Otrzymane komantarze

Do wpisu: "...Cóż to jest prawda?..." czyli Cywilizacja Łacińska cz. 2
Data Autor
Obserwator
@Mind Service, proszę, chcę w tym krótkim cyklu przedstawić to o czym mówisz oraz wskazać konsekwencje, szczególnie w aspekcie dwóch wcześniejszych wpisów (naszeblogi.pl oraz naszeblogi.pl - kolejność jest bardzo ważna). Niemniej nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków - co do kryterium prawdy, to poziom rozwoju osobowości (jak zobaczysz w wieczornym wpisie) bynajmniej nie determinuje jego sytuowania poza podmiotem poznającym, natomiast warunkuje taką możliwość. Jeżeli chodzi o opis problemu - oczywiście pełna zgoda, natomiast to jaka jest rzeczywistość nie zależy bynajmniej od ilości przekonanych o jej "takości" czy "owakości". Co najwyżej jej opis jest z nią niezgodny. Ale nie uprzedzajmy wypadków, pliiis... Niemniej dziękuję za komentarz,
Mind Service
O co toczy się spór? - O to jak istnieje rzeczywistość. - Obiektywnie czy subiektywnie? Czy wszystko jest względne, czy raczej niezmienne? Idzie tu o problem czy to, co jest dane naszemu poznaniu, jest jakimś odbiciem niezależnie od nas i poza nami, a więc obiektywne istniejącej rzeczywistości, czy też to, co dane w naszym poznaniu, jest tak czy inaczej tworem lub konstrukcją umysłu poznającego, a więc to, co nazywamy przedmiotem poznania, nie istnieje ani poza, ani niezależnie od umysłu poznającego, lecz przeciwnie — jest jego tworem. Niektórzy więc uważają że nie ma obiektywnej prawdy, ani obiektywnych wartości, a także ich ustalonej hierarchii. Zakładają, że istnienie człowieka jako niepowtarzalnej i samoistnej jednostki to jedynie złudzenie. Niestety dotyka także porządku prawnego i zasad istniejących w społeczeństwie. Kto neguje obiektywność rzeczywistości, ten nie liczy się ani ze zdrowym rozsądkiem, ani z faktem, że istnieje prawo karne, które obowiązuje wszystkich obywateli, niezależnie od ich subiektywnych przekonań. Z punktu widzenia logiki, kto twierdzi, że wszystko jest subiektywne, ten popada w sprzeczność, gdyż swoje twierdzenie o subiektywności wszystkiego uznaje za obiektywną prawdę. Kto głosi, że wszystko jest subiektywne, ten powinien uznać, że jego twierdzenie też jest subiektywne i nie może mieć obiektywnej wartości. Przejdźmy jednak do śmiałej tezy przedstawionej przez Autora powyższej notki zawierającej ukrytą sugestię, że kryterium prawdziwości orzekania danego podmiotu jest wprost proporcjonalne do jego „poziomu rozwoju osobowości”. Auto pisze, że "intelekt jest skazany na niepewność, zaś przyjęcie danego porządku poznania jest jedynie kwestią mniej lub bardziej świadomego wyboru", gdyż: "problem nie leży w filozofii, ale w samym człowieku", i dalej: "to zaś wymaga zachowania pewnej hierarchii." Co z tego może wynikać? - Że sposób uporządkowania i stopień rozwoju poszczególnych sfer implikuje postrzeganie rzeczywistości w sposób trwały i powszechnie obowiązujący albo odwrotnie. Lecz nie tylko postrzeganie ale i kreację - jeżeli rzeczywiście człowiek współtworzy siebie i świat, w którym istnieje. A więc im więcej tych przekonanych o zgodności myśli z rzeczywistością tym obiektywne istnienie świata jest bardziej prawdziwe. Czy nie jest to jednak zbyt piękne, aby było możliwe?
