Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dla ich własnego dobra czyli logika utopii
Data Autor
NASZ_HENRY
tego żaden minister finansów jeszcze nie wymyślił ;-)
jazgdyni
Witaj Stwierdzenie "dla naszego wspólnego dobra", nie dość, że upośledzone, jest wręcz wstrętne. Oznajmia bowiem wszemi i wobec, że istnieje jakaś nadrzędna instytucja, choćby przysłowiowy "zbiorowy rozum", która to dobro wspólne klasyfikuje. Wiesz dobrze, że takie podejście jest słuszne w matematyce, gdy rozpatrujemy zbiory jednorodne. Jednakże jakakolwiek społeczność, czy inne zbiorowisko ludzi, zbiorem jednorodnym nie jest. Po to skonstruowano tak skomplikowany system prawny, żeby właśnie tą różnorodność, konkretnie - indywidualność jednostek społeczeństwa uwzględnić. Inaczej wszystko można zadekretować rozporządzeniami. "Dla wspólnego dobra" z kolei, co pokazała historia, jest potężnym i bardzo paskudnym narzędziem. To przecież dla wspólnego dobra narodu niemieckiego, a potem całej Europy, system nazistowski eksterminował Żydów. Tak, że masz całkowicie prawidłowe odczucia, zresztą identycznie, jak ja, że stajesz się czujna i podejrzliwa, gdy słyszysz, że coś jest dla "naszego wspólnego dobra". Bo to gorsze niż utopia - to czysty fałsz i podstęp. Serdeczności
Do wpisu: Śpioszki rozmiaru XXXL
Data Autor
Pani Izabelo, czytając powyższy tekst odniosłem wrażenie że jest Pani bardzo silną i zdecydowaną kobietą. Jeździła Pani w wyścigach, uprawiała sporty ekstremalne... Podejrzewam że taka osobowość jak Pani, dobrała sobie przyjaciółki wedle upodobań i z tekstu wynika że nie były to zahukane domatorki. Raczej silne jak Pani i zapewne również ceniące sobie niezależność, być może też dobrze zarabiające, kroczące pewnie ścieżką nowoczesnej i pewnej siebie kobiety. W przytoczonych anegdotach Pani znajome przyjmują role typowo męskie. Upolowanie ryby, czy marsz w trudnych warunkach w celu zdobycia pożywienia. Idąc za definicją z książki „Płeć mózgu” Anne Moir, powiedziałbym że Pani znajome ukształtowały w sobie mózgi z przewagą cech męskich. Zniewieściali, depilujący nogi mężczyźni, którzy wiązali się z tymi kobietami, świadomie lub podświadomie szukali w nich cech męskich. Pokusiłbym się o wprowadzenie tutaj pojęcia kryptogeja. Mężczyzny który z powodu strachu o napiętnowanie, lub strachu przed przyznaniem się przed samym sobą, nie wiąże się z innym mężczyzną, ale z kobietą o cechach męskich (lub idzie do zakonu, ale to materiał na inną historię).
Za nieuczciwe jednak uważam ekstrapolację historii z Pani otoczenia na całe społeczeństwo. Na szczęście można jeszcze znaleźć u nas kobiety o cechach typowo kobiecych, a silnych i zdecydowanych mężczyzn należy szukać w ich otoczeniu. Nie potrzebują oni w domu babochłopa, kobiety która na każdym kroku będzie chciała pokazać swoją siłę i męstwo. Ze znanych mi par, żaden ze związków w których obie osoby miały silne charaktery, nie przetrwał próby czasu. Po prostu czasem jedna z osób w związku musi ustąpić, wykazać się uległością i całym zestawem cech kobiecych. W opisanych związkach Pani koleżanek, taką rolę przyjęli zniewieściali mężczyźni i znając swoje miejsce w stadzie, czekali aż silniejsze jednostki wrócą z polowania z jedzeniem. Smutne że w tradycyjnym związku, gdzie mężczyzna jest głową domu, jest on w stanie zaoferować z natury słabszej kobiecie troskę i ciepło. Natomiast w związkach z odwróconymi rolami, jakie przedstawiła Pani w swoim tekście, kobieta która wyrzekła się własnej słabości, jest w stanie okazać zniewieściałemu mężczyźnie tylko pogardę. Smutne to dlatego, że w związku z trendem silnej i niezależnej kobiety, oraz mody na mężczyznę metroseksualnego, takich toksycznych związków będzie coraz więcej. Co Pani uważa na temat mojego zdania? Pozdrawiam.
