Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wyrób czekoladopodobny
Data Autor
NASZ_HENRY
Hall, Szumilas, Kluzik to 3 miotły do POsprzątania nie wystarczą. Minister Szumilas to zamiast wyposażyć szkoły w pomoce to zalecała aby nauczyciele fizyki sami te pomoce wykonywali ;-)
Do wpisu: Śpioszki rozmiaru XXXL
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Zgadzam się z Panem. Na pewno wśród moich znajomych jest sporo energicznych kobiet i zapewne to racja, że silne kobiety przyciągają słabych mężczyzn. Prowadziłam jednak wiele rozmów z koleżankami córek i uczennicami. Nawet jeżeli są  przebojowe tęsknią do mężczyzn, którzy podejmują swoją męską rolę. Zauważyłam również , że jest to często przyczyną poszukiwania starszych partnerów. Psychologowie twierdzą, że dziewczyna poszukuje ojca. Nie tylko - poszukuje kogoś, przy kim poczuje się bezpieczna. Znam kilka silnych kobiet, które na takiego kogoś szczęśliwie  trafiły. Natomiast zrozumiała niechęć panów do babochłopa realizuje się najczęściej w wyborze jakiejś blondynki, która piszczy na widok myszy i nie umie nie tylko zmienić koła, lecz zmienić biegów. Wtedy czują się lepiej. Pozrawiam. przepraszam za opóźnienie,  ale dopiero dziś zauważyłam nowe komentarze.
Do wpisu: Zimny kartofel czyli potęga resentymentu
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Najbardziej cenię właśnie relacje subiektywne. To kawał historii i prawdy o tamtych czasach. Pozwolę sobie zapisać Pana wspomnienia. Moja perspektywa z konieczności jest wąska. Akurat w naszym przypadku " tutejsi" okazali sie solidarni, ale oczywiste jest dla mnie, że nie mają sensu uogólnienia bez zebrania bogatego materiału. W czasie tych wakacji przejechaliśmy całą Białoruś i spotykaliśmy się tylko z życzliwością. Jestem świadoma ograniczeń takiego oglądu.
danuta
Czasem wracam z moich "włości" autobusem i słyszę rozmowy młodych ludzi jadących do szkoły w miasteczku. Oni są... jacyś inni niż większość rówieśników w Warszawie. Zajmują ich sprawy lokalne, oceniają stan faktyczny zdumiewająco dojrzale, nawet jeśli czasem trochę ich ponosi (ostatnio byli w trakcie organizowania jakiejś akcji przeciwko jednemu z miejscowych  notabli...) To nie jest poziom "melanż - po melanżu- melanż". Ci, którzy pozostali na gospodarstwach bardzo ciężko pracują, na telewizję mają niewiele czasu, na książki też, rzadko bywają w metropoliach, a jednak jakimś cudem wszystko wiedzą. Pamiętam moją wizytę u sąsiadów (przyjaciół od lat) tuż po Smoleńsku. Tam nikt nie miał wątpliwości i nikt nie ma. Kampania prezydencka 2010 była powszechną demonstracją poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego (61% w pierwszej, 80% w drugiej turze; tylko urzędnicy głosowali na swoich). Jeszcze kuleją wybory samorządowe, ale wyłom w betonie PSL już się dokonał, weszli młodzi ludzie z "Przymierza" i z PiS. Ja jestem optymistką. Wartości się nie zapomina. Niezmiennie serdecznie pozdrawiam
gdy z chama zrobić pana!Ci co to dzisiaj narzucają nam swoje poglądy to kolejne pokolenie chamów i prostaków a że poszukują korzeni szlacheckich świadczy o tym dobitnie,oni chcą zapomnieć o swojej przeszłości i przeszłości swoich przodków,bo ich przeszłość nie ma nic wspólnego z pochodzeniem i tradycją wsi.Czy dzieci w szkole uczą się o Drzymale?
