Otrzymane komantarze

Do wpisu: Nie damy wam legitymacji. Zbudujemy nowe państwo
Data Autor
VivaPalestina
TW Tezeusz Cwel "Rus gówno W twojej roSSji wybierasz  w swojej armii czerwonej swego ukochanego osranego bandytę putlera. Dlaczego uciekłeś z Polski dupa paliła czy pukali o 6.00. Starcze ?" Przecież ty pojebany jesteś kapusiu ::) Ja pierdole... Co za debil...
Tezeusz
@Rus gówno W twojej roSSji wybierasz  w swojej armii czerwonej swego ukochanego osranego bandytę putlera. Dlaczego uciekłeś z Polski dupa paliła czy pukali o 6.00. Starcze ?
mjk1
Uczciwie do końca Droga Aniu.  Zgodnie z zasadą w październikowych nie brałem udziału. Jak zobaczyłem, co wyprawiają ci co wygrali, to w następnych, które akurat nie miały znaczenia, byłem jednym z pierwszych w lokalu wyborczym. I oczywiście w prezydenckich też uczestniczyłem i w pierwszej turze nie głosowałem na Nawrockiego.
sake2020
@mjk1.....A czy teraz w tych wyborach - w pażdzierniku i późniejszych  prezydenckich brał pan udział pomimo tego ,że uważa je za element układu zamkniętego? 
mjk1
Jak Ci pisałem Viva, że nie zawsze masz rację, to zaprzeczałeś. Teraz sam to udowodniłeś. Tym razem wyszło na moje. Jak z krasnoludkami.
VivaPalestina
mjk1 "Na żadną. Nie uczestniczę w tym systemie. Nie uznaję tych zasad gry." Jakbym sam napisał :) Dwa razy byłem na wyborach. Pierwszy raz w 1985 roku (jestem usprawiedliwiony bo byłem wtedy żołnierzem i musiałem). A drugi raz jak Andrij Dudajło startował na 2 kadencję. Poświęciłem się i z bólem doopy oddałem głos na Trzaskowskiego.
Do wpisu: Kto ma instytucje, ten ma władzę. Czas na nowe zasady
Data Autor
mjk1
To trafna obserwacja Droga Aniu, bo rzeczywiście, jeśli Polska ma wyjść z obecnego kryzysu państwowości, nie może dłużej udawać, że prezydent to ceremonialna figura bez znaczenia. Potrzebujemy głowy państwa, która nie tylko korzysta z prerogatyw, ale aktywnie broni interesu narodowego, również na arenie europejskiej. Przyszły prezydent musi jasno powiedzieć: Polska nie jest krajem drugiej kategorii, któremu się coś każe. Polska ma prawo mieć własne zdanie, własny interes i własny głos, nawet jeśli nie pasuje to brukselskiemu establishmentowi. W tym kontekście warto docenić działania tych europosłów, którzy w ramach EKR próbują tworzyć realną przeciwwagę wobec ideologicznej dominacji UE. Ale to nie wystarczy. Polska polityka zagraniczna musi być spójna, pewna siebie i konsekwentna, a kluczową rolę w tym może odegrać prezydent, zwłaszcza w obliczu ograniczania suwerenności przez kolejne inicjatywy UE: Zielony Ład, migracyjne przymusy, ingerencje w wewnętrzne sprawy państw członkowskich. Problem jednak jest znacznie głębszy. Zdradliwe głosowania europosłów przeciwko własnemu państwu to nie tylko sprawa lojalności, ale objaw znacznie poważniejszej choroby systemowej. To efekt tego, że polskie państwo nie funkcjonuje jak spójny, sprawny organizm, tylko jak zbiór rozproszonych wpływów, niejawnych lojalności i instytucji pozbawionych tożsamości. Dlatego właśnie ten cykl wpisów nie dotyczy wyłącznie kwestii europejskich, ani tylko relacji z UE. To cykl o naprawie państwa jako całości, od jego ustrojowego fundamentu, przez instytucje, aż po kulturę polityczną i mechanizmy odpowiedzialności. Prezydent, nawet najlepszy, nie naprawi państwa w pojedynkę. Ale może być iskrą, inicjatorem procesu, który Polacy dokończą, jeśli zrozumieją, że prawdziwa niepodległość nie polega na tym, by mieć flagę i hymn, lecz sprawne instytucje, niezależne sądy, wolne media i lojalne elity. Dlatego warto mówić o roli prezydenta. Ale jednocześnie trzeba pamiętać, to tylko wierzchołek góry lodowej. Rdzeń problemu to państwo jako takie. I temu właśnie poświęcony jest cykl moich wpisów: jak to państwo naprawić, by znów było nasze.
