Otrzymane komantarze

Do wpisu: Może przekuć europejski kryzys "nachodźców" na nasz sukces?
Data Autor
Ująłbym to tak, obserwujemy majstersztyk w międzynarodowych działaniach Izraela: za arabskie pieniądze (Arabia Saudyjska, Katar) szkoli i uzbraja Arabów - potencjałem swojego dominium (USA) , ci Arabowie z kolei podrzynają gardła jeszcze innym Arabom... Cząstkowym celem jest niewątpliwie wyludnienie Syrii, najgroźniejszego onegdaj sąsiada. W zasadniczym wymiarze, jest to z kolei wkład Izraela w grubsze przedsięwzięcie globalistów polegające na zdestabilizowaniu państw europejskich , co ma prowadzić do przyspieszenia procesu integracji sypiącej się UE, procesu eliminującego pewne atrybuty suwerenności państw - utrata kontroli nad kształtowaniem struktury społecznej ("kontygenty" multi-kulti), ponadnarodowe siły zbrojne - narazie byłby Frontex, zaraz poźniej Megafrontex etc. Szczerze mówiąc, nie chce mi się pisać. Słuchając tych ćwierć-, pół- i pełnych idiotów, którzy w europejskich telewizajach., w tym w naszej, sprzeczają się jak rozwiązać "skomplikowany problem uchodźców" z trudem powstrzymuję smiech przez łzy, czasem odruch wymiotny, w każdym jednak przypadku opadają mi ręce. --- Co do interesu, o którym pisze Autor - chyba nie wziął Pan pod uwagę, że w realnych warunkach exodusu na kierunku zachód->wschod, nabywany przez nas majątek w błyskawicznym tempie popadać będzie w bezwartościową ruinę i wszyscy bedą o tym wiedzieć. Także potencjalni nabywcy. Powinien Pan to raczej skalkulowac: ile można byłoby na czymś takim stracić? No, chyba, że ma Pan na myśli chęć przeniesienia się do Polski określonej grupy społecznej czy etnicznej i właśnie zaczął Pan budować amtosferę sprzyjającą naszemu wsparciu dla umniejszenia ich strat z tytułu porzucanego majątku... Jeżeli tak, to nieładnie, fe.
Do wpisu: Czy naprawdę zostały nam dwa tygodnie, czyli bunt rozłamowy
Data Autor
Najlepsze wyjście to ... wyjście z Unii :)
C.D. z powodu ograniczenia ilości znaków :) Moim zdaniem sposobów na niesforny trybunał można by znaleźć wiele, ale rząd panicznie boi się opinii światowej (może i słusznie widząc jak USA potrafi "wprowadzić na siłę demokrację" w krajach, które uzna za niedemokratyczne :) Przedłuża się w nieskończoność rozliczenie z dawnymi aferzystami, zadziwiająco unika się niektórych tematów w mediach (co np. z odpowiedzialnością za tzw. akcję scyzoryk?), więc daje się sygnał, że można "szczekać" bez konsekwencji i robić co się chce, a to bardzo zły sygnał. Aferzyści, którzy powinni zaszyć się w norach i siedzieć cicho licząc na to że o nich zapomnimy lub ewentualnie pakować walizki, wrzeszczą na całego i rozbijają się po salonach. Coś mi tu po prostu aż śmierdzi. Wydaje mi się, że w przypadku spraw, gdzie poprzedni rząd jest uwikłany w wiele afer finansowych trzeba uderzyć z tej strony. Trudno jest mówić o zamachu na demokrację, gdy są papiery na szwindle na grube miliony, i tu zachód nie mógłby nic powiedzieć o żadnym zamachu na demokrację, bo chyba mamy jeszcze prawo ścigać zwykłych kryminalistów. Oczywiście do czasu czystki w sądach należy się postarać, żeby doniesienie o przestępstwie wpłynęło do prokuratury nie "zaprzyjaźnionej" z oskarżonym, a w tym czasie dalej czyścić sądy.
