Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wygramy czy nie? Rozważania w momencie przełomu nad losem RP
Data Autor
hr.Levak-Levatzky
wytworzyło różnych mądrali, błaznów i komediantów od imienin u cioci. a jednym z ich, może nawet najznamienitszym jest Sz.Pan Autor niniejszej dysertacji...
jazgdyni
Jasne. Tam gdzie był pochlaj, tam Lachy się pchały. 70 lat tumanienia narodu niestety wytworzyło różnych mądrali, błaznów i komediantów od imienin u cioci.
jazgdyni
Pani niestety jest poza dyskusją. Cierpi pani z jakiegoś powodu?
jazgdyni
Lanie wody? W którym momencie? Chętnie pomogę. "Podstawową cechą charakteru polskiego jest hamletyzm (brak decyzji,pokryty kwietyzmem - słowa... słowa... słowa -tchórzostwo cywilne, przesadna skłonność do analizy, a unikanie syntezy i wniosków) ..." Jerzy Niezbrzycki kierownik referatu "Wschód"  dwójki - wywiadu wojskiwego II RP .
Jan1797
Pchali się do Brennej przy okazji oktoberfest u Czecha. Oczywiście z ubezpieczeniowym hasłem na ustach: jedź, twój koń tam się już pasie. Oficjalnie przy okazji wizyty u kołodzieja. Brenna via Jawor 300km a tu dużo, dużo  wcześniej;  histmag.org.
marsie
To trochę takie "lanie wody" jest - ale kontynuuj, zobaczymy. Pozdrówka!
Pani Anna
Hm, a co łykają podstarzałe chłopaczki  na emeryturze?? O ile odnajdą się w podziale na "żywych, martwych, bądź marynarzy"? Może, dla odmiany zamieściłby pan znowu jakiś kawałek swojej beletrystycznej twórczości, bo takiego grafomaństwa to ze świeczką szukać.
jazgdyni
To jest właśnie poważny problem, jak z tym Coryllusem. Przecież ja tak jak on jestem laikiem w stosunku do historii. Lecz staram się trzymać metody naukowej, bo my przecież w technice inaczej nie możemy działać. Tymczasem jest wielu bardzo niepoważnych publicystów, którzy bardzo lekko podchodzą do prawdy historycznej. Snują przeróżne wymyślone dywagacje, ulegają swoim fantazjom i niezbyt ścisłemu rozumowaniu. Oczywiście szczytem fałszu był świętej pamięci Kapuściński. A Coryllus kiedyś mnie zastrzelił tezą, że za wszystkimi nowożytnymi politycznymi wydarzeniami stają tajne służby brytyjskie. Kurcze naoglądał się 007 i uwierzył! A na dodatek bardzo szkodliwe znaczenie ma fakt, że Coryllus, czy Braun lub Michalkiewicz mają autentyczny talent gawędziarzy.Przyjemnie się ich słucha i czyta, a oni pod postacią dobrej kawy, czy herbaty sączą jakieś halucynogenne zioła. Szczególnie panienki na emeryturze łykają to jak gęś ciepłe kluski.
jazgdyni
Ja w ogólniaku miałem świetnego historyka, profesora Zająca. Z zapartym tchem słuchaliśmy o starożytnym Egipcie, o Mezopotamii, Rzymie, lecz jakoś nie mogę sobie przypomnieć inspirujących opowieści o Rzeczypospolitej. Może kurcze nie uważałem? Fakt, powstania były omówione dogłębnie, lecz tylko faktograficznie, bez analizy. Ale czekaj, dalej będzie ciekawiej.
Do wpisu: Wygramy czy nie? Rozważania w momencie przełomu nad losem RP
Data Autor
Lech Makowiecki
Dobry tytuł...
jazgdyni
Na koniec jeszcze prof. Amit Goswami, który przywołał kontrowersyjnego doktora Larry'ego Dossey'a: " „Obecnie powstaje zupełnie nowy pogląd na świadomość, w którym świadomość jest nieskończona, wieczna i niepodzielna. Z tej perspektywy wyłaniają się radykalne implikacje dla procesu kreacji, co pokazuje nam fizyk Amit Goswami, w swojej znakomitej książce. W tym nowym sposobie postrzegania, pojedyncze jednostki otwierają drogę dla zbiorowej mądrości łączącej w sobie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Oznacza to, że źródło kreatywności i rozkwit mądrości są potencjalnie nieskończone. Goswami maluje przed nami majestatyczny obraz tego, co to znaczy być człowiekiem, od którego może zależeć przyszłość ludzkości”. Nie ma więc "inżynierów" i nie ma "humanistów". Są tylko ludzie, którym chce się bardziej lub mniej myśleć i dociekać. No i mieć tą moc twórczą. Wymyśliliście coś Panowie?
