|
|
jazgdyni Witam
Gray - angole mają wprawdzie takie określenie, jak gray matter. Lecz użycie samego "gray", to dla nich zbyt abstrakcyjne.
Natomiast stealth, to coś, co się niewidocznie, po cichu i podstępnie się skrada. To raczej zawsze coś w ruchu, dynamicznego. Nawet w oczekiwaniu. Mojego wyboru nazwy dokonałem po dokładnym przemyśleniu.
Pozdrawiam i dziękuję za uwagi |
|
|
jazgdyni CD.
"Jakie wady mają Niemcy, a nie ma ich Polska?
Koniec eksportu was nie zabije. Nie mógłbym tego samego powiedzieć o Niemczech. Porównajmy ich z inną potęgą gospodarczą, czyli USA. 9 proc. amerykańskiego PKB stanowią zyski z eksportu, a Niemiec, już mówiliśmy, aż 40 procent. Poza tym dochodzi kwestia gazu łupkowego. Może i nie macie tyle gazu, co prognozowano, ale i tak macie wystarczające złoża, by się nie martwić o przyszłość. Moim zdaniem macie podstawy do tego, by wierzyć w to, że staniecie się potężniejszym państwem niż jesteście.
[...]
W 2039 roku tak będzie?
Tak, Polska będzie znaczącą siłą w Europie w 2039 roku. Głównie dlatego, że wasz kraj się rozrośnie, a inni się osłabią. Wreszcie zaczną traktować Polskę jako dużego gracza.
Jak rozumiem, dominacji nie można opierać tylko na terytorium. Jakie jeszcze zasoby będą świadczyć o naszej sile?
Możecie być liderem na każdym możliwym polu. Macie dużo złóż naturalnych i świetnie wykształcone siły robocze. Wystarczy sam fakt, że macie więcej informatyków niż inne państwa. Musicie zrozumieć, że jesteście nowoczesną europejską siłą. Macie mnóstwo obywateli, świetny system edukacyjny. Co mogłoby wam zaszkodzić?
[...]
Pana zdaniem zjednoczona Europa upadnie?
Nie upadnie, choć po części już upadła. Instytucji politycznych nie da się unicestwić ot, tak sobie. Jeśli pan pogrzebie, to jestem pewien, że uda się panu odnaleźć działające biuro Ligi Narodów. Dlatego nie sądzę, by taka instytucja jak UE przestała nagle istnieć. Choć nie upadnie z dnia na dzień jak Związek Radziecki, to pewne rzeczy się zmienią. Niemcy przestaną mieć monopol na to, by sprzedawać swoje produkty w całej Europie bez konkurencji ze strony USA i innych państw. Euro też może przestać istnieć. Unia stanie się zbędna.
[...]
Unia się osłabia, Polska się umacnia. Jakie będą praktyczne aspekty tej zmiany?
Zaczniecie dbać o swoje sprawy. Będziecie innym dyktowali swoje warunki, a oni będą musieli się do nich dostosowywać, i walczyć o wasze względy. Kiedy stajecie się potęgą, to macie taką możliwość. Możecie przepychać słabszych. Wystarczy spojrzeć na to, co robią Niemcy. Niech pan zauważy, że mówią wszystkim co mają robić. Tyle, że w odróżnieniu od Niemiec, wy macie jeden poważny problem.
Jaki?
Jesteście pesymistycznie nastawieni do wielu spraw. Łatwiej wam się wyobraża klęski aniżeli sukcesy. Trochę rozumiem dlaczego, bo wasza historia jest nimi kreślona. Niestety ciągle czekacie na katastrofy, i nie rozumiecie, że czekając na nie sprawiacie, że w końcu nadejdą. Musicie znacznie zmienić swoją mentalność. [...]"
Zwróć Zygmuncie uwagę na podkreślenie. Nie piszę SF, to tylko moje prognozy.
|
|
|
jazgdyni Fascynaci SF???
Czy George Friedman - [...] doktorat uzyskał na Cornell University. Jest założycielem i dyrektorem generalnym Stratfor. Zajmuje się geopolityką i współczesną doktryną wojenną. Pracował jako doradca w kwestiach bezpieczeństwa dla czołowych amerykańskich dowódców wojskowych. Autor kilku książek, m.in: The Future of War, The Intelligence Edge, America’s Secret War oraz „Następne 100 lat. Prognoza na XXI w.” (The Next Hundred Years: A Forecast for the 21st Century) (2009). W tej ostatniej książce przewidział m.in. na kilka lat wcześniej wzrost mocarstwowości Rosji [...] jest może autorem science fiction (SF)? Czy może chociaż political fiction? Dlaczego więc słuchają go poważnie najbardziej znaczący politycy? Czy dlatego, że na 11 jego minionych prognoz 9 było trafnych?
