Otrzymane komantarze

Do wpisu: Nalewanie z próżnego
Data Autor
Pani Izabelo,ja posłużę się krótką historyjką. Pewien tatuś i jego synek szli podcieniami miejskiej ulicy,przy której znajdowały się sklepy i wielkie magazyny. Tatuś niósł torbę pełną paczek i sapał ze złości mówiąc do dziecka:"Kupiłem ci czerwony kombinezon,kupiłem ci robota,kupiłem ci zestaw piłkarzy ...Co jeszcze mam ci kupić?" "Weź mnie za rękę" - odpowiedziało dziecko.
Lech "Losek" Mucha
Na tę patologię jest tylko jeden dobry sposób, Odebrać władzy prawo do obracania naszymi pieniędzmi i ograniczyć je do niezbędnego minimum! Tak, jak napisałem w notatce: Niech już to państwo lepiej nikomu nie pomaga. Im mniej pośredników będzie pomiędzy mną, a osobą w potrzebie, tym większy procent moich pieniędzy dotrze do tej osoby. I w sytuacji, w której państwo nie będzie "pomagać", nie zmarnuje się tyle pieniędzy, nie będzie potrzeby wydawać pieniędzy na wypłaty, dla rzeszy darmozjadów - urzędników, i nie będzie miało znaczenia, które pokolenie i jakie łajzy znajdą się u steru władzy. Pozdrowienia.
jazgdyni
Głupota to jest oddzielna, niezależna cecha. Fakt, połączona z nuworyszowską rozrzutnością generuje opłakane skutki. Ktoś ma dziwactwa i rozrzuca swoje pieniądze - a niech mu tam! Ale ta wadza rozrzuca nasze pieniądze. Nie swoje. Myślisz, że to tylko głupota? A ja nie. Swego czasu brałem udział w pertraktacjach przy zakupach drogiego sprzętu. Wysokie prowizje są ogólnoświatowym zwyczajowym elementem transakcji. Jeżeli Pendolino kosztowało 5 miliardów euro, to zwyczajowe 5%, czyli 250 milionów, do czyjej poszło kieszeni?
Anonymous
Pani Izo! W tej kwestii się z Panią nie mogę zgodzić. Stary komuch w tej jednej sprawie miał rację, że jak ktoś chce wydać na jedno to tymi samymi pieniędzmi nie zapłaci za drugie. Tak to już jest, że pieniądze nie rozmnażają się w miarę wydawania. Czy zatem zwiększać wydatki gdy brakuje pieniędzy czy wydatki ograniczać. Odpowiedź jest jednoznaczna. Państwo wydaje na igrzyska i w konsekwencji cena chleba musiała wzrosnąć. Jaka jest konsekwencja rozdawnictwa chleba? Wzrost ceny chleba dla tych, którzy go nie dostaną. Pojawi się nowa grupa ubogich i albo zażąda socjalu, albo pójdzie kraść (państwo zwiększy wydatki na walkę z drobną przestępczością) albo wyjedzie. Nie dziwię się młodym ludziom, którzy wyjeżdżają za chlebem. Ci którzy zostaną będą musieli pracować na zasiłek dla mnie, który starczy akurat na chleb.
NASZ_HENRY
Biedny Tusk jeździ samochodem bez dachu, pije stare wino i je spleśniałe sery ;-)
Izabela Brodacka Falzmann
Ciekawa jestem wyniku referendum choć mam zastrzeżenia. Jeżeli wszyscy podatnicy mieliby płacić za olimpiadę powinni mieć w tej sprawie prawo głosu. Do instytucji referendum trochę zniechęciły mnie wyniki referendum warszawskiego w sprawie odwołania HGW. Po tym referendum, zlekceważonym przez mieszkańców stolicy,  HGW trzyma się mocno i nadal szaleje. Oby tak się nie stało w Krakowie. Jedyna nadzieja, że mieszkańcy Krakowa są bardziej odpowiedzialni niż Warszawiacy, albo mniej tchórzliwi. Strażnicy miejscy w Warszawie mówili mi, że chcieliby głosować ale się boją zwolnienia z pracy. Lista podpisów z komisji wyborczej to- jak twierdzili- gotowa lista do redukcji zatrudnienia. Może?
Izabela Brodacka Falzmann
Mnie - tak jak mego rozsądnego ucznia- bardziej boli głupota niż użycie. Łatwiej mi darować Tuskowi wyprawę z rodziną w Andy niż Pendolino.  Ale najgorsze jest, że tak jak rozrzutny i głupi tatuś mojego ucznia pozuje się na dobrego gospodarza.
