Otrzymane komantarze

Do wpisu: Sfrustrowani, biedni, źli, czyli czas białej gorączki
Data Autor
Cóż, model amerykański może i jest skrajny, ale jakoś działa. Szczerze mówiąc nie interesuje mnie jego wdrożenie u nas. Interesuje mnie, żeby zacząć robić cokolwiek w celu podniesienia jakości świadczonych usług, eliminacji błędów i usuwania osób nieodpowiednich. Bo w tej chwili mamy jedynie pozorację działań. Każdy z nas zna opowieści jak to lokalnych lekarzy z jakiejś tam specjalności lepiej unikać. Albo jak to wychodzą jakieś poważne błędy w rozpoznaniu czy leczeniu. Albo pielęgniarki zachowują się w sposób nieodpowiedzialny. I niewiele się z tym robi, kary pojawiają się przy poważnych konsekwencjach zdrowotnych, nie dającym się zatuszować skandalu czy wobec osób podpadniętych w środowisku. Oczywiście będą za tym szły pewne koszty. Bo jak wpadnie do szpitala kontrola w związku ze skargami pacjentek na brak reakcji pielęgniarek na nocnej zmianie, to nie powinna być zainteresowana zeznaniami sióstr, ale zapisami dokumentującymi ich nocną pracę (jakieś dzienniki działań, dane z systemów logowania, itd.). Albo szpital przyłapany na kolejnym fałszywym rozpoznaniu guza nowotworowego w klatce piersiowej (podczas gdy tak naprawdę okazuje się to być zwapnienie po zapaleniu płuc - autentyk jaki na dniach usłyszałem) powinien być przymuszony albo do przeszkolenia osób opisujących zdjęcia albo do przymusu konsultacji przed wydaniem opinii albo wręcz do wymiany sprzętu - tylko to trzeba wpierw zacząć zgłaszać takie przypadki. Dalej - wspomniany przykład unikania lokalnych lekarzy. Wszystko jest gdzieś odnotowywane. Jeżeli wykryje się, że np. pacjenci z miasta X ze szpitalem z oddziałem ortopedycznym często operują się na oddziale ortopedycznym w mieście Y odległym o 100km, to też chyba należałoby sprawdzić tego przyczynę. Przykładów można byłoby mnożyć. Najgorsze jest to, że całość zagadnień związanych ze służbą zdrowia przypomina jeden potężny węzeł gordyjski, gdzie nikt nie ma pomysłu jak go rozplątać, a wszelkie próby dodają nowe węzęłki na jego powierzchni. I nie widać nikogo gotowego wystąpić w roli Aleksandra Wielkiego.
Dark Regis
Rozmówca prawdopodobnie grzecznie zasugerował, że jak jest komuś źle w zawodzie, to może skorzystać z rady Komorowskiego - wziąć kredyt i zmienić pracę. Były lekarz na kasie w Biedronce będzie zapewne zachwycony wysokimi zarobkami. Oczywiście są też inne rozwiązania, jak powiedzmy przystawienie broni do głowy kasjerowi w banku, ale to spore ryzyko. Dużo prościej można podwyżkę wymusić jakimś nieustającym strajkiem lub "stworzeniem zagrożenia dla zdrowia i życia". W końcu po to się działa w zorganizowanej grupie uzbrojonej w przywileje i nietykalność, żeby coś z tego mieć w życiu, a nie tylko wyścigi szczurów, które są dla mniej wartościowej ludności miejscowej. Kiedyś wreszcie ten "rząd" ustąpi i musi dać więcej, te wredne komunisty :P
Dark Regis
Popieram. Książka prezentująca zasady radykalnego liberalizmu to zdecydowanie dobry pomysł. Wreszcie pojawi się możliwość poważnej dyskusji na podstawie materiałów, a nie tylko blogowa partyzantka ;)
Czesław2
To już wszystko.
Jabe
Wyborcy się nie liczą. Liczy się, jak ich jeszcze raz zbałamucić, żeby się do żłoba dorwać.
Filovera
Nie. I ponawiam pytanie, co w związku z tym?
Czesław2
Słyszała Pani kiedyś o strajku techników automatyków?
Filovera
Zdaję. I co w związku z tym?
Jabe
Toż to walka klas.
Jabe
Nie znam liczb, ale zdaje się, że ten abstrakcyjny koncept pochłania niemałe sumy na samo swoje istnienie. Trzeba w to wliczyć koszt wypełniania druczków przez lekarzy. To, jacy lekarze są i jak Pan ich ocenia, też jest pochodną istnienia tego abstrakcyjnego konceptu. Taktyka szczucia wszystkich przeciw wszystkim jest stara jak świat. Mogłaby się sprawdzić i tym razem. Sugeruje Pan, żeby z lekarzy zrobić kozły ofiarne, zamiast zająć się tym abstrakcyjnym konceptem? To ma sens, bo sama koncepcja tego abstrakcyjnego konceptu wydaje się być utopijna, a kogoś obwinić będzie trzeba.
