Ostatnie dane Eurostatu przyniosły zatrważające dane za I kwartał br. dotyczące poziomu wielkości długu brutto sektora instytucji rządowych i samorządowych w relacji do PKB całej Unii Europejskiej oraz jej poszczególnych państw członkowskich, w tym naszego kraju.
Oznacza to także sygnał alarmowy dla Polski. Otóż, pomimo dopuszczalnego limitu tego wskaźnika dla krajów UE wynoszącego 60%, jego wielkość dla całej Unii wzrosła w porównaniu z I kwartałem 2025 r. z 81,4% do 82,9% (z 14,8 do 15,7 bln euro). W przypadku krajów strefy euro oznaczało to nawet większy wzrost: z 87,2 do 88,9% (z 13,5 do 14,2 bln euro).
Przy czym spośród wszystkich 27 państw członkowskich jedynie 13 krajów UE utrzymało ów wskaźnik na poziomie poniżej 60%. Tymczasem 14 pozostałych – miało go wówczas na poziomie ponad 60%. Niechlubnymi rekordzistami w tym względzie okazały się: Grecja (143,5%), Włochy (138,9%), Francja (117,6%), Hiszpania (101,6%). Także m.in. Niemcy (64,4%), czy Polska (61,6%) przekroczyły dopuszczalny poziom.
Dodajmy, że jednocześnie w 4 krajach UE wskaźnik ten okazał się najniższy, wynosząc poniżej 30% ich PKB. Był to Luksemburg (29,2%), Bułgaria (28,5%), Dania (26,8%) i Estonia (25,2%).
Nas jednak najbardziej interesuje miejsce Polski wśród zadłużonych krajów UE. Pod tym względem znaleźliśmy się co prawda pośrodku całej stawki, jednak fakt ten nie stanowi w żaden sposób powodów do zadowolenia. Wręcz przeciwnie. Bowiem „osiągnięty” przez nasz kraj wskaźnik (61,6%) nie stanowi w żaden sposób powodu do jakiejkolwiek „dumy”. Przeciwnie. W naszym przypadku bowiem oznacza nie tylko przekroczenie dopuszczalnego przez Unię poziomu zadłużenia (przypomnę: 60% PKB). To przecież równocześnie przekroczenie dopuszczalnego przez naszą konstytucję tego wskaźnika (również na poziomie 60% PKB).
Co więcej, Polska znalazła się w ten sposób na 3 miejscu w całej Unii pod względem tempa wzrostu długu publicznego w relacji do PKB w ciągu roku. Bowiem na koniec I kwartału br. wskaźnik (61,6%) był o 4,6 punktów proc. wyższy niż w I kwartale 2025 r. (wówczas 57,0%) – wynika z danych opublikowanych przez Eurostat. Większy przyrost zanotowano wówczas jedynie w Finlandii (o 5,5 pkt proc. – do poziomu 89,7%) i Bułgarii (o 4,8 pkt proc. – do 28,5%).
Portal pl.euronews.com dość ostrożnie ocenia obecną sytuację naszych finansów publicznych:
- Obecnie Polska nadal pozostaje poniżej średniego poziomu zadłużenia w Unii Europejskiej. Jednocześnie jednak tempo przyrostu długu jest jednym z najwyższych we Wspólnocie, co oznacza, że w kolejnych latach coraz większym wyzwaniem będzie utrzymanie stabilności finansów publicznych i ograniczenie kosztów obsługi zadłużenia. Ekonomiści wskazują, że jeśli wysoki poziom deficytu utrzyma się przez dłuższy czas, a wzrost gospodarczy osłabnie, przestrzeń do dalszego zwiększania wydatków publicznych będzie stopniowo się kurczyć – napisał na portalu Jan Bolanowski.
Zdecydowanie bardziej negatywnie ocenia z kolei tę sytuację dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, w wywiadzie dla naszego portalu filarybiznesu.pl:
- Już oficjalnie staliśmy się krajem, który nie spełnia jednego z kryteriów traktatu z Maastricht. I gdyby literalnie przyjmować zapisy polskiej konstytucji, okazałoby się, że nie przestrzegamy jej zapisów, dotyczących dopuszczalnej wysokości zadłużenia. Jednocześnie nastąpił trzeci najwyższy przyrost poziomu długu rok do roku. Pod tym względem wyprzedza nas tylko Finlandia i Bułgaria. A jednocześnie utrzymuje się od początku obecnego roku deficyt budżetowy na poziomie prawie 6% w relacji do PKB. A to oznacza, że możemy spodziewać się kolejnego roku, w którym występuje rekordowo wysoki deficyt. Jednocześnie trajektoria jego narastania długo będzie niebezpieczna. Bo wszystko wskazuje, że już na koniec 2027 r. dług publiczny będzie wynosił powyżej 70% w relacji do PKB.
(…)Gdyby polskie władze zdecydowałyby się na bardziej luźną politykę fiskalną i powiększały jeszcze ten już wysoki deficyt i dług, zamiast dążyć do jej zacieśnienia(…) wówczas Polska mogłaby się narazić – po raz pierwszy w swej historii – na sankcje pochodzące z Komisji Europejskiej.