jazgdyni
Fajna dygresja Imci. Tylko nic nie udowadnia. Ja widzę silny synergizm pomiędzy "technikami" -pragmatycznymi projektantami i konstruktorami, a "humanistami" ideologami, marzycielami, czy politykami. A taki synergizm najlepiej osiągnąć jeżeli te obie, przecież nie przeciwstawne osobowości znajdą się w jednym ciele. Stąd moja fascynacja dilettanti, czy wykpione przez niedouka cultore. Taką tendencję, pewien powrót do renesansu obserwuje się dzisiaj nawet wśród wielu noblistów. Czynie takim dyletantem nie jest wybitny specjalista od teorii strun Michio Kaku, którego gościliśmy niedawno w kraju. U kolegi redaktora Surmacza wyczuwam lekkie poczucie wyższości humanisty, który w przeciwieństwie do przyziemnych "techników" jest w stanie ogarniać tematy globalne, mechanikę społeczeństw i cele życia. Przepraszam bardzo, lecz w kognitywistyce, którą nieustannie polecam, mamy i "rzemieślników" -neurochirurgów i filozofów. Bo tylko tak jesteśmy w stanie pojąć czym jest i jak pracuje umysł. Sir Roger Penrose, wybitny fizyk i matematyk, oraz wszechstronny myśliciel, nie mógł nie znaleźć się w kognitywistyce. Zawdzięczamy jemu teorię Quantum Mind [ en.wikipedia.org ], która jest dużym krokiem naprzód w próbach wytłumaczenia fenomenu myślenia na poziomie mechaniki kwantowej ( ...information processing by complex systems such as the brain, taking into account contextual dependence of information and probabilistic reasoning, can be mathematically described in the framework of quantum information and quantum probability theory.) Po co ja tutaj to piszę? Gdyż zarówno kolega Surmacz, jak i kolega Imć Waszeć wydają się stać na przeciwstawnych biegunach w podejściu do wiedzy i mądrości. Czy "zwykły technik/inżynier"  widzi sens zajmowania się takimi "głupotami"? A czy "typowy humanista" dysponuje potrzebnym aparatem pojeciowym by cokolwiek z tego rozumieć? Czy w ogóle są chęci przyswojenia takiej wiedzy. A wiecie Szanowni Panowie do czego się to sprowadza? Do bardzo osobistego posiadania mocy twórczej. Zdecydowanej większości mądrych ludzi po prostu się nie chce.  Patrz dalej...  
Dark Regis
Kiedyś chyba wspominałem o takiej książce pt. "Maszyna różnicowa", napisanej przez Bruce’a Sterlinga i Williama Gibsona. To jest taki szczególny rodzaj fantastyki naukowej, którą zwą "cyberpunk", czasem też "steampunk" (od wieku pary, Wiktorianie - stąd ta specyficzna moda steampunkowa). W powieści tej autorzy snują opowieść o utopii, która hipotetycznie mogła się ziścić w XIX wieku, gdy Lord Babbage skonstruował pierwszy "komputer" mechaniczny zwany maszyną różnicową. Zamiast szerokości magistrali i rozmiaru pamięci, liczy się tam długość wałów i liczba kół zębatych, a programy wprowadza się za pomocą kart perforowanych. Chodzi o to, że w powieści uzależniona od hazardu lecz matematycznie genialna Lady Ada Byron napisała pewien program "modus", którego nikt ze spiskowców nie umie w Anglii uruchomić. Dopiero przeniesienie go na maszyny ("komputery" parowe) francuskie daje jakiś efekt. W założeniu miał być to program, który przewiduje wygrane w loteriach. Niestety, program okazuje się tak bardzo skomplikowanym i wielokrotnie zapętlonym emulatorem jakiejś sztucznej inteligencji, która obudzona do życia opanowuje ówczesne "sieci". Tu autor czyni ukłon do Kurta Gödela i jego słynnego twierdzenia. To miał być tylko eksperyment, ale okazało się, że zmusił twardogłowych do zastanowienia się nad fenomenem "modusu", czyli tym czymś, co istotom inteligentnym zapewnia samo-ogląd, czyli rodzaj samoświadomości. Ogólnie powieść jest wartka i ciekawa, gdyż wywodzi się z tej samej formacji literackiej co słynny Matrix (w oryginale cyberprzestrzeń w książce "Neuromancer" Gibsona). Podobna powieść to "Diamentowy wiek" Neala Stephensona, w której utopię autor tworzy na bazie nanotechnologii. Tu z kolei pojawiają się wojny nanobotów, kompilatory materii i sekta "bębniarzy", która realizując "obliczenie" drogą płciową doprowadza w końcu do eksplozji ;) Ale nie to jest tutaj ważne. Autor przedstawił niesamowity pomysł interaktywnej książki, która byłaby w stanie nauczyć dziecko lepiej niż nauczyciel. Dzięki interaktywności, coś jak gra splątana z Wikipedią, książka ta uczy bohaterkę wszystkiego, co młode damy z wyższej sfery wiedzieć powinny. Horror, nieprawdaż? :] No właśnie, a jaka puenta? W skrócie telegraficznym, to jest właśnie o tym, co humaniści potrafią wykrzesać z porządnej technologii, żeby potem się tego bać ;)
Anonymous
"Ludzie dzielą się na żywych, martwych i marynarzy." Stąd do wietrzności?
