Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dziś o bieżączce, czyli czy ktoś w ogóle zarządza ryzykiem?
Data Autor
Obserwator
W skrócie mówiąc, kwintesencją zarzutów jest to, że ufali przyrządom i słuchali się wieży. Super. Proponuję polecieć we mgłę (choćby wleźć w chmury), wyłączyć żyro i radio i zadać się na... No właśnie, na co? Jeżeli pilot przestaje ufać przyrządom, zdając się na własne odczucia i traci zaufanie do kontrolera, to jedynie Anioł Stóż (i to z silnym wsparciem) może mu pomóc, bo inaczej to już jest martwy. A co, jeżeli ufa źle wskazującym przyrządom i fałszywie prowadzącym kontrolerom? Czy to na pewno ma coś wspólnego z łamaniem zasad i procedur? Szczególnie w obszarze teoretycznie bezpiecznym, bo ze świadomością zapasu wysokości? A że jar ma coś koło 60 m głębokości i lecieli we mgle, to WSZYSTKIE przyrządy, począwszy od ciśnieniowych (spadek ciśnienia wskutek kondensacji pary wodnej), poprzez radiowysokościomierz po TAWS plus wieża utwierdzały go w błędnym przekonaniu o prawdziwej pozycji, a przede wszystkim wysokości. A jak jar zaczął się podnosić i sprawa wyszła, to dla prędkości 280 km/h (czyli ok. 80 m/s) na reakcję SAMOLOTU już zabrakło czasu (patrz: bezwładność). Ostatecznie z jakiegoś powodu po identycznej katastrofie i też w Smoleńsku Iła-76 z jednostki we Twerze coś z dziesięć lat wcześniej (w tym czasie szefem był tam ten sam Krasnokutski, który siedział we wieży w Smoleńsku 10 kwietnia, więc musiał znać tę historię bo to jego samolot był) wydano dla Siewiernego biuletyn zakazujący lądowań z kierunku wschodniego w wypadku wystąpienia mgły w jarze. Czy przypadkiem ten Ił Krasnokutskiego nie miał GPSa w systemie WGS84? Tak się tylko pytam, bo nie wiem...
"każdym razie doprowadzić do jego "trzepotania" wskutek naprzemiennego "urywania" strug i ponownego "klejenia" do powierzchni spływu. Niemniej w tym wypadku to zjawisko nie miało prawa wystąpić, raczej większe znaczenie ma bezwładność (jednak to jest 80 ton)." 1. Nie wspomniałem o p. histerezy w kontekście przyczyn destrukcji samolotu, tylko o jej wpływie opóźniającym reakcje samolotu na zmianę konfiguracji płata co w połączeniu z masą może dać opłakane skutki. 2. Nie twierdzą, że mieli na 100% zamiar lądować, tym nie mniej z stenogramu wynika jasno że decyzja o lądowaniu była warunkowa. Ostateczna decyzja czy lądujemy czy odchodzimy miała zostać podjęta po osiągnięciu wysokości decyzyjnej, która okazała się zbyt niską. 3. Informacja jaką otrzymali piloci tutki z polskiego Jaka i z wieży - zważywszy na "drogocenny ładunek" i świadomość że lotnisko smoleńskie nie jest lotniskiem odpowiednim do lądowania przy pułapie chmur 40 m - powinna zaowocować jednoznaczną decyzją, nie zniżania lotu w celu wymacania lotniska, tylko szukania Mińska. Zamiast tego pilot wdał się w rozważania z ludźmi którzy nie mieli prawa głosu. Przyczynę braku jedynej właściwej decyzji pilota, cała Polska zna. Komisja Antoniego M. ma za zadanie przykrycie tej przyczyny, która obciąża konkretną osobę.