Izabela Brodacka Falzmann
Powiem Pani, że mnie też bardzo boli ten podział. Postawiłam kiedyś  tezę, że wartości jest w stanie przenieść tylko wieś.Przecież to wieś nie pozwoliła odebrać sobie ziemi, zachowała szacunek do kościoła. To ze wsią przegrywali politrucy.  Nasi  gospodarze w Ochotnicy sa dla nas niedościgłym wzorem wyrafinowanego taktu, dobroci, kultury. Mogliby się od nich uczyć dyplomaci. A mają tylko 4 klasy przedwojennej szkoły powszechnej. Właśnie córka jedzie z wnuczką do Ochotnicy na ferie nasycić się tą atmosferą. Jednak Ochotnica też się zmienia. Czy młodzi sprostają zadaniu przeniesienia wartości?
Izabela Brodacka Falzmann
Wszyscy mają swoje kody, na podstawie których rozpoznają się wzajemnie. Nie wszyscy musieli nosić w klapie marynarki znaczek UB żeby zostać rozpoznani. Niektórzy nosili pod klapą. Wiem, że na RM środowiska esbeckie mają taką idiosynkrazję, że żaden z nich nie przyzna się, że słucha tego radia inaczej niż służbowo. O Tok FM nic nie wiem, bo go nie słucham. Wiele razy spotkałam się z zarzutem, że słucham RM a co gorsza tam się produkuję natomiast nigdy nie słyszałam o Tok FM w charakterze zarzutu. Widać nie jest znaczące i nie może być wyznacznikiem postaw. To nie to co "Nie". Widzę w kiosku te resortowe twarzyczki tulące do piersi "Nie". Czysta idiosynkrazja.
danuta
...nie było luksusów, był  wiejski standard lat siedemdziesiątych. Mój dom rodzinny różnił się od większości takich domów tylko tym. że więcej czasu poświecano w nim muzyce i książkom, niż sprawom gospodarskim (co miało swoją cenę i konsekwencje). Weszłam w dorosłe życie z wielkim żalem. Nie do tych, którzy jedli "gusinyje łapki" i mieli fortepiany. W moim domu było kilka instrumentów, m. in. pianino, a "gusinyje łapki"... zawsze ratowałam "z rąk kata" przeznaczone na obiad kogutki. Weszłam w dorosłe życie z wielkim żalem do potwornego chamstwa od lat dokonującego segregacji narodu. Segregacji na miasto- wieś. Wiem, że nigdy się tego żalu nie pozbędę. To jest mój bagaż, to są moje doświadczenia. Ale to jest też coś, co z dużą dozą zarozumialstwa nazywam posłannictwem. I kiedy czytam o chamie depczącym fortepiany, to mnie krew zalewa. Problem moim zdaniem nie tkwi w resentymentach. Problem tkwi w tym, że tacy ludzie zatrzymali się w rozwoju na etapie zimnego kartofla, bo czegoś im brakuje...w sercu. Nie w domu, nie w ubóstwie tkwi problem, lecz w nich samych. Wychowywani w pałacu zajeżdżaliby konie. Wychowani w chałupie depczą fortepiany. Taka natura. Taka kombinacja genów. Serdecznie pozdrawiam  
celowo napisałem o wspomnieniach Pani Kossak -Szczuckiej a nie o swoich coby nie było,że piszę subiektywnie.Mój śp Tato pochodzi z tamtych terenów i tam byli od wieków,należeli do szlachty ani za biednej ani za bogatej ,mieli mająteczek akuratny jak na tamtejsze stosunki ziemskie.Z rodziny liczącej 12 osób wojnę przeżyło czwórka,śp Dziadek ,jego córka i dwóch synów,mój ojciec dowiedział się o tym ,ze dziadek żył długo po wojnie [do 56 r]dowiedział się dopiero dwa miesiące po jego śmierci a że żyje jeszcze jego siostra w Mińsku dowiedział się w 1975 r kiedy wreszcie pozwolono mu na wjazd na teren Białorusi[pomimo wieloletnich poszukiwań przez Czerwony Krzyż.Pierwsze kroki skierował