Otrzymane komantarze

Do wpisu: Energetyczny internet, czyli dlaczego przyszłości nie blokuje technologia, lecz człowiek.
Data Autor
Alina@Warszawa
Oczywiście, że nie skorzystam, bo sama DAWNO zdecydowałam, gdzie zamontować moje PV. Są na południowej ścianie, zamontowane prawie pionowo. Te zyski są właśnie z takiej ich pozycji - jak można porównać - są w maksymalnym zakresie wydajności. W dodatku rzadko kiedy bywają zaśnieżone i są świetnie wentylowane w lecie. Zacieniają ścianę, która się tak nie nagrzewa w lecie jak wcześniej. 
mjk1
Coś Ci poradzę Alino, ale nie musisz skorzystać. Największy całoroczny zysk z paneli wcale nie jest najwyższy jak są skierowane na południe pod katem 60 stopni. Największy jest, jak panele leżą płasko na dachu (całkowicie poziomo). W moim zaś przypadku, (instalacja 800W tzw. balkonowa) największy średni zysk to pionowo na południowej ścianie. Sprawdzone doświadczalnie, ale nie musisz skorzystać z porady.
mjk1
Pytasz skąd masz wiedzieć? Wystarczy choćby posłuchać reklam i sprawdzić. Ale do sedna. W taryfie G11, powszechnej, płaciłem średnio (sam Tauron podaje tę średnią na fakturze) 1,48 zł. za kWh. Po przejściu na taryfę G14 dynamic  płaciłem średnio (przed zainstalowaniem paneli 0,89 zł za kWh. Zmiana licznika na licznik z godzinowym odczytem jest darmowa. Taka ciekawostka. Mechanik, który instalował ten licznik powiedział, że jestem pierwszym posiadaczem tej taryfy w moim 300-tysięcznym mieście. Ciekawi mnie ilu czytających ten post choćby sprawdzi czy pisze prawdę a od ilu dowiem się, że jestem łgarzem i to najpewniej ruskim albo ubeckim.
mjk1
Drogi Grzegorzu. Mam wrażenie, że po raz kolejny sprowadzasz rzeczywistość do fałszywej alternatywy: albo wolny rynek, albo terror państwa. Tymczasem większość współczesnych społeczeństw funkcjonuje pomiędzy tymi skrajnościami. Bo kto ma pilnować wykonania kontraktu, o którym piszesz? Kto ma rozstrzygać spory? Kto ma ścigać oszustwa, zmowy cenowe, wyłudzenia, manipulacje rynkowe czy nadużycia monopoli? Sam rynek? Przecież historia pokazuje, że również na wolnym rynku występują oszustwa, kartele i koncentracja kapitału. Właśnie dlatego powstały sądy, prawo handlowe i instytucje nadzoru. To nie jest jeszcze żaden "terror". Tak samo jak policjant pilnujący ruchu drogowego nie oznacza terroru komunikacyjnego. Nie twierdzę też, że państwo powinno wszystkim zarządzać. Wręcz przeciwnie. Napisałem wyraźnie, że nie wierzę ani w pełną centralizację, ani w pełną decentralizację.Różnimy się chyba w jednym miejscu: Ty zakładasz, że rynek sam rozwiąże niemal każdy problem. Ja uważam, że ludzie potrafią współpracować zarówno poprzez rynek, jak i poprzez instytucje, wspólnoty, organizacje czy państwo. Zresztą sam Linux, który przywołujesz, jest dobrym przykładem. Nie powstał dlatego, że ktoś kierował się wyłącznie zyskiem. Powstał dlatego, że tysiące ludzi uznało, że warto wspólnie zrobić coś użytecznego.I właśnie ten ludzki czynnik współpracy był głównym tematem mojego wpisu.
