|
|
Obserwator W skrócie mówiąc, kwintesencją zarzutów jest to, że ufali przyrządom i słuchali się wieży. Super. Proponuję polecieć we mgłę (choćby wleźć w chmury), wyłączyć żyro i radio i zadać się na... No właśnie, na co?
Jeżeli pilot przestaje ufać przyrządom, zdając się na własne odczucia i traci zaufanie do kontrolera, to jedynie Anioł Stóż (i to z silnym wsparciem) może mu pomóc, bo inaczej to już jest martwy.
A co, jeżeli ufa źle wskazującym przyrządom i fałszywie prowadzącym kontrolerom? Czy to na pewno ma coś wspólnego z łamaniem zasad i procedur? Szczególnie w obszarze teoretycznie bezpiecznym, bo ze świadomością zapasu wysokości? A że jar ma coś koło 60 m głębokości i lecieli we mgle, to WSZYSTKIE przyrządy, począwszy od ciśnieniowych (spadek ciśnienia wskutek kondensacji pary wodnej), poprzez radiowysokościomierz po TAWS plus wieża utwierdzały go w błędnym przekonaniu o prawdziwej pozycji, a przede wszystkim wysokości. A jak jar zaczął się podnosić i sprawa wyszła, to dla prędkości 280 km/h (czyli ok. 80 m/s) na reakcję SAMOLOTU już zabrakło czasu (patrz: bezwładność).
Ostatecznie z jakiegoś powodu po identycznej katastrofie i też w Smoleńsku Iła-76 z jednostki we Twerze coś z dziesięć lat wcześniej (w tym czasie szefem był tam ten sam Krasnokutski, który siedział we wieży w Smoleńsku 10 kwietnia, więc musiał znać tę historię bo to jego samolot był) wydano dla Siewiernego biuletyn zakazujący lądowań z kierunku wschodniego w wypadku wystąpienia mgły w jarze.
Czy przypadkiem ten Ił Krasnokutskiego nie miał GPSa w systemie WGS84? Tak się tylko pytam, bo nie wiem... |
|
|
"każdym razie doprowadzić do jego "trzepotania" wskutek naprzemiennego "urywania" strug i ponownego "klejenia" do powierzchni spływu. Niemniej w tym wypadku to zjawisko nie miało prawa wystąpić, raczej większe znaczenie ma bezwładność (jednak to jest 80 ton)."
1. Nie wspomniałem o p. histerezy w kontekście przyczyn destrukcji samolotu, tylko o jej wpływie opóźniającym reakcje samolotu na zmianę konfiguracji płata co w połączeniu z masą może dać opłakane skutki.
2. Nie twierdzą, że mieli na 100% zamiar lądować, tym nie mniej z stenogramu wynika jasno że decyzja o lądowaniu była warunkowa.
Ostateczna decyzja czy lądujemy czy odchodzimy miała zostać podjęta po osiągnięciu wysokości decyzyjnej, która okazała się zbyt niską.
3. Informacja jaką otrzymali piloci tutki z polskiego Jaka i z wieży - zważywszy na "drogocenny ładunek" i świadomość że lotnisko smoleńskie nie jest lotniskiem odpowiednim do lądowania przy pułapie chmur 40 m - powinna zaowocować jednoznaczną decyzją, nie zniżania lotu w celu wymacania lotniska, tylko szukania Mińska. Zamiast tego pilot wdał się w rozważania z ludźmi którzy nie mieli prawa głosu. Przyczynę braku jedynej właściwej decyzji pilota, cała Polska zna.
Komisja Antoniego M. ma za zadanie przykrycie tej przyczyny, która obciąża konkretną osobę. |
|
|
Obserwator Proponuję jeszcze raz przejrzeć materiał szkoleniowy z metody majeutycznej i doprowadzania tez oponenta "ad absurdum".
Przecież można było chociażby napisać o "śpiochu" w kancelarii, który podstępnie wleje roztwór polonu do herbaty (a, przepraszam, to było), albo o zatrutych szpikulcach w parasolach (cholera, to też było), albo radioaktywnej substancji na siedzeniu w samochodzie (psiakość, też było) - ale o lekarzach? Przecież mają z figurantem zbyt rzadko kontakt, w dodatku nieregularny, aczkolwiek rzeczywiście mogą być źródłem cennych i przydatnych informacji.
