Otrzymane komantarze

Do wpisu: „Polska to Polska”?
Data Autor
mjk1
I znowu nie masz racji Viva. Jestem niestety ciut starszy od Ciebie i to z mocnym naciskiem na "ciut". Podobno "nie wyglądam", ale to już nie moja ocena, bo samochwałą nigdy nie byłem. Jeżeli chodzi o Anię naszą ukochaną, bo Andzia w gwarze śląskie, to Ania właśnie, obawiam się, że nic z tego nie będzie. Oprócz tego, że jest drapieżna, jest przede wszystkim szalenie inteligentna a ja zburzyłem jej jedyną linię obrony jaką miała. Jak już nie mogła obronić krytyki PiS, to oskarżała mnie o sprzyjanie PO, czy reszcie tej okrągłostołowej sitwy. Po moich ostatnich wpisach, ta jej linia obrony też padła więc się nie odzywa. Obawiam się, że nic z tego nie będzie, choć fajnie by było. Emaila napiszę później, żeby nie było, że znam Twój wiek i się wymądrzam. Sam potem zdecydujesz czy prawdę opublikować w komentarzach, czy nie. Trochę jednak poczekasz, bo najpierw muszę umieścić dzisiejszy wpis a to też trochę czasu zajmie.  
marsie
biuletynnowy.blogspot.com B.N. 30/25. CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM! Motto: Nie wiem, skąd tyle wrzawy wokół działań ministra Żurka. Przecież to dopiero rozgrzewka! / premier Donald Tusk / Pozdrówka!  
VivaPalestina
mjk1 "Smoki? Oczywiście, że były." Cieszę się bardzo bo uwielbiam smoki. Z tego co piszesz wnioskuję, że masz niewiele lat (jak ja ci zazdroszczę...) Powiedz mi na PW bo cieszę się, że mam z tobą kontakt, którego funkcjonariusz "Strefy Wolnego Słowa" nie może zbanować. Ale wiesz co? Żeby było naprawdę dobrze to musimy dokooptwać do naszego dyskusyjnego  grona  kobietę. Kobiety zawsze są czynnikiem uspokajającym, ( my się kłócimy a ONA przyniesie nam piwo...) Ja stawiam na Andzę. Uwielbiam drapieżne dziewuchy...
mjk1
Smoki? Oczywiście, że były. Tyle że nie te z bajek. Nie fruwały – raczej chodziły w mundurach i mówiły po rosyjsku. Nie ziały ogniem, tylko propagandą, a zjadały wolność, język, historię i tożsamość. Po wojnie jeden taki smok zadomowił się u nas na dobre. Mówił, że przyszedł nas wyzwolić, ale jakoś nie chciał potem wyjść. A jak ktoś mówił, że to nie do końca jest bajka, to szybko trafiał do lochu. W 1989 roku zrobiliśmy to, co każdy szanujący się bohater bajki robi w końcu ze smokiem – przegnaliśmy go. Bez miecza, ale z rozumem. I ruszyliśmy tam, gdzie są wolne królestwa, a nie zamordystyczne lochy. Więc tak – była bajka. Tylko że myśmy ją przeżyli na własnej skórze. A teraz, kiedy niektórzy chcą nas z powrotem wsadzić do jaskini i wmówić, że to ciepło to nie ogień, tylko „tradycja” – no cóż, trzeba znów przypomnieć, kto tu był smokiem, a kto człowiekiem.
VivaPalestina
"Po II wojnie światowej, przemocą wcieleni do bloku radzieckiego, straciliśmy to, co było najbliższe zachodniej idei - wolność. I kiedy w 1989 roku ją odzyskaliśmy, to właśnie powrót do wspólnoty zachodniej, do Europy, był naszym najważniejszym celem. Nie dlatego, że ktoś nas do tego zmusił. Tylko dlatego, że to był nasz wybór." Urzekła mnie twoja historia. A w tej bajce smoki też były? Uwielbiam smoki.