do swojego rodzinnego domu a tam pusty plac ,do domu w który zginęła z rak niemieckich jego Matka i dwóch jego braci którzy wyszli z lasu aby się ogarnąć i odwiedzić rodziców o ich obecności donieśli miejscowi białoruscy kapusie.Tutaj wychodzi to właśnie czekanie czerni białoruskiej ,pozostawiono przy życiu Dziadka ,który miał być wabikiem na pozostałych synów którzy też byli w lesie,pozostawiono Dziadka w spokoju i po wojnie ponieważ nie wiedziano ale podejrzewano ,że dwóch synów żyje i nie wiadomo było czy nie wrócić i nie będą się mścić.Bariera pękła w kilka dni po pogrzebie Dziadka ,czerń ruszyła do ataku i za aprobata władz dom rozebrano do zera,przekopano nawet fundamenty,szukano czegoś co mogło być zakopane a to co można było zabrać i do czegoś mogło się nadać zabrano.Dlaczego to zrobiono ,uznano bowiem ,ze tych pozostałych dwóch synów nie ma na pogrzebie to znaczy ,ze ich nie ma i nie wrócą aby się zemścić i przypominam ,jest rok 1956a dom Dziadka był ostatnim dworkiem na tamtych terenach świadczący o polskości.Nigdy nie należy zapominać o policji białoruskiej z czasów okupacji niemieckiej byli tak samo okrutni jak ich odpowiednicy na Ukrainie i Litwie,to co wyprawiali tam niemcy nie obyło się bez ich udziału.po wojnie kacapy kilkunastu rozwalili ,kilkunastu wsadzili do łagru ,resztą służyła im tak samo jak niemcom ,po dzień dzisiejszy.Dla mnie to już są tylko krajobrazy ,nic więcej! gdy tam pojechałem,
"Słuchał RM więc mam nadzieję, że nie należał do tych", a jakby słuchał częściej Tok FM. To co? Do jakich.... można by w ten czas faceta zaliczyć?
Izabela Brodacka Falzmann
Faktem jest, że po wakacyjnym pobycie na Białorusi spadł mi z serca ogromny kamień. Zobaczyłam, że ludziom w naszym dawnym majątku żyje się obecnie doskonale. 17 lat temu było inaczej. Cierpieli głód.  Życzę im wszystkiego dobrego- tak jak oni serdecznie życzyli nam.
Izabela Brodacka Falzmann
Tak jak wynika z moich licznych  rozmów z Białorusinami są oni zadowoleni z rządów Łukaszenki. Albo wiedzą z doświadczenia, że " zawsze może być gorzej". Nasi rządzący popełniają nieustannie ten sam błąd . Usiłują pouczać sąsiadów jak powinni zarządzać swoim niepodległym państwem. Białorusini mówią: "zajmijcie się swoimi problemami, których wam nie brakuje" i mają rację. Paternalistyczny stosunek do sąsiadów nie sprzyja dobrym relacjom.
Z wielką radością witam zawsze Pani wpisy.Odnajduję w nich bardzo wielką mądrość życiową oraz dużą dozę empatii. Miałam sąsiadkę-lekarkę pochodzącą z Lwowa,Jej małżonek był Wilnianinem.Jacy to byli wspaniali,serdeczni,z sercem w dłoni ludzie. Proszę sobie wyobrazić,że pani doktor mając 92 lata pojechała do Lwowa i Wilna,by pozegnać swoje rodzinne strony.Wcześniej jeździla tam przynajmniej raz w roku,wioząc naszym i Ukraińcom zapasy leków.Byłam pełna podziwu dla Jej działań(mogła przecież mieć ogromny żal,bo Jej rodzina została pozbawiona majątku ziemskiego i wyrugowana stamtąd). pozdrawiam serdecznie
Izabela Brodacka Falzmann
Tak tak- radio Luksemburg, coca cola i co jeszcze? Za czasów Gierka byłam już na tyle dorosła , że dobrze rozumiałam, że te cytrusy i maluchy trzeba będzie spłacać. Ale wobec obecnych władz Gierek nie był mistrzem zadłużania. Im nikt nie dorówna.