Czesław2
Zdaje Pani sobie sprawę, że w Polsce technik automatyk pracujący w dużym zakładzie w utrzymaniu ruchu na trzy zmiany i znający zasady działania wszystkich urządzeń produkcyjnych zarabia w porywach od 2000 do 2500pln na rękę?
Anonymous
A komentarz jest potrzebny, bo błędy są różne. Nie chodzi lekarzom o bezkarność w sytuacji błędów sztuki, ale o sprawiedliwość. Tam gdzie nie ma mowy o odpowiedzialności karnej tylko cywilnej istotny jest wymiar tej odpowiedzialności. I to jest istotne dla samych pacjentów jaka jest praktyka prawa, czy jedni poszkodowani odbiją się o mur niesprawiedliwości a innym zasądzone zostaną abstrakcyjne sumy od wszystkich możliwych stron. W tym miejscu należy podnieść temat niesprawności wymiaru sprawiedliwości oraz powiedzieć o ważnym aspekcie prawa jakim są prawa niezbywalne, bo one rzutują  na koszty leczenia. Konkretnie czy pacjent chce i jak wysokie chce mieć ubezpieczenie nie jest obecnie kalkulowane, a jest to składnik ceny usługi medycznej. Jeżeli przyjmie się rozwiązania funkcjonujące w USA to wykręci się ceny usług do równie absurdalnych i stanowiących zaporę przed leczeniem. Już dzisiaj pacjenci "mają dylemat" czy chcą się leczyć u lekarza czy u urzędnika. Jak się rozhula procesowanie w medycynie - czym nas autorytety medyczne z klucza straszą od zawsze - to pacjenci będą się leczyć u adwokatów i w instytucjach ubezpieczeniowych, a koszty medyczne będą do tego lichym dodatkiem.
Benef
Dodajmy do tego marnotrawienie środków i traktowanie publicznych jednostek jako zaplecza dla prywatnej praktyki. Żaden prywatny inwestor nie pozwoliłby na to, aby na jego maszynach dyrektor czy kierownik po godzinach robił własne chałtury.
Filovera
Tu się zgodzę. Bez zbędnego dalszego komentarza.
Kolejna kasta której wydaje się że oprócz nich nikt nie zasługuje na godziwe zarobki, co ich obchodzą np emeryci byle oni mieli kasę.
Tak czytając o tym jak te "białe" zawody są niedoceniane przypomniało mi się o jednej podstawowej rzeczy, której do tej pory nie doczekaliśmy się. A mianowicie sprawnej eliminacji z systemu "konowałów". Płacimy, ale wymagamy. Błędów nie ukrywamy czy nic z nimi nie robimy, tylko za nie karzemy.
Do wpisu: Wyprawieni, skulturalnieni, wypisani…
Data Autor
xena2012
No to jest wojna czy jej nie jest? Pisze Pan/Pani że na wojnę chce iść PiS zapewne z kaprysu jak mniemam,Potem  czytamy:,,pisałem ,że ataki na PiS się skumulują i będą bezkompromisowe'' tzn.że jednak wojna jest a może tylko partyzantka ? I czy nie sadzi Pan/Pani że zmiany które chce dokonać PiS nawet łamiąc sobie zęby o stopień trudności są Polsce potrzebne i konieczne?
Ma Pani całkowitą rację, pozdrawiam w nadziei na lepsze jutro, mądrość i aktywność zdrowej tkanki narodu. 
xena2012
Hucpa z Opolem była przygotowywane już wcześniej,niezastąpiona Wielgusowa nie utrzymała jęzora za zębami mówiąc o innej lokalizacji festiwalu niż Opole.Podejrzewam,że miasto wraz ze sponsorami ( czyzby zaproszeni przez Nowoczesną  goście)  chce urzadzić swój festiwal na którym ,,gwiazdy'' piosenki z tragizmem w oczach będą manipulowac widzami. 
ilona
Wczoraj finał polskiej rady biznesu:Panowie Wałęsa, Marcinkiewicz(bez Isabelle), Pawlak, pod okiem pana Balcerowicza. Duma , buta i pokaz:co nam możecie zrobić? Trzymajcie z nami to będziecie pokazywaniu w TVN, my  wynajmiemy sale i pokażemy tym maluczkim ,że siła nas ,nasz sukces i nasza innowacja.  Jesteśmy silni, zwarci, klaszczemy i spijamy sobie z dziubków. Pani Janda trzymająca pod depo (przywitanego godnie) Pana Wałęsę w Cannes. Śmieją się prosto w twarz!!!- — Nalewaj drugi! — krzyknął Dyzma — no, na pohybel sukinsynom!
Do wpisu: Kryzys nie kryzys a prawda po naszej stronie. Tylko czyjej?
