Otrzymane komantarze

Do wpisu: Czy Prezydent Duda odpowie na wezwanie Premiera Orbana?
Data Autor
Przeczytałem Pański artykuł powtórnie i uczciwie przyznaję, że nie "wyrabiam". Proszę jednak nie upatrywać w tym wyznaniu powodu do satysfakcji, gdyż właściwie mam na myśli to, że w warstwie koncepcyjnej nie ma w tekście zdania, które nie budzi bądź to sprzeciwu bądź wątpliwości. Ponieważ nie ze wszystkim potrafiłbym się konstruktywnie uporać, zresztą po co, skoro moim zdaniem całość idei jest nie do (za)implementowania - więc nie godzi mi się skakać Autorowi do oczu. Przy tym uważam, że rozważania są w obszarze myśli o przyszłości inspirujące do poszerzenia podejścia tradycyjnie praktykowanego w budowie struktur ludzkich wspólnot. Ale kto, kiedy i jak je ewentualnie wykorzysta - dalibóg nie wiem. Pomysł z intronizacją Jezusa, jest chyba pomyślany, jak podejrzewam - niech się mylę, jako instrument wyłonienia "Narodu" (tego w węższym sensie). Przepraszam, jeżeli się mylę.
Obserwator
Nie wiem jaką przesłankę ma Pan na myśli, szczególnie w aspekcie skojarzenia z przykładem (?). Podziały o charakterze cywilizacyjnym są w Polsce faktem, twierdzenie "...niepotrzebne są nam jakiekolwiek animozje które mogą prowadzić do kolejnych podziałów..." byłoby prawdziwe, gdyby już nie doprowadzono do sytuacji gdy kompromis staje się mało prawdopodobny, gdyż temperatura sporu przekroczyła już dawno poziom "Kto ma rację", powoli osiągając poziom "Kto kogo". Ciekaw jestem w jaki sposób będzie Pan łagodził wzmiankowane animozje i dyskutował w "wyznawcami" KOD-u, twierdzącymi a rebour że wręcz "Ten co z KODem, ten Narodem" (widział Pan zapewne na ich manifestacjach transparenty "My, Naród"?). Nie zaciekawiło Pana, co te osoby rozumieją pod pojęciem "Naród"? Bo mnie i owszem, ale nie udało mi się dotrzeć do wyjaśnień. Skąd Pana stwierdzenie jakobym wykluczał kogokolwiek z narodu - nie wiem. W jakim ujęciu rozumie Pan pojęcie "narodu", czy politycznym czy też węższym, też nie wiem, bo nic Pan o tym nie pisze - a różnica jest kolosalna, o charakterze właśnie cywilizacyjnym, zresztą wskazana w artykule. Natomiast wyraźnie twierdzę, że konieczne jest dookreślenie warunków, których spełnienie jest niezbędne aby KTOŚ MÓGŁ UZNAĆ SIĘ (a nie być uznanym - co chyba Panu umknęło) za członka Narodu Cywilizacji Łacińskiej (czyli w tym wypadku członka Narodu Polskiego) w rozumieniu pojęcia "Naród" w sposób właściwy dla Cywilizacji Łacińskiej. Jeżeli ktoś nie akceptuje rozwiązań właściwych dla tej cywilizacji (wymienionych w artykule), to jak może być członkiem Narodu w sposób dla tej cywilizacji właściwy? Równie dobrze ateista może chcieć być uznawanym za muzułmanina albo miłośnik befsztyka tatarskiego za weganina - jeżeli warunki są niedookreślone, to może chcieć i nawet może się uznawać, ale gdy są jasno zdefiniowane, to istnieją kryteria do których może się odnieść i sam ocenić.