Izabela Brodacka Falzmann
Nie śmiem napisać jaki mam sentyment do wsi , bo boję się, że zostanie to wzięte za minoderię. W Ochotnicy sypialiśmy zawsze w drewnianych łóżkach ze słomianym siennikiem. Gdy przeczytałam na tym portalu czyjś opis "łóżka dziadka" poczułam wręcz zapach tej słomy. Proszę nie myśleć , że się "wiejsko bałamucę". Umiem doić krowy i pracowałam w dzieciństwie  często przy młóceniu cały dzień , jak dorośli. Byłam nawet zapraszana na jajecznicę z ogromnymi skwarkami, ktorych nie bardzo lubiłam , ale jadłam gdyż były częścią rytuału.
Izabela Brodacka Falzmann
Znam wspomnienia Kossak Szczuckiej. Moi rodzice, którzy znali te sprawy z autopsji twierdzili jednak, że opisywane pogromy były na Białorusi rzadsze. Choć jak twierdziła matka agitatorzy działali przed wojną zarówno wśród chłopów jak i młodzieży szkolnej. Niektórzy z nich żenili się z panienkami z dobrych domów i stawali się pieczeniarzami w okolicznych dworach. Matki koleżanka z pensji nabawiła się w ten sposób męża, Potem stał się on bonzą partyjnym i zrewanżował się jej z nawiązką. Nie podaję nazwiska, bo żyją ich wnukowie i nie chcę im robić przykrości choć nie utrzymujemy żadnych stosunków. Natomiast chłopi z naszego majątku bronili dziadka po jego aresztowaniu. Uratowali też życie matce nie dopuszczając jej do majątku gdzie grasowali sowieci niszcząc i paląc. Umyślny czekał na matkę na poprzedniej przed Widyborem stacji i wyprowadził ją z pociągu. Byłam tam w tym roku. Żyje niewiele osób starszych ale odnosili się do nas niezwykle serdecznie, bez resentymentów. Inna sprawa, że oni też zostali poddani sowieckim represjom i na własnej skorze poznali sowiecki raj.
Izabela Brodacka Falzmann
Panie Henryku dziękuję za wsparcie. Pozdrawiam serdecznie
Mój ojciec, kiedy już mógł pojechać do ZSRR / wrócił z Kazachstanu w 1956r/ - nie mógł zobaczyć majątku swojego Ojca- bo za rogatki Mińska nie lzja... ale jego kolega ze szkoły okazał się ordynatorem szpitala... Kiedy już sprawdzili moc szpitalnego spirytusu - wsiedli w karetkę i na sygnale pojechali... Jody... z dworu nie pozostał kamień na kamieniu - ale białoruscy chłopi rozpoznali mołodowo barina... i uruchomili beczki z samogonem... wrócił siny... z siatką jabłek z sadu, który zasadził mój Dziadek... Sentyment Białorusinów do Polaków... to rzeczywiście ciekawe zjawisko- nieśliśmy kulturę i dobrobyt... a potem na ich oczach straciliśmy wszystko -a oni dobrobyt i kulturę... Na szczęście nie dali się Niemcom przekonać, że droga do wolności wiedzie przez wymordowanie Polaków. W ocenie Ukraińców zapominamy o niemieckich inspiratorach - podarowali im wolność pod warunkiem... Niemcy...dzisiaj uczą swoje dzieci o polskich obozach zagłady i polskim antysemityzmie... Gdybyśmy potrafili z Litwinami, Białorusinami, Ukraińcami i Rosjanami powiedzieć sobie prawdę - jak było - to może nie byłoby tej perfidnej medialnej niemieckiej manipulacji - która prowadzi do strasznych polskich nieszczęść. Polskojęzyczne gadzinówki ruhe!
