Otrzymane komantarze

Do wpisu: Myśleć głową...
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
OK to są ważne sprawy.
Izabela Brodacka Falzmann
Ja wcale go nie bronię. Jest gorzej- podejrzewam, że bierze udział w operacji " sztuczna mgła". To znaczy, że rzucono ciemnemu ( ich zdaniem)  ludowi na pożarcie sensacyjne taśmy , aby przykryć jakąś skandaliczną i niekorzystną dla nas wszystkich operację. Pozdrawiam.
Grażyna
Szanowna Pani Izo.Od niedawna tu jestem- lubię Pani blogi, staram się "wyłapywać" wszystkie. Muszę przyznać ,że dzisiejszy trochę mnie zaniepokoił. Odczytałam bowiem próbę wybielenia ,wytłumaczenia pana ponoć profesora-że on tak naprawdę to taki nie jest.. że to poza,próba dostosowania się itd. Niekoniecznie trzeba być elitą z papierami ,żeby być kulturalnym.Nie trzeba być profesorem, by być grzecznym- nawet wobec chamskich rozmówców. Jak człowiek ma klasę- to ta klasa emanuje- nawet przy gorzale. pozdrawiam Grażyna
Bardzo przepraszam, że wklepałam tekst nie na temat, o regulacji urodzin; to z powodu nieporadności technicznej (i nie tylko). Przepraszam.
Izabela Brodacka Falzmann
"Pętaki" to adekwatny termin. Jaką politykę mogą robić pętaki? Właściwą dla pętaków. Tylko kto będzie po nich sprzątał? ( mówiąc ich językiem) . Ściskam.
Izabela Brodacka Falzmann
Obserwacje słuszne . Widać dobrze kto rozdaje tu karty. Żaden z tych  niegrzecznych chłopców, (albo starszych panów, którzy stylizują się na bad boys) nie wydaje się jednak być mężem stanu. Ale jak to mówią Rosjanie :" На безрыбье и рак рыба" (albo  mówią gorzej ale nie będę się już popisywać) . Pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Moja matka i ciotki kończyły pensje rosyjskie. Pochodziły z Polesia. Studiowały już w Warszawie. Język rosyjski był w naszym domu oswojony do tego stopnia, że jak mi się wydaje jestem w stanie bez trudu odróżnić repatrianta z Kołymy od literata, który tylko udaje,że poznał kulturę rosyjską jak to się mówi - до мозга костей.  .Ministrowie Tuska tylko udają i to kiepsko twardzieli. To część gier operacyjnych ze społeczeństwem.
Rozmawiając z białymi emigrantkam, z rosyjskiego przejęłam, do mojej gwary wewnętrznej, liczne określenia, których mi brak w polszczyźnie. Instynktownie wyczuwam, że powinniśmy je przywołać, ale nie odnalazłam. Jednym z tych "moich rusycyzmów na osobisty użytek" jest właśnie: "nasłażdatsa" (napawać się?), a za tym zaraz "chwostatsa" (przechwalać się?)...Zaś pani Jadwiga przekazała mi przysłowie rosyjskie, odpowiednie do przysłowia angielskiego, że "trawa w ogródku sąsiada jest zawsze ładniejsza". Ta córka polskiego oficera, zaraz po wojnie w Krakowie,szła właśnie w białej bluzce i granatowej spódniczce na maturę, gdy została aresztowana i wysłana na Kołymę na kilkanaście lat. Wróciła po śmierci Stalina wraz z tysiącami innych Polaków-zesłańców. Ale tak bardzo odmieniona, że matka z trudem oswajała się z pokołymską osobowością Jadwisi. Gdy poznałam panią Jadwigę„Nie będę udawał, że antykoncepcja jest jedynym sposobem, dzięki któremu powstrzyma się wzrost liczby ludności. Są inne, które, należy przypuszczać, preferują przeciwnicy antykoncepcji. Wojna, jak powiedziałem przed chwilą, pod tym względem rozczarowywała, ale być może wojna bakteriologiczna okaże się skuteczna. Jeśli dżumę można by szerzyć na całym świecie raz w każdym pokoleniu, to ocaleni mogliby rozmnażać się swobodnie nie przepełniając świata. Nie byłoby w tym nic obrażającego sumienie pobożnych, czy powstrzymujących ambicje nacjonalistów. Taki stan rzeczy mógłby być nieco nieprzyjemny, ale co z tego. Ludzie naprawdę szlachetni są obojętni na cierpienia, zwłaszcza innych”., była już leciwa, wszechzaradna, herszt-baba, zdolna przegonić pułk czerwonoarmistów! Tubalnym głosem i wyniosłą postawą dowodziła ludźmi wokół niej. Daj nam, Boże, takich dowódców na trudne chwile, dni, lata, jakie nas czekają...Nie przytoczę dosadnego przysłowia, jakie mi pani Jadwiga przekazała, bo słownictwo zbyt podobne do "rozmowy ministrów Tuska"...Może Pani się sama domyśli...A ministrowie Tuska silą się, by mówić jak twardziele, łagiernicy czy naśladują zwyczajnych meneli?