Szanowna Pani Izo Według najnowszych danych 78% Krakowian jest przeciwko organizacji olimpiady zimowej a 4% niezdecydowanych. Powstał na Fejsbuku profil facebook.com, facebook.com W dniu 25 maja równolegle z wyborami do PE,przeprowadzone zostanie referendum w sprawie igrzysk polska.newsweek.pl Przypomniała mi się rozmowa z 2012 z bardzo znanym dziennikarzem sportowym,który przyjechal z Warszawy do Krakowa na mecz Wisły Kraków(nawiasem mówiąc był autentycznie zaskoczony,że kobieta może znać eksperta futbolu),którypowiedział mi,że Kraków powinien się cieszyć,że nie będzie miastem-uczestnikiem EURO 2012(głownie z powodów ekonomicznych,lecz nie tylko) pozdrawiam serdecznie
jazgdyni
Witaj Izo Przekonujesz mnie, że nie zwariowałem, ani, że jestem pieniaczem. Widzimy świat podobnie i wyciągamy takie same wnioski. Pierwsze pokolenie przy władzy, czy przy pieniądzach, szasta bezmyślnie wszelakim dobrem. Nie czują zawartego trudu w pieniądzach. Dla nich, jak i dla gangsterów, którzy zachowują się analogicznie - łatwo przyszło, łatwo poszło. A ponieważ, tak na prawdę, nienawidzą ludzi, to nie dadzą, żeby komuś się polepszyło. Fornal fornalem pozostanie. Na zawsze. Pozdrawiam
Do wpisu: Syndrom oszusta
Data Autor
Jeżeli dziecko jest objęte specjalnym tokiem nauczania,nie może być mowy o żadnej dysleksji.Jak sama Pani twierdzi,ono się dopiero uczy.To samo tyczy odpytywania przy tablicy.Dziecko pozbywa się nieśmiałości z równoczesnym nabywaniem pewności siebie,a stąd krótka droga do małych szkolnych sukcesów. Wracając do popełnianych przez dziecko błędów (i nie tylko)polecam Pani ćwiczenia w zakresie analizy i syntezy wzrokowej. Ćwiczenia i zabawy są bardzo interesujące dla dzieci,a wyniki rewelacyjne. Aktywizują one dziecko a to z kolei doprowadza do tego,że potrafi ono dłużej i dokładniej -z własnej inicjatywy- koncentrować uwagę na przedmiotach i zjawiskach. To tak w wielkim skrócie.
Nauczycielka przejęła wychowawstwo właśnie w drugiej klasie, a ja się u niej pojawiłam w połowie września. Znając dziecko 2 tygodnie zaproponowała poradnie. Ponieważ jej argumentami nie były konkretne wady u dziecka ale fakt, że będzie ono miało więcej czasu na testach, nie będzie zwracana uwaga na błędy ortograficzne, stanowczo odmówiłam na zasadzie: Ale Pani WŁAŚNIE MA zwracać uwagę na jego błędy, przecież ono się dopiero uczy. Moja reakcja ją zdziwiła, powiedziała mi to. Teraz po półtorarocznej już znajomości wychodzę z założenia, że albo to jest lepiej gdzieś punktowane, takie osoby z papierem, albo nie chce jej się "bawić" z dziećmi, które są przeciętne. Syn przy systematycznej pracy z nim dobrze sobie radzi, prymusem może nie będzie, ale nie jest źle. Jest nieśmiały tzn. nie lubi się wypowiadać na forum klasy, mało się zgłasza, ale to wynika z jego asekuracji przed tym co nowe i nierutynowe. Sugerowałam, żeby nauczycielka często brała go do tablicy. Wiem z doświadczenia, że z rzeczami, których się boi, gdy stają się rutyną, przechodzi z tym do porządku dziennego. Ja ze szkoły pamiętam, czy byliśmy matołami czy bystrzachami każdy musiał odstać swoje pod tablicą, takie życie, traumy nie kojarzę by ktoś po tym miał. Wiem od syna, podpytywałam jego koleżanki, mój syn w ogóle nie jest odpytywany przy tablicy, chociaż nauczycielka zapewniała, że tak jest. A szkołę syn lubi, nauczycielkę też, jest raczej spokojny, może przespać na lekcji i nikt go nie tknie. Tylko ja w domu mam "jazdę" bo cała robota spada na mnie. Mam wrażenie, że syn chodzi do wykładowców na uczelnię, nie do szkoły.
Izabela Brodacka Falzmann
W naszej przychodni pewna pani wpychała pacjentom sól do moczenia nóg. Mnie to nie spotkało ( unikam lekarzy ) ale córka przyszła wściekła. Nie mogła pni doktór wytłumaczyć, że nie ma najmniejszego zamiaru moczyć nóg w miednicy.
