Otrzymane komantarze

Do wpisu: Tęcza czyli sikanie na dywan
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Wolałabym myśleć, że to głupota, ale zgadzam się. Niestety.
Teresa Bochwic
Wola zmiany świata. I wstęp do depopulacji.
Teresa Bochwic
Co za raj dla pedofilów pójść do szkoł do pracy - przyglądac się "ćwiczącym" dzieciom. Huxley staje się rzeczywistością. Ratunku Boże.
Paweł Chojecki
"Motywy wprowadzenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków i przedszkolnego dla pięciolatków stają się w świetle tego zupełnie  jasne." A więc zgadzamy się, że to nie głupota ale zła wola stanowi podłoże zmian w edukacji? Z poważaniem, Paweł Chojecki
Do wpisu: Tęcza czyli artist's shit
Data Autor
No coz, nie trzeba bylo dlugo czekac na kolejny kwiatuszek, oczywiscie rowniez za nasze pieniadze: niezalezna.pl Te wszystkie "dziela" sa dziwnie zbiezne z trendami forsowanymi w europejskiej polityce. Przeciez calkiem niedawno nasz noblista powiedzial, ze powinnismy sie (oczywiscie dla naszego dobra) przylaczyc do Niemiec.
zapomniales o Michale Buonarottim--Aniol był byl wrecz fanatykiem doskonalosci...
Zdzisek..jak zwykle myla ci sie pojecia..Ty konstypujesz..:)) Mozna polemizowac z jakiego powodu...:))
z domniemań na temat wykształcenia lub profesji tylko z tekstów tekstów wypisywanych choćby na tym blogu przez podobnych tobie i Panią Izabelę. Czy bzdet pisany przez erudytę nabiera z powodu eruducji piszącego jakiejś wartości, staje się prawdą objawiona z którą należy sie zgadzać?
Występujemy tu pod pseudonimami, więc nie wie Pan z kim ma do czynienia. Nie zna Pan naszych zawodów, poziomu wykształcenia ani wieku. Nie wie Pan nic o naszej działalności - podobnie jak my o pańskiej. Tak więc Pana "konstatacje" są dalej tylko insynuacjami.
„Oczywiście ani skinheadzi ani stadionowi chuligani nie są krzyżowcami, którzy walczą za chrześcijaństwo, co nie zmienia faktu, że od czasu do czasu stają po właściwej stronie i bywają przydatni, gdy trzeba zwalczać np. propagandę homoseksualną” Ja nie insynuuje ja konstatuje. Jesteście po prostu leniwi i bezradni.
... insynuacjami, traci Pan "zdolność pojedynkową". W tym przypadku traci Pan szacunek jako poważny antagonista. Trochę szkoda, bo można byłoby dać wyraz niezależności poglądów, która jest mu tak miła... Ale inwektywy i insynuacje to domena histeryków i smarkaterii, a my tu jesteśmy dorośli i spokojni.
jakby to powiedzał lektor widząc na ekranie bądź to parę insenizującą sie, bądź to wyrażającego oburzenie głównego bohatera. Dezerterujesz Pan/i z prostego powodu. Oto motyw dla którego od dni paru karły rosną nad stopy gigantów zaczyna być z lekka cuchnący. Nawet kamerzyści z TVN kpią na korytarzach, z celebrytów którzy za dudki uwiecznią swe poczynania na rynku bo przeciez nie placu,ale na tz. niezaleznym portalu z podpalenia czyni sie akt równy odstrzeleniu Kutshery. Ordery, ordery!!! Patrioci szykujcie dla podpalaczy tęczy. Niegodziwością bedzie niedocenienie tego wyczynu!!!
