|
|
u2 "co po Tusku?"Nie widać co tam będzie. Głucho wszędzie, ciemno wszędzie.Tusk sie chwalił, że Polacken mają coraz więcej geldu w kieszeniach. Okazało sie jednak że to były dane za okres kiedy rządził ten znienawidzony Kaczyński. Oczywiście Tusk ani myśli przepraszać frajerów Polacken i prostować swoje kłamstwo. Woli stare kłamstwo szybko przykrywać nowym kłamstwem w myśl zasady profesora Belki (TW Belch) wyrażonej w programie Onet rano. |
|
|
mjk1 Pełna zgoda U2, za rządów Tuska i jego ferajny zawsze kończy się tak samo: dług rośnie, Polakowi w portfelu coraz mniej, a „elity” bawią się w luksusy za publiczne pieniądze. Ten scenariusz znamy już aż za dobrze.Ale warto postawić pytanie zasadnicze: co po Tusku?Bo sama zmiana szyldu na drzwiach KPRM niczego nie załatwi. Polacy nie potrzebują kolejnej ekipy, która będzie się tłumaczyć „zastaliśmy fatalny budżet”, a potem i tak pójdzie tą samą drogą, rozdawnictwa, długu i podatków.Jeżeli następny rząd nie odważy się na naprawę fundamentów finansów, czyli reformę systemu bankowego, ograniczenie lichwy, kontrolę nad emisją pieniądza i racjonalizację wydatków, to będziemy tylko kręcić się w kółko. Dziś Tusk, jutro ktoś inny a długi zostają na karku podatnika.Dlatego pytanie do wszystkich polityków, którzy chcą przejąć władzę, brzmi: co zrobicie po Tusku, żeby Polacy wreszcie mogli odetchnąć, a państwo było dla narodu, a nie dla banków i spekulantów? |
|
|
u2 "jak naprawić finanse Polski?" To bardzo proste. Należy POgonić Tuska i jego ferajnę liberałów-aferałów. Zawsze gdy rządzi Tusk ze swoją ferajną to na nic nie ma kaski, panuje drożyzna, inflacja i bezrobocie. A dług publiczny rośnie w kosmicznym tempie.Ferajna Tuska sobie kupuje lekką rączką, za nasze ciężko zarobione pieniądze, flotyllę jachtów, które po roku odsprzeda z zyskiem a raty POżyczek spłacać będą frajerzy, czyli my, prości ludzie z małych miasteczek i wsi, nie mylić z WSI (dawniej WSW). |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @ mjk1Obyś mial rację.Dokładnie!Trzeba nazywać rzeczy po imieniu.W początku było słowo. |
|
|
mjk1 Masz rację Mazurze, wielu polityków nie tylko nie rozumie, jak powstaje pieniądz, ale nawet nie ma odwagi, by zadać to pytanie. To niestety pokazuje, że obecny układ polityczny nie jest w stanie wyjść poza utarte schematy, bo nie rozumie fundamentów systemu, w którym funkcjonuje.Co do wojny, zgoda, nikt jej nie chce. Ale historia uczy, że wojny wybuchają nie dlatego, że narody ich pragną, tylko dlatego, że elity finansowe i polityczne uznają je za „rozwiązanie” własnych problemów. Właśnie dlatego trzeba mówić o reformie finansów teraz, zanim ktoś uzna, że kolejny konflikt jest jedyną drogą wyjścia z pułapki.Pytanie „z kim?” jest kluczowe. I tu, mimo wszystko, jest pewna nadzieja. Można liczyć na młodych polityków, którzy wyrastają ponad partyjne schematy: w PiS czy Solidarnej Polsce pojawiają się ludzie szukający powrotu do korzeni, w Konfederacji widać głosy rozsądku ekonomicznego, w Lewicy, szczególnie w nurcie Zandberga, pojawia się wrażliwość społeczna, która może być ważna w układaniu nowego ładu. A ponad tym wszystkim coraz wyraźniej widać rolę otoczenia prezydenta Nawrockiego i samego prezydenta, którzy, jeśli będą konsekwentni, mogą stać się katalizatorem dla prawdziwej debaty o naprawie państwa.Tak, dziś rządzą miernoty, ale nie musi tak być zawsze. Demokracja w polskim wydaniu daje teraz marny efekt, ale demokracja to także narzędzie, które można wykorzystać. Być może