Otrzymane komantarze

Do wpisu: Naród Niezrozumienia, czyli dlaczego coraz bardziej boję się o przyszłość Polski
Data Autor
sake2020
Pan pisze,że boi się o przyszłość Polski.Czyżby? I typuje wyborców jako winowajców.To nie wyborcy są tu problemem tylko ci co usiłują nas wyborców kształtować.To politycy,dziennikarze ,blogerzy na stronach internetowych.Z kilku już dyskusji wyciągnęłam wniosek,że pan jest zdecydowanym przeciwnikiem oglądu rzeczywistości i dyskusji o bieżących sprawach które nazywa pan politycznymi awanturami,sprawami drugorzędnej wagi czy emocjami i które chce pan zamilczeć i pominąć. .Nic bardziej błędnego-to nie jest polityczną awanturą zmowa polskich polityków,dziennikarzy,czy udających autorytety  nędzne indywidua atakując zgodnie przed kamerami prezydenta Nawrockiego.Prymityw Niesiołowski,intelektualne zero Zembaczyński ryczący o ,,zneutralizowaniu'' prezydenta,ochlaptus Kwaśniewski,politycy KO Kosiniak-Kamysz ,Szeptycki,różne odrażające Michniki czy Lisy jak jeden mąż opowiadają się po stronie Żełeńskiego a Tusk jest już z ukraińskim prezydentem ,,dogadany'' .Jak na ironię odezwała się ukraińska dziennikarka Anna Mirosznyczenko grożąc Polsce podpaleniami i dywersją jeśli nie będziemy spolegliwi.To jawna groźba.Będziemy klęczeć jak piłkarze na boiskach?Będziemy na wyprzódki stawiać pomniki Bandery w Polsce? A może Ukraińcy każą nam rzeczywiście ,,zneutralizować''prezydenta I gdzie jest polskie MSZ? Oczywiście pan znów mi zarzuci niepotrzebne emocje,że zamiast bić stereotypową pianę o ,,plemionach'' i ,,bańce''odważyłam się podjąć konkretny temat o którym pan nawet nie chce wiedzieć.  
Zofia
@mkj1 - Dziękuję za możliwość wymiany spostrzeżeń. Mnie nurtuje jeszcze jeden problem (zawężając ocenę Narodu tylko do naszego kraju) - znamy rezultat podziału społeczeństwa , pomijam przyczynę ale dlaczego jest taki odsetek ludzi obojętnych? Czyżby nie potrafili zdefiniować co jest dla nich dobre a co złe? Trywialny przykład: są obojętni np. na to, że Polska traci suwerenność, jest im obojętne małżeństwo jednopłciowe, aborcja czy nawet kto nimi rządzi! Pytań jest wiele i oczekiwań na mądre odpowiedzi ale na tym zakończę. Pozdrawiam pana serdecznie .
mjk1
Widzę, że po raz kolejny zamiast odpowiedzi na argumenty otrzymałem zestaw epitetów. To również jest pewna forma odpowiedzi, choć niekoniecznie taka, jaką chciałby zobaczyć czytelnik zainteresowany meritum. Piszesz, że nie podaję konkretów. Problem polega na tym, że właśnie konkrety były przyczyną naszej wcześniejszej dyskusji. Twierdziłaś, że Braun czegoś nie powiedział. Gdy został przedstawiony materiał źródłowy, nie wykazałaś, że nagranie jest fałszywe ani że cytat został zmyślony. Zaczęłaś natomiast tłumaczyć, że Braun miał na myśli coś innego. To są dwie różne rzeczy. Najpierw spór dotyczył faktu, czy wypowiedź padła. Potem nagle zaczął dotyczyć interpretacji. A teraz, gdy zabrakło już nawet sporu o interpretację, przechodzimy do „grafomana”, „głąba” i „niedouczonego rabina”. Czytelnik sam oceni, kto tutaj próbuje rozmawiać o treści, a kto o rozmówcy. Najciekawsze jest jednak coś innego. Od wielu komentarzy przekonujesz wszystkich, że problemem Polski są ludzie, którzy nie rozumieją Brauna, Korwina, Tymińskiego i innych głosicieli prawdy. Nigdy nie przyszło Ci do głowy, że być może problem zaczyna się wtedy, gdy wyznawca jakiegoś polityka uznaje, że jeśli tysiące ludzi nie zgadzają się z jego interpretacją świata, to tysiące ludzi są głupi, a rację ma wyłącznie jego środowisko. To nie jest dowód niezależnego myślenia. To jest definicja sekciarstwa politycznego. I właśnie dlatego od dłuższego czasu bardziej interesuje mnie psychologia wyborców niż sami politycy. Politycy przynajmniej od czasu do czasu zmieniają zdanie. Wyborcy-fanatycy nie zmieniają go nigdy - nawet wtedy, gdy rzeczywistość wali ich po głowie młotkiem. A wtedy żadna dyskusja nie ma już sensu, bo nie rozmawiamy o faktach, tylko o wierze.