Obserwator
Proponuję jeszcze raz przejrzeć materiał szkoleniowy z metody majeutycznej i doprowadzania tez oponenta "ad absurdum". Przecież można było chociażby napisać o "śpiochu" w kancelarii, który podstępnie wleje roztwór polonu do herbaty (a, przepraszam, to było), albo o zatrutych szpikulcach w parasolach (cholera, to też było), albo radioaktywnej substancji na siedzeniu w samochodzie (psiakość, też było) - ale o lekarzach? Przecież mają z figurantem zbyt rzadko kontakt, w dodatku nieregularny, aczkolwiek rzeczywiście mogą być źródłem cennych i przydatnych informacji. Ciekawe że służby w innych krajach nie mają oporów przed łażeniem po życiorysach praszczurów, a w dodatku (pewnie z powodu postępującej paranoi) niuchają czy to aby nie "matrioszka". Choć z drugiej strony taki agent wojskowego wywiadu PRL pod sztucznym życiorysem nawet karierę w (chyba) CDU w Hamburgu zrobił, uchodząc za Niemca z Mazur, więc może z tym sprawdzaniem to niezupełnie tak bez sensu. Ale proszę się nie zniechęcać i dalej próbować.
Obserwator
Hm, przy oscylacji kąta natarcia w okolicach wartości krytycznej dla profilu, takie zjawisko dla powiązania współczynnika oporu (Cx) od współczynnika siły nośnej (Cz) - nie tyle związane z "pamięcią" cząsteczek powietrza, ile jego ściśliwością i lepkością - faktycznie może rozwalić skrzydło, a w każdym razie doprowadzić do jego "trzepotania" wskutek naprzemiennego "urywania" strug i ponownego "klejenia" do powierzchni spływu. Niemniej w tym wypadku to zjawisko nie miało prawa wystąpić, raczej większe znaczenie ma bezwładność (jednak to jest 80 ton). Ciekawostką jest, dlaczego wraca jak bumerang twierdzenie, że piloci zamierzali lądować, skoro nawet w raportach jest o podejściu do wysokości decyzji - a nie da się ukryć, że ta "wysokość decyzji" związana jest ściśle z płaszczyzną odniesienia, a ta z kolei wynika wprost z przyjętego układu współrzędnych. Skoro więc współrzędne z systemu SK42 wprowadzone do urządzenia pracującego w systemie WGS84 dają w okolicach Warszawy różnicę wysokości 35 m (a w okolicy Smoleńska zadaje się że 60 m), to też i wpływ elipsoidy odniesienia jest całkowicie bezpośredni - po prostu samolot leci np. na 140 m zamiast na 200, gdy piloci są całkowicie przekonani że lecą właśnie na 200, w czym byli w dodatku utwierdzani przez wieżę informacjami że są "na kursie i ścieżce". Proste? Zrozumiałe? Widać już związek przyczynowo-skutkowy? Czy dalej ciągniemy narrację "MAKowej panienki"? Co to ma wspólnego ze "sztuczną mgłą", helem etc., dostrzec nie mogę, ale też i w decyzji o przelocie do wysokości decyzji w konfiguracji "do lądowania" nie widzę żadnego łamania procedur. Ale oczywiście najłatwiej jest wypisywać o winie pilotów i cytaty z Bredzisława Bezwąsego o "drzwiach do hangaru".
Panie Pilot, a pomyślał Pan o lekarzach nowego establishmentu. Nie należałoby im sprawdzić metryk, czy aby dziadkowie lub rodzice ich,na pancerzach tanków nie przyjechali? Albo chociaż w majty im zajrzeć, z pewnością znajdzie wielu Prawdziwych Polaków chętnych do tej niewdzięcznej acz niezbędnej czynności. B.ezpieczeństwo władz ponad wszystko
Cała ta pańska pisanina, podobnie jak działania Komisji Antoniego M. to bezwładna próba udowodnienia, że polscy piloci na drzwiach od hangaru we mgle wylądują. Złamano procedur parę, a ich łamanie z układem współrzędnych, wspólnego nie ma nic. Skoro pilot otrzymuje informacje o obniżeniu się pietra chmur poniżej 100 metrów, na lotnisku nie przygotowanym do przyjmowania samolotów w trudnych warunkach to podejmuje decyzje o nielądowaniu. Nie konsultuje tej decyzji z generałami i mistrzami ceremonii tylko informuje ich, że leci na inne lotnisko. Polscy piloci z własnej woli powierzyli los swój i pasażerów kontrolerom, z którymi ustalili wysokość decyzyjną na 50 metrów. Komisja może sobie wymyślać bomby, sztuczną mgłę, celowe osłabienie jakiś elementów, ale każdy pilot po przeczytaniu stenogramu stwierdzi jedno - piloci przyczynili się do śmierć pasażerów nie podejmując jedynej właściwej dla tamtych warunków decyzji, decyzji o nielądowaniu. Jesteś Pan Pilotem to czym jest pętla histerezy w aerodynamice musisz Pan wiedzieć. Gwoli poszerzenia Pańskiej wiedzy. Jeśli płat nośny ma ustawiony profil na obniżania pułapu i lądowania i tak samo ustawiony ciąg, to zmiana profilu płata i ciągu nie wpływa momentalnie na zmianę toru lotu. Wynika to z tego że zmiana rozkładu ciśnienia na płacie pojawia się z opóźnieniem tym większym im szybsza i gwałtowniejsza była zmiana profilu i ciągu. Tutka to nie Zlin, dochodzi tam jeszcze olbrzymia energia kinetyczna. Kolokwialnie mówi się że cząsteczki powietrza mają pamięć i nie chcą się poddać zmianom otoczenia.
