Otrzymane komantarze

Do wpisu: #Warto przypomnieć KAŻDY CZŁOWIEK TO OSOBNY WSZECHŚWIAT
Data Autor
Dark Regis
@jazgdyni Nie, obecnie mi nie znika, ale znam pewne zakazane kombinacje klawiszy, które przy wpisywaniu jakiegoś "ę" potrafią zamknąć nawet przeglądarkę. Jeszcze raz odwołam się do wykładów m.in. Meissnera, albo innej Astrofazy. Temperatura to jest idealistyczny opis zjawiska, które zależy od drgań cząstek ośrodka, a więc też od gęstości tego ośrodka. Jeśli ośrodek jest zbyt gęsty, to temperatura spontanicznie spada - vide gorącą koronę gwiazdy i jej wnętrze. Brak jest tam miejsca na ruch. Ale jeśli ośrodek jest bardzo rozrzedzony, jak powiedzmy hallo wokół gwiazdy, albo mgławica po wybuchu supernowej, może mieć temperaturę nawet milionów stopni, ale nic z tego nie wynika. Po prostu cząstki plazmy są zbyt daleko od siebie, żeby to stanowiło jakieś istotne zagrożenie. Właśnie dlatego kiedyś badaczom Słońca wydawało się, że odkryli widmo nowego pierwiastka - koronium. Okazało się, że był to stan wzbudzony wzbroniony, czyli nieosiągalny w warunkach ziemskich i gęstej ziemskiej atmosfery, trzynastokrotnie zjonizowanego żelaza. Symetrie to synonim geometrii. To są dokładniej automorfizmy przestrzeni, czyli grupy i ich reprezentacje np. macierzowe, spinorowe itd. Nie widzę tu pierdolca, bo to jest od zarania nauki. Od zauważenia, że mnożenie macierzy górno/dolno-trójkątnych daje macierze dolno-górno-trójkątne (podgrupa). Ale symetrie w teorii pierścieni pozwoliły badać ideały pierwsze i ich rozkłady prymarne (na takie potęgi ideałów) w niemal identyczny sposób jak rozkłady liczb naturalnych na czynniki pierwsze. Teraz, gdy trochę dokładniej obwąchałem zagadnienie, widzę że to ma ogromne konsekwencje dla całej matematyka oraz pośrednio dla fizyki. Na przykład te ciała liczbowe z nieśmiertelną dzetą Riemanna. To jest szczególny przypadek dzety Dedekinda dla ideałów pierwszych: en.wikipedia.org To dłuuuga droga... Najpierw ideały ułamkowe, potem lokalizacje względem ideałów, potem względem podzbiorów multiplikatywnych (gdy ideał główny, generowany przez 1 element, to zbiór multiplikatywny stanowią jego potęgi, a stąd mamy coś jak podstawienie go do wielomianów). Przy okazji lokalizacja w ideale maksymalnym daje ciało. Potem jaskółki mówią, że pierścienie liczbowe mogą mieć niejednoznaczne rozkłady tylko na dwie możliwości (wiki dla rozkładu liczby 6 w rozszerzeniu kwadratowym Z), to wiąże się z wysokością ideału, albo inaczej wymiarem modułu. Stąd pierścienie Krulla. Potem przechodzimy do analogii na rozmaitości algebraiczne, czyli zadane n wielomianami. Widzimy jeszcze bardziej zakręcone rozkłady niejednoznaczne. Potem zupełnie znika ten rodzaj rozkładów i lądujemy w jakichś pierścieniach Cohena-Macaulaya. Mówię, że to kosmos. ;)) PS: A znasz tego? youtube.com
Dark Regis
W protonie, patrz wykład Meissnera, miota się jakaś nieograniczona gigantyczna zupa cząstek - kwarków i gluonów. To tak, jakbyśmy otwierali zupełnie nowy wymiar. Podręcznikowy przykład z trzeba realnymi kwarkami połączonymi gluonami po dwa, to tylko abstrakcja tego, co tam dzieje się naprawdę. Tak zupa, to takie pole możliwości złożone z cząstek wirtualnych, które tam stale "są" (są w jakimś dziwnym sensie, tak samo jak "są dwie cząstki, ale splątane kwantowo). Dlatego właśnie użyłem terminu "indywiduacja", który dobrze oddaje charakter tego wyłaniania się z wirtualu oraz zupy