Czy on, bedąc, jak Soros, z pochodzenia węgierskim Żydem, kocha Polskę dziwną miłością, ze pisze:
Amerykański politolog i futurolog George Friedman twierdzi, że mamy szansę stać się dominującą siłą w Europie.
[...]
Jak rozumiem, dominacji nie można opierać tylko na terytorium. Jakie jeszcze zasoby będą świadczyć o naszej sile?
Możecie być liderem na każdym możliwym polu. Macie dużo złóż naturalnych i świetnie wykształcone siły robocze. Wystarczy sam fakt, że macie więcej informatyków niż inne państwa. Musicie zrozumieć, że jesteście nowoczesną europejską siłą. Macie mnóstwo obywateli, świetny system edukacyjny. Co mogłoby wam zaszkodzić?
[...]
No dobrze, to zaczynamy. Mamy rok 2039, sto lat od wybuchu II Wojny Światowej, jaka będzie ówczesna Polska?
Polska będzie jednym z głównych potęg Europy. Zupełnie inaczej będzie z Niemcami. Choć to trudne do wyobrażenia, to już wyjaśniam dlaczego tak sądzę. Jeśli przyjrzymy się ich PKB, to 40 proc. z niego stanowią zyski z eksportu. Co to oznacza? Wystarczy, że klienci przestaną kupować ich produkty i mamy przepis na katastrofę. Ona wisi w powietrzu.
A Rosja?
Ich czeka to samo. Już teraz widać, że powoli zaczynają przegrywać na rynku złóż energetycznych. Wyrosła im poważna konkurencja w postaci Iraku, Iranu, czy Stanów Zjednoczonych. Wystarczy, że oni narzucą konkurencyjną cenę, a odbiorcy, gazu czy ropy zdywersyfikują swoje źródła dostaw i Rosja będzie miała problem. Dla Kremla ten interes stanie się mniej opłacalny.
I dlatego Polska ma szanse stać się potęgą?
Tak. Bo będziecie zyskiwać większą niezależność energetyczną. Do tego jesteście bardziej stabilnym gospodarczo państwem od Niemiec. Uważam, że to wręcz niemożliwe, aby wasi zachodni sąsiedzi utrzymali eksport na tym samym stabilnym poziomie, co teraz. Natomiast wasza gospodarka nie ma takich wad, które mogłyby was tak nagle osłabić.
CD. |
|
|
Dobry wieczór
"widmo, duch, czyli coś niewidzialnego i tajemniczego, lecz także cień, klosz, abażur, zasłona"
Tłumacząc podobny kontekt rozważyłbym użycie słowa "szary".
Na wzór "szarej eminencji" czy też "szarej strefy"
W drugą stronę zainteresowałbym się przymiotnikiem "stealth".
Pozdrawiam
MiniMax |
|
|
Zygmunt Korus @ cyborg59
Poniżej:
"[...] tekstu nie adjustujemy, bo sprawiamy tylko kłopot profesjonalistom."
Powyżej:
"[...] - zmień na : [...]"
No cóż... Byki się trafiają, ale jednak powinniśmy się starać ich unikać. Dwa cytaty i w nich jeden ort oraz krótki myślnik i spacja. Czyli doradzała motyka gracy. Bo słowo "pisarz" chyba jednak do czegoś zobowiązuje.
Odnośnie "pobudzania weny", to proponuję "kaligrafię", a potem przepisywanie rękopisów do komputera. Wielu pisarzy tak postępuje, np. Myśliwski, który pisze zatemperowanymi osobiście miękkimi ołówkami, w ilości, aż w danym dniu się ich rysiki zużyją. Radzę spróbować "sejsmografu" bliższego dłoni, bo może się okazać ożywczy dla narracji.
Pozdrawiam fascynatów SF, choć nie uważam tego działu biblioteki za poważną literaturę.
|
|
|
Dark Regis No właśnie TO mi chodzi po głowie, żeby pozbierać całą wiedzę powiedzmy ścisłą w jednym miejscu. Zadania z ogólniaka, olimpijskie, rozwiązania, fizykę, matematykę, informatykę, filozofię, języki, różne teksty naukowe i popularne, no i stosy moich notatek z różnych wykładów. Coś w rodzaju rodzinnej biblioteki elektronicznej :) Po co ma się zmarnować jak w danym pokoleniu urodzi się głąb albo leń, skoro wszystko może poczekać na lepsze czasy ;] Najtrudniej będzie znaleźć kontynuatorów, którzy pociągną projekt dalej, ale mam chyba jeszcze trochę czasu na to.
