|
|
W roku 1998 tytułem eksperymentu rejon, w którym mieszkam objęto wprowadzeniem Rejestru Usług Medycznych i otrzymałem książeczkę, która jednocześnie była receptą i pokwitowaniem/potwierdzeniem wykonania usługi. W przychodni nastąpiła radykalna zmiana. Wcześniej pod gabinetem czekali pacjenci od 8, lekarz przychodził na 9, wypił kawę z pielęgniarką i od 10 przyjmował od 8 do 10 pacjentów i kończył pracę w przychodni. Po wprowadzeniu RUM lekarze pozostawali do późnego wieczora dopóki byli pacjenci. Ale ten system nie podobał się pracownikom służby zdrowia (podobno był także testowany na Śląsku gdzie pod nadzorem chyba pana Sośnierza wprowadzono karty magnetyczne). Ostatnia reforma powoduje coraz większy upadek, niezadowolenie są pacjenci, lekarze a także personel pomocniczy. Czytałem raport "Organizacja i finansowanie
służby zdrowia w Republice Czeskiej" opracowany przez Biuro Analiz Sejmowych - dlaczego nie wykorzystano go u nas. Pacjenci z południa Polski już korzystają często z usług czeskich ośrodków zdrowia.
W tej chwili moim zdaniem powinny nastąpić przynajmniej 3 radykalne posunięcia:
1. Lekarze chcą zarabiać - wprowadzić opłatę potwierdzaną przez pacjenta a wypłacony przez firmy ubezpieczeniowe (szczegóły muszą być klarowne a jednocześnie musi być zabezpieczenie przed niewywiązaniem się firmy ubezpieczeniowej w sytuacji krytycznej).
2. Ministrem zdrowia nie może być lekarz - tak jak ministrem obrony nie może być wojskowy.
3. Koszty poza lecznicze pobytu w szpitalu powinny być płatne przez pacjenta.
Temat jest o wiele szerszy ale podstawową wnioskiem jest to, że nowy system musi być opracowany przez ludzi, którzy znają się na zarządzaniu przy współudziale przede wszystkim przedstawicieli tych, którzy płacą (w składkach) na system. Na razie co miesiąc płacimy składki i niewiele z tego nie mamy (chyba mniej niż zwierzęta domowe - na zwierzęta nie płacę składki ale kiedy zwierzę choruje to weterynarz udzieli pomocy, oczywiście za pieniądze).
|
|
|
jazgdyni Utworzyłem konsumencką stronę na FF. Wysilałem się. Dawałem przykłady oszustw i wykorzystywania. Reakcja minimalna Polacy jeszcze wolą śnić sen, że oto trafili do zachodniego raju i walić to, że ktoś ich dyma. Ale obudzą się i upomną do tych drobnych złodziejaszków o swoje złotówki. |
|
|
Anonymous To odnosnie "nalezy przywracac role" . Obecnie rola fachowcow stalo sie ciupanie danych do komputera. To dotyczy tez pielegniarek. A podobno deficyt i wiek starszy. Trzeba sie zdecydowac czy jestesmy dla cyfryzacji czy dla pacjenta, a komputer wg uznania. Pacjent moze sie sam scyfryzowac dla refundacji a za to nie czekac w kolejce. To by odarlo system z iluzji. |
|
|
Anonymous Wlasnie pisze, ze pacjenci wiedza lepiej. Z tym kardiologoem musi Pan i tak podjac decyzje sam tylko wybor mniejszy gdy rzad ich reglamentuje. |
|
|
nonparel Proszę koniecznie przeczytać "Księgę z Sam Michelle" - to moja ulubiona książka o medycynie. Wtedy zrozumie Pan, że nie potępiam ducha działania ówczesnego lekarza domowego, chcę tylko dostosowania tegoż ducha do obecnych realiów. |
|
|
jazgdyni ""Rolę należną" należy przywrócić pacjentom i tylko im." przepraszam, to jakiś nowy komunistyczny pomysł. Brzmi bardzo lewacko.
Zawsze byłem pewien, ze ważne zadania należy pozostawić fachowcom.
Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Panie Doktorze, świetnie jest mieć taki komentarz zawodowca. To ważny tekst do skarbnicy problemu.
Ale mam już bardzo długie doświadczenie i ponad pół-wiekowe obserwacje.