i pojawiania w realności. Właśnie to zjawisko świetnie (tak mi się osobiście wydaje) odmalował Heller w swoim artykule o rozszerzonej dynamice i rozszerzonym prawdopodobieństwie z 2003. Co do tego eksperymentu, to obił mi się o uszy/oczy ale samego artykułu jeszcze nie czytałem. Jest jeszcze zbyt dużo szumu związanego z tym medialnym "odkryciem", że "ciemna materia może być złożona z hexakwarków". Myślę, że niebawem odkryją kolejne "granice poznania" i w końcu model standardowy się rozwali w diabły (i tak już ledwie zipie). Jeśli linkuję grupę Liego E8 (Garret Lisi na YT), to nie dlatego, że uważam iż schemat oddziaływań i cząstek jest skończony i ograniczony do tej grupy, ale dlatego, że dobrze to odzwierciedla myśl Hellera - natura pozwala nam odsłaniać swoje tajemnice warstwami. Nie wszystko na raz. Nie wiemy jednak ile tych warstw jest. Na mnie największe wrażenie robiły swego czasu filmy pokazujące sieci atomów zmieniające się dynamicznie w mikroskopie elektronowym. Wyglądają trochę jak kule w maszynie losującej LOTTO. Już samo to uświadamia mi, że model przestrzeni złożonej z punktów, ze tak powiem "RAM" (random access memory ;), funkcji ciągłych i znienawidzonych przez Feinmanna całek z osobliwościami, to tylko chrome przybliżenie. Coś jak odwrotność tego procesu, który pozwala przewidywać zachowanie się opisanego równaniami ciągłymi śmigła lub skrzydła za pomocą metody elementu skończonego. Dyskretyzacja vs wygładzanie. W rzeczywistości jest tak, że jeśli w danym obszarze znajdują się jakieś atomy, to inne atomy i cząstki typu elektron nie mogą znajdować się w punktach o pewnych współrzędnych, bo różne oddziaływania elektromagnetyczne i słabe zabraniają tego.
jazgdyni
Dyskusja obok m.in. dotyczy również tego, że my w tej całej nauce zasadniczo pracujemy tak, żeby było "ladnie". A także, jeśli możliwe - prosto. Wydaje mi się, że ta cała fantastyczna i tajemnicza (głównie ze wzgl. na słownik) robota dokonywana przez Imć Waszecia, to głównie porządkowanie. Bałagan trzeba pozamiatać i po to jest matematyka. Lecz świat robi swoje: dzień w dzień przybywa coś nowego i nawet nieznanego. A czasami jest odwrotnie - matematycy twierdzą że takie coś musi być i potem sfora fizyków leje pot z czoła w poszukiwaniach.  Jak to było z tą "boską cząstką" - bozonem Higgsa, taką efemerydą, która żyje 1,56 × 10 do−22 s. Widzę potrzebę poważnej zmiany metodologii i podejścia zarówno w nauce, jak i teologii. Dla mnie to się wspaniale łączy. Lecz jak widziałem wczoraj w dyskusji, matematyk i kolega bazujący głównie na wierze, omalże nie skoczyli sobie do gardeł.
jazgdyni
Pięknie to napisałeś. A tak często o tym zapominamy, lub jeszcze gorzej - gubimy to. Bóg Kreator źle nam nie życzy, ale się nie wtrąca. Jednakże bezwzglednie On to dobro i szczęście. I także, czego nie ma w żadnej innej religii - miłosierdzie. Więc, kto dobrze szuka, ten zawsze zrozumie, że celem życia jest dążenie do szczęścia - bo to przecież droga do Boga. Ludzie często szczęścia nie pojmują, mylą go z radością, czy uciechą. Niech dalej szukają. Pozdrawiam
EsaurGappa
A ja to tak widzę bo prosty człowiek ze mnie jest.Matematyka uczuć,fizyka zmysłów i chemia ciała,dalej jest sztuka marzeń,muzyka życia i poezja filozofii, itd.  "..teraz dziećmi Bożymi jesteśmy,ale jeszcze się nie objawiło czym będziemy.Lecz wiemy,że gdy się objawi,będziemy do niego podobni,gdyż ujrzymy go takim jakim jest."  
