Otrzymane komantarze

Do wpisu: Kto wierzy, że gospodarka kręci się sama, niech spróbuje posłodzić herbatę mieszaniem
Data Autor
Grzegorz GPS Świderski
Brawo! To bardzo celna krytyka keynesizmu i potwierdzenie tego, że to ASE ma rację.
Do wpisu: Kryptowaluta – pieniądz, którego nikt nie chce
Data Autor
Marek Michalski
Kryptowaluty jednak spełniają kryterium określone "jest miernikiem wartości, środkiem wymiany i przechowalnikiem wartości". Maja kurs, można kupić i sprzedać, trzymają wartość nadspodziewanie dobrze.Ich realna wartość jest mniejsza niż cebulek tulipanów, a nawet opadłych liści, które można wycenić na 1000PLN od sztuki, dać gwarancję przechowania i nawet można zapowiedzieć termin następnej emisji. W dodatku jest to pieniądz ekologiczny, kreowany przez fotosyntezę i obniżający poziom CO2. Trzeba jeszcze tylko wykreować na nie popyt.Z bitcoinem tak właśnie zrobiono. Ktoś gdzieś ogłosił, że można u niego za pizzę płacić bitcoinami i z czasem kula śnieżna skumulowała masę. Nie trzeba się bardzo domyślać, że potrzebny był "kapitał początkowy", ani że najłatwiej - bo bez ryzyka finansowego - mogli go stworzyć kreatorzy USD. Można oczywiście uznać za przypadkową zbieżność upadku banku Lehman Brothers 15.09.2008. i października 2008. gdy Satoshi Nakamoto opublikował białą księgę, a w styczniu 2009 pierwszą wersję implementacji Bitcoin Core.Można, ale zaufanie do parytetu złota zamieniono na petrodolara i całą dalszą kaskadę zależności, po tzw. instrumenty finansowe (pochodne do pochodnych), które klapnęły w sposób kontrolowany. Nie dziwi więc kolejna ucieczka do przodu. 
Grzegorz GPS Świderski
Jest już polemika: naszeblogi.pl
Grzegorz GPS Świderski
Ten tekst to populistyczny manifest neomerkantylisty, ubrany w język „zdrowego rozsądku”. W sensie logicznym to konglomerat:błędu petitio principii (z góry zakłada, że „pieniądz to to, co państwo uznaje”),mylenia instytucji z wartością,oraz psychologicznej projekcji (autor wierzy w autorytet, a nie rozumie zaufania rozproszonego).Napiszę o tym osobną notkę. Póki co zapraszam do poczytania polemiki pod tą notką: naszeblogi.pl
NASZ_HENRY
,.,.,. ,. "Prawda rzadko bywa przyjemna. Prawie zawsze ma gorzki smak"…” c.d.n.🌼
Do wpisu: Dlaczego kapitalizm się nie bilansuje — historia jednej pary butów.
Data Autor
spike
tak też pomyślałem :)
tricolour
Jeżeli sprawia ci to frajdę, to pobaw się koniecznie - rzeczy robione z radości są najlepsze.Pokaż w okolicy Świąt, chętnie obejrzę.
spike
mam też wersję skromniejszą w akwareli, może się tym modelem pobawię, by lepiej wyglądał obraz, święta nadchodzą, będzie w sam raz.
tricolour
Tak, bardzo ładne. Jeśli to AI, to udane - nie przeczę. Tak udane, jak malowane ludzką ręką.Problem jednak w tym, że wolę żywą kobietę, nie film porno.😁😁😁Ale tak - bardzo udane.
spike
@tri- tak poza tematem, rozmawialiśmy o tym, zobacz i oceń:th.bing.com 
spike
jedna uwaga, pieniądze z rynku nie znikają, są kumulowane, by potem się pojawić, to ludzka cecha, planowanie, zwierzęta żyją z dnia na dzień, (pomijam wyjątki).Kiedyś pieniądz był reglamentowany by był wykonany ze złota lub srebra, obecnie jest wartość pieniądza reguluje produkcja, popyt i podaż, a to rodzi mechanizmy manipulacji.
