|
|
jazgdyni albo nawet zauważyliście, że środowiska homoseksualne nie mają tych problemów. Bardzo się wspierają nawzajem i dają sobie dobry start.
Zresztą identycznie jest ze środowiskiem żydowskim.
A prawicowcy zażarcie się zwalczają.... |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ostatnio usłyszałam od Ciebie: " serdeczne życzenia składa naczelnik więzienia", teraz kominiarz. Bardzo ciekawe:) |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Teraz problemy mieszkaniowe nie zmalały. Młodzi ludzie biorą kredyty na 30 lat i stają się niewolnikami banku i korporacji w której pracują. Buntownicy nie chcą tego. Problem jest jednak w tym, że zgadzając się z ich diagnozą stanu społeczeństw ( " kapitał koncentruje się, bogatsi stają się jeszcze bogatsi, biedni co raz biedniejsi" - tak twierdzą koledzy młodej Niemki) i nawet im po trochu kibicując nie mamy przekonania, że uda im się wymknąć systemowi. Ich ofiarami stają się zbyt często najbliższe rodziny. Łatwiej terroryzować babcię niż walczyć z systemem. |
|
|
...jest zapewne więcej. Ja wspomnę o dwóch, wg mnie znaczących.
1. Odpępnienie - a raczej jego brak.
W tzw dzikich plemionach granica między dziecięctwem a dorosłością była ściśle wyznaczona i podkreślona właściwym rytuałem. A co ważniejsze - świeżo upieczony dorosły był zmuszony podjąć trudne obowiązki na rzecz wspólnoty i rodziny( polowanie, obrona współplemieńców). W zamian miał nowe przywileje dostęp do kobiet, współuczestnictwo w polityce plemienia). Rzecz jasna nie z dnia na dzień. "U nas" jest inaczej. "Dzieckiem" można być i być nawet mając już własne potomstwo i uroczysta "osiemnastka" w praktyce niczego nie zmienia. W PRL przeraźliwa "wieczna młodość" wynikała z biedy i beznadziejności. Teraz powoli się to zmienia, ale pokoleniu nieodpępnionych trudno przychodzi odpępnienie własnych dzieci. No i jeszcze te malutkie rodziny, zwane nuklearnymi(tata, mama dziecko), Ot po prostu szkoda jedyne pisklę wywalić z gniazda, aby samodzielnie polatało. Tyle wokół jastrzębi...
2. Swoisty kult niedojrzałości - czyli nieznośna lekkość bytu.
Intensywnie lansowany kult młodości spowodował, że dzieci nie aspirują do dorosłości - a wręcz odwrotnie! "Dzierlatki" po 60-ce ( Kora, Maryla R) i pięćdziesięcioletni "chłopcy" ( KUBA Wojewódzki, czy święty lewacki Owsiak)- to wzorce kulturowe naszych czasów. Chyba wystarczy pisania , bo wiemy o co chodzi.
Ps. Bardzo się cieszę , że Iza B. znowu pojawiła się na swoim blogu. ZDROWIA i wydajności twórczej życzy kominiarz :))) |
|
|
JoannaK Po pierwsze - bardzo się cieszę, że Pani wróciła. zawsze czytam Pani teksty i z większością spostrzeżeń zgadzam się bez szemrania. W tej sprawei jednak nie mam takiej jednoznacznej opinii. Rzeczywiście wielu młodych ludzi jest zapewne na garnuszkach rodziców, choć za komuny, kiedy były problemy mieszkaniowe to zjawisko występowało chyba w większym natężeniu. Wtedy nie było za to takiego bezrobocia, ale sama mialam trochę koleżanek, które po ukończeniu studiów były na utrzymaniu rodziców, choć pracowały ("Ty się córcia zabaw, kup sobie ubrania, kosmetyki, nas stać, żeby dać ci jeść). Dziś ja widzę dookoła, że młodzi ludzie często nie mogąc znaleźć pracy, czy satysfakcjonującej posady, a właśnie nie chcąc żyć na utrzymaniu rodziców, wyjeżdżają za granicę. Często usamodzielnienie zaczyna się od studiów w innym mieście. Potem juz nie wracają, żeby nie wiadomo co. Znam dziewczynę świeżo po politechnice, która robi biżuterię, inną, która po maturze zatrudniła się w hodowli psów, bo na studia się nie dostała. Niektórzy po studiach robią jakieś kursy zawodowe i w ogóle nietrafiają do pracy zgodnej z wykształceniem, a dzieje się tak właśnie dlatego, że nie chcą być na utrzymaniu rodziców. Znam też takich, co to może na pełnym utrzymaniu nie są, ale mimo, że zalożyli rodziny, mieszkają z rodzicami ("bo dom duży") i niewiele dokładają się do wspólnych rachunków. To jednak, przynajmniej wśród moich znajomych, margines. Trzeba by było rzeczywiście przeprowadzić jakieś badania i wtedy można obiektywnie stwierdzić jaka jest tendencja. Panie Irku, do tablicy!