jazgdyni
To jeszcze krótki cytat, że niby nie doceniam super-złożoności umysłu i zdolności rozumowania Imć Waszeci. Językiem służącym wdrażaniu reguł symetrii w koncepcje fizyczne jest teoria grup, podwędzona od norweskiego matematyka Sophusa Liego. Tak jak pisałem w drugiej części cyklu, na początku lat 80. Adbus Salam, Sheldon Glashow oraz Steven Weinberg postawili dwa istotne kroki prowadzące do unifikacji oddziaływań podstawowych. Nie napisałem wtedy jednak, iż dla osiągnięcia celu, nobliści zaadoptowali liczące ponad sto lat zasady symetrii Liego. Na fali modelu standardowego szanowane periodyki rychło wypełniły się wymyślnymi typami symetrii, jak: SU(n+1), SO(2n+1), SP(2n), E(6), E(8). Litery obecne w tych oznaczeniach bynajmniej nie są przypadkowe. “U” oznacza unitarność, a więc zachowanie wektorów w płaszczyźnie zespolonej. Od “O” zaczyna się określenie ortogonalny, czyli związany z grupą obrotów. “S” to specjalny, co w tym kontekście oznacza brak odbić. “E” pochodzi natomiast od angielskiego exceptional (wyjątkowy). I tak dla przykładu, Salam, Glashow i Weinberg projektując teorię oddziaływań elektrosłabych użyli matematycznej symetrii SU(2)xU(1). Wkrótce potem spróbowali zastosować symetrię SU(5) do włączenia w to wszystko gluonów i w rezultacie wyprowadzenia teorii wielkiej unifikacji, GUT. Możliwe, że niewiele z tego wszystkiego rozumiesz. Niestety akurat w tym przypadku wysmarowanie jakiejś barwnej metafory graniczy z cudem i trudno powiedzieć coś więcej bez uciekania się do karkołomnych modeli matematycznych. Mimo wszystko myślę, że warto przynajmniej usłyszeć o narzędziach, którymi tęgie umysły świata rzeźbią swoje dzieła. Ps Moje najszczersze gratulacje za obronę Nauki postawionej w kontrze do Wiary u Kmeehowa. Oponenci kiedyś pewnie sami dojdą, studiując uważnie Słowo Boże, że to właśnie tylko poprzez Naukę dochodzi się do pełni Wiary. Ja już tego dokonałem nauczony przez chyba najwybitniejszego współczesnego filozofa, który bedąc bojownikiem ateizmu, na którego się powoływano, a który po wnikliwym rozważeniu praw,reguł i faktów Nauki został oświecony pełnią Wiary, co opublikował w niedużej książeczce BÓG (NIE przekreślone) ISTNIEJE  (Autor - ANTHONY FLEW. Jego wyznanie wiary (wybtał deizm arystotelowski z pełnym szacunkiem dla chrzescijaństwa) w 2004 roku był szokiem nie tylko w Oxfordzie, ale w całej zachodniej filozofii. Ateiści stracili kolejny autorytet). .