Alina@Warszawa
@TRI - sing, czyli pitolisz jak poturbowany! Alinka doskonale wie czym jest "dotacja", a Ty nie masz pojęcia. Gdybyś miał jakiekolwiek pojęcie o PV, to nawet w takim trybie życia, jakie macie, można zamontować PV od strony wschodniej (najlepiej płd-wsch) i zachodniej (płd-zach). Ale Ty masz mądrą tylko żonę? Może ona to pojmie? Ale nie musi, bo przy obecnych zarobkach lekarzy, robienie PV to dla Ciebie faktycznie ekstrawagancja. Tego mojego komentarza nie czytałeś, czy nie zrozumiałeś? naszeblogi.pl 
tricolour
A skąd ja mam wiedzieć,  jak obniżyłeś rachunki? Może kradniesz? Nie zgadnę... 😀Wiem za to, jak ja obniżyłem swoje - prawie każde  gniazdko dostało podtynkowy, mieszczący się w standardowej puszcze, switch wifi, który umożliwia także pomiar energii. Na tej podstawie zobaczyłem np, że wieża audio pobiera 50W gdy wszystko jest wyłączone. Ki czort? Okazało sie, ze amerykański subwoofer żre z sieci 200mA non stop, a nie ma wyłącznika. Więc teraz już ma.W ten oto sposób dopasowałem pracę urządzeń do potrzeb domowników.Innymi słowy chodzi o to, by nie liczyć tak, jak Alinka, ktora za koszt swej inwestycji PV uznaje również dotację,  którą dostała w prezencie. Owszem, dotację dostała, wydała mniej, ale to szczególny przypadek. Ja też mogę napisać, mając żonę lekarza,  że "wy" to durnie jesteście stojąc latami do specjalistów zamiast pójść nazajutrz do każdego, jaki się wymarzy... Opłaca sie "wam" takie czekanie?No właśnie...
Grzegorz GPS Świderski
Piszesz, że największym wyzwaniem jest nauczenie się współpracy — i tu się zgadzamy w 100%. Właśnie dlatego dziwi mnie, że w kolejnym zdaniu implikujesz, iż do tej współpracy potrzeba czegoś więcej niż wolnego rynku. Bo czym jest wolny rynek, jeśli nie właśnie zinstytucjonalizowaną, dobrowolną współpracą na masową skalę?Kiedy właściciel auta elektrycznego zgadza się za wynagrodzenie oddawać energię do sieci — to jest współpraca. Kiedy operator sieci oferuje mu gwarancję minimalnego naładowania baterii przed porannym wyjazdem — to jest kontrakt i zaufanie. Kiedy kilka firm konkuruje o to, który model umowy będzie dla klienta atrakcyjniejszy — to jest właśnie ta ludzka zdolność do kooperacji mimo różnych interesów, o której piszesz. Rynek to nie jest model człowieka jako zimnego egoistycznego kalkulatora. Rynek to mechanizm, który zamienia egoistyczne interesy w dobrowolną kooperację — i robi to bez przymusu.Przykład Linuxa, który podajesz jako argument przeciwko rynkowi, jest w istocie jego potwierdzeniem. Linux powstał z pasji, prestiżu i przekonania, że warto coś razem budować — czyli z dobrowolnego działania ludzi realizujących swoje wartości. Nikt nikogo nie zmuszał. Żaden urząd nie rozdzielał zadań. Żadna ustawa nie nakazywała pisać kodu. To jest właśnie to, co ASE nazywa spontanicznym porządkiem — współpraca bez centralnego planisty.Piszesz, że nie chodziło ci o wyższość państwa nad rynkiem. Jednak Twój tekst kończy się wezwaniem do nauczenia się oddawania energii do wspólnej sieci — i to wezwanie wisi w powietrzu bez odpowiedzi na pytanie: kto ma tego nauczyć i jakimi metodami? Bo jeśli dobrowolnie i przez bodźce ekonomiczne — to właśnie jest wolny rynek. Jeśli przez regulację i nakaz — to już nie jest współpraca, tylko terror.Różnica między rynkiem a państwem nie jest różnicą między egoizmem a altruizmem. To jest różnica między współpracą dobrowolną a współpracą wymuszoną groźbą użycia przemocy wobec pokojowo działających ludzi. Gdy dwie strony zawierają kontrakt, obie zyskują — inaczej by go nie zawarły. Gdy państwo coś reguluje lub nakazuje, jedna strona zyskuje kosztem drugiej, a w tle stoi aparat przymusu gotowy ukarać nieposłusznych. Nie ma tu żadnej równowagi między rynkiem a państwem — jest tylko pytanie, ile dobrowolności chcemy zastąpić terrorem administracyjnym i w czyjej to leży interesie.Internet jest na to najlepszym dowodem — nie dlatego, że ARPANET kiedyś sfinansowało wojsko, lecz dlatego, że skalę, różnorodność i siłę osiągnął dokładnie wtedy, gdy uwolniono go od kontroli państwa i oddano w ręce prywatne.To jest kluczowe, byś zrozumiał, że opisałeś w istocie dylemat więźnia. Wiesz, co to jest? Jeśli nie, to poczytaj sobie o tym. A jak zrozumiesz, to możemy przejść dalej. Istotą problemu, który poruszyłeś, jest to jak rozwiązywać tego typu dylematy, tak by maksymalizować korzyści. Etatyści, keynesiści, socjaliści, marksiści i inna lewica twierdzą, że jedynym rozwiązaniem jest terror, czyli państwo — to zmuszenie ludzi siłą, pod groźbą kary, by postępowali niekorzystnie dla siebie, ale jakoby korzystnie dla ogółu. My, wolnościowcy, wiemy, bo to opisano solidnie w wielu traktatach ekonomicznych, że to jest błędne rozwiązanie. Rynek, dobrowolna współpraca, pokojowe podejście, brak terroru, rozwiązują też dylemat więźnia.