Do wpisu: "...Cóż to jest prawda?..." czyli czemu Cywilizacja Łacińska
Data Autor
Mind Service
Czym jest prawda? To pytanie nurtuje ludzkość od bardzo dawna, jednak do dzisiaj nie znaleźliśmy na nie przekonującej odpowiedzi. Cywilizacja Łacińska została zbudowana na filozofii klasycznej, w której centralne miejsce zajmuje klasyczna definicja prawdy. Jak czytamy według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska opiera się na na greckiej filozofii, rzymskim prawie i etyce chrześcijańskiej. Jako jedyna łączy wszechstronny rozwój kategorii prawdy, rozumiany jako metodyczne dochodzenie do poznania obiektywnej prawdy z kategorią dobra, opartą na podporządkowaniu życia społecznego etyce, będącej zbiorem norm postępowania przyjętym przez społeczeństwo. No, OK - tylko nie można tej klasycznej definicji prawdy utożsamiać z prawdą w sensie religijnym. A to dlatego, że religia nie zajmuje się dylematem czy Bóg jest? - religijna prawda oznacza prawość postępowania jako poszanowanie zasad moralnych w łączności z Bogiem, który jest integralną częścią osoby wierzącej. „Prawda" w interesującym nas kontekście oznacza więc pewną znaczącą wartość moralną którą dany człowiek reprezentuje. Katechizm Kościoła Katolickiego podaje, że Jezus Chrystus jest Prawdą (Por. J 14, 6). "Kto w (Niego) wierzy, nie pozostaje w ciemności" (J 12, 46). Uczeń Jezusa "trwa w Jego nauce", by poznać "prawdę, która wyzwala" (J 8, 32) i uświęca (Por. J 17, 17). Pójść za Jezusem oznacza żyć "Duchem Prawdy", którego Ojciec posyła w Jego imieniu (Por. J 14, 26. i który prowadzi "do całej prawdy" (J 16,13). Warunkiem podstawowym jest szukanie prawdy religijnej (Ap 3,20). Należy zatem stwierdzić, że początek autentycznej religii nie jest efektem naturalnej aktywności człowieka, ale dziełem samego Boga. Człowiek, który w sposób naturalny otwarty jest na transcendencję, przyjmuje w akcie wiary Boże objawienie. Każdemu aktowi wiary w objawienie Boże towarzyszy łaska. Według Biblii wiara jest źródłem, osią, „sercem” i ośrodkiem wszelkiego życia religijnego. Wiara chrześcijańska ma oparcie nie w mądrości ludzkiej, lecz w mocy Bożej (por. 1Kor 2,4-5). Nie jest ona zatem zwykłą intelektualną zgodą człowieka na szczególne prawdy dotyczące Boga, lecz jest aktem w pełni osobowym, przez który człowiek w sposób wolny przyjmuje Boga i powierza Mu siebie samego.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Świetnie napisane. " Szukajcie prawdy - ona was wyzwoli. " Już samo dążenie do prawdy jest wartością samą w sobie zwłaszcza w czasach, gdy zewsząd krzyczą- po co komu stare prawdy ? Lepsze są nowe kłamstwa. Pozdrawiam ro z m
Do wpisu: Czy Prezydent Duda odpowie na wezwanie Premiera Orbana?