tricolour
Tyle AI:"To mit, że w ogrodach zoologicznych nie używa się polskiego siana. W Polsce pozyskanie tak olbrzymich ilości tego towaru jest bardzo wymagające, i to nie ze względu na brak samych zasobów w kraju, lecz przez rygorystyczne procedury zakupowe, certyfikaty jakości i specyfikę rynku.Decyzja o wyborze dostawców (niekiedy zagranicznych, np. z Niemiec) opiera się głównie na kilku kluczowych czynnikach:Prawo Zamówień Publicznych: Największe ogrody zoologiczne w Polsce (np. Miejski Ogród Zoologiczny w Warszawie) to jednostki miejskie, które muszą ogłaszać transparentne przetargi. Zgodnie z prawem, wygrywa oferta, która spełnia wszystkie parametry jakościowe i jest najtańsza. Jeśli zagraniczny producent lub polski dystrybutor oferujący towar z importu zaproponuje lepszą cenę lub pewniejsze warunki realizacji, ogród ma obowiązek prawny złożyć u niego zamówienie.Rygorystyczne normy i parametry: Siano dla dzikich zwierząt musi być najwyższej jakości – wolne od pleśni, kurzu, odpowiednio wysuszone i pozbawione trujących roślin (np. ostrych traw), które mogłyby wywołać wzdęcia lub kolki u roślinożerców. Ogrody wymagają od dostawców gwarancji mikrobiologicznej i odpowiednich certyfikatów weterynaryjnych, które obejmują towar niezależnie od kraju pochodzenia.Stabilność dostaw: Utrzymanie tysięcy zwierząt oznacza, że placówki potrzebują siana codziennie, przez cały rok. Popyt i dostępność lokalnego siana w Polsce bywają kapryśne i zależą od warunków pogodowych. Dlatego ogrody często decydują się na zakup od większych dostawców lub hurtowni, którzy są w stanie zagwarantować ciągłość dostaw niezależnie od lokalnych anomalii.
Alina@Warszawa
@TRI  Tego usiłują się dowiedzieć dziennikarze z niezależnych tv i w warszawskim ratuszu i w ZOO, ale nikt nie chce z nimi rozmawiać - czyli informować o zakupach siana opinii publicznej, która za to siano faktycznie płaci. O ile wiem ZOO nie jest prywatne, bo gdyby było, to żaden właściciel nie płaciłby 3x więcej za siano, które ma na miejscu tej samej jakości. 
Alina@Warszawa
@mjk  Nie wysilaj się chłoptasiu, bo każdy Twój wpis pod moim adresem jest więcej niż żałosny... Ty nie podajesz żadnych konkretów, tylko swoje widzimisię, nie potrafisz nawet podać poprawnego czasu wypowiedzi - jak ostatnio Brauna, więc wszystkie Twoje "dane" są tak samo rzetelne jak widzę. Po prostu wciskasz kit na NB. Ja się nie nudzę, więc nie mam czasu na dyskusje z grafomanem-głąbem, o logice niedouczonego rabina.