Do wpisu: Stręczenie Putina
Data Autor
mjk1
"Polska jest częścią wspólnoty zachodniej" -NIE! Polska to jest Polska. Co ty uważasz za "wspólnotę zachodnią"? Napisz o tym notkę. (Najlepiej jakbyś wystartował od demokracji ateńskiej).". Podsunąłeś mi fajny temat Viva. Jak za bardzo nie rozwinie się dyskusja pod moim głównym wpisem a nie rozwija się, bo ludek tutaj nie za bardzo kumaty, popracuję nad tym tekstem. Nie miej jednak pretensji jak znowu Cię "skopię", to naprawdę nic osobistego, ja po prostu nie lubię Ruskich.
VivaPalestina
mjk1 "1. Czy mamy być „ratlerkiem” USA? Polska jest częścią wspólnoty zachodniej nie dlatego, że ktoś nas do tego zmusił, ale dlatego, że jako społeczeństwo (po 1989 r.) postawiliśmy na wartości liberalnej demokracji i sojusze, które miały dać nam bezpieczeństwo i rozwój gospodarczy. I przez długi czas to działało. USA są potęgą i oczywiście realizują swoje interesy, jak każda wielka siła, również Rosja czy Chiny. To nie znaczy, że mamy ślepo wykonywać polecenia. Ale też nie znaczy, że mamy się „obrażać” na partnera tylko dlatego, że to nie my jesteśmy głównym graczem. Mądra polityka polega na umiejętnym balansowaniu interesów, a nie na skakaniu z jednej orbity wpływów w drugą" Bełkot nic nie wnoszący do tematu "Polska jest częścią wspólnoty zachodniej" -NIE! Polska to jest Polska. Co ty uważasz za "wspólnotę zachodnią"? Napisz o tym notkę. (Najlepiej jakbyś wystartował od demokracji ateńskiej). "Potęga militarna nie wystarczy, jeśli nie idzie za nią skuteczna praca u podstaw" No właśnie... "Mądra polityka polega na umiejętnym balansowaniu interesów, a nie na skakaniu z jednej orbity wpływów w drugą." No widzisz? Jak chcesz to potrafisz napisać coś mądrego :)). I tak trzymaj! "Potęga militarna nie wystarczy, jeśli nie idzie za nią skuteczna praca u podstaw'. I znowu się z tobą całkowicie zgadzam... Reszty dziś nie komentuję. Moją opinię znajdziesz w następnych notkach ( oczywiście jak admin pozwoli)
mjk1
@Siberien To zabijcie go rzeczowymi argumentami a nie ch...mi.
VivaPalestina
mjk1 "Po prostu nie jestem w stanie nawet zbliżyć się do Twojego poziomu inteligencji." Ty lepiej kolego uważaj, to jest, ponoć, szachista.
mjk1
Pański wpis Panie Kazimierzu pokazuje, jak silne jest dziś poczucie kruchości naszej pozycji. I trudno się dziwić: historia Europy Środkowo-Wschodniej to ciągła lekcja realizmu, zdrad i nagłych zwrotów sojuszy. Ale właśnie dlatego nie warto popadać w geopolityczny fatalizm. Tak w 1945 roku nie Roosevelt i Churchill decydowali o losie Polski, tylko Stalin. Ale kluczowe jest to, że Stalin decydował dlatego, że jego czołgi stały nad Wisłą, a alianci nie mieli ani siły, ani woli, by to zmienić. Geopolityka nie zna pustki, dlatego dziś naszą odpowiedzialnością jest robić wszystko, by nie dopuścić do powtórzenia tamtego scenariusza. I nie chodzi tu o nadzieję na „wieczny parasol ochronny” USA, tylko