mjk1
Masz rację Danusiu — pojedynczy szewc to dziś już raczej anegdota niż codzienność. Ale właśnie o to chodziło w tym przykładzie: nie o szewca jako zawód, tylko o mechanizm działania gospodarki kapitalistycznej. Szewc był tu tylko ilustracją, bo łatwiej zrozumieć zasadę na prostej historii niż na przykładzie korporacji czy globalnych łańcuchów dostaw.Współczesny „szewc” to dziś cały zakład obuwniczy, koncern albo fabryka. Mechanizm jednak pozostaje dokładnie ten sam: płace wszystkich pracowników plus zysk właściciela nigdy nie pokrywają wartości całej produkcji. W skali mikro to nie przeszkadza, ale w skali makro prowadzi do chronicznego niedoboru pieniądza w obiegu — tej słynnej „luki popytowej”, o której pisał Kalecki.Dlatego historia o szewcu nie jest opowieścią o przestarzałym rzemiośle, tylko o fundamentalnej wadzie systemu, który nawet w epoce zrobotyzowanych fabryk działa dokładnie tak samo, tylko na większą skalę. Dziś zamiast jednego szewca mamy miliony pracowników korporacji, ale problem pozostaje identyczny. 
mjk1
Zabawne, jak często w dyskusjach o gospodarce pojawia się ten sam refren: „Zysk nie znika, przecież ktoś go wydaje, tylko nie chowaj pod materacem”. Otóż problem nie w tym, że ktoś coś „wywozi na Księżyc”, tylko w tym, że suma płac i zysków zawsze jest mniejsza niż wartość sprzedanych towarów. Nawet jeśli nikt nie trzyma pieniędzy w skarpecie, to i tak w obiegu brakuje części środków potrzebnych do wykupienia całej produkcji.W realnym kapitalizmie ta luka jest łataną przez kredyt, dotacje, eksport lub inflację, czyli zawsze przez jakieś sztuczne „dolewanie” pieniędzy do systemu. Inaczej — zatrzymuje się obrót. To nie „dojenie”, tylko naturalna konsekwencja konstrukcji systemu, w którym pieniądz jest jednocześnie środkiem wymiany i celem akumulacji.Zysk nie znika w próżni, ale jego krążenie ma zupełnie inną dynamikę niż krążenie płac. I to właśnie dlatego gospodarka musi być stale „podgrzewana” nowym pieniądzem, by nie zgasła jak ognisko, w którym wypalono cały tlen.Więc nie, nikt nie wywozi pieniędzy na Księżyc. One po prostu znikają z rynku szybciej, niż na niego wracają.
tricolour
Zdaje się, że kolega Mjk widzi zysk jako coś, co się wyciąga z gospodarki i wywozi na niedostępny Księżyc, by tam bezużytecznie leżał. Dojenie takie.Jeżeli ktoś pieniądze pcha do materaca, a sam chodzi oberwany, to mu się rzeczywiście system pod nazwą "życie" nie domyka. 
spike
Miałem taki przypadek, w pewnej produkcji były założone pewne straty, co jest oczywiste, ja opracowałem nową technologię, która te straty minimalizowała prawie do zera, zaznaczę, że te straty, choć za nie płacił odbiorca, były dość znaczne. Po udanych próbach, analizach etc. zgłosiłem wyniki swojej pracy, co się okazało, całą dokumentację zamknięto w sejfie, zakazano o tym mówić etc. Efekt był taki, że te wszystkie oszczędności jakie dawała nowa technologia, były złomowane.
spike
Coś w tym rozumowaniu nie gra. - -"Jeśli w całym procesie produkcji pojawia się zysk, to znaczy, że sprzedano towary drożej, niż wyniosły koszty ich wytworzenia." - - - zysk jak i strata jest wkalkulowany w produkcję.