mjk1
Pani Zofio. Myślę, że dotknęła Pani kwestii znacznie ważniejszej niż spór o SAFE, PiS, KO czy jakąkolwiek inną bieżącą polityczną awanturę. Rzeczywiście, u podstaw wielu dzisiejszych konfliktów leży kryzys zaufania. Nie tylko zaufania do polityków, ale również do instytucji, mediów, ekspertów, a często nawet do współobywateli. Efekt jest taki, że niemal każda informacja jest dziś automatycznie klasyfikowana nie według tego, czy jest prawdziwa, lecz według tego, kto ją wypowiada. Jeśli mówi ją „nasz”, uznajemy ją za wiarygodną. Jeśli mówi ją „tamten”, zakładamy manipulację. W takich warunkach bardzo trudno prowadzić normalną debatę publiczną.Zgadzam się również z Pani uwagą, że propaganda i manipulacja informacją nie są wynalazkiem ostatnich lat. Istniały w PRL, istniały wcześniej i istnieją dziś. Różnica polega jedynie na narzędziach. Kiedyś przekaz był centralnie kontrolowany przez państwo, dziś często jest rozproszony pomiędzy media, partie polityczne, grupy interesu i media społecznościowe. Mechanizm pozostaje jednak podobny: przekonać odbiorcę do określonej interpretacji rzeczywistości.Tam, gdzie pozwolę sobie na pewną ostrożność, jest kwestia wielkich planów i celowych działań mających prowadzić do jednego z góry ustalonego celu. Historia pokazuje, że większość procesów politycznych jest bardziej chaotyczna niż spiskowa. Bardzo często to nie jeden wszechmocny „zarządca świata” kształtuje rzeczywistość, lecz tysiące polityków, urzędników, korporacji, organizacji i grup interesów ciągnących w różnych kierunkach. Skutki bywają podobne do zamierzonych, ale przyczyny często są znacznie bardziej przyziemne: interes, wygoda, krótkowzroczność lub zwykła niekompetencja.Bardzo ciekawa jest też Pani uwaga o słowie „plemiona”. Użyłem go nie po to, by kogokolwiek obrażać, lecz dlatego, że coraz częściej obserwuję zachowania charakterystyczne właśnie dla myślenia plemiennego. Człowiek przestaje oceniać argumenty, a zaczyna oceniać wyłącznie to, z którego obozu pochodzą. W takim sensie „plemię” może obejmować zarówno wyborcę prawicy, jak i wyborcę lewicy czy centrum. Natomiast określenie „ludzie sumienia i bez sumienia” jest już trudniejsze. Każda strona sporu uważa bowiem, że to właśnie ona reprezentuje sumienie, patriotyzm, uczciwość i dobro wspólne. Dokładnie dlatego potrzebujemy kryteriów bardziej obiektywnych niż własne przekonanie o moralnej wyższości.Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, która najbardziej niepokoi mnie we współczesnej Polsce, nie byłaby to ani Unia Europejska, ani federalizacja, ani nawet konkretna partia polityczna. Byłaby nią utrata zdolności do przyjęcia, że druga strona może mieć rację choćby w części, a my sami możemy się czasem mylić.Naród nie rozpada się wtedy, gdy ludzie się ze sobą nie zgadzają. Naród zaczyna mieć problemy wtedy, gdy przestają ze sobą rozmawiać, a każdą różnicę zdań traktują jako dowód złej woli, zdrady albo głupoty. I tu, paradoksalnie, widzę punkt wspólny z Pani komentarzem. Bez odbudowy choć minimalnego zaufania - niekoniecznie do polityków, ale przynajmniej do faktów i do możliwości uczciwej rozmowy - żadna strona politycznego sporu nie będzie w stanie przekonać drugiej. Będziemy tylko coraz głośniej mówić do własnych zwolenników, utwierdzając się nawzajem w swoich racjach. A to droga donikąd.Pozdrawiam Panią. 
mjk1
A Ty z uporem maniaka kolejny raz odpowiadasz na tekst, którego nie napisałem Droga Sake. Mój wpis nie był ani o SAFE, ani o Domańskim, ani o Sobkowiak-Czarneckiej, ani o pani Wcisło. Nie był też próbą udowodnienia, że politycy obecnej władzy są nieomylni. Wręcz przeciwnie - polityka jest pełna ludzi mówiących głupstwa i popełniających błędy. Zdarza się to ministrom, posłom, ekspertom telewizyjnym i komentatorom internetowym wszystkich opcji. Pytanie brzmi jednak: co robimy, gdy błąd zostanie wykazany? Jeżeli minister pomyli się w sprawie SAFE, należy go skrytykować. Jeżeli poseł opowiada bzdury o rakietach Patriot, należy go wyśmiać. Jeżeli ekonomista błędnie oszacuje koszty programu, należy z nim polemizować. Ale dokładnie to samo powinno dotyczyć "naszych". Tymczasem od wielu miesięcy obserwuję sytuację odwrotną. Kiedy politycy prawicy przekonywali, że SAFE będzie przede wszystkim programem dla niemieckiego przemysłu, wielu wyborców przyjęło to jako pewnik. Gdy zaczęły pojawiać się informacje o zamówieniach kierowanych do polskich zakładów, nie nastąpiła refleksja. Nie pojawiło się pytanie: "czy przypadkiem nie przesadziliśmy?". Narracja po prostu przeniosła się na inne pole.I właśnie o tym był mój tekst.Nie o tym, że politycy obecnej koalicji są mądrzy, a politycy prawicy głupi. O tym, że coraz mniej ludzi potrafi powiedzieć: "w tej sprawie mogłem się pomylić". Przypomnę też pewną wcześniejszą dyskusję z inną interlokutorką. Gdy przytoczyłem wypowiedź Brauna, usłyszałem, że czegoś takiego nigdy nie powiedział. Kiedy pokazałem nagranie, nagle problemem przestał być fakt, że powiedział, tylko to, że rzekomo źle go rozumiem. To jest dokładnie ten sam mechanizm. Nie chodzi o Brauna. Nie chodzi o Tuska. Nie chodzi o SAFE. Chodzi o to, że dla wielu ludzi rację ma zawsze "nasza strona", nawet wtedy, gdy rzeczywistość mówi coś innego. A wtedy żadna dyskusja nie ma już sensu. Bo jeśli każda informacja potwierdzająca nasze poglądy jest prawdą, a każda podważająca je jest manipulacją, to przestajemy rozmawiać o faktach. Zaczynamy bronić plemienia. I właśnie to uważam za znacznie groźniejsze od tego, czy oprocentowanie wyniesie 3,17%, 3,32% czy jeszcze coś innego.