mjk1
Ja nie pisałem o darmowym prądzie tylko o oszczędnościach. Każdy sam może ocenić, czy to sią opłaca. Ja za tysiąc złotych inwestycji ( panele i inwerter kupiłem w promocji) oszczędzam ok 150 złotych miesięcznie. Tyle tylko tyle i aż tyle.Na jedno pytanie jednak nie odpowiedziałeś i nie tylko Ty. Jak obniżyłem rachunki z 450- 500 zł. do niecałych 300 zł. Jak to zrobiłem bez żadnych inwestycji. Po założeniu paneli rachunek oscyluje w granicach 150 zł za 300 kWh, bo część energii jeszcze "ucieka" do sieci.
mjk1
Nie neguję potencjału geotermii Spike. Wręcz przeciwnie - uważam ją za bardzo ciekawe i niedoceniane źródło energii, szczególnie w ciepłownictwie. Mam jednak wątpliwości wobec tezy, że wystarczyło pozwolić działać geotermii toruńskiej, a mielibyśmy dziś tanią energię elektryczną. Geotermia Toruń została uruchomiona jako ciepłownia i dostarcza ciepło do miejskiej sieci. O planach produkcji energii elektrycznej mówiło się od lat, ale do dziś taka produkcja nie ruszyła. Podobnie z cenami. Zwolennicy projektu twierdzą, że geotermia nie odpowiada za wcześniejsze podwyżki cen ciepła w Toruniu, a sama spółka publikowała w tej sprawie specjalne oświadczenia.Problem geotermii jest szerszy. W teorii wygląda znakomicie: stabilne źródło energii, niezależne od pogody. W praktyce wszystko zależy od lokalnych warunków geologicznych, kosztów odwiertów, temperatury złoża i ekonomiki całego przedsięwzięcia. Dlatego jedne projekty działają świetnie, a inne nie wychodzą poza etap ambitnych planów. Dlatego nie odrzucam geotermii, ale też nie traktuję jej jako cudownego rozwiązania wszystkich problemów energetyki. Tak samo jak fotowoltaika nie rozwiąże wszystkiego, atom nie rozwiąże wszystkiego i magazyny energii nie rozwiążą wszystkiego.Największym błędem jest zwykle przekonanie, że istnieje jedno źródło energii, które załatwi cały problem. Historia energetyki pokazuje, że takie cuda zdarzają się głównie w publicystyce.Wielu zwolenników geotermii miesza ciepłownię geotermalną z elektrownią geotermalną. To nie jest to samo. Produkowanie ciepła z wody o temperaturze około 60°C jest stosunkowo proste. Produkowanie z niej energii elektrycznej na dużą skalę jest już znacznie trudniejsze i często ekonomicznie problematyczne. Dlatego właśnie geotermia świetnie sprawdza się w ogrzewaniu miast, ale dużo rzadziej jako znaczące źródło energii elektrycznej. 