Obserwator
Jeżeli konstatację i uznanie czyjegoś wolnego wyboru określa Pan mianem "wykluczenia", to obawiam się że rozmawiamy różnymi językami - nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś komu proponowany zestaw wartości jest obcy był podobnie jak ja członkiem narodu politycznego (czyli miał obywatelstwo i związane z nim obowiązki i prawa) oraz żeby żył po swojemu, biorąc aktywny udział w stanowieniu prawa które go dotyczy, o ile ma na to ochotę, natomiast dla siebie domagam się tego samego prawa, a jak na razie jestem go pozbawiony. Nie mam zamiaru "wyznawcom Latającego Potwora Spaghetti" bronić obwołania go ich królem, bo mnie to nic nie obchodzi (o ile nie będą próbowali mnie nawracać siłą lub przymusem) - dlatego też nie widzę powodu, dla którego ateistom czy komukolwiek innemu ma przeszkadzać, że osoby uważające się za spełniające kryteria przynależności do Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej uznają swoim Królem Jezusa Chrystusa. Jeżeli dla kogoś nie jest to ważne - no to jego sprawa, nie wiem z jakiego powodu ma się przejmować Aktem Intronizacji, SKORO RZECZ GO NIE DOTYCZY. Wśród ludzi szukających prawdy jest miejsce dla błądzących, bo skoro wszyscy dopiero poszukują, to skąd niby mają czerpać pewność że ktoś błądzi. Dlatego w ramach Cywilizacji Łacińskiej były i są enklawy dla rozmaitych poglądów i religii oraz innych cywilizacji (vide: polscy Tatarzy). Natomiast gdy ktoś twierdzi że ZNA PRAWDĘ, no to oczywiście każde twierdzenie niezgodne z jego kanonem jest z definicji błędne. Ponieważ całej prawdy ludzie nigdy nie poznają (brak zdolności poznawczych i pojemności pamięci), można iść w trzech kierunkach: - negacja prawdy jako takiej i w konsekwencji pełny relatywizm - i w tym kierunku szło lewactwo całej Europy (reszty świata zresztą też) - narzucenie swojej wizji świata (swojej prawdy) innym - właśnie jesteśmy na etapie testowania tego rozwiązania, jak na razie Komisja Europejska próbuje wymusić na Polsce swoje rozumienie rzeczywistości (a właściwie jej wizję) - odwołania się do rzeczywistości jako źródła prawdy o świecie i jego Stwórcy jako depozytariusza tej prawdy, dzięki czemu na trwałe uznajemy że w ogóle jest prawda (bez tego odwołania prędzej czy później dochodzimy do konstatacji niemożności poznania całej prawdy o świecie a w efekcie do relatywizmu). I o tej trzeciej drodze jest mowa w artykule.
Co do przesłanki Pańskiego rozumowania, w dyskutowanym wątku, to kojarzy mi się np. z wyjściowym przyjęciem warunku, iż oto „ten, który nie lubi wiatru jest niszczycielem lasów i traw” . Intronizacja niewątpliwie wywoła detronizację. Z Bóg wie jaką selekcją zwolenników i przeciwników. Pańska, kończąca się wykluczeniem z narodu, może być przebita selekcją – mówiąc z przesadą – na rampie. Nie chce być brutalny, gdyż odnoszę wrażenie, że swoją widoczną wiedzę łączy Pan w dobrej wierze z zadziwiającymi pomysłami na jej „deproduktywizację". Choć, co do owej dobrej wiary, rzecz prosta pewnym być nie mogę. Jesteśmy narodem bardzo schorowanym i właśnie podnosimy się z klęczek. Niepotrzebne są nam jakiekolwiek animozje, które mogą prowadzić do kolejnych podziałów. Nie interesowałem się tą sprawą i szczerze przyznam, że nie wiem jaki ma społeczny zasięg oraz jakie jest stanowisko hierarchów Kościoła. Jakby jednak nie było, z Pańską, czy inną jej podobną wykładnią, inicjatywa sama w sobie wygląda mi na religijny happening. Mam nadzieję, że do niego nie dojdzie. Pozdrowienia odwzajemniam
Obserwator
Witam ad. 1 ("...„...jeżeli ktoś nie uznaje Aktu Intronizacji, to znaczy że nie uważa się za członka Narodu Polskiego - choć może uważać się i być uważanym za Polaka w sensie politycznym, jako że jest to znacznie szersze pojęcie...” --- co Pan wypisuje, na miły Bóg!?..."): Propozycja oparta jest o następującą konstrukcję logiczną: "jeżeli p to q oraz ~p, to ~q" (czyli np.: "jeżeli Prawdziwy Europejczyk popiera Bredzisława Bezwąsego, to jeżeli ktoś nie popiera Bredzisława Bewząsego, to nie jest Prawdziwym Europejczykiem"), czyli że jeżeli spełnianie JAKICHŚ kryteriów jest warunkiem CZEGOŚ, to nie spełnianie tych kryteriów jest tożsame z niespełnieniem warunku i tyle. Czysta logika formalna. Można się nie zgadzać co do kryteriów, ale Pan się skoncentrował na konkluzji. Nie ma nic nadzwyczajnego w propozycji istnienia jakichś kryteriów, w oparciu o które ktoś może określać sam siebie. Jeżeli ktoś nie chce uznawać Koranu, to raczej nie powinien nazywać się muzułmaninem, podobnie zdziwienie budzi jakaś "biskupka" szwedzka, która nie dość że jest jawną lesbijką i dłubie przy Dekalogu, to jeszcze usuwa krzyże ze zboru żeby innowierców nie razić, co jej wcale nie przeszkadza uważać się za chrześcijańską kapłankę, żeby przyjąć obywatelstwo amerykańskie trzeba ślubować wierność amerykańskiej konstytucji, francuskie - francuskiej, angielskie - z braku konstytucji przysięgają królowej, a z innej beczki: trudno żeby ktoś się uważał za kibica Legii, jeżeli w duchu życzy mistrzostwa Wiśle Kraków (co prawda nie wiem czy taki klub jeszcze jest, ale nie o to chodzi). Zresztą to wszystko pikuś w porównaniu z ceremoniałem przyjęcia na członka plemienia Hopi... Tak więc, jeżeli propozycja dotyczy pewnej spójnej konstrukcji prawnej, chętnie podyskutuję o przesłankach i spodziewanych skutkach etc., ale odniósł się Pan jedynie do wyrwanej z kontekstu konkluzji pewnego ciągu logicznego, w dodatku bez jakichś argumentów - tyle że sygnalizuje Pan, iż ta konkluzja się Panu nie podoba.