Ciekawe że służby w innych krajach nie mają oporów przed łażeniem po życiorysach praszczurów, a w dodatku (pewnie z powodu postępującej paranoi) niuchają czy to aby nie "matrioszka". Choć z drugiej strony taki agent wojskowego wywiadu PRL pod sztucznym życiorysem nawet karierę w (chyba) CDU w Hamburgu zrobił, uchodząc za Niemca z Mazur, więc może z tym sprawdzaniem to niezupełnie tak bez sensu.
Ale proszę się nie zniechęcać i dalej próbować. |
|
|
Obserwator Hm, przy oscylacji kąta natarcia w okolicach wartości krytycznej dla profilu, takie zjawisko dla powiązania współczynnika oporu (Cx) od współczynnika siły nośnej (Cz) - nie tyle związane z "pamięcią" cząsteczek powietrza, ile jego ściśliwością i lepkością - faktycznie może rozwalić skrzydło, a w każdym razie doprowadzić do jego "trzepotania" wskutek naprzemiennego "urywania" strug i ponownego "klejenia" do powierzchni spływu. Niemniej w tym wypadku to zjawisko nie miało prawa wystąpić, raczej większe znaczenie ma bezwładność (jednak to jest 80 ton).
Ciekawostką jest, dlaczego wraca jak bumerang twierdzenie, że piloci zamierzali lądować, skoro nawet w raportach jest o podejściu do wysokości decyzji - a nie da się ukryć, że ta "wysokość decyzji" związana jest ściśle z płaszczyzną odniesienia, a ta z kolei wynika wprost z przyjętego układu współrzędnych. Skoro więc współrzędne z systemu SK42 wprowadzone do urządzenia pracującego w systemie WGS84 dają w okolicach Warszawy różnicę wysokości 35 m (a w okolicy Smoleńska zadaje się że 60 m), to też i wpływ elipsoidy odniesienia jest całkowicie bezpośredni - po prostu samolot leci np. na 140 m zamiast na 200, gdy piloci są całkowicie przekonani że lecą właśnie na 200, w czym byli w dodatku utwierdzani przez wieżę informacjami że są "na kursie i ścieżce". Proste? Zrozumiałe? Widać już związek przyczynowo-skutkowy? Czy dalej ciągniemy narrację "MAKowej panienki"?
Co to ma wspólnego ze "sztuczną mgłą", helem etc., dostrzec nie mogę, ale też i w decyzji o przelocie do wysokości decyzji w konfiguracji "do lądowania" nie widzę żadnego łamania procedur. Ale oczywiście najłatwiej jest wypisywać o winie pilotów i cytaty z Bredzisława Bezwąsego o "drzwiach do hangaru". |
|
|
Panie Pilot, a pomyślał Pan o lekarzach nowego establishmentu. Nie należałoby im sprawdzić metryk, czy aby dziadkowie lub rodzice ich,na pancerzach tanków nie przyjechali? Albo chociaż w majty im zajrzeć, z pewnością znajdzie wielu Prawdziwych Polaków chętnych do tej niewdzięcznej acz niezbędnej czynności. B.ezpieczeństwo władz ponad wszystko |
|
|
Cała ta pańska pisanina, podobnie jak działania Komisji Antoniego M. to bezwładna próba udowodnienia, że polscy piloci na drzwiach od hangaru we mgle wylądują.
Złamano procedur parę, a ich łamanie z układem współrzędnych, wspólnego nie ma nic.
Skoro pilot otrzymuje informacje o obniżeniu się pietra chmur poniżej 100 metrów, na lotnisku nie przygotowanym do przyjmowania samolotów w trudnych warunkach to podejmuje decyzje o nielądowaniu. Nie konsultuje tej decyzji z generałami i mistrzami ceremonii tylko informuje ich, że leci na inne lotnisko. Polscy piloci z własnej woli powierzyli los swój i pasażerów kontrolerom, z którymi ustalili wysokość decyzyjną na 50 metrów.
Komisja może sobie wymyślać bomby, sztuczną mgłę, celowe osłabienie jakiś elementów, ale każdy pilot po przeczytaniu stenogramu stwierdzi jedno - piloci przyczynili się do śmierć pasażerów nie podejmując jedynej właściwej dla tamtych warunków decyzji, decyzji o nielądowaniu.
Jesteś Pan Pilotem to czym jest pętla histerezy w aerodynamice musisz Pan wiedzieć. Gwoli poszerzenia Pańskiej wiedzy.