jazgdyni
@Imć Waszeć Czy Panu również czasami znika wszystko, co się pisze w komentarzu? Szału można dostać. Mnie to założenie o takim początku też się nie podoba. Ta makabryczna temperatura świadczy przecież o przepotężnej energii. Czyli to nic, z czego powstaliśmy, to niezła petarda. Widać wyraźnie, że fizycy gonią w pietkę. Jak matematycy przy punktach osobliwych, albo przy, co strasznie mnie raduje, zbiorach pustych. Cóż, każdy ma swego demona. To pewnie dzieło tego, jak nazywacie, "ludu wężowego", bo dranie bawią się ciągle w paradoksy. Myślałem, że tylko fizycy dostali pierdolca w kwestii symetrii. Jak widać, matematycy też już zostali ugryzieni. To najpewniej wina praw estetyki (widocznie rzeczywiście istnieją i mają tak potężny wpływ, jak rola obserwatora na dobrostan słynnego kota). Nawet jeśli się do tego dołoży jeszcze anamorfozę.  Materia nie odgrywa już głównej roli w fizyce. Jej miejsce zajęły zasady symetrii, z których pewne w obecnym stanie wszechświata pozostają ukryte. Steven Weinberg Ale dajmy sobie spokój z geometrią i za fizykami zaznaczmy również symetrię praw zachowania i sił. Tu pewnie jest nasze słynne oko za oko. Jest to bardzo pozytywne i radujące nasze serca i umysł mojej małżonki, która ma kota na punkcie porządku i sprzątania, że nieważne gdzie się znajdujemy, czy w mojej gdyńskiej pseudo-kajucie, czy chyba na najdalszej odkrytej przez Hubbla i odległej o jakieś 9 miliardów lat świetlnych gwieździe Icarus (lub MACS J1149+2223 Lensed Star 1, w skrócie LS1) to zawsze będziemy mieli do czyniena z identycznym zestawem - brawo symetria - praw i reguł. Cieszymy się bardzo, bo nasza czasoprzestrzeń jest bardzo elegancka, a nie jakieś pokręcone dziwadło. Oczywiście symetrie są w tym wszystkim decydujące i żeby te elegancję przypieczętować powinniśmy zawsze wkładać kwiatek do butonierki. Chwileczkę, chwileczkę! A może my budujemy taki cudowny obraz pod siebie, pod nasze zmysły, naszą estetykę i poczucie piękna? Może wcale tak nie jest, a prawdziwa prawda jest taka jak w "Ubiku" Philipa Dicka? To ty, Szanowny Imć Waszeci, nie robisz nic innego tylko poszukujesz porządku. Prawda? Długo, długo tak można. Teraz trzeba by wspomnieć o bozonach i fermionach, a potem wdrapać się piętro wyżej by podyskutować o SUSY. A na dachu już czeka M-teoria i możemy sobie pograć na strunach (ja - gitara basowa). youtu.be  
megalampus
Niektore z tych "akceleratorow" nie posiadaly waznego atestu ?...:-))
Dark Regis
Założenie o prostocie początkowego Wszechświata z powodu wysokiej temperatury jest czysto spekulatywne. Jeśli wszystko było takie proste, to dlaczego przy obecnych niskich energiach mamy w zasadzie kilka znanych cząstek (kwarki i leptony), z których zbudowana jest cała materia, a w akceleratorach uzyskuje się kompletny patchwork. W tym tetrakwarki, pentakwarki, a nawet hexakwarki (dibariony, kandydaci na ciemną materię)? Już nie mówmy o kilku generacjach leptonów, neutrin, a także różnych mezonach, które stają się powszechne i łatwe w utrzymaniu przy życiu. To nie jest prostota w zwykłym sensie, liczby możliwości i ekonomii zapisu, lecz prostota w sensie struktury symetrii. Najmniejsza krata modularna ma tylko 5 elementów i tylko jedną symetrię "góra-dół", zaś krata przedstawiająca generatory dla prostej grupy Liego E8 ma gigantyczną liczbę wierzchołków, podobnie ma skomplikowaną strukturę dla kraty podgrup, czyli inaczej mówiąc ma również gigantyczna liczbę symetrii. Jej podgrupami są między innymi SU(2),...,SU(8), O92),...,O(16) i inne jak USP(n), czyli może służyć za reprezentacje dla QED (SU(2)xU(1)), QCD (SU(3) zapach/flavor, kolor, SU(2)xU(1)), jądra wodoru (O(4)), a nawet dużo więcej. To w tym sensie jest uproszczenie, że coraz mniej symetrii jest złamanych, a nie że nie ma ich prawie wcale, bo wszystko jest zgrzebne. ;) en.wikipedia.org youtube.com BTW: Dobry kawałek. Też mnie naszło na starego rocka. To chyba ta pogoda :))) 1. youtube.com 2. youtube.com 3. youtube.com
