Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dług, którego nie da się spłacić.
Data Autor
sake2020
@mjk1..Zarzuca mi pan nieuczciwość? W czym? A skąd ja zwykły komentator nawet nie należący do żadnej partii mam wiedzieć jakie zdanie ma PiS w kwestii długu?Najlepiej chyba pytać u źródła czyli w ministerstwie skąd się dług wziął,a nie co o tym myśli PiS czy pan Kuźimuk.To nie o panu napisałam,że w komentarzu do mnie przypisuje PiS-owi bankructwa ,bezrobocie ,zadłużenie.tabuny przyjmowanych imigrantów nie widząc żadnych win w innych partiach. Więc może ów bloger zaspokoi ten nurtujący pana problem długu.Ja nie biję piany tylko szukam przyczyn śledząc bieżące wydarzenia i doniesienia a nie skupiam się tak jak wy na atakowaniu PiS-u.Każdy dzień przynosi wiadomości o niegospodarności,złych decyzjach, marnotrawstwie środków albo ich nadużywaniu niepotrzebnie.Są i wiadomości niepokojące świadczące o postępującym reżimie,cenzurze i bezkarności aferzystów będących blisko władzy i wrzenie w obozie władzy.To wszystko wpływa na kondycję państwa i wiąże z rosnącym długiem. W czym więc jestem nieuczciwa,że to widzę i przytaczam?
mjk1
Uczciwie do końca Droga Danusiu. Jeżeli o mnie chodzi to nie napisałem i nigdy nie twierdziłem, że PiS doprowadził do bankructwa miliony firm, czy podporządkował Polskę Niemcom. Napisałem natomiast tylko to, co jest prawdą. PiS dokładnie tak samo jak PO zadłużał Polskę a Morawiecki zgadzał się na ustępstwa wobec Urszuli von der Leyen wbrew stanowisku swojego rządu. Natomiast Pan Kuźmiuk nigdy nie odpowie na to pytanie, bo dokładnie tak samo jak cały PiS nie ma tego w swoim programie. Wypada być precyzyjnym. Elementarna uczciwość tego wymaga Droga Danusiu.
Alina@Warszawa
"Jak wyjść ze stanu niewolnictwa" (...) Polityka to jest zero rozsądku, to jest tylko czysta emocja. I to jest ten rak, który nas zżera.Rafał Otoka Frąckiewicz wyskoczył z informacją, że za jedną z ustaw w 2020 roku zapłacono 4 razy po 300 tysięcy, to paru moich przedsiębiorców przyszło, ty znasz Otokę, weź niech się dowie, komu trzeba zapłacić, to my się zrzucimy. (...)
sake2020
Skoro pan Kuźmiuk nie pomógł w kwestii długu to pozostają wrogowie PiS-u którzy przecież najlepiej wiedzą co w PiS-e ,,piszczy''.Ja już kilka dni temu zostałam oświecona na NB, że to PiS zadłużył Polskę,.doprowadził do bankructwa miliony firm, podporządkował Polskę Niemcom. Więc lpgika nakazuje by już nie szukać odpowiedzi.Ułatwiłam? 
Alina@Warszawa
Czy Ty @mjk1 wyraziłeś zgodę na zaciągnięcie tych wszystkich kredytów?! No to je spłacaj! Ja nie podpisałam żadnej umowy kredytowej, więc nie mam zamiaru spłacać długów, jakie zaciągnęli jacyś cwaniacy, którzy w dodatku z każdego takiego długu mają niezłe obrywy jak sądzę (niestety nie jestem w stanie tego udowodnić, ale chyba wiesz, że taka zasada jest stosowana przy wszystkich niemalże umowach podpisywanych przez polityków?). Pomijam zdanie pewnego profesora w TVwPolsce24, który twierdzi, że większość rządzących polityków, to niemiecka agentura wykonująca niemieckie polecenia w niemieckim interesie, a 80% mediów jest w niemieckich rękach. Jak na razie nikt oprócz Brauna nie ma odwagi mówić wprost o "żydowskiej" agenturze, która opanowała Polskę i wysysa ją bez żadnych oporów moralnych i karnych.Nie wiem w jakim Ty świecie żyjesz, że uważasz obecne zniewolenie Polski za pomocą kredytów za coś legalnego. Nie widzisz info o naszych "zasobach" złota, którego wartość jest rzędu dziury budżetowej, czyli praktycznie nie mamy złota! Prezes NBP nie chwali się gdzie to złoto konkretnie stacjonuje, bo na pewno nie ma w Polsce 100% polskich zasobów złota. @mjk1 - zdejmij sobie klapki z oczu i przeczyść uszy, bo nie masz pojęcia co się dzieje wokół!