Wg relacji Prezydenta był „wystrzał”, był „huk”. Jeżeli było to „wystrzałowe”, czy tam „hukowe”, rozerwanie opony, to przez ułamek sekundy tarcie na niszczonej oponie mogło mieć wartość zerową. Stąd taki byłby tor pojazdu przed jego zatrzymaniem.
Obserwator
2. Jeszcze tylko trzeba ustalić, na jakiej wysokości SĄDZILI że są w momencie decyzji o odejściu (kłania się kwestia odmiennych modeli) 3. Chętnie posłucham, za moich czasów borykałem się ze zjawiskiem histerezy przy liczeniu strat na transformatorach, ale od tamtej pory nauka zrobiła takie postępy, że mogło mi coś umknąć.
Obserwator
No rzeczywiście, jak prawa tylna opona pęknie, to ten brak tarcia da takiego kopa, że wyrzuci tył w lewo na sąsiedni pas, niewątpliwie. Pewnie trzeba jeszcze uwzględnić niezrównoważony moment na mechanizmie różnicowym tylnej osi? Ale przecież po to go wymyślili, żeby moment był dzielony proporcjonalnie bardziej na to koło gdzie jest mniejszy opór, hm... Ale pewnie DSC zadziałał... Tylko że powinien przyhamować to koło, gdzie jest mniejsze tarcie, żeby zwiększyć moment na tym drugim, dobrym. I tak źle, i tak niedobrze, skąd się wzięła ta dodatkowa energia rzucająca tył w drugą stronę, nie bardzo widać. Ale na filmie widać że skądś się wzięła. Pewnie z ciśnienia w oponie, rzeczywiście potrafi nieźle rzucić, szczególnie że opona na 5 atmosfer. Ale samochód do lekkich nie należy, jak to pancerny, a tego powietrza w oponie mniej, ze względu na wkładkę. Same cuda. To znaczy, chciałem napisać "olewanie procedur". Proponuję wrócić do rozmowy jak przeprowadzisz stosowny eksperyment - mnie na ten przykład ściągało w prawo a nie rzuciło w lewo, ale to był napakowany LT (też 3,5 tony) przy złoty dwadzieścia a nie super-BMW przy dwóch paczkach.
NASZ_HENRY
5+ został wzmocniony przez 500+ ;-)
Jabe
Przyznaję, że też jestem ciekaw, co Krasowski zawinił.
I jeszcze to Panie Pilot. !.Zgodnie z przepisami Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO), drogą startową z podejściem precyzyjnym jest droga startowa przyrządowa obsługiwana przez ILS i/lub MLS oraz pomoce wzrokowe. System ILS składa się z kolei z radiolatarni ścieżki (GP), radiolatarni kierunku (LLZ) oraz radiodalmierza (DME). Co ma wspólnego z procedurą podejścia do lądowania elipsoida Krassowskiego? 2.Jaka była wysokość decyzyjna dla TU - 154. Na lotnisku Smoleńskim ponoć wynosiła 70 metrów, podczas gdy dla lepiej przygotowanych lotniskach położonych w znacznie bardziej dogodnym terenie wynosi około 100 metrów. decyzja o odejściu na drugi okrą zapadła za późno. 3. Panie Pilot, słyszałeś Pan o czymś takim jak pętla histerezy i czym się objawia w aerodynamice?