mjk1
Zgadzam się, że gospodarka to obieg, a nie jeden punkt w czasie, ale to właśnie w tym obiegu widać, że system się nie domyka. Jeśli w całym procesie produkcji pojawia się zysk, to znaczy, że sprzedano towary drożej, niż wyniosły koszty ich wytworzenia. A skoro tak, to ktoś musiał zapłacić więcej, niż sam zarobił i to jest właśnie ta luka, o której pisałem.To nie kwestia arytmetyki, tylko realnych proporcji między płacami, kosztami i cenami. W skali makro prowadzi to do tego, że łączny popyt (pieniądze w rękach ludzi) jest zawsze mniejszy niż łączna wartość produkcji. System kompensuje to kredytem lub eksportem, ale to tylko odwlekanie skutków.W bajce o murarzu i piekarzu wszystko się zgadza, dopóki każdy wydaje wszystko, co zarobił, i dopóki nikt nie oszczędza, nie inwestuje, nie gromadzi rezerw ani nie odkłada zysku. W realnej gospodarce tak nie jest. Zysk nie „bilansuje systemu”, tylko wyciąga pieniądz z obiegu konsumpcyjnego. I to dlatego potrzebny jest stały dopływ nowego pieniądza, albo przez kredyt, albo przez deficyt państwa.Kapitalizm rzeczywiście działa dynamicznie, ale to nie znaczy, że się bilansuje. Działa dopóki może rosnąć, bo tylko wzrost przykrywa strukturalny deficyt popytu. Gdy wzrost się zatrzymuje, wychodzi na jaw to, o czym mówił Kalecki: że nie da się sprzedać całej produkcji, jeśli łączny dochód jest mniejszy od łącznej wartości dóbr.
tricolour
@gpsBardzo sympatyczny wykładzik obrazujący dlaczego cena rośnie gdy rośnie zainteresowanie - na metce mamy liczbę informującą o pożądaniu.
mjk1
To prawda – szewc nie kupuje wszystkich par butów, które sam zrobił. Ale ten przykład nie miał pokazywać, że szewc ma wykupić własną produkcję, tylko że w skali całej gospodarki suma wynagrodzeń i zysków jest zawsze mniejsza niż wartość wytworzonych dóbr.Każdy pracownik wytwarza więcej, niż sam może kupić za swoją pensję – i to nie dlatego, że nie chce, lecz dlatego, że w cenie produktu zawierają się także koszty innych pracowników, materiałów, podatków, marż itd. W efekcie, gdyby wszyscy chcieli kupić całą wyprodukowaną wartość, pieniędzy by zabrakło. I dlatego właśnie zadłużenie wszystkich gospodarek na Świecie tylko rośnie. Chyba, że jest inaczej?To nie przykład „o szewcu”, tylko modelowy obraz systemowego niedoboru popytu, który ujawnia się w postaci kryzysów nadprodukcji. Szewc jest tylko ilustracją tego, co dotyczy całego kapitalizmu.Proszę się jednak nie martwić Pani Tereso. Jak wykazuje dotychczasowa dyskusja pod wpisem, oprócz kpin, nikt nie ma najmniejszego zamiaru cokolwiek zrozumieć.
spike
Nie pamiętam kto powiedział, że tylko pieniądz w obrocie, daje zysk. Czyli jak firma w kryzysie braku zysku, zostanie zamknięta, to jest strata, produkcja nawet bez zysku, po kosztach własnych, utrzyma firmę i pozwoli jej przetrwać kryzys.