Pozdrawiam serdecznie, JK. |
|
|
w ten sposób, inni proponują coś zgoła odmiennego: mmtrojmiasto.pl |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Sam wiesz, że my pracowaliśmy też poniżej naszych możliwości. To, że dyrektorem szkoły był partyjny głupek nie zwalniało mnie jednak z poczucia odpowiedzialności za uczniów. To, że na ASP miejsca były obsadzone na kilka lat naprzód było publiczną tajemnicą i nie powodowało depresji. Myślę, że obecnie jest to zjawisko światowe. Młodzi ludzie czują się oszukiwani przez system. Bronią się oszukując ten system. Albo tak im się tylko zdaje, bo najczęściej oszukują samych siebie. Jednak wiele osób po prostu nie chce pracować. Albo mają wygórowane wymagania. Wciągnęłam kiedyś młodego człowieka do tłumaczeń dla stacji Planete. Zażądał, żeby kierowca przywoził mu filmy do domu. Nie przyszłoby mi do głowy coś takiego. Faktycznie czasem kierowca przywoził mi filmy do adiustacji gdy nagranie było następnego dnia i było jasne, że będę pracować w nocy. Ale nie było to z mojej inicjatywy. Jak łatwo się domyślić chłopak nie utrzymał się w pracy. Zrezygnował również z pracy w bibliotece i pomimo wysokich kwalifikacji załatwił sobie rentę . Nie wiem czy jest szczęśliwy. |
|
|
jazgdyni Witaj
To już znasz, ale powtórzę:
........................
Już dobre 10 lat temu czytałem analizę o 40 letnich, włoskich "synkach", którzy wolą być przy mamusi, niż wziąć życie w swoje ręce.
4 lata temu współpracowałem z norweskim oficerem, którego kabina to był chlew; przez 6 tygodni nie przeprał sobie majtek, czy skarpetek. Wszystko zbierał do wora i w Norwegi mamusia to przepierała.
Znam takich przypadków mnóstwo.
To jest psychiczny problem, problem bezsilności wobec coraz bardziej nieprzychylnego świata.
I problem ten występuje jaskrawię w rodzinach raczej lepiej uposażonych. Bo biedak wyrzuci z domu, jak sam nie ma. A bogatszy się podzieli.
Taki jeden przypadek. Wybitnie uzdolniony artystycznie młodzieniec trzykrotnie zdaje na Akademię Sztuk. Trzykrotnie ląduje, mimo zachwytów pod kreską. Rodzice nie wiedzą, że egzaminy są fikcją i każde miejsce na uczelni ma swoją konkretną cenę. Młodzieniec odstawia pędzle i ołówki z początkami depresji, zniechęcony na całe życie do sztuki. Rodzice kierują go na prywatny uniwersytet, gdzie bez trudu zdobywa tytuł magistra. I co z tego? Nawet na czekającą go pracę urzędniczą trzeba mieć odpowiednie "chody". Rodzice ich nie mają.
Parę lat doprowadza do głęboko rozwiniętej depresji. Z drugiej strony, rodzice nie dadzą przecież umrzeć dziecku z głodu, a to paradoksalnie tylko pogłębia depresję.
Znam wiele takich przykładów.
Izo, pewnie możesz potwierdzić, że bez twego wsparcia, już w dzieciństwie córki borykałyby się z kłopotami.
.........................
Dodam do tego dwie sprawy:
- jest absolutna racja z tą lojalnością. Pisałem o tym wielokrotnie. Istnieje w kraju niestety deficyt tej cechy. I to zarówno w pracy, jak i w rodzinie,
- nie zgodziłbym się z tą chęcią szybkiego zostania rencistą, czy rentierem. Oni naprawdę chcą pracować. Tylko zrobili się wybredni. Zatrudniliśmy właśnie takiego jednego depresanta. Metamorfoza jest ogromna, ku naszej radości. Teraz to człowiek pełen inicjatywy, ognia i pomysłów. Nagle poczuł się użyteczny i potrzebny. To go skutecznie odmieniło.
Tylko ilu młodym mogę pomóc?