sake2020
@mjk1.......Tyle że trzeba postawić krok dalej.Ktoś musi zawalczyć o te interesy. Mamy przecież polskich europosłów skupionych wokół Morawieckiego w partii Konserwatystów i Reformatorów którzy robią dobrą robotę. Niestety mamy też europosłów którzy zapomnieli chyba że są Polakami głosując przeciw Polsce. Wielka nadzieja w prezydencie ,który swoim autorytetem i wsparty naszym zaufaniem  może rozpocząć ,,nową erę'' nie przejmując się zakazami Tuska.Przecież pamiętamy jak Tusk niszczył wizerunek prezydenta Kaczyńskiego mówiąc ,że jemu prezydent do niczego nie jest potrzebny,blokował mu przelot,nawet krzesło,a  chamowaty Sikorski szydził,że Kaczyński pogubi się w brukselskich korytarzach,nie znajdzie drogi do toalety, a nawet klęczał szyderczo wołając by prezydent nie jechał kompromitować tam Polski. Właśnie tam trzeba pokazać,że nie jesteśmy krajem któremu tylko się każe.
mjk1
To bardzo dobre pytania Droga Aniu. Rzeczywiście, warto sobie zadać jedno podstawowe: czy inne państwa członkowskie UE pozwalają Brukseli ingerować w swoje sprawy wewnętrzne tak, jak pozwala na to obecna polska władza? Odpowiedź brzmi: nie. Niemcy, Francja czy Hiszpania umiejętnie rozgrywają Brukselę, chroniąc swoje interesy. Nawet jeśli łamią zasady unijne (jak Niemcy przy orzeczeniu swojego Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku, który zakwestionował wyższość prawa UE), to robią to z podniesioną głową, bez kompleksów i z pełnym przekonaniem, że państwo narodowe ma prawo chronić własny porządek prawny. Ich europosłowie nie donoszą na swój kraj, bo to polityczne tabu. U nas? Przez ostatnią dekadę zdrada interesu państwa była wręcz przepustką do kariery. Polscy europosłowie opozycji nie negocjowali z Brukselą, oni ją wykorzystywali jako pałkę do walki wewnętrznej. Zamiast budować pozycję Polski jako suwerennego partnera w UE, woleli osłabiać własne państwo, byle tylko osłabić rząd PiS. I choć PiS nie był bezbłędny, to taktyka totalnej delegitymizacji rządu za granicą była nie tylko szkodliwa, ale i bezprecedensowa w skali Europy. Trudno nie zgodzić się, że przez 10 lat Polacy, jako opinia publiczna, nie odrobili lekcji suwerenności. Zamiast oceniać obiektywnie działania rządzących, wielu przyjęło postawę „byle nie PiS” – nawet jeśli oznaczało to zgodę na bezprawie obecnej ekipy. Teraz mamy tego efekt: rząd, który łamie Konstytucję w biały dzień, a Komisja Europejska bije brawo. Czy Europa to stado baranów? Nie. Ale wspólnota narodów została wyparta przez system, w którym elity brukselskie mają własny interes, często oderwany od obywateli. Kraje takie jak Węgry, Dania czy nawet Czechy dobrze to rozumieją i stawiają granice ingerencji. Polska, zamiast iść ich śladem, oddała klucze do suwerenności ludziom, którzy w Brukseli szukają legitymacji do rządzenia, bo w Polsce nie potrafią wygrać w ramach demokratycznych reguł. To nie Unia jest problemem, tylko model relacji, który pozwala jej działać jak właściciel kolonii wobec państwa, które zatraciło instynkt obronny. Bez suwerenności, nie będzie równowagi, powagi ani odbudowy.