o budowanie regionalnej siły odstraszania i współpracy. Stąd idea Trójmorza, choć dziś niedoskonała i nie w pełni dojrzała, jest jedynym poważnym kierunkiem, który daje szansę na wyjście z roli peryferii wielkich imperiów. Czy partnerzy w regionie mają dziś pełne zaufanie do Polski? Nie. Czy wykazują entuzjazm? Też nie zawsze. Ale czy to znaczy, że projekt jest nierealny? Wręcz przeciwnie, właśnie to oznacza, że trzeba o niego zabiegać z większym wysiłkiem, a nie wycofywać się z gry. Zarzut, że „politycy nas tak urządzili, że nikt nie chce z nami współpracować”, ma sens, ale jest tylko połową prawdy. Druga połowa to fakt, że mimo politycznych potknięć, Polska nadal jest największym i najsilniejszym państwem regionu, zarówno demograficznie, jak i ekonomicznie. Nasza infrastruktura (np. Via Carpatia, porty, kolej), nasze doświadczenia z Rosją, nasza rola w pomocy Ukrainie, wszystko to sprawia, że Polska nie jest łatwa do zignorowania. Oczywiście, trzeba naprawiać błędy, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i dyplomacji. Ale nie można traktować obecnego stanu Trójmorza jako argumentu za jego porzuceniem. Każdy projekt geopolityczny zaczynał jako „wishful thinking”, od Planu Marshalla, przez EWG, aż po NATO. Kluczowe było to, kto nie odpuszczał, kiedy inni jeszcze nie wierzyli. Nie wiemy, co się wydarzy w USA. Trump może włączyć reset, ale nie musi. Bruksela może słabnąć. Putin może zyskać chwilową przewagę. Ale to tym bardziej wymaga strategicznego działania regionalnego, nie czekania z założonymi rękami na cud, ani nie ucieczki w cynizm. Historia może mieć nieoczekiwane ciągi dalsze, ale właśnie dlatego warto pisać je z głową uniesioną, a nie opuszczoną.
Siberian Dog Husky
Kto sprowokował ten "dialog" Czy nie aby ten ludzki śmieć z Donbasu Ruszkiewicz to znana wsza w necie
Kazimierz Koziorowski
mjk1@"w 1945 roku to nie Churchill czy Roosevelt decydowali o losach Polski, tylko Stalin – ponieważ..." wlasnie! historia ma niestety nieoczekiwane ciagi dalsze i mozna sobie wyobrazic kiedys tlumaczenia "w 2025 roku to nie Trump czy Bruksela decydowali o losach Polski, tylko Putin – ponieważ..."  czy tak trudno sobie wyobrazic wyeliminowanie albo reset Trumpa i zalamanie parasola ochronnego nad  Europa?  @"nie mylmy zdrady politycznej z intencją strategiczną" to niestety tautologia, albo mowa trawa Trojmorze na obecnym etapie to wishful thinking. Owszem, owszem czemu nie, tyle ze potencjalni partycypanci wykazuja desinteresse z takim partnerem jakim nas urzadzili politycy.  
mjk1
Siberien&Zeus Zamiast tej prześlicznej poezji nie moglibyście zaorać Vivy intelektem? Czyżby zabrakło?
Tezeusz
A ten jego nosek prosto z Izraela
Siberian Dog Husky
Ruszkiewicz SPIERDALAJ RUSKI CHUJU Won za Don ruski parchu Sowiecka ​krzyzowko kurwy z mułem Ruski pedofilu
VivaPalestina
Huyski Tak sobie gadaj Huyski. Cwelu hazaro - banderowski.