Pani Izabelo, w końcu odsłuchałem zapis rozmowy (wcześniej znałem tylko transkrypt) i uderzyła mnie rzecz następująca (to jest tylko moja obserwacja, nie poparta analizą): prof. Belka jest wyraźnie rozmówcą dominującym i narzucającym ton rozmowy. Jasno formułuje swoje opinie i żądania, języka wulgarnego używa swobodnie i wypada raczej przekonująco w roli chuligana, który wszedł na salony i podporządkował sobie towarzystwo. Min. Sienkiewicz (podkreślam, to moja subiektywna opinia) robi wrażenie słabszego chłopca, który usiłuje przypodobać się, pokazać że on też potrafi zakląć, wypić, jest "swój". Nie wiem nic (i nie chce mi się szukać) o wychowaniu jakie odebrał prof. Belka i co mu w dzieciństwie wdrukowano. Pochodzenie sprawdzamy tylko psom i koniom, zresztą jak wielokrotnie Pani pisała "papiery nie skaczą". Tak czy inaczej, w moim odczuciu pan Belka wypadł dość przekonująco w roli podwórkowego twardziela, a pan Sienkiewicz tak jak wypadłbym ja, jeśli kiedykolwiek starałbym się o przyjęcie do "bandy". I pomyśleć (mam nadzieję, że nie zdradzam tajemnicy państwowej, zresztą to było ponad 20 lat temu), że jeśli przyjąłbym pewną ofertę, mogłem być jego (Sienkiewicza) podwładnym. Pozdrawiam.
jazgdyni
Masz rację Izo, to są pozy. Oni cały czas grają. A ponieważ są głupi, to są nieautentyczni. Szukają dla siebie odpowiedniej maski, bo uważają, że tak trzeba. Cały ten teatr, tą fasadowość opisałem osobno. Przecież panowie Sienkiewicz i Kamiński, to bardzo podobne osobowości. Tak to widzę. Tylko ten pierwszy wyraźnie chce być kimś innym niż jest, przyjmuje sztuczne pozy, używa nienaturalnie języka, puszy się i napina. Kamiński jest naturalny. Ja jestem przekonany, że całe to srodowisko mafijno - polityczno - biznesowe, które obraca się w lokalach "Sowa i przyjaciele", "Lemongrass", czy kluby go-go, jest do bólu sztuczne. Oni tak bardzo pragną być twardzielami - gangsterami. Tak, jak to gra Linda. To im bardzo imponuje. Znam takie środowiska. W rzeczywistości nudne i beznadziejne. I wiem, że u szczytu władzy jest właśnie taki styl. Knajactwo przy cygarze Cohiba i szampanie Cristal. Pętaki po prostu, nigdy nie dojrzałe. Serdeczności
Izabela Brodacka Falzmann
To ciekawe, w takim razie mogę się mylić. Wydawało mi się, że nawet przekleństwa mają swoją logikę. Język przekleństw jest jednak żywy - jak każdy język. Ciekwa jest jego ewolucja. Tak czy owak szpanowanie na podkulturę więzienną przystoi w szkole podstawowej.
Izabela Brodacka Falzmann
Ja nie twierdzę, że towarzysz Belka wyniósł dobre formy z domu. Co innego jednak jest ziewać, czy nawet jak Kalisz robić błędy językowe ( Kalisz mówi: " ja rozumie") , a co innego przeklinać. Błędy językowe i formy są wdrukowane, jest to tak zwane dziedziczenie społeczne. Po wielu latach pracy w funkcji profesora nie klnie się jednak odruchowo. Zresztą nie o to chodzi. O wiele poważniejszym zarzutem jest nieformalny sposób ustalania strategii państwa i zmian legislacyjnych.