sake2020
@mjk1.....Mnie jednak nurtuje problem ,,pokory'' państw UE wobec jej władz. Jak to z nią jest. Czy inne  państwa pozwalają u siebie robić porządki KE nawet wbrew traktatom? Czy naginają swoje przepisy dla brukselskiego lepszego samopoczucia,czy też po cichu uzgadniają z Brukselą swoje kwestie czy korzyści? My wiemy tylko z samochwalstwa Tuska, że nie został ograny przez Unię a nawet jesteśmy ,,beneficjentami'' wszelkiego dobra i pieniędzy płynących do nas  z UE. Trudno uwierzyć,że Europa to stado baranów.    I jeszcze słowo o marnowaniu 10 lat. Właśnie to Polacy zmarnowali te lata ,,jechaniem po PiS'' bez jakiejkolwiek refleksji nad zachowaniem ówczesnej opozycji rosnącej tym samym w siłę a teraz bezkarnej i bezczelnej. Ilu to nibypolskich posłów szczekało w Brukseli, szczekało w TVN i było gotowe związać się sojuszem z każdym kto też na PiS będzie szczekał.Tyle ,że w Brukseli żaden obcy europoseł  nie atakował jawnie swego kraju bo nie podobał mu się własny rząd. Teraz się podoba? No to sie cieszmy.
mjk1
Masz rację Droga Aniu, odbudowa państwa nie może się udać, jeśli najważniejsze instytucje są podporządkowane nie tylko jednej partii, ale wręcz zewnętrznemu interesowi politycznemu spoza Polski. Równowaga władzy, niezależność instytucji i ich autorytet, wszystko to wymaga jednego: suwerenności. Bez niej nie zrobimy ani kroku. Raport Komisji Europejskiej o „praworządności” to klasyczny przykład instrumentalnego traktowania prawa jako narzędzia politycznego. Wskazuje się na rzekome „braki” w poprzednim rządzie, milcząc lub wręcz pochwalając działania obecnej ekipy Tuska, które nie mają nic wspólnego z żadną praworządnością: siłowe przejęcie mediów publicznych, prokuratury, likwidacja TVP Info bez ustawy, wygaszanie mandatu sędziom, czystki kadrowe, zamachy na budżet TK, SN czy KRS, to wszystko dzieje się bez żadnej reakcji ze strony KE, a często przy jej aplauzie. To nie jest równe traktowanie, to polityczna gra. Tego typu działania łamią nie tylko Konstytucję RP, ale także zasady zapisane w traktatach unijnych, które wyraźnie ograniczają kompetencje UE do ściśle określonych obszarów. KE nie ma prawa ingerować w organizację mediów publicznych w państwach członkowskich, wybór prokuratora krajowego czy struktury sądów konstytucyjnych. A jednak to robi, bo politycznie jej się to opłaca. Tylko że państwo nie może być trwale zbudowane na politycznym szantażu zewnętrznym. Jeśli każda reforma, każda decyzja, każdy wybór ludzi do instytucji zależy od „zielonego światła z Brukseli”, to nie mamy własnej państwowości, mamy zarząd komisaryczny. A to jest stan patologiczny. Dlatego Karol Nawrocki ma rację, sprawa musi trafić do Brukseli, ale nie w tonie błagania, tylko stanowczej noty suwerennego państwa. Musimy jasno powiedzieć: dość bezprawnego przekraczania kompetencji traktatowych. Dość politycznych ingerencji, które mają osłabić mechanizmy obronne polskiego państwa przed wewnętrznym monopolem jednej grupy politycznej. Odbudowa nie zacznie się, dopóki trwa uzależnienie struktur państwowych od zewnętrznych impulsów politycznych. Jeśli jakikolwiek rząd, obojętnie czy PO, PiS, Konfederacja, czy inny, musi pytać KE, czy wolno mu działać zgodnie z Konstytucją i polskim interesem, to nie mamy państwa, tylko prowincję. Odbudowa instytucji zacznie się dopiero wtedy, gdy Polska odzyska sterowność i możliwość egzekwowania prawa we własnych granicach, niezależnie od opinii politycznych komisarzy. Europa może być wspólnotą współpracy. Ale nie może być narzędziem dominacji nad wolnymi narodami. Teraz już rozumiesz Droga Aniu, jaka jest różnica pomiędzy obecnym prezydentem a poprzednim i dlaczego, mówienie, że z poprzednim zmarnowaliśmy 10 lat, nie było "jechaniem" po PIS?