Jestes Pan trollem w czystej postaci. Co ma wspolnego Tusk, Patrioci, Prawdziwi Polacy i Polki, Olejnik, Sakiewicz, GW, prawicowe media, IV RP, itd, itp, z tym ze HGW szpeci Warszawe? I skad ma Pan pewnosc, co tworcy chcieli powiedziec swiatu tym misiem... to znaczy ta "tecza srecza". Niniejszym koncze ta dyskusje, bo tak sie postepuje z trollami.
tu chodzi o Polskę, a ta jak wiadomo wymaga oczyszczenia z zbędnych elementów obcych nam - o sorry za lapsus - Wam kulturowo i światopoglądowo. Myśle, że sporządzenie spisu narażających poczucie estetyki warstw wyższych, blizszych salonom tych sprzed IIWŚ było by postępkiem sensownym. Trzeba wskazać młodym gdzie mają kierować ostrze swej zapalczywości. Świąt w Polsce jest sporo. Cosik się spali na okazję Wielkiej Nocy, komuś mordę się obije Trzeciego Maja, a i procesja Bożego Ciala to też dobry moment by zdewastować albo obrzucic przynajmniej obelgami. Bym zapomniał po pasterce każdy Prawdziwy Młody Polak wraz z podobnąż Polką ku ukontentowaniu warstw obdarzonych wlaściwym gustem też powinien zadość uczynić pamięci Żolnierzy Wyklętych i na ten przykład zgnoic stójkowego, a koniecznie z znakiem Polski Walczacej na rękawie, ryngrafem Matki Przenajświętszej na piersiach, z białoczerwoną w dłoniach i kominiarką na twarzy. Wszyscy Polscy Patrioci na czele z tymi blogerskimi wpadną w zachwyt, a i Pani Izabela męczyć się mniej będzie, spacerując z mieszańcem - o ile wyzdrowieje - po ulicach.
Izabela Brodacka Falzmann
Całkowicie się zgadzam. Nie brzydzi mnie event  czy happening  jeżeli jest tani oraz ograniczony w czasie i przestrzeni. Wiele lat temu na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej ktoś umieścił manekiny wystające z chodnika. Bardzo to było ciekawe. Za kilka dni nie było śladu po manekinach i chodnik był naprawiony. Kiedyś podczas festiwalu teatrów w Avignon widziałam przemarsz smoków i innych maszkar uszytych z kolorowych materiałów i napędzanych przez ukryte w nich osoby. Rozmawiałam potem z drużyną jednego z potworów. Powiedzieli, że przygotowują się cały rok do takiego występu. Dziwiło mnie, że im się chce. Rozumiałam jednak, że żywią w ten sposób ukryte w każdym dziecko z jego jarmarcznym gustem i potrzebą zabawy. Ale następnego dnia Avignon był piękny jak zawsze. Nikt nie usiłował z jarmarcznej zabawy zrobić świątyni sztuki. Osobnym problemem jest Caravaggio. Ma Pan rację, że - jak wielu artystów tych czasów- przemycał profanum do sacrum. Ale moim zdaniem nie było w tym bluźnierczych intencji. Ani nie miał zamiaru nikogo obrazić.  Sztuka zawiera zawsze element prowokacji. Ale nie godzę się na czystą prowokację - bez sztuki. W każdym razie za moje pieniądze.
