|
|
chatar Leon Daleki jestem od zachwytu, ale nawet w świadomości statystycznego leminga coś się zmienia i to znacznie. GW idzie w zaparte, więc publikuje brednie, których nawet ichnia publika nie kupi. |
|
|
Zbigniew Gajek vel Janko Walski "Odnotowuję rezygnację z powrotu do systemu "
Niepotrzebnie. To tylko wołanie na puszczy. |
|
|
Obywatel Zgadzam się, że reforma Handkego była nieprzemyślana i przyniosła opłakane skutki. Inna sprawa, że następcy M. H. mieli jeszcze gorsze pomysły. Ideę awansu zawodowego wypaczono, a nauczycieli zamieniono w półurzędników (z referatu sprawozdawczości).
Trzeba zrezygnować z dyktatury testów, odejść od biurokracji, rozważyć powrót do czteroletniego liceum (albo zdecydować się na rozwiązanie "6 plus 6"), przywrócić należne miejsce przedmiotom humanistycznym, wprowadzić na nowo egzaminy wstępne na studia. |
|
|
Zbigniew Gajek vel Janko Walski Co do "rozsądnych" lemingów na GW, to powstrzymałbym się od zachwytów. Po prostu nie wyrobiły zwrotu o 180 stopni. Przecież latami reforma prof Handke była na celowniku GW i krytykowana z pozycji łybackich, że się tak wyrażę. Gwałtowne odwrócenie nastąpiło gdy PiS w swój program wpisał odwrót od reformy Hendke. Te sieroty nie nadążają za "mądrością etapu. Ale spoko, są inteligentni, co oznacza, że dla kazdego idiotyzmu znajdą głębokie uzasadnienie... Tak głębokie, że dna nie widać. |
|
|
NASZ_HENRY "Nie uważam by powrót do systemu 8+4(5) był dobrym pomysłem"
Odnotowuję rezygnację z powrotu do systemu 8+4. Lepiej późno niż wcale ;-) |
|
|
chatar Leon Jeśli ktoś naprawdę poważnie myślał o prawdziwej reformie, nie należało ruszać systemu 8+, a przynajmniej nie od tego zaczynać.
Korzystając z niżu można było zmniejszyć ilość uczniów w klasach. To nie wymagało przecież dodatkowych kosztów, a wydatnie przyczyniłoby się do poprawy relacji nauczyciela z uczniem.
Pamiętam te piękne hasła jak to wspaniale będzie wyglądać nauka w nieprzeludnionych klasach. Po czym oddano szkoły samorządom, a te w ramach oszczędności zaczęły ustalać minimalne limity uczniów na klasę. W praktyce dyrektorzy nie chcąc podpaść tworzyli klasy trzydziestokilkuosobowe.
A to przecież nie są gimnazjaliści przedwojenni, tylko młodzież o bardzo różnym poziomie, zgoniona do jednej szkoły w ramach fikcji powszechnego wykształcenia.
Wszyscy mają mieć maturę, wszyscy muszą iść na studia.
Efekt tej fikcji jest taki, że - to naprawdę nie są żarty - niejednokrotnie wiedza ogólna absolwenta studiów jest często mniejsza aniżeli kogoś, kto skończył zawodówkę 20-30 lat temu. |
|
|
chatar Leon "Zaraz po wprowadzeniu reformy w jednym z gimnazjum znakomita nauczycielka matematyki pani Monika Waszkiewicz-Bolanowska organizowała wspólne warsztaty rozdzielając odpowiednio funkcje aż trzech grup wiekowych, gimnazjalistów, licealistów i studentów. Szkoda, że żadne kuratorium nie zainteresowało się jej metodami, przeciwnie, nie wiem czy w tej chwili ma pracę mimo swoich niezwykłych osiągnięć zawodowych i dorobku publikacyjnego..."
No właśnie. W sporej części szkół jest tak, że nauczyciel dziś nie musi niczego nikogo uczyć, ale ma po prostu mieć dobrze wypełnione wszystkie papierki (z tego jest rozliczany).* A kto dominuje w kuratoriach?