Z obwodów elektrycznych mam chyba z pięć różnych książek. A co do skojarzeń, to jest takie zagadnienie dotyczące obwodów elektrycznych. Tu jest stary artykuł z Młodego Technika: mlodytechnik.pl
Squaring the square - proste zagadnienie ale dosłownie wciska w fotel ;) en.wikipedia.org
W sam raz do budzenia w dzieciach lwa-odkrywcy. Galeryjka: alexandria.tue.nl |
|
|
jazgdyni Może to głupio zabrzmi, ale jak przygotowywałem maturzystów do egzaminu na studia, to miałem stary, fantastyczny zbiór zadań jakiegoś fenomenalnego Rosjanina. Gruba księga, a zadania wprost olimpijskie. Teraz strasznie by mi się przydał dla wnuczki. Lecz po głowie tłucze mi się Atabiekow, a to były chyba układy elektryczne. Czy może są jakieś skojarzenia?
Pozdrawiam |
|
|
Dark Regis PS. Ja właśnie bawię się edycją "książki" matematycznej w formacie HTML. Mniej chodzi tu o klasyczny styl pisania i strukturę dokumentu, zaś bardziej o tak zwany hipertekst, czyli wizualny podział na sekcje, ujednolicony styl i oznaczenia, struktura drzewiasta, linkowanie pojęć do innych artykułów, spisy, bibliografie i takie tam sprawy. Można powiedzieć, że coś w rodzaju Wikipedii, tylko o niebo pełniejsze i lepsze. ;) Właśnie dlatego format PDF nie jest tu za bardzo użyteczny, choć są w nim linki.
Jako systemu zapisu wzorów matematycznych używam LaTeXa, a do obrazków i wykresów staram się stosować grafikę wektorową (SVG) zamiast obrazków bitowych. Oczywiście nie muszę chyba mówić, że zupełnie czym innym jest wzór typu inline, czyli włączony w tekst, a czym innym jest wzór typu box, czyli pojawiający się jako osobna sekcja po akapicie lub "latający" (floating) obok akapitów i oblewany przez nie. Aktualnie więc zauważyłem poważne mankamenty w standardzie HTML, które właśnie można obejść dzięki przejściu do formatu XML i zdefiniowanie formatowania strony ręcznie. W skrócie:
1) Tworzone przez LaTeX z MathJaxa wzory typu box są automatycznie centrowane przez co ich linia na stronie nie jest równa wizualnie. Ponieważ mam kod źródłowy skryptu MathJax, więc mogę to sobie poprawić ręcznie, ale ktoś czytający to na swoim kompie nie będzie miał tej możliwości.
2) Trudno jest te wzory nie tylko justować, ale też pochylać, pogrubiać do określonej wielkości, pochylać tylko jakieś fragmenty, tudzież stosować kolorowanie. To również wymaga grzebania w kodzie JavaScript, albo małpiej zręczności w stosowaniu kruczków.
3) Dobór stylu i czcionki występującej we wzorach i w obrazkach SVG musi być identyczny.
4) Dlaczego kolorowanie? W klasycznych podręcznikach autorzy często piszą, że od tego miejsca będziemy używali tego samego oznaczenia dla obiektów różnych typów, co strasznie utrudnia czytanie i rozumienie. Jest to podyktowane ograniczeniami formy, przyzwyczajeniem i konwencją. Tymczasem nie da się tak skutecznie czytać np. podręczników z teorii snopów lub kategorii. Po kilku stronach w głowie robi się bajzel, bo ta sama litera może oznaczać zbiór, zbiór ze strukturą, ten sam zbiór z inną strukturą i to samo tyczy się funkcji (morfizmów, funktorów), po zastosowaniu funktora zapominania. Tu można zobaczyć na własne oczy, jaki robi się bajzel bez kolorowania lub innej formy odróżniania (np. str. 50):
mimuw.edu.pl |
|
|
Dark Regis Na kopie zapasowe polecam raczej nagrywarkę np. DVD (prawdopodobnie jest już w tym Lapie) i płyty RW (odczyt i wielokrotny zapis), a do noszenia plików jakąś pamięć USB. Taka płytka ma bodaj 4 GB pojemności, USB też ponad 4 GB. Dlaczego te dwie? Po pierwsze płytkę można zarysować, więc trzeba trzymać co najmniej dwie kopie, zaś USB może zeżreć jakiś wirus podobnie jak HDD. Dokumenty Office'a to typowy nośnik wirusów skryptowych w Visual Basicu, więc niektórzy ludzie będą się obawiać otwierania ich w swoich komputerach, podobnie jak wkładania obcych pamięci USB. No ale nie zakładajmy od razu horroru. Sam sprzęt to już sprawa drugorzędna w stosunku do bezpiecznego przechowywania dzieła i bezpiecznego przenoszenia np. do wydawnictwa. W końcu niosąc pliki na kostce pamięci do wydawnictwa można nie tyle zanieść wirusa tam, co raczej przynieść stamtąd.