mjk1
To, że historia Polski jest pełna zdrad i dramatów nie budzi żadnej wątpliwości Panie Kazimierzu. I owszem, „przyjaźń” z Anglosasami miała swoje gorzkie konsekwencje. Ale trzeba też zrozumieć realia epoki: w 1945 roku to nie Churchill czy Roosevelt decydowali o losach Polski, tylko Stalin – ponieważ to Armia Czerwona stała już na Odrze. Zachód ustąpił, bo nie miał innego wyjścia i to była hańba. Ale nie mylmy zdrady politycznej z intencją strategiczną: Polska nie została sprzedana „na zawsze”. Dlatego dziś może być członkiem NATO i UE. Dzięki temu i tylko dzięki temu, nie dzieli dziś losu Ukrainy. Zarzuty wobec Ukrainy są znane, ale czy zasadne w obecnym kontekście? Czy Ukraina rzeczywiście „rujnuje nasze bezpieczeństwo”? To nie Ukraina najechała sąsiada, tylko została napadnięta. Tak, historia polsko-ukraińska jest bolesna. Tak, UPA to zbrodnia. Ale obecna Ukraina nie czci zbrodni, lecz walczy o własne istnienie i to w interesie Polski, by Rosja nie miała granicy z nami, tylko zatrzymała się na Dnieprze. Politycy Ukrainy bywają niewdzięczni, emocjonalni, roszczeniowi, ale to nie są działania wrogiego państwa, tylko często chaotyczna polityka państwa w stanie wojny. Rozsądek nakazuje wspierać ich nie z sympatii, lecz z zimnej kalkulacji. Czy „stręczy się Putina”? Wbrew pozorom – tak. Nie chodzi tylko o głośnych komentatorów, ale o narracje, które „realizm” mylą z akceptacją agresji. Zestawianie obecnej Ukrainy z nazistowskimi Niemcami, usprawiedliwianie inwazji jako „reakcji na NATO”, mówienie o „tragedii dziejowej” jako o losie nieuniknionym, to wszystko w praktyce oswaja agresora. A przecież Rosja mówi dziś otwarcie, że Polska to następna „strefa wpływów”. Czy naprawdę chcemy wierzyć, że układanie się z wrogiem to sposób na ocalenie niepodległości? Czy Trojmorze to utopia? Nie, ale wymaga zaufania, stabilności, wspólnoty interesów. I tu Polska może odegrać rolę lidera, ale nie jako samotny, zgorzkniały naród, lecz jako ten, który rozumie zagrożenia i buduje sojusze. Kto tego nie widzi, de facto godzi się na samotność a samotność Polski w Europie to zawsze zaproszenie do klęski. Podsumowując: historia nas nauczyła, że trzeba myśleć trzeźwo. Nie idealizować sojuszników, ale też nie demonizować każdego, kto dziś walczy z naszym wspólnym wrogiem. Polska ma dziś szansę, dzięki swojej pozycji, współtworzyć nowy porządek w regionie. Ale nie zrobi tego, jeśli uwierzy, że wszyscy dookoła to wrogowie, a Kreml to „partner, z którym trzeba się ułożyć”. To już było – i zawsze kończyło się dla Polski źle.
mjk1
Dziękuję za uczciwe postawienie sprawy Viva, bo właśnie rozmawiać o Rosji trzeba, nie uciekać w emocje, etykiety czy obelgi. „Rusofilia” stała się dziś obelgą, często bezmyślnie rzucaną a przecież interesować się Rosją, rozumieć jej mechanizmy, a nawet szukać kanałów dialogu, nie znaczy od razu być jej bezkrytycznym obrońcą. Ale żeby rozmawiać o Rosji poważnie, trzeba mówić bez złudzeń. Rosja od wieków nie zna innej logiki niż logika dominacji. Zaczęło się jeszcze za Iwana Groźnego, który podporządkował Nowogród i sąsiednie księstwa, niszcząc lokalne elity. Potem Katarzyna II, niby „oświecona”, rozbierała Rzeczpospolitą i brutalnie tłumiła jakiekolwiek aspiracje niepodległościowe. W XIX wieku – podporządkowanie Kaukazu, tłumienie powstań w Polsce, represje wobec narodów podbitych. Po 1917 – bolszewicki eksport rewolucji, pakt Ribbentrop-Mołotow, Katyń, okupacja państw bałtyckich. Po 1945 – Jaruzelski wzywał ZSRR do pomocy, nie odwrotnie. W 1956 i 1968 czołgi radzieckie przypominały „bratnim narodom”, kto tu rozdaje karty. Rosja „rozmawia” tylko wtedy, gdy musi. I tylko z silniejszymi. Gdy Reagan przyjął kurs twardej presji (zbrojenia, „gwiezdne wojny”, embargo), ZSRR w końcu usiadł do stołu. Ale wcześniej przez lata „dialog” polegał na tym, że Zachód apelował, a