mjk1
Pan Kuźmiuk pisze tylko, że PO nas zadłuża i to jest fakt. Zapytany jednak, jaki PiS ma pomysł na zatrzymanie długu, milczy jak zaklęty. A ten program PiS: "Czas pokoju. Program Polaków". przeanalizowałem bardzo dokładnie i nie znalazłem nawet wzmianki o jakimkolwiek pomyśle na zatrzymanie naszego zadłużenia. Jeżeli coś pominąłem, lub przeoczyłem, to mnie oświeć Droga Danusiu.
sake2020
To pytanie do mnie? Nie tracąc energii na niepotrzebna dywagacje odsyłam do wpisów posła PiS Z.Kuźmiuka na NB, on szeroko informuje o problemach gospodarczych i finansowych Polski. Może program PiS ,,Czas Polski.Program Polaków' budowany w oparciu o konsultacje społeczne, w oparciu o konwencje i weryfikację pomysłów da panu odpowiedź a nie ja ,,bezkrytyczna'' a więc mało wiarygodna zwolenniczka? 
mjk1
Droga Alino, to co piszesz, to zabawa w piaskownicy z historią i ekonomią, nie realna polityka.Po pierwsze, powoływanie się na Niemcy z 1939 roku jako „wzór spłaty długu” jest nie tylko historycznie fałszywe, ale i moralnie i politycznie absurdalne! Tamta „metoda” polegała na agresji, grabieży, mordzie i okupacji. Zero prawa, zero umowy, zero ekonomicznego sensu. Współcześnie żadna suwerenna demokracja nie może ani nie powinna czerpać inspiracji z masowych zbrodni wojennych.Po drugie, „unieważnienie wszystkich kredytów z dnia na dzień” to nie realna polityka, to ekonomiczny samobój.- Banki nie „znikną” - upadną, ale w chaosie upadnie cała gospodarka.- Firmy i konsumenci, którzy mają legalne zobowiązania, zostaną wyrzuceni na bruk, co spowoduje falę bankructw, bezrobocia i biedy.- Polska natychmiast straci dostęp do międzynarodowych rynków finansowych - nikt nie pożyczy złotego ani euro po tym, jak państwo zrobi „reset” na prawo i lewo.Po trzecie, mityczne „banki niemieckie” i „odsetki mld zł rocznie”. Najpierw sprawdź fakty Moja Droga. Polska obsługuje swój dług na normalnych zasadach rynkowych i zdecydowana większość zobowiązań to obligacje skarbowe w złotych dla krajowych inwestorów lub w euro dla rynków międzynarodowych. Nie ma tu żadnego tajnego spisku, w którym Polacy „utrzymują niemieckie banki”.Reasumując: Twój pomysł to dziecinna fantazja w stylu „wyrzućmy wszystkie kredyty, niech żyje chaos”, nie polityka gospodarcza. Realna restrukturyzacja długu wymaga negocjacji z wierzycielami, rozłożenia spłat w czasie, ewentualnego umorzenia części zobowiązań w sposób uporządkowany i ostrożnego użycia narzędzi prawnych i finansowych, tak jak w Niemczech 1953, USA po 2008 czy Japonii przez dekady.Polityka „władza to ja i wszystko unieważniam” to krajowy samobój ekonomiczny, a nie rozwiązanie problemu.Ekonomia nie działa na zasadzie „wystarczy chcieć”. To nie jest gra w piaskownicy, realne konsekwencje są brutalne i natychmiastowe. Rada dla Ciebie Droga Alinko i to jest dobra rada: natychmiast odstaw lekarstwa, które bierzesz, bo Twój lekarz (Braun) naprawdę Cię okłamuje.