Pisze pan: - " Nie może być także omnibusa robiącego za OPD, położnika i okulistę..." Niestety, tak było. Tablica okulistyczna Snellena wisiała na ważnym miejscu ( a obok w pudełku był test Rorschacha). Precyzyjne instrumenty do badania wzroku tez były w drewnianym pudełku (Zeissowskie). Czego tam jeszcze nie było w przepastnej doktorskiej torbie... I zawsze chromowane pudło z wysterylizowanymi narzędziami. Pomagałem,stosunkowo biernie przy tracheotomii.(szalał koklusz, a ojciec był z tych odważnych, co cięli gardło). Asystowałem przy dwóch porodach...
Ja w żadnym wypadku się nie chwalę. Tylko pokoazuję, jaki pół wieku temu był obszar działań lekarza domowego. Niemalże szarlatana. Ale tablicę mu wymurowali.
Widzi Pan zderzenie między teraz a wtedy? A technologie tak poszły do przodu. Tylko psychika tak zmalała, jak wysuszone winogrono. Wtedy doktorzy mieli misje i własne ręce. Teraz mają komputery, procedury i niechęć do prawdziwego ratowania wszelkimi sposobami pacjenta.
To ciekawe.. Ja też mam wszystkie badania na CD. A to się chyba skończyło 20lat temu.
Dobra... powtórzę - wszystko leży w mentalności i wychowaniu.
|
|
|
nonparel No to odpalił Pan GAU-8/A. Co prawda nie trafił Pan w "10" ani nawet w "9" ale i tak z tarczy strzępy zostały. Dobre i to. Tekst jest zbyt obszerny, aby w całości go komentować. A więc wyrywkowo:
"Weszliśmy w krwiobieg reguł i praw światowego środowiska medycznego. Podkreślę – zdegenerowanego środowiska." Prawda, lecz wypadało by dodać, że degeneracja dotyczy także polityki, mediów, sztuki, reklamy, handlu etc.
"długie, wielogodzinne wystawanie przed każdym gabinetem lekarskim;
nawet paru letnie wyczekiwanie na wizytę u specjalisty"
Dziś co najmniej połowa moich pacjentów była skierowana niepotrzebnie. Bo trzeba przepisać leki albo rodzina nalegała. A kto kieruje? Lekarz rodzinny. I tu jest pies pogrzebany.
"Należy przywrócić najważniejszą rolę lekarzom pierwszego kontaktu, nazwijmy ich opiekunami zdrowia Polaków, wszechstronnie wykształconych, o najwyższych walorach etycznych"
Święte słowa, tylko nie będzie już przyjaciela rodziny "doktora colitis" (księgę z San Michelle szczerze polecam). Nie może być także omnibusa robiącego za OPD, położnika i okulistę - bo były i takie pomysły. Dziś lekarz rodzinny musi być fachowcem up-to date, który wie co i jak może leczyć A jeszcze bardziej musi wiedzieć czego nie powinien leczyć i gdzie pacjenta skierować. Nie jest dobrym pomysłem (autentyczne) kierowanie chorego z podejrzeniem krwawienia z żylaków przełyku do poradni gastrologicznej, gdzie na termin czeka 3 miesiące. Lekarzy rodzinnych należy szkolić ustawicznie i kompetentnie. Tylko kto to ma zrobić? Kliniki? Chłe chłe chłe...
"Otóż nie ma już chyba rodziny ...gdzie nie byłoby w domu co najmniej smartfonu, albo nawet laptopu połączonego z internetem.".
A wie Pan, że większość moich pacjentów gra w "gry komputerowe" (Joker club), do rejestracji przynosi "dyskietkę" (kartę chipową) a zdjęcie ma na "twardym dysku" (płyta CD).
pozdrawiam - nonparel
|
|
|
Czesław2 Do autora.
Co z Pana pomysłem na związek konsumentów? |
|
|
Czesław2 To, jak lekarze wiedzą lepiej od rządu dla dobra pacjenta jest właśnie ten felieton. Na temat dostępności służby zdrowia ( dla służby zdrowia jest dostępna w 200% ) i konflikcie lekarzy zatrudnionych na dwa fronty z etyką nie będę pisał, bo w razie krytycznego podniesienia się ciśnienia nie mam znajomego kardiologa. |
|
|
Anonymous Nie zgodzę się z programem naprawy.