Rosja robiła swoje, czy to w Afganistanie, w sprawie dysydentów, czy zbrojeń. Współcześnie? – Ukraina: przez lata miała prorosyjskie rządy (Janukowycz), gaz po „specjalnej cenie”, umowy handlowe, ale kiedy tylko zaczęła ciążyć ku Zachodowi, odpowiedzią był Majdan, aneksja Krymu i wojna. – Białoruś: niby niepodległa, ale Łukaszenka nie podejmie żadnej poważnej decyzji bez zgody Kremla. – Kazachstan: próbował się uniezależniać – Rosja natychmiast wysłała tam siły w 2022 pod pretekstem „zaprowadzenia porządku”. – Niemcy: przez lata robili z Rosją interesy (Nord Stream), mimo ostrzeżeń Europy Środkowej a szczególnie nas. Dziś wielu z nich przyznaje, że się pomylili – Rosja wykorzystała te relacje, by uzależnić ich energetycznie i kupić polityczny wpływ. Dlaczego trzeba rozmawiać z Rosją z pozycji siły? Bo dla Kremla ustępstwo to słabość. A słabość – to zaproszenie do ataku. Gdy jesteś asertywny i masz za sobą silnych sojuszników – Rosja kalkuluje. Gdy jesteś sam i miękki – wykorzystuje to natychmiast. To nie znaczy, że trzeba być rusofobem. Wielu Rosjan to ludzie dobrzy, utalentowani, krytyczni wobec swojego państwa. Ale w relacjach z rosyjską władzą nie ma miejsca na naiwność. To nie Zachód stworzył tę logikę – to Rosja przez wieki ją wypracowała. Można kochać kulturę Dostojewskiego i jednocześnie rozumieć, że rozmowa z Kremlem to nie literacki salon, tylko brutalna gra interesów.
mjk1
Rozumiem irytację i emocje, które wzbudza temat geopolityki Viva – to w końcu kwestia naszej suwerenności, bezpieczeństwa i przyszłości. Ale spróbujmy na spokojnie. 1. Czy mamy być „ratlerkiem” USA? Polska jest częścią wspólnoty zachodniej nie dlatego, że ktoś nas do tego zmusił, ale dlatego, że jako społeczeństwo (po 1989 r.) postawiliśmy na wartości liberalnej demokracji i sojusze, które miały dać nam bezpieczeństwo i rozwój gospodarczy. I przez długi czas to działało. USA są potęgą i oczywiście realizują swoje interesy, jak każda wielka siła, również Rosja czy Chiny. To nie znaczy, że mamy ślepo wykonywać polecenia. Ale też nie znaczy, że mamy się „obrażać” na partnera tylko dlatego, że to nie my jesteśmy głównym graczem. Mądra polityka polega na umiejętnym balansowaniu interesów, a nie na skakaniu z jednej orbity wpływów w drugą. 2. USA w Afganistanie? Wycofanie z Afganistanu było porażką wizerunkową USA, nikt tego raczej nie kwestionuje. Ale trzeba też zrozumieć kontekst: dwie dekady obecności wojskowej w kraju, którego struktury społeczne i kulturowe są diametralnie inne, pokazały ograniczenia nawet największego mocarstwa. USA nie przegrały tam militarnie, ale przegrały politycznie, nie udało im się zbudować trwałego, lojalnego wobec Zachodu państwa. Wnioski? Potęga militarna nie wystarczy, jeśli nie idzie za nią skuteczna praca u podstaw. 3. Rosyjska armia i Ukraina? Rosja ma dużą armię, broń jądrową i przewagę liczebną, ale wojna na Ukrainie pokazała, że to nie wystarcza do szybkiego zwycięstwa. „Glanowanie banderowców”, jak to określiłeś, to propaganda w czystej postaci. Ukraina broni się z determinacją, a Zachód wspiera ją nie z miłości, tylko z chłodnej kalkulacji: jeśli Rosja wygra, sygnał pójdzie dalej – do Chin, Iranu czy innych autorytarnych reżimów. To nie jest bajka o dobrym Zachodzie i złej Rosji, to zderzenie interesów i modeli cywilizacyjnych. W interesie Polski leży, żeby agresywne imperia nie przesuwały granic siłą. Bo historia uczy, że my jesteśmy wtedy pierwsi „do przejechania”. Podsumowując: Nie chodzi o to, żeby bezkrytycznie ufać USA. Ale nie łudźmy się też, że Rosja ma nam do zaoferowania coś poza zależnością i brutalną geopolityką. Mądra polityka to nie wybór między „wasalem Waszyngtonu” a „satelitą Moskwy”. To umiejętność zachowania podmiotowości – przez sojusze, gospodarkę, bezpieczeństwo i silne instytucje wewnętrzne. I tego powinniśmy od siebie wymagać.