sake2020
Żeby przywrócić państwu równowagę, uniezależnić instytucje i urzędy od partii i zauważyć obywateli należy przywrócić mu powagę. To wiąże się z naszym członkostwem w UE i stosunkiem tejże do Polski. Żeby cokolwiek odbudować trzeba mieć zdrowe fundamenty. Raport KE o stanie ,,praworządności '' w Polsce jest skandalicznym dokumentem pokazującym podwójne standardy,hipokryzję i cynizm. Dokument nie tylko używa ,,praworządności'' jako pałki do okładania niepokornych krajów w każdej dziedzinie zycia.,ale też pochwala bezprawie jakie jest udziałem rządu Tuska. Siłowe przejęcie prokuratury, mediów publicznych, bezprawne odsunięcie Prokuratora Krajowego, czystki kadrowe , ,,polowanie na czarownice'' ,odwoływanie prezesów Izb naruszanie rażące ustaw i wyroków TK, odebranie budżetów TK, SN, KRS  i wreszcie łamanie Konstytucji . KE  łamie więc w ten sposób kręgosłup państwa. bo nawet sprawy w które ingeruje leżą poza jej kompetencjami i przekraczają uprawnienia traktatowe. Musimy zrozumieć, że dopóki parasol ochronny KE będzie rozpięty nad Tuskiem nie ma mowy o żadnej odbudowie. Najpierw trzeba odnieść się do bezprawnego ingerowania UE w obszary, w które prawnie nie może wkraczać. Karol Nawrocki -elekt zapowiedział, że jego obowiązkiem będzie te sprawy poruszyć w Brukseli, ale natychmiast Tusk uznał to jako bezprawne działanie prezydenta. Nie będzie żadnej odbudowy jeśli czynniki zewnetrzne będą decydowały o naszym być albo nie być.  
NASZ_HENRY
  Szli krzy­cząc: Pol­ska! Pol­ska! — wtem jed­ne­go razu Chcąc krzy­czeć za­po­mnie­li na ustach wy­ra­zu, ... Wtem Bóg z Moj­że­szo­we­go po­ka­zał się krza­ka, Spoj­rzał na te krzy­czą­ce i za­py­tał: Jaka? ... Gdy­by in­stynkt tak szep­tał: wiecz­ność jest isto­tą! Nie na­jął­byś hejterów za Rothschilda zło­to. ... Za to Europa w pro­chu po­wa­lo­na leży, Że za Boga gi­ną­cych tchórz uczył pa­cie­rzy ... Lu­dzie wiel­cy, a z sie­bie ruch uro­dzić zdol­ni, Po­śród min pę­ka­ją­cych cho­dzą naj­po­wol­niej.  ... 😉     
Do wpisu: Czas naprawy.
Data Autor
mjk1
Masz rację Hornblower: system regularnie wypuszcza "nowe" ruchy tylko po to, by rozbroić społeczne emocje i znów przekierować energię na kontrolowane tory. To trwa od dekad. Kukiz, Palikot, Nowoczesna, Hołownia, każdy miał być alternatywą, każdy okazał się bezpiecznym wentylem. Ale to nie znaczy, że nie ma ludzi, na których można dziś postawić. Są, nawet w istniejących partiach. Nie każdy, kto działa w ramach obecnych ugrupowań, jest automatycznie częścią układu. Niektórzy młodzi politycy, Grzegorz Płaczek z Konfederacji, Paulina Matysiak z Razem, Michał Woś czy Patryk Jaki z byłych środowisk Ziobry, to przykłady osób, które mimo różnych poglądów, mają cechy wspólne: niezależność, autentyzm i odwagę. Oni są zbyt bezkompromisowi, by szybko „wkręcić się” w układ, ale zbyt niepokorni, by zdominować obecne szyldy. Dlatego nie chodzi o to, by nowy ruch całkowicie odciął się od partii, ale by wyciągnął z nich to, co wartościowe, i połączył z tym, co oddolne, obywatelskie, bezimienne. Nie zbudujemy nowej siły na celebrytach ani wiecznych skoczkach partyjnych, ale też nie musimy tworzyć wszystkiego od zera. Trzeba zbudować mechanizm selekcji, w którym najpierw rozpoznajemy ludzi po ich działaniach, konsekwencji i odwadze – a dopiero potem pytamy, z jakiej są partii. Jeśli ktoś mówi rzeczy ważne, ale z lewej flanki, nie skreślamy go. Jeśli ktoś działa uczciwie w niszowej frakcji, warto dać mu przestrzeń. Nowy ruch nie może być szyldem. To ma być platforma współpracy ludzi o różnych poglądach, ale wspólnych zasadach. Nie rozmyta ideologia, tylko konkretne minimum ustrojowe i etyczne, które musi być respektowane: niezależność Polski, przywrócenie prawa, likwidacja klientelizmu, silne instytucje, decentralizacja władzy, odbudowa wspólnoty. Tak, trzeba uważać, żeby nie dali się podpiąć do tego kolejni cwaniacy z przeszłością. Ale to nie znaczy, że nie można zaufać nikomu. Trzeba zaufać rozsądnie, ostrożnie, na podstawie działań, nie deklaracji. Ludzie tacy jak Płaczek, Matysiak, Woś, Jaki – mogą być takimi punktami odniesienia. Jeśli dołączą do nich ci, którzy dziś są „poza sceną”, ale nie poza życiem publicznym, wtedy coś może się zrodzić. To nie będzie łatwe. Ale jeśli mamy czekać aż wszyscy się wypalą, to wypalimy się razem z nimi.