Do wpisu: #Warto przypomnieć The Society of Dilettanti
Data Autor
jazgdyni
Czekałem i miałem pewność, że wypłynie temat ogólnie znany jako "jesień średniowiecza". Jestem tomistą i to średniowiecze, XIII wiek wydało dla mnie najmądrzejszego człowieka jak dotąd - św. Tomasza z Akwinu. To nieporozumienie i niepotrzebna walka wynika właśnie ze złej interpretacji sensu "wybuchu Renesansu". Po prostu wtedy nastąpiła dyslokacja i szerszy dostęp do wiedzy. Także nastąpił rozkwit edukacji i sztuki. Uniwersytet Jagielloński powstał w w 1364. W średniowieczu ponad 90% wiedzy istniało w strukturach kościelnych. Czy to znaczy, że średniowiecze było głupsze? W żadnym wypadku nie. Tylko wiedza była bardziej hermetyczna. Nie było "mody" na naukę. Jak Pan myśli - co kształtuje moje jak najbardziej samodzielne myślenie? Wszystkie epoki rozwoju człowieka Drogi Panie. A za to Pan, raczej nie samodzielnie, bo tak orzekli przeróżni "znawcy" robi się zabawnym obrońcą czegoś, co nie istnieje. Czyli pogardy dla średniowiecza.
jazgdyni
Kurcze! Oczywiście, że byłem na koncercie. W Gdańsku. Hitem evergreenowym był oczywiście House of the rising sun. Bardzo ich lubiłem.
Francik
"Gdy po ciemnych latach średniowiecza w XV i XVI wieku wybuchło Odrodzenie". Cóż za stereotypowa kalka myślowa! W tym "ciemnym średniowieczu" powstawały uniwersytety, biblioteki manuskryptów, budowano wspaniałe katedry, zakony rozwijały filozofię i naukę. Ani te średniowiecze nie było takie ciemne, ani Odrodzenie takie światłe jak twierdzi oświeceniowa propaganda. Przydałoby się trochę więcej samodzielnego myślenia.
Do wpisu: LOŻA MĘDRCÓW
Data Autor
Suriw
Przecież papież Franciszek wprowadził już obowiązującą w Kościele korektę błędnego ongiś przekładu tej modlitwy, której zakończenie teraz brzmi: i nie pozwól wodzić nas na pokuszenie. Ale jak zwykle polski Kościół, który boi się jak diabła jakichkolwiek zmian w czymkolwiek,nie przyjmuje tego do wiadomości. Dzięki więc naszym jakże konserwatywnym kapłanom i episkopatowi,wierni nadal o tym nie wiedzą,czego przykładem jest komentarz L.Makowieckiego.
jazgdyni
@Lech Makowiecki Dzięki Ci Lechu za kolejny piękny i dający dużo do myślenia wiersz. Utwierdza mnie tylko i raduje jednocześnie, że dużo rozmyślamy o Bogu. Lecz ja chcę więcej, dalej i głębiej. Bo nie jesteśmy jak żydzi, którym nie wolno nawet wymieniać imienia boskiego. W ich pojmowaniu zabronione jest zgłębianie istoty Boga. A nam wolno. Dlatego zastanawiam się nad każdym bożym słowem. Bo wg. mnie trzeba. Nawet w tym Pater Noster, co umieściłeś na końcu, najważniejszej modlitwie na całym chrześcijańskim świecie, jest wers, który nadal mnie zastanawia - ... i nie wódź nas na pokuszenie...  . Trochę tego nie rozumiem... Ojcze nasz towarzyszy nam od dzieciństwa w każdym momencie. Wzmacnia i uspokaja, Jednakże w ważnych chwilach, przełomach, czy pandemiach warto sobie powtarzać Wyznanie Wiary: Wierzę w Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych; - w jednego Pana Jezusa Chrystusa, jednorodzonego Syna Bożego, zrodzonego z Ojca przed wszystkimi wiekami, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości,...Który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i stał się człowiekiem; - w Ducha Świętego, Pana i Dawcę życia, który od Ojca pochodzi, który wraz z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę...
