Otrzymane komantarze

Do wpisu: Zimny kartofel czyli potęga resentymentu
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Faktycznie kurze skrzydełka są od pewnego czasu tanie. Drób się zdemokratyzował. Za to istnieją na pewno inne "kurze skrzydełka" niedostępne ludziom. Muszę poczytać "Wspomnienia". Jakoś mi umknęły.
Ten Pani wpis jest ... terapeutyczny! Pozdrawiam najpiękniej.
Izabela Brodacka Falzmann
To jest odpowiedź na pytanie czy potrzebne są różnice?. Brak różnic - to stan śmierci (cieplnej) wszechświata. Być może bez różnic społecznych nie byłoby również kultury.
Izabela Brodacka Falzmann
Ma Pani rację, znajomy który odnosi teraz sukcesy jako wybitny rymarz w Niemczech jest wyjątkowym człowiekiem, sprawiedliwym i skłonnym do autorefleksji. A jednak nie zapanował nad swoim "zimnym kartoflem". Nie potrafił cieszyć się rodziną, ani ciekawymi ludźmi z którymi miał do czynienia.  Resentyment miał dla niego rolę autodestrukcyjną. Białorusini  potrafią to opanować. . Mawiają: " zawsze może być gorzej". Są dowcipni, życzliwi, obcy ludzie potrafią zaoferować turystom posiłek i pomoc. Obcy ludzie zawieźli nas do ukrytych w lasach pomników polskich. Nie chcieli wynagrodzenia, nic nie udawali.  Powiedzieli : "wiemy ,że dla was może to być ważne". Byłam tam kilka razy. Czuję się tak jak niegdyś w górach w Polsce. To w Ochotnicy przed laty wyszła przed chałupkę gospodyni wołając: "Chodźcie szybko, mam pierogi z wiśniami". Gdyby się chciało płacić za poczęstunek czy mleko obraziliby się. A nie byli przecież bogaci.
Wydaje mi się, że opisane przypadki resentymentu stanowią pochodną t.zw. zawiści. I teraz tylko należałoby ocenić czy zawiść i tego rodzaju resentymenty to zjawisko złe czy też dobre? Bo załóżmy, że cudownym zrządzeniem losu zawiść, jako pewien stan emocjonalny człowieka, zanikła i to u każdego człowieka. Wiemy też, że opisywanego rodzaju resentymentów nie mieli (opanowali?)niektórzy białoruscy chłopi, choć wydaje się, że nie tylko białoruscy i nie tylko chłopi - choć białoruscy być może w większym odsetku. Czy skutkiem wskazanego zaniku nie nie byłby powszechny stan samozadowolenia, a dalszym skutkiem zanik wszelkiej migracji wewnątrz społecznej? Czy skutkiem takiego zjawiska nie byłoby nieuchronne i niejako automatyczne powstanie społeczeństwa kastowego? Społeczeństwa gdzie syn białostockiego chłopa byłby chłopem, syn prawnika prawnikiem, syn aktora też aktorem choć niekoniecznie już utalentowanym jak ojciec itd. itp. A jeszcze zapomniałbym, także syn naukowca typowym przedstawicielem nałki (nałka Copyright - Astromaria). Wydaje się, że w naturze gdzie wszystko jest celowe, jest miejsce na zawiść i tego rodzaju resentymenty. Nie działa wobec nich, i nie bez powodu, brzytwa Ockhama. Niektórzy twierdzą także, iż istnieje coś takiego jak ambicja i że zawiść i ambicja to dwie siostry. Możemy więc dla elegancji słowo zawiść, w niniejszym tekście, zastąpić słowem ambicja. Z historii wiemy też jak kończyły społeczeństwa kastowe o spetryfikowanej strukturze. Z historii wiemy także,iż przodkowie wielu świetnych rodów rozbijali na gościńcu, a intuicja lub znajomość historii podpowiadać nam może, iż za dwa, trzy pokolenia potomkowie dzisiejszych złodziei będą przedstawicielami świetnych rodów.