ośrodki tz niezależnej myśli - myśli niezaleznej od czego? tlenu w mózgu ? - borykają się z problemem kto spalił tęczę. Prowakatorzy Tuska, Patrioci czy zwykli wandale. Żeby wyjsć z twarza zadecydowano a reszta Prawdziwych Polaków i Polek skupionych na blogu orzekła nie wazne kto, ważne że spalono. Otóz mam komletnie w d.. to rusztowanie z sztucznymi kwiatami. Natomiast dorabianie ideologi do aktu spalenia uwazam za opotwierdzający tezę o kompletnym zagubieniu światka mieniacego się Prawdziwą Polską. Nie ma róznicy pomiedzy Olejnik biadolącą nad pogorzeliskiem a Sakiewieczem zacierajacym rączki z powodu spalenia wrażego symbolu. Rzecz jest w tym ze podobnych aktów nalezało by oczekiwać w każdym innym momencie ale nie w czasie rocznicy odzyskania niepodległości. To co się dzieje i na GW i na tz prawicowych mediach to nic innego jak udynianie boskiej tęczy. W tej Waszej IV RP piwa zabraknie bo nie wystarczy blachy na ordery by wyróznic każdego kto wyszcza się podczas jakis świąt na skwerze nazwanym imieniem zapomnianego komucha. Na tym się zaczyna i kończy Wasza Polska
Najpierw wmusza Pan w nas teze, jakoby kazdy komu nie podoba sie "tecza srecza" a la "kolorowe jarmarki" uwazal sie za lepszego Polaka i Patriote od tych, ktorzy po niej placza. Nastepnie usiluje Pan ta teze osmieszac i obalac, udajac jakoby byla wymyslona przez "różne katy, goryle, kokosy i inne im podobne" Izabele. Takimi metodami w dyskusji posluguja sie tz. trolle. Nieladnie.
Jakieś dziesięć lat temu widziałem we włoskich miasteczkach wywieszane z okien prawie każdego domu tęczowe flagi. Znak pokoju. Z powodu działań wojennych w Iraku. W tym roku, wiosną, na wiedeńskich tramwajach łopotały podobne flagi i nikomu nie przyszło na myśl, że mogą mieć związek z czymś innym niż sprawy gejów. Pozwoliliśmy zawłaszczyć piękny, wywodzący się ze Starego Testamentu symbol. Więcej, sami go (bez walki) odstąpiliśmy. Pomyślałem, że gdyby proboszcz z kościoła Najświętszego Zbawiciela tęczę pobłogosławił, a rada parafialna wysłała list z podziękowaniem do HGW za ufundowanie znaku przymierza z Bogiem, to instalacja zniknęłaby zaraz po EURO'12. Przyszło mi też na myśl, że gdyby młodzież we Wrocławiu zamiast wyzywać Baumana, zaśpiewała mu parę wesołych żurawiejek o jego intrygujących życiowych wyborach i hipokryzyjnych przemianach, to krytyka miałaby zasznurowane usta, a Baumanowi trudniej byłoby racjonalizować to zdarzenie chamstwem jego animatorów. Tęcza na Placu Zbawiciela początkowo była mi zupełnie obojętna. Ilekroć ją mijałem nie robiła na mnie ani dobrego ani złego wrażenia. Potem zaczęła nudzić, teraz denerwuje. Jest jak gość, który nie rozumie, że czas już wyjechać. Nie mam nic przeciwko takim instalacjom, nawet jeśli wkraczają w przestrzeń kiczu, jeśli nie kosztują drogo i są prezentowane czasowo. Ożywiają miasto. Wzbudzają dyskusje. Żart z palmą na Rondzie de Gaulla uważałem za fantastyczny. Po latach, jako stały element przestrzeni, szpeci Warszawę. Zeszłej niedzieli oglądałem wystawę na której było kilka obrazów Caravaggia. Wstrząsnął mną obraz "Ecce Homo". Znałem go ze zdjęć, ale pierwszy raz oglądałem na żywo. Chrystus z ciałem i twarzą siedemnastolatka, z twarzą smutną, ale bez śladów cierpienia po biczowaniu. Odniosłem wrażenie, że malarzowi bardziej zależało na uchwyceniu sua generis sex-appealu swojego modela niż na zleconym (przez biskupa!) temacie. Malarstwo zachwycające, ale podziwiając je czułem się jakbym uczestniczył w bluźnierstwie. Nazwisko Markiewicz kojarzy mi się jedynie z Markiem Markiewiczem. I pewnie tak pozostanie, niezależnie od tego ile "rzeźbiarz" o tym samym nazwisku zrobi publicznie kup. To nie jest przestrzeń sztuki tylko entropia psyche. Bardziej mnie niepokoi Caravaggio. On chyba malował świadomie. Z wyrazami szacunku K.J.