jazgdyni
@tri Z zainteresowaniem przejrzałem komentarze u gościa z Ameryki, żeby przy okazji zobaczyć jaki z ciebie nabożny cwaniaczek. Ciekawe, co byś jeszcze powiedział Heterodyno, by ciebie pogłaskali po główce? Z nabożną czcią milczałeś jak Imci ci wciskał kit kręcąc burakiem na sznurku. Jeżeli on tak traktuje prawa matematyki, jak prawa fizyki to zaczynam tracić do niego szacunek. A ty milczysz. Wiem, wiem dlaczego. Przestań raz łasić się jak Murzyn na plantacji bananów, a innym razem prężyć się jak Ali na ringu. Tak się nie zbudujesz.
EsaurGappa
I tak dalej tylko razem jak jedna rodzina,bo Duch Święty pragnie odzyskać za wszelką cenę dusz naszych kosmos zagubiony.Jakże piękne są dni gdy różnych języków ludzie tym samym słowem mówią.
jazgdyni
A ja lubię Beaujolais nouveau.
tricolour
@Jazgdyni Skoro zaczęli fermentować, to cierpliwości - na sikacza czekamy kilka miesięcy, na wino kilka lat, na wytrawny trunek kilka dziesięcioleci. Drożdże lubią spokój, wstrząsy szkodzą powstającemu napitkowi.
Lech Makowiecki
Dziękuję, Januszu za ten wpis. Odrobina sensownej refleksji w pełnym głupawki świecie. Dominuje dziś wałęsowskie motto: "Zbij termometr, gorączka minie"... Sam uciekłem od konkretnego, inżynierskiego  zawodu w profesję związaną bardziej z "czuciem i wiarą", ale nie do końca... Tak czy inaczej wszyscy na starość wracają do uniwersalnego kodeksu człowieczeństwa - do DEKALOGU...  Spisałem jakiś czas temu swój nieudolny komentarz do każdego z dziesięciu Przykazań (z tomiku "Ja tu zostaję" (2015); poniżej pierwszy z nich: I. NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ                            „MATRIKS”     Zawsze gdy spać się kładę i gdy rano wstaję, Rozmawiam chwilę z Bogiem, relację mu zdając. Zawsze gdy w sen zapadam i kiedy się budzę, Przekraczam tę granicę, tajemną dla ludzi. Gdzieś między snem a jawą – dialog Ducha z ciałem Sączy mi podpowiedzi, przygany, pochwały...                                 *** Zawsze gdy spać się kładziesz i gdy wstajesz rano, Wpatrujesz się w monitor, jak zaczarowany. Z nim zmęczony zasypiasz i przy nim się budzisz Zanurzony w „matriksie”, daleko od ludzi. Między snem i ułudą, w urojonym niebie Zahipnotyzowany – żyjesz obok siebie... W labiryncie swych marzeń, szukając spełnienia, Błądzisz ciągle na oślep. I nic nie chcesz zmieniać...                                  *** Nie znajdziesz prawd życiowych w bezsensie chaosu, Nie wyrwiesz się z tej sieci, z hibernacji losu... Znam jedną tylko radę na twe niepokoje: „Ojcze nasz... Któryś w niebie... Święć się imię Twoje...”