Alexis De Tocquewille we "Wspomnieniach" wyprowadza motywy rewolucji z rzeczywistych pożądań i pragnień ludu. Oto obrazek z czerwca 1848 r.:"Nastrój wojny przepełniał cały Paryż...błaha historyjka doskonale oddaje nastrój czasu. Mój kolega wziął do siebie ze wsi, jako służącego, syna pewnego biedaka, którego nędza go wzruszyła. Wieczorem we czwartek, kiedy zaczęło się powstanie, usłyszał jak chłopiec ten sprzątając ze stołu po kolacji, powiedział: -W przyszłą niedzielę, to już my będziemy jedli skrzydełka od kury. Na co mała służąca odrzekła: - I będziemy nosić ładne sukienki z jedwabiu....Przyjaciel niczym się nie zdradził, że słyszał tę dwójkę dzieciuchów, bo wielce się ich obawiał"..... Szczęście w nieszczęściu, że dzisiaj skrzydełka kurze można za mały grosz zajadać. I to według wzorów arystokratycznych, jeśli kto zna nieco historię. A i ogryzać gęsie nóżki, jeśli komu smakują...Autorce moje najszczersze podziękowania za to, że porusza nasze sumienia i przenosi w "górne rejony" ducha.
Anita Boff
Pani Izabelo, Pani jak zawsze bardzo trafnie o ważnym problemie. Z moich obserwacji wynika, że bardzo dużo osób ma swojego "zimnego kartofla", z którym nie potrafi się rozstać. Niektórzy, w przeciwieństwie do Pani znajomego nie mają nawet na tyle autorefleksji, by umieć zidentyfikować swojego "kartofla". Niektórzy (chociażby opisywani Białorusini) mają to szczęście, że „oprócz zimnych kartofli” dostali jakąś cudowną cechę osobowości, która ochroniła ich serce od zmrożenia zimnem kartofla. Jest takie powiedzenie "When it comes to life, the critical thing is whether you take things for granted or take them with gratitude." Myślę, że naszą naturalną skłonnością jest „taking for granted” dobro, które dostajemy nie prosząc o nie i nie pracując na nie. Tak jak w przypadku dzieci, traktujących troskę, poświęcenie i opiekę rodziców, jako coś naturalnego, co im się należy. Dominacja tej skłonności + zimne kartofle of losu dają rezultat w postaci zmarnowanego życia. Niektórzy mają jednak jakąś naturalną skłonność do bycia wdzięcznym za to co w ich życiu okazało się dobre, jak ci opisywani przez Panią Białorusini. Ich nieszczęście nie naznacza na całe życie, są jeszcze zdolni do przeżywania radości. Myślę, że jednym ze sposobów na "zimnego kartofla" jest wiara i poczucie więzi z Bogiem. Nie chodzi mi o sentymentalną, egzaltowaną religijność, ale otwarcie się na działanie uzdrawiającej łaski Bożej. Takie, o jakim mówią spektakularnie nawróceni, jak chociażby - dla mnie - Robert Tekieli. Niektóre zranienia życiowe - właśnie te "zimne kartofle" - są tak głębokie i bolesne, że sam człowiek, czy współczucie innego człowieka nie są w stanie powstrzymać ich destrukcyjnej siły. Operując tylko ludzkimi kategoriami trudno przestać porównywać swój los z losem innych, którym, bez żadnych zasług z ich strony, „zimne kartofle” zostały oszczędzone. pozdrawiam serdecznie AB
Do wpisu: Myśleć przed
Data Autor
piotr36
To co pani tu opisała zauważyłem ostatnio także na ul.Redutowej,a dokładniej w zajezdni ZTM na tej ulicy (teraz już w likwidacji). Na jesieni zamknięto zajezdnię,ale co najciekawsze to to,że wiosną i latem 2013r. oddano do remontu,odnowy,tzw.świetliki,tylko w jednej z hal tam stojących,naliczyłem ok.10 sztuk wyremontowanych świetlików. Czyli jak widzimy,system drenażu działa nadal i ma się dobrze. Pytanie,co jest planowane w miejscu starej zajezdni,czy nie przypadkiem okaże się że teren jak zwykle kupi deweloper,a miejscówka jest idealna?