Jeśli płat nośny ma ustawiony profil na obniżania pułapu i lądowania i tak samo ustawiony ciąg, to zmiana profilu płata i ciągu nie wpływa momentalnie na zmianę toru lotu. Wynika to z tego że zmiana rozkładu ciśnienia na płacie pojawia się z opóźnieniem tym większym im szybsza i gwałtowniejsza była zmiana profilu i ciągu. Tutka to nie Zlin, dochodzi tam jeszcze olbrzymia energia kinetyczna. Kolokwialnie mówi się że cząsteczki powietrza mają pamięć i nie chcą się poddać zmianom otoczenia. |
|
|
Wg relacji Prezydenta był „wystrzał”, był „huk”. Jeżeli było to „wystrzałowe”, czy tam „hukowe”, rozerwanie opony, to przez ułamek sekundy tarcie na niszczonej oponie mogło mieć wartość zerową. Stąd taki byłby tor pojazdu przed jego zatrzymaniem. |
|
|
Obserwator 2. Jeszcze tylko trzeba ustalić, na jakiej wysokości SĄDZILI że są w momencie decyzji o odejściu (kłania się kwestia odmiennych modeli)
3. Chętnie posłucham, za moich czasów borykałem się ze zjawiskiem histerezy przy liczeniu strat na transformatorach, ale od tamtej pory nauka zrobiła takie postępy, że mogło mi coś umknąć. |
|
|
Obserwator No rzeczywiście, jak prawa tylna opona pęknie, to ten brak tarcia da takiego kopa, że wyrzuci tył w lewo na sąsiedni pas, niewątpliwie. Pewnie trzeba jeszcze uwzględnić niezrównoważony moment na mechanizmie różnicowym tylnej osi? Ale przecież po to go wymyślili, żeby moment był dzielony proporcjonalnie bardziej na to koło gdzie jest mniejszy opór, hm... Ale pewnie DSC zadziałał... Tylko że powinien przyhamować to koło, gdzie jest mniejsze tarcie, żeby zwiększyć moment na tym drugim, dobrym. I tak źle, i tak niedobrze, skąd się wzięła ta dodatkowa energia rzucająca tył w drugą stronę, nie bardzo widać. Ale na filmie widać że skądś się wzięła. Pewnie z ciśnienia w oponie, rzeczywiście potrafi nieźle rzucić, szczególnie że opona na 5 atmosfer. Ale samochód do lekkich nie należy, jak to pancerny, a tego powietrza w oponie mniej, ze względu na wkładkę.
Same cuda. To znaczy, chciałem napisać "olewanie procedur". Proponuję wrócić do rozmowy jak przeprowadzisz stosowny eksperyment - mnie na ten przykład ściągało w prawo a nie rzuciło w lewo, ale to był napakowany LT (też 3,5 tony) przy złoty dwadzieścia a nie super-BMW przy dwóch paczkach. |
|
|
NASZ_HENRY 5+ został wzmocniony przez 500+ ;-) |
|
|
Jabe Przyznaję, że też jestem ciekaw, co Krasowski zawinił. |
|
|
I jeszcze to Panie Pilot.
!.Zgodnie z przepisami Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO), drogą startową z podejściem precyzyjnym jest droga startowa przyrządowa obsługiwana przez ILS i/lub MLS oraz pomoce wzrokowe. System ILS składa się z kolei z radiolatarni ścieżki (GP), radiolatarni kierunku (LLZ) oraz radiodalmierza (DME).
Co ma wspólnego z procedurą podejścia do lądowania elipsoida Krassowskiego?
2.Jaka była wysokość decyzyjna dla TU - 154. Na lotnisku Smoleńskim ponoć wynosiła 70 metrów, podczas gdy dla lepiej przygotowanych lotniskach położonych w znacznie bardziej dogodnym terenie wynosi około 100 metrów.
decyzja o odejściu na drugi okrą zapadła za późno.
3. Panie Pilot, słyszałeś Pan o czymś takim jak pętla histerezy i czym się objawia w aerodynamice? |
|
|
"pęknięciu prawej tylnej opony zarzuca tyłem w lewo i w tym zjawisku nie ma "nic szczególnego"
Utracenie przyczepności prawego tylnego koła czym ma zaowocować jak nie zarzuceniem tyłu w lewo? |
|
|
Pan, za pozwoleniem Zdzichu, to ma dobrze. |
|
|
Obserwator Uprzejmie donoszę, że nie spełniam podanych wyżej kryteriów, może dlatego że przez część życia byłem pilotem a prawie dwie trzecie jestem kierowcą.
