Otrzymane komantarze

Do wpisu: Lektury
Data Autor
Dobry wieczór, Wiadomo po co poszedł do UB - po wizycie Niemca w części Narodziny jest o tym wzmianka str. 75. Poza tym: być po właściwej stronie, str. 193-194. Gdulowie mają rodzinę, pomagają zwieść drewno z lasu (rodzina Anieli), o rodzinie Jana też jest wzmianka. Są opisy rozterek Berka, co się dzieje w głowie chłopca wyrwanego z rodzinnego domu, któremu "zabrano" wszystko łącznie z imieniem. Wyrwany z korzeni, ale na tyle wcześnie, że mentalnie był wstanie porzucić to co go nauczono, wrzucony do obcych, do innej religii, gdzie nie zdążył wrosnąć i przesiąknąć wartościami, uczuciem do opiekunów. To oczywiste, że taki człowiek nie będzie troszczył się o dobro innych bardziej niż własne, bo nikogo nie ma, a fundamentów złożonych z wartości, którym mógłby hołdować, został pozbawiony. Pani tej książki nie zna.
Izabela Brodacka Falzmann
Znak wydał ( kiedyś) wiele dobrych książek, nie tylko Grossa. Jeżeli chodzi o Zarembę- To książka gęsta, pełno dokumentów - mało ideologicznych interpretacji. Czy Zaremba powinien być na naszym indeksie po jakiejś wypowiedzi? Nie znam jej ale zapewne tak. Podobnie jak Światło - wstrętny ubek. A jednak poszerzył nasza wiedzę o tamtych czasach i metodach stosowanych przez UB. Skruszony ubek, albo ubek przewerbowany pozostaje odrażająca postacią, ale jest kopalnią wiedzy dla historyka.
Książkę p. Zaremby wydał Znak (ten od Grossa) a sam autor związany jest z Wyborczą i z Polityką. Jestem fanem Pani tekstów, wędrówkę po internecie zaczynam od sprawdzenia czy napisała Pani coś nowego ale do czytania książek Znaku i pana Zaremby (po jego obraźliwej wypowiedzi o żołnierzach podziemia) nikt mnie nie przekona
Izabela Brodacka Falzmann
To ten sam problem. Swiatło był dla ludzi zachodu źródłem informacji o funkcjonowaniu naszego systemu. Czy to znaczy , że ktoś go usprawiedliwia, albo co gorsza gloryfikuje? Oczywiście nie. Jeżeli poszukujemy informacji, prawdy o czasach powojennych nie ma sensu sięgać do zakłamanych powieści  naszych literatów pisanych dla bułeczki z szyneczką.  Dostali tę swoją bułeczkę i dosyć. Dlaczego ja mam jeszcze to czytać? To już wolę poczytać "Rosyjską ruletkę". Pozdrawiam
jazgdyni
@Iza Dziękuję za polecanki. Choć, jeżeli się nie mylę, to "Wielka trwoga" traktuje o o ścisłym okresie powojennym. Ja bym natomiast, mimo wszystko, abstrahując od faktu, że autor był komunistycznym szpiegiem, polecił "Rosyjską Ruletkę" Mariana Zacharskiego. Można tam znaleźć potwierdzenie wielu szeptanych faktów i sporo nazwisk powiązanych w dziwne konfiguracje. Jest tam także i o panu Wileckim, Oparze, oraz panu Gromosławie Czempińskim. Pozdrawiam
Do wpisu: Witkacy do kraju wraca
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Otrzymałam list od dobrze zorientowanej znajomej. Umieszczam jako sprostowanie. Przepraszam za błędy. "czytam sobie jak zawsze z  przyjemnością Twoją notkę i zauważyłam błąd: "Żoną Witkacego była Jadwiga Ungrug Witkiewiczowa. Jadwiga urodziła się w 1893 roku w Moikijówce na Podolu. Była wnuczką Juliusza Kossaka i siostrą Wojciecha Kossaka. " W ferworze pisania połączyłaś dwie Jadwigi;) To jej matka Jadwiga (ur. 1865), była córką malarza Juliusza Kossaka i siostrą Wojciecha. Natomiast jej córka  była wnuczką Juliusza i siostrzenicą Wojciecha;)"
Izabela Brodacka Falzmann
Skorzystam z podpowiedzi.