Obserwator
Ad 2. ("...W sprawie zaś zasadniczej, sądzi Pan, że jest Mu potrzebna "korona" z naszych rąk? Co za pycha!): Nie wiem na jakiej podstawie pisze Pan, że coś sądzę o Jego potrzebach. Gdyby tak było, rzeczywiście byłby to przejaw pychy jak u Paca (co to z wdzięczności za ratunek wybudował kaplicę z napisem "Pan Pana z opresji wybawił, Pan Panu kapliczkę postawił"), ale kiedy Pan Jezus mówi Rozalii Celiakównie o konieczności uznania go Królem Polski, wskazuje że to my potrzebujemy tego aktu, a nie On. Ciekawa sprawa zresztą, bo sama koncepcja Intronizacji jest po ludzku rzecz biorąc co najmniej dziwactwem - z jakiegoś powodu misję oznajmienia jej światu dostała właśnie Rozalia, może dlatego żeby było zupełnie jasne, że nie jest ona jej autorką. Dopiero kiedy analizujemy przyczyny upadku Polski, tego słabnięcia przez wieki rdzenia Cywilizacji Łacińskiej, kiedy staje się jasne, że był to efekt braku stabilnego umocowania systemu podstawowych wartości, w dodatku traktowanych z jednej strony jako oczywistość, z drugiej zaś jako przeszkoda dla swobody, widać porażającą siłę złożonej przez Chrystusa propozycji uznania go Królem - to rzeczywiście jest ratunek. Choć "pycha" jako taka nie istnieje, gdyż jest to wada, a więc pewien brak (konkretnie brak cnoty "pokory", polegającej na dążeniu do widzenia siebie i innych w prawdzie, w efekcie skutkujący żądaniem czci nienależnej lub czci należnej Bogu), byłbym zobowiązany za wskazanie w którym miejscu tekstu zawarłem takie sformułowania, które wzbudziły u Pana tę refleksję - natychmiast skoryguję.
Obserwator
Ad. 3: ("...Jeżeli już mówimy na tych "rejestrach", to jest, moim zdaniem, potrzeba obmyślenia systemu wartości na miarę aktualnego poziomu rozwoju ludu naszego i reszty Europy, systemu ukonstytuowanego i skonsolidowanego wokół Jego nauki. I tego systemu wyłożenia dokonać. Nasz naród go przyjmie z ulgą, zyskując mądre, oby, wskazanie dla drogi w przyszłość..."): Przynajmniej w tym się zgadzamy, ale wnioskuję, że nie zapoznał się Pan z tekstem Konstytucji? Pozdrawiam /-/ Obserwator
„...jeżeli ktoś nie uznaje Aktu Intronizacji, to znaczy że nie uważa się za członka Narodu Polskiego - choć może uważać się i być uważanym za Polaka w sensie politycznym, jako że jest to znacznie szersze pojęcie...” --- co Pan wypisuje, na miły Bóg!? W sprawie zaś zasadniczej, sądzi Pan, że jest Mu potrzebna "korona" z naszych rąk? Co za pycha! Jeżeli już mówimy na tych "rejestrach", to jest, moim zdaniem, potrzeba obmyślenia systemu wartości na miarę aktualnego poziomu rozwoju ludu naszego i reszty Europy, systemu ukonstytuowanego i skonsolidowanego wokół Jego nauki. I tego systemu wyłożenia dokonać. Nasz naród go przyjmie z ulgą, zyskując mądre, oby, wskazanie dla drogi w przyszłość. Nie jestem z tych, co to przejmują się opinią lewackie, zachodnioeuropejskiej żulii i o nas i naszym państwie. Myślę wszakże, że Wasza inicjatywa nie przysporzy nam miru w oświeconej, konserwatywnej warstwie Europejczyków - a to już inna sprawa.
