Otrzymane komantarze

Do wpisu: Kryzys nie kryzys a prawda po naszej stronie. Tylko czyjej?
Data Autor
Anonymous
Nie podzielam Pańskiej obserwacji o kastowości i samozwańczej inteligencji albo szantażowaniu rządu. Lekarze jako elita i wolny zawód zostali skutecznie zaorani w PRLu i w III RP nic się nie zmieniło. Zawodowe układy i koneksje są jak wszędzie i jak wszędzie wiążą się z władzą administracyjną i pozaadministracyjną. Różnice wynikają ze specyfiki przepływów finansowych ale i z pracochłonności w zawodzie lekarza, co jeszcze daje się skanalizować ograniczeniami w dostępie do specjalizacji, ale akurat nie do końca z powodu migracji zarobkowej. Z Biedronką to ma Pan rację, bo czymże jest nabijanie peseli i kodów dla NFZ jak nie elementem pracy kasjerki w sieciówce. Przecież nie cyfryzują pacjentów i lekarzy z innych powodów. Monopol państwowy ujednolica rynek dla wygody zarządzania i operowania dużymi pieniędzmi. Czego Pan chce więcej od elit niż szefowania zmianie w sieciówce?
Dark Regis
Trzeba po prostu urealnić - to bardzo popularne ostatnio określenie wśród samozwańczej "inteligencji" - przynależność do zawodu (każdy na własną odpowiedzialność), a nie traktować zwykły zawód jak arystokratyczną krew, utrzymywać zawodowe mafie, które stale szantażują rząd roszczeniami, bo np. muszą uzasadniać swoje istnienie. Tu nie chodzi o prywatyzacje, ani o społecznictwo. Tu chodzi o to, że bycie lekarzem nie powinno mieć związku z niczym więcej niż bycie lekarzem. Żadnych mrzonek o byciu nadzwyczajną kastą, nadinteligencją narodu z racji zawodu, bo to zwykłe kłamstwa są. Inteligencja kraju powinna zostać wykształcona w oparciu o zasługi dla kraju, a nie w oparciu o przedwczesne nadania, tytuły z hurtowni i rodzinne koneksje. Czy uważa Pan młodego np. 24-letniego lekarza za inteligencję, tylko dlatego że jest lekarzem? Nawet jak drepcze z KOD-em i głosi potrzebę likwidacji Polski? Chyba nie. Tym bardziej nie można się zgodzić, żeby w piórka inteligencji ubierali się już studenci medycyny (nawet pierwszego roku, którzy jeszcze nieszczęśliwie mogą wylecieć i zostać kasjerami w Biedronce, co nie jest zarzutem, tylko pokazaniem na palcach jak się cenią ponad innych lekarze) podpuszczani przez wykładowców i środowisko zawodowe. Tak samo szczyl wychowany w rodzinie barona PIS-u może wpaść w złe towarzystwo i zostać folksdojczem z PO. Pochodzenie przed tym nie broni, a nas nie zmusza do ślepego wyznawania posłuszeństwa potomstwu. Tu jest właśnie pies pogrzebany. Trzeba również urealnić i odsowietyzować pojęcie zasług dla kraju. To właśnie sowieci wyznaczali z góry, kto jest inteligencją, kto pisze wiersze, prozę, kto maluje obrazy, a kto zapieprza w oborze i jest potępiony. Może nadszedł już czas, żeby było odwrotnie? Żeby ludzie tworzący i pielęgnujący polskie wartości, niezależnie od wykonywanego zawodu i pochodzenia rodzinnego, stawali się z czasem inteligencją i elitą w miarę zdobywania zasług?