Hornblower
No właśnie. Potrzebny jest nowy ruch. Nowa siła. Zauważ, że beneficjenci obecnej sytuacji nie czekają z założonymi rękoma. Od czasu do czasu pojawia się na wszelki wypadek "nowa" siła i "nowy" ruch, od razu z całkiem dobrymi notowaniami. Na okoliczność, gdyby Polakom znudził się obecny dualizm, ni stąd, ni zowąd pojawia się na ten przykład jakaś Liga Polskich Rodzin, Samoobrona czy Ruch Palikota. Potem Kukiz'15 i Nowoczesna. Potem Polska 2050. Gotowe rozwiązania dla Polaków zmęczonych wojną PO - PiS. Nowy - stary ruch, najlepiej przydatny do spacyfikowania mrzonek Polaków o nowej sile politycznej. I zrażenia ich do kolejnego pomysłu tego typu. Kto zatem miałby stworzyć ów nowy ruch? I jak uniknie przystąpienia do owego ruchu zawodowych polityków, którzy przeszli już kilka  czy kilkanaście partii i zawsze są tam, gdzie władza i kasa? Cyników i oportunistów, którzy z najszlachetniejszego zamierzenia zrobią PO, PiS, PSL czy Lewicę bis? U mnie lokalną gwiazdą polityki jest gość, który był w 9 partiach. Największy sukces to rzecz jasna dokonany w porę transfer z PO do PiS, dzięki czemu 8 lat miał super fuchę za super kasę. Kto i jak ich zatrzyma przed opanowaniem owego nowego ruchu?
mjk1
Trafiłeś w punkt Hornblower, jeśli chodzi o diagnozę obecnego systemu, zdegenerowanego, przekupionego i zaprojektowanego tak, by konsumować państwo, a nie nim zarządzać. Tak, mamy do czynienia z republiką kompradorską, zarządzaną nie przez reprezentantów obywateli, lecz menedżerów interesów obcych i krajowych oligarchii. Klasa polityczna, administracja publiczna i przeważająca część tzw. elit intelektualnych, wszystko to zostało przez dekady skolonizowane. Ale teraz najważniejsze: czy to oznacza, że plan naprawczy to utopia? Odpowiedź brzmi: tak – o ile oczekujemy, że ten plan zrealizuje obecny system polityczny. Tego się nie da naprawić „od środka”. To nie jest zepsute auto, to auto zaprojektowane tak, żeby się rozlatywało i żeby można było w nieskończoność fakturować naprawy. Więc: realizacja takiego planu wymaga nowej siły. Nowego ruchu społecznego, politycznego i intelektualnego, który powstanie obok obecnych struktur, a nie z ich wnętrza. To nie musi być rewolucja z pochodniami, wystarczy masowe wycofanie społecznego przyzwolenia dla dotychczasowej fikcji. Musimy zrozumieć, że władza opiera się na zgodzie rządzonych. Przestaniemy udawać, że obecne wybory to demokracja, że to są „nasze” partie, „nasi” sędziowie, „nasze” media, i system zacznie się chwiać. Musimy wreszcie zrozumieć, że to my rozdajemy karty, że władza bez naszej legitymacji przestanie istnieć. Nauczmy się w końcu na błędach i skorzystajmy z demokracji. Nie dajmy im legitymacji!!! Co do społeczeństwa ogłupionego pudelkiem, celebrytami i wojną plemion – zgoda. Ale nawet tu są symptomy przebudzenia. Zaufanie do wszystkich partii leci na łeb. Władze centralne i lokalne są wyszydzane. Polacy przestają się łudzić, że obecny układ „jakoś się ogarnie”. Oczywiście, większość wciąż nie wie, co zamiast. I tu wkracza potrzeba takiego planu, jak ten. Bo sama wściekłość bez kierunku nie prowadzi do naprawy, tylko do kolejnych populistów. I wreszcie: Unia Europejska. Tak, to będzie przeszkoda. Bo każda próba odzyskania realnej suwerenności uderza w interesy Brukseli i Berlina. Ale nie jesteśmy bezbronni. Są mechanizmy prawne, są sojusze z państwami myślącymi podobnie (Węgry, Słowacja, częściowo Włochy). Nawet Unia nie może wiecznie tłamsić kraju, w którym obywatele masowo mówią: „dość”. Ale najpierw musimy mieć co im pokazać – gotowy plan, alternatywę, której nie da się zignorować. Więc tak – to utopia. Ale tylko do momentu, w którym przestaniemy wierzyć, że „oni” to załatwią za nas.