jazgdyni
Och Cybie... ile to już lat się znamy, choć nigdy siebie nie widzieliśmy? Mamy już swoje przeżycia - cały worek wspomnień. Tak jak większość można by spocząć na laurach i rozmyślać o swoim dorobku i dokonaniach. Lecz nie - ciągle niespokojni nadal poszukujemy. Własnie przez to cholerne - wiem, że nic nie wiem. Bo to, co już wiemy, to takie trywialne... nieistotne. Napisałem ten tekst, bo dręczą mnie własne zmory. Nie te pospolite, egzystencjalne. Usiłowałem podłączyć się do naprawdę poważnej dyskusji prowadzonej przez tych trzech opisanych przeze mnie Mędrców. Ale mnie spławili. Mówię innym językiem, jestem bezczelny i prosto z mostu stawiam najbardziej intymne pytania, które skrywają głęboko. Pytania o sens takich właśnie poszukiwań. I co się okazało? Że miałem jak najbardziej rację pisząc to powyżej. Pewien jestem, że ukradkiem zerknęli do mnie, choc nigdy się do tego nie przyznają i nagle jakby przeskoczyli na wyższy poziom, otworzyli się i zaczęli dyskutować po ludzku o najważniejszym (koniecznie przeczytaj te komentarze, bo jest to najlepsze, co od chyba 10 lat, od forum kognitywistyki, spotkałem w internecie). Tak więc rezultat taki, że Matematyk nagle zaczął mówić ludzkim głosem, bez uciekania w swoje liczby, grupy, ciągi, czy pierścienie, za którymi, jak za tarczą miał zwyczaj chować się przed maluczkimi. Filozof, porzucając swój styl patrzącego z pogardą z góry, nagle pokazał, że z tej całej trójki jest kimś z najbogatszą wyobraźnią i mający najważniejsze pytania. W jednej chwili mój szacunek urósł niebotycznie. Tylko poeta, hodowca marchewki za oceanem, pozostał niewzruszony, bo drań dobrze wie, że posiada tajemniczą ogromną moc zapładniania. Rezultatem jest to, o czym rozmyślam od lat - czy istnieją dla nas granice poznania? Czy może nasz Stwórca postawił specjalnie Barierę, byśmy nie wychylali głowy przez okno z naszego pędzącego makroświata. Mamy obecnie swój zasób pojęć, kodów, a miernikiem tego jest nasza intuicja. Mikroświat, te kwarki i dalej - kwanty, nasza intuicja tego nie ogarnia. Także z drugie końca - spraw Wszechświata nie jesteśmy w stanie dokładnie ogarnąć. Grawitacja, czarne dziury, ciemna materia... Jednakże sądzę, że Boska Bariera nie jest raz na zawsze płotem wkopanym w ziemię. Ona się przesuwa, w miarę jak się uczymy, rozwijamy i doskonalimy. Ten proces cały czas trwa. Człowiek nie jest dziełem skończonym. W założeniu wstępnym "zaprogramowano" stały rozwój. Nie tylko materialny, ale przede wszystkim umysłowy. Tak, czy inaczej, bardzo dobrze się czuję jako łyżka dziegciu wrzucona do ich beczki miodu. Zaczeli wreszcie prawidłowo fermentować. A z tego tylko możemy mieć duży pożytek, jeżeli tylko nie przyjdzie im do głowy znowu uciec w ulubiony hermetyzm. Serdeczności
jazgdyni
Nie lubią ludzie Sokratesa za te słowa. Oj nie lubią. Bo zerwał maski zadowolonym z siebie ogromnej rzeszy chłopków - roztropków, co to u cioci Jadzi na imieninach popisują się swoimi mądrościami. Tutaj raczej chodzi mi o ludzi wybitnych, poziomu wspomnianego Einsteina, czy Hawkinga, którzy pod koniec swojej wspaniałej twórczej drogi z przerażeniem stwierdzają, że właściwie to nie wiedzą, czy mają rację. I o tej grupie myślicieli, którzy podobnie jak wspomniani geniusze chcieli by dotrzeć do jądra prawdy, tylko zamiast na początku dobrze rozejrzeć się dookoła, decydują się na wąską, wyboistą ścieżkę specjalizacji z nadzieją, że