Data Autor
Zygmunt Korus
Szanowny Obserwatorze! Dziękuję za przekierowanie na blog Janusza Kamińskiego, od którego dostałem zachętę, by tutaj zaglądać. Opłacało mi się, bo lubię teksty trudne, napisane własnym językiem, który, gdy człowiek się wgryzie, łapie się na tym, że ma do czynienia ze stylem. Dlatego nie zgadzam się z Pańskim zamiarem autokorektowania się, żeby coś w wywodzie upraszczać kosztem zdobywania poklasku publiczności. Proszę pisać jak dotąd, czyli po swojemu, pilnować jedynie, by narracja nie miała zbyt dużo hiatusów (brzytew Ockhama). Po ilości wpisów rozumiem, że Pan dopiero na tym forum startuje, ale nie powinien się Pan zubażać poprzez lewarowanie się na popularnym blogu znajomego, czyli gościnną polecankę pod nickiem "jazgdyni"; umieszczony tam tekst proszę wkleić także tutaj, bo to jest Pańska kolejna cegiełka w Jego dorobku. To tutaj winna się odbywać merytoryczna dyskusja o Pańskich pomysłach. Co do propozycji Konstytucji, to docierają do mnie drogą mejlową rozmaite projekty obywatelskie, muszę przyznać, że dość interesujące zarówno co do koncepcji jak i języka, a wszystkie stawiające na fundament duchowy, jakim winna być baza składająca się na system wartości wywiedziony z chrześcijaństwa. Pan też podobnie steruje swój projekt, ale nikt inny nie żąda tak zdecydowanie intronizacji Chrystusa na Króla Polski jako warunek pierwszy. A skąd w tym wypadku ten opór, z jakim się Pan natychmiast spotyka? Bo sekularyzacja to trucizna w głowach milionów ludzi w Polsce i na świecie; to jest proch wybuchowy, który nam podłożyli komuniści, by stale groził eksplozją - rozłamem, straszył katolików i hamował na wejściu jakiekolwiek próby nawracania się, mimo namacalnej, widocznej gołym okiem dookolnej nadchodzącej zguby. Odnośnie tłumacza na jęz. węgierski, to trzeba szukać kogoś raczej tam, aniżeli u nas. Ja nie znam nikogo takiego. Pozdr.
Obserwator
Szanowny Panie, bardzo dziękuję za komentarz. Z dużą przyjemnością przeczytałem Pański wpis o przemówieniu p. Orbana, natomiast jego treść jest niemalże egzemplifikacją tez i poszukiwania rozwiązań o których piszę (przy okazji: proszę wybaczyć pytanie, ale czy zna Pan może węgierski lub kogoś kto zna i mógłby podjąć się przetłumaczenia przygotowanego osobno materiału na bazie w/w artykułu na język "bratanków"?). Co do uwag o klarowności wywodu oraz konieczności dookreślenia lub doprecyzowania zdań i sformułowań: oczywiście w pełni się zgadzam co do obydwu zastrzeżeń, ale brałem pod uwagę rosnącą objętość artykułu, stąd świadomość konieczności podzielenia tematu na kilka części, niemniej z uwzględnieniem potrzeby przynajmniej skrótowego zasygnalizowania pewnych tez, nawet kosztem klarowności. Oczywiście będę rzecz kontynuował, mam nadzieję że jeszcze dziś umieszczę kolejny fragment (już nie tak obszerny, za to pisany nieco lżejszym językiem), ale sądzę że wiele wątpliwości może być wyjaśnione przez treść propozycji Konstytucji (link klikalny jest w artykule, ale podam jeszcze raz: naszeblogi.pl). Pozdrawiam /-/ Obserwator
Zygmunt Korus
Szanowny Panie, przeczytałem tę koncepcję wyjścia Polski z coraz bardziej widocznej matni i jestem pod wrażeniem języka, jakim Pan się posługuje. Rzecz jasna z uwagi na zakres tematyczny, z którym Pan się zmaga, pojawiają się zdania, które wymagałyby jednak dookreślenia lub doprecyzowania. Mnie wciągnęły akapity diagnozujące sytuację w ujęciu historycznym, bo podział cywilizacyjny stał się już faktem, co odczuwamy namacalnie na co dzień (choćby na poziomie rozumienia informacji/komunikatów czy zasad edukacyjnych), mniej natomiast przekonały mnie niezbyt klarownie wyłożone obszary/zakresy umawiania się i ochrony tak mocno podzielonych społeczności przy konstruowaniu konstytucji mającej pogodzić wodę z ogniem. Oczywiście "klejem" musiałaby być tutaj tolerancja, na co przecież nie można liczyć przy tak odmiennych koncepcjach duchowości i bytu jakie Pan opisał (CŁ i CB). A może strach przed napierającym do naszych drzwi Islamem stanie się wreszcie spoiwem proponowanych przez Pana koniecznych poszukiwań i zgody na wskazywaną zmianę (właściwie powrót do korzeni chrześcijaństwa)? Wydaje mi się, że kluczem jest moralność. Ponieważ dzisiaj już widać, że katechizm nie szkodzi dzieciom, dając podstawy do budowy mądrzejszego świata na każdym etapie, zarówno w przeszłości, jak i w dzisiejszych enklawach, gdy wg niego ludzie postępują, jak również w perspektywie naprawy destruktów w przyszłości. Dobrym przykładem są rozważni ateiści, którzy posyłają swoje dzieci na religię lub do szkół parafialnych albo przyseminaryjnych, bo wiedzą, że tam im nikt niepoważny nie będzie mącił w głowach co jest dobre a co złe (bo z taką bazą mogą potem robić co zechcą ze swoim życiem). Pozdrawiam i dziękuję za interesujące rozważania filozoficzno-politologiczne.