Zawarł Pan w swoim artykule wiele kuszących propozycji. Obawiam się jednak, że nie było by to takie proste. Mam na myśli np. ten fragment: "Naturalnie powstają potężne komplikacje: wszystkie orzeczenia i uchwały Trybunału Konstytucyjnego muszą być przejrzane pod kątem tego, czy ów niby-sędzia nie był członkiem składu orzekającego, jak tam z quorum, czy w takiej sytuacji poszczególne orzeczenia są w ogóle w świetle Konstytucji ważne (chodzi o skład orzekający i wyniki głosowania) - ale, do cholery, chyba warto..." A co, jeśli okaże się że z powodu jakiegoś sędziego (a może być tak, że kilku sędziów, przecież większość z nich się sprzeniewierza) nie powinno być w ogóle jakichś przepisów i było wykonywane przez wiele lat prawo, które nie powinno być wykonywane (sądy i policja stosowały prawo, które nie powinno obowiązywać). Ilu ludzi (jak się wtedy okaże) poszło np. niesłusznie do więzienia, albo straciło jakieś dobra czy majątek. Jak to wszystko przejrzeć wstecz, kto zapłaci odszkodowania tym ludziom? No chyba, że można tu zastosować domniemanie zgodności z konstytucją i uznać takie prawo za ważne. Pozostaje wtedy kwestia, co zrobić z prawem które było orzeczone w ten sposób jako "niezgodne z konstytucją"? Co z ludźmi, którzy ponieśli straty z powodu "niewprowadzenia" jakiegoś prawa?
Zdaje się że lepiej Pan to ujął niż ja bym potrafił. Pozdrawiam!
Anonymous
@harakiri Czy aby chodzi o skrępowanie sędziów kodeksem czy o interpretację kodeksu wg zasad marksizmu kulturowego. Nie licząc służbowego i pozasłużbowego podporządkowania osłanianego pozorami niezawisłości. Trzeba wyekstrahować normalnych sędziów i budować równoległą sieć. Starzy adwokaci może pojęliby się trudu. Starym sądom obcinać systematycznie fundusze, niech kończą zaczęte sprawy.
Anonymous
@mada Nadstawiają nasz policzek.
jazgdyni
Jeszcze raz ja. wpolityce.pl "... Zdaniem prod. Pawłowicz, „PO-wskie zbuntowane Rady naśladujące zbuntowany TK, narażają się na przewidziane konstytucją sankcje”: Wg.art.171 ust.3 konstytucji.„Sejm, na wniosek Prezesa Rady Ministrów, może ROZWIĄZAĆ organ stanowiący samorządu terytorialnego, jeżeli organ ten RAŻĄCO narusza Konstytucję lub ustawy”. Organami stanowiącymi samorządów są właśnie rady samorządów różnych szczebli. Oczekuję, że Sejm i Prezes Rady Ministrów podejmą zdecydowane działania dla zatrzymania anarchii państwa dokonywanej przez niepogodzoną z przegraną w wyborach PO i jej sojuszników. Oczekuję rozwiązania Rady Warszawy i Rady Łodzi, jeśli działania nadzorcze wojewodów /mają prawo uchylania nielegalnych uchwał rad/ nie odniosą skutku."
Tekst dobry i ma Pan na ogół rację. Mam jednak pewne wątpliwości co do uchronienia sędziego od wszelkich nacisków. Nie jestem prawnikiem i nie mam takiej wiedzy jak Pan ale stawiając się w roli sędziego to uważam że ma on dwa problemy. Po pierwsze, apelacja. Zawsze będzie nad nim ciążyło widmo że skazany odwoła się i go ośmieszy. Po drugie omyłka sądowa. Zawsze może się okazać że osoba którą uznałem za niewinnego jest niewinna. Są to dwa elementy które umożliwiają nacisk na sędziego i jest to nieuniknione. Czyli w praktyce możemy mówić co najwyżej o niezależności władzy sądowniczej ale nie o niezależności poszczególnego sędziego. Prawdziwą niezależność ma sędzia w systemie anglosaskim bo tam praktycznie nie ma apelacji, sędzia nie jest skrępowany żadnym kodeksem (u nas jest) no i nie podejmuje decyzji o winie czy niewinności oskarżonego, robi to za niego ława przysięgłych. Ale to jest system anglosaski, nasz zaś ma swe źródła w Kodeksie Napoleona.