To "coś co powstaje, by człowiek nie zwariował od prawdy". To jedna z wielu definicji sztuki. Ta akurat mi się podoba. Są inne, ale nie chce mi się ich cytować. Kto ma chętkę - to sobie znajdzie w googlach. Piękno rozumiane jako harmonia form, proporcji, barw, dźwięków, czy słów - było kiedyś niepodważalnym kryterium oceny sztuki. Niestety po 1918 roku zostało zakwestionowane by stopniowo znikać z coraz bardziej niezrozumiałych i filuternych tekstów krytyków. Teraz gdy krytyk napisze o obrazie że jest "piękny" - odbierane to jest jako ironia. Publiczność się pogubiła i żałośnie kuli za transparentem z napisem " De gustibus non est disputandum" ... Czy ja wiem...? Dlaczego niby nie dyskutować? Tęcza jest zwykłym kiczem i już! Definicja kiczu też jest dostępna w googlach. Kogoś komu się podoba kicz, nie ucieszy gra Joshui Bella, czy Errola Garnera, ale roztkliwi śpiewka Maryli Rodowicz. Nie doceni taki ktoś rzeźb Wittiga, czy Lembrucka, ale rozraduje go krasnalek z gipsu. I bardzo dobrze! Tylko o czym z takim gadać panie Zdzichu z Polski? Zaś co do mecenatu publicznego - też jestem przeciw. Pozdrawiam MPJ, chociaż nie ze wszystkim się zgadzam.
Do wpisu: Na głowie
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Jedna z moich uczennic uczęszczała w Anglii do dwuletniej prywatnej szkoły przygotowawczej do wyższych uczelni. Odwiedziła mnie i pokazała zeszyty. Byłam pozytywnie zaszokowana. Matematyka była podzielona na algebrę, analiżę i statystykę z rachunkiem prawdopodobieństwa. Wszystkie prace domowe były szczegółowo sprawdzane z recenzją. Osoba sprawdzająca znajdywała nawet błędy rachunkowe. Potrafiła podać w komentarzu, że wolałaby inny zapis kwantyfikatorów albo żeby nie dzielić wielomianów schematem Hornera. Znaczy, ze wszystko szczegółowo czytała. (W Polsce nauczyciel stawia znak zapytania i 0 punktów jeżeli czegoś nie rozumie w pracy.) Każda osoba w tej szkole miała swego tutora. Otóż ta dziewczynka po pół roku została zwolniona z czesnego za dobre wyniki. Dla jej rodziców było to bardzo ważne. Dostała się na prestiżowy uniwersytet ze stypendium.