Cytowane powiedzonko uslyszalem "w wersji Sienkiewicza" miemal czterdziesci lat temu. Uslyszalem je w szkole podstawowej od kolegow, ktorzy byli autentycznymi mlodocianymi przestepcami, a bylo ono uzywane do opisu wybranych fragmentow rzeczywistosci, nie zas do wyrazania wlasnych postaw. Oczywiscie, w jakis czas po odkryciu zyciowej drogi moich kolegow postanowilem na nia nie wstepowac, a wtedy "stylizowanie sie" przeszlo mi bardzo szybko. Zatem, "rzucanie miesem" na prawo i lewo gorszy mnie do tej pory (chociaz wybaczam to bliznim), ale stylizowanie sie na "niziny spoleczne" za pomoca jezyka jest tylko zalosnym szpanem ludzi bez kregoslupa.
Ja pamiętam towarzysza Belkę stojącego w sejmie, na schodach, przy ławach rządowych, ziewającego z rozdziawioną gębą. To była na pewno oznaka wielkiej kultury.
Izabela Brodacka Falzmann
Bardzo dziękuję. Kaczmarski był to naprawdę niezwykle utalentowany człowiek.
NASZ_HENRY
Uzupełnię Encore: youtube.com Jeszcze wrócę ;-)
Do wpisu: Słowa, słowa, słowa...
Data Autor
"Na socjologii UW uczy się socjotechniki" Nie tylko tam, mam tego świadomość. Uczy się o tym gdzie-niegdzie, na psychologii, medioznawstwie, dziennikarstwie, socjologii bądź kursach marketingowych czy sprzedaży bezpośredniej - lecz mnie chodziło o co innego - o zaakcentowanie zorganizowanej, niemal całkowitej NIEOBECNOŚCI w tzw. świadomości społecznej samego ZJAWISKA, nie mówiąc już o upowszechnianiu WIEDZY na jego temat. Stąd nieco może przesadne sformułowanie - NIGDZIE, zamiast "tu i ówdzie". Porównawszy częstotliwość występowania w mediach pojęć związanych z prawem, ekonomią czy inżynierią społeczną łatwo zauważyć dysproporcje. A przecież na bieżąco się nam język [aparat pojęciowy] okalecza. Dla przykładu: Kiedy ostatni raz w telewizji, radio czy prasie padły takie słowa jak "[o]cyganić", "podjudzać", "oszwabić"... To jest zabieg rodem z Orwell'a - kastracja języka, kastracja z pojęć, ograniczanie rozumienia otoczenia. Bardzo sobie cenię wykłady prof. Zybertowicza, gdzie moją uwagę przykuła myśl, że "pomyśleć można wszystko, ale trzeba mieć CZYM myśleć". Trzeba mieć aparat pojęciowy. Od siebie dodam, że trzeba też mieć zamiłowanie do etymologii. Korporacje, integracje, libacje, zachowania ryzykowne - dla mnie to technika Wash&Go, gdzie adrenalina pełni rolę "zmywacza" obciążeń emocjonalnych z minionego tygodnia "pracy". Zamiast angażować energię psychiczną w racjonalizację czy wypieranie po prostu "kasujemy zapis" za pomocą przeżyć z pogranicza śmierci [zachowania ryzykowne] i reakcji euforycznej po "uniknięciu" tejże. Stąd zapotrzebowanie na coraz to nowe doznania, narkotyki endogenne - adrenalinę, endorfiny, a potem narkotyki "zwykłe". Tyle że rodzi to dodatkowe komplikacje - doświadczenia z pogranicza śmierci silnie pobudzają popęd płciowy, którego rozładowanie w gronie "integrowników" wpływa negatywnie na ich życie rodzinne - o ile ono istnieje. Co do tych pożal-się-Boże harcerzyków, poprzebieranych za ministrów i szefów resortów - histora SYLANa dałaby DO MYŚLENIA każdemu na ich miejscu. Tyle że by pomyśleć, trzeba mieć CZYM. Ich firma nazywa się SOBEK i spółka, od spółkowania Z KAŻDYM, do kogo mają interes.
Teresa Bochwic
Najlepszy był Szpotański w "Carycy Leonidzie". Arcydzieło rusycyzmów.