Do wpisu: Projekt Konstytucji Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej
Data Autor
# Obserwator 3 Przepraszam, jeśli zepsułem panu dzień. Doceniam jak bardzo się pan napracował, na prawdę cenne. Mam nadzieję praca pańska przyczyni się do poprawy naszego losu. Przyszłośc nie należy do Cywilizacji Łacińskiej. Nikt nie przeczy, że ogromnie dużo jej zawdzięczamy, ale to se ne vrati. Za bardzo minioną Cywilizację i jej osiągnięcia kojarzy pan z kościołem (który bezlitośnie torturował i spalał na stosach najzacniejszych jej synów). Przyszłość należy do innego sposobu pojmowania życia duchowego, być może najstarszego na ziemi. Przyszłość należy do ludzi i takiej cywilizacji, którym pozłacane budynki kościelne, religie, sekty ani żadni pośrednicy w "kontaktach" z Bogiem (modlitwie) nie są potrzebni. Więcej niż o Konstytucji rozmawiamy o Kościele, a to był tylko jeden punkt. Tu nie da się dogłębnie omówić żadnego tematu. Notki pojawiają się i znikają tak szybko, Szkoda, gdyż temat Konstytucji jest aktualny i warty dalszej dyskusji. Dziękuję i pozdrawiam
Jabe
Czyli na sposób postrzegania Kościoła miała wpływ sfałszowana reputacja kardynała, a jego wpływy źle się skończyły, choć to nie jego wina. Hmm, nie bardzo to tak – tak, nie – nie. Zatem duchowni powinni być stale zamknięci w eremach, żeby się nie narazić, że ktoś o nich źle powie i Kościół na tym ucierpi. Mieszanie funkcji politycznej z funkcją księcia kościoła różni się od mieszania jakichkolwiek innych funkcji tym, że rzadziej występuje konflikt, bo to są sprawy bardziej oddzielone. Problem gdzie indziej – jest niebezpieczeństwo, że ksiądz pełniący funkcję świecką zaniedba obowiązki duchownego. Pozdrawiam wzajemnie
Obserwator
Choć kardynał nie musi być duchownym, to jednak sposób postrzegania Richelieu rzutował na postrzeganie Kościoła, zresztą do dziś to pokutuje dzięki Dumasowi (bardzo cenię Richelieu za wiele rzeczy, bo jest za co, natomiast osobiście niezwykle mocno za majonez). Czy jego wpływy skończyły się dobrze? Z punktu widzenia Francji jako państwa Cywilizacji Łacińskiej - nie najlepiej, ale to już nie wina Kardynała. Niemniej mieszanie funkcji politycznej z pozycją księcia Kościoła zawsze pozostawia pewien margines niejasności - jak daleko można się posunąć. A przecież "...niech mowa wasza będzie tak - tak, nie - nie...". Dziękuję za wsparcie i pozdrawiam /-/ Obserwator
Jabe
Potrafi Pan wymienić jakąś istniejącą dwa milenia instytucję, o której takich złych rzeczy nie dałoby się powiedzieć? Czy rzeczywiście kapłani byli podlegli jedynie Watykanowi? Jedynie? Pan najwyraźniej czerpie wiedzę ze swoich uprzedzeń.