tricolour
@mjkNiepotrzebnie rozmowę techniczną zaśmiecasz osobistymi wtrętami pod moim adresem. Wpadłeś tym we własne sidła, o których niedawno pisałeś, siebie samego wyjmując wtedy z negatywnej oceny internautów. Plus tego jest taki, że wszyscy tu jesteśmy emocjonalni i normalni, bez wyjątku. Ty też.Co do zdalnego sterowania urządzeń, to po to właśnie zbudowałem domową sieć urządzeń oraz wykorzystałem ich fabryczne funkcje, by pracowały one jak najbardziej wydajnie. I nie tylko chodzi o zmywarkę czy bojler, ale także choćby sterowanie każdym termostatem kaloryfera (koszt ogrzewania jest znacznie eiekszy niż koszt energii elektrycznej wiec tu jest większe pole do popisu) czy "odzyskiem" wody z kompresorowych osuszaczy powietrza, których dwie sztuki stoją w przyziemiu, jako produkt uboczny osuszania dają wodę do kwiatków albo stacji parowej - tu zysk finansowy jest zerowy, ale mam wodę destylowaną i do myjki ultradźwiękowej. Bez chodzenia i kupowania.Wracając do tematu - właśnie o to chodzi, że po zastosowaniu PV w Twojej konfiguracji, oszczędność jest na poziomie stówki czy dwóch miesięcznie,  całość przedsięwzięcia uznaję za nieopłacalną. Oczywiście arytmetyczne jest to oszczędność,  nie przeczę,  ale nie tylko chodzi o złotówki. Przecież gdybym patrzył wyłącznie na ilość PLN,  to nigdy bym nie budował np. longboardów, na których jeździmy z synem, a możemy iść pieszo, za darmo. Koszt tych desek, to prąd na kilka lat wprzód. Ale z drugiej strony - gdy syn zaczął ładować swoj motor elektryczny (30Ah, 70V) to od razu zauważyłem jego dodatkowe dwie kilowatogodziny dziennie więc mu dałem gniazdko Tuya, by sobie włączał ładowanie gdy jest w szkole, a prad kosztuje 21gr/kWh.Sumaryczny koszt utrzymania domu, wliczając wszystkie możliwe media, podatki i polisy to 1100zl miesięcznie. Jeżeli przetnę kabel energetyczny to dalej będzie 800, ale ja będę zdychał ze zgryzoty. Tak na to patrzę. 
mjk1
Któryś z nas nie potrafi liczyć Trójkolorowy i to na pewno nie jestem ja. Zużywamy dokładnie tyle samo energii. 3600 kWh rocznie czyli 300 kWh miesięcznie (3600:12= 300) i 10kWh dziennie (300:30=10).U mnie instalacja za 1300 zł, którą opisałem, pokrywa połowę dziennego zapotrzebowania. Mam tę przewagę, że jestem emerytem i pranie, gotowanie czy zmywanie mogę robić w godzinach największego nasłonecznienia, ale nie tylko. Po analizie dziennego zapotrzebowania najwięcej energii zużywał bojler na ciepłą wodę a ten już można ustawić automatycznie w godzinach największego nasłonecznienia. Przypuszczam, że pralkę i zmywarkę przy dzisiejszych gniazdkach wifi można uruchomić zdalnie ze smartfona. Warto wiec wszystko przeanalizować. Instalacja 800W zwana balkonową wymaga tylko zgłoszenia i można ją rozbudować o kolejne moduły i magazyn ( magazyny) energii o czym nie każdy wie. Nie trzeba od razu budować instalacji 10 kW. To podobnie jak w życiu, żeby się napić piwa nie trzeba od razu browaru kupować. W poprzednim wpisie zarzuciłem Ci, że nie sprawdzasz dokładnie informacji i nie tylko Ty nie sprawdzasz. Spróbuję to udowodnić. Przy moim zużyciu płaciłem ok 450 zł miesięcznie za energię elektryczną. Wyobraź sobie, że nie inwestując ani złotówki obniżyłem swoje rachunki do 300 zł. miesięcznie. Ciekawe, czy ktokolwiek napisze, jak to zrobić? 