mjk1
Dziękuję za te komentarze Alino, bo są one wręcz podręcznikowym potwierdzeniem tego, o czym pisałem. Zwróć uwagę, że nie odniosłaś się do ani jednego argumentu z tekstu. Nie próbowałaś wykazać błędu w rozumowaniu. Nie wskazałaś nieprawdziwego faktu. Zamiast tego otrzymaliśmy standardowy zestaw: TVN, agentura, Żydzi, Niemcy, Tymiński, Wałęsa, Bagsik i Gąsiorowski.Dokładnie to właśnie opisywałem. Gdy pojawia się niewygodna obserwacja, nie odpowiada się na nią merytorycznie. Tworzy się alternatywną opowieść, w której wszyscy myślący inaczej są ogłupieni, zmanipulowani albo opłaceni. Najzabawniejsze jest jednak to, że sama jesteś bohaterką jednego z przykładów z wpisu. Przez wiele komentarzy przekonywałaś mnie, że Braun nie powiedział czegoś, co, jak się okazało, powiedział. Gdy pojawiło się nagranie, nie napisałaś: „pomyliłam się”. Stwierdziłaś natomiast, że wprawdzie powiedział, ale miał na myśli coś innego, a ja nie rozumiem jego geniuszu.I właśnie o tym był cały tekst.Nie o Braunie. Nie o TVN. Nie o Tusku. O niemożności przyjęcia do wiadomości, że własna interpretacja mogła być błędna. Dla Ciebie każdy, kto nie zgadza się z Braunem, Korwinem, Tyminskim czy kimkolwiek innym z Twojego panteonu, jest ofiarą propagandy. Czy przyszło Ci do głowy, że równie dobrze ktoś mógłby powiedzieć, że to Ty jesteś ofiarą propagandy swoich ulubionych środowisk? Różnica polega na tym, że ja dopuszczam taką możliwość wobec siebie. Ty wobec siebie nie dopuszczasz żadnej. Dlatego nie martwię się o siebie. Martwię się o kraj, w którym coraz więcej ludzi uważa, że każdy fakt niepasujący do ich poglądów jest spiskiem, a każdy dowód przeciwny ich opinii tylko potwierdza, że mają rację. Taki sposób myślenia nie prowadzi do prawdy. Prowadzi wyłącznie do zamknięcia się we własnej bańce. A z bańki, jak wiadomo, świata nie widać.
tricolour
Człowiek myślący zadaje w takim przypadku pytanie, dlaczego nie stosuje się krajowego siana. Człowiek niemyślący, czyli sowiecki szuka od razu winnego.Dlaczego nie używa się w zoo polskiego siana?
Alina@Warszawa
@mjk Tylko jednego nie rozumiem. Dlaczego piszesz o sobie "Naród Niezrozumienia"? Przecież nie cały naród jest taki naiwny jak Ty!
Alina@Warszawa
@mjk Ja mogę się cieszyć, że po moim komentarzu z wczoraj, jednak coś do Ciebie dotarło. Okazuje się, że nawet głąb może napisać samokrytykę.