jazgdyni
Będzie, będzie książka.Roboczy tytuł "Morze, Gdynia i takie tam" Zbiór felietonów.
Lech Makowiecki
Witaj, nie wiedziałem, że masz takie doświadczenia. Napisz coś o tym, np. jakąś książkę. "Dziennik pokładowy" Seawolfa" czyta się z przyjemnością. Pozdrawiam!
Ryszard Surmacz
No właśnie. Wszyscy stoimy nad tą samą krawędzią. Ale głupio umierać za głupotę. Singapuru w Europie nie będzie, chyba, że skolonizują nas Chińczycy. Ale jak skolonizują nas, to Stany też. A jak skolonizują USA, to dojdą do wniosku, po co kolonizować, skoro wszystko jest nasze. Ale z tym nawet Kopernik nie byłby się w stanie przebić. Chyba w przedostatniej "Polityce" czytałem wywiad z Robertem Kaganem. Ciekawy.
jazgdyni
Panie Ryszardzie bardzo dobrze rozumiem pańskie uwagi i wątpliwość. Jednakże wydaje mi się, że istnieje pewien brak zrozumienia i za mało wybrzmiewa fakt, że jesteśmy w momencie wielkiego przełomu i potężnych zmian na całym świecie. Ja to osobiście obserwuję i nie potrafię przestać się dziwić i podziwiać, co na przykład na przestrzeni 40 lat (bo wtedy zacząłem tam bywać regularnie) stało się z Singapurem i z Szanghajem. Więc jestem przekonany, że jeżeli oni mogli, to my też możemy. Na dodatek, chyba nikt nie ma wątpliwości, toczy się wojna cywilizacyjna. I wkrótce zobaczymy, czy Europa zachodnia pójdzie śladem upadku Imperium Rzymskiego.
Ryszard Surmacz
Nie ma tu starych pojęć, nie ma techników. Zastanawiające jest natomiast to, że rozmawiamy o tym samym, a jednak słowa nie oddają sensu i nie rozumiemy się. Pojawiają sięjakies skrajne skojarzenia, że jak jest przeciwny, to katakumby, jak ma inne zdanie, to stare pojęcia, technicy itd. Chyba nie będziemy pisali do siebie po angielsku? Nasz język jest bardzo bogaty, może nie w senie informatycznym, ale z tym z łatwością daje sobie radę. Natomiast ostatnie zdanie jest strzałem w 10. "Nawet wspólne siły inżynierów i humanistów nie są w stanie ogarnąć rzeczywistości". I to dopiero jest punkt wyjścia do rozmowy.   