spike
problem kolego jest w tym, że niedokładnie przeczytałeś co napisałem, pierwszy komentarz był o utopii magazynów samochodowych, przy okazji wspomniałem o przyrodzie, jako przykład rozwiązania, kolejny był niestety do sanitariuszki @aliny, z twoją treścią miał niewiele wspólnego, nie wiem dlaczego to powiązałeś. Co do geotermii, jesteś w mylnym błędzie, swego czasu ten temat mnie interesował, od technologii, do możliwości, zainspirował mnie o.Rydzyk, którego w geotermii też skromnie wspomagałem i kibicowałem. Nie wiem czy wiesz, że geotermia o.Rydzyka miała na celu produkowanie także energii elektrycznej, technologia była zaawansowana, miał nawet dotacje państwa i UE, którą przy intensywnym wsparciu TyfuSSa, mu cofnięto, zdążył tylko uruchomić gorącą wodę, na której fundacja zarabia i oszczędza na kosztach.Co do kosztów, śmiem twierdzić, że wiercenie pod instalację jest korzystniejsze, niż elektrownie atomowe, do tego "do bólu" ekologiczne , a co najważniejsze, "wieczne".Pewna geo-elektrownia w USA została zamknięta z powodu braku gorącej wody, ktoś kupił i wybudował ponad 100 km rurociąg by zasilać złoże, to się mu opłacało, wiele lat już od nowa pracuje. Z tego co wiem, Polska jest bogata w geotermię, czy choćby gorąca woda, to nieopłacalne źródło energii, choćby taką wodę dogrzać na parę i zasilać turbiny, nie opłacalne?Wiesz dlaczego instalacje z pompą ciepła są najlepszym rozwiązanie dla domów?
tricolour
@mjkWłaśnie dlatego piszę,  bo dokładnie rzecz sprawdziłem.Moje roczne zużycie to 3600kWh licząc maj- maj. Z tego instalacja alarmowa, monitoring zdalny, system kamer oraz spinający to wszystko router, switch, bramka Zigbee, dwa repeatery, klika paneli tuya jako węzły protokołu kratowego, to 800kWh.Biorąc pod uwagę,  że pracujemy i chodzimy do szkół, to nie ma nikogo między 7 a 17 czyli w tych dziesięciu godzinach,  gdy pracować może PV,  jest mozliwosc zasilenia tylko tych drobnych sprzętów. Nie zasilę w tym czasie ani zmywarki, ani suszarki, ani piekarnika z takiej instalacji, jak Twoja, co oznacza, że mogę mieć oszczędność na poziomie max 20% mego zużycia. Większą oszczędność będę miał tylko wtedy gdy podniósłbym moc paneli i dołożył magazyn.
mjk1
Mam wrażenie, że Spike i Alina dyskutują o dwóch różnych rzeczach. Nikt rozsądny nie twierdzi dziś, że samochód elektryczny nie może być magazynem energii. Technologie V2G  i V2H istnieją i są rozwijane. Pytanie brzmi nie „czy można?”, lecz „czy można na tym oprzeć znaczącą część systemu energetycznego i za jaką cenę?”. To są dwa różne pytania. Tak samo można powiedzieć, że każdy dom może mieć własny magazyn energii. Może. Tylko trzeba jeszcze policzyć koszty, skalę, żywotność baterii, infrastrukturę, zachowania użytkowników i wpływ na sieć.Historia techniki pokazuje, że najczęściej przegrywają zarówno sceptycy twierdzący „to nigdy nie zadziała”, jak i entuzjaści twierdzący „to rozwiąże wszystkie problemy”. Prawda zwykle leży pośrodku. Samochody elektryczne mogą być jednym z elementów przyszłego systemu energetycznego, ale raczej nie będą jego jedynym fundamentem.Tak przy okazji cała ta wymiana jest trochę zabawna, bo idealnie ilustruje temat mojego wcześniejszego wpisu o „narodowym sporcie Polaków”. Jeden mówi: „to utopia”, drugi słyszy: „to niemożliwe”. Drugi mówi: „technologia istnieje”, pierwszy słyszy: „rozwiąże wszystkie problemy”. I zaczyna się walka z tezami, których nikt wprost nie postawił. W gruncie rzeczy najciekawsze pytanie nie brzmi: czy samochód może być magazynem energii? Oczywiście, że może.Ciekawsze jest pytanie: dlaczego tak często bardziej zależy nam na udowodnieniu, że przeciwnik nie ma racji, niż na ustaleniu, w jakim zakresie rację mają obie strony?To już jest jednak temat nie tylko o energetyce, ale również o ludziach.