na końcu zobaczą świetlistą dolinę, gdzie będzie wytłumaczenie wszystkiego. Czy nie sądzisz, że w takich dywagacjach, gdzie kopie się coraz głębiej i coraz węższy otwór, można znaleźć rozwiązanie? Dlatego jestem zwolennikiem poszukiwań i wiedzy interdyscyplinarnej, i najlepiej, gdy nauka jest połaczona z filozofią i sztuką. Sztuka może wydawać się dziwnym dodatkiem, lecz czy nie zachwyca nas coś stworzone według boskiej proporcji - złotego podziału odcinka, przyrody opierającą swoje konstrukcje na fraktalach, czy sekwencje dźwięków tworzące taką harmonię, że nie możemy być obojętni. Dlatego należy poszukiwać holistycznie - czyli za wiki w sposób - dogłębny, rozległy, wielostronny, syntetyczny, gruntowny, wszechstronny, wszechogarniający, kompleksowy, niepowierzchowny, wszechobejmujący, szeroki, łączny, systemowy, generalny, tworzący całość, ogólny, globalny, całościowy, zbiorczy,
EsaurGappa
Tu nie potrzeba już kolejnych pięknych słów,wspaniałych esejów czy tam jakiś innych form pisanych,zbędne są nam kolejne różnorakie obrazy,spektakle i filmy.Bo to nie jest uczucie.Budzę się każdego dnia i widzę jak miłość nie pyta mnie czy jestem mądry czy głupi,brzydki a może piękny,ona krzyczy zostaw ten świat i podążaj za mną.Wszechświat może być nasz,lecz zawalczy wpierw o nas samych.Ja zawalczę o miłość dla ciebie ty zawalcz o miłość dla mnie,a poznamy tajemnice tajemnic ,nie będzie wtedy zbędnych pytań,niekończących się sporów i morderczych kłótni.  Nie ma większej miłości niżeli oddać życie za nieprzyjaciela swego. 
mjk1
„Filozof to ja jestem od urodzenia”. Bezapelacyjnie filozof z Gdyni na miarę takiej małej wioski nieopodal Gdańska, dość dużego miasta za czasów, kiedy Gdynia była małą wioską. Co do Sokratesa, to my dokładnie wiemy, że Sokrates jednak nie wiedział. Wszystkiego nie wiedział i nie wszyscy wiemy. Wyobraźmy sobie, że Sokrates spotkał kiedyś przyjaciela, który chciał mu opowiedzieć coś, co usłyszał o jednym z jego uczniów. Dobrze, odpowiedział Sokrates, jednak za nim mi to powiesz przyjacielu, pozwolisz, że zadam Ci trzy pytania. Jeżeli przynajmniej na jedno z nich odpowiesz poprawnie, wtedy będziesz mógł mi to powiedzieć. Pierwsze pytanie: czy możesz przyrzec, że to, co chcesz mi powiedzieć jest prawdą? Nie, odpowiada przyjaciel, ja tylko słyszałem. Drugie pytanie: czy to, co chcesz mi powiedzieć jest dla mnie dobre? Nie, na pewno nie. Trzecie pytanie: czy to, co chcesz mi powiedzieć jest dla mnie przydatne? Nie, zdecydowanie nie. Jeżeli to, co chcesz mi powiedzieć, mówi Sokrates, nie jest, ani prawdziwe, oni dobre, ani dla mnie nawet przydatne, to dlaczego chcesz mi o tym powiedzieć? Za taki tok rozumowania, prawie wszyscy uważają Sokratesa z jednego z największych myślicieli w historii ludzkości. Ci z małych wiosek pod większymi miastami na pewno. Jednak Ci bardziej „kumaci” z mniejszych miast i miasteczek wiedzą już, dlaczego Sokrates nigdy nie dowiedział się, że Platon przyprawia mu rogi z Ksantypą.         
jazgdyni
Miłość jest czymś tak niezwykłym, że szkoda zaledwie w komentarzu pisać o tym wspaniałym uczuciu. Na to potrzeba dobrego eseju. Pozdrawiam
EsaurGappa
Wiedzieć to jedno,pokochać tą wiedzę to drugie.Tylko dwa światy męski i żeński na przemian się udoskonalają w pragnieniu poznania.Nie ma niczego ciekawszego na tym padole niżeli zrozumienia miłości jako sacrum istnienia,reszta to klocki do zabawy w chwilach samotności.