Izabela Brodacka Falzmann
W kwestii Witkacego. Wiedzieli wszyscy obecni na pogrzebie, w tym Maciej Witkiewicz śpiewak operowy, kuzyn Witkacego i ksiądz Józef Tischner. Wiedzieli również Aleksander Krawczuk, Władysław Hasior, dyrektor Muzeum Tatrzańskiego ( nazwiska nie pamiętam). Już w czasie powrotu delegacji z Jezior do Warszawy Zukrowski zaproponował " znieczulanie się " wiezionym ze sobą trunkiem. Dlaczego zgodzili się uczestniczyć w farsie? To ich tajemnica. Czy uważali, ze wojska sowieckie wkroczą do Polski w obronie młodej  Białorusinki, która zmarła zapewne przy porodzie. W kwestii pogrzebów smoleńskich. Proszę wysłuchać rozmowy Jerzego Zalewskiego z Piotrem Walentynowiczem ( "Pod prąd") . Po pierwszej ekshumacji zgodzili się  na drugi pochówek bez przekonania. Mamiono ich badaniami DNA, ale wyników nie dostali do ręki. Zgodzili się nie ze strachu ani szacunku do władzy- akurat przez grzeczność i pewną sytuacyjną bezradność. Coś takiego nazywa się brakiem asertywności.
lala
wszyscy dzis głoszą - Jacek [Kaczmarski} byłby z nami a jakoś mi sie wydaje, że tu , nad Wisła, najbardziej brak nam autoironii i prawdziwego poczucia komizmu (nie jakichs zzartó, ale komizmu) to sobie poslucham na dobranoc jak Kaczmarski spiewa "Limeryki o narodach" - bardzo na czasie:-)
Zbigniew Gajek vel Janko Walski
"wszyscy zgodzili się"? A czy mieli cokolwiek do gadania? Czy ktokolwiek pytał rodziny, współpracowników zmarłych? We Wiadomościach pojawił się komunikat jakiegoś wysokiego urzędnika, że trumny "NIE MOGĄ" być otwierane. Koniec, kropka.
Izabela Brodacka Falzmann
To też znak.
NASZ_HENRY
Jacek Kaczmarski - 10 rocznica dzisiaj [*]
Do wpisu: Nalewanie z próżnego
Data Autor
Cicho! Bo szwagier szwagra dostanie zaraz zlecenie z naszych podatków! Czy rzecz w pierwszym pokoleniu, powątpiewam. To jest raczej sowieckie buractwo o którym opowiadał mój dziadek, jakoby wystarczyło do pudełka włożyć chrabąszcza i myślało toto, że dostaje zegarek.
I owszem. Niemieckie na przykład.