Obserwator
(cz. 1) Rozumiem wątpliwości, szczególnie w aspekcie szczerego wyjawienia, że nie przeczytał Pan całości. Najpierw co do Pana opinii o wewnętrznych sprzecznościach dotyczących koncepcji Intronizacji bez budowy państwa wyznaniowego - taka sprzeczność miałaby miejsce, gdyby Cywilizacja Łacińska była cywilizacją o charakterze sakralnym (a nie jest). Co to znaczy "cywilizacja o charakterze sakralnym" - ano taka, w której nie tylko istotne elementy życia zbiorowego mają źródło w jakimś objawieniu, ale przede wszystkim sposób życia zbiorowego i indywidualnego podlega obowiązkowym regulacjom religijnym bez względu na stosunek do nich (jak np. podleganie regułom szariatu w islamie). Ale Chrystus nie przyszedł zbawiać ludzi na siłę, tylko przynieść ludziom zbawienie, jego misją było zachęcanie do szukania prawdy a nie zmuszanie do jej przyjęcia (nawrócenie św. Pawła wydaje się nie być może najlepszym przykładem, ale jak się bliżej przyjrzeć, to tak naprawdę nikt Szawła nie zmuszał do działania wbrew jego woli, a na tym przecież polega zmuszanie). Dzięki temu Zbawienie jest już wszystkim dane i jesteśmy zachęcani żeby z tego daru skorzystać. A jak ktoś nie chce, no to szkoda, ale jest to jego sprawa. Dlatego też państwo Cywilizacji Łacińskiej nie powinno nawracać siłą (tego dotyczył zresztą spór przed sądem papieskim Włodkowica, rektora Akademii Krakowskiej, z Krzyżakami), jest to nie tylko błąd polityczny, ale też działanie wprost wbrew Ewangelii. To że Cywilizacja Łacińska opiera się o etykę Kościoła Katolickiego bynajmniej nie oznacza, że do funkcjonowania w niej wymagana jest wiara chrześcijańska, lata 70te pełne były całkiem porządnych ludzi, którzy w kościele zjawiali się pięć razy w życiu, z czego może raz dobrowolnie: na chrzest, Pierwszą Komunię, bierzmowanie, własny ślub oraz pogrzeb. A nawet byli tacy, co byli bardzo uczciwi itd., a deklarowali się jako ateiści. Nawracał ich ktoś na siłę? Zmuszał do postów albo przyjmowania Komunii? A z drugiej strony ostentacyjna religijność niektórym nie przeszkadzała w byciu bardzo potężnymi łajdakami.
Obserwator
(cz.2) Pyta Pan skąd Regent: ano z tego samego źródła co obecnie Prezydent - z wyborów powszechnych. Kto w nich będzie brał udział? Ci, którzy będą wskazani w Konstytucji. A skąd się weźmie Konstytucja? Jak ją sobie uchwalimy, to będziemy mieli, jak nie to nie, nikt tego za nas nie zrobi. Kto zaś to "my"? Ci, którzy identyfikują się z pojęciem "Narodu Polskiego" w rozumieniu właściwym dla Cywilizacji Łacińskiej i będą chcieli to jakoś dookreślić w tejże Konstytucji. Co do zarzutu oparcia idei na wierze: generalnie każda idea opiera się na jakiejś wierze, a to z tej prostej przyczyny że proponowana przez nią opcja rzeczywistości nie jest już realnie istniejącym faktem ale jedynie pewnym postulatem, a w związku z tym nie można przypisać tworzącym tę ideę zdaniom wartości prawdy lub fałszu, chyba że próbowano już ją wcielić w życie i rzeczywistość zaprzeczyła pomysłom (choć np. lewacy twierdzą, że koncepcja socjalizmu jest słuszna, tylko Związek Sowiecki popełnił błędy wykonawcze). Ale na poważnie: wszystkie definicje tzw. "transcendentaliów" (przesłanek metafizycznych) są przedmiotem wiary, gdyż nie są zdaniami w sensie logicznym, jako że pojęcia których dotyczą nie mają desygnatów fizycznych (np. dobro, istnienie etc.). Dlatego też KAŻDY system zarządzania jakąkolwiek wspólnotą jest siłą rzeczy oparty o jakąś wiarę. Niech Pan spokojnie przeczyta cały tekst pod tym kątem, może sporo wątpliwości się wyjaśni. Pozdrawiam
Ewary Toruń
Dawno nie czytałem tak mądrego tekstu. Serdecznie dziękuję. Szczęść nam Boże!