Grzegorz GPS Świderski
To, co au­tor na­zy­wa: „do­wo­dem, że ka­pi­ta­li­zm się nie bi­lan­su­je”, je­st w rze­czy­wi­sto­ści do­wo­dem, że nie ro­zu­mie róż­ni­cy mię­dzy mi­kro­eko­no­mią a ma­kro­eko­no­mią, prze­pły­wem pie­nią­dza a bi­lan­sem sta­tycz­nym. Hi­sto­ria szew­ca, któ­ry nie mo­że ku­pić wła­sny­ch bu­tów to sym­pa­tycz­na baj­ka dla dzie­ci, ale nie mo­del eko­no­micz­ny.  Au­tor za­kła­da, że aby sys­tem był zbi­lan­so­wa­ny, każ­dy uczest­nik pro­ce­su pro­duk­cyj­ne­go mu­si móc oso­bi­ście ku­pić to, co wy­two­rzył. To ab­surd! W żad­nym sys­te­mie go­spo­dar­czym, feu­dal­nym, so­cja­li­stycz­nym ani ka­pi­ta­li­stycz­nym, nie ist­nie­je ta­ka ko­niecz­no­ść. Go­spo­dar­ka nie bi­lan­su­je się w jed­nym punk­cie cza­so­wym, tyl­ko w obie­gu — w cy­klu pro­duk­cji, wy­mia­ny i kon­sump­cji, któ­ry trwa nie­ustan­nie. Tu wy­tłu­ma­cze­nie dla dzie­ci:Mu­ra­rz do­my bu­du­je, Kra­wiec szy­je ubra­nia, Ale gdzież­by co uszył, Gdy­by nie miał miesz­ka­nia? A i mu­ra­rz by prze­cie Na ro­bo­tę nie ru­szył, Gdy­by kra­wiec mu spodniI far­tu­cha nie uszył. Pie­ka­rz mu­si mieć bu­ty, Więc do szew­ca iść trze­ba, No, a gdy­by nie pie­ka­rz, To­by szewc nie miał chle­ba. Tak dla wspól­nej ko­rzy­ści I dla do­bra wspól­ne­go Wszy­scy mu­szą pra­co­wać, Mój ma­leń­ki ko­le­go.  Zy­sk przed­się­bior­cy nie je­st nad­dat­kiem po­nad rów­no­wa­gę, tyl­ko wy­na­gro­dze­niem za ry­zy­ko, or­ga­ni­za­cję i ka­pi­tał. Je­śli wła­ści­ciel warsz­ta­tu in­we­stu­je w sprzęt, wy­naj­mu­je lo­kal, re­kla­mu­je się, po­no­si ry­zy­ko bra­ku po­py­tu — je­go zy­sk je­st funk­cją tej od­po­wie­dzial­no­ści. Zy­sk nie two­rzy lu­ki w sys­te­mie, tyl­ko je­st we­wnętrz­ną mo­ty­wa­cją do two­rze­nia war­to­ści do­da­nej. W prze­ciw­nym ra­zie pro­duk­cja by za­ni­kła — tak jak w sys­te­ma­ch pla­no­wy­ch, gdzie zy­sk był za­ka­za­ny i na­tych­mia­st znik­nę­ły to­wa­ry.  Au­tor zda­je się wie­rzyć, że pie­nią­dze zni­ka­ją, gdy ktoś je wy­da. Tym­cza­sem każ­dy wy­da­tek jed­nej oso­by je­st do­cho­dem in­nej. Je­śli szewc ku­pi chleb, to pie­ka­rz ma pie­nią­dze na bu­ty. Je­śli wła­ści­ciel warsz­ta­tu ku­pi no­wą skó­rę, to gar­ba­rz ma do­chód. W sys­te­mie ryn­ko­wym pie­nią­dz je­st krwio­bie­giem, nie ma­ga­zy­nem.  To, że po­je­dyn­czy szewc nie mo­że ku­pić ca­łej wła­snej pro­duk­cji, nie zna­czy, że sys­tem się nie bi­lan­su­je. Ozna­cza tyl­ko, że war­to­ść pro­duk­cji prze­kra­cza jed­nost­ko­wą kon­sump­cję — i dzię­ki te­mu mo­że ist­nieć spe­cja­li­za­cja, han­del i aku­mu­la­cja ka­pi­ta­łu.  