"Rolę należną" należy przywrócić pacjentom i tylko im. Drogą do tego jest ograniczenie wszystkiego co "sie należy", a należą się moim zdaniem SORy. Należą się z tym, że na SOR odpłatność za usługi spoza ich obowiązków częściowy koszt powinien ponosić pacjent. Inaczej ze złamaniem czeka się kilka godzin. A czeka się też, bo papiery, i bo po co być ortopedą skoro można wybrać mniej stresującą i odpowiedzialną specjalizację, albo w ogóle zawód. Wolny wybór oczywiście nie tylko dla pacjentów. Wolność musi oznaczać odpłatne studia (nie tylko medyczne - wszystkie) i odpłatne specjalizacje. Tak nie będzie. System, niezależnie od intencji PiS, stawia na rezydentów. Nie na darmo jest takie plugawe przezwisko. Mają zastąpić lekarzy. Ja też już się zrezydenciłem pod naporem papierów, których przybywa dzięki cyfryzacji postępującej systematycznie od czasów Boniego. W pewnym momencie będą rugować papiery, które najpierw wygenerowano (komputerowo). Ta biurokracja potrzebuje biurokratów medycznych. I już wymierają pacjenci, którzy tego nie potrzebują. Ich lekarze razem z nimi. Tak więc będzie rewolucja, czyli postęp w uprzedmiotowieniu leczenia pod pozorami wolności dostępu ale nie do lekarza i do leczenia, tylko do "świadczeń medycznych".
Przesiew kandydatów wg wspomnianych kryteriów to "uzdrawianie świata". Muszą ich przesiewać pacjenci na własny koszt i ryzyko. Mamy zresztą przykład dostępu do aplikacji notarialnych i adwokackich. Nastąpi zaryglowanie wg nowego klucza. To chyba będzie jak z weryfikacją w SB. I jak z reformą aptek, która zamknęła drogę do otwierania nowych i przenoszenia starych do konkurencyjnego lokalu. Wszystkiego czego potrzeba to kontrrewolucji polegającej na deregulacji. I uwłaszczenia pacjentów na ich własnych pieniądzach, bez pośrednictwa Warszawy i Brukseli. Może zamiast haraczu CO2 bon zdrowotny (oby nie z węgla).
Ideowo lekarze nie są mniej skażeni od otaczającej ich populacji. To wpływ środowiska mediów i szkolnictwa - stąd poziom indoktrynacji po 18 latach wyższy niż po podstawówce. To wina lekarzy, czy ośrodków prania mózgu. Bez wolności w mediach i szkolnictwie - tam zaprowadźmy wolność siłą - skończy się na mentalnej gotowości do pracy nakładczej w ramach protestanckiej ideologii. W ramach "projekcji siły" państwa można dorzucić zakaz pośrednictwa między pacjentem a lekarzem. To byłaby kontrrewolucja. I zaraz byłby lewy czerwcowy. Upaństwowić wolno. W następnej fazie uwłaszczą na upaństwowionej medycynie Biedronki. Może nawet Biedrońki.
Pozdrawiam. Ironicznie i również poważnie. |
|
|
Anonymous "Praktycznie ze służbą zdrowia i tymi pseudo naukowymi i dobroczynnymi instytucjami, z ONZetowską WHO na czele, jest taki problem, że nigdzie to prawidłowo nie działa."
Pomijam instytucje polityczne i ideologiczne, eksperymentalne i wywiadowcze pod płaszczykiem służby zdrowia.
Ta zwykła też nie będzie działać nigdy "prawidłowo". Bo co to znaczy? Np., że:
1. "I system jest taki, że nic tu nie można zrobić, dopóki zły lekarz nie dokona kardynalnego błędu."
Otóż każdy dobry lekarz może taki błąd popełnić, a zły może nie popełnić kardynalnego błędu nigdy, bo np. nie ma okazji.
Wdrażanym rozwiązaniem jest standaryzacja, czyli błędem staje się nie błąd realny tylko określony prawem błąd wirtualny.
Wielu pacjentów oczekuje właśnie kryteriów, procedur, szablonów, norm "europejskich", "światowych". Dla nich spełnienie tego to zaspokojenie potrzeb zdrowotnych. To działa póki człowiek zdrowy, albo wyleczony. Dalej rozwija się społeczna neurastenia.
2. Prawidłowo może oznaczać dostęp bez kolejki do wszystkiego. To oczywiście niemożliwe, ale co z tego zapyta większość (demokratyczna) skoro "się należy".
Odpowiedź brzmi: NIC SIĘ NIKOMU NIE NALEŻY. Ci co im się permanentnie należy nie tyle wyrywają poduszkę spod głowy umierającemu, co zabierają nieznanemu pacjentowi szansę przeżycia i wyzdrowienia. A to ponieważ gdzieś zabraknie terminu badania, operacji, dostępu do leku. To również współudział decydentów, którzy jednych wyślą na niemiecką chemię a dla innych zabraknie czegoś prostszego, tańszego i skutecznego dla "nieznanego pacjenta". Właśnie zakontraktowaliśmy amerykańską chemię.