Dark Regis
Mógłbym odpowiedzieć analogicznie "nawet gdybym nie pryskał pola, to i tak więcej stonki się nie rozmnoży i nie zmieści". Niestety, to nie jest prawdą. Wszelkie społeczności inwazyjne pracują w oparciu o schemat postępu geometrycznego, aż do wyczerpania zasobów. Z kształceniem jest podobnie. Najpierw w murzyńskiej wiosce pojawia się z początku jeden Sayed kształcony w mieście. Po kilku latach wyprodukuje on kilku uczniów, którzy poniosą nauki Sayeda do innych wiosek i tak dalej. Tak pleni się islam. Jak więc widać nic na siłę i nie młotkiem natychmiast, ale trzeba uprawiać, poczekać i rozwijać z czasem. Oni to wiedzą od dziada pradziada, a my jesteśmy zawsze jak w gorącej zupie maczani. Teraz, zaraz, już, czyli czy jest DZIŚ ciepła woda w kranie i na razie "styknie". Zresztą, tak samo cudownie pan minister Macierewicz rozmnożył polskie wojsko i jakoś się dało wbrew PO. Nie ma co się tym przejmować, że ktoś tam nie kiwnie palcem za 4 tysiące. Niech roszczeniowcy emigrują masowo i niech zasiedlają obce kliniki. Trzeba tylko wprowadzić szybko system pokrywania kosztów kształcenia w przypadku emigracji i będzie na wykształcenie kolejnych roczników. Zawsze to lepiej, niz wyjeżdżać z kraju jako potencjalny woziwoda. W ten sposób Polacy staną się lepsi w te klocki niż żydzi, w przejmowaniu krajów na własność, już nie jako śmiecie do zamiatania i popychania, ale jako elity ;) Sama korzyść. Ciekawe tylko jak długo obce kraje będą tolerować taki run. W każdym razie póki przyjmują polskich lekarzy, to jest ich problem, a nie nasz. Produkujmy ich jak najwięcej, skoro nie umiemy zająć ich pracą w Polsce. Obcy za to nie wykształcą swoich lekarzy, stracą kontrolę nad medyczna edukacją, uzależnią się od Polaków, będą płacić za usługi jak za zboże. Sam mniód. Jeśli do tego celu trzeba przebudować system, to na co my jeszcze czekamy? Na zbawienie, czy że nas zachód POchwali i POklepie po plecach? Jeszcze raz przypomnę, co powiedziałem już wcześniej. Sądzę, że na studiach medycznych kuleje nauka ekonomii i logiki. Zresztą mam masę znajomych, którzy poszli na medycynę lub aptekarstwo i niech mi Pani wierzy, do tuzów intelektu nie należeli i nadal nie należą (nie zdarzył się żaden cud), a studia spokojnie pokończyli. Jeśli rzeczywiście medycy uważają się za tak łebskich i niesłychanie zdolnych, to ja swoją propozycję przedstawiłem. Sprawdźmy się na polu matematyki, fizyki i informatyki. Skoro na tych niszowych zbędnych studiach są tylko geekowie, nieudacznicy, oszołomy i pacykarze, to kwiat inteligencji i klub "ryczącego IQ", jakim są medycy a także - nie umniejszając - prawnicy, nie będzie miał co robić, nieprawdaż? ;) Ja studiowałem matematykę i osobiście nie widzę w tym żadnego problemu, więc chyba i medycy potrafią zrozumieć tak logicznie wyłożony temat i go przyswoić w locie? A może jest jakaś przeszkoda? :D
Dark Regis
Słusznie, weterynarz to potęga. Wystarczy prześledzić fora dyskusyjne. Niestety w sprawach dentystów nie mam dobrych wieści. Mój znajomy dentysta kiedyś wyjaśnił mi w kilku zdaniach dlaczego najczęściej zęby łamią się na bułce z masłem. Nie będę zdradzał tajnego ukrytego sekretu eliminującego kły (w skrócie TUSEK), który jest znany branży, ale powiem tylko, że naczelne nie szczotkują i sporo chrupią. Chemia wcale nie musi być przyjazna. Zła chemia jest głównie w żywności ale nie tylko. Ponadto nasz gatunek ma naturalny mechanizm leczenia kanałowego i odporności (nota bene związana z przyjazną florą bakteryjną, którą z uporem maniaka staramy się zewsząd usuwać;). Polega on na tym, że szczęka puchnie i ząb daje do wiwatu, ale po jakimś czasie nerw sam zanika. Zła wiadomość jest taka, że górne zęby mają nerwy przechodzące bardzo blisko zatok. Wątpię, żeby większość ludzi wiedziała, po co człowiekowi są węzły chłonne. Włóczą się potem jak upadłe dusze po czyśćcu po lekarzach, oszołomieni, że coś im dolega. Tymczasem pierwsze objawy zwykle są bardzo czytelne bez laboratorium i tomografu. Mówią "zmień żywienie, tryb życia i przestań jątrzyć udając mądralę od chemii". Jeśli ktoś zwrócił uwagę na ostatnie zdjęcia pana Rewińskiego, to zauważył silny przykurcz twarzy sięgający oka - tak wygląda właśnie rozpaczliwy SMS od organizmu o treści "wylecz kła", wcześniej był zapewne szereg sygnałów w formie ucisku pod pachami, ale kto by się takimi bzdetami przejmował, isn't it? XD
Filovera
Większość dentystów pracuje w prywatnych praktykach, gdzie pacjent też prywatnie płaci. A stan uzębienia Polaków jest zły. Więc nie wiem, czy to cud.