Obserwator
Witaj, Janusz A niech tych przeciwstawnych wystąpień będzie i pięćdziesiąt rodzajów, wzajemnie sprzecznych - to akurat tylko osłabi argumentację opozycji, że tu oto oni są niezłomni i wierni prawu, bo jak będzie wiele sprzecznych interpretacji, to powstaje zasadne pytanie: ale jakiemu prawu, do cholery, jeżeli sami się nie umiecie zdecydować. Natomiast moim zdaniem sytuacja jest analogiczna do tej, gdy obserwowany pod kątem raka pacjent ląduje na stole z przerzutami - albo natychmiast wycinamy bez względu na doraźne skutki, albo zaszywamy i czekamy na efekt. I tak sądzę, że pozostając bezczynnymi będziemy czekać jakieś dwa tygodnie. Następna faza buntu będzie pewnie dotyczyła finansów: albo podatków albo systemu bankowego - już Rzepliński coś wymyśli.
jazgdyni
Witaj Janku Znając twoją wiedzę prawniczą nie mam wątpliwości, że przeprowadziłeś poprawny wywód. Również pod względem logicznym nic mu nie można zarzucić. Lecz znasz polskie prawo i polski wymiar sprawiedliwości. W kontrze do tego, co proponujesz natychmiast powstanie pięć przeciwstawnych interpretacji, które będą wspierane przez tuzy palestry i "autorytety" typu Zoll, czy Stępień. Dodatkowo, jeżeli mimo tego władze chciałyby egzekwować takie rozwiązanie, to rozlegnie się taki ryk, że wszystko, jak mury Jerycha zacznie się sypać. Operacja złamania korporacji sędziowskiej i samorządowej musi być przeprowadzona precyzyjnie, stanowczo, ale ostrożnie. Nie wątpię, że w końcu do tego dojdzie. I zdaję sobie sprawę, ze sytuacja jest nagląca. Pozdrawiam
mada
Kijowski już powinien siedzieć za niezapłacone alimenty. Rządzący ciągle nadstawiają drugi policzek - zobaczymy do czego to doprowadzi.
mmisiek
To tylko pokazuje jak bardzo błędna jest obecnie prowadzona polityka uległości i jak bardzo rozzuchwala ona wrogów Polski. Afer w ostatnich ośmiu latach było dość aby ich wszystkich posadzić na długie lata, tymczasem nic takiego się nie dzieje, nawet nie wiadomo czy toczą się w tych sprawach jakiekolwiek śledztwa. W rzeczywistości potrzeba tylko dwóch prostych ruchów aby tą całą targowicę z miejsca uspokoić. Po pierwsze odciąć od mediów (inaczej mówiąc nie bać się i zrobić wreszcie z mediami porządek), po drugie zacząć się wreszcie dobierać do ścisłego kierownictwa i jechać w dół. Jeśli PiS szybko tego nie zrozumie to całkiem prawdopodobne, że nie porządzi nawet pełnej kadencji, czyli dokładnie tak jak było owocem podobnie błędnej polityki w latach 2005-2007. Ciągle mam nadzieję, że ktoś tam przeanalizował poprzednią katastrofę, wyciągnął wnioski i po cichu szykuje zdecydowane działania po szczycie i ŚDM. Tyle że ta nadzieja powoli coraz niestety słabsza...
Wyjscie jest bardzo proste. Ale dobrze ze tak sie dzieje to tylko przyspieszy pewne rozwiazania. To jest PiS na reke.
Do wpisu: Bardzo Panu dziękuję, Panie Prezydencie !!!
Data Autor
Obserwator
Co do wagi słów, no cóż: "...Au commencement était la Parole, et la Parole était avec Dieu; et cette parole était Dieu...", tak więc nawet stwarzając świat od czegoś trzeba było zacząć...
