|
|
tricolour @Anna
To Pani i tak ma szczęście. Bo ja widzę matki, które dały niemowlakom smartfony i mają wtedy spokój.
Ale bądźmy poważni - co ma dziadek dziś do zaoferowania swemu wnukowi? W przeciwwadze do smartfona?
Pytałem, milczą więc nic. Próżnia wypełni się treścią ze smartfona. |
|
|
Pani Anna @u2
tak między nami i tak calkiem szczerze, to mnie pańskie obserwacje ani wnioski zupełnie nie interesują, panie "lepiej uczyc dzieci obsługi kalkulatora niż tabliczki mnożenia ". |
|
|
Pani Anna @Tricolour
Codzienny obrazek jaki obserwuję kiedy tylko (coraz bardziej niechętnie) wychodzę z domu, to maki z dziećmi i tymi całkiem małymi jeszcze w wózkach jak i tymi trochę starszymi prowadzonymi za rękę wpatrzone i zajete czym? Oczywiście smartfonami, nie dziećmi. Ciekawe, jak będą się zachowywały te dzieciaki kiedy odrosną od ziemi. |
|
|
u2 wysypem rozmaitych infekcji górnych dróg oddechowych u dzieci (skutek masek?)
W moim sąsiedztwie jest szkoła. Młodzież chodzi bez maseczek, ale najwyraźniej są odporni bo to szkoła rolnicza, więc młodzież ze wsi. Pojechałem na zakupy, a tam również młodzież bez maseczek. Więc jeśli jest jakaś epidemia wśród młodzieży, to nie noszenie maseczek jest jej przyczyną. To są proste sprawy, przyczynowo-skutkowe. |
|
|
Jabe Czyli to nie władza jest winna skutków swej decyzji. |
|
|
Jan1797 Z przymrużeniem oka Szanowna pani ;)
Wystarczy zastąpić część zmanierowanego grona pedagogicznego przygotowanymi
sportowcami i problem zniknie.
Ponadto -Jestem zdumiony, bo w poglądzie dogłębnym nauczanie zdalne pasuje przede
wszystkim sporej części nauczycielstwa. Krótko, ale jednak pracowałem w jednym pokoju
z szefem oświatowej krajówki i zachowanie dzisiejszych liderów oświatówki bulwersuje
tłem pogardy dla podatników. Część związkowców jest jakby przesiąknięta opozycyjną
pogardą, a przypomnieć wystarczy Komisję Trójstronną z czasów Tuska i zachowanie
p. Bochniarz.
PS
"Czasami wbrew surowym zakazom rodziców eksplorowaliśmy ruiny, których w miastach
nie brakowało".
Wystarczy jeszcze sięgnąć do publikatorów, do niedawna „było” co oglądać w naturze;)
youtube.com |
|
|
tricolour Stopy w pęcherzach to nie wina systemu edukacji tylko domu. W domu kupuje się buty, jeździ na rowerze, rolkach itp. Szkole nic do tego. Rodzice kupili kiepskie buty, olali dzieciaka, to mają problem, który sam stworzyli. Było dać młotek do ręki, to byłby większy zysk niż ze smartfona.
Poza tym - co tu ukrywać - optyka "za moich czasów bylo dobrze, teraz jest źle" jest śmieszna. To nie dzieci zbudowały sobie smartfony do ocierania nóg, to wy je daliście dzieciom na odczepnego. Taka jest konsekwencja zamiany młotka na komputer.
A zresztą, co stoi na przeszkodzie, by babcie i dziadkowie wsiedli na rowery z wnukami? Był tu choć jeden starczy wpis, z którego moglibyśmy poczytać, jak autorytet wynikający (mam nadzieję) z wieku jest przekazywany młodszemu pokoleniu? W swoich wielkich domach macie miejsce, do którego mogą przyjść nóżki zabłocone, ale nie otarte do krwi? I chętnie coś zrobić? Macie zgodę na cudze błoto w swoim domu?
No, proszę napisać po kolei, co sami robicie, co może być dla kogoś innego atrakcyjne? Może hobby, które zgromadzi okoliczne dzieciaki?