Lech "Losek" Mucha
To jest klasyczny przykład ubezpieczenia. Wykupuje Pan ubezpieczenie, na własne zdrowie, dokładnie tak samo, jak np. OC, albo Auto Casco. W razie szkody, ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie, dzięki któremu może Pan sobie naprawić auto, Ale nie może Pan powiedzieć, że to Pan zapłacił za naprawę, a tylko, że ubezpieczyciel pokrył szkodę, z pana polisy. W leczeniu jest tak samo. Pieniądze wpłacane przez całe życie nigdzie się nie odkładają, nie magazynują itp. Są wydawane na bieżąco, na leczenie innych chorych. W podstawowej opiece zdrowotnej NFZ płaci poradniom miesięcznie stałą stawkę za każdego zarejestrowanego chorego. W specjalistyce i lecznictwie zamkniętym - za wykonaną procedurę. Stąd nie ma większego problemu z uzyskaniem skierowania na badania od specjalisty, bo on może sobie te badania rozliczyć ( ale pacjent musi przyjść ponownie na wizytę, jak np. wytnę coś komuś i wyślę do badania histopatologicznego, a pacjent nie przyjdzie, to cały koszt badania mam w plecy...) Niektóre badania są od razu finansowane przez NFZ ( np. TK, rezonans ). Jak Pan widzi, ta sytuacja jest daleka od  podanego przykładu: klient-usługodawca, w której klient może wszystkiego wymagać od poradni. To raczej jest jak wykupiony karnet na basen: tyle, a tyle razy można iść popływać, za więcej trza dopłacać, choć to też nieco kulawa analogia. A jeśli chodzi o kwotę, którą przeznaczamy na leczenia pacjentów w Polsce, a także ilości lekarzy w porównaniu z innymi krajami Europy, to polecam moje notatki na ten temat. Tę i tę. Pozdrowienia.
"" to radzę się zorientować jak wygląda sytuacja"" - fakt nie orientuje sie dokladnie jak to wyglada w Polsce. Mam taki system ze dajac karte w przychodni lekarz dostaje "swoje" za kazda wizyte. "" "oddajac swoja karte na recepcji zaplacil za wizyte" - Owszem, zapłacił, ale nie poradni tylko Funduszowi."" Prosze mi wyjasnic... ( bo sie nie orientuje w realiach PL) Skad pochodza pieniadze ktore za wizyte pacjenta dostaje Fundusz ..a tylko szczatki tego lekarz? "" Tu się Pan również myli, bo na przykład za samą wycenę naprawy sprzętu elektronicznego, albo samochodu czyli za obejrzenie co się zepsuło, nieraz musiałem płacić, nawet, jak nie decydowałem się na naprawę."" - No tak, ale poniewaz za "wycene" placi pan swoimi realnymi pieniedzmi a nie wirtualna karta kasy chorych .. daje Pan ocenic co sie zepsulo tylko raz? Zanim Pan pojdzie do innego wyrsztatu znowu tylko po wycene zastanowi sie pan dwa razy .. czyz nie? Tu gdzie mieszkam ..wystawiajac mi karte zdrowia ( kasy chorych) pouczono mnie wlasnie ze to prawie jak "karta kredytowa" ktora place lekarzowi za usluge ... place i wymagam. Osobiscie znam ludzi bioracych ten system tak doslownie ..ze idac do lekarza po jakis lek albo przepisanie jakichs badan ... pytaja wczesniej czy im to lekarz przepisze... jesli "nie" to nie daja karty i ida do innego lekarza bo twierdza ze placa za to co wymagaja ...moze to juz przyklad skrajny ..ale z zycia wziety.
Lech "Losek" Mucha
Zanim Pan coś napisze, to radzę się zorientować jak wygląda sytuacja, bo potem wychodzą nieporozumienia. "Za dwie - trzy takie nic nie warte wizyty mozna bylo sfinansowac juz jakies specjalistyczne badanie." W POZ pieniądz dla poradni wynikające z kontraktu zupełnie nie zależą od ilości wizyt, tylko są stałą kwotą,  ( liczba zarejestrowanych chorych x stawka miesięczna) Poradnia musi gospodarować tymi pieniędzmi, które ma i jak na coś wyda za dużo, to na inne braknie.  "oddajac swoja karte na recepcji zaplacil za wizyte" Owszem, zapłacił, ale nie poradni tylko Funduszowi. "Przeciez gdyby krawcowa za ogladniecie tego plaszcza zazyczyla by sobie zaplaty to by ja wysmial." Tu się Pan również myli, bo na przykład za samą wycenę naprawy sprzętu elektronicznego, albo samochodu czyli za obejrzenie co się zepsuło, nieraz musiałem płacić, nawet, jak nie decydowałem się na naprawę. "Gdyby pacjent wiedzial ile daje za konkretna porade ..." Rzecz w tym, że nie daje. To znaczy on daje NFZ-towi, a NFZ lekarzowi. Gdyby pacjent wiedział jaką niewielką kwotę NFZ daje lekarzowi za poradę... Gdyby pacjent wiedział, ile w ogóle płaci na ochronę zdrowia i porównał to z tym, co płaci reszta Europy.... Losek: " powinno być jasno i jednoznacznie sprecyzowane co i za ile się w ramach ubezpieczenia należy." No wlasnie... No właśnie!  