Jabe
„wpływy polityczne kard. Richelieu” – kardynał miał wpływy polityczne nie dlatego, że był duchownym, tylko dlatego, że był premierem. Jakoś w dawnych czasach potrafiono te role rozgraniczać. Te wpływy kardynała źle się skończyły?
Obserwator
Obawiam się, że albo nie zna Pan historii chrześcijaństwa i Kościoła, albo zna ją Pan jedynie fragmentarycznie i wybiórczo - choćby przykład z Inkwizycją (tak a propos: jej rolą było uniemożliwienie władzy świeckiej wydawania wyroków w sprawach związanych z wiarą, gdyż szerzyła się tendencja do oskarżania przez władze świeckie przeciwników, niekoniecznie politycznych, o herezję i w efekcie skazywanie na karę śmierci i konfiskatę majątku - swoją drogą przydałaby się dziś tego typu instytucja broniąca przed zarzutami o "faszyzm", "antysemityzm" i tym podobne: przecież przed takim oskarżeniem nie ma się obecnie jak bronić, prawda?). Oczywiście, tak jak każda instytucja prowadzona przez ludzi Kościół skazany jest na perturbacje związane z ich słabościami, ale przynajmniej nie twierdzi, że tak być powinno. Jeżeli zna Pan jakiś przykład innego źródła wartości moralnych, to chętnie przeczytam, niemniej sposób życia zbiorowego oparty o inne źródło wartości NIE BĘDZIE już Cywilizacją Łacińską, więc funkcja Kościoła jako władzy duchowej w propozycji "Konstytucji Narodu Polskiego CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ" jest absolutnie niezbędna - aczkolwiek sposób w jaki się będzie przejawiać jest oczywiście do dyskusji. To tak jak w geometrii: może się komuś nie podobać piąty postulat Euklidesa, ale jego zmiana w tę czy we w tę stronę kończy temat geometrii euklidesowej - będziemy mieli geometrię Riemanna lub Łobaczewskiego, ale nie będzie to już geometria Euklidesa. Po prostu.
Nie może w sprawach etyki i moralności decydować instytucja, która na przestrzeni wieków wielokrotnie udawadniała, że z naturalną daną od Boga moralnością i etyką mijała się, mówiąc delikatmie. Kłamstwa, złodziejstwa, oszustwa, wyłudzanie, morderstwa( wyprawy krzyżowe, inkwizycja), zboczenia(np. nagminne gwałcenie własnych nieletnich córek przez papieży) to była a częściowo jest codzienność armii kapłanów podległych Watykanowi, jedynie Watykanowi, nikomu innemu! Nie Senatowi. Dziękuję za taką wyrocznię. Żeby nie mówić samych złych rzeczy o sługach obcego mocarstwa, Watykanu, muszę przyznać, że nawet bywali i nadal zdarzają się pośród nich ludzie prawi, patriotycznie nastawieni i... wierzący!