mjk1
Zgadzam się z częścią komentarza Spike, bo rośliny rzeczywiście są genialnym przykładem naturalnego magazynowania energii słonecznej. W pewnym sensie drewno, biomasa czy nawet żywność są właśnie biologicznymi magazynami energii. Tyle że nie o tym był mój tekst. Nie pisałem o tym, jak przyroda magazynuje energię, lecz jak będzie wyglądał system energetyczny przyszłości oparty na źródłach odnawialnych. Podobnie z geotermią. Brzmi atrakcyjnie, ale praktyka jest bardziej skomplikowana. Geotermia jest świetnym źródłem tam, gdzie istnieją odpowiednie warunki geologiczne (Islandia jest klasycznym przykładem), ale nie jest uniwersalnym rozwiązaniem dla całego świata. Głębokie odwierty są kosztowne, technicznie trudne i nie wszędzie opłacalne. Dlatego nie widzę jednej magicznej technologii, która rozwiąże wszystko. Tak samo nie wierzę, że przyszłość należy wyłącznie do geotermii, wyłącznie do atomu czy wyłącznie do fotowoltaiki. Bardziej prawdopodobny wydaje mi się model mieszany: duże źródła stabilne (atom, część energetyki konwencjonalnej, geotermia tam gdzie ma sens), lokalna energetyka rozproszona, magazyny energii oraz inteligentne sieci zarządzające przepływem energii.Natomiast najciekawsze jest coś innego. W dyskusjach o energetyce bardzo często szukamy jednego zbawcy: jedni widzą go w atomie, inni w geotermii, inni w fotowoltaice. Tymczasem historia rozwoju techniki pokazuje, że największe sukcesy odnosiły zwykle nie pojedyncze wynalazki, lecz systemy potrafiące łączyć wiele rozwiązań naraz.Dokładnie tak stało się z Internetem. Nie wygrał dlatego, że ktoś stworzył jeden idealny komputer, ale dlatego, że połączono miliony różnych urządzeń w jedną współpracującą sieć. Być może energetyka przyszłości będzie działała według podobnej logiki.
mjk1
Jeżeli pozwalasz sobie Trójkolorowy wciskać kit o drożyźnie instalacji fotowoltaicznych, to każda z tzw. partii politycznych wciśnie Ci dowolna bzdurę a Ty w nią uwierzysz. Dlaczego? Powód jest tylko jeden. Bo nie chce Ci się sprawdzić. Teraz konkrety. Ja mam wszystko na prąd i przy normalnym użytkowaniu zużywam ok 10 kWh dziennie. Mieszkanie na drugim piętrze jedna ściana południowa i na niej dwa panele słoneczne suntech 490s za 660 zł (2x330zł) i Mikroinwerter Hoymiles HMS-1000-2T za niecałe 500 zł. razem z kablami i wtyczkami całość nie przekracza 1300 zł. To wszystko wpięte do gniazdka w pokoju i pokrywa połowę miesięcznego zużycia. Wymaga tylko zgłodzenia. 
tricolour
Hehe...Koszt instalacji PV 10kW plus magazyn to będzie sto tysięcy. Do tego samochód elektryczny oraz termoizolowany, nowy dom. Nawet bez tego domu potrzebujemy wydać trzysta tysięcy złotych, by miec "darmową energie"...😀
spike
szkoda na ciebie czasu, ale odpowiem, nigdzie nie napisałem, że takie rozwiązanie nie istnieje, wiem o tym, nim ty wiedziałes co to PV, przeczytaj co napisałem kilka razy, nim dasz głos. - - - - - - - Weź sobie kajecik i ołówek, może uda ci się coś policzyć, jak choćby koszty tego rozwiązania, a i praktyczne wykorzystanie szczególnie w systemie sieci energetycznej, dlatego napisałem, że to utopia. - - - - Tylko pamiętaj, nim język puścisz w taniec . . . .
tricolour
Tak, tak  - samochody można wykorzystywać jako magazyny energii, szczególnie gdy objawiający cuda mówi, cytuję: "wyobraźmy sobie,  że mamy taką sytuację,  że mamy sobie w samochodzie energię".Wyobraź wiec sobie, Alinko, że masz taką sytuację, że masz sobie dwadzieścia pięć lat. I co teraz możesz z tym realnie zrobić?