Filovera
Nawet gdyby zlikwidował Pan limity przyjęć, koncesje itd. to i tak nie dałoby się wykształcić dużo więcej lekarzy. Bo ktoś ich musi jeszcze kształcić. I nie chodzi o wykłady teoretyczne, ale np. zajęcia praktyczne przy łóżku chorego. Po drugie kształcenie lekarzy to nie tylko studia, to dopiero początek. Kluczowe dla samodzielności jest kształcenie specjalizacyjne i tutaj jest ogromny problem. Oczywiście także z limitami, ale też z lejkarzami, którzy powinni być opiekunami specjalizacji. Nie twierdzę, że limity są dobre i coś z nimi trzeba zrobić, ale Pana propozycja ma bardzo istotne ograniczenia - ludzie, którzy mieliby kształcić i kliniki/oddziały, gdzie trzeba by pomieścić zwiększoną liczbę kształcących się. Moim zdaniem najpierw trzeb przebudować program kształcenia na studiach i specjalizacyjnego. Co do hitu eksportowego - mamy to już teraz. Lekarze wyjeżdżają na potęgę a wśród młodych prawie 50 proc. zamierza to uczynić zaraz po zdobyciu specjalizacji. I gwarantuję, że za 4 tys. zł już niedługo nikt nawet z tych młodych lekarzy tuż po studiach i bez specjalizacji nie kiwnie palcem. Bo zagranicą też mogą się wyspecjalizować. Studia medyczne wbrew temu co Pan twierdzi są bardzo wymagające. Wiem to jako ktoś, kto studiował i jako ta osoba, która jest też nauczycielem akademickim.
Anonymous
".. wyceny opartej na rzetelnych danych i nieuwikłanej w „ideologię potrzasku” pomiędzy lekarzem-społecznikiem a lekarzem-kapitalistą" Nie ma żadnej rzetelnej wyceny bez udziału konsumenta. Nie ma żadnego potrzasku ideologicznego, bo żeby być dobrym społecznikiem, trzeba być dobrym kapitalistą. Społecznictwo i non-profit to zresztą zasłona do rzetelnych wycen godnej płacy, za którymi jest etatyzm z przelicznikiem względem średniej krajowej. To jest zresztą utopia bo jeżeli połowa dochodów jest budżetowych i wszyscy się równają względem średniej, to nakręca się średnią, którą się następnie goni ze wszystkimi tego skutkami. Skoro jednak już cała budżetówka ruszyła w pogoń to nie ma wyjścia, niech nam w końcu przestanie zagrażać deflacja.
Filovera
Co do powiązania się zgadzam, ale nie uważam, aby trzeba było zabierać ludziom 500+. Jestem całym sercem za tym programem i nie uważam, że to jest rozdawnictwo, ale elementarne przywrócenie Polakom godności w wymiarze ekonomicznym.
Nie Owidiusz, ale Lotar I :-)
Kazimierz Koziorowski
Dentysci radza sobie doskonale na polskim rynku. Analogiczne rozwiazanie dla innych specjalnosci wydaje sie jedynym realistycznym na naszym skomplikowanym podworku.  Zdaje sie ani dentysci nie narzekaja na dochody a Polacy tez jakby mieli coraz lepszy stan uzebienia. Nie ma horendalnych kolejek do gabinetow, chyba ze tych prestizowych - nie mylic z jakoscia uslug, ktore bywaja nawet lepsze u lekarzy dentystow dwukrotnie tanszych niz tych w "dobrych dzielnicach". Bez obrazy ale przyklad rynku lekarzy weterynarzy bylby jeszcze lepszy w temacie dochody lekarza vs. dostepnosc i zadowolenie pacjenta.