Siberian Dog Husky
Dobry Putin to zdechły Putin Dobry rusek to zdechły rusek Prawdy nikt nie zagłuszy
VivaPalestina
mjk1 "Po prostu nie jestem w stanie nawet zbliżyć się do Twojego poziomu inteligencji" Ja z tym osobnikiem mam to samo. Wyjątkowo tępy ha-zar. Jak ja powiem, że "u2 jest blondynem" to zaraz u2 powie, że ja "jestem blondynem" Taktyka dzieci z piaskownicy. Bardzo doceniana przez ha-zarów.  
Es
Róznica jest taka: dla zdobycia pieniędzy jedni ciągnikiem wyrywają bankomat że ściany, a inni hakują kody dostępu do konta by go drenować bez śladu, albo wyłudzają " na wnuczka". Czy i jak właściciel da się obrobić zalezy od niego.
Do wpisu: Czwarta kradzież: ostatnia transformacja
Data Autor
mjk1
To niestety okrutna prawda Spike — system cyfrowej kontroli wprowadzany w Chinach jest dziś najbardziej zaawansowanym przykładem tego, co można zrobić z technologią, jeśli oderwie się ją od wolności. Cyfrowy pieniądz, system punktów społecznych, sieć kamer, sztuczna inteligencja rozpoznająca twarz, chód, głos, a nawet emocje, to nie są już eksperymenty. To infrastruktura działająca tu i teraz. I rzeczywiście, jej „owoce” są bacznie obserwowane przez wszystkie rządy świata. Bo to nie Chiny są problemem. Problemem jest to, że zachód patrzy z zazdrością, a nie z przerażeniem. Ale warto podkreślić jedno: to nie technologia jest zła sama w sobie. To ustrój decyduje, czy służy człowiekowi, czy jest biczem na jego wolność. Ten sam pieniądz cyfrowy, np. oparty o blockchain, z zachowaniem prywatności, przejrzystości emisji i ograniczeniem władzy banków centralnych, może być wybawieniem dla zwykłych ludzi w demokratycznym państwie prawa. Może zabezpieczać przed inflacją, przed spekulacją, przed machinacjami finansowymi, a nawet przed oligarchizacją systemu. Problem pojawia się wtedy, gdy państwo traktuje technologię nie jako narzędzie służby, ale jako narzędzie nadzoru. W Chinach ten model działa, bo człowiek nie ma tam praw podmiotowych, to państwo jest właścicielem wszystkiego: informacji, prywatności, a nawet duszy. Jeśli się nie zgadzasz, nie istniejesz. W zachodnim modelu, przynajmniej w założeniu, to człowiek powinien mieć prawo do prywatności, wolności słowa, przemieszczania się, własności. I tutaj toczy się dzisiejsza wojna — nie czołgami, tylko kodem, regulacjami, polityką monetarną i cyfrowymi walutami banków centralnych (CBDC). Cytat z Apokalipsy o znamieniu Bestii, „nikt nie może kupić ni sprzedać...”, bywa przytaczany nie bez powodu. Bo opisuje system, w którym udział w gospodarce staje się warunkowy. Musisz mieć zgodę, zgodność, przepustkę. Taki system nie musi być religijny ani jawnie totalitarny. Wystarczy cyfrowa blokada konta, zła punktacja w „systemie reputacji”, zakaz wyjazdu, ograniczenie dostępu do usług. Nawet jeśli na papierze jesteś wolny w praktyce stajesz się zależny od systemu bardziej niż kiedykolwiek. Dlatego dziś trzeba mówić jasno: cyfryzacja nie jest ani dobra, ani zła. Ale jeśli nie będzie pod kontrolą obywateli i prawa, stanie się narzędziem czwartej kradzieży — tej najbardziej nieuchwytnej. Bo nie zabierze ci pieniędzy z konta, tylko dostęp do konta. Nie wyrwie ci portfela z kieszeni, tylko sprawi, że nikt ci nic nie sprzeda. To nie wizja science-fiction. To projekt. I właśnie trwa jego wdrażanie.