Hornblower
Plan sam w sobie naprawdę piękny. I zapewne jego realizacja spowodowałaby, że nasza Ojczyzna przestałaby być bantustanem i republiką kompradorską. Ma tylko jedną, za to zasadniczą wadę. Jest nie do zrealizowania. To utopia czystej wody.. No bo kto i po co miałby coś takiego wprowadzić w życie? Nasza klasa polityczna, zajęta wyszarpywaniem kasy na wszelkie legalne i nielegalne sposoby? Zajęta ustawianiem siebie i swojego potomstwa, bo po czterech (lub maksymalnie ośmiu) latach tłustych przyjdą lata chude, więc trzeba zarobić i zdefraudować tyle, by wystarczyło na wystawne życie także w latach chudych? Może wymuszą to obywatele, od lat poddawani eksperymentom z zakresu inżynierii społecznej i ogłupiani systemowo od urodzenia do śmierci? Porzucą tańce z gwiazdami i pudelka, zaprzestaną udzielać się w bratobójczej wojnie politycznej, wykreowanej i troskliwie podtrzymywanej przez polityków? Doświadczenia z tzw. epidemii covidowej pokazują, że polskie społeczeństwo stosunkowo łatwo i stosunkowo za niewielkie pieniądze można przekształcić w stado baranów, dodatkowo skłócone i skonfliktowane. A co z setkami tysięcy dyletantów, obsadzających tysiące urzędów, którzy znaleźli się tam po znajomości lub z klucza partyjnego? Którzy nie umieją nic, poza byciem niepotrzebnym urzędnikiem, nie ponoszącym żadnej odpowiedzialności za nawet najgłupsze i najbardziej szkodliwe decyzje? Spakują się w pudełka i odejdą z własnej woli, pro publico bono? No wolne żarty. No jeszcze jeden drobny problem. Gdyby nawet podjęto próbę reformowania państwa polskiego w ten sposób, to jak to przeprowadzić w sytuacji, gdy nasi politycy od prawa do lewa (w zasadzie powinienem napisać od lewa do lewa, bo prawica w naszym bantustanie jeszcze nie rządziła) oddali naszą suwerenność urzędasom z Brukseli? Wszak obowiązuje zasada wyższości prawa unijnego nad polskim, więc co - Bruksela będzie na ten proces patrzeć z założonymi rękoma? Nie sądzę.
mjk1
Zgadzam się Spike, że naprawa państwa musi zacząć się od przywrócenia realnego znaczenia prawu i Konstytucji. Nie wystarczy bowiem zmienić rządzących, trzeba zmienić mechanizmy, które umożliwiają bezkarne rozjeżdżanie systemu prawnego. Masz rację: obecna władza powołuje się na Konstytucję w sposób karykaturalny, ignorując ją tam, gdzie przeszkadza, i nadużywając tam, gdzie pasuje do narracji. Ale to nie pierwszy raz, wcześniej robił to PiS, jeszcze wcześniej PO, a wcześniej SLD. To nie patologia jednej opcji, tylko systemu, który pozwala politykom stawiać się ponad prawem. Dlatego rzeczywiście: bez oczyszczenia struktur z krzywoprzysiężnych prawników, partyjnych funkcjonariuszy w togach, aparatczyków zasiadających w Trybunale Konstytucyjnym i prokuratorów na pasku, nie ma mowy o żadnym nowym otwarciu. Ale uwaga: nie chodzi o zemstę, tylko o rozliczenie, transparentne, zgodne z prawem, ale nieuchronne. Inaczej każdy kolejny rząd będzie działał z myślą: „można wszystko, byle potem wygrać kolejne wybory”. Druga sprawa, zmiana Konstytucji. Tu pełna zgoda: potrzebujemy ustawy zasadniczej pisanej w duchu Polskiej Racji Stanu, a nie kalki z lat 90., która powstała w warunkach geopolitycznej ułudy i postkomunistycznych kompromisów. Dziś potrzebujemy Konstytucji, która: jasno definiuje suwerenność państwa, jego relacje z organizacjami międzynarodowymi (w tym UE), przywraca realną kontrolę obywatelską nad władzą wykonawczą i sądowniczą, chroni wolność gospodarczą i osobistą bez wyjątku dla „interesu partii”, i przede wszystkim: ustawia państwo jako służebne wobec obywatela, nie odwrotnie. Zgoda także co do potrzeby redefinicji relacji z Unią Europejską. Polska nie może być tylko biernym wykonawcą rozporządzeń z Brukseli. Potrzebne są mechanizmy realnego sprzeciwu wobec decyzji jawnie sprzecznych z interesem narodowym – tak, nawet jeśli oznacza to tworzenie koalicji państw niezgadzających się z dominującą linią. UE powinna być wspólnotą równych, a nie hierarchicznym imperium. Ale tu kluczowe zastrzeżenie: żadna z tych reform nie wydarzy się bez nowej klasy politycznej i społecznego przyzwolenia. A to oznacza długofalowe działanie, od odbudowy edukacji obywatelskiej, przez nowy model mediów publicznych, po przywrócenie zaufania do samego pojęcia „państwa”. Bez tego nawet najlepszy plan pozostanie kartką papieru.