mjk1
Po pierwsze, porównanie do Grecji jest trochę mylące Mrówka.Grecja w kryzysie finansowym nie została „dojona, żeby upaść”, tylko znalazła się w sytuacji, w której dług państwowy był wyższy niż możliwości gospodarki, a błędy w zarządzaniu i brak reform wcześniej pogłębiły problem.Nie było żadnego „cynicznego planu”, żeby rozbić państwo. Był mechanizm rynkowy: jeśli dług jest bardzo wysoki, koszty obsługi długu rosną, inwestorzy żądają coraz wyższych odsetek, państwo nie może finansować wydatków i wówczas musi wybierać między reformami, pomocą międzynarodową lub bankructwem. To prosta matematyka długu, nie spisek.Po drugie, w przypadku Niemiec 1953 faktycznie potrzebna była wola wierzycieli, bo nie można było im po prostu „zabrać” pieniędzy. Ale wtedy interes wierzycieli był długoterminowy: bardziej opłacało im umorzyć część długu i pozwolić krajowi się odbudować, niż naciskać do granic możliwości i stracić wszystko.Dziś w przypadku Polski nie ma powodu sądzić, że wierzyciele chcieliby nas „doprowadzić do upadku”. Działają według rynku: chcą, żeby dług był obsługiwany i spłacany terminowo. Problem pojawia się dopiero, gdy relacja długu do PKB staje się niebezpieczna, wtedy rynek może żądać wyższych stóp, a państwo musi ostrożnie zarządzać finansami.Wniosek rzeczowy:Nie chodzi o to, że „ktoś nas doji”, tylko że trzeba zarządzać długiem tak, aby nie powtórzyć scenariusza Grecji. Monitorować relację długu do PKB i wpływy budżetowe. Zapewnić płynność finansową państwa. Unikać nadmiernej koncentracji ryzyka u zagranicznych inwestorów. Prowadzić reformy zwiększające odporność gospodarkiInnymi słowy, pytanie nie jest o spisek, tylko o odporność systemową Mrówka.
Alina@Warszawa
Spłacenie długów, które niby mamy, zaciągnięte nie wiadomo przez kogo na nie wiadomo na co, a przede wszystkim u KOGO, są bardzo łatwe do spłacenia w jednej chwili. Otóż najbardziej skuteczna jest metoda zastosowana przez Niemców w 1939. Wystarczy, żeby władzę w Polsce przejęli ludzie, którzy nie boją się radykalnych ruchów. Wystarczy unieważnić wszystkie kredyty, długi, które były zaciągnięte przez poprzedników. One wszystkie były zaciągnięte bez zgodny Narodu na wydatki, które nie dotyczyły Polaków. Koniec kropka. Można by też usiłować uzasadniać taki krok odzyskaniem reparacji wojennych, bo podejrzewam, że to "niemieckie" banki są utrzymywane przez Polaków za odsetki mld. zł rocznie jako spłata "odsetek". 
Mrówka
@mjk1 - Cyt: "robiono coś niezwykłego:- umorzono ok. 50% długu zagranicznego- resztę rozłożono na dekady- spłaty powiązano z nadwyżką handlową (czyli: płacisz tylko, jeśli cię stać)- zablokowano możliwość wyciskania kraju przez wierzycieli"Do tego potrzebna jest wola wierzycieli, t.zn. tych co cynicznie doprowadzili dany kraj do zadłużenia. W stosunku do Polski obowiązuje zasada, że "dopóki krowa stoi na własnych kopytach, trzeba ją doić". Istnieje jeszcze jeden cel, o którym się głośno nie mówi - spłata poprzez likwidację Państwa i rozbiór jego terenów. Przedsmak doświadczyła Grecja.
mjk1
I to jest fantastyczne pytanie Danusiu. A uważam to pytanie za niewykonalne z jednego powodu. Żadne z ugrupowań nie porusza tego problemu w swoich programach a raczej w tym, co oni nazywają programami. Do Ciebie więc mam osobiste pytanie. Jako bezkrytyczna zwolenniczka PiS-u napisz gdzie w swoim programie, czy gdziekolwiek, ktokolwiek z PiS i kiedykolwiek, choćby wspomniał o konieczności rozwiązania problemu długu naszego państwa? Żebyś nie traciła energii na niepotrzebne dywagacje, nie pisz, że Koalicja też nie ma na to pomysłu, bo nie ma.
sake2020
Dlaczego pan stawiając pytanie uważa je za niewykonalne, utopię a już z pewnością niewygodne? Tonący brzytwy się chwyta a przecież my toniemy w długach.