nie od razu, być może krok po kroku, ale jeśli nie zrobimy nic, wybór pozostanie prosty: albo miernoty i ich długi, albo cudze wojny i cudze interesy.A więc „z kim”? Z każdym, kto jest gotów przerwać milczenie, które opisałeś. Bo to właśnie od tego zaczyna się każda reforma – od odwagi nazwania rzeczy po imieniu. |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @mjk1Jasne.Powiedz to politykom.Oni nawet nie wiedzą w jaki sposób jest kreowany pieniądz.Kiedyś zadałem to pytanie .Głucha cisza zapadła.Co do wojny to nikt jej nie chce ale jak problemy nie dadzą się pokojowo rozwiązać to sięgnie się po inne środki.Jestem jak najbardziej za reformą państwa i finansów ale z kim?Miernoty rządzą i taka jest cena demokracji w naszym wydaniu. |
|
|
mjk1 Na Ciebie zawsze można liczyć Mazurze. Trafiasz w samo sedno kilku kluczowych problemów, które składają się na obecną pułapkę, w jakiej znalazło się nasze państwo. 1. Banki i ich rolaMasz rację, od lat osiemdziesiątych mamy do czynienia z deregulacją sektora finansowego, co sprawiło, że banki przestały być narzędziem wspierającym realną gospodarkę, a stały się celem samym w sobie. Kapitał przestał służyć produkcji, innowacji czy stabilności społecznej a zaczął służyć wyłącznie spekulacji i generowaniu zysków dla wąskiej grupy interesariuszy. W efekcie państwa, które teoretycznie mają prawo do emisji pieniądza i kształtowania polityki gospodarczej, w praktyce zostały podporządkowane „rynkom finansowym”. Bank centralny ma dziś związane ręce, bo nie działa w logice dobra publicznego, lecz w logice systemu dłużnego, którego celem jest ciągła obsługa odsetek.2. Finanse publiczne i wydatki zbrojeniowePrzykład 5% PKB na zbrojenia jest tu bardzo wymowny. W obecnym modelu finansowania państwa, każda dodatkowa złotówka wydana na obronność (nawet jeśli uzasadniona względami bezpieczeństwa) oznacza lawinowy wzrost kosztów obsługi długu i dalsze ograniczanie inwestycji w to, co naprawdę buduje siłę państwa – edukację, naukę, zdrowie, infrastrukturę czy własne technologie. Wydatki na obronność stają się tym bardziej niebezpieczne, jeśli nie idą w parze z rozwojem własnego przemysłu i innowacji. Kupowanie „wojennego szrotu” z zagranicy to nie jest wzmocnienie, lecz drenaż pieniędzy, które mogłyby pozostać w obiegu krajowym i napędzać rodzimą gospodarkę.3. Mechanizm błędnego kołaBardzo celnie zauważyłeś, że system opiera się dziś na prostej logice: „dopóki spłacamy odsetki, wszystko jest w porządku”. To właśnie jest istota pułapki długu. Każdy kolejny rząd, niezależnie od barw politycznych, nie zmienia modelu, tylko gra na czas: emituje kolejne obligacje, zadłuża państwo jeszcze bardziej, byle tylko nie dopuścić do otwartego bankructwa w czasie własnej kadencji. Odpowiedzialność zostaje przerzucona na następców a koszty na społeczeństwo.4. Czy wojna jest „resetem”?To niezwykle ważne, że podniosłeś ten wątek. Faktycznie, w historii niejednokrotnie zdarzało się, że wojny pełniły funkcję brutalnego „resetu” – niszczyły długi, zmieniały granice, burzyły dotychczasowy ład. Ale trzeba powiedzieć jasno: to rozwiązanie pozorne i zawsze obliczone na interesy wielkich graczy kosztem narodów. Wojna zawsze niszczy kapitał ludzki, materialny i społeczny. Po wojnie państwa wchodzą w nowe zależności finansowe, bo muszą odbudowywać się na kredyt, często w jeszcze gorszych warunkach niż przed konfliktem. To nie reset, lecz pogłębienie niewoli, tyle że pod nowym nadzorcą.WniosekDziś faktycznie potrzebujemy resetu, ale