Zofia
Do tej dyskusji należy dodać najważniejszy punkt : NIE MAMY OD LAT ZAUFANIA, zarówno do SIEBIE jak i do POLITYKÓW. Jesteśmy oszukiwani i nie słuchani od lat. Analiza autora jest jak najbardziej trafna. Słyszałam, że na studiach dziennikarskich uczy się "jak manipulować wiadomościami", aby przekonać odbiorcę wg. potrzeb. W czasach powojennych (II WŚ) fakty historyczne przekazywali potajemnie Rodzice, bo w szkołach nie wolno było tego uczyć. Już świat przygotowywali do "urojonej globalizacji" (EWG, RWPG , NATO czy Układ Warszawski) i nie wolno było przekazywać faktów Obecnie ze szkół celowo wychodzą "współczesne  tumany" aby można było zrobić "federalizację Europy". I dlatego dążą do chaosu we wszystkich krajach europejskich. Zachodnia Europa już weszła w to bagno ( tylko pieniądze się liczą i nie przeszkadza im , że się ich wynarodawia i odziera z tradycji i kultury, wmawiając im , że są europejczykami. Ale takiej nacji nie ma! Autor przytacza słowa walka "plemion", które mnie osobiście rażą ale gdyby zastąpił te "plemiona" słowem "ludzie sumienia lub bez sumienia" to jestem skłonna zgodzić się z autorem. Władcy tego świata celowo karzą za słowa POLSKA DLA POLAKÓW, FRANCJA DLA FRANCUZÓW, czy WŁOCHY DLA WŁOCHÓW. Bo Narody budowały ten świat a oni ( ? - każdy niech pomyśli i znajdzie zarządcę tego świata) chcą to zniszczyć wymyślając nakazy czy zakazy. "Plemiona" dotyczą europejskiego kołchozu , tych europosłów w KE czy w Parlamencie.
sake2020
Nader patetyczne to podsumowanie wczorajszej dyskusji. W oratorskim uniesieniu przypisuje pan sobie rolę dyżurnego mentora,którego z otwartą gębą mają słuchać i bezwarunkowo przyporządkować się głupki zwane wyborcami.Krytykuje pan Polskę w której rzekomo wszyscy czujemy sie ekspertami.Ale dlaczego nasi eksperci od unijnej pożyczki SAFE nie są ekspertami a pospolitymi dyletantami?Ministerek Domański nawet nie potrafi podać na jaki procent jest ta pożyczka,bo już mglisto podane 3,17% poszybowało na 3,32% a to dopiero początek. Ekspertki od SAFE i decydowania o zakupach i produkcji pańcia Sobkowiak -Czarnecka ujawniła swoją głęboką niewiedzę na temat sprzętu wojskowego.Dla  niej wystrzeliwane z ramienia rakiety ,,Patriot'' to rakiety dalekiego zasięgu.Jeszcze większą głupotą wykazała się poślica Wcisło przekonując że każda rakieta ,,Patriot'' jest produkowana ręcznie. To jak się zwrócić do tych ekspercików-a co jeśli się mylisz? Tym bardziej,że prof.Kołodko były minister finansów krytycznie ocenia SAFE jako porozumienie pisane na kolanie i okazuje się nieefektywne,bo już o 8 miliardów euro wzrósł jej koszt.Myli się czy ma rację?.Dla pana to nieważne bo najłatwiej krytykować wyborców i niezależne media i popisywać się swoim mentorstwem.
Alina@Warszawa
@mjk  - Nie martw się! To przekracza Twoje możliwości: naszeblogi.pl Problemem w Polsce są ludzie, którzy ogłupiani systematycznie przez TVN24, jako wyborcy podejmują irracjonalne decyzje wyborcze, wybierając do kierowania swoim państwem takie elementy jak Tusk. Ludzie, którzy jak Ty nie rozumieją co mówią do nich tacy jak Braun, J. Korwin-Mikke, M. Woch, czy S. Tymiński, którzy przedstawiają realne analizy gospodarcze, a nie rusko-niemiecko-żydowską propagandę. Niestety agentura płaci ciężkie pieniądze na to, żeby media robiły oszołomów z sensownych ludzi. Efekt jest taki jak widać po mjk1 - z góry nie słuchają, tego co te "oszołomy" mówią, a jak nawet słuchają, to niczego nie pojmują, bo interpretują zgodnie z narracją oszustów z TVN. Bagsik i Gąsiorowski wydali 3 mln $ na to, żeby skompromitować S. Tymińskiego, kiedy ten zamiast T. Mazowieckiego wszedł do II tury wyborów prezydenckich w 1990 roku i zagroził wyborowi agenta Bolka - Lecha Wałęsy na pierwszego "niekomunistycznego" prezydenta Polski po II wś. Obaj grajkowie z Izraela stwierdzili po latach, że tanio wyszło, tylko 3 mln $....Teraz mamy w Polsce deficyt budżetowy kilkadziesiąt miliardów zł, czyli faktycznie im się opłaciło...