Do wpisu: Zdania są podzielone
Data Autor
Anonymous
Krew nie woda. Zwykle oba czynniki mają swoje odbicie w powstawaniu jakiejś cechy. Odnoszę wrażenie, że moje podejrzenie okazało się obrazoburcze dla dwóch komentatorów. Co prawda jestem przyzwyczajony do swojej zerojedynkowości ale pozwala mi ona zauważyć, że rozmytogłowie ma cechy pozytywne niezależnie czy to Bóg stworzył człowieka czy dobór naturalny, jak chcą niektórzy, czy też Bóg stworzył dobór naturalny. Chodziło mi jedynie, że może być to jedną z przyczyn trudności w komunikacji międzyludzkiej.
wiem ,tym lepiej wiem jak mało wiem!
Była sobie dobra ciocia, która dzieliła wszystkich - BEZ WYJĄTKU - na samolubów i niesamolubów, przy czym ( UWAGA !) nie lubiła tych pierwszych. Pytanie brzmi: Kim była sama ciocia - samolubem czy niesamolubem?
jazgdyni
Automatyczne przenoszenie pewnych reguł matematyki i fizyki na wszystkie dziedziny działalności ludzkiej jest niewspółmierną głupotą. Nie ma wspólnego pierwiastka dla całego życia człowieka. Pewne rzeczy są czarno-białe, a inne kolorowe. Komputery najlepiej pracują wg zasad algebry Boola, czyli zero-jedynkowo. W prawie, kodeks Hammurabiego, mimo, ze nie wypracował zasad ogólnych, był prawidłowym zbiorem rozwiązywania poszczególnych przypadków, gdzie bez bawienia się w wątpliwości i wieloznaczność, załatwiano sprawy. Neo-liberalna i lewacka ideologia z dużym entuzjazmem podchwytuje nowinki techniczne, bo mają złudzenie, że to ich uwiarygadnia.
Izabela Brodacka Falzmann
Einstein wskazał wyraźnie co jego zdaniem jest względna. Taki sposób poszerzania zakresu terminów i pojęć jest charakterystyczny dla umysłów nieuzbrojonych. W wiedzę.
Izabela Brodacka Falzmann
Wiem, że stosuje się tę logikę przy zarządzaniu. Na szczęście nie muszę tego czytać. Jednak pomimo tego, że wielowartościowość logiki weszła pod strzechy ( świat nie jest zero-jedynkowy powie ci każdy durny dziennikarzyna) wydziały prawa  nie rezygnują z uczenia studentów  logiki dwuwartościowej.
Izabela Brodacka Falzmann
Myślę, że często komplikacją ich losów. Nazwałam to bardzo po chrześcijańsku. A wiele tytułów naukowych zostało przywiezionych na sowieckich tankach.
Izabela Brodacka Falzmann
Ja myślę, że to jednak różnice ontogenetyczne a nie filogenetyczne. Losy człowieka wpływają na jego sposób postrzegania świata. Pani Gontarczyk zapewne wierzy do dziś, ze każdy ma wiele sumień. Nie wiem, wyprowadziła się z mojej kamienicy, a i tak nie miałabym raczej okazji z nią rozmawiać.
, że czym wyższy stopień naukowy tym większe odejście od stwierdzenia, że "król jest nagi". To potrafił wyrazić prosty umysł dziecka. Tym bardziej, że mamy posługiwać się szczerą mową "tak, tak/nie, nie". W dodatku nie jestem pewien, czy ta ekwilibrystyka słowna "wykształconych" jest spowodowana jedynie świadomością komplikacja świata.
