|
|
mjk1 Trafny komentarz Panie Kaziu, z pewnością nie z poziomu scrollowania „nagłówków”. Rzeczywiście, system był perfidny, działał metodą powolnego podgotowywania żaby. Nie da się temu zaprzeczyć. Ale też – i tu pozwolę sobie na upór, nie zwalnia to ludzi z odpowiedzialności za własną głowę. Nawet w zakłamanym systemie człowiek ma wybór: może się wyłączyć, ale może też szukać, pytać, uczyć się i nie godzić się na bylejakość.
Co do mentalności zbiorowej – pełna zgoda. Sam pisałem, że lud woli wygodę i widowisko niż odpowiedzialność. Ale historia nie raz i nie dwa pokazała, że ten „lud” można wybić z letargu, pod warunkiem, że pojawi się nie tylko przekaz, ale i siła, organizacyjna, kulturowa, często też polityczna. W 1918 roku rzeczywiście nie wygrali marzyciele, tylko twardzi gracze, często z biografią pod prąd. I dziś też nie wystarczą tylko „gadające głowy” i moralne apele. Potrzeba struktur, liderów, edukacji, ale i determinacji, która będzie potrafiła wypchnąć społeczeństwo z jego wygodnej strefy komfortu.
Tak, to proces na lata. Ale jeśli nie zaczniemy go teraz, to za chwilę nawet nie będzie już od czego zaczynać. |
|
|
Kazimierz Koziorowski diagnoza i teza co musialoby sie stac zeby sie odmienilo w zasadzie sluszne, ale:
1. @"nie system został zabetonowany, to myśmy sobie zabetonowali łby"
lby zostaly zabetonowane przez perfidny system metoda padgatovki=podgrzewania zaby, a nie lud sam sobie lby zabetonowal
2. tzw spoleczenstwo jest jakie jest i samo z siebie sie NIE ZMIENI w pozadanym kierunku
@ "nic się nie zmieni, dopóki nie zmieni się mentalność zbiorowa"
lud, en masse, zawsze wybiera swiety spokoj i zabawe, nie ufa "ekstremistom".
mentalnosc zbiorową da sie zmienic, przykladow chocby w XXw. az nadto. zmiana mentalnosci, jezeli w ogole bedzie mozliwa, to proces na lata. same gadajace glowy w slusznej sprawie sa warunkiem niewystarczajcym. zawsze konieczne byly jeszcze dzialania i zastepy ktore wymusily okreslone zachowania ludu, czy to kijem czy marchewka.
Polska by sie nie odrodzila w 1918 bez udzialu awanturnikow, przestepcow wg prawa zaborcow.
Wtedy tez wiekszosc stanowili milosnicy swietego spokoju. |
|
|
mjk1 Cieszę się, że zabrałaś głos Droga Aniu. To znaczy, że jednak nie wszystko stracone, bo jeśli ktoś reaguje emocjonalnie i merytorycznie, to znaczy, że jeszcze czuje się częścią wspólnoty, a nie tylko jej biernym pasażerem.
Jeśli jednak mówisz: „Społeczeństwo nie dorosło – ano nie dorosło, ale dlaczego?” – to odpowiedź, choć nieprzyjemna, jest brutalnie prosta: bo nie chciało.
Nie chciało być obywatelskie, nie chciało być krytyczne, nie chciało rozliczać, edukować się, organizować, głosować rozumnie. A to, że elity były marne, skorumpowane, zepsute? Tak, zgoda, ale kto je wybierał? Kto patrzył z zachwytem, gdy polityk z TV mówił gładko i rozdawał obietnice? Kto nie rozliczał ich kadencja po kadencji?
Oczywiście, że nie każdy mieszkaniec wsi, małego miasteczka, czy metropolii, to „plebs”, podobnie jak nie każdy doktor z Warszawy to elita, ale proszę rozejrzeć się wokół. Kultura polityczna w Polsce to wciąż festiwal banałów, uprzedzeń, memów i krzyku. Co gorsza, większość właśnie takiej polityki oczekuje. Nie mądrej, nie trudnej, nie wymagającej. Tylko prostej, efektownej i dostosowanej do scrollowania między serialem a zakupami.
Piszesz: „Po co społeczeństwu konstytucja, skoro i tak nikt jej nie przestrzega?” – to pytanie brzmi jak wyrok na demokrację. Bo skoro tak, to niech rządzi silna ręka, kijem, dekretami? To jest fatalne założenie. Owszem, prawo bywa łamane, ale właśnie dlatego społeczeństwo powinno znać Konstytucję. Nie po to, by zdać test z rozdziałów, ale by wiedzieć, kiedy władza robi nas w balona i umieć zareagować.
Nie twierdzę, że „wszyscy są winni”, bo nie są. Ale nie zgodzę się na wieczne zrzucanie odpowiedzialności z ludzi na „onych”. Państwo nie jest czymś z zewnątrz. Państwo to my. I jak długo my będziemy oczekiwać tylko, że ktoś nas „poprowadzi”, „naprawi”, „nauczy”, „załatwi”, tak długo nic się nie zmieni.