Być może to właśnie nie spełnianie tych wyśrubowanych kryteriów pozwala mi dostrzec, że istnieje różnica pomiędzy systemem WGS84 (GPS "zachodni") a systemem SK42 ("wschodni"), co zresztą zauważyła nawet Anodina i komisja Millera, tylko że dochodzą do innych wniosków co do rzeczywistego przesunięcia punktu początku pasa wg. systemu na Tupolewie. Ale nie to jest takie bardzo ważne, tylko nieuwzględnienie, że tzw. elipsoida Krassowskiego (będąca podstawą modelu odwzorowania powierzchni w systemie SK42) w tamtym obszarze powoduje nie tylko przesunięcie poziomie, ale też i w pionie (przez Millera w ogóle nie liczone, przez Anodinę określone na 10 m), prawdopodobnie w granicach 60 m. W efekcie pilot słysząc że jest "na kursie i ścieżce" szedł od dalszej coraz bardziej w lewo do pasa, w dodatku będąc przekonanym że pas jest bliżej, a samolot 60 m wyżej.
Jeżeli natomiast samochód po pęknięciu prawej tylnej opony zarzuca tyłem w lewo i w tym zjawisku nie ma "nic szczególnego z wyjątkiem kompletnego olewania procedur i mijania się z odpowiedzialnością", to trzeba się badawczo przyjrzeć prawom fizyki - najwyraźniej ktoś je niewłaściwie zatwierdził a głupi szwabski samochód olał. Na szczęście minął się nie tylko z odpowiedzialnością, ale i z innymi samochodami, bo mogło być niefajnie... |
|
|
"nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie objaśnienia o zmęczeniu materiału opony" Zasadniczo to nikt przy zdrowych zmysłach ani nie widzi w katastrofie smoleńskiej zamachu ani w wypadku samochodu prezydenta niczego szczególnego z wyjątkiem kompletnego olewania procedur i mijania się z odpowiedzialnością. |
|
|
Dobrze, że podjął Pan temat. O marszu 10-go kwietnia nic się nie mówi, tak, jakby miał się odbyć wg dotychczasowych scenariuszy, a moim zdaniem nie powinien. Zasadniczym powodem jest dokonanie, nieudanego na szczęście, zamachu na prezydenta Dudę (przyjmuję, że nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie objaśnienia o zmęczeniu materiału opony). Próba zamachu dowodzi, że tym razem to w BOR uaktywniono cyngli (albo też cyngle z zewnątrz, bo nadzór dostępu do operacyjnego sprzętu jest tam poniżej jakiejkolwiek krytyki i to w pełni umożliwia).
Jeżeli ministrowie Błaszczak i Macierewicz mają u siebie ludzi z głową, którym mogą zaufać, to ci pewno będą wiedzieć jak wyperswadować/zabezpieczyć 10-ty kwietnia.
... Z usług Blackwater nie korzystałbym. To prywatne siły zbrojne, które żyją z wywoływanych wojen i rewolucji, czyli z ludzkiego nieszczęścia i krwi. Jeżeli już, to przejściowo, do czasu odpluskwienia naszych specsłużb, skorzystałbym – jakkolwiek byłoby to egzotyczne – ze spec-oddziału z Chin. |
|
|
Obserwator Ano właśnie...
Dzięki i pozdrawiam, oczywiście niepoprawnie |
|
|
jazgdyni Cześć Janku.
Dobrze, że to piszesz. Te ciołki z BORu, czy kontrwywiadu nie wiedzą, co to są gry wojenne i potencjalne scenariusze.
Natomiast, jak dobrze wiemy, niektórzy z nich są świetnie przygotowani do akcji typu "seryjny samobójca", odkręcanie kółek samochodowych, lub tir, co nagle zmienił pas.
Ja bym mimo wszystko zastanowił się nad zatrudnieniem kilkunastu osiłków i paru mózgowców, na przykład z Blackwater.( Kto nie wie ki diabeł, proszę bardzo pl.wikipedia.org ). A do patrzenia im na ręce jeszcze paru ze Spetznazu.
Nie... żarty na bok. Dosyć słabe są u nas tradycje terroryzmu. Lecz, jak widzę, że prezydent Duda swobodnie i bez skrępowania przechadza się w tłumie ludzi, to ciarki mnie przechodzą po grzbiecie.
Tu jeszcze należy dodać, że 10 kwietnia będą razem, w jednym miejscu, prezydent Duda, Jarosław Kaczyński i minister Macierewicz. Gdy sobie pomyślę ilu już palce świerzbią... |