Pani Izabelo, Zapomniala Pani dodac ze w Ameryce Polnocnej (w Kanadzie i USA, nie wiem jak jest w Meksyku) szkoly prywatne nie sa tylko i wylacznie dla osob zamoznych. Wiekszosc (byc moze wszystkie) szkoly na kazdym poziomie przyjmuja dzieci z domow w ktorych rodzicow nie stac na oplacenie szkoly. Wiele rodzicow placi symboliczna sume (proporcjonalna do dochodow) ktora oblicza szkola zas reszta czesnego to bezzwrotne stypendium. Prywatne szkoly srednie sa zdecydowanie lepsze od panstwowych i duzo lepiej przygotowuja do studiow wyzszych. Uczniowie sa zdyscyplinowani zas szkola naprawde uczy i wymaga. Owszem sa szkoly prywatne (srednie i podstawowe) gdzie nauczyciele nie wymagaja zbyt wiele; zaznacze ze z regoly sa to szkoly bardzo kosztowne, dla “wybranych”, nie oferujace zadnych stypendiow dla mniej zamoznych i produkujace beztalencia ktore jednak sie “wybijaja” dzieki nazwisku przodkow. Jesli zas idzie o studia wyzsze wyglada to podobnie jak powyzej. Jest wiele nowych uczelni (nowych mam na mysli powstalych w ciagu ostatnich 60 latach i nie nalezacych do Ivy League) ktore ucza, wymagaja i efekt koncowy jest godny pozazdroszczenia. Z regoly sa to uniwersytety katolickie (byc moze i Anglikanskie, tego nie wiem) dbajace o sudentow pod kazdym wzgledem – nauka, wiara i rozwoj osobowosci. Na takich uczelniach sa mlodzi ludzie ze wszystkich srodowisk, mlodziez ze skromnych bardzo czesto z wielodzietnych domow jak rowniez z zamoznych rodzin. Czesne jest oplacane przez ofiarodawcow szkoly, student najczesciej musi “odpracowac” swoja czesc na terenie uczelni zas rodzic placi co laska lub proporcjonalnie do dochodu. Uniwersytety o ktorych pisze znane sa pod nazwa “Great Books” albo “Liberal Arts” College. Tak wiec szanse na dobra edukacje maja i bogaci i biedni. Serdecznie pozdrawiam
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję skorzystam.
Izabela Brodacka Falzmann
Moja wnuczka tęż może liczyć na pomoc matki i babci. Na tą pomoc liczą również dzieci znajomych. Czasami włos mi się jeży na głowie gdy widzę co mają w zeszytach. Dla zasady odmawiam komentarzy ad personam.  Czasami jednak, dla dobra klasy dzieci muszą zwrócić uwagę na błędy.
szara_komórka
Ten system zaczyna się już w przedszkolu. Jestem dziadkiem trzech wnuczek i działanie oraz rozwijanie się tego systemu doświadczyłem "naocznie". Najstarsza wnuczka chodziła do dobrego przedszkola państwowego. Przedszkole to przygotowało ją do państwowej szkoły podstawowej, a ta do gimnazjum w sposób taki, że nie potrzebuje pomocy korepetytora. (Swoją droga zawsze może liczyć na babcię i dziadka). Ostatnio miała małą scysję z nauczycielką matematyki, bo ujęła się za koleżanką, wytykając nauczycielce niedostateczne tłumaczenie tematów, przywołując to, że ona może liczyć na pomoc babci. ( casus - odsyłania na korepetycje do kolegów po fachu). Druga młodsza chodziła do przedszkola prywatnego. Przedszkole nauczyło ją jak miło spędzać czas i bawić się (nic w tym złego), nie zaszczepiło w niej chęci do wysiłku i do chęci do nauki. Przygotowało ją jednak jakoś do szkoły podstawowej. W rezultacie tego przejście przez szkołę podstawową prywatną upłynęło na ciągłym pilnowaniu przez mamę, zachęcaniu do nauki i odrabiania lekcji. Dzięki temu, że jest zdolna jakoś to wszystko się kręci. Trzecia właśnie jest w najstarszej grupie przedszkolaków - przedszkole państwowe. W przedszkolu (chyba mają zakaz nauczania czegokolwiek, żeby nie stwarzać dysproporcji między uczniami gdy znajdą się w przyszłym roku w zreformowanej szkole. Potajemnie, (jak za okupacji?) próbujemy jakoś tego dzieciaka czegoś nauczyć i jakieś nawyki wdrożyć. Na tych trzech przykładach widać po jakiej równi pochyłej stacza się system kształcenia młodego pokolenia. Najstarsza jest samodzielna, młodsza potrzebuje opieki i nadzoru, najmłodsza - dobrze, że ma nas. Współczuję dzieciakom pozbawionym opieki dziadków.
jeśli ciekawi Panią jak się traktuje ludzi walczących o zmianę tego stanu , to proszę sobie zajrzeć na witrynę nowalef ... o matematyce i o edukacji .. i o przebiegu walki o te ważne tematy