Izabela Brodacka Falzmann
Słyszałam od lekarzy, że firmy farmaceutyczne windują ceny leków podlegających refundacji. Czyli to pozorne dobrodziejstwo obraca się przeciwko pacjentom.
Izabela Brodacka Falzmann
W mojej szkole podstawowej większość chłopców cierpiała na " syndrom łobuziaka". Nikt ich nie diagnozował i z tego wyrastali. Oczywiście wtedy dopuszczalne było wychowywanie przez rodziców metodami, za które ci rodzice dziś siedzieliby w wiezieniu. Pamiętam kolegę, który trudnił się rozbrajaniem znajdywanych w ruinach pocisków . Proch był bardzo przydatny do strzelania z kluczy, więc nim handlował. Były to klucze do piwnicy czy strychu, ogromne z rodzajem lufy , w którą dało się wepchnąć substancję wybuchową. Coż na ten temat mogą wiedzieć ludzie, którzy otwierają drzwi kartą?. Otóż ten chłopiec przyszedł kiedyś do szkoły wyraźnie nie w formie. Okazało się, że ojciec zniechęcił go do biznesu pasem. Pewnie ojciec miał rację- brat Wandy Rutkiewicz zginął rozerwany przez niewypał w trakcie  takich, powszechnych dziecięcych zabaw. Nikomu jednak nie przyszłoby do głowy faszerowanie łobuziaków psychotropami czy - jak na tamte czasy- bromem.  Przecież nawet penicylinę można było zdobyć tylko ze Stanów.
Izabela Brodacka Falzmann
No i jest jeszcze jeden ponury aspekt tej sprawy. Wszelkie " diagnozy" w tym szkolnych pedagogów, wędrują wraz z dzieckiem w jego karcie. W ten sposób bardzo łatwo o- tak modną przecież -  stygmatyzację. Po co nauczyciele liceum mają wiedzieć, ze w szkole podstawowej Jaś był grubasem i moczył się w nocy? Dlatego rozsądni rodzice unikają kontaktu z psychologami i pedagogami szkolnymi i nie informują szkoły ewentualnym  leczeniu. (Nierozsądni, jak pewni państwo z Krakowa, o mało nie stracili dzieci.) Gdyby władzom udało się wprowadzić legitymację zdrowotną z zapisanymi elektronicznie informacjami na temat historii wszelkich chorób pacjenta i stosowanych leków, być może zmniejszyłoby to marnotrawstwo (trudniej byłoby, jak kiedyś mój sąsiad cukrzyk zgromadzić kilkanaście " penów") , ale każdy stójkowy czy prosta farmaceutka mieliby dostęp do tak zwanych "danych wrażliwych". Czyli chory byłby jak w świetle jupiterów. Takie dane są przedmiotem zainteresowania firm ubezpieczeniowych i "łowców głów", są więc przedmiotem handlu. Znana jest historia pewnego ubezpieczonego, którego rodzina nie dostała wypłaty z polisy, bo detektyw firmy odkrył, że człowiek, który zmarł na wylew " zataił", że w wieku 4 lat spadł w przedszkolu z huśtawki, a było to w aktach. 
Dysleksja nie podlega zwiększonej subwencji.Obawiam się,że papier jest potrzebny,bo wtedy zwalnia nauczyciela z solidnej pracy z dzieckiem;zawsze można się przecież powołać na ów papier. Co do reszty,mam pytanie:kto stwierdził u dziecka dysleksję? Już sama dysleksja może być powodem nieśmiałości u dziecka,jeżeli jest w klasie nagłaśniana przez nauczycielkę w obecności innych dzieci. Zapraszam Panią do napisania na prywatny adres nb,postaram się pomóc w konkretny sposób.
jazgdyni
Dziękuję za poprawkę. No tak, to też Gdynianin Krause. Mea culpa. Lecz ja chciałem uwypuklić łasucha na miód Kwaśniewskiego. Co, jak co, ale instynkt to on ma. Pozdrawiam
Szanowna Gospodyni i Wy, Dyskutanci Co do lekow i refundacji. W koncu lat `90 ub. wieku "na miescie" chodzily takie stawki za wpisanie leku na liste: 100tys baksow od sztuki - za rzadow niejakiego leszka em. Po zmianie ekipy - na niejaki awues, stawka wzrosla juz do zielonego melona od sztuki. Wpadla mi w rece Polopiryna S z tego okresu - jeszcze listkach granatowych po 20szt - kosztowala rowne 0,82PLN. Co teraz mozna w aptece kupic za 82 grosze? Na pewno nie polopiryne - ta kosztuje juz ok. 8PLN, jakies 9-10x drozej. I na pewno NIE JEST to efekt INFLACJI [1000%]. Najwiekszym obciazeniem - dla wszystkich - jest administracja. Z tym, ze za odpowiednia LAPOWKE NIEKTORYM pozwala ona KOSZTY PRZERZUCIC na innych. Regula [kolejnosc] dziobania, moi mili, w praktyce.