Jedna tania płyta (koszt rzędu 2 zł) powinna wystarczyć na całą bibliotekę, a nie tylko książkę. Ja np. na płytkę DVD wciskam około półtora tysiąca książek w formacie PDF. Mając marne 10 takich zdublowanych płytek staję się już dumnym posiadaczem biblioteczki matematyczno-informatycznej złożonej z tysięcy publikacji (ok. 15 tys.). Nie są one aż tak duże, bo np. ostatnio zakupiona seria książek informatycznych O'Reilly, to jest około kilkunastu MB na sztukę (koszt zakupu to był około 25 złotych za kilkanaście sztuk e-booków - HumbleBundle). Pojedyncze prace to od ok. 200 KB do paru MB, więc tego na taką płytkę wejdą już tysiące. Oczywiście książka przed publikacją (plus wersje), a do tego w innym formacie (np. Worda) będzie zajmowała dużo więcej, ale nie spodziewam się przekroczenia 50 MB na sztukę.
Dlaczego wspominam o tym formacie PDF? Otóż w systemach do publikacji czyli DTP uważa się go za format podstawowy ze względu na to, że dokument PDF jest po prostu narysowanym w postscripcie obrazem kartek książki, a nie zapisem paragrafów i rozdziałów w Wordzie, gdzie słowa będą się przelewać pomiędzy liniami w zależności od wersji programu, wielkości monitora, albo formatowania marginesów, pochylenia lub pogrubienia jakiegoś wyrazu. Ponadto ma istotne znaczenie to, z jakich fontów korzystamy, zwłaszcza gdy chcemy żeby wydruk rzeczywiście wyglądał tak samo jak projekt. Microsoft zawsze miał z tym kłopoty, ale nie wiem, czy ma także teraz (w latach 90-tych pracowałem przez krótki czas w drukarni offsetowej). Chodzi oczywiście o czcionki postscript lub TrueType. Format PDF jest to "encapsulated postscript" stworzony przez firmę Adobe.
1) DTP: pl.wikipedia.org
2) TrueType: pl.wikipedia.org
3) PostScipt: pl.wikipedia.org |
|
|
jazgdyni @Cyb & @Imć Waszeć
Problem z tym, że poważna edycja tekstu jest dla mnie zupełną nowością. Mimo, ze napisałem już w internecie tysiące felietonów, różną czcionką, różnym formatowaniem, z wklejaniem obrazków, linków itp. I nawet w kolejnych tysiącach książek, które przeczytałem, dopiero teraz przyglądam się formatom - wcięciom nowych akapitów, odstępom, zapisom dialogów, a także zapisom myśli. Tak, że dopiero uczę się, podobnie jak kiedyś Exela.
Co by mi się podobało. Wiele lat temu Stephen King zaczął przyjaźń z komputerami i pamiętam jego zachwyty, bo powstała, teraz już chyba nie ma, skomputeryzowana maszyna do pisania. IBMu, z niedużym ekranikiem i załadowanymi programami. Konkretnie - był to specjalizowany komp wyłacznie do tworzenia różnorodnych tekstów, w tym pisarskich, Z drugiej strony wiem, że profesjonalni publicyści i dziennikarze uważają za najlepsze narzędzie Maca. Nie chcę iść w tamtym kierunku, bo po pierwsze, już mi się niechce uczyć nowego OSa, a po drugie, to zawsze wydatek paru tysięcy.
Zamierzam kupić 15" Della D830 4GB 160HD Win7 (za extra 100 zł może być win10), profesjonalnego, w magnezowej obudowie. Jedyna wada, choć nie wiem, czy duża, nie ma USB 3.0. Cena ok. 350 zł. Office 2010 polskie już mam, tylko instalować. A na kopie zapasowe mam 500 MB stację.