3. Medycyna to nie biznes. Tylko "non profit" jak się domyślam. Trzeba się pogodzić, że brak podejścia w kategoriach rynkowych oznacza sytuację analogiczną do skuteczności ekonomicznej ZSRR i jego bloku. Natomiast za "biznes" uznaje się sprzedawanie wykreowanych potrzeb w systemie "non profit" i przymusowych ubezpieczeń, i jeszcze w pułapce zadłużenia.
Odnośnie tych 3 punktów dodać należy rolę praw niezbywalnych w medycynie. To piętno na systemie. Jedna z blokad i rodzaj socjalu.
Nie musimy się obawiać, że PiS zejdzie z drogi zbawiania Polek i Polaków w dziedzinie medycyny. Rząd wie lepiej od pacjenta i lekarza, i nie różni się w tym od poprzednich. |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski Nie wywołuj wilka z lasu kolego ! Gdańsk przyznano Polsce w Poczdamie na 50 lat. We Frankfurcie nadal zbiera sie rada wolnego miasta Gdańsk wiec Technische Hochschule .....Ja studiowałem na uni Gdańsk. Pzdr |
|
|
jazgdyni No właśnie... Niemcy...
Mnie zawsze podobała się niemiecka nazwa naszej gdańskiej politechniki - Technische Hochschule der Freien Stadt Danzig. No i uzyskany tytuł - Diplom Ingenieur.
Ten Mercedes to tylko na otwarcie gabinetu. No może jeszcze fotel (ale bez spłuczki).
Pozdr |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski Podobnie jak ja z tą medycyną, Każdy absolwent Charite ma co najmniej kilka propozycji pracy z całego świata - najwięcej ze Skandynawii. Własny gabinet to śpiew przyszłosci. Z pewnością znacznie wiecej kosztuje niż najbardziej wypasiony mercedes. Banki niemieckie chętnie finansują gabinety. Wypasionego mercedesa to trzeba dac, żeby się dostać w pl. Z tym dogmatyzmem pruskim to zgoda. Pierwsze zdanie na wprowadzajacym wykładzie było - jesteście elitą. Pzdr |
|
|
jazgdyni Ja tu nie odkrywam Ameryki. Zebrałem tylko tutaj najbardziej oczywiste prawdy. I dodam, że jest to tylko mały fragment przemyśleń w sprawie nauk medycznych i metodyki leczenia.
Ojciec mój, już w latach 50-tych i 60-tych ub. wieku, co jest ewenementem, miał idee fixe, w temacie właściwej organizacji lecznictwa. Sam był przede wszystkim praktykiem i w promieniu 30 km od Gdyni realizował codziennie wizyty domowe (swoim prywatnym samochodem). Średnio, jak wyliczyłem było to 10 wizyt dziennie. Oczywiście w zależności od odległości i rozstrzelenia adresów. A po latach obudził mnie ponownie profesor Szczeklik, były rektor UJ, również filozof medycyny. Miał on identyczną fiksację jak mój ojciec.
A ja, głupek, zakochałem się i nie poszedłem na medycynę....
Niemiecki system akademicki, różni się od naszego, jest bardziej dogmatyczny (nieco pruski), ale o niebo wyższy od naszego. Co do wyboru zawodu córki, to przyznam, że to kosztowna inwestycja. Gabinet to koszt większy niż najbardziej wypasiony Mercedes klasy S z tuningiem AMG. W okolicy, gdzie mieszkam, gabinetów dentystycznych jest więcej niż fryzjerów, Biedronek i Żabek razem wziętych. Taka widocznie moda....
Pozdrawiam |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski W kazdym szaleństwie jest metoda. Nie chodzi o to, żeby wyleczyć tylko leczyć. Jesli chodzi o kształcenie medyków to nie trzeba odkrywać Ameryki. Córka kształci się na stom atologa w Charite uni Berlin. Żeby sie tam dostać to trzeba mieć bardzo dobrą maturę + certyfikat znajomości języka i zdać trudny test tzw. hamnat. Poza tym w trakcie studiów zdaje się kilka egzaminów państwowych ( nie uczelnianych ) - by zapewnic odpowiedni poziom wiedzy. Każdy może sie dostać niezależnie od nacji. W tym czasie gdy studia zaczęła córka przyjeto ca 50 osób z całego świata. Polacy ( 3 osoby- dwie dziewczyny i jeden chłopak ) byli po Niemcach i Turkach niemieckich najliczniejszą nacją. W Polsce wystarczy odpowiednia ilośc kasy by zostać medykiem. Wiem coś na ten temat. Pzdr |