smieciu
Całości nie przeczytałem, ciężko też byłoby się odnieść. Zwróciłem uwagę na te akapity: "Oznacza to, że w celu uchronienia się od wpływu słabości ludzkiej na losy ludzi Naród MUSI uznać Królem Jezusa Chrystusa, który będzie jedynie reprezentowany przez Regenta, będącego tylko Jego pełnomocnikiem w zakresie określonym w Konstytucji, bez prawa rozstrzygania o PRAWDZIE. Należy zdecydowanie podkreślić – nie chodzi w żadnym wypadku o państwo wyznaniowe, lecz o takie Państwo, którego publiczny system wartości tworzy pewien wzorzec, stały i niezmienny dzięki zakorzenieniu w transcendencji poprzez akt Intronizacji Jezusa Chrystusa, ale Państwo otwarte dla tych, którzy chcą funkcjonować w innym, własnym porządku prawnym, nawet budowanym na innym systemie wartości." Widzę tu wewnętrzne sprzeczności. Generalnie brzmi to dość utopijnie. Nie rozumiem choćby skąd weźmiemy Regenta? Skąd się weźmie Konstytucja? Kto będzie rozstrzygać o prawdzie? Dodatkowo naprawdę dziwnie brzmi obwoływanie Chrystusa Króla bez budowania państwa wyznaniowego. Przecież to oksymoron. Cała pańska idea opiera się na wierze a potem pan pisze że nie chodzi o państwo wyznaniowe i że możliwe są różne systemy wartości. Dla mnie jako anarchisty drugi akapit jest nawet zrozumiały ponieważ wolność wyboru zawiera i wiarę w Chrystusa czy budowanie społeczeństwa na różnych wartościach. Jest jednak sprzeczny z akapitem pierwszym. No i z punktu widzenia powiedzmy katolika to pańskie wizje są chyba sprzeczne z nauką Kościoła i ideą misji Chrystusa. Zresztą ja także nie bardzo widzę realizacji jego misji w pańskiej idei. Żaden System, Regent czy Konstytucja nie powinna być potrzebna tym dla których Chrystus reprezentuje najwyższe czy też absolutne wartości. Dla tych którzy wierzą... Unia jest zbędna. Tak samo władza, prawo itp. Nie kapuję tego przywiązania do tych pierwotnych wartości ludzi, którzy uważają się za wierzących w Chrystusa.
jazgdyni
Świetny tekst na inaugurację! Moje gratulacje! Gdy czas pozwoli, chciałbym podyskutować o, jak nazywasz, Unii2.0. Mam podobne przemyślenia, choć nieznacznie odmienne. A wdzięczny ci jestem, za to ujęcie intronizacji Jezusa Króla, bo dotychczasowe opisy, mocno religijne i kościelne, pozostawiały mnie ambiwalentnym. Serdecznie pozdrawiam
Do wpisu: Polska, Polacy i Boże Ciało: ostatnia reduta broniąca Prawdy
Data Autor
Do wpisu: Boże Narodzenie i tajwańskie szachy
Data Autor
Do wpisu: Kto komu i za co dał pieniądze w związku z Premier Szydło?
Data Autor
Do wpisu: Materiał archiwalny (bo z 2012 r.), a jakże aktualny...
Data Autor
Do wpisu: Ostatnie tango z brzytwą w ręku
Data Autor
Do wpisu: Faktyczny dualizm sędziowski, czyli kierdel i burdel a UE
Data Autor
Do wpisu: Armageddon cz. 13 - jak się boimy, to na duperele nie wydamy
Data Autor
Do wpisu: Jak znaleźć nr swojego okręgu/obwodu wyborczego do protestu
Data Autor
Do wpisu: "...Cóż to jest prawda?..." czyli Cywilizacja Łacińska cz. 3
Data Autor
Do wpisu: Minęło tylko czy aż 9 miesięcy?
Data Autor
Do wpisu: Na tegoroczny sezon wyścigów konnych
Data Autor
Do wpisu: Urząd Miejski Gdańska w załganym natarciu wyborczym
Data Autor