"pęknięciu prawej tylnej opony zarzuca tyłem w lewo i w tym zjawisku nie ma "nic szczególnego" Utracenie przyczepności prawego tylnego koła czym ma zaowocować jak nie zarzuceniem tyłu w lewo?
Pan, za pozwoleniem Zdzichu, to ma dobrze.
Obserwator
Uprzejmie donoszę, że nie spełniam podanych wyżej kryteriów, może dlatego że przez część życia byłem pilotem a prawie dwie trzecie jestem kierowcą. Być może to właśnie nie spełnianie tych wyśrubowanych kryteriów pozwala mi dostrzec, że istnieje różnica pomiędzy systemem WGS84 (GPS "zachodni") a systemem SK42 ("wschodni"), co zresztą zauważyła nawet Anodina i komisja Millera, tylko że dochodzą do innych wniosków co do rzeczywistego przesunięcia punktu początku pasa wg. systemu na Tupolewie. Ale nie to jest takie bardzo ważne, tylko nieuwzględnienie, że tzw. elipsoida Krassowskiego (będąca podstawą modelu odwzorowania powierzchni w systemie SK42) w tamtym obszarze powoduje nie tylko przesunięcie poziomie, ale też i w pionie (przez Millera w ogóle nie liczone, przez Anodinę określone na 10 m), prawdopodobnie w granicach 60 m. W efekcie pilot słysząc że jest "na kursie i ścieżce" szedł od dalszej coraz bardziej w lewo do pasa, w dodatku będąc przekonanym że pas jest bliżej, a samolot 60 m wyżej. Jeżeli natomiast samochód po pęknięciu prawej tylnej opony zarzuca tyłem w lewo i w tym zjawisku nie ma "nic szczególnego z wyjątkiem kompletnego olewania procedur i mijania się z odpowiedzialnością", to trzeba się badawczo przyjrzeć prawom fizyki - najwyraźniej ktoś je niewłaściwie zatwierdził a głupi szwabski samochód olał. Na szczęście minął się nie tylko z odpowiedzialnością, ale i z innymi samochodami, bo mogło być niefajnie...
"nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie objaśnienia o zmęczeniu materiału opony" Zasadniczo to nikt przy zdrowych zmysłach ani nie widzi w katastrofie smoleńskiej zamachu ani w wypadku samochodu prezydenta niczego szczególnego z wyjątkiem kompletnego olewania procedur i mijania się z odpowiedzialnością.
Dobrze, że podjął Pan temat. O marszu 10-go kwietnia nic się nie mówi, tak, jakby miał się odbyć wg dotychczasowych scenariuszy, a moim zdaniem nie powinien. Zasadniczym powodem jest dokonanie, nieudanego na szczęście, zamachu na prezydenta Dudę (przyjmuję, że nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie objaśnienia o zmęczeniu materiału opony). Próba zamachu dowodzi, że tym razem to w BOR uaktywniono cyngli (albo też cyngle z zewnątrz, bo nadzór dostępu do operacyjnego sprzętu jest tam poniżej jakiejkolwiek krytyki i to w pełni umożliwia). Jeżeli ministrowie Błaszczak i Macierewicz mają u siebie ludzi z głową, którym mogą zaufać, to ci pewno będą wiedzieć jak wyperswadować/zabezpieczyć 10-ty kwietnia. ... Z usług Blackwater nie korzystałbym. To prywatne siły zbrojne, które żyją z wywoływanych wojen i rewolucji, czyli z ludzkiego nieszczęścia i krwi. Jeżeli już, to przejściowo, do czasu odpluskwienia naszych specsłużb, skorzystałbym – jakkolwiek byłoby to egzotyczne – ze spec-oddziału z Chin.
Obserwator
Ano właśnie... Dzięki i pozdrawiam, oczywiście niepoprawnie
jazgdyni
Cześć Janku. Dobrze, że to piszesz. Te ciołki z BORu, czy kontrwywiadu nie wiedzą, co to są gry wojenne i potencjalne scenariusze. Natomiast, jak dobrze wiemy, niektórzy z nich są świetnie przygotowani do akcji typu "seryjny samobójca", odkręcanie kółek samochodowych, lub tir, co nagle zmienił pas. Ja bym mimo wszystko zastanowił się nad zatrudnieniem kilkunastu osiłków i paru mózgowców, na przykład z Blackwater.( Kto nie wie ki diabeł, proszę bardzo pl.wikipedia.org ). A do patrzenia im na ręce jeszcze paru ze Spetznazu. Nie... żarty na bok. Dosyć słabe są u nas tradycje terroryzmu. Lecz, jak widzę, że prezydent Duda swobodnie i bez skrępowania przechadza się w tłumie ludzi, to ciarki mnie przechodzą po grzbiecie. Tu jeszcze należy dodać, że 10 kwietnia będą razem, w jednym miejscu, prezydent Duda, Jarosław Kaczyński i minister Macierewicz. Gdy sobie pomyślę ilu już palce świerzbią...