mjk1
Rozumiem emocje Waszci i pod wieloma punktami mogę się podpisać. Tak, obecny system selekcji elit to patologia. Tytuły, certyfikaty i stanowiska nie są dziś efektem wiedzy, doświadczenia czy odpowiedzialności, tylko układu, lojalności wobec środowiska i znajomości z „decyzyjnymi”. Zamiast sprawdzonych ludzi mamy papierowych generałów, dyplomowanych nieuków i certyfikowanych oportunistów. To nie przesada, to codzienność. Ale: to nie papiery są problemem. Problemem jest system, który nagradza pozory zamiast jakości. I dopóki nie zmienimy tego mechanizmu, żadna wymiana ludzi nie zadziała. Bo nowi szybko zostaną wchłonięci i przeuczeni, jak grać w tę samą grę, tylko pod innym szyldem. Masz rację, że nie da się budować nowego państwa na starych kadrach bez weryfikacji. Tylko że weryfikacja nie może polegać na łapance i selekcji „po twarzy” czy „po znajomości z Kościołem/opozycją/TVN-em”. Trzeba stworzyć mechanizmy rzeczywistej odpowiedzialności za decyzje, finansowej, cywilnej, karnej i moralnej. I tak jak napisałem wcześniej: potrzebna jest reforma strukturalna, nie tylko instytucji, ale też zasad naboru, awansu i nadzoru. Zgadzam się też, że obecna matura, egzaminy, procesy rekrutacji to często teatr powagi zbudowany na pustce, gdzie wszyscy udają, że sprawdzają kompetencje, a w rzeczywistości system tylko wytwarza kolejnych „certyfikowanych kretynów”, Twoje słowa, ale trafne. Tylko znowu, nie wystarczy to wyśmiać. Trzeba to zdemontować i zbudować nowy system selekcji i odpowiedzialności. I to się da zrobić, ale trzeba zacząć od zerwania z logiką podziału na swoich i obcych. Bo w każdej partii, uczelni, szpitalu, sądzie czy urzędzie są ludzie uczciwi i zdolni, tylko nie mają dziś dojścia, bo patologia wypchnęła meritokrację. Czas to odwrócić. Dlatego nie proponuję kosmetyki, tylko fundamentalną zmianę: odpartyjnienie, przejrzystość, rozdzielenie wpływów lobbystycznych od stanowisk, otwarte konkursy z realną weryfikacją i bez immunitetów dla idiotyzmu. A język? Też masz rację, przesadna poprawność, nadęcie, kazuistyka prawnicza i nowomowa medialna skutecznie zniechęcają ludzi do zabierania głosu. Ale wyjściem nie jest wrzask i memowe obelgi, tylko język prosty, klarowny, bez cenzury, ale z klasą. Król może być nagi, ale jak chcemy go rozebrać, to nie róbmy z siebie błaznów. Tu nie chodzi o to, żeby „zniknęli wszyscy kretyni”. Tego się nie da zrobić. Chodzi o to, żeby nie byli więcej na stanowiskach decyzyjnych i nie decydowali o naszym życiu.
