zdaniem eksperta „to nie będzie już tak gwałtowne odbicie jak w latach 2022-23. Nie będzie to też powtórka 2024 roku, kiedy w I połowie tego roku nastąpił powrót inflacji do celu inflacyjnego RPP NBP. A następnie, po odmrożeniu cen konsumpcyjnych, inflacja nawet ocierała się momentami o poziom 5%. Myślę, że skala tegorocznego odbicia nie będzie zbyt wysoka i powrócimy z inflacją może w okolice nieco powyżej 3%, ale będzie to poziom zawierający się w celu inflacyjnym RPP, a więc nie powinien przekroczyć 3,5%”.
Natomiast eksperci z Santander Bank Polska są optymistami. W ich przekonaniu „ostateczne dane za grudzień potwierdziły inflację CPI na poziomie 2,4% r/r(...), wobec 2,5% r/r w listopadzie. Inflacja bazowa wyniosła wg nas 2,8% r/r, czyli odrobinę więcej niż w listopadzie. Inflacja cen usług obniżyła się do 5,2% r/r z 5,3% r/r, a towarów do 1,3% r/r z 1,4% r/r. Presja ze strony towarów importowych i stosunkowo mała podwyżka cen energii w 2026 r. mogą sprowadzić dynamikę CPI poniżej 2% r/r w styczniu”.
Ci sami eksperci dodają: „Tanie towary z importu (dzięki podaży z Chin, ale też mocnemu złotemu) powinny nadal utrzymywać krajową inflację pod presją w dół w kolejnych miesiącach, prawdopodobnie sprowadzając CPI poniżej 2% w styczniu i lutym oraz przywracając trend spadkowy w inflacji bazowej. Naszym zdaniem w 2026 r. wciąż jest przestrzeń do dalszego spowolnienia inflacji żywności, a styczniowy wzrost cen energii powinien być umiarkowany, rzędu 1% m/m”.
Tak czy inaczej bez względu na to jak bardzo faktycznie wzrosną ceny nośników energii od stycznia br., tegoroczna wyjątkowo mroźna - na tle kilku poprzednich lat - zima wpłynie negatywnie na wysokość rachunków za ciepło, które płacą przecież wszyscy: zarówno gospodarstwa domowe, jak i firmy i instytucje. W tym kontekście warto byłoby uczulić rządzących na konkretne zapisy takich płodów myśli urzędników z Brukseli, jak choćby tzw. dyrektywa budynkowa. Z jej bowiem zapisów, że do 2050 r. wszystkie budynki w naszym kraju, podobnie, jak innych krajów UE będą musiały wymienić nośniki energii grzewczej na te „zielone”. Według Fundacji SET, koszt tej operacji tylko w Polsce sięgnie 2,5 bilionów zł, za co zapłacimy wszyscy. Pytanie, czy aby na pewno nas na to stać, pozostaje retoryczne.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 34