Ryszard Surmacz
Wszedłem tu kierowany bardziej intuicją. I...  Waszmość, ja się z tym wszystkim zgadzam, ale pisząc miałem na myśli nie Polskę, lecz cały świat. To nie jest problem Polski, lecz świata. Oczywiście, że nie możemy zostać w tyle - byłoby to po prostu śmieszne. Ale jednocześnie nie możemy zapominać o tym wszystkim, co napisałem wyżej - w skali globu. To jest tak, ja w tym żarcie z bacą. Siedzi baca na gałęzi i piłuje ją, przechodzień ostrzega, że spadnie. Po jakimś czasie spada i ze zdziwieniem pado: - prorok cy co? Jest to kwestia humanistycznej wyobraźni. W tym temacie, że tak powiem, jest bardzo wiele niedomówień, rozbudzonych nadziei, szans i młodości, że to, co najważniejsze umyka z pola widzenia. Sztuczna inteligencja powoli uwalnia się.Owszem, są głosy krytyczne, ale one giną w tumulcie. Idziemy ku zagładzie. I jedno jest pewne - że to jest pewne. Pozdrawiam
jazgdyni
Witaj Lechu Ty się uczyłeś budowy statków,a ja - elektronik, te statki budowałem. Moje ostatnie trzy były tankowcami klasy shuttle-tanker, czyli wyspecjalizowane w załadunku ropy  na pełnym morzu, odbierając ją z podwodnych magazynów platform wydobywczych. Bardzo drogie statki. Goły kadłub budowaliśmy w Kerczu na Ukrainie, następnie był on holowany do stoczni w Gijon na północy w Hiszpanii. Tam robiono z niego klasyczny tankowiec. I takim pełnosprawnym już statkiem płynęliśmy pod balastem do Gdańska do Stoczni Remontowej (to autentycznie stocznia światowej sławy). Tutaj ucinano mu dziób i w to miejsce spawano nowy, polski, już wyposażony w ultranowoczesny, automatyczny system załadunku na dziobie (bow loading). Ja miałem dużo roboty z instalacją dodatkowych generatorów, a przede wszystkim z przebudową mostka. Trzeba tam było zamontować całą nową elektronikę. Ile tego było niech świadczy fakt, że samych dużych monitorów było dwadzieścia. Statek miał bardzo wyrafinowane systemy sterowania i automatyki, a także komunikacji. Pracowałem dla tych Norwegów 11 lat dochodząc do pozycji samodzielnego specjalisty z pełnymi uprawnieniami. Cztery lata temu, gdy rdzeń wydobycia ropy na morzu przeniósł się do Afryki i Brazylii zdecydowałem odejść z morza. Morska robota jest dość specyficzna i na pewno nie jest suchą inżynierską pracą. Nieustanne obcowanie i częste walczenie z żywiołami czyni z wielu oficerów szeroko myślących "filozofów" Mądry i wspaniały latynoski pisarz stwierdził - Ludzie dzielą się na żywych, martwych i marynarzy.
Dark Regis
Problem tkwi gdzie indziej jak zwykle. My możemy sobie zstąpić do katakumb i odtwarzać szczęśliwą erę kamienia łupanego, ale inne narody Ziemi tego na pewno nie uczynią. Czy jest to zatem presja? Jak najbardziej. Albo wejdziemy na ten statek i będziemy w stanie nim sterować, albo zostaniemy na brzegu po kolana w mule, oblewani falami śmiechu różnych żółtych, czarnych, beżowych, rudych i fioletowych. Oni nie podzielają naszych fobii wobec techniki i chętnie zajmą kierownicze miejsca. Co gorsza ich humanizm nawet dziś wygląda zupełnie inaczej i na pewno nas mocno rozczaruje, a ichni humaniści mogą u nas robić za rzeźników. Świadomie pozbywając się wpływu na rzeczywistość kładziemy po prostu głowę na pieniek i nie ma nawet co marzyć o doczekaniu jakiegokolwiek Armageddonu. Załatwią nas wcześniej jako relikty i odpady. W czasach Juliusza Verne pewien wizjoner o nazwisku Józef Hoene Wroński [1] wymyślił sobie ideę podróżowania pod wodą, którą ten pierwszy wykorzystał w powieści. Myślał nie tylko o podróży, ale także o prowadzeniu wojny spod wody. Ówcześni sztabowcy uznali pomysł za nierealny, ponieważ "nie godzi się napadać znienacka i z ukrycia". Czas pokazał, że ich humanistyczny szlachetny poryw o mało nie skończył się tragedią dla całej ludzkości. W latach 40-tych hitlerowcy mieli całą flotę Ubotów i ani cienia skrupułów. O mały włos, a wygraliby z całym światem. Właśnie do tego prowadzi pasowanie w licytacji wynalazków i mieszanie porządków moralnego z technologicznym. Na koniec podam więc jeszcze jedno i jeszcze starsze powiedzenie: Si vis pacem, para bellum. Kto chce żyć w pokoju, niech szykuje się do wojny, bo inni Morlokowie mogą nie mieć żadnych oporów przed wykorzystaniem przewagi technicznej do dominacji nad Elojami. [1] pl.wikipedia.org