Jest coś takiego? |
|
|
Pani Anna To o czym Pani pisze było oczywiste i latwe do przewidzenia, ale nie wolno bylo o tym pisać ani mówić glosno. Jestem w tej komfortowej sytuacji, ze ani przez chwilę nie miałam wątpliwości co do tego, z czym mamy do czynienie i co z nami robią, nie miałam też zadnych oporów aby o tym mówić. Może dlatego, że nie grozi mi utrata synekor w spółce skarbu państwa ani ciepłej posadki w redakcji futrowanej przez państwo. Oprócz oczywistej degeneracji fizycznej i umyslowej, depresji, niepoliczalnej ilości tragedii i niepotrzebnych zgonów mamy również już teraz, na początku sezonu do czynienia z niebywałym wysypem rozmaitych infekcji górnych dróg oddechowych u dzieci (skutek masek?) - każdy lekarz czy pielegniarka to przyzna, w każdym razie prywatnie, bo jeżeli głośno, to w najlepszym przypadku grozi dywanik w Izbie Lekarskiej. A ci, co tak Pani tu powyżej schlebiają pisali w swoim czasie, jakimi to jesteśmy "slabeuszami ", co to nawet roku w maskach nie potrafią wytrzymać. Internet niczego nie zapomina, ja również. |
|
|
u2 "Chyba dzisiaj najstraszniejszą karą byłoby odebranie, powiedzmy na tydzień smartfonu, czy tableta."
W komunistycznych Chinach się nie patyczkują z nałogowcami :
reuters.com
About 62.5% of Chinese minors often play games online, and 13.2% of underage mobile game users play mobile games for more than two hours a day on weekdays, according to state media.
[...]
The new restrictions forbid children under 18 to play online games from Monday through Thursday, effective Sept. 1. They can only play for one hour, between 8 and 9 p.m., on Fridays, Saturdays, Sundays and public holidays. |
|
|
jazgdyni Tezi
My w Orłowie mieliśmy znacznie więcej terenów pachciarskich. A ukochanym miejscem, chyba przez zemstę i dziecięcą złośliwość, głównym celem były Nauczycielskie Ogródki Działkowe przy Wielkopolskiej. Właśnie wczoraj, w przepiękny wieczór, wspominaliśmy z żoną ten czas, gdy koniec września i początek października dawał nam wczesny zmierzch i ochronę na łowach nawet po marchewkę, czy kalarepę (chociaż w domu, w kuchni, było tego pełno). A gdzieś za tydzień zacznie się czas na pieczenie ziemniaków w ognisku.
Eeeech... |
|
|
jazgdyni Boże mój! Nie trzeba uciekać się do kar cielesnych. To tradycja przemijającej kultury.
Chyba dzisiaj najstraszniejszą karą byłoby odebranie, powiedzmy na tydzień smartfonu, czy tableta.
Szwedzki przykład to jak nie wolno wychowywać. To w dużej mierze kraj dosyć paskudnych ludzi. Nawet Gretkowska tak uważa. A ona tam żyje. |
|
|
jazgdyni No oczywiście, przepraszam. To poranna pomroczność jasna. Niestety, zauważam u siebie po covidzie, że mylę nazwiska i niektóre słowa. Mam nadzieję, że się to cofnie. Węch i smak też nie w najlepszym stanie.
A co do zmysłu wspólnotowego - rozprysł się w 1989 w kierunku każdy sobie rzepkę skrobie. Lecz by choć starać się go przywrócić, to pierwszym krokiem powinien być dialog. Lecz by dialog nastąpił, to musi być dobra wola z obu stron.
Inaczej się nie da. |
|
|
Tezeusz Szkoła za za moich czasów była wspaniałym miejscem nie tylko nauki, zabawy, przyjaźni trwającej wiele lat. Nauczyciel był jak ojciec czy matka powiernik i przyjaciel. Była dyscyplina ale i mieliśmy wiedzę nie porównywalna do dzisiejszych " osiągnięć" młodzieży z błyskawicami.
Pamiętam jak w Gdyni po lekcjach biegaliśmy na tzw " pachte" na jabłka do sadów na Kamiennej Górze. To były czasy. Wyprawy na jachtach .Szkola pod żaglami.
WIele nas wówczas uczono nie tylko matematyki czy polskiego ale wielu innych pożytecznych rzeczy.Był szacunek, kultura osobista, której dzisiaj zabrakło niemal juz wszędzie.
Rozmarzylem się. |
|
|
u2 "zupełnie zniknęło jedno słowo - dyscyplina?"
