|
|
spike tak też pomyślałem :) |
|
|
tricolour Jeżeli sprawia ci to frajdę, to pobaw się koniecznie - rzeczy robione z radości są najlepsze.Pokaż w okolicy Świąt, chętnie obejrzę. |
|
|
spike mam też wersję skromniejszą w akwareli, może się tym modelem pobawię, by lepiej wyglądał obraz, święta nadchodzą, będzie w sam raz. |
|
|
tricolour Tak, bardzo ładne. Jeśli to AI, to udane - nie przeczę. Tak udane, jak malowane ludzką ręką.Problem jednak w tym, że wolę żywą kobietę, nie film porno.😁😁😁Ale tak - bardzo udane. |
|
|
spike @tri- tak poza tematem, rozmawialiśmy o tym, zobacz i oceń:th.bing.com |
|
|
spike jedna uwaga, pieniądze z rynku nie znikają, są kumulowane, by potem się pojawić, to ludzka cecha, planowanie, zwierzęta żyją z dnia na dzień, (pomijam wyjątki).Kiedyś pieniądz był reglamentowany by był wykonany ze złota lub srebra, obecnie jest wartość pieniądza reguluje produkcja, popyt i podaż, a to rodzi mechanizmy manipulacji. |
|
|
mjk1 Masz rację Danusiu — pojedynczy szewc to dziś już raczej anegdota niż codzienność. Ale właśnie o to chodziło w tym przykładzie: nie o szewca jako zawód, tylko o mechanizm działania gospodarki kapitalistycznej. Szewc był tu tylko ilustracją, bo łatwiej zrozumieć zasadę na prostej historii niż na przykładzie korporacji czy globalnych łańcuchów dostaw.Współczesny „szewc” to dziś cały zakład obuwniczy, koncern albo fabryka. Mechanizm jednak pozostaje dokładnie ten sam: płace wszystkich pracowników plus zysk właściciela nigdy nie pokrywają wartości całej produkcji. W skali mikro to nie przeszkadza, ale w skali makro prowadzi do chronicznego niedoboru pieniądza w obiegu — tej słynnej „luki popytowej”, o której pisał Kalecki.Dlatego historia o szewcu nie jest opowieścią o przestarzałym rzemiośle, tylko o fundamentalnej wadzie systemu, który nawet w epoce zrobotyzowanych fabryk działa dokładnie tak samo, tylko na większą skalę. Dziś zamiast jednego szewca mamy miliony pracowników korporacji, ale problem pozostaje identyczny. |
|
|
mjk1 Zabawne, jak często w dyskusjach o gospodarce pojawia się ten sam refren: „Zysk nie znika, przecież ktoś go wydaje, tylko nie chowaj pod materacem”. Otóż problem nie w tym, że ktoś coś „wywozi na Księżyc”, tylko w tym, że suma płac i zysków zawsze jest mniejsza niż wartość sprzedanych towarów. Nawet jeśli nikt nie trzyma pieniędzy w skarpecie, to i tak w obiegu brakuje części środków potrzebnych do wykupienia całej produkcji.W realnym kapitalizmie ta luka jest łataną przez kredyt, dotacje, eksport lub inflację, czyli zawsze przez jakieś sztuczne „dolewanie” pieniędzy do systemu. Inaczej — zatrzymuje się obrót. To nie „dojenie”, tylko naturalna konsekwencja konstrukcji systemu, w którym pieniądz jest jednocześnie środkiem wymiany i celem akumulacji.Zysk nie znika w próżni, ale jego krążenie ma zupełnie inną dynamikę niż krążenie płac. I to właśnie dlatego gospodarka musi być stale „podgrzewana” nowym pieniądzem, by nie zgasła jak ognisko, w którym wypalono cały tlen.Więc nie, nikt nie wywozi pieniędzy na Księżyc. One po prostu znikają z rynku szybciej, niż na niego wracają. |
|
|
tricolour Zdaje się, że kolega Mjk widzi zysk jako coś, co się wyciąga z gospodarki i wywozi na niedostępny Księżyc, by tam bezużytecznie leżał. Dojenie takie.Jeżeli ktoś pieniądze pcha do materaca, a sam chodzi oberwany, to mu się rzeczywiście system pod nazwą "życie" nie domyka. |
|
|
spike Miałem taki przypadek, w pewnej produkcji były założone pewne straty, co jest oczywiste, ja opracowałem nową technologię, która te straty minimalizowała prawie do zera, zaznaczę, że te straty, choć za nie płacił odbiorca, były dość znaczne. Po udanych próbach, analizach etc. zgłosiłem wyniki swojej pracy, co się okazało, całą dokumentację zamknięto w sejfie, zakazano o tym mówić etc. Efekt był taki, że te wszystkie oszczędności jakie dawała nowa technologia, były złomowane. |
|
|
spike Coś w tym rozumowaniu nie gra. - -"Jeśli w całym procesie produkcji pojawia się zysk, to znaczy, że sprzedano towary drożej, niż wyniosły koszty ich wytworzenia." - - - zysk jak i strata jest wkalkulowany w produkcję. |