NASZ_HENRY
"Tyś jest mój Syn" - 1050-lecie Chrztu Polski youtube.com posłuchajmy jeszcze raz ;-)
Parole, parole, parole...
Do wpisu: "...Cóż to jest prawda?..." czyli Cywilizacja Łacińska cz. 2
Data Autor
Obserwator
Dziękuję za wpis i przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi. Rozumiem, że Cywilizacja Bizantyńska nie kojarzy się Tobie z tym, że każdy ma własną prawdę, bo rzeczywiście rolę określającego prawdę pełni Państwo. Ale pełni ją ono właśnie dlatego, że w społeczeństwie ludzi mających własne, indywidualne "prawdy" (nie "opinie", to kolosalna różnica) potrzebny jest "ktoś", kto powie jak ma być. W Cywilizacji Turańskiej jest tym kimś władca, car, I sekretarz, szef, wszystko jedno. Ale Cywilizacja Bizantyńska wyrosła na gruncie chrześcijaństwa, przy czym ze względu na cezaropapizm nie miał kto władcy świeckiemu zwracać uwagi na błędy etyczne czy moralne (to w Cesarstwie Zachodnim oddzielnie był Cezar i papież, w Bizancjum władza świecka i duchowa była w jednym ręku). W efekcie to co zadecydował władca, było z konieczności moralne (oczywiście upraszczam, ale nie o historię Cywilizacji Bizantyńskiej tu chodzi). A ponieważ władca reprezentował Państwo i decydował w imieniu Państwa, no to dla ludzi ukształtowanych mentalnie w tej cywilizacji stało się to normą. Tak więc prywatnie każdy może mieć własną "prawdę", ale w życiu publicznym "prawdę" wyznacza Państwo. Prof. Koneczny nazwał to zresztą nawet "dwójmyśleniem". A co do "buca" - czy rzeczywiście zawarłem gdzieś coś mogącego stawiać tezę, że ja odmawiam mu prawa do życia? Są tacy i trudno, problemem społecznym się stają wtedy, gdy zaczynają dominować i uzyskują przewagę ekonomiczną (zresztą ostatnie 70 lat polskiej historii chyba wystarczająco tego dowodzi - a ostatnie osiem już z pewnością...).
Do wpisu: Dziś o bieżączce, czyli czy ktoś w ogóle zarządza ryzykiem?
Data Autor
Obserwator
Doskonałą poszlaką przemawiającą za celowym działaniem jest taki właśnie rozwój sytuacji (rozmycie w bałaganie i wielość spójnych narracji). Jeżeli chodzi o wariometr - w sytuacji gęstniejącej mgły i intensywnej kondensacji zmiana ciśnienia w funkcji malejącej wysokości może być zakłócona, więc i wskazania mylne, natomiast (o ile w tym zakresie któryś z raportów jest prawdziwy) wydaje się, że cały czas był dokonywany odczyt z radiowego - dlatego wysokość się chyba dwa czy trzy odczyty ustabilizowała - z osi czasu i odległości wynikałoby że chyba pokrywałoby się to z wejściem nad początek jaru i lotem nad opadającym stokiem, ale pewności nie mam. Obrócenie znaku drogowego o niebezpiecznym zakręcie na oblodzonej drodze może zupełnie skutecznie zastąpić bombę... A co do odejścia - podjęli decyzję o odchodzeniu, ale nie wiedzieli że są nisko, w bok i na zniżaniu, kiedy więc przeciwny stok jaru zaczął się gwałtownie podnosić (a więc wysokość do ziemi maleć), to mogło być już za późno, pytanie ile mieli czasu, ile mieli mocy do dyspozycji, na jakiej wysokości rzeczywiście się znajdowali etc. Dużo pytań... Jest jeszcze jeden wątek: jak się zachowują silniki Tu-154 po długotrwałym locie, zmniejszeniu o obrotów na zniżaniu i nagłym wrzuceniu mocy startowej. Min. Macierewicz wspominał dziś na Komisji ON o świadkach mówiących o ogniu, dymie i trzaskach wydobywających się z silnika. A pamiętacie Iła62, który spadł na Okęciu? Te same silniki Sołowiow D30KU (zresztą z wadą ułożyskowania sprężarki wynikającą ze zmniejszenia ilości wałeczków o połowę, co było powodem katastrofy "Tadeusza Kościuszko" w Lesie Kabackim). Czy jest możliwe że w naszym Tu-154 były w dalszym ciągu te silniki z tą wadą i akurat w tym momencie łożysko nie wytrzymało obciążenia? A ktoś to na serio badał?