Alina@Warszawa
@TRI - teraz jest afera w Warszawie, że miejskie ZOO - majątek pod zarządem Trzaskowskiego - kupuje SIANO u Niemców. Jest 3x droższe niż polskie, nie wiadomo czy cena jest z transportem, czy bez... Ile z tego siana trafia na konto prezia Trzaska, nie podają, ale miałam kiedyś kontakt z niemieckimi firmami, więc wiem, że tam "prowizja' dla zamawiającego jest LEGALNA (!) w prawie podatkowym, słyszałam o poziomie 3-10%. Czyli warto! - Warto zamawiać u Niemców, bo przecież żaden polski chłop tyle nie da, a warszawiakom najwyżej podniesie się opłaty gruntowe, parkingowe, i będzie git! Nie zdziwiłabym się, gdyby w tym przypadku prowizja była 30%. W sumie Trzaskowski może mieć duży deficyt po kampanii wyborczej na prezydenta Polski i długi wysoko oprocentowane. Szkoda, że dziennikarze nie sprawdzają strony finansowej wyborów. 
Ijontichy
Piszę dopóki mogę...jeszcze.1 Pierwsze Prawo Lema: "Najważniejsze to nie myśleć...a jakoś to bedzie"   Jakoś to będzie...od początku istnienia "tego państwa"2.Piszesz ironicznie o ekspertach: definicja jest jedna:   Ekspert jest to taki facet/facetka ,który bedzie tłumaczył...dlaczego inni eksperci sie pomylili w swoich    ekspertyzach. 3.Najkrótszy dowcip polityczny : STREFA WOLEGO SŁOWA...to o NB.  Ale nigdy nie było wolnych mediów,dziennikarzy obiektywnych dokąd Fenicjanie wynaleźli pieniądze. Ale też NIE BYŁO PUBLICZNEGO ŻEBRANIA O DATKI...NA TE WOLNE MEDIA...  PS.Właśnie mnie wywalono za notke o Morawieckim...STREFA WOLNEGO SŁOWA :-)))
tricolour
Gdy Siemens kupil wrocławskie Elwro, pod pozorem unowoczesnienia produkcji, to w pierwszej kolejności zamknął Technikum Elektroniczne przy zakładzie. A potem zburzył wszystkie budynki Elwro...... bo na początku bylo Słowo.
Do wpisu: SAFE, czyli jak złapać prawicę na własną przynętę.
Data Autor
mjk1
I tu właśnie mamy do czynienia z pewną ironią losu. Od miesięcy słyszę, że SAFE jest straszliwym mechanizmem pompowania pieniędzy w zagraniczny przemysł, a tymczasem mało kto chce rozmawiać o tym, co działo się kilka lat temu za własnego rządu. Czym różni się sytuacja, w której Polska bierze kredyt i kupuje sprzęt za granicą, od sytuacji, w której Polska bierze kredyt i rozwija własne zakłady? Polskie fabryki przez lata prosiły o środki na zwiększenie mocy produkcyjnych, a państwo wolało finansować rozbudowę koreańskiego przemysłu zbrojeniowego. Trudno znaleźć lepszy przykład transferu pieniędzy za granicę. Przecież każda wydana tam złotówka pracowała na koreańskie miejsca pracy, koreańskich podwykonawców, koreańskie podatki i koreański rozwój technologiczny. Co więcej, był to kredyt powiązany bezpośrednio z dostawcą. To trochę tak, jakby ktoś wszedł do salonu samochodowego, pożyczył pieniądze od właściciela salonu, kupił jego samochód, a następnie ogłosił, że właśnie przeprowadził wielką operację wzmacniania własnej gospodarki. Nie twierdzę przy tym, że zakupy koreańskiego uzbrojenia były całkowicie błędne. Wojna na Ukrainie stworzyła sytuację wyjątkową i Polska potrzebowała szybkiego zwiększenia potencjału militarnego. Ale właśnie dlatego warto zachować odrobinę konsekwencji. Jeżeli ktoś dziś krytykuje SAFE dlatego, że pieniądze mogłyby trafiać do zagranicznych producentów, powinien równie surowo oceniać decyzje, które wcześniej kierowały dziesiątki miliardów złotych do zagranicznych fabryk. Nie można jednego dnia potępiać finansowania zagranicznego przemysłu, a drugiego dnia przedstawiać identyczny mechanizm jako wielki sukces własnego obozu politycznego.Najciekawsze jest jednak coś innego. W całej dyskusji o SAFE, Korei, UE, Niemczech czy kredytach umyka podstawowe pytanie: gdzie ostatecznie powstają miejsca pracy, kompetencje, technologie i zdolności produkcyjne? Bo właśnie to decyduje o sile państwa. I dlatego od początku twierdzę, że przeciętny wyborca nie będzie analizował