Anonymous
Pani Izo! Igrzyska w Krakowie doprowadzają mnie do pacji. Miasto, a raczej "miasto" po gruntownej przebudowie 3 stadionów na tzw.EURO, które w Krakowie się nie odbywało, i kilku galerii sztuki (wiadomo powszechnie, że Kraków to pustynia w tej dziedzinie) buduje obecni halę widowiskową, centrum konferencyjne i drugą filharmonię. Wcześniej przez lata nie było obiektu zdolnego pomieścić np. uczestników konferencji międzynarodowej, teraz gdy miasto jest w długach buduje sie wszystko na raz i w nadmiarze. Z góry wiadomo w związku z tym nadmiarem, że obiekty będą rentowne tak samo jak stadion narodowy. Po co jednak prywatny inwestor miałby angażować własne pieniądze skoro może podłaczyć się do budżetu i zarobić na budowie i eksploatacji. Wszyscy dostrzegą nowe obiekty, ale biedy, która powstaje w konsekwencji ich powstania (poprzez ściągnięcie pieniędy od każdego) już nie.
Pacjent = Klient Pacjent powinnien sobie uzmyslowic ze wchodzac do gabinetu jest klientem i ze wlasnie oddajac swoja karte na recepcji zaplacil za wizyte. Ta karta ktorej numer podal wchodzac funkcjonuje praktycznie jak karta kredytowa, podpieta do wspolnotowego "banku" zarzadzajacego skladkami pacjentow /klientow. Jednym slowem juz za sam fakt wejscia do gabinetu i wysluchania jakiegos " papa-lapap " od lekarza ze cos tam ze mu sie wydaje , ze nie widzi objawow... juz za to zaplacil. Jesli mu to nie pomoglo i poszedl z tym do paru lekarzy to u kazdego zostawil "gotowke" za poklepanie po plecach ze na oko jest zdrowy. Czy ten sam pacjent ..jako klient wchodzac do krawca i pytajac czy " to da sie przeszyc?" uslyszy od krawcowej ze " chyba jednak nie!" - Bylby tak naiwny zeby jej za to zaplacic? Przeciez gdyby krawcowa za ogladniecie tego plaszcza zazyczyla by sobie zaplaty to by ja wysmial. A wchodzac do gabinetu czyni to samo ... "bezbolesnie" i bez oporow bo dal tylko wirtualna karte na recepcji. Za dwie - trzy takie nic nie warte wizyty mozna bylo sfinansowac juz jakies specjalistyczne badanie. Sluzba zdrowia kleczy po czesci ... bo pacjeci wydaja bezbolesnie prawdziwe pieniadze za wirtualne porady. Gdyby pacjent wiedzial ile daje za konkretna porade ... Losek: " powinno być jasno i jednoznacznie sprecyzowane co i za ile się w ramach ubezpieczenia należy." No wlasnie...
Sprostowanie w/s samolotu Dreamliner Boeing 787. Żaden z w/w samolotów nie stoi w Polsce w hangarze. Nie wybudowano żadnego hangaru mogącego pomieścić taki samolot. Dreamlinery stoją pod chmurką.(podaję za Radiem Wnet)
Lech "Losek" Mucha
Oczywiście. Przede wszystkim, powinno być jasno i jednoznacznie sprecyzowane co i za ile się w ramach ubezpieczenia należy. Tak jak jest to napisane dokładnie w każdej komercyjnej polisie. Wtedy nie ma wątpliwości. 