Również historia z życia wzięta (której byłem świadkiem):
W ramach radosnej twórczości - właśnie w czasach reformy - postanowiono u nas połączyć dwie szkoły średnie. Jedna szkoła wybitnie lepsza, z tradycjami i dobrymi wynikami, druga szkoła kiepska. Połączono, oddając wszystko pod kierownictwo dyrektora przysłanego w teczce (był wcześniej dyrektorem tej... drugiej gorszej szkoły!). Dyrektor przed kuratorem się czołgał, wszystkie papierki pięknie wypełniał, nauczycieli swoich (miernych ale wiernych) faworyzował, a tych nie swoich (za to lubianych przez młodzież, z dobrymi efektami pracy) na zbity pysk wywalał (co ciekawe, w paru przypadkach znaleźli zresztą pracę w lepszych szkołach). Najosobliwsze były w tej szkole związki zawodowe: gruba pani z OPZZ i chuda pani z Solidarności, których głównym zajęciem było wręczanie kwiatków dyrektorowi na Dzień Nauczyciela. Efektem były najgorsze wyniki matur w mieście (nie wiem nawet czy nie w województwie). Kuratorium na pisma w tej sprawie - rżnęło głupa, odpowiadając że nic takiego złego przecież się nie dzieje. Przed kilkoma laty mignęło mi jakoś nazwisko owego dyrektora w prasie ... wręczał jakieś nagrody w imieniu Kuratorium, pełniąc tam przy tym jedną z głównych kierowniczych funkcji. |
|
|
Obywatel Formuła 6 + 6 jest bliższa tej przedwojennej, pewnie działałaby dobrze.
Od czasów ministra Handkego w polskiej szkole panoszą się testy. Są one niewątpliwie podstawowym narzędziem, za pomocą którego nakłania się młodych ludzi do rezygnacji z samodzielnego myślenia. |
|
|
Zbigniew Gajek vel Janko Walski Diabeł tkwi w szczegółach, czego przykłady pięknie Pan przytoczył. To co zaproponował prof. Handke i jego zespół to całościowy system. Jego funkcjonowanie w praktyce zależało jednak od tego czy rozwiązania szczegółowe pozostaną zgodne z duchem tego systemu. Jak wiemy tak nie było. Błędem zatem jest odrzucanie systemu akurat z tego powodu. Raczej powrót do pierwotnej idei i dopracowanie szczegółów. Oczywiście nie mogą tego nadzorować osoby tak niekompetentne jak wszystkie kolejne ministry-Dyzmy z Kluzikową włącznie. Wciągnąłbym prof. Handke do dokończenia reformy, to wysokiej klasy specjalista. Przypuszczam, że model 6+6 mieściłby się w jego systemie. Szkoda, że nikt nie próbuje nawet porozmawiać z nim.
To "co robią dziś obecni gimnazjaliści wyrwani ze swoich środowisk" jest pokłosiem psucia szkoły przez ministry. Dla dzieci w wieku bodaj najtrudniejszym 14-16-u lat bardzo ważny byłby wzorzec dojrzalszych starszych kolegów i koleżanek, co ułatwiłoby cały trudny proces wychowawczy. Dla tych dojrzalszych bycie wzorcem dla młodszych również byłoby ważnym elememtem wychowawczym.
Podam jeden przykład z Wrocławia. Zaraz po wprowadzeniu reformy w jednym z gimnazjum znakomita nauczycielka matematyki pani Monika Waszkiewicz-Bolanowska organizowała wspólne warsztaty rozdzielając odpowiednio funkcje aż trzech grup wiekowych, gimnazjalistów, licealistów i studentów. Szkoda, że żadne kuratorium nie zainteresowało się jej metodami, przeciwnie, nie wiem czy w tej chwili ma pracę mimo swoich niezwykłych osiągnięć zawodowych i dorobku publikacyjnego...
Fikcja awansu i podnoszenia kwalifikacji to również owe szczegóły, degeneracji na poziomie szczegółowych rozwiązań w systemie klientystycznym, do którego również szkolnictwo dołączyło. |