Data Autor
Filovera
I tu widać, że medycyna to nie matematyka. A trudność w ustaleniu diagnozy wcale nie musi wynikać z braku wiedzy jakiegoś konkretnego lekarza/y, ale stanu zaawansowania medycyny. Wiele chorób wciąż jest nie do końca znanych i odkrywanych, co do innych zmieniają się poglądy na ich etiologię, patogenezę, nawet symptomatologię, nie mówiąc o diagnozowaniu i leczeniu.  Na tym m.in. polega postęp - na ciągłej zmianie i przybliżaniu się do prawdy, do której i tak nie udaje nam się satysfakcjonująco zbliżyć.
Filovera
Dzięki za uwagę.
Filovera
W locie to może Pan przyswoić sztukę latania. Pozdrawiam :-)
Dark Regis
Tu nie chodzi o rozdawnictwo przywracające godność. Tu chodzi o coś bardziej elementarnego. Trzeba nasmarować czymś tryby systemu ekonomicznego w Polsce, popyt wewnętrzny, żeby pewne procesy znów zaczęły przebiegać jak w cywilizowanym państwie, a nie Tanzanii, która nota bene idealnie pasuje do wizji ekonomii roztaczanych przez polskich liberałów. Popyt wewnętrzny, to jest inaczej mówiąc obrót pieniądza w gospodarce. Pieniądz w firmie nie liczy się na kupki, ale jaki zysk wypracowuje. Można wyrzucić miliony, a zarobić grosze. Można obracać groszami, a w końcu zarobić miliony. Wszystko zależy od tego, jak patrzymy na przepływy pieniądza. Ta sama papierowa stówa w przeciągu roku obrachunkowego może być zyskiem tysięcy firm i osób. Do czego doprowadziły chore wizje komunistycznego ekonomisty Balcerowicza i liberałów z KLD, którym znudziło się studiowanie podręczników historii, możemy (mogliśmy, bo nie sprawdzałem ostatnimi laty) najlepiej zobaczyć w tzw. Polsce B, czyli na wschodzie kraju. Tam dochodziło już do takich paradoksów, że osoba pracująca w Belgii sprowadzała stamtąd samochód, za który miejscowy rolnik płacił w świniach i workach kartofli. Nastąpił powrót do handlu wymiennego jak w Afryce albo średniowieczu i do odrobku pańszczyźnianego jak w XVIII wieku. Wszystko dlatego, że idiocie z dyplomem profesorskim warszawskiej uczelni SGPiS "nie udało się wyobrazić" skutków własnych decyzji politycznych. Gdy pieniądze zaczęły szeroką rzeką płynąć do firm zachodnich, banków, marketów, montowni, zrobiło się jeszcze gorzej. Pomimo jednak tego, że Balcerowicz z KLD skutecznie wycofał większość pieniądza z obrotu na polskim rynku, nie nastąpiły żadne efekty zapowiadane przez ich komunistyczne albo redukcjonistyczne "teorie". Nie nastąpiło nadzwyczajne umocnienie waluty, rozmaici Niemcy nie zaczęli przyjeżdżać za pracą do Polski, zaś Bank of England nie odnosił swoich wskaźników do "silnej" złotówki. Nic nie nastąpiło, oprócz pauperyzacji społeczeństwa, masowej emigracji i zatarcia w trybach polskiej ekonomii (niezapłacone latami faktury, długi sięgającej PKB, niewypłacanie pensji, niepłacenie świadczeń, praca ponad godziny przewidywane w kodeksie za grosze nie dające szansy przeżyć do pierwszego, pracujący żebracy itp.). Polski popyt wewnętrzny praktycznie przestał istnieć, co wykończyło skutecznie sektor istniejących w latach 90-tych usług. Ja pamiętam lata 90-te, bo prowadziłem firmę w tym czasie i pamiętam, że kupowało się wszystko, spełniało każdy kaprys, bo pieniędzy było w bród i każdemu opłacało się produkować choćby gliniane kogutki. W tym tempie szybko stalibyśmy się drugim Hong Kongiem, więc Balcerowicz i różne KLD dostały zlecenie na Polskę od "starszych i mądrzejszych" oraz od "odwiecznych przyjaciół".
Anonymous
Przeżywamy choroby razem z bliskimi. Zwłaszcza, gdy dolegliwości nie znajdują uśmierzenia i są codziennością. Bezsilność medycyny w wielu chorobach jest faktem. Pozostaje leczenie objawowe. Jego działania uboczne łączą się z dolegliwościami wnikającymi z choroby i starzenia. Trudno w tym znaleźć wąską i krętą ścieżkę, po której trzeba prowadzić pacjenta. Czasem ta ścieżka ginie i lekarze błądzą. Bezsilność lekarzy wobec choroby dotyka pacjenta i jego rodzinę.