Ryszard Surmacz
Jest też inne przysłowie: jak kogoś Bóg chce pokarać, odbiera mu rozum. A więc uchylone zostało jedno okienko i przez to okienko, my ludzie, chcemy "złapać Boga za nogi". Napędem jest wyścig zbrojeń. Jesteśmy jak zahipnotyzowana żaba, która sama pcha się w paszczę węża. Owszem, tak było zawsze, odkrycie jakiejś tajemnicy wyzwalało wiele nowej energii i pozwalało lepiej człowiekowi żyć. Tym razem, to nic innego, jak zakładanie sobie pętli na własną szyję. I wychodzi na to, że już nic nie jest w stanie temu procesowi przeszkodzić - chyba, że wojna światowa. Jesteśmy kolejną cywilizacją na tej ziemi, która zmierza ku zagładzie. Ciekawe na jakim etapie kończyły się poprzednie? Inżynierowie nie mają hamulców, humaniści głosu. I w tym cały problem. Produkcja bomby atomowej skończyła się na Hiroszimie. Czym zakończy się era informatyki? Nawet rachunek prawdopodobieństwa zapewne nie jest w stanie wygenerować danych na ten temat. Być może, ten pęd ziemian w kierunku maksymalnych doznań jest oznaką agonii przed armageddonem na własne życzenie. Filmy na ten temat odbiera się jako świetną rozrywkę - na ekranie. Tym razem Waszmość pozostajemy przy swoich zdaniach. Dzięki za linki. Pozdrawiam
jazgdyni
Dodam tu jeszcze coś, bo nasz kolega wywołał hasło +programiści+. Więc zwracam się do niego, że ta rzesza programistów, ludzi niezbędnych, to wg. naszych starszych pojęć, zwykli technicy, a dokładnie translatorzy przekładający z języka projektowania (algorytmy) na konkretny język programowania (powiedzmy C++). Nie za dużo mają do myślenia. Natomiast ogarnianie potężnych systemów, na dodatek rozproszonych, to już niemalże metafizyka. W matematyce, która stoi na szczycie wszystkich narzędzi, oprócz wspomnianej matematyki chaosu istnieją obecnie bardzo nowe teorie , polecam oxfordscholarship.com Proszę uwierzyć, rzeczywistość okazuje się tak skomplikowana, że nawet wspólne siły inżynierów i humanistów nie są w stanie ogarnąć rzeczywistości.  
Lech Makowiecki
Fiu, fiu! Ale wysyp inżynierskich wpisów! Sam ukończyłem najtrudniejszy na Politechnice Gdańskiej wydział - Instytut Budowy Okrętów - i praktycznie nigdy nie pracowałem w zawodzie konstruktora kadłubów. Zaczynał się akurat okres schyłkowy naszych stoczni, więc hobby (gitara i pióro) przesądziły o mojej profesji. Pamiętam, jak prof. Bardini - na egzaminie ministerialnym "na piosenkarza" próbował pogonić pyskatego "inżynierka" podchwytliwymi pytaniami; nie, nie z teorii muzyki czy biografii Bacha - tylko z ...historii... Na szczęście trafiła kosa na kamień i nie dałem się zagiąć ani na francuskim absolutyzmie, ani na Kongresie Wiedeńskim, ani mitach greckich. Miałem w LO przedwojennych nauczycieli i przeczytałem wszystkie książki z biblioteki miejskiej (łącznie ze "stachanowcem" pióra Kraszewskim) , więc ten egzaminacyjny ping-pong rozegrałem na swoją korzyść. Czy profesja inżyniera przydaje się w zawodzie twórcy-artysty? Ależ tak! Opracowałem sobie własne koło kwintowe (skomplikowane ustalanie ilości znaków przykluczowych bemoli i krzyżyków) w oparciu nie o osiem nieregularnych tonów, ale wykorzystując dwanaście równoodległych od siebie półtonów - łatwo i przejrzyście... Logika potrzebna jest wszędzie, statystyka pozwala oszacować  ilość ziaren i plew, a rachunek prawdopodobieństwa - wybierać tzw. "mniejsze zło"... Cóż tu więcej dodać? Niech żyją nauki ścisłe, wspierane przez humanistyczną wiedzę. Czyli "czucie i wiara" razem z "mędrca  szkiełkiem i okiem"...