Współczesne wychowanie dziewczynek jest przyczyną wszystkich nieszczęść. Od maleństwa wmawia się im, że są księżniczkami. One zawsze są wspaniałe a za to chłopcy to łobuzy. tak wychowane dziewczynki potem przez całe życie przedstawiają wygórowane roszczenia wobec przyszłych partnerów. Nawet w kabaretach to zawsze mężczyzna jest tym ćwokiem, nie kumającym o co chodzi. Taki obraz jest propagowany powszechnie przez TV. Przykładem serial "Kiepscy". To Halinka jest wspaniała, pracuje i utrzymuje cały dom. Ferdek jako typowy mężczyzna jest przykładem klinicznym nieroba, ćwierćinteligenta. Podobnie jego syn to przygłup, którego jedynym celem w życiu jest napicie się piwa. Tymczasem to płeć męska jest motorem postępu. To mężczyźni głównie tworzą wspaniałe projekty pociągów wielkich prędkości, budują wspaniałe miasta, ciężko pracują na platformach wiertniczych, w kopalniach. Mógłbym ten temat rozwijać jeszcze długo.
Do wpisu: Niedole blogera
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też serdecznie pozdrawiam. Zawsze dokładnie czytam komentarze.
Izabela Brodacka Falzmann
Mnie naprawdę interesują poglądy moich czytelników. Dlatego bardzo proszę zabierać głos w interesujących dla nas sprawach. pozdrawiam serdecznie.
Pacyfikujesz szparą miedzy zębami?
Izabela Brodacka Falzmann
Już pisałam ale muszę to powtórzyć. Wymieniałyśmy z córkami uwagi na temat pańskiego zdjęcia.Powiedziałam, że jest Pan niezwykle przystojny z tym cygarem. Oburzone poprawiły mnie, że jest to marchewka. Widać starannie się Panu przyglądały. Pozdrawiam serdecznie. 
Izabela Brodacka Falzmann
Serdecznie pozdrawiam i przeczytałam.
Izabela Brodacka Falzmann
Właśnie o to mi chodzi. Dyskusja jest cenna dla obydwu stron. Bardzo mnie boli gdy grawituje w kierunku odkrywania ruskich agentów, tajnych współpracowników itp. Nie mówię tu o sobie- podobnie boli mnie to pod cudzymi tekstami. Jest to wyraz bezradności- ostatecznie obelżywe czy nieprzyzwoite napisy na murach też wykonują ludzie, którzy są bezradni wobec tego co ich dręczy. Internet przez swą anonimowość przypomina podkulturę grafitti. Poza tym- niejeden piszący, nawet jeżeli błądzi, ma szansę dowiedzieć się wiele od swoich czytelników ( nobody is perfect i  wiem, że to recydywa). Czytelnicy będący ekspertami w danej dziedzinie powinni zachowywać się jak dobry nauczyciel wobec ucznia. Wymyślanie od idiotów może go tylko zablokować.
Szczere i pokorne wyznanie.Przy okazji dotknęła Pani metody wartą stosowania w dyskusjach z lemingami czy z fanatykami lewicy und PO. Kultura, wątpliwości, pokora... plus - dodałbym humor. Niekiedy polemizuję z kilkunastoma przeciwnikami naraz na portalach lewicowych. Lubie wpaść jak orzeł w stado kur :) Zaczyna się od inwektyw i pseudoargumentów typu " a Rydzyk to, a Kaczyński tamto". Grzecznymi postami z odrobiną anegdot skutecznie pacyfikuję przeciwników, aż do momentu, kiedy jak ludzie zaczynają dyskutować :)
być może. Zapewne w podobnym stopniu, w jakim jest, Pani specjalistką od ubiorów zespołów ludowych, filmów Milosza Formana, skandynawskich marin, drobnych elementów architektonicznych etc.......