Obserwator
ad 1: co do poddaństwa: propozycja jest prosta - nikogo nie można go pozbawić wbrew jego woli, za wyjątkiem stwierdzonego prawomocnie wiarołomstwa (złamania przysięgi na wierność Konstytucji), ze szczególnym napiętnowaniem zabójstwa oraz zdrady - żeby nie było iż ktoś nie wiedział... "...Art. 2.2: Nikogo nie można poddaństwa pozbawić, chyba że na jego wniosek lub w wypadku złamania przysięgi stwierdzonego prawomocnie według prawa Rzeczpospolitej przez właściwą władzę...". ad. 2: Problem polega na tym, że istotą Cywilizacji Łacińskiej jest odrębność władz świeckich (rządzących Państwem) i duchowych (zagadnienia moralne). Za każdym razem kiedy historycznie próbowano koło tego podziału dłubać albo mieszać role, kończyło się to niedobrze (józefinizm austro-węgierski, cezaropapizm, wpływy polityczne kard. Richelieu etc.). Szczerze mówiąc sam nie jestem do końca przekonany co do zapisu w art. 3.3.12 odnośnie procedury zastępstwa Regenta w wypadku wszczęcia procedury odwołania przez Senat: "...W wypadku złożenia do Marszałka Senatu wniosku o odwołanie Regenta i decyzji Senatu o wszczęciu procedury odwołania, do czasu jej rozstrzygnięcia Regent jest suspendowany, zaś jego obowiązki sprawuje Prymas Rzeczpospolitej Polskiego na zasadzie „nihil novi”...", gdyż w rękach Prymasa spoczywałaby możność wystąpienia o odwołanie wraz z przejęciem zastępstwa w wypadku akceptacji wniosku przez Senat - pewnym bezpiecznikiem jest konieczność stosowania zasady "nihil novi", ale łatwo sobie wyobrazić paraliż Królestwa w takiej sytuacji. Jak na razie nic lepszego nie przychodzi mi na myśl, może ma ktoś jakiś pomysł.
Obserwator
Niemniej jest to jedyny realny zakres władzy Prymasa, gdyż opiniowanie projektów prawnych ze względu na niesprzeczność z etyką katolicką to istotna funkcja, ale pomocnicza (Senat może dalej procedować prawo, nawet jeżeli Prymas zgłosił zastrzeżenia), chciałbym też przypomnieć, że choć nominacja biskupa gnieźnieńskiego leży w kompetencjach Papieża, to w dalszej swojej posłudze w tym zakresie może być w pełni niezależny. Zasadniczo jego rolą jest wychwytywanie sprzeczności projektowanego prawa z etyką (dziś zresztą Kościół robi to samo, tylko że nie ma wpływu na podmywanie fundamentów moralnych Cywilizacji Łacińskiej, a tak pełni rolę "whistleblower'a" - ostatecznie w Sejmie mogą zasiadać wszyscy Obywatele, czyli osoby które złożyły przysięgę wierności Konstytucji i wybrały porządek PRAWNY (a nie "religijny") Rzeczpospolitej za swój - może się trafić, że będą w nim sami ateiści, po prostu nie mający pojęcia o fundamentach Cywilizacji Łacińskiej i z racji tego w najlepszej wierze chcący poprawić prawo w taki sposób, którego skutki dla Cywilizacji Łacińskiej będą opłakane. Stąd konieczność możliwości zdecydowanego przeciwdziałania w tym szczególnym zakresie, ale też i rola Senatu przyjrzenia się zagadnieniu - a w Senacie są już przedstawiciele Cywilizacji Łacińskiej. Cywilizacja Łacińska jako sposób życia zbiorowego powstawał w środowisku katolickim, bazuje na etyce katolickiej i jej prymacie nad prawem (to etyka jest źródłem prawa, a nie odwrotnie), natomiast oprócz Kościoła nie ma instytucji która mogłaby się na tematy moralności katolickiej wypowiadać. Jeżeli odbieramy Kościołowi prawo do oceny moralnej stanowionego prawa oraz możliwość oddziaływania na jego treść W TYM ASPEKCIE (!!!), to niszczymy podstawy Cywilizacji Łacińskiej i otwieramy wrota relatywizmu. W efekcie będziemy mieli to, co Europa Zachodnia dziś: permisywizm. Ktoś musi rozstrzygać spory co do moralności, a w Cywilizacji Łacińskiej jest to rola Kościoła. Tak więc sprzeciw rozumiem, ale przykład jest nieadekwatny - to nie ten rodzaj wpływów...