Sądzicie, że to OK? |
|
|
Dark Regis W czystym HTML-u w sumie nie polecam (o ile ma to być wydruk), bo cechy niektórych czcionek różnią się ze względu na przeglądarkę. Jest tu standaryzacja idąca w kompletnie innym kierunku niż wydruk. Jeśli chce się rzeczywiście dostać to co się widzi, czyli rzeczywisty "WYSIWYG" (Word jest tu mocno przereklamowany i nie lubią go w wielu drukarniach, choć w redakcjach może i tak - to wynik stręczenia przez 12 lat edukacji Office'a dla każdego młodego człowieka) trzeba poflirtować z postscriptem, a ten jest np. w PDF-ach albo w TeX-ie.
Co do polskiej pisowni, to nie ma problemu w przeglądarce, pytanie tylko jak wykorzystać przeglądarkę w roli notatnika. Dla mnie to akurat prosta sprawa, nawet mogę sobie skompilować swoją własną przeglądarkę. Powiedzmy więc, że Word to taki scyzoryk ze wszystkimi śmiesznymi ostrzami, którym tak naprawdę niewiele można zrobić coś konkretnego acz zaawansowanego do końca, HTML to jest język prezentacji, głównie na ekranach komputerowych, zaś wspomniany XML jest językiem struktury. Za to w rodzinie XML mamy wiele mechanizmów formatowania tekstu i jeśli się nie używa go na podobnej zasadzie jak ludzie w Polsce Worda (czyli bez świrowania) bez problemu jest importowany przez praktycznie każdy system edycji, także Word. Sam Word może zapisywać dokumenty w takim właśnie slangu XML-a, co łatwo zobaczyć przy eksporcie do "HTML". W uszach piszę, bo kto zna HTML ten się uśmieje jak norka. ;)
A te teksty, że jakaś drukarnia - w sensie maszyn drukarskich - używa strukturalizacji publikacji w jakiejś ustalonej formie (Word), to chyba żart jakiś. Ja kiedyś dałem do drukarni dokument w Wordzie do wydruku (banalnych kilkaset ulotek, dwie kartki) i otrzymałem coś takiego, co się czytać nie dało. Drukarz jeszcze wziął jakiś suwak czy suwmiarkę i mierzył szerokość liter w tytułach, żeby mnie dokładniej skasować za "robotę". Oczywiście stwierdził, że winien jest Word. Debile się zdarzają, niestety. Jeśli już coś jest w drukarni istotne, to tzw. pasery, ale tylko w przypadku druku wielokolorowego (np. tekst z ilustracjami). |
|
|
jazgdyni Nie, Word jest, dobry, jak... go się opanuje. I jedno - poważne pisanie, jak już się je robi, to musi być w rodzimej wersji językowej (może automatycznie poprawiać np. błędy ortograficzne, dbać o akapity, wcięcia, itp. Poza tym, jak się dowiadywałem, bo sam mam wersję angielską, ważne jest, z którego roku ma się wersję. Bo niestety różnią się znacznie.
Czy książkę można pisać w HTMLu? Pewnie tak. Lecz redakcje domagają się w wordzie zazwyczaj.
Pozdrawiam |
|
|
Dark Regis Jeśli mógłbym coś doradzić, to polecam pakiet darmowy zamiast płatnego. Oczywiście nie nalegam, kupno za kupę szmalu pospolitej paprotki w plastikowej doniczce z figo-fago również może cieszyć jak diabli ;)
Jest kilka interesujących propozycji:
1) Word Online: products.office.com
Nie mam pojęcia jak to działa, gdyż nie używam sprzętu dla rehabilitacji, prawdopodobnie domyślnie zapisuje w chmurze, więc trzeba na wstępie sprawdzić i uważać.
2) Open Office. Najlepiej sobie poczytać o nim przez Wiki: en.wikipedia.org
Tam jest informacja o tym, na jakie gałęzie rozpadł się pierwotny projekt: Apache OpenOffice, LibreOffice, NeoOffice, StarOffice itd.
3) Ja osobiście nie używam tego całego badziewia, bo nie muszę. Piszę swobodnie w gołym HTML i XML wraz z CSS oraz XSLT. Całość jest opisana na stronach W3C: w3schools.com
Przynajmniej nie muszę godzinami robić jakiś dziwacznych rowerów, żeby sformatować po ludzku tekst i zlinkować z przypisami lub ze spisem treści. |
|
|
jazgdyni Cześć Cybie!
To takie wprawki na gorąco, bez oszlifowania, żeby myśli uwieczniać. I motać intrygę.
Na poważnie zacznę, jak będę miał kompa (z drugiej ręki, używanego) tylko do pisania. Jak tu zacząłem coś poważniej robić (a mama Worda 93, profesjonalna wersja angielska) to skunksy z Microsoftu zaproponowali wersję 2010 i jak to wyrzuciłem, to już nic w pisaniu nie chodzi tak, jak powinno. Co za chamówa. |