Pozdrawiam |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann A jednak to nie światy równolegle. Naprawdę prowadziłam bardzo wiele rozmów. Kiedyś żerowanie na babciach zarezerwowane było dla autentycznego menelstwa. Teraz zjawisko to dotyczy również inteligenckich rodzin. Nie jest zupełnie rejestrowane ani opisane w Polsce ze zrozumiałych przyczyn. Podobno było opisywane na zachodzie. Proszę o wskazanie lektur. |
|
|
Zygmunt Korus Gdy ten artykuł czytałem przewinęło mi się przed oczami co najmniej 20 znanych, najbliższych przypadków wymuszania od bliskich "alimentacji". Na Śląsku jest to nagminne, na każdym rogu ulicy można spotkać grono nierobów, które żyją z pieniędzy rodzinnych, przeważnie emerytur sterroryzowanych babć. Niedawno, gdy pewna sąsiadka-staruszka zmarła, obsiadłe przy niej dwupokoleniowe menelstwo eksmitowano, wnuczki trafiły za włamanie do piwnic do poprawczaka, a synalek-prowodyr - przyparty już nie na żarty do "zimnego muru" - popełnił samobójstwo.
Takie samo menelstwo - żerowania poprzez szantaż lub wymuszanie łożenia na lenia groźbą - zaobserwowałem na podgórskiej wsi, gdzie bywam regularnie od wielu, wielu lat.
Pani Izo, opisała Pani zjawisko szersze, to jest bezsporny fakt, któremu m.in. taki prof. Irek podkładał ideologiczne podwaliny. Od niego Pani niczego sensownego - jak to naprawić - się nie dowie. Zapewniam Panią. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To ciekawe, proszę dalej drążyć, może faktycznie jakaś równoległość. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Bardzo dziękuję za ten głos w dyskusji. Mnie też przeraziły informacje na temat rozmiaru tego zjawiska. Nie mam wyników badań na ten temat, bo to temat niepopularny i nieobecny w dyskusji publicznej.Łatwo spotkać się z zarzutem niefachowości. Jednak uważam, że trzeba ten temat drążyć. Naprawdę wielu młodych ludzi nie chce pracować i walczyć o swoje . Ich marzeniem jest zostać rentierem, a nawet rencistą. Dyskutowałam kilka razy z osobami o takich skłonnościach. Ustaliliśmy, że w dawnym społeczeństwie łatwiej było o miejsce dla nieudacznika. Na wsi pasał krowy i sobie przy tym filozofował. We dworze zawsze było miejsce dla wujka oryginała, ktory biegał po polach z flntą ale nigdy nic nie upolował. pisał wiersze i grał na skrzypcach. Wynika to z rodzinnych opowieści. ale wystarczy sięgnąć do literatury. Ludzie wschodu mieli szacunek dla "jurodiwych". Wariat, dziad, włóczęga był na wsiach przyjmowany i karmiony. Dziś jakakolwiek odchyłka od normy - nawet niepisanej- owocuje wykluczeniem. |
|
|
lala ciekawe, zrobilam przeglad po znajomych - zadne z dzieci nie zyje na koszt rodzicow, ani nikogo innego, radza sobie - lepiej lub gorzej, ale staraja sie byc samodzielni i odpowiedzialni - zyje w jakims rownoleglym swiecie??? |
|
|
miecz damoklesa Witam Pania. To jest jakis fenomen socjologiczny, znak naszych czasow chyba, sam mam w rodzinie siostrzenca, ktory wlasnie obronil doktorat i nie wie co ze soba zrobic, moieszka u matki i na jej koszt, wyjechac niue chce, wyprowadzic sie nie chce, zaczac swojego zycia nie chce, mowi ze jest zmeczony i nie chce mu sie ani walcyc ani zyc. Myslalem ze to odosobniony przypadek w mojej rodzinie, ale to co Pani pisze wskazuje raczej na jakis syndrom czasow. I to nie jest tylko wina rodziny i wychowania, ale z pewnoscia cos siedzi takiego w spoleczenstwie, ze Ci mlodzi ludzie nie chca juz nawet zyc!
Chcialbym zrozumiec, dlaczego tak sie dzieje. Pozdrawiam |
|
|
Z komentarza pani wynika ,ze pani w "Wojsku" nie byla i zna go pani z opowiadan.
Komu "lamal" kregoslup,to "lamal".Mozna powaznie polemizowac z ta terminologia i pojeciem "lamal"..Byly to nieliczne przypadki.