spike
Ten system już jest wrażany w Chinach, jego "owoce" są bacznie obserwowane, tam nawet poszli dalej, system kamer i AI, wyśledzą każdego, gdzie chodzi, jeździ a szczególnie z kim rozmawia, a AI potrafi czytać z warg, do tego określona gestykulacja mimika etc. dają obraz psychologiczny człowieka, który jest analizowany, jak nie odpowiada wzorcom, to AI zgłasza to służbom i dany osobnik jest aresztowany i kierowany do resocjalizacji, a lub do eliminacji, na części. Oglądałem reportaż o tym zjawisku, pisała też o tym nasza blogerka Izabela. Co do towarów, usług etc. pisze o tym Apokalipsa św.Jana: "Nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia - imienia Bestii lub liczby jej imienia."
Do wpisu: Pieniądz dłużny i panowie nowego feudalizmu (1991–dziś)
Data Autor
mjk1
Rozumiem emocje i zaangażowanie U2, ale warto trzymać się faktów i oddzielić argumenty od opinii. W moim wpisie nie chodziło o to, żeby wskazywać palcem wyłącznie jedną partię czy rząd. Problem jest znacznie głębszy i starszy niż rządy PiS. Chodzi o systemowe mechanizmy, które od 1991 roku działają na niekorzyść społeczeństwa, niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Jeśli mówimy o długu publicznym – warto zaznaczyć, że żadna ekipa rządząca od transformacji ustrojowej nie cofnęła się przed jego powiększaniem. To nie tylko PiS – również PO-PSL w latach 2008–2015 znacząco zwiększyło zadłużenie, a wcześniej AWS, SLD i kolejni robili dokładnie to samo. Wszyscy grali tą samą kartą: zadłużeniem przyszłości, żeby „łatwiej” zarządzać teraźniejszością. PiS rzeczywiście znacząco zwiększył wydatki socjalne, co miało pozytywny wpływ na konsumpcję wewnętrzną, ale odbyło się to przy rekordowym wzroście długu ukrytego – poza budżetem (np. przez BGK, PFR, fundusze covidowe). To nie są środki, które „po prostu się znalazły”. To kredyty, które my i kolejne pokolenia, będziemy spłacać. I nie, to nie jest „dobra inwestycja”, jeśli nie towarzyszy jej wzrost produktywności i trwały rozwój gospodarczy. A z tym, jak pokazują dane, od kilku lat mamy poważny problem. Co do drugiej części komentarza – o „torturowaniu księdza” czy „banderowskiej prokuraturze” – pozwolę sobie nie iść tą drogą. W debacie publicznej warto trzymać się faktów i nie dehumanizować oponentów politycznych. Mówienie o „szkole stalinowskiej” czy „torturowaniu” to bardzo poważne oskarżenia, które wymagają dowodów. Jeśli ktoś je posiada, powinien je przedstawić w prokuraturze lub sądzie a nie tylko w komentarzach internetowych. Na koniec: każda partia rządząca ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. Ale również my, jako społeczeństwo, ponosimy odpowiedzialność za to, że tak łatwo dajemy się dzielić, zamiast wspólnie domagać się przejrzystości, uczciwości i długofalowego myślenia o państwie. Dług to nie „czyjś problem”. To nasz wspólny rachunek, który prędzej czy później przyjdzie zapłacić.