Alina@Warszawa
Kolejny komentarz Spika oderwany od rzeczywistości i postępu techniki. Spike nie nadąża! Otóż e-samochody można spokojnie wykorzystywać jako magazyny: Dom zasilany z SAMOCHODU! Prąd z samochodu…  Spike daj se spokój z komentowaniem techniki, o której nie masz bladego pojęcia.
spike
Założenie by e-samochody pełniły rolę magazynów energii jest utopią, a warunkiem jest by każdy z nas miał taki samochód, który w każdej chwili postoju, był podłączony do -sieci, no i oczywiście warunki takiej współpracy. Już obecnie ten system istnieje, sporo instalacji ma magazyn energii, ale jest nierównomiernie rozlokowany na naszym terenie, przesyłanie nadmiarów z jednego końca Polski do drugiego jest skomplikowane i drogie, nasze sieci jak i większość w Europie, nie jest do tego przygotowana, nadmiar energii nie jest stale rozłożony, są godziny szczytów, jak potem spadek do "0".  W naszej przyrodzie zostało to idealnie opracowane przez Stwórcę, energia jest przetwarzana przez roślinność, np. na drewno, które także w pewnym zakresie kontroluje ilość CO2, dając nam dodatkowe korzyści, nim energia w nim zmagazynowana zostanie wykorzystana, do tego roślinność ma cudowny wpływ na biosferę, czyste powietrze, (nie chodzi o O2, bo tego prawie nie wytwarza, a co wytworzy pochłania), ale np. wilgoć ziemi, dzięki czemu rodzi płody, ochronę przed suszą, wiatrami etc.itd.dzięki roślinności (magazynom energii) jest życie na Ziemi.Wg mnie, sens ma tylko i wyłącznie odpowiednio przygotowana europejska sieć energetyczna, która jest w stanie kontrolować przesył energii w każdą stronę, ale i tak to może działać jak Słońce świeci, ale zyskujemy spory przedział czasowy od prawa do lewa obszarów systemu.Już dawno temu opracowano system elektrowni słonecznych ulokowanych na orbicie Ziemi, które nie są zależne od ziemskiej pogody, problemem jest jej przesyłanie na Ziemię, są różne warianty, ale jeszcze nie osiągalne technicznie.Przyszłością jest geotermia, wieczna i czysta energia, z tego co wiem, jest technologia umożliwiająca głębokie odwierty, ale jest "schowana", bo za mało można na niej zarobić, a jest węgiel i ropa, dające duże zyski, więc poczekamy może do następnego pokolenia, a to jest tylko pierwszy stopień rozwoju cywilizacji, wykorzystanie energii planety.
mjk1
Droga Alino, gdybym napisał, że energetyka może rozwijać się podobnie jak Internet, nie oznacza, że internet wynalazł prąd. Tak samo jak stwierdzenie, że mózg działa jak komputer, nie oznacza, że człowiek został skonstruowany przez firmę Microsoft. Analogia dotyczy modelu działania sieci, a nie dat w kalendarzu.
Alina@Warszawa
Energetyka przypominała internet na dziesięciolecia zanim powstał pierwszy komputer! W Polsce elektryfikacja całego kraju została zakończona w latach 1960-70. 
mjk1
O przyszłości trudno mówić inaczej niż w kategoriach przewidywań. Nie użyłem słowa "wierzę" w znaczeniu religijnym, tylko potocznym: "uważam za najbardziej prawdopodobne".Gdybym znał przyszłość z całkowitą pewnością, nie pisałbym felietonów, tylko obstawiał wyniki giełdy i loterii. Natomiast sama prognoza wynika właśnie z wiedzy i obserwacji obecnych trendów: rozwoju OZE, magazynów energii, elektromobilności oraz ograniczeń zarówno systemów całkowicie scentralizowanych, jak i całkowicie rozproszonych.
Zbyszek
"Dlatego nie wierzę ani w całkowicie scentralizowaną energetykę, ani w całkowicie rozproszoną. Przyszłość wg mnie będzie wyglądała inaczej."Polegać na wiedzy i racjonalnej argumentacji, zamiast wiary.