"Fala" zaczela sie na powaznie koncem 80-tych i jej natezenie przypadlo na 90-te.
Jej objawy zostaly sztucznie nadmuchane przez "zainteresowne" czynniki(glownie GW) i nieproporcjonalnie przedstawione.
Mozna przypuszczac z jakiego powodu (pozbawic Polske wlasnych Sil Zbrojnych)a zwiazana z nia infrastrukture spieniezyc dla wlasnej korzysci.
Struktury malych wspolnot ludzkich jak wsie i miale miasteczka znam z autopsji.
To one byly dusza i sercem Polski.
Pisze byly..Teraz opuszczone ,wyludnione, bez zycia i perspektyw na przyszlosc.
Jak pani mysli dlaczego?
Zapewniam,ze nie z przypadku..
Polska jako panstwo nie isniala i nie istnieje od 1939 roku.
To co uznawalismy i uznajemy za Panstwo Polskie to fasady..dekoracja aby oszukac naiwnych..i dac im jakies zludzenie.
Zludzenie,ktore jest wlascwie rozpoznywane przez mlodych ludzi,o ktorych tutaj pani pisze.
Stad rowniez bierze zrodla totalny Nihilizm i Anarchia..
Komputery i Internet pomaga im uciec od fikcji i wirtualnej rzeczywistosci ,ktora ich codziennie ,na inna Wirtualna Rzeczywistosc,ktora chociaz fikcyjnie zaspokaja ich potrzeby na "lepsze i kolorowe" zycie. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Jak twierdził wielki MAO " żeby odgiąć trzeba przegiąć". Obawiam się że wojsko a w szczególności obecna w nim fala prostując kręgosłupy potrafiło je złamać. Natomiast za czasów tego wyklinanego PRL nikt nie zabraniał rodzicom wychowywać dzieci. Moje koleżanki za różne wybryki lądowały u zakonnic w Szymanowie gdzie ustawiano je do pionu. Było nie do pomyślenia, żeby dziecko, które nie chciało iść do pracy, oddawało do sądu sprawę o alimenty przeciw rodzicom. To rodzice decydowali czy stać ich na wyższe studia dla dzieci czy te dzieci mają iść do roboty czy " do pola". Moi koledzy studenci ze wsi nie brali pieniędzy od rodziców, utrzymywali się z korepetycji i pracy w studenckich spółdzielniach. Jeździli pomagać w pracach polowych. Nie przeszkodziło im to zostać profesorami i otrzymywać zagraniczne stypendia. Na egzaminy przychodzili w garniturkach z matury ze zbyt krótkimi rękawami. Nie chodzili po kosmetyczkach. byli solidarni ze swoją rodziną i dlatego zasługiwali na szacunek. Teraz zostały złamane więzy solidarności rodzinnej. Choć ostatnio zdarzają się optymistyczne akcenty. Byłam na weselu w okolicach Inowrocławia. Orkiestra śpiewała " jedzie pociąg z daleka i .....konduktorze łaskawy byle nie do Warszawy". Bardzo mnie to ucieszyło, że ludzie nie traktują tej Warszawy jak kiedyś biedni Hindusi Kalkutę. |
|
|
Szczerze jestem ucieszony ,znowu pani tutaj obecnoscia:)
Jednym ze skutecznych srodkow "pedagogicznych" dla walkoni i nierobow byla Zasadnicza Sluzba Wojskowa.
Nic tak skutecznie nie prostowalo kregoslupa i osobistej dyscypliny mlodziencom.
Byly rozwniez OHP,gdzie "pogubienych " mlodych ludzi przyuczano do zawodu i uczuno dyscypliny i odpowiedzialnosci pod roznymi rygorami.
Brak dyscypliny osobistej i odpowiedzialnosci jest jednym ze zrodel stanu ,ktory pani opisuje.
Nowe technologie,gry komputerowe,Internet (Pornografia)vide (Czaty) poglebiaja tylko to zjawisko. Dysfunkcjonalne Panstwo,Spoleczenstwo,Rodzina w ktorych to warunkach mlodzi ludzie dorastaja jest glownym z czynnikow.
Relatywizacja od przedszkola norm etycznych,moralnych..brak autentycznych Autorytetow..
Na gorze tej piramidy mozna postawic KLAMSTWO...
Klamstwo Omnipotentne i wszechobecne. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Na pewno to pocieszenie. Ale ponieważ przyzwyczailiśmy się wzorować na krajach dla nas zachodnich również większe zagrożenie. " Pawiem narodów byłaś i papugą" - to nadal aktualna diagnoza i przestroga. |