Dark Regis
Nie. Są tylko dwa problemy w związku ze współczesną działalnością dyktatorów. Nie każdy tam wjedzie, albo nie każdy wyjedzie :) W każdym razie wielu Polaków studiowało medycynę w latach 90-tych w Mińsku Białoruskim i miało praktyki w tamtejszej klinice. Był po prostu uruchomiony program stypendialny, na który załapał się mój znajomy po ogólniaku. Zaś linię autobusową na Białoruś prowadził pewien nieżyjący już facet, którego znałem (odłam firmy Transdrog). To dłuuuuga opowieść. Pamiętam jak kiedyś śmieliśmy się z tego, że w jedną stronę jadą ludzie i toboły, a w drugą stronę trzeba jakoś przewieść trzodę chlewną i worki ziemniaków przekazane w rozliczeniu (brak walut na Białorusi). W biurowcu Transdrogu swoją siedzibę miała też prywatna firma faceta z politechniki, który jako pierwszy ruszył temat logistyki międzynarodowej i zaprzągł do tego Internet (wtedy to było kilkanaście modemów, a NASK jeszcze nie powstał). Stare czasy, ale tak właśnie wtedy było.
Dark Regis
Nie widzę problemu, wyjedzie do Syrii. Jakoś nie martwił się Pan o polski narybek, kiedy ryży gangster wyganiał kogo popadnie na zmywaki, a zostawała tylko liberalna posowiecka swołocz z układami. Gdyby było tak jak Pan mówi, że wszyscy biorą kalkulatorki, ruszają dupsko i wyjeżdżają, to Polska już by znikła jakieś 5 lat temu z powodu kapytalystów. Tak więc twierdzenie jest fałszywe. Wystarczy, że wyjadą liberałowie z KLD ze swoimi wojskowymi oficerami prowadzącymi i już stanie się znośniej. Nie trzeba będzie koziołkować i matołkować. W każdym razie jest wielu ludzi, którzy tu zostaną bo chcą zostać, a nie wyjadą, bo gdzieś tam sto funtów więcej płacą od plomby. Mam jednocześnie nadzieję, że wyjadą z tego powodu jeszcze ci, co tak właśnie wszystko włącznie z życiem ludzkim przeliczają, czyli naszej cywilizacji znani geszefciarze.
nonparel
W Polsce każdy może skończyć studia medyczne. Nie jest do tego potrzebna przynależność do żadnej kasty, trzeba tylko usiąść na d... i się uczyć. Więcej, niż na polonistyce, etnografii, rolnictwie czy marketingu. System studiów nie jest dobry, ale zaręczam, że może być znacznie gorzej. Masowe kształcenie w niektórych tylko (nie matura lecz chęć szczera...) specjalnościach przerabialiśmy już w czasach powojennych. Jeżeli będziemy "wybierać co lepszy narybek" a resztę do takiej np. Anglii to trzeba by temu narybkowi zapłacić więcej niż Angole. Poza tym w Anglii papier na chirurga lub internistę wkrótce nie będzie wcale grzał w pupę, bo wprowadzi się tam egzaminy dla polskiego narybku, którego "beleco" nie ma prawa zdać. No i skąd się weźmie ten lepszy narybek jak cały system szkolenia padnie? Ulęgnie się sam z siebie czy co? Zostaniemy zalani masową produkcją beleczego. I większość społeczeństwa będzie przez nich leczona. A dla wybrańców będziemy sprowadzać lekarzy z krajów ościennych za ciężką kasę.  
Jabe
Faktycznie nie wiedziałem. Tylko zęby można tam leczyć? 
Dark Regis
No to jeszcze Pan mało wie o dentystach. Najlepsi są na Białorusi i na Ukrainie, a więc chwilowo miejscowi nie mają parcia na podwyżki. Ciekawe dlaczego ;). Była czy nawet jeszcze jest linia autobusowa na Białoruś, gdzie są właśnie takie mniej więcej ogłoszenia - "jedź się tanio wyleczyć". Tam w klinice byle zabieg wykonują fachowo, szybko, w pozycji leżącej ze wszystkimi udogodnieniami. Płaci się, dziękuje i wyjeżdża. Miałem znajomego, który tam studiował, więc coś o tym wie i wspominał o tym już ze 25 lat temu.