geopolitycznych esejów o przyszłości Europy. Zobaczy natomiast bardzo prostą rzecz: czy nowe hale produkcyjne powstają w Polsce, czy gdzieś indziej. A politycy, którzy tego nie rozumieją, mogą się kiedyś bardzo zdziwić przy urnach wyborczych.To jest też bardzo niewygodny argument dla części środowiska PiS, bo pokazuje pewną niespójność: kiedy kredyt finansował koreański przemysł, tłumaczono to koniecznością chwili. Gdy dziś finansowanie ma wspierać polskie zakłady, nagle głównym argumentem staje się zagrożenie dla suwerenności. Właśnie takie sprzeczności często najbardziej osłabiają wiarygodność polityczną.
tricolour
To jest ciekawe:"Kiedy po wybuchu wojny na Ukrainie ówczesny minister MON Mariusz Błaszczak ruszył na zakupy, za głowy łapali się nie tylko eksperci, ale i wojskowi. Z kolei przedstawiciele polskiego przemysłu obronnego byli po prostu wściekli, bo pieniądze, które wydano w Korei Południowej, posłużyły do rozwoju i rozbudowy koreańskich fabryk, a nie polskich.Co jest o tyle bulwersujące, że od pięciu lat polskie fabryki zbrojeniowe słały pisma, prosząc o dofinansowanie na rozwój i budowę kolejnych linii produkcyjnych. Zarówno szef Ministerstwa Aktywów Państwowych Jacek Sasin, jak i premier Mateusz Morawiecki pozostawali głusi na głosy fachowców. Za to radośnie wzięli kredyt w koreańskim banku na zakupy koreańskiego sprzętuTylko na pierwszą fazę Polska pozyskała finansowanie przekraczające 38 mld zł. W komunikatach Ministerstwa Obrony Narodowej opublikowanych przy okazji wizyty szefa resortu w Seulu temat kredytu jednak się nie pojawił. MON nie był chętny, aby udzielać takich informacji. Resort pozostawał jedynym ministerstwem bez rzecznika prasowego.".Niezłe. Wziąć kredyt w banku dostawcy to.jest dopiero interes.
mjk1
W zasadzie zgadzam się z dużą częścią Twojego komentarza, choć użyłbym nieco łagodniejszych słów.Problem polega na tym, że wielu ludzi zainteresowanych polityką przecenia poziom zainteresowania polityką w społeczeństwie. Przeciętny wyborca naprawdę nie śledzi codziennych sporów. Nie zna szczegółów ustaw. Nie analizuje budżetu. Często nie wie, kto jest ministrem danego resortu. Żyje własnym życiem, pracą, rodziną i własnymi problemami. I właśnie dlatego polityka jest sztuką komunikacji, a nie tylko sztuką posiadania racji. Jeżeli ktoś przez godzinę tłumaczy zawiłości SAFE, KPO, polityki monetarnej, kompetencji NBP czy procedur unijnych, a jego przeciwnik pokaże prosty obrazek: nową halę produkcyjną, nowych pracowników i podpisaną umowę, to zgadnijmy, który przekaz zostanie zapamiętany. Niestety tak działa świat.Podobnie jest z Internetem. Merytoryczna analiza często przegrywa z awanturą. Spokojna argumentacja przegrywa z emocją. Artykuł liczący kilka stron przegrywa z jednym chwytliwym hasłem. To nie jest nowe zjawisko. Tak działa polityka od dziesięcioleci. Jednocześnie nie wyciągałbym z tego wniosku, że należy całkowicie zrezygnować z prób tłumaczenia rzeczy bardziej skomplikowanych. Bo choć większość ludzi nie śledzi polityki na co dzień, to jednak część słucha, część czyta i część wyciąga wnioski. Opinie nie powstają wyłącznie w telewizji. Tworzą je także rodziny, znajomi, lokalne środowiska, Internet i ludzie, którzy próbują patrzeć trochę dalej niż do następnego nagłówka. Dlatego nie mam złudzeń, że jeden tekst cokolwiek zmieni. Ale mam też świadomość, że wszystkie większe zmiany zaczynają się od pojedynczych ludzi, którzy próbują nazwać problem zanim stanie się on oczywisty dla wszystkich.Największym błędem byłoby uznanie, że skoro emocje wygrywają z argumentami, to należy z argumentów całkowicie zrezygnować. Nie należy. Trzeba tylko nauczyć się mówić o sprawach ważnych językiem zrozumiałym dla ludzi, którzy polityką nie żyją. I mam wrażenie, że właśnie z tym największy problem ma dziś niemal cała polska klasa polityczna.