Admin Naszeblogi.pl
Wszystko zgoda. Chodzi o podejście, bo samobójcami by musieli być, żeby GPS-em celować w próg pasa, choćby przy "dobrych" współrzędnych. Takie systemy są dopiero w opracowania. Ale czy na pewno chcieli tylko do 100 m czy jednak niżej, to kwestia otwarta moim zdaniem. Złamali procedury, nie odskoczyli po pierwszym odczycie 100 m, nie widząc ziemi, tylko dalej coś kombinowali. Pomijając fakt, że nie odczytywali baro, tylko radiowy, myśląc, że lecą poziomo? Ale nie patrzyli na wariometr z kolei, który pokazywała, że mimo tych samych odczytów wysokości radfiowej jednak schodzą w dół (jaru)? Ale też jeśli szukać zamachu, to właśnie m.in. tutaj. Zamach "rozproszony": tu zachachmęcony układ współrzędnych, tu błędne komunikat na kursie i ścieżce, tam coś itd. Wcale nie trzeba materiałów wybuchowych żeby sprowadzić samolot na ziemię przy braku widoczności. Ale bez "pomocy" pilotów niestety się nie obędzie..
Obserwator
Zgadam się, nie mieli prawa lądować na GPS. Ale nie znam nikogo, kto podjąłby się lądowania "na GPS" i jest całkowicie wykluczone żeby to robili: a) jest to wyłącznie przyrząd pomocniczy; b) nic nie wskazuje na to, że w ogóle zamierzali lądować a nie wykonać podejście do wysokości decyzji. Co do różnic układów współrzędnych: jest to elementarza nawigacyjny, ostatecznie Polska dopiero w latach 90tych przeszła z SK42 na WGS84. Natomiast na danych lotniska Siewiernyj (tym dokumencie, co to faksem przyszedł) są podane współrzędne pasa BEZ OZNACZEŃ, czyli (zgodnie z normą w lotnictwie) tak jakby były w układzie WGS84 - a tymczasem były w starym systemie SK42. Ich wprowadzenie do GPS pracującego w systemie WGS84 powodowało, że w modelu przestrzeni na którym operował system TAWS, teoretyczne lotnisko było przesunięte w stosunku do rzeczywistości o 160 m w kierunku z którego leciał samolot i 40 m na południe ORAZ znajdowało się 60 m niżej niż naprawdę. Gdyby na faksie przy podanych współrzędnych była informacja "SK42", można byłoby to spokojnie przeliczyć na współrzędne w WGS84. Ale jej nie było...
Admin Naszeblogi.pl
Ban za kłamliwe oskarżenia nie mające żadnego potwierdzenia w rzeczywistości.
Admin Naszeblogi.pl
Nie mieli prawa lądować "na GPS". A niewykluczone, że tak zrobili. A tych różnic układów współrzędnych oczywiście nie znali. Nie przypuszczali nawet, bo na mapkach podejścia to nie było zaznaczone. Trzeba było znać wojskowe rosyjskie procedury lotnicze, żeby to wiedzieć.
Obserwator
A to sorki, jakoś mi umknęło. Bez urazy ale mam alergię na trolle i stąd pewnie nadinterpretacja treści wskutek specyfiki prezentowanej formy.
A o co chodzi? Przecież mój wpis jest całkiem na poważnie i w dobrej wierze pisany.