Do wpisu: "...Cóż to jest prawda?..." czyli Cywilizacja Łacińska cz. 2
Data Autor
Ciekawe, trochę skomplikowane ale pobudzające do refleksji. Tak na gorąco: Cywilizacja bizantyjska nie kojarzy mi się z twierdzeniem że uznaje iż każdy osobnik ma swoją prawdę. Przeciwnie, według mnie w cywilizacji bizantyjskiej do rangi najwyższej cnoty jest podniesione podporządkowanie się jednostki ogółowi a zatem i społeczeństwu, co za tym idzie niszczenie wszelkiego indywidualizmu. Władza najwyższa natomiast ma tej cnoty pilnować. Oczywiście ta władza najwyższa to specjaliści od rządzenia, urzędnicy o wszelkiej mądrości. Tam nie ma miejsca na dyskusje tam należy wykonywać polecenia i najlepiej żeby w administracji byli ludzie spoza tego społeczeństwa, nieuwikłani w żadne z tym spoleczeństwem układy. Władcy bizantyjscy chętnie posługiwali się najemnikami. Z tego wszystkiego już krok do logicznego wniosku że to co jest dobre dla państwa dobre jet również dla jednostki. Jeżeli mimo to jakieś jednostki nie dadzą się wpasować w ten odgórnie wydumany ideał to powinno się jakoś je wyeliminować. Stąd w cywilizacj bizantyjskiej do niesłychanej cnoty jest wyniesiona racja stanu, posunięta do patologii. W cywilizacji bizantyjskiej nikt nie zawacha się przed poświęceniem milionów ludzi jeżeli tego wymaga logicznie przemyślana racja stanu. Wydaje mi się że w cywilizacji łacińskiej ta racja stanu jest jednak jakoś temperowana przez poczucie przyzwoitości. Widać to choćby teraz na przykładzie uchodźców. Co by nie powiedzieć to znajdują oni w Europie obrońców, chociaż chyba jasnym jest że europejska racja stanu wymagałaby bezceremonialnego ich potraktowania. To raczej cywilizacja łacińska broni Indywidualizmu a nawet człowiek który żyje po swojemu jest do pewnego stopnia promowany. Żyje jak chce w swojej własności, jeżeli taką ma, jeżeli takiej nie ma to w cywilizacji łacińskiej do takiej dąży. Jeżeli ma za dużo to wie że nikt mu w imię sprawiedliwości spolecznej tego nie zabierze. To dlatego poziom życia w cywilizacji lacińskiej jest na ogół wyższy niż w innych cywilizacjach. Nie godzę się również z tym co napisałeś o bucu. Mogę kogoś nie lubić, unikać, ale nie mogę mu odmawiać prawa do życia. Zgodzę się że tacy mogą wprowadzać do społeczeństwa jakąś irracjonalność ale trzeba się z takimi liczyć i brać to pod uwagę tym bardziej że czynniki irracjonalne występują w każdej cywilizacji. Tak w skrócie, koniec znaków.