Grzegorz GPS Świderski
Przeciętny wyborca nie widzi żadnych zamówień, nie wie w ogóle o istnieniu zakładów zbrojeniowych (oprócz pracowników takiego zakładu). Przeciętny wyborca to debil, który nawet nie wie, kto jest prezydentem czy premierem. Jak chcesz do niego dotrzeć, to nie opowiadaj o SAFE, ale pokaż dupę. A jak na tym portalu chcesz do kogokolwiek dotrzeć, to zrób chamską awanturę.
mjk1
Chcącemu (w tym przypadku niechcącemu) nie dzieje się krzywda a ja narzucał się z tym Ferrari nie będę. 
tricolour
Jest tylko jedno wytłumaczenie, że ja się do Ferrari nie nadaję i że jest to wina Tuska.Z czym się oczywiście nie zgadzam.😀
mjk1
Cały czas odpowiadasz na coś, czego nie napisałem Droga Sake. Ja nie twierdzę, że prawica zabrania komukolwiek słuchać swoich mediów. Twierdzę coś znacznie prostszego: prawica w ogromnej większości mówi do ludzi już przekonanych, ponieważ jej przekaz dociera głównie do ludzi już zainteresowanych prawicą. To są dwie różne rzeczy. Oczywiście każdy może włączyć TV Republika czy wPolsce24. Tak samo każdy może wejść na dowolny portal internetowy. Tylko że polityka nie polega na tym, co ktoś może zrobić, ale na tym, co faktycznie robi większość społeczeństwa. Przeciętny wyborca nie śledzi codziennie polityki. Nie ogląda wielogodzinnych debat. Nie analizuje dokumentów UE. Nie czyta portali politycznych. Polityką interesuje się okazjonalnie, najczęściej przy okazji wyborów. I właśnie do tego człowieka trafia przede wszystkim przekaz dominujący w największych mediach. Jeżeli przez wiele miesięcy słyszy on w głównych stacjach telewizyjnych, portalach i rozgłośniach radiowych, że SAFE oznacza pieniądze dla polskiego przemysłu, nowe miejsca pracy i rozwój zbrojeniówki, a jednocześnie słyszy z prawej strony, że będzie to program głównie dla Niemiec, po czym widzi pierwsze kontrakty trafiające do polskich firm, to wyciąga bardzo prosty wniosek: „tym razem ci, którzy mnie straszyli, nie mieli racji”. To właśnie próbuję od wielu miesięcy tłumaczyć. Nie oceniam tutaj nawet, kto ma rację w długim terminie. Zwracam uwagę na mechanizm polityczny. Republika i wPolsce24 mogą codziennie przekonywać swoich widzów do własnych argumentów. Problem polega na tym, że są to głównie ludzie już zainteresowani polityką i w dużej mierze już przekonani. Natomiast wybory rozstrzyga nie najwierniejszy elektorat, lecz wyborca umiarkowany, który nie żyje polityką od rana do wieczora. Dlatego od początku stawiam pytanie nie o to, co myślą najbardziej zaangażowani sympatycy prawicy, lecz o to, co myśli człowiek, który politykę ogląda przez kilka minut dziennie i raz na kilka lat idzie do urny. To właśnie o niego toczy się prawdziwa walka polityczna. I mam wrażenie, że wielu ludzi na prawicy nadal bardziej interesuje przekonywanie już przekonanych niż zdobywanie tych, którzy jeszcze nie zdecydowali, jak zagłosują. Prawica od lat zachowuje się tak, jakby wybory wygrywało się liczbą komentarzy pod własnymi mediami. Tymczasem wybory wygrywa się ludźmi, którzy tych komentarzy nigdy nie czytają. To zasadnicza różnica.