mjk1
Oj widać, że nie za bardzo uważała Pani na lekcjach religii. W szkole faktycznie o tym nie uczyli. Jubileusz, to nie jest współczesne słowo ekonomiczne, tylko bardzo stare pojęcie biblijne. Słowo „jubileusz” pochodzi  od nazwy baraniego rogu, w który dęto, ogłaszając szczególny rok w Izraelu. Dęciem w ten róg ogłaszano początek: Roku Jubileuszowego.Co się wtedy działo?Darowano długi. Niewolnicy za długi odzyskiwali wolność, Ziemia wracała do pierwotnych właścicieli a cały system majątkowy był resetowany. To nie było święto. To był mechanizm gospodarczy zapisany w prawie.Co 49 lat następował systemowy reset narastających nierówności i zadłużenia. Roku Jubileuszowego nie należy mylić z rokiem szabatowym, który następował co 7 lat, o czym pisałem we wcześniejszych wpisach.Użyłem słowa „jubileusz” w kontekście długu, nie jako metafory, tylko dosłownie historycznego rozwiązania tego samego problemu. Uważam, że  to słowo jest bardziej trafne, bo starożytni mieli nazwę na coś, na co my dziś nie mamy nawet pojęcia.My mówimy inflacja, QE, restrukturyzacja, oddłużanie systemu. Oni mówili po prostu jubileusz.
tricolour
Bo jednym ze znaczeń jest "czas pojednania".
Teresa Bochwic
Dlaczego to się nazywa jubileusz? zupełnie tego nie rozumiem
Do wpisu: „Nie da się” - najdroższe zdanie w polskiej gospodarce.
Data Autor
spike
W kwestii pracownika japońskiego, ten nasz biznesmen z Japonii, powiedział jeszcze jedną ważną rzecz, źle się widzi pracownika, który często zmienia pracę, tam obowiązuje lojalność, oddanie firmie, szefowi, nawet nikt nie domaga się podwyżek, szef sam o tym decyduje, kogo nagrodzić.Co do Polski jeszcze wcześniejszej za PRLu, z innowacyjnością i rozwojem naukowym było różnie, można znaleźć historię np. pewnego informatyka, który został świniopasem, biznesmena Kluski i podobnych firm komputerowych, które miały możliwość zawładnąć Europę w komputeryzacji itd. złośliwym paradoksem jest, że przedstawiciel tego lewactwa jest stary komuch Czarzasty, czego nikt się nie spodziewał.
mjk1
Twój komentarz Spike, bardzo dobrze pokazuje dwie kluczowe rzeczy.Po pierwsze - kultura organizacyjna. To, o czym piszesz na przykładzie Japonii, czyli utożsamianie się pracownika z firmą, włączanie załogi w ocenę produktu, zbieranie uwag przed i po prototypie, to jest dokładnie ten mechanizm, który miałem na myśli. W Polsce on miejscami istnieje, ale rzadko jest systemowo wykorzystywany jako stały element procesu tworzenia i ulepszania produktu. Tam jest normą, u nas - raczej wyjątkiem zależnym od konkretnego szefa i zespołu.Po drugie - kwestia ochrony patentowej i otoczenia prawnego. To jest bardzo poważna bariera, o której rzadko się mówi. Jeśli przedsiębiorca boi się, że jego pomysł można łatwo zablokować formalnie, że procedury są długie i kosztowne, a ochrona w praktyce słaba, to naturalne jest, że woli działać w innym kraju. W takiej sytuacji innowacyjność jest hamowana nie przez brak pomysłów, tylko przez brak pewności prawnej.Czyli znów wracamy do tego samego wniosku: potencjał ludzki i organizacyjny w Polsce jest, ale zbyt często nie ma on odpowiedniego wsparcia systemowego, ani kulturowego w firmach, ani prawnego w państwie.