Izabela Brodacka Falzmann
Masz rację , to się nazywa procencik handlowy. Podobno firmy zachodnie mają  specjalne fundusze dla operacji handlowych w Polsce.
Izabela Brodacka Falzmann
Poza tym trzeba ograniczyć kryminogenne przepisy. Całe życie płaciłam składkę zdrowotną i nie korzystałam ze służby zdrowia. Nie miałam nawet karty w przychodni. Kiedy przestraszona losem sąsiada poprosiłam mego lekarza ( założyłam nawet kartę) o skierowanie na krzywą cukrową ( wiek i inne czynniki ryzyka) odpowiedział: : "niech pani sobie zrobi prywatnie, ja nie widzę objawów cukrzycy" . Powiedziałam mu, że cukrzyca jest chorobą metaboliczną, a jej wskaźnik jest biochemiczny i mierzalny. Ogląd pacjenta (na odległość) jest zupełnie nieistotny. Teraz już wiem, że pan doktor płaci za badania z puli  "własnych" pieniędzy i oszczędza. Czy to nie jest kryminogenne? A w każdym razie bezsensowne. Pacjent, który się uprze i tak dostanie skierowanie od specjalisty. Pacjent, który niesłusznie zlekceważy sprawę obudzi się na przykład z gangreną.
Izabela Brodacka Falzmann
Oczywiście, że tak. Stary komuch oszczędzał na lekcjach dla syna i kupował sobie zupełnie mu zbędne rakiety tenisowe. To optyka syna. Optyka komucha była zapewne zupełnie inna, może uważał, że w ten sposób syna wychowuje. Tusk nas też wychowuje tłumacząc, że dając  dzieciom musi zabrać na przykład chorym na raka. A Pendolino stoi i rdzewieje.
Do wpisu: Syndrom oszusta
Data Autor
Syn nie ma specjalnego toku nauczania. Jest dzieckiem, które zwyczajnie musi się przyłożyć bardziej niż ci, którym z natury przychodzi coś łatwiej jeśli chce osiągnąć ich poziom. Dodatkowo ja nie chcę aby jego start życiowy w systemie edukacji odbywał się po najmniejszej linii oporu czyli z glejtem w ręku - dysleksja. Gdyby to było konieczne tak, ale ja nie widzę tej potrzeby. Mnie bardzo złości fakt, że nauczycielka, która u mojego dziecka ma poważanie i mógłaby więcej osiągnąć niż ja z racji doświadczenia i z racji tego, że syn z mniejszymi oporami wykonuje to co poleci nauczyciel, instruktor niż gdy robię to ja (sprawdzone parokrotnie), marnuje tę szansę. Mógłby przełamać opory, a te lata już są zaprzepaszczone, szlag mnie trafia. "Wracając do popełnianych przez dziecko błędów (i nie tylko)polecam Pani ćwiczenia w zakresie analizy i syntezy wzrokowej..." Brzmi tajemniczo. Proszę się nie gniewać i może wyjdę na ignorantkę, ale nie będę nic z dzieckiem ćwiczyć. Czas mój i dziecka jest ograniczony, a my już mamy zajęcia (wada postawy, logopedia), które nas absorbują. Sporo zajmuje wypełnianie zadań ze szkoły: wklej,wstaw, dopisz, pokoloruj i inne, wielorakie, chaotyczne podane w książkach, zeszytach ćwiczeń. Postawiłam na kilka rzeczy, które są ważne wg mnie: czytanie książek, matematyka, prace ręczne/plastyczne a ponadto wszystko czas z ojcem/dziadkiem w garażu na remontach. Chrzanię cały system edukacji, byle przebrnąć, ale uczciwie, nie na glejtach.