:) Usmiecham sie pod nosem, bo co prawda nomina odiosa sunt, ale Bioton to na pewno nie od Kulczyka poczal sie:) Biotona sdielal imc krause.
Dzień dobry, Bardzo mnie interesuje temat tych "subwencji". Czy chodzi też o taki przypadek dyslektyków? Mnie nauczycielka mojego syna, w drugiej klasie szk.podst. (poziom obniżony do systemu dla szczesciolatków) reklamowała, dosłownie, że warto mieć papier dyslektyka. Gdy to się nie udało, po mojej bardzo stanowczej reakcji, zaczęła nagabywać o wizytę u psychologa, dziecko jest zbyt nieśmiałe. Na moje propozycje jak tę nieśmiałość pokonać, usłyszałam, że nie może zastosować żadnych metod bez papierka od poradni. Ciekawa jestem czy takie wypychanie do poradni mogło być podyktowane jakimś wymiernym czynnikiem?
Zgadzam się z Panem,tylko obawiam się,że za chwilę dziecko o obniżonej pobudliwości dostanie psychotropy pobudzające,dziecko infantylne czy zahamowane podobnie. Dlatego nacisk powinien być położony na PRAWIDŁOWĄ diagnozę. Z wielu tzw.złych zachowań dzieci po prostu wyrastają. Pozdrawiam :)
jazgdyni
Właśnie ta nadpobudliwość psychoruchowa połączona z deficytem koncentracji jest teraz definiowana jako ADHD. Obawiam się, że taki zespół upośledzający, choć właściwie utrudniający rozwój dziecka, istnieje na prawdę.
jazgdyni
@NASZ_HENRY A owszem, ja pływam, co nie znaczy, że żona ma się obijać. Ta apteka miała być moją emeryturą ! Ha, ha, ha... :))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Anonymous
P.S. Właśnie czytam wypowiedź min.Arłukowicza: "Kolejną rzeczą jest zmiana w sposobie leczenia pacjenta. - Dziś często pacjent ma operowany nowotwór w ośrodku chirurgicznym, który nie współpracuje z żadnym ośrodkiem onkologicznym, dlatego po operacji długo czeka na chemioterapię bądź radioterapię." Wniosek: centralizacja, a być może nie zrefundują w ogóle leczenia nowotworów chirurgii innej niż onkologiczna, czyli ograniczą dostęp do leczenia. Trzeba poczekać na szczegóły tej decyzji. Nie można wykluczyć, że istotnie zwiększą się nakłady na onkologię ze szczególnym uwzględnieniem chemioterapii. Firmom łatwiej przekonać ministerstwo do celowości chemioterapią niż poszczególnych pacjentów do parafarmaceutyków lub lekarzy do preparatu konkretnej firmy. I to niektórzy nazywają "makroekonomią".
Pani Izabelo.Pozwoli Pani,że wrócę do określenia "czekoladopodobni".To "czekoladopodobni"nauczyciele,nie potrafiący czy nie chcący poradzić sobie z dzieckiem,wysyłają je do lekarzy,wypisując różne bzdury w opinii.A lekarz też idzie na tzw.łatwiznę i bezmyślnie przepisuje leki - przecież to nie jego dziecko. Podczas mojej 30-letniej pracy z dziećmi,ani raz !!!!! nie zdarzył się przypadek dziecka z tak modnym dzisiaj ADHD.Owszem,były dzieci z upośledzeniem umysłowym,ale to już inna para kaloszy. Pierwsze 6-8 tygodni mniejszy nacisk kładło się na naukę,większy na obserwację.Na jej podstawie można było określić "charakter"grupy,oraz zauważyć i odnotować te dzieci,które będą wymagać konkretnych zabiegów wyrównawczych,bądź szczególnej uwagi.Te drugie klasyfikowane były do odpowiednich grup dyspanseryjnych.Byliśmy doskonale przygotowani do pracy z dziećmi z zaburzeniami emocjonalnymi,uczuciowymi,nadpobudliwymi psychoruchowo itd. Dzisiaj psychotropy i ... święty spokój.Dziecko jest najmniej ważne. Nie wiem,czy Państwo wiecie,że na dziecko "z papierami" jest większa subwencja,więc na czym danej placówce ma zależeć?! Pozdrawiam serdecznie Pani Izabelo z wielkim szacunkiem za poruszanie tak ważnych spraw.