NASZ_HENRY
    Szli krzy­cząc: Pol­ska! Pol­ska! — wtem jed­ne­go razu Chcąc krzy­czeć za­po­mnie­li na ustach wy­ra­zu, ... Wtem Bóg z Moj­że­szo­we­go po­ka­zał się krza­ka, Spoj­rzał na te krzy­czą­ce i za­py­tał: Jaka? ... Gdy­by in­stynkt tak szep­tał: wiecz­ność jest isto­tą! Nie na­jął­byś hejterów za Rothschilda zło­to. ... Za to Europa w pro­chu po­wa­lo­na leży, Że za Boga gi­ną­cych tchórz uczył pa­cie­rzy ... 😉       
spike
Tak się przymierzałem do napisania komentarza w podobnym tonie. Możemy mieć nadzieję, że przyszła władza, odmienna od tej obecnej, nim cokolwiek zrobi, na bazie obecnego prawa,  naprawi to co obecna władza zrujnowała, przekraczając wszelkie granice prawa, szczególnie Konstytucję, na którą tak się powoływali, a już szczytem ich bezczelności jest, że na nią przysięgali. Jak ten etap będzie spełniony, można rozmawiać o zmianie prawa w ten sposób, by komukolwiek nie przyszło do głowy stosować prawa, jak on, czy krzywoprzysięgli prawnicy je rozumieją i to nawet w stopniu zamachu stanu. Kolejnym etapem praca nad zmianami Konstytucji zgodnej z Polską Racją Stanu, do tego zmiana zakresu zależności UE, prawo odmowy decyzji, która jest niekorzystna dla Polski i Polaków, potem możemy iść dalej.
VivaPalestina
TW Tezeusz "jak sam piszesz Izrael  to twój dom rodzinny i to same " kurwy"." Zostawiam bez komenatrarza  idioioto.
Dark Regis
Podpisuję się pod większością z tych punktów, ale.... Na przykład nie da się nic odbudować ani nawet nadbudować nad obecną strukturą kadr w państwie. Zresztą nie tylko w państwie, w poszczególnych instytucjach również: PAN, SN, uczelnie ("autonomiczne" czyli komunistyczne), szpitale, służby, samorządy na poziomie spółeczek od "śmieci" jak mafie, ... Długo by mówić. Gdzieś tu był na pierwszej stronie przez chwile artykuł o ojkofobii. Nie podzielam tego poglądu, że każde plucie na "kraj" czyli w zasadzie państwo jest formą ojkofobii. Uważam wręcz, że może to być jeden z ostatnich zdrowych i naturalnych odruchów dla ludzi nie pozbawionych resztek człowieczeństwa przez "system". To nie ojko-FOBIA, tylko organiczna niezgoda na kretyno-FILIĘ, czego najlepszym przejawem jest obecny sejm, komisje sejmowe, struktury państwa obsadzone od góry i cała reszta ludzików, którzy jakoś nie dostrzegają w kretynach kretynów i nie przeszkadza im wcale, że tacy stale dorywają się do rządzenia "jakimś cudem". Gdy matura została wymyślona jako środek blokujący kariery idiotom, egzaminy (wstępne, na prawko, końcowe) jako sposób na zablokowanie drogi cwaniakom i niedorobom, badania lekarskie dla pracowników jako sposób wyławiania oszołomów przed postawieniem ich przy przejeździe kolejowym, itede itepe, to dziś wszystko jest certyfikowane, opapierzone i śmiertelnie poważne do tego stopnia, że zaczyna się gołym okiem dostrzegać wokół kretynów z tytułami profesorskimi, stopniami generalskimi, certyfikatami przemykających stadami do wszystkich struktur decyzyjnych w państwie. Tego nie da się już wyleczyć wskazaną powyżej przez @Autora procedurą w paru punktach. To wymaga podważenia i obalenia systemu papierów i tytułów, żeby nie pozostał ani jeden kretyn zdolny zając decyzyjne stanowisko, pod którego opiekę zbiegną się zaraz inni, niczym kuzyni super Niemca Habera, co bardzo rozsierdziło niedobrego Adolfa. No nawet ten zawoalowany kwiecisty język nie jest jakimś przypadkiem, tylko pokazuje jak nas tresuje ta polityczna pompa ssąco-kretynująca wprowadzając wszędzie gdzie wypowiada się własne myśli cenzure prewencyjną, żeby nikt aby nie zakrzyknął gdzieś z kąta, że król to debil.
Jabe
Społeczne zaufanie i patriotyzm nie wy­starczą.
mjk1
Ty nie masz uzasadnić, że głupota nie popłaca Dżabe, tylko wykazać, co w moim wpisie tą głupotą jest. Dasz radę?