Anonymous
Bywają też resentymenty pozytywne. Osobiście dobrze wspominam epokę gierkowską. Do dzisiaj pamiętam jak jadłem z kolegą pierwszego hot-doga i podobne akcenty z czasu gdy byłem nastolatkiem. Tymczasem było po 1976r. i nie było wątpliwości, że to ta sama władza co w 1944, 56, 68 i 70tym. Rachunek za te hot-dogi spłaciliśmy dopiero niedawno. P.S. Pani tekst przeczytałem jak zawsze z przyjemnością. Co by nie powiedzieć jestem Pani wielbicielem.
Jestem wieśniaczką z dziada pradziada a nawet babki prababki. Z tych co czasem jadali zupę z pokrzyw i lebiody ... i, pardon my French, za stodołę sama srać chodziłam w dzieciństwie bo niespełna 40 lat temu w drewnianym domu , w którym mieszkaliśmy luksusów nie było ... Słów nie znajduję na te przejawy "resentymentu", powiada Pani, człowiek wielkiej dobroci, wielkiej fantazji i wielkich zdolności ... Być może, ale mnie rysuje się cham, gdzież mu do Stangreta Jaśnie Pani. I co tu gadać o resentymentach. Po co ładnie nazywać chamstwo, prostactwo i najzwyklejszą, pospolitą zawiść. Tak jak to Pani podsumowała na końcu- do tych właśnie najgorszych uczuć odwołała się komuna- z jakim potwornym sukcesem, ech ...
wspomnienia bywają też i przykre,raczyła Pani wspomnieć tutaj o Białorusinach jako pogodnych ludziach z nostalgią i jakąś taką pobłażliwością o jego hrabiowskiej osobie.Nie wiem czy Pani zna wspomnienia zapisane i wydane w latach dwudziestych ubiegłego wieku,opisane z autopsji przez Panią Kossak -Szczucką.Rzecz dzieje się na Białorusi ,koniec I-szej wojny ,stacjonują tam jeszcze wojska niemieckie ,nikt nie myśli ani nawet nie przewiduje rewolucji bolszewickie ale agitatorzy już tam docierają i napuszczają rodowitych Białorusinów na ziemiaństwo i agitka trafia do uszu.Ci pogodni mieszkańcy wsi zaczynają napadać na dwory,rabunki do czysta,co nie zrabowano niszczono z zimna na granicy obłędu zaciekłością.Najdziwniejsze jest to ,ze napadali na dwory w których mieszkali ludzie którzy w przeszłości im pomagali w każdej potrzebie ,nigdy na właścicieli ziemskich o których wiedzieli ,że będą się mścić i wielu się mściło za gwałty i mordy.Milcząca czerń potrafiła stać dniami i nocami czekając na okazje wtargnięcia do dworu ,potrafili przepuszczać wozy z dobytkiem właścicieli i czekali dalej a jak już się doczekali to zaczynali jak wyżej,do gołych murów ,nic nie zostawiali albo nie zniszczyli.To jest taka mało znana historia pogromów ,która taka fala rozlała się na Ukrainie.
Pani wpisy zawsze z przyjemnoscia czytam. To - wielka szkola dla myslacych. Dziekuje i Pozdrawiam PS.-jakos u pani nic sie nie myli w tytule i pod nim - proste , klarowne , czytelne ... i wiele uczy. Przepraszam ze pozwolilem sobie , na Pani blogu , na ta uwage. Mialem niedawno pewien spor i za nic nie potrafilem przekonac pewnej Pani tu blogujacej do refleksji. Ale tak - "klasa" i klasa - bywa maturalna i bywa zerowka. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
Izabela Brodacka Falzmann
Ciesze się, że Pani zrozumiała właściwie moje intencje. Pozdrawiam serdecznie.
Izabela Brodacka Falzmann
Hrabiów już nie ma a dzieci nadal głodują. Może to wynika z czegoś innego. Proszę trochę pomyśleć.
Przeciez ktos musial zdychac z glodu zeby inny mogl cale zycie nic nie robic tylko z psami, konmi i fortepianami sie zabawiac ! Nie przyszlo to Wacpani nigdy do glowy ? Mamy juz tyle zaraz w Polsce namnozonych, potrzebne nam sa jeszcze egoistycne "hrabonki" ? W czasach ponownie glodnych polskich dzieci ?