W sprawie Rostenkowskiego najbardziej żałosne było podkradanie materiałów biurowych (w czasie powstały z tego znaczne kwoty, jeśli pamięć mnie nie zawodzi, w samych znaczkach pocztowych uzbierało się parę tysięcy dolarów). Inny przykład: posłowie brytyjscy, którzy publicznymi pieniędzmi płacili nie tylko za "home improvement", ale także za filmy pornograficzne pay-per-view w hotelach. Nie przywołuję tych przykładów aby usprawiedliwiać pewnego byłego ministra (słynny zegarek - 20,000 to może nie jest bardzo dużo za Szwajcara, ale nawet za te pieniądze znalazłbym mu coś bardziej eleganckiego). Zastanawia mnie, czy to władza tak deprawuje, czy ubiegają się o nią już zdeprawowani. Pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Na socjologii UW uczy się  socjotechniki. Oczywiście ta wiedza, dość specjalistyczna zresztą, przecieka do mas. Wydano wiele książek z dziedziny zarządzania, na poziomie popularnym. Zabawne- 30 lat temu twierdzono, że w korporacji czy firmie trzeba rozbijać pojawiające się struktury nieformalne i nieformalne hierarchie,  gdyż prowadzą one zespół w kierunku kliki czy gangu. Obecnie docenia się nieformalne struktury w przedsiębiorstwie, gdyż ich istnienie zapewnia czy wzmacnia osobiste zaangażowanie pracowników w sprawy firmy. Stąd wyśmiewane wielokrotnie firmowe wyjazdy integracyjne podczas których uprawia się sporty ekstremalne ( wysoki poziom adrenaliny dobrze podobno wpływa na pracownicze relacje międzyludzkie) oraz różne zabawy. Praktycznie rolę wzmacniacza i wyzwalacza emocji odgrywa - jak zwykle w Polsce- alkohol. Te teorie przeszły do języka potocznego. Słyszałam młodych ludzi umawiających się na wspólny wyjazd i zapewniających się nawzajem, że będą się integrować. Gdy zapytałam co mają  na myśli byli zdumieni moją naiwnością.  Być może politycy też integrowali się dla dobra swojej firmy. Tylko na rzecz jakiej firmy pracują? Oto jest pytanie.
Izabela Brodacka Falzmann
O ile pamiętam rzeczony Rostenkowski tworzył fikcyjne miejsca pracy. Miał poza tym zarzuty korupcyjne. Został skazany na kilkanaście miesięcy  i szybko ułaskawiony przez Wilusia. Jego kariera polityczna faktycznie legła w gruzach , ale poza tym nic mu się nie stało. Zastanawiałam się kiedyś dlaczego zachód tak dba o zdrowie i swobody pięknej ( kiedyś ) Julii z warkoczem?  Udało jej się nieźle nagrabić i według standardów zachodnich powinna siedzieć. Możliwe, że ma jakieś głębsze powiązania biznesowe, ale generalnie chyba chodzi o zasadę, że człowiek władzy nie może być skutecznie skazany za to co ukradł. O precedens. 
"wyborcy nie gorszyli się skandalicznymi kłamstwami ... nie przerażała ich głupota ... natomiast gorszą się knajackim językiem" Wlasnie takich reakcji sie spodziewam, gdyz - jako nasladowcy - ludzie zazwyczaj wzoruja sie na postaciach, obecnie niestety z mediow - wobec ZENUJACEGO braku innych autorytetow. Prosze zauwazyc OGROMNA DZIURE w ksztalceniu POKOLEN [nie mowie tu o sposobie ksztalcenia, tylko o ZAKRESIE]. Podstawa sprawowania wladzy nad spoleczenstwami tzw. nowozytnymi jest prawo, pieniadz i mentalnosc. Zadnej z tych dyscyplin nie naucza sie w szkolach powszechnych, z prawem i ekonomia w oficjalnej wersji zapoznac sie mozna dopiero na kierunkowych studiach wyzszych, natomiast socjoinzynierii i jej technik manipulacyjnych powszechnie nie naucza sie nigdzie. Ten trojstan rzeczy ja osobiscie winie za taki a nie inny poziom swiadomosci zagrozen wsrod Polakow. Poziom horyzontem nie wykraczajacy poza koniec wlasnego nosa, gdzie szczytem intelektualnych zdolnosci adaptacyjnych jest SPRYT, a nie mysl o MODYFIKACJI otoczenia. Taka postawa charakteryzuje szczury. Po ludziach spodziewam sie czegos wiecej.