Ka­pi­ta­li­zm nie wy­ma­ga, by w sys­te­mie by­ło ty­le pie­nię­dzy, ile wy­two­rzo­no dó­br. Pie­nią­dz to na­rzę­dzie wy­mia­ny, nie ma­ga­zyn war­to­ści to­wa­ro­wej. Je­śli każ­dy miał­by ty­le pie­nię­dzy, ile war­te są wszyst­kie do­bra, mie­li­by­śmy in­fla­cję 100%. Bi­lans go­spo­dar­ki nie po­le­ga na tym, że su­ma pie­nię­dzy rów­na się su­mie war­to­ści, le­cz że stru­mień pro­duk­cji od­po­wia­da stru­mie­nio­wi kon­sump­cji w cza­sie. Ka­pi­ta­li­zm dzia­ła wła­śnie dla­te­go, że do­bra ma­ją róż­ny cy­kl ży­cia, róż­ną ro­ta­cję i róż­ne tem­po wy­mia­ny.  Kre­dyt nie ma­sku­je bra­ku pie­nię­dzy — kre­dyt po­zwa­la na syn­chro­ni­za­cję cza­so­wą mię­dzy pro­duk­cją a kon­sump­cją. Bez kre­dy­tu nie by­ło­by in­we­sty­cji, a bez in­we­sty­cji wzro­stu pro­duk­tyw­no­ści. Kre­dyt to nie de­fekt sys­te­mu, tyl­ko je­go naj­bar­dziej ge­nial­ny wy­na­la­zek.  To nie przy­pa­dek, że ten typ ro­zu­mo­wa­nia po­wra­ca co po­ko­le­nie — to echo mark­si­stow­skiej teo­rii nie­do­sta­tecz­nej kon­sump­cji, któ­ra od 150 lat nie po­tra­fi przej­ść fal­sy­fi­ka­cji. Za każ­dym ra­zem brz­mi prze­ko­nu­ją­co, do­pó­ki ktoś nie zro­zu­mie, że w go­spo­dar­ce nie ist­nie­je punkt rów­no­wa­gi, tyl­ko prze­pływ.  Ka­pi­ta­li­zm nie bi­lan­su­je się sta­tycz­nie — bi­lan­su­je się dy­na­micz­nie, przez ru­ch, wy­mia­nę i in­for­ma­cję. To sys­tem ter­mo­dy­na­micz­ny, nie księ­go­wy. To nie ka­pi­ta­li­zm się nie bi­lan­su­je — to au­tor po­my­lił rów­na­nie z pro­ce­sem. Za­mie­nił eko­no­mię w aryt­me­ty­kę i stra­cił z oczu to, co w niej naj­waż­niej­sze: że war­to­ść ryn­ko­wa nie je­st w to­wa­rze, le­cz w wy­mia­nie. Pie­nią­dze mie­rzą war­to­ść wy­mien­ną, a nie obiek­tyw­ną.
spike
Ciśnie się inny przykład, Chiny, zysk z wyprodukowanej jednej sztuki jest b.niski, a mimo to stali się potęgą gospodarczą :)))
spike
@tri - chyba że - jest taka anegdota o Tesli, (z pamięci) naprawił generator Simensa i wystawił dość wysoki rachunek 1000 $, zleceniodawca chciał się dowiedzieć i zapytał, za co tak wysoki rachunek, przy okazji co było naprawiane, Tesla odpowiedział, że 1 $ kosztowała wymieniona część, a 999$ za to, że wiedział którą. Tak więc można zbijać majątek, z niskim kosztem własnym. dodać należy, że ta zasada funkcjonuje do dziś. :))
Teresa Bochwic
Nie znam się, ale przykład wydaje się bzdurny. Szewc nie kupuje KAŻDEJ pary wyprodukowanych u siebie butów 
sake2020
Zanim rozwinie się konstruktywna dyskusja połączona z burzą mózgów nieśmiało zauważam,że nie ma już dziś pojedynczych szewców szyjących buty ,bo ich rolę przejęły zakłady obuwnicze.W naszym domu szewc wynajmujący niewielki lokalik swietnie prosperuje na naprawie obuwia. i nawet nie myśli o szyciu.