nie w postaci wojny. Resetu pokojowego, opartego na odważnych reformach finansowych i politycznych. Na przywróceniu państwu kontroli nad własnym pieniądzem, na powiązaniu emisji z realną gospodarką, na stworzeniu ram, w których kapitał służy człowiekowi, a nie odwrotnie. To zadanie trudne, wymagające odwagi a przede wszystkim, świadomości społecznej, ale jedyne, które daje perspektywę przyszłości. Wojna nie jest rozwiązaniem – wojna jest kapitulacją. |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @mjk1Obawiam się, ze te słuszne postulaty w obecnym systemie sa po prostu niemożliwe do realizacji.W jaki sposób zmusić banki, by wróciły do swojej dawnej roli czyli służebnej w stosunku do gospodarki ?Po deregulacji w latach osiemdziesiątych instytucji finansowych to one dyktują warunki a bank centralny nie ma nic do gadania.Proszę zauważyć, ze 5 %PKB na zbrojenia to przynajmniej 15 %budżetu państwa. To nas dopiero wykończy.Nie mówiąc juz o utrzymaniu tego wojennego szrotu.To tylko drobny ułamek. Tak długo jak spłacamy odsetki jest ok a po nas choćby potop. A jak przyjdzie nowy rząd to zwali na poprzedni i tak w kolko , a pętla się zaciska.Ale może wojna zrobi reset. |
|
|
mjk1 Dziękuję za tę analizę Panie Bartoszu. Bardzo trafnie pokazuje rozdźwięk między rządową propagandą sukcesu a realnym doświadczeniem ludzi i twardymi danymi gospodarczymi. Minister Domański posługuje się selektywnymi liczbami, wyrywając je z kontekstu i tworząc wrażenie stabilności tam, gdzie mamy narastający kryzys strukturalny.Faktycznie, wskaźnik PMI, spadki w przemyśle czy rosnące koszty produkcji w ramach Zielonego Ładu to nie są dane, które można przykryć konferencją prasową. To sygnały ostrzegawcze, że polska gospodarka nie ma fundamentów rozwojowych a dług i koszt jego obsługi tylko pogłębiają stagnację. Zwykły obywatel doświadcza tego na co dzień: w rosnących cenach, w trudności ze znalezieniem stabilnej pracy, w braku inwestycji w krajowy przemysł.Dlatego właśnie w moim cyklu podkreślam, że problem nie leży w bieżącej retoryce ministra finansów, to jedynie objaw. Rdzeń kryzysu tkwi w samym modelu finansowania państwa: w podporządkowaniu się pieniądzowi dłużnemu i w braku suwerennej polityki finansowej. Bez przełamania tego mechanizmu żadna kosmetyka fiskalna ani narracyjne sztuczki ministra nie odmienią sytuacji Polaków.Można więc powiedzieć tak: Domański swoje, a rzeczywistość swoje. I to właśnie rzeczywistość będzie weryfikować polityków, szybciej niż im się wydaje. |
|
|
Bartosz Jasiński A Domański swoje. Twierdził najpierw, że finanse publiczne są w dobrym stanie, a później złapany na kłamstwie obarcza winą Prezydenta, która sprawuje swój urząd od miesiąca. W narracji Ministra Finansów znajdziemy więcej absurdów. Twierdzi, on że nasza gospodarka rozwija się znakomicie. Przytacza selektywne dane ekonomiczne, które są później rozpowszechniane przez media prorządowe. Jednak zwykłym Polakom z dnia na dzień żyje się coraz gorzej. Ceny rosną wciąż w wysokim tempie, a na rynku pracy widoczne jest spowolnienie. Dowodem na to są dane o sytuacji w polskim przemyśle. Wskaźnik PMI, opracowany przez międzynarodowe instytucje, pokazuje, że produkcja przemysłowa w naszym kraju w ostatnich miesiącach kurczy się na tle rozwoju choćby w Hiszpanii czy stabilnego poziomu w Niemczech i Czechach. Implementacja Zielonego Ładu oraz podwyżki kosztów czynią naszą produkcję relatywnie bardziej kosztowną. Nie zanosi się na to, żeby sytuacja miała się zmienić. |