NASZ_HENRY
To tak jakby z teorii względności Einstaina wysnuwać wniosek że wszystko jest względne ;-)
Anonymous
Być może Jazgdyni opisał podstawę różnic światopoglądowych. To intrygujące. Nie słyszałem o tym wcześniej. Być może zerojedynkowicze z rozmytogłowymi nie mogą się dogadać nie tylko z powodu wpływów środowiskowych(jak różnice w zasadach poszczególnych cywilizacji) ale i neurofizjologicznych wynikających z genetyki.
jazgdyni
Witaj Izo o poranku A wiesz, że to przeniknęło do techniki i nauki? Jest to, co stosujemy już coraz powszechniej - fuzzy logic - en.wikipedia.org U nas znana jako logika rozmyta, łamie zasadę 0 - 1, czyli prawda - fałsz. Najprawdopodobniej tak właśnie działają sieci neuronowe, czyli mamy naturalną inklinację do zbiorów rozmytych. Lecz czy prawda może podlegać tej rozmytej logice? Wg mnie - w żadnym wypadku. Pozdrawiam serdecznie
Do wpisu: Zarządzanie konfliktem
Data Autor
Anonymous
Komuna wschodnia i zachodnia piorą mózgi w podobny sposób.
Izabela Brodacka Falzmann
Wydawałoby się, że właściciel wydawnictwa powinien być wdzięczny osobom, którym nie odpowiada okradanie go. Okazało się, że nie był. Może doprecyzuję co ma wspólnego zarządzanie konfliktami z postmodernizmem. Otóż w myśli postmodernistycznej nie ma prawdy - są tylko różne, równowartościowe opinie i stanowiska. Inaczej mówiąc wszyscy mają rację- swoją rację. Każdy człowiek ma prawo wierzyć w co chce i każdy ma prawo wyrazić swoją rację, a nawet ją wykrzyczeć. Konfrontując strony konfliktu to umożliwiamy. Dla firmy, dla organizacji najważniejszy jest wizerunek. Najgorszym wrogiem wizerunku jest osoba, która domaga się jakiejś prawdy. Dlatego należy wyrzucić obie strony konfliktu. Nauczą się, że nie tylko prawda jest względna, lecz także sumienie. Każdy ma własne sumienie. Nie ma sensu dyskutować na przykład czy aborcja jest złem. Niech każdy rozstrzyga to w swoim sumieniu. Złem jest natomiast mówienie o aborcji gdyż nieuchronnie narusza dobre samopoczucie jednej ze stron. Dlatego ustawodawca poszedł w kierunku penalizacji " mowy nienawiści".
Silentium Universi
że wykrywającego aferę wyrzucano za to,że złapał, a wykrytego, bo dał się złapać, zaś konflikt był nie tyle zarządzany, co zlecany. Zgubne jest to myślenie spiskowe. Zdrufko
Izabela Brodacka Falzmann
Bardzo dziękuję za przytoczenie współczesnych obyczajów korporacyjnych. To żywe fakty. Mój tekst oparty jest też na faktach. Nie podaję pisma w którym to zaszło, bo nie o to chodzi. Nie warto prowokować następnych konfliktów, którymi nikt nie chce zarządzać. Uwagi na temat postmodernizmu opieram na książkach Davida Riesmana. Jego "Samotny tłum" był dla mnie odkryciem, choć w tych czasach nikt nie nazywał tego postmodernizmem.
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję za przypomnienie. Jest jeszcze jeden film, który mną wstrząsnął. To " Z punktu widzenia nocnego portiera". Nocny portier jakiegoś zakładu pracy po godzinach jest strażnikiem wędkarskim . Patroluje również społecznie brzegi jezior. W filmie ( dokumentalnym) on sam opowiada jak "łamał wędeczki" niefortunnym wędkarzom i płoszył parki korzystające z osłony nocy nad jeziorem. I " jak te nagusy uciekały w świetle latarki". Po tym filmie pomyślałam, że w przypadku powtórki z totalitaryzmu nie zabrakłoby kapo. Podobne refleksje miałam po uczestnictwie w kursie tresury dla psów. Pewien właściciel rosłego owczarka niemieckiego tak gorliwie atakował pozoranta ( w przeciwieństwie do psa, który był raczej dobroduszny) , że treser powiedział: " panie to pies ma gryźć nie pan" i dodał "nadaje się pan na kapo" .