Obserwator
@Mind Service, proszę, chcę w tym krótkim cyklu przedstawić to o czym mówisz oraz wskazać konsekwencje, szczególnie w aspekcie dwóch wcześniejszych wpisów (naszeblogi.pl oraz naszeblogi.pl - kolejność jest bardzo ważna). Niemniej nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków - co do kryterium prawdy, to poziom rozwoju osobowości (jak zobaczysz w wieczornym wpisie) bynajmniej nie determinuje jego sytuowania poza podmiotem poznającym, natomiast warunkuje taką możliwość. Jeżeli chodzi o opis problemu - oczywiście pełna zgoda, natomiast to jaka jest rzeczywistość nie zależy bynajmniej od ilości przekonanych o jej "takości" czy "owakości". Co najwyżej jej opis jest z nią niezgodny. Ale nie uprzedzajmy wypadków, pliiis... Niemniej dziękuję za komentarz,
Mind Service
O co toczy się spór? - O to jak istnieje rzeczywistość. - Obiektywnie czy subiektywnie? Czy wszystko jest względne, czy raczej niezmienne? Idzie tu o problem czy to, co jest dane naszemu poznaniu, jest jakimś odbiciem niezależnie od nas i poza nami, a więc obiektywne istniejącej rzeczywistości, czy też to, co dane w naszym poznaniu, jest tak czy inaczej tworem lub konstrukcją umysłu poznającego, a więc to, co nazywamy przedmiotem poznania, nie istnieje ani poza, ani niezależnie od umysłu poznającego, lecz przeciwnie — jest jego tworem. Niektórzy więc uważają że nie ma obiektywnej prawdy, ani obiektywnych wartości, a także ich ustalonej hierarchii. Zakładają, że istnienie człowieka jako niepowtarzalnej i samoistnej jednostki to jedynie złudzenie. Niestety dotyka także porządku prawnego i zasad istniejących w społeczeństwie. Kto neguje obiektywność rzeczywistości, ten nie liczy się ani ze zdrowym rozsądkiem, ani z faktem, że istnieje prawo karne, które obowiązuje wszystkich obywateli, niezależnie od ich subiektywnych przekonań. Z punktu widzenia logiki, kto twierdzi, że wszystko jest subiektywne, ten popada w sprzeczność, gdyż swoje twierdzenie o subiektywności wszystkiego uznaje za obiektywną prawdę. Kto głosi, że wszystko jest subiektywne, ten powinien uznać, że jego twierdzenie też jest subiektywne i nie może mieć obiektywnej wartości. Przejdźmy jednak do śmiałej tezy przedstawionej przez Autora powyższej notki zawierającej ukrytą sugestię, że kryterium prawdziwości orzekania danego podmiotu jest wprost proporcjonalne do jego „poziomu rozwoju osobowości”. Auto pisze, że "intelekt jest skazany na niepewność, zaś przyjęcie danego porządku poznania jest jedynie kwestią mniej lub bardziej świadomego wyboru", gdyż: "problem nie leży w filozofii, ale w samym człowieku", i dalej: "to zaś wymaga zachowania pewnej hierarchii." Co z tego może wynikać? - Że sposób uporządkowania i stopień rozwoju poszczególnych sfer implikuje postrzeganie rzeczywistości w sposób trwały i powszechnie obowiązujący albo odwrotnie. Lecz nie tylko postrzeganie ale i kreację - jeżeli rzeczywiście człowiek współtworzy siebie i świat, w którym istnieje. A więc im więcej tych przekonanych o zgodności myśli z rzeczywistością tym obiektywne istnienie świata jest bardziej prawdziwe. Czy nie jest to jednak zbyt piękne, aby było możliwe?