I tu właśnie wracamy do słowa „plebs”, którego użyłem jako mocnej figury stylistycznej, tak, celowo. Bo jeśli nie potrząśniemy sobą nawzajem, jeśli nie przestaniemy głaskać społeczeństwa po głowie, to dalej będziemy trwać w tej narodowej drzemce.
Czy się to komuś podoba czy nie, czas wziąć odpowiedzialność. Nie tylko za głosy w wyborach, ale za poziom debaty, za to, co czytamy, co wiemy i jak rozumiemy państwo. To nie jest zbyt wysoka poprzeczka. To jest podstawowy obowiązek. |
|
|
sake2020 @mjk1....Szanowny panie! Nie zgadzam się na tak bezrefleksyjne uzywaniem słowa ..plebs'' rozciągając to na całe społeczeństwo Ja w każdy razie nie czuję się plebsem. Społeczeństwo nie dorosło do odpowiedzialności za państwo.Ano nie dorosło ale dlaczego? Co zrobiono żeby dorosło i jak? Nazywaniem społeczeństwa kołtunami ,prostaczkami z małych miast i wsi. Zwijanie Polski lokalnej jakby tam mieszkali ci gorsi i głupsi. W zasadzie to do czego było dorosnąć? Do afer, korupcji elit nawet nie ukrywanej i chronionej przez Neumanna, Kto miał nas edukować? Celebryci ,aktorki, piosenkarze wymądrzający się przed kamerami? Propagandyści, posłowie z kupowanymi dyplomami? Pisze pan,że społeczeństwo nie czuje potrzeby zmian, nie chce być współautorem żadnych zmian i woli ciepłą wodę w kranie bo tak to mu wygodniej.,nie zna Konstytucji. A po co społeczeństwu ta znajomość skoro i tak widzi ,że łamie ją się bezkarnie a prawo obowiązuje tylko ten ,,plebs''? |
|
|
u2 "plebs niestety jest za głupi"
Nie mają co jeść? To niech jedzą ciasteczka :)
Takiego rodzaju POrady dawał Bredzisław. Jak wyszedł na ulicę to nie było co z Bredzisława zbierać. I to są elyty w Bolanda :) :) :)
youtube.com
Bronisław Komorowski i specjalista od kur.
10 lat temu
"Skubany" na wiece przychodzi pijany. Dawać wincej, mam zakwasy na brzuchu, czekam na więcej wystąpień. |
|
|
mjk1 A plebs niestety jest za głupi, żeby to zrozumieć i koło się zamyka.
Pytanie tylko: czy zawsze musi się zamykać? |
|
|
u2 "plebs wybiera raz po raz populistów, krzykaczy i cyników"
Bo elyty działają tylko w swoim wąsko POjętym interesie. Nam dajecie worek ziemniaków, a dla was idzie cała reszta frykasów:)
Dlatego wygrywają politycy głoszący pro-społeczne hasła, pro-narodowe hasła. Co elyty nazywają faszyzmem i rasizmem. Bo to elytom ma być dobrze, a nie jakiemuś plebsowi :) :) :) |
|
|
mjk1 Pełna zgoda Panie Kaziu – Konstytucja z 1997 roku nie jest idealna. Ale nie ona jest dziś największym problemem. Problemem jest to, że społeczeństwo - z bardzo nielicznymi wyjątkami, nie rozumie, nie zna i nie interesuje się ani Konstytucją, ani państwem, ani tym, jak naprawdę działa władza. To nie system został zabetonowany, to myśmy sobie zabetonowali łby.
Nie ma się co łudzić: żadne elity, choćby najbardziej światłe, niczego nie zrobią, jeśli społeczeństwo nie widzi potrzeby zmian, nie czuje się ich współautorem, nie rozumie ich mechanizmów i nie potrafi ich egzekwować. A dziś? Dziś przeciętny głąb nie odróżnia kompetencji prezydenta od premiera, ministra od marszałka, a Trybunału Konstytucyjnego od sądu okręgowego.
To nie wina konstytucji, że plebs wybiera raz po raz populistów, krzykaczy i cyników. To nie spisek służb sprawia, że miliony głosują bez refleksji, na podstawie emocji, uprzedzeń i telewizyjnych banałów. Państwo to nie teatr kukiełkowy, w którym winni są zawsze „oni”. To także, a może przede wszystkim, lustro naszej zbiorowej dojrzałości.
Prawda jest bolesna: społeczeństwo nie dorosło do odpowiedzialności za państwo. Brakuje wiedzy, dyscypliny, zainteresowania, chęci rozumienia. Jest za to wieczna pretensja – że wszystko źle, że winni „oni”, że „nie da się nic zrobić”. Otóż da się, ale trzeba najpierw chcieć zrozumieć, a potem wymagać – nie tylko od władzy, ale od siebie.
I dlatego właśnie, niezależnie od tego, jaką konstytucję mamy, nic się nie zmieni, dopóki nie zmieni się mentalność zbiorowa. Od żmudnej pracy u podstaw, przez edukację obywatelską, aż po odpowiedzialne uczestnictwo w debacie publicznej.