Dark Regis
Chcemy, żeby było inaczej, czyli lepiej, bo gorzej już być nie może. Trzeba skorzystać z sytuacji, że kolejnej nadzwyczajnej kasty jest dziś tak mało i przepłukać wreszcie ten kolektor. Nie da się tego zrobić szybko inaczej, niż uruchamiając masową produkcję beleczego, z której to masy można potem wybrać co lepszy narybek, a reszta niech sobie jedzie lekarzować do jakiegoś kraju liberalnego, np. do Anglii. Anglicy będą wniebowzięci. Zawsze to lepiej i cieplej w pupę, gdy się wiezie do Londynu papier na chirurga lub internistę, zamiast dyplomu magistra polonistyki, etnografii, rolnictwa, czy marketingu. Potem to już nie moje zmartwienie, jak oni będą tam leczyć, a na desant kilku tysięcy lepszych fachowców nawet Anglia nie może sobie pozwolić, bo szybko będzie miała z ich lewackimi roszczeniami podobny burdel jak my teraz. Dlaczego lewackimi? Bo w kapitalizmie każdy sam walczy o swoją pensję i negocjuje pobory, a w lewackim ustroju robi to za nich korporacja, czyli taka Państwowa Zjednoczona Partia Zawodowa.
Jabe
Jakoś nikt się wyceną pracy dentystów nie martwi. Szukać pieniędzy w budżecie na to nie trzeba. A przecież dentysta też lekarz, tyle że inny. Poza nielicznymi wyjątkami dentyści pracują na swoim, ewentualnie w spółkach, bądź na etacie w małych firmach. A przy tym tubylcy szczerbaci nie chodzą. Cud!
nonparel
Przypomina mi się rysunek Mleczki, jak to król z pałacowego balkonu oznajmia rzeszom poddanych: "wolą moją jest, aby naród ten był najbardziej wykształconym narodem świata, nakazuję przeto, aby każdy z moich poddanych ukończył studia wyższe". Bo co to znaczy: "odblokować studia, zlikwidować limity przyjęć i koncesje na zakładanie wydziałów". Kto ma na tych studiach wykładać? Prawda, że kadra to w większości skostniałe pryki - nie dotyczy to tylko medycyny, gdzie indziej bywa nawet gorzej - ale innej kadry nie ma i z kieszeni się jej nie wyciągnie. I to, a nie jakieś odgórne przepisy jest podstawowym ograniczeniem ilości szkolonych lekarzy. Inaczej będzie tak, jak w pewnym znanym mi uniwersytecie medycznym, który szeroko otworzył się na magisterskie studia polskich pielęgniarek - które de facto umiały więcej, niż dyplomowana pielęgniarka na Zachodzie Europy - ale potrzebny był papier. - Jakim cudem szkolicie tyle pielęgniarek? - Po prostu. Sprawdzamy, czy kasa wpłynęła na konto a na koniec dajemy dyplom. Przecież tym dziewczynom tylko o to chodzi. - Ale są wymogi odnoście kadry naukowej i tak dalej.. - A tak, zatrudniliśmy profesora z fitoterapii. Ma 80 lat i chętnie sobie dorobi. To tak nie działa. Mimo często niskiego poziomu kadr klinicznych czegoś jednak tych przyszłych lekarzy trzeba nauczyć. Potrzebna jest baza teoretyczna i kliniczna. Ćwiczenia praktyczne. Staże. Dyżury. Trzeba nauczyć tych rekrutów wszystkiego: od wkłucia do żyły po standardy diagnostyki i leczenia. Bo inaczej to nici z "Mekki medycznej". Wybrakowanego towaru nikt nie kupi. Jak zrobimy medyczne studia internetowe, to cały ten szajs zostanie tutaj i będzie Pana leczyć. Tego chcemy?  