1)Najpierw jest mowa, że nikogo nie można pozbawić poddaństwa, a zaraz potem jest mowa o pozbawianiu poddaństwa i jego skutkach...? 2)Nie zgadzam się aby współwładzę w Polsce (w jakiejkolwiek formie) dzierżyło obce państwo, w tym przypadku Watykan. To czysta ZDRADA! Jaka władza duchowa? To tak samo jakby władzę ideologiczną miała sprawować Rosja, a finansową Izrael.
Obserwator
Świetna uwaga, dziękuję, ale proszę zwrócić uwagę, że mowa o "Konstytucji Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej" a nie "Rzeczpospolitej Polskiej" w dzisiejszym tego słowa rozumieniu (być może dla uniknięcia nieporozumień zręczniej byłoby w ogóle używać określenia "Królestwo Narodu Polskiego"). Ten zapis jest celowy, gdyż wyraźnie podkreśla fakt, że ani istnienie wspólnoty "Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej", ani powołanie "Królestwa Narodu Polskiego" nie jest bezpośrednio związane z jakimkolwiek terytorium (vide rozbiory czy okupacje) - co zresztą w polityce światowej nie jest żadną nowością: Unia Europejska też nie ma terytorium innego niż Państw ją tworzących, tyle że jej spoiwem nie jest żaden "Naród" tylko biurokracja. Dzięki takiemu zapisowi unika się sporu związanego z zarzutami chęci "przejęcia" czy też "zawłaszczenia" obecnej struktury administracyjno-państwowej, czyli III RP: nic oczywiście ze strony "Królestwa" nie stoi na przeszkodzie, żeby poszczególne obszary (gminy, powiaty etc.) w drodze referendum deklarowały chęć przyłączenia się, ale koncepcja "Królestwa" jest personalistyczna, tj. opiera się na przede wszystkim na wolnej decyzji osób które chcą w jego ramach współdziałać. Nic też nie stoi na przeszkodzie aby obecna III RP uznawała poddaństwo czy obywatelstwo Królestwa na takiej samej zasadzie, na jakiej uznaje obywatelstwo brytyjskie czy szwajcarskie. Dlatego też we wpisie naszeblogi.pl przywołuję przykład ślubów Jana Kazimierza, gdyż tam wyraźnie Jan Kazimierz mówi o "swoim Królestwie" w skład którego wchodzą Państwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Księstwo Smoleńskie etc. - jakby tak poszczególne składniki pousuwać, to okaże się, że Królestwa w sensie terytorialnym nie ma. Tak więc dziękuję za tę uwagę, ale to nie jest błąd - choć pewnie należałoby oddać istotę zagadnienia w innej formie skoro nasunęła się Panu taka wątpliwość, wszelkie propozycje są mile widziane. Pozdrawiam /-/ Obserwator
"Art. 1.2: Rzeczpospolia Polska nie ma własnego terytorium innego niż państw lub ich fragmentów powierzonych mu w zarząd przez ludzi mogących zgodnie z prawem danego Państwa o tym decydować i deklarujących akces do Rzeczpospolitej." Nie czytałem jeszcze wszystkiego ale już na początku jest błąd logiczny - po słowach "Rzeczpospolia Polska nie ma " powinno być wtrącenie " prócz ". Bez tego dopowiedzenia można by kwestionować w ogóle posiadanie przez Polskę własnego terytorium. W aktach prawnych TAKICH BŁĘDÓW NIE MOŻE BYĆ !
Do wpisu: Może przekuć europejski kryzys "nachodźców" na nasz sukces?