spike
Nie zgadzam się, że w Polsce "nie da się", gdzie się opłaca, da się. Słuchałem wywiadu polskiego przedsiębiorcy, który mieszka na stałe w Japonii, Opowiadał jak tam wygląda proces produkcyjny i innowacyjny, najciekawsze jest jedno, tam pracownik utożsamia się z firmą, w której pracuje, "interes firmy, jest jego interesem", firma projektuje nowy produkt, nim dojdzie do produkcji, w ocenie, uwagi etc., włączona jest załoga, każdy pracownik zgłasza swoją opinię, uwagi itp. do specjalnej urny, a które potem są analizowane przez zespół projektowy, po wykonaniu prototypu, znowu załoga ocenia, go, zgłasza poprawki etc. Znamienne jest, że to wszystko robią "za darmo".Sądzę, że podobnie jest w Chinach czy Korei Płd. ......Inny polski przedsiębiorca, opowiadał o polskich warunkach, są fatalne szczególnie pod względem ochrony patentowej, w innych krajach jest łatwiej i taniej, co skutkuje ilością patentów, Polska daleko w tyle. Jeszcze jedno, brak ochrony polskich patentów, które można w prosty sposób zablokować, co robi zachodnia konkurencja, wystarczy zgłoszenie jakiś detali, byle co, cały proces ochrony zostaje wstrzymany, a tym samym produkcja, nikt nie analizuje słuszności zastrzeżeń, gość podawał przykłady z Polski, a wszystko dzięki szpiegostwu przemysłowemu na różnych poziomach, od wyszukiwarek zaczynając, po AI, okazuje się, że wynalazcy korzystają z tego narzędzia, okazuje się, że zostaje ślad, który można wyłuskać i wykorzystać, o tym mówiła Rzecznik Patentowy.
kra
Fajnie, tylko jakie w Chinach mają koszty energii a jakie w Europie a w szczególności w Polsce? Krótko mówiąc jaka jest opłacalność produkcji w Chinach i u nas? Może od tego trzeba zacząć? No i przepisy.
mjk1
Zgadzam się w całej rozciągłości - problem wyludniania się Polski jest realny i dramatyczny, a spadek dzietności tylko go pogłębia. Imigracja może pomóc w krótkim okresie, ale nie rozwiąże strukturalnego problemu.Dlatego kluczowe jest stawianie na technologię, automatyzację i robotykę, ale to wymaga długofalowej strategii: wykształconych pracowników, odpowiednio przygotowanych menedżerów i planowania wykorzystania nowych technologii już od szkoły.Zgadzam się też, że edukacja powinna przygotowywać młodzież do realiów technologicznych i gospodarczych, a nie skupiać się na ideologicznych modach, które nie dają praktycznych kompetencji. To samo dotyczy uczelni wyższych, powinny być miejscem tworzenia wiedzy i kompetencji, nie politycznych przepychanek.Krótko mówiąc: Polska stoi przed wyzwaniem strategicznym, które wymaga odpowiedzialności, planowania i inwestycji w kompetencje, a nie tylko walki politycznej.
sake2020
Stoimy przed dramatycznym problemem wyludniania się Polski. Wskażnik dzietności w porównaniu z rokiem ubiegłym spadł o 0,3%.Tak więc  problem ,że ,,się nie da'' rozszerzy się o to że nie będzie komu pracować. Czeka nas wyścig z czasem,  decydenci sądzą ,że imigracja to rozwiąże. Na to chyba nie można zbytnio liczyć,więc trzeba postawić na technologię,na automatyzację,na robotykę.To nie jest wyzwanie obliczone na szybki sukces. Trzeba rzeczywiście wykwalifikowanych pracowników i zarządzających a także przygotowywać się do wykorzystania robotów. Już od szkoły powinno się przygotowywać młodzież do nowych zdobyczy nauki a nie organizować tęczowe piątki,jakieś warsztaty nic nie wnoszące czy edukację zdrowotną i naukę feminatywów. Uczelnie wyższe nie mozna traktować jak miejsce do uprawiania polityki co teraz widzimy. Dziwi,że do tej sytuacji rząd podchodzi tak beztrosko,a walka z opozycją stanowi jedyny punkt działań.