Dark Regis
Myślę, że w Polsce znalazłaby się cała masa ludzi, którzy dziś z zadowoleniem wykonywaliby zawód lekarza za 4 tys. na rękę. Trzeba tylko całkowicie odblokować studia, zlikwidować limity przyjęć i koncesje na zakładanie wydziałów, czyli zlikwidować komunistyczny system kartkowy na biały papiór. Wtedy oczywiście zadziałałaby "niewidzialna brudna łapa rynku" i ceny usług rzeczywiście spadłyby do mniej więcej takiego poziomu. Korzyści przy tym byłoby co niemiara. Po pierwsze, zblazowany element komunistyczny i postkomunistyczny, obecnie liberalny i aktywnie wspierający wszelkie grupy antypolskie i roszczeniowe, który nas dręczy strajkami o podwyżki już ponad 25 lat, wreszcie musiałby wziąć sprawy w swoje ręce i po prostu wyemigrować. Wątpię, żeby tam gdzie wyemigrują od razu mieli kokosy, więc byłaby to świetna lekcja pokory i ekonomii, której jak widać nie nauczają na tych studiach. Po drugie, nadprodukcja personelu medycznego stałaby się szybko naszym hitem eksportowym. Zamiast wyganiać młodzież i niewykształcone masy na wszystkie zmywaki świata, jako państwo dawalibyśmy im potencjalnie użyteczny zawód i radźcie sobie jak umiecie. Sprawę odpłatności za naukę, w przypadku emigracji, można by rozwiązać tak samo jak w USA (Przystanek Alaska). Kazać podpisać weksel, a jak klient będzie oporny, to odsprzedać go międzynarodowej korporacji komorniczej "Kruki i Wrony" i niech sobie tam poza granicami rozmawiają po swojemu. Po trzecie wreszcie, stworzenie w oparciu o polski personel medycznych super kombinatów sprawiłoby, że Polska szybko osiągnęłaby sławę medycznej Mekki świata, do której ciągnęliby wszyscy mający trochę więcej grosza do wydania. Od amerykańskich czy kanadyjskich farmerów, po szejków naftowych. To w oczywisty sposób wpłynęłoby na większe przychody w tych zawodzie, większe zainteresowanie studiami i tak dalej. Nie sądzę, żeby studia medyczne były jakieś prestiżowe, specjalne, albo kształciły samych super mózgowców. Są całkiem przeciętne i pospolite, tyle tylko, że obsiadłe przez rody i nadzwyczajne kasty żywotnie zainteresowane tym biznesem, które dlatego blokują i utrudniają dostęp do tego kierunku każdemu Filistynowi aż do upadłego. Są do tego mocno przereklamowane pod kątem rzekomych strasznych trudności i kosztów, bo to sprzyja późniejszemu marudzeniu w celu nabijania kabzy. Równie dobrze można kazać studentom innych kierunków wkuwać dzieła literackie i robić testy z wyrywków. Jeśli rzeczywiście by był to kierunek elitarny, to ja proponuję turniej. Coś w rodzaju starego dobrego turnieju miast z TV. Niech studenci po skończeniu jednych studiów wymienią się i rozpoczną studia na drugim kierunku. Niech lekarze wymienią się z informatykami albo z matematykami i wtedy zobaczymy kto będzie lepszy i inteligentniejszy ;) Eksperyment nie boli, a pozwoli wielu ludziom urealnić ich poglądy na rzeczywistość i wyobrażenia o własnych możliwościach, które są już metodą propagandową rozdęte niczym EGO Wałęsy.
Lekarze w II RP nie należeli może do osób bardzo majętnych ale na p należeli do elity intelektualnej  i pokazywanie w jakiej nędzy żyli w czasach kryzysu to kop poniżej pasa bo reszta to niby opływała w złoto...!? Niby nie umiem poruszać się w internecie ,może i tak ale się zebrałem wpisałem nazwisko blogerki i pokazała się litania o Niej .Pierwsza konstatacja,że lekarzem to jest raczej byłym bo poszła w urzędy i biznes i pracę naukową na UŁ i  tu ciekawostka ornitologiczna bo Pani doktor nauk medycznych [zwracam honor].doktorat z zakażeń szpitalnych wykłada na socjologii a to dziedzina bardzo bliska medycynie ,nieprawdaż..  Ogólnie to zajęć cała kopa ale chyba już zero kontaktów z pacjentami ,no chyba na korytarzu szpitalnym ,szpitala gdzie miała fuchę w zarządzie czy radzie nadzorczej bo jest po kursach i egzaminach upoważniających do zasiadania !Jak się ten szpital miał i pacjenci pod tak światłym a wychciewnym przywództwem to ja wiem ale jak znajdę czas to jeszcze poczytam sobie co pisała prasa lokalna i opinie pacjentów. Wracam  do żądań połączonych z pogróżkami ,rząd ma dać i powiedzieć komu zabrał mało tego dać ma i innym bo niby teraz macie wspólne interesy z pielęgniarkami tylko ,że one o tym nie wiedzą ale pamiętają jak dotychczasowe podwyżki były dzielone...!