Zygmunt Korus
mają taki urok i styl, że zaczynam lekturę "Niezależnej" od Jej tekstów. Jak to dobrze i pięknie, że Pani wróciła do zdrowia i do blogowania! P.S. Dopisałem się jeszcze do "Irka", bo mi przyszło coś spóźnionego do głowy a propos tamże. Serdeczności.
gorylisko
Szanowna Pani, z powyższego wpisu, widzę, ze jest Pani Prawdziwa Damą tego blogu, chylę czoła i kłaniam się nisko oraz  tradycyjne, nie modne, do usług Szanownej Pani... Mam do czynienia z z IT jak teraz się modnie mówi, konkretnie z komputerami, sieciami, oprogramowaniem... niejeden raz spotkałem sie z pomówieniami o braku profesjonalizmu (następne modne słowo klucz) problem w tym, że niejeden z tych profesjonalistów nie potrafił rozwiązać problemów w firmach, czasem niełatwych... tylko ten niżej nieprofesjonalny goryl znajdował rozwiązanie.... czasem dosłownie za pięć minut przed otwarciem sklepu, firmy, etc... Niestety, jeszcze nie usłyszałem, tekstu pt. "przepraszam, miałeś rację, etc..." Nie wiem z czego to wynika ? Ze zwykłego strachu ? Nikt nie jest alfa i omegą, każdy może się mylić ale niestety nieomylnych zupaków na świecie jest dostatek... niektórzy sa na tyle bezczelni, że próbują imputować innym cechy niespotykane... Dlatego staram się brać takie rzeczy na humor... choć czasem ciężko pewne sprawy traktować z humorem... Życzę pogody ducha i spokojnego wkurzania się...choć wiem, że to bardzo trudne  
gorylisko
Miło mi, że pani wróciła i zdrowie u Pani OK. Z przyjemnością czytam pani posty. Wiedza, erudycja, doświadczenie i wysoka kultura osobista, przyznam się, że ma pani wpływ na nieokrzesanego goryla i chama jakim w końcu jestem... Co do różnej maści psycholi, zgadzam się. Nie przepadam za Lemem ale trudno się z nim nie zgodzić, że, dopiero mając internet, zorientował się ile jest durniów na świecie. Ja bym dodał, durniów jak durniów ale ilu ludzi których trudno posądzić o dobrą wolę a o obiektywiźmie już nie wspomnę... przykłady, nawet na niniejszym blogu... zresztą odezwał się był już jeden... Swego czasu na NE miałem zagwozdkę z gościem który koniecznie wymagał  dowodu na to czy na tamto...konkretnie jak katarynka usiłował mnie umieścić przy zmywaku jako moim miejscu pracy... owszem zdarzało mi się pracować... ale pracuję w zupełnie innej branży co nie oznacza, że straciłem kontakt ze zlewem, w końcu u siebie w domu zmywam naczynia... żeby było ciekawiej, znam osobiście bardzo sympatycznego profesora nadzwyczajnego który lubi zmywać naczynia ;-) w ogóle przesympatyczna rodzina, w/w pan profesor, nie uważa wcale coby mu korona z głowy spadła z tego tytułu a o pewnych sprawach potrafi opowiadać, że mózg staje...  
jest Pani niezwykle mądrą Kobietą,Kobietą z KLASĄ i dlatego wobec Pani nigdy nie pozwoliłabym sobie na jakąkolwiek nieuprzejmość. Często porusza Pani temat nauczania,i choć jest mi on bardzo bliski,nie ośmieliłam się zabrać głosu,bo obawiałam się,że mogę napisać "coś nie tak",a to sytuacja dla mnie naprawdę wyjątkowa. Pozostaję z wielkim szacunkiem dla Pani i Jej wpisów.
mają "each" zamiast "every", musi więc się rozchodzić o to "I tu należy wspomnieć o różnicy między słowami "each" i "every". Oba znaczą "każdy", jednak "each" używamy w odniesieniu do każdej z dwóch rzeczy czy osób (lub więcej), a "every" wtedy, kiedy mówimy o każdej z co najmniej trzech rzeczy (osób, itp.). Mówiąc prościej, tam gdzie mowa jest o co najmniej trzech osobach (rzeczach), możemy "each" i "every" stosować zamiennie, a tam, gdzie tylko o dwóch, możemy użyć jedynie "each".' Przyznam szczerze, że to mógł być błąd autorki (Stanisławski tez nie był od nich wolny) ale przez lata, które upłynęły od mojego debiutu językowego, zauważyłam pewne zmiany gramatyczne, pewne rzeczy są jakby nieaktualne ... Pod względem różnorodności językowej w podręcznikach bywa czasem nawet nieźle, prezentuje się różne akcenty, warianty, w książkach dla młodzieży a szczególnie dla dorosłych, choć to oczywiście nie przygotuje każdego do przeprowadzenia wywiadu na ulicy :) Mnie jednak bardziej uwiera to przesłanie zza tekstu, takie swoiste "Róbta co chceta".