Innej drogi nie ma. |
|
|
Kazimierz Koziorowski @"Ustawa zasadnicza z 1997 roku była kompromisem" o Sancta Simplicitas! nie tylko nie byla kompromisem ale wpuszczeniem naiwnego suwerena w maliny przez sluzby. mozesz oczywiscie wierzyc ze ten dokument zrodzil intelekt omc. magistra. autorzy nie byli idiotami, wbudowali bezpiecznik w postaci niemozliwosci jej zmiany. musieli miec analize ze nie ma takiego potencjalu w tymkraju zeby w dajacej sie przewidziec przyszlosci zebrac wystarczajace kworum a inne mechanizmy funcjonujace w cywilizowanym swiecie, jak np. referendum, przyzwolili na zasadzie niezobowiazujacej rozrywki dla ludu. symulacja prosperity dla autorow konstytucji kwasniewskiej i ich potomkow napewno przewidywala ze maja bezpieczne 30-50 lat, po czym niech sobie lud zostawiony w zanarchizowanym panstwie z dlugiem dla entych pokolen, doprowadzony do granicy wytrzymalosci proboje cos zmieniac. |
|
|
mjk1 Rozumiem rozczarowanie konstytucyjnym układem sił Hornblower, ale trzeba oddzielić fakty od emocji. Rozdział V Konstytucji RP jasno określa kompetencje prezydenta, a choć system jest parlamentarny, głowa państwa ma realne narzędzia działania.
Czy dochodzi do napięć między rządem a prezydentem? Tak, ale to nie jest cecha „bantustanu”, tylko demokracji. Wiele zachodnich państw ma podobne konflikty, to cena równoważenia władz, nie efekt spisku. Ustawa zasadnicza z 1997 roku była kompromisem, nie idealnym, ale uchwalonym w wolnej Polsce, przez wybranych demokratycznie przedstawicieli. Z jednego powodu, o którym często wspominam, tę właśnie Konstytucję uważam z najlepszą w nasze historii, ale teraz nie o to chodzi.
Zamiast wrzucać wszystko do kosza, lepiej sprawdzać, jak ten prezydent wykorzysta realne kompetencje i gdzie rzeczywiście napotka ścianę. Krytyka jest potrzebna, ale warto, by była oparta na faktach, nie wyłącznie na podejrzeniach co do złych intencji autorów konstytucji. |
|
|
mjk1 Takie słowa, jak „gorszący spektakl”, wypowiedziane w dniu zaprzysiężenia prezydenta, rzeczywiście budzą sprzeciw Droga Aniu. Można mieć inne poglądy, ale minimum szacunku dla instytucji państwa powinno obowiązywać wszystkich, niezależnie od opcji politycznej. Krytyka – tak. Pogarda – nie. Szczególnie jeśli wypowiada ją ktoś, kto sam pełnił najwyższe funkcje w państwie. Ale z drugiej strony, czego się spodziewać po starych, tępych komuchach o IQ betoniarki? |
|
|
Hornblower Mam wrażenie, że autor nie czytał rozdziału V konstytucji naszego bantustanu. Podobnież jak i zaprzysiężony dzisiaj pan prezydent. Przecież stworzona przez komunistów konstytucja z założenia wprowadza chaos i nieunikniony konflikt pomiędzy rządem i prezydentem. W sytuacji, gdy rząd i prezydent reprezentują skłócone obozy polityczne, to wszelkie bajanie o realizacji czegokolwiek sensownego można wrzucić do kosza. Po to właśnie opracowano i uchwalono taką a nie inną konstytucję. To nie przypadek przecież. |
|
|
mjk1 Masz rację Mrówka, że w systemie parlamentarnym prezydent nie rządzi, ale ma realne narzędzia wpływu: inicjatywę ustawodawczą, weto, możliwość kierowania ustaw do Trybunału, udział w polityce zagranicznej czy obronnej. Może też inicjować ważne debaty, wyznaczać cele i kształtować klimat wokół kluczowych spraw.
Twoja obawa, że „większość nie przejdzie” w Sejmie, jest zrozumiała, ale tu właśnie widać, jak ważna będzie umiejętność prezydenta do działania ponad podziałami. Trudno liczyć na współpracę z rządem, ale jeśli prezydent zdobędzie społeczne poparcie dla sensownych propozycji – presja może działać także na niechętną większość.
Zgoda, wiele z jego propozycji może utknąć. Ale od tego, jak będą przygotowane i przedstawione, zależy, czy przyniosą efekt. Nawet przy trudnym Sejmie prezydent może być skuteczny – jeśli nie zamknie się w politycznej kontrze.
Co do słów o „zaprzaństwie” czy „sterowaniu z Berlina” – rozumiem emocje, ale warto trzymać się konkretów. Bo to, co najważniejsze, to nie kto kogo przetrzyma, ale co prezydent, mimo przeszkód, zdoła zrobić dla ludzi.
I tego właśnie mam zamiar uważnie i uczciwie pilnować. |