Z tą odpowiedzialnością lekarzy to Autorkę trochę poniosło. Chyba że ma na myśli ściganie ich za masowe wystawianie recept nie wiadomo komu czy branie kasy za nie wykonane zabiegi.
Jeżeli zarobki te miałyby być powiązane z minimalną (odpowiednio wysoką) liczbą godzin w przychodni/szpitalu i małą odpłatnością za wizytę w takiej przychodni to nie widzę większego sprzeciwu wśród społeczeństwa. Zawsze można próbować pozyskać kasę zmieniając rozdawnictwo "500+ dla każdego" na bardziej rozsądne.
Do wpisu: My tu maju-maju, a biała polska jesień tuż-tuż
Data Autor
Anonymous
Propozycja rozwiązania Eski, ale pytanie do mnie więc pokuszę się o odpowiedź. Tak. Pacjent miałby prawo użyć bonu za leczenie wg swojego uznania niezależnie od statusu jednostki medycznej. Dla pacjenta nie jest istotne czy jednostka medyczna jest prywatną własnością lekarza, spółką grupy kapitałowej, czy należy do państwa. Nie interesuje go charakter zatrudnienia (etat, umowa zlecenie, samozatrudnienie przy pracy w innej jednostce, samozatrudnienie w swojej firmie). Nie interesuje go także kto figuruje w księdze wieczystej jako właściciel: osoba fizyczna, spółka czy państwo. Warunkiem niezbędnym byłoby wywiązanie się przez państwo z zadania ochrony rynku, m.in. w postaci ścigania dotacji dla jednostek sł.zdrowia w jakiejkolwiek formie. Pacjent mógłby zapłacić bonem, a w razie konieczności dopłacić z własnych środków, lub skorzystać z dodatkowego ubezpieczenia, z odszkodowania lub dotacji fundacji (co mogłoby prowadzić do ukrytego dotowania wybranych jednostek medycznych). Wysokość bonu nie byłaby wyceniana w stosunku do wartości usługi (tak też można, zwłaszcza, że w oparciu o istniejący system i wycenę procedur NFZ można to zrobić z marszu ale nie urynkowi to cen). Byłaby wyceniana na głowę obywatela  na miesiąc i dysponowana w zależności od potrzeb. Wycena usługi miałaby charakter rynkowy w zależności od podaży usług i popytu na nie. Dowiedzielibyśmy się czy np. wzrósłby popyt na endoprotezy stawów w porównaniu do stentów naczyniowych. Niezbędne byłoby urynkowienie kształcenia podyplomowego zamiast obecnego systemu nakazowo-rozdzielczego). Bon zdrowotny o stałej wysokości dla każdego obywatela, z możliwością kumulowania środków byłby postrzegany jako rozwiązanie optymalne przez ludzi młodych i zdrowych (mieliby co odkładać). Dla ludzi starych i chorych to rozwiązanie jest złe bo ich wydatki statystycznie przekraczałyby wartość bonów. Możliwe, że w innych grupach wiekowych za system optymalny uznano by połączenie tych 2 rozwiązań pół na pół, albo możliwość wykupu ubezpieczenia za bony, co nie musi ale może prowadzić do patologi z powodu uprzywilejowanej pozycji instytucji finansowych. Istotne jest, że opieka medyczna ma trzy aspekty: finansowanie, usługi medyczne i "środki produkcji". Jeżeli finansowanie z budżetu państwa jest w rękach pacjenta dzięki bonowi, to niezależnie które z w/w rozwiązań będzie miało miejsce, zreformowane zostaną usługi medyczne, a w ślad za nimi "środki produkcji", czyli budynki i sprzęt.  
Nie wydaje mi się, bo skoro brak lekarzy już jest wielki, a będzie się powiększać, to pacjent w sytuacji podbramkowej nie bedzie czekać do ok. roku do państwowego specjalisty,ale bedzie zabiegał o przyjęcie prywatne ( 2-3 miesięczne kolejki obecnie). Czy będzie mógł zapłacić bonem?, to raz, a drugie, czy wysokość bonu będzie obliczona na państwowo wycenioną usługę, czy na prywatną?
To właśnie komuna -rządy "robotniczo-chłopskie"- napuszczała robotników i chłopow na inteligencję (której nienawidziła) i pacjentów na lekarzy. Dzisiejsze napuszczania, to stare metody w "kapitalistycznej" rzeczywistości