Izabela Brodacka Falzmann
Moja córka postawiła śmiałą tezę, że afera podsłuchowa to zasłona dymna dla jakiegoś większego przekrętu. Może chodzi o Azoty w rękach rosyjskich , a może o to właśnie głosowanie. Znając uwrażliwienie obywateli PRL- bis na symbole i słowa, rządzący mogli być pewni, że dyskusja na temat języka zastąpi na długo dyskusję merytoryczną. Przy okazji- nasza elita władzy nawet nie potrafi zacytować powszechnie znanych wulgarnych tekstów. Jak wiadomo było to: "ch...im w d...ę i kamieni kupę". Wtedy wiadomo o co chodzi- po prostu źle życzymy "onym". Natomiast trawestacja tego powiedzonka to czysty wulgaryzm, zupełnie bez sensu.  Powiem więcej- Rosjanie wyspecjalizowali się w tak zwanych "rodowodach". Były to wymyślne obelgi dotyczące przede wszystkim prowadzenia się przodków rozmówcy, do kilku pokoleń wstecz. To prawdziwa sztuka i czysta poezja. Obelgi nie powtarzały się i były niezwykle wymyślne. Może odważy się kiedyś zaprezentować tę sztukę jakiś rusycysta. Ja się nie odważę - z racji wieku. Słyszałam kiedyś piosenkę z celowo i z wyczuciem wstawionymi rusycyzmami. Nie pamiętam czy był to Kaczmarski?  Natomiast gdy młodzi politycy usiłują imitować rosyjską duszę,  efekt jest żałosny. Równie żałosny jak rusycyzmy literata Mariusza Wilka, rusofila z wyboru, a dla mnie z imitacji. My kresowiacy znamy ducha tego języka. Dlatego nie straszne nam brzydkie słowa. Ważne są fakty.
Obawiam się, że nasze uwagi odnoszą się nie tylko do jednej formacji. Proszę nie protestować, nie bronię partii rządzącej - przeciwnie, jestem szczególnie "pissed-off", bo rządzą także dzięki mojemu głosowi, oddanemu bez entuzjazmu, czy przekonania ("mniejsze zło"), ale ostatecznie oddanemu na nich. Po prostu pewne mechanizmy selekcji chętnych do rządzenia nie zostały w Polsce wykształcone. Tego kroju ludzi znajdzie Pani w każdej partii. Aby nie myślała Pani, że podstępnie wykorzystuję okazję aby kopnąć PiS, powiem rzecz następującą: politykiem, którego nie podejrzewam o podobną głupotę i maniery (także prywatnie) jest Jarosław Kaczyński. Mogę się z nim nie zgadzać, ale szanuję jego osobę (a wręcz podziwiam twardość charakteru). Zostałem kiedyś dość brutalni potraktowany na forum za nazwanie go mizantropem. Ale czy nie jest skazany na mizantropię każdy, kto trochę pożyje na tym świecie? Pozdrawiam. PS Nawet w krajach o wielowiekowej tradycji parlamentarnej i zdawałoby się niezawodnym mechanizmie selekcji zdarzają się podobne rzeczy. Taki "handel końmi" nie jest wyłącznie specyficznie polski czy PO-wski. Zapewne doszły Pani wieści o skandalach w barach Westminsteru (tam piją oficjalnie w budynku parlamentu - nie widzę w tym nic złego, my też powinniśmy skończyć z fikcją, że posłowie nie piją). Podobnie w Waszyngtonie. Akceptując jako fakt, że takie rozmowy mają miejsce, powinniśmy bezwzględnie karać podobne wpadki. Jeśli ktoś chce bawić się w takie niebezpieczne gry, powinien mieć do tego kwalifikacje. (Zaiste gang Olsena.) PPS O tej drugiej rozmowie nawet nie wspominam, bo to ordynarna sprawa kryminalna. Znowu, nie chcę nikogo usprawiedliwiać, ale wszędzie może się zdarzyć. Pamięta Pani upadek Rostenkowskiego?
Szanowna Pani Izabelo, Czytuję Pani blog od dłuższego czasu, ale dopiero teraz zdecydowałem się zalogować i napisać. Zastanawia mnie jedno sprawa: głosowanie z dnia 24-01-2014 godz. 13:20:58. Media (również te "niezależne") na ten temat milczą. Niestety, prawie wszyscy (prócz zacnego p. Szaramy) posłowie PiS poparli ustawę, która de facto okrada nas z naszych emerytur... Czy mogłaby Pani odnieść się do tej sprawy? Pozdrawiam serdecznie.