Do wpisu: "...Cóż to jest prawda?..." czyli czemu Cywilizacja Łacińska
Data Autor
Mind Service
Czym jest prawda? To pytanie nurtuje ludzkość od bardzo dawna, jednak do dzisiaj nie znaleźliśmy na nie przekonującej odpowiedzi. Cywilizacja Łacińska została zbudowana na filozofii klasycznej, w której centralne miejsce zajmuje klasyczna definicja prawdy. Jak czytamy według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska opiera się na na greckiej filozofii, rzymskim prawie i etyce chrześcijańskiej. Jako jedyna łączy wszechstronny rozwój kategorii prawdy, rozumiany jako metodyczne dochodzenie do poznania obiektywnej prawdy z kategorią dobra, opartą na podporządkowaniu życia społecznego etyce, będącej zbiorem norm postępowania przyjętym przez społeczeństwo. No, OK - tylko nie można tej klasycznej definicji prawdy utożsamiać z prawdą w sensie religijnym. A to dlatego, że religia nie zajmuje się dylematem czy Bóg jest? - religijna prawda oznacza prawość postępowania jako poszanowanie zasad moralnych w łączności z Bogiem, który jest integralną częścią osoby wierzącej. „Prawda" w interesującym nas kontekście oznacza więc pewną znaczącą wartość moralną którą dany człowiek reprezentuje. Katechizm Kościoła Katolickiego podaje, że Jezus Chrystus jest Prawdą (Por. J 14, 6). "Kto w (Niego) wierzy, nie pozostaje w ciemności" (J 12, 46). Uczeń Jezusa "trwa w Jego nauce", by poznać "prawdę, która wyzwala" (J 8, 32) i uświęca (Por. J 17, 17). Pójść za Jezusem oznacza żyć "Duchem Prawdy", którego Ojciec posyła w Jego imieniu (Por. J 14, 26. i który prowadzi "do całej prawdy" (J 16,13). Warunkiem podstawowym jest szukanie prawdy religijnej (Ap 3,20). Należy zatem stwierdzić, że początek autentycznej religii nie jest efektem naturalnej aktywności człowieka, ale dziełem samego Boga. Człowiek, który w sposób naturalny otwarty jest na transcendencję, przyjmuje w akcie wiary Boże objawienie. Każdemu aktowi wiary w objawienie Boże towarzyszy łaska. Według Biblii wiara jest źródłem, osią, „sercem” i ośrodkiem wszelkiego życia religijnego. Wiara chrześcijańska ma oparcie nie w mądrości ludzkiej, lecz w mocy Bożej (por. 1Kor 2,4-5). Nie jest ona zatem zwykłą intelektualną zgodą człowieka na szczególne prawdy dotyczące Boga, lecz jest aktem w pełni osobowym, przez który człowiek w sposób wolny przyjmuje Boga i powierza Mu siebie samego.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Świetnie napisane. " Szukajcie prawdy - ona was wyzwoli. " Już samo dążenie do prawdy jest wartością samą w sobie zwłaszcza w czasach, gdy zewsząd krzyczą- po co komu stare prawdy ? Lepsze są nowe kłamstwa. Pozdrawiam ro z m
Do wpisu: Czy Prezydent Duda odpowie na wezwanie Premiera Orbana?
Data Autor
Zygmunt Korus
Szanowny Obserwatorze! Dziękuję za przekierowanie na blog Janusza Kamińskiego, od którego dostałem zachętę, by tutaj zaglądać. Opłacało mi się, bo lubię teksty trudne, napisane własnym językiem, który, gdy człowiek się wgryzie, łapie się na tym, że ma do czynienia ze stylem. Dlatego nie zgadzam się z Pańskim zamiarem autokorektowania się, żeby coś w wywodzie upraszczać kosztem zdobywania poklasku publiczności. Proszę pisać jak dotąd, czyli po swojemu, pilnować jedynie, by narracja nie miała zbyt dużo hiatusów (brzytew Ockhama). Po ilości wpisów rozumiem, że Pan dopiero na tym forum startuje, ale nie powinien się Pan zubażać poprzez lewarowanie się na popularnym blogu znajomego, czyli gościnną polecankę pod nickiem "jazgdyni"; umieszczony tam tekst proszę wkleić także tutaj, bo to jest Pańska kolejna cegiełka w Jego dorobku. To tutaj winna się odbywać merytoryczna dyskusja o Pańskich pomysłach. Co do propozycji Konstytucji, to docierają do mnie drogą mejlową rozmaite projekty obywatelskie, muszę przyznać, że dość interesujące zarówno co do koncepcji jak i języka, a wszystkie stawiające na fundament duchowy, jakim winna być baza składająca się na system wartości wywiedziony z chrześcijaństwa. Pan też podobnie steruje swój projekt, ale nikt inny nie żąda tak zdecydowanie intronizacji Chrystusa na Króla Polski jako warunek pierwszy. A skąd w tym wypadku ten opór, z jakim się Pan natychmiast spotyka? Bo sekularyzacja to trucizna w głowach milionów ludzi w Polsce i na świecie; to jest proch wybuchowy, który nam podłożyli komuniści, by stale groził eksplozją - rozłamem, straszył katolików i hamował na wejściu jakiekolwiek próby nawracania się, mimo namacalnej, widocznej gołym okiem dookolnej nadchodzącej zguby. Odnośnie tłumacza na jęz. węgierski, to trzeba szukać kogoś raczej tam, aniżeli u nas. Ja nie znam nikogo takiego. Pozdr.