Data Autor
Ryszard Surmacz
Propozycja iście w duchu zachodnim, koncepcja koronkowa, ale logika cepa podpowiada pytanie: co będzie, jak domy i mieszkania o których mowa, po prostu nie przeżyją wojny. Dziś nie możemy założyć, że na miejscu, gdzie spotkały się trzy mocarstwa atomowe(Rosja, USA, Chiny) konflikt zaniknie. Ponadto po pierwsze, uciekinierzy ze Wschodu zawsze uciekali boso. Może nie z Syrii, ale Rosji i ZSRS, a także po II wojnie z Polski. Ponadto władze syryjskie po zakończonej szczęśliwie wojnie chcąc ratować swoje mienie, mogą prawnie ograniczyć tego typu transakcje? A po drugie, tak naprawdę jeszcze nie wiemy do czego potrzebny jest taki napływ Azjatów na tereny Europy? Depopulacja, emerytury itd, to może być zwykła ściema. Mamy do czynienia ze zbyt dużym i bardzo zawiłym projektem nowego podziału świata. Muzułmanie, jak dotychczas zwykle byli wykorzystywani jako narzędzie. Ogólnie jednak pomysł bardzo ciekawy i inspirujący. Pozdrawiam
Anonymous
@autor Kreacja pieniądza poprzez kredyt ma krótkie nogi. Wraca inflacją jak bumerang. Prawdziwa siła pieniądza musi być oparta o realną wartość. Taką wartość materialną kreuje praca. Najeźdźcy mają odmienne nastawienie. Oni przyjeżdżają by zaczepić się na socjal a z czasem przejąć kontrolę i narzucić swoją władzę używając siły (finansowej) przeciwnika by go pokonać. Jesteśmy zainteresowani z przyczyn demograficznych tylko kobietami bezdzietnymi, nieciężarnymi, 90-60-90, w wieku 21-24, blondynkami, chrześcijankami, biegle mówiącymi po Polsku. Możemy negocjować kolor włosów i wiek (na 18-21). Mężczyźni w ogóle nie wchodzą w grę.
Obserwator
Święte słowa, USA będą ściągać do siebie potrzebnych im ludzi i wyjadą najbardziej samodzielni, zasobniejsi oraz najbardziej wykwalifikowani (to są trzy osobne zbiory, częściowo rozłączne). I chodzi o to, żeby im zaproponować alternatywę. A ta alternatywa wtedy będzie skuteczna, kiedy będziemy mogli zaproponować im coś konkurencyjnego w stosunku do Stanów. Tam dostaną domy (na kredyt), pracę (u kogoś) i stabilizację (o ile w porę zorientują się, jak się należy odnaleźć), natomiast w większości będą chcieli w jakiś sposób upłynnić nieruchomości w Europie (czy to przez sprzedaż czy też przez wynajem - ostatecznie świat jest coraz mniejszy). Jeżeli u nas będą proste, przejrzyste i bezpieczne warunki prowadzenia działalności, jeżeli za swoje nieruchomości w Europie Zachodniej dostaną żywą gotówkę i pomoc w urządzeniu się, jeżeli będą mogli skutecznie wykorzystywać przewagę technologiczną czy kompetencyjną do funkcjonowania (oczywiście nie tak, jak ten Niemiec z Redy, co to się czuje nadczłowiekiem, bo w jego niewolniczym łbie nie ma wolnego miejsca na rozumienie szeroko pojętej wolności), to może wybiorą Polskę. Jeżeli USA ma zamiar z tego skorzystać, to pewnie warto o te "zasoby" konkurować?
zakładam się o flaszkę ,że będzie duża fala emigracji z europy do.... USA
Obserwator
A konkretnie - o co chodzi?
Obserwator
Niestety, wchodząc do struktur UE, jako państwo zobowiązaliśmy się do tego (bez względu na to, czy mi się to podoba czy nie, tak jest i tyle). Można to zmienić wyłącznie wychodząc z UE (zresztą ta właśnie kwestia jest jedną z głównych - o ile nie najważniejszą - przyczyn referendum o Brexit). Ale, jak już wspomniałem, co innego wolność osiedlania się (na co przy obecnym stanie prawnym nie mamy wpływu) a czym innym są kryteria udzielania tego typu pomocy - tu nie ma żadnych przeciwwskazań aby ostateczną decyzję podejmował konsul po osobistej rozmowie (jak z Polakami przy staraniu się o wizę do USA). Jak sobie pościelimy, tak nas będzie... znaczy, plecy będą bolały.