Kwestie waloryzacji, kryzysu kadrowego i paraliżu procedur - to podstawowe czynniki, które zagrażają rozwojowi polskiej infrastruktury w najbliższych latach - dowodzą eksperci think-tanku Instytut Staszica (IS) w swoim najnowszym raporcie „Przeszkody w rozwoju kluczowych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce (kolejowych i drogowych)”.
W sytuacji, gdy - jak przekonuje IS - Polska wchodzi w okres największego cyklu inwestycji infrastrukturalnych w swojej najnowszej historii, skala planowanych projektów kolejowych, drogowych, energetycznych i strategicznych może przekroczyć możliwości krajowego rynku wykonawczego.
Co więcej, autorzy dokumentu wskazują, że skuteczna realizacja inwestycji o wartości przekraczającej 400 mld zł będzie możliwa wyłącznie pod warunkiem ograniczenia najważniejszych barier systemowych. IS wymienia w tym kontekście przede wszystkim: niedostosowany model waloryzacji kontraktów publicznych; pogłębiający się kryzys demograficzny; oraz przewlekłość procedur administracyjnych i odwoławczych.
Jak stwierdził w niepublikowanym jeszcze wywiadzie dla naszego portalu filarybiznesu.pl Janusz Szewczak, analityk gospodarczy, główny ekonomista Kasy Krajowej SKOK, odnosząc się do wymienionych barier: - wszystkie te bariery są bardzo groźne i już niestety blokują jakiekolwiek większe inwestycje. Najlepszym przykładem na występowanie tych problemów jest CPK, które nie jest w stanie zrealizować wszystkich przetargów planowanych na obecny rok. A to już pokazuje, że nawet tak priorytetowa, popularna, znana i duża inwestycja ma problemy. Nie mówiąc o wielu inwestycjach drogowych, w odniesieniu do których, waloryzacje kontraktów zawieranych jeszcze kilka lat temu, a więc przed gwałtownym wzrostem cen związanych z wybuchem COVID, a potem z następstwami wojny na Ukrainie, okazują się nie do załatwienia. Bo w wielu przypadkach chodzi o dokonanie waloryzacji wartości danego kontraktu nie na poziomie 10%, ale - nawet 80%. Widać więc, że mamy tu do czynienia z absolutną katastrofą. Nie ma pomysłu, jak ten problem rozwiązać.
– Polska stoi dziś przed historyczną szansą modernizacyjną. Jednak bez zmian organizacyjnych, regulacyjnych i rynkowych istnieje realne ryzyko przeciążenia rynku, wzrostu kosztów oraz opóźnień strategicznych inwestycji – wskazuje Instytut Staszica w raporcie.
Tymczasem „w najbliższych latach infrastruktura może stać się jednym z najważniejszych filarów wzrostu gospodarczego oraz budowania długoterminowej odporności państwa na wyzwania geopolityczne i gospodarcze” - przekonują eksperci IS. W ich przekonaniu „szczególnego znaczenia nabiera obecnie zdolność państwa do prowadzenia długoterminowej i stabilnej polityki infrastrukturalnej. Skala projektów planowanych w sektorze kolejowym, drogowym, energetycznym i obronnym powoduje, że Polska wchodzi w okres wyjątkowo silnej konkurencji o zasoby – pracowników, materiały, technologie i potencjał wykonawczy”. Ponadto w opinii autorów raportu „bez odpowiednich działań organizacyjnych i regulacyjnych istnieje ryzyko przeciążenia rynku, wzrostu kosztów realizacji inwestycji oraz wydłużania harmonogramów projektów”. Co więcej, „wyzwania te należy postrzegać nie wyłącznie jako problem branży budowlanej czy infrastrukturalnej, ale jako istotny element bezpieczeństwa gospodarczego państwa”. Zaś „stabilny i przewidywalny rynek infrastrukturalny wpływa (...)bezpośrednio na rozwój krajowego przemysłu, konkurencyjność przedsiębiorstw, sytuację na rynku pracy oraz odporność gospodarki na sytuacje kryzysowe.
IS przypomina ponadto, że „po pandemii COVID-19 i wybuchu wojny w Ukrainie rynek budowlany został dotknięty gwałtownym wzrostem cen materiałów, energii i pracy”. Tymczasem „obecny limit waloryzacji na poziomie 10 proc. nie odpowiada realiom gospodarczym ostatnich lat. Branża sygnalizuje, że mechanizmy waloryzacyjne nie odzwierciedlają rzeczywistych zmian kosztów realizacji inwestycji”.
Autorzy raportu zwracają również uwagę na narastający problem niedoboru pracowników technicznych i starzenia się kadr infrastrukturalnych. „Szczególnie dotyczy to operatorów specjalistycznego sprzętu, kierowników budów, projektantów, inżynierów oraz wykwalifikowanych pracowników budowlanych”.
Z kolei przewlekłość postępowań i funkcjonowanie procedur odwoławczych w zamówieniach publicznych „bywają wykorzystywane instrumentalnie jako element walki konkurencyjnej pomiędzy uczestnikami rynku”. Zdaniem ekspertów „skutkiem są opóźnienia w podpisywaniu umów, destabilizacja harmonogramów inwestycyjnych oraz wzrost kosztów realizacji projektów infrastrukturalnych”.
Mars co tydzień trzeźwo pisze, ale nie wchodzi na nasze strony
biuletynnowy.blogspot.com
Wenus nie pisze ale nie schodzi, tfu nie spada z pierwszej strony
a.allegroimg.com
Pan Maciej Pawlak nie gwiazdorzy i nie spada ;-)
To naturalna konsekwencja wejścia do UE, która podniosła poziom gąszczu proceduralnego i obniżyła opłacalność działalności efektywnych na korzyść dotowanych i uprzywilejowanych regulacjami z niewymienionym ETS.
W efekcie od lat 90tych, gdy zaczęto dostosowywać się do życia w unii, czyli do kłód pod nogami, w skali mikro i w skali makro zaszły zmiany degeneracyjne.
Np. po co nam wydział górnictwa na AGH, skoro można tam studiować kierunki humanistyczne. Po co być użytecznym inżynierem, skoro można się zatrudnić tam gdzie płacą za wyrobienie ideologiczne i znajomość toksycznych procedur?
Unia to zaplanowana nienormalność i degradacja cywilizacyjne nie jest żadnym zaskoczeniem. Ceniony zresztą przeze mnie prezes Szewczak mógł te wnioski ogłosić za rządów PiS. Najlepiej na początku.