Kiedyś dyscyplina znaczyła rózga. A w Szwecji nie tylko klaps jest zabroniony, ale jakakolwiek forma przemocy fizycznej lub psychicznej i to od lat 70-tych ub. wieku. Stąd zapewne "school strikes", które w moich czasach nazywano wagarami i wcale ich organizatorzy nie pretendowali do zbawiania świata i pokojowych nagród Nobla :-)
Z ksiażki "I co z tego że o Szwecji" Natalli Kołaczek :
Troska o dzieci w szwedzkim wykonaniu to przede wszystkim wychowanie bezstresowe — choć może akurat nie widać tego po ponurych szwedzkich filmach, często zresztą tych nagradzanych, w których wielokrotnie podejmuje się temat przemocy w rodzinie. Do debaty na temat wychowania włączała się chętnie sama Astrid Lindgren. To Szwecja jako pierwszy kraj na świecie pod koniec lat 70. wprowadziła bezwzględny zakaz stosowania kar cielesnych — kraj, gdzie jeszcze dwadzieścia lat wcześniej w kodeksie karnym istniał zapis usprawiedliwiający używanie kar cielesnych wobec dzieci przez rodziców i opiekunów. Ostatecznie klaps stał się formalnie zakazany. Nie chodzi tu tylko o uderzenie jako takie, ale o wszelkie inne formy przemocy fizycznej czy psychicznej, o czym przybywającym do Szwecji rodzicom przypominają między innymi broszury z polskiej ambasady. Nie wszyscy mogliby się spodziewać, że wypowiedziane nawet w żartach, z pozoru niewinne hasła pokroju „Ja ci dam!” czy „Policzymy się w domu” mogą zostać potraktowane jako faktyczne groźby, wobec których przeciętny Szwed czuje się zobligowany interweniować. Dzieci dość wcześnie poucza się na temat ich praw, a w szkole poznają one numer telefonu zaufania BRIS, organizacji zajmującej się prawami dziecka w społeczeństwie. Statystyki mówią, że wprowadzony już prawie czterdzieści lat temu projekt spełnia swoje założenia. |
|
|
Zbyszek "Mnie się wydaje, że ludziom brakuje przede wszystkim takiego zmysłu wspólnotowego, prawda? To znaczy, że jest sprawa, która dotyczy całej wspólnoty, no i coś z tym trzeba zrobić. To zanika, ginie".
I o TO właśnie chodzi. Tworzy się w to miejsce protezy partyjnych walk i wspólnot nienawiści do tego lub owego.
No i... może nie u Pawła Lisickiego, tylko u Piotra Lisiewicza. |
|
|
Zbyszek Świetne, choć przecież bolesne, spostrzeżenia. Wygląda na to, że polskim dzieciom wyrządzono niepowetowane szkody. Te szkody być może nie zakończą się wraz z nabyciem odporności przez ich stopy. To jest wpłynięcie na charakter, na zdrowie fizyczne i psychiczne człowiek w okresie jego kształtowania. Strasznie smutna sprawa. Ale wszystkich, którzy coś mówili na temat, że może nie, że może nie izolować dzieci, spotykała zajadła opresja i agresja. Zresztą, w katalog tych szkód, warto wliczyć szkody mentalne i psychiczne, objawiające się np. dużym zwiększeniem prób - w tym niestety udanych - samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Szerzej pisałem o tym tutaj: blog.zbyszeks.pl |
|
|
jazgdyni Witaj Izo!
Wczoraj miałem zaszczyt i dużą przyjemność oglądać Ciebie w wywiadzie u Pawła Lisickiego. I podziwiałem Ciebie za Twój spokój i pogodę. Niesamowite.
No naszło nas wspominanie lat szczenięcych. Czy może to oznacza, że w końcu się starzejemy? Niemożliwe!
Wieś i miasto... Trzepak i łąka... Pamiętam jak u dziadka, piękna okolica nad Sołą niedaleko Porąbki - tego cudu II RP - kolega z którym szybko się zaprzyjaźniłem zaprosił mnie, bym wcześnie rano poszedł z nim wyprowadzić krowy na pastwisko. Zaraz na wstępie kazał mi zdjąć trampki i skarpety, bo krowy wyprowadza się latem na bosaka. Ale mnie kłuło w te miękkie podeszwy. Na pastwisku, on widząc, że jestem nieco obolały, powiedział - spróbuj tego. I wlazł dokładnie w środek krowiego placka. Cóż miałem robić - też wlazłem. I o dziwo, było bardzo przyjemnie.
A co do wychowania - zauważyłaś, że zupełnie zniknęło jedno słowo - dyscyplina?
Serdeczne uściski
Ps. Odsłuchaj, jak masz chwilkę, w tej samej rozmowie chuligana, wywiad z moim dobrym kumplem, Jędrzejem "Kodymem" Kodymowskim. |