Izabela Brodacka Falzmann
Panie Zdzichu, Pan jesteś mizantrop. Czy się mylę?
Izabela Brodacka Falzmann
Ale anglistka, Pani Magdalena nie widzi błędu w podręczniku. Cóż mam począć nieszczęsna, jak ustalić gdzie jest pies pogrzebany?
Izabela Brodacka Falzmann
Bardzo mi miło, a ja zawsze z zainteresowaniem czytam komentarze. Naprawdę - to nie minoderia- bardzo wiele się dowiaduję od czytelników.
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję za mile słowa.
Izabela Brodacka Falzmann
Nie , nie chodziło o wymowę bo uwagi dotyczyły tekstu. Podobno nieprawidłowe jest w tym kontekście  " every". Co do nowych podręczników- są rzeczywiście straszne. Chaotyczne, często uczą jakiejś środowiskowej grypsery zamiast języka . Oczywiście każdy kij ma dwa końce. Do Stanów wyjeżdżają często dziennikarze, którzy nie przeprowadzą wywiadu na ulicy bo nie rozumieją różnych grup etnicznych tam mieszkających. Im słownik slangu faktycznie się przydaje. Ale czy jest sens uczyć tego w Polsce? Kiedyś poprosiłam znajomego, rodowitego Anglika o rozwiązanie testu maturalnego. z języka angielskiego. Obliczył sobie punkty i wyszło, ze nie zdałby matury w Polsce. Jest z wykształcenia filozofem i tłumaczem. Nie wydawał się być specjalnie przejęty tym niepowodzeniem.
Do wpisu: Irek do tablicy
Data Autor
Zygmunt Korus
nieco po czasie, ale gdy przyszła mi do głowy, to już pojawił się następny interesujący wpis (o niedolach blogowania) zachęcający do czytania (i cmokania - tak, tak, Pani Izo) , niemniej, skoro komentarze mają dla Pani, jak twierdzi, znaczenie, niechże ten spóźniony aneks trzyma się tematycznej kupy per memoriam.  I teraz do rzeczy: Zjawisko pasożytowania młodych na starszych można dobrze zaobserwować odwiedzając regularnie jakiś bank. Najwięcej dziwnych, nerwowych przekonywań i zachowań wnuczek-pindulek i wyrostków-cwaniaczków wobec dobrodusznych babinek widywałem chodząc stale i często do Lukas Banku, gdzie miałem konto. Jak wiemy ten bank specjalizuje się w kredytowaniu sklepowych dóbr, więc grupki złożone z młodzieży konsumpcyjnej wymuszającej na bliskich, posiadających emerytalno-rentową zdolność kredytową było tam widać jak na dłoni. Pracownicy banków, a szczególnie tego rodzaju świadczonych usług, mogliby dać Pani przynajmniej wytrych do jakiejś części statystyki uwiarygodniającej ciekawe prywatne spostrzeżenia oraz intuicje. Socjolog dopuszczony do pewnych informacji bankowych (w tym aspekcie) miałby na pewno materiał policzalny dość wiarygodny, choć cząstkowy, bo zjawisko "tumiwisizmu, cwaniactwa lub wożenia się na czyichś plecach" jest z pewnością wieloaspektowe i dużo szersze.
Po pierwsze, Pana uwaga wedlug mnie nie jest zwiazana z poruszanym tematem (aspoleczna mlodziez). Po drugie sugeruje Pan mylne wnioski. Dlaczego akurat to zydzi i geje sa jedynymi, ktorzy sie wspieraja? Kazda mniejszosc w spoleczenstwie, nie tylko ta zdefiniowana tym co robi ze swoim fiutem, wspiera sie wzajemnie: milosnicy balonow na ogrzane powietrze, zwolennicy wolnych konopii, mamy po stracie, sportowcy niepelnosprawni, milosnicy speedcubingu, itd, itp...