mjk1
Twój komentarz dotyka bardzo ważnej rzeczy, o której często się zapomina.Zgadzam się, że „chiński efekt” to nie tylko technologia, ale przede wszystkim kadry, sposób myślenia, przygotowanie zawodowe i stosunek do pracy. I że za każdą automatyką czy organizacją stoi człowiek.Różnica, o której pisałem, nie polega jednak na tym, że w Polsce nie ma bliskości między inżynierem, zakładem i odbiorcą, bo faktycznie w wielu firmach ona istnieje. Problem polega na tym, że zbyt rzadko przekłada się to na realną decyzyjność i szybkie wdrażanie zmian w produkcie.Często działa to tak, jak napisałaś: „robię to, za co mi płacą”. W Chinach natomiast bardzo silnie działa kultura ciągłego poprawiania i oczekiwanie, że produkt ma być lepszy za kilka miesięcy, nie za kilka lat i że każdy w tym łańcuchu ma w tym swój udział.Czyli mechanizm formalnie mamy podobny. Różnica leży w tym, jak jest wykorzystywany w praktyce, jakie są bodźce i jakie są oczekiwania wobec ludzi na każdym poziomie.
mjk1
Masz rację Hornblower, że montownie i firmy zagraniczne same nie będą tworzyć polskich innowacji, bo ich interes to montaż i eksport, a nie własne marki czy produkty. Państwowe firmy też rzadko są w stanie wprowadzać przełomowe zmiany, bo cierpią na biurokrację i brak odpowiedzialności. Słusznie wskazujesz, że wiele z nich jest fatalnie zarządzanych i zniechęca innowatorów biurokracją. Jednak nie wszystkie państwowe firmy są skazane na porażkę. W sektorach strategicznych (np. energetyka, baterie, niektóre kluczowe materiały) państwowe firmy mogą być narzędziem wspierania start-upów, finansowania ich lub wchodzenia w partnerstwa. Państwowe firmy same nie będą źródłem innowacji, ale mogą pełnić rolę „platformy startowej”, jeśli odpowiednio zmienimy system motywacji, finansowania, czy mądrego zarządzania. Obajtka pamiętasz? Jak rozwinął Orlen za co jest dzisiaj ścigany. Państwowe nie zawsze znaczy złe.Prawdziwe innowacje powstaną wg mnie przede wszystkim w MŚP i start-upach, prowadzonych przez ludzi z pomysłami i świeżym spojrzeniem, którzy mogą szybko testować i ulepszać produkty. Montownie i doświadczenie zagranicznych firm mogą być dla nich natomiast wartościowym laboratorium do nauki.Masz całkowitą rację, że to właśnie systemowe bariery w Polsce powodują, że ludzie zakładają firmy za granicą: nadmierna biurokracja, niejasne przepisy, niekompetentni urzędnicy i wolny, nieprzewidywalny wymiar sprawiedliwości. To nie jest kwestia braku talentu ani pomysłów. Problem leży w otoczeniu, które zniechęca do ryzyka i innowacji.Dlatego jeśli chcemy, żeby w Polsce powstawały firmy wprowadzające „chiński efekt” w praktyce, trzeba uprościć prawo, ograniczyć represyjność państwa i stworzyć przyjazne warunki dla MŚP, tak aby ludzie mogli testować, poprawiać i skalować swoje produkty bez strachu, że system ich zablokuje na każdym kroku.W skrócie: potencjał jest, ale bez zmian w otoczeniu prawnym i administracyjnym, nawet najlepsi innowatorzy będą wychodzić za granicę.
sake2020
Narzeka pan na brak reakcji komentatorów.No cóż nie wszyscy są wciągnięci w realia chińskiej gospodarki,a więc nie mają skali porównawczej a może zabrakło ,,Danusi'' której zawsze można dokopać bez względu na to co napisze. Chiński efekt sukcesu to nie tylko technologia,ale i kadry. oraz sposób ich doboru Nie chodzi mi o dyspozycyjność,sle o sposób myślenia,przygotowanie i stosunek do pracy, otwarcie się na innowacje oraz wykształcenie w zawodzie. Nie sądzę,że w polskich zakładach króluje pojęcie,,nie da się'' tylko raczej ,,robię to za co mi płacą'.Oczywiście nie jest to powszechne,ale spotykane. Ale nie zgadzam się z twierdzeniem-,,organizacja pracy decyzyjność i co najważniejsze bliskość między inżynierem -fabryką (zakładem pracy)-odbiorcą jest mechanizmem który z powodzeniem możemy zastosować w Polsce. On już od dawna w Polsce funkcjonuje a od kierownictwa i załogi zależy jak go realizujemy.Za technologią,automatyką i tak zawsze stoi człowiek.