|
|
jazgdyni Podejrzewam, że oni w tej wychodkowej poezji byli wowczas pod silnym wpływem i zauroczeni Francoisem Rabelais. Stąd rozkwit tej ludycznej erotyki. Nie powstała natomiast dworska i rycerska.
Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Właśnie o to mi chodzi. Sprawy damsko - męskie stają się socjotechnicznym narzędziem. Powinniśmy być na to przygotowani i mieć odpowiednią odpowiedź.
Pozdrawiam |
|
|
xena2012 teraz nawet nie mówimy seks,to niemodne.W dobie postępu i rozwoju nauk ścisłych operujemy pojęciem ,,chemia'',bądź ,,zaiskrzyło''. |
|
|
chatar Leon Mam wrażenie, że i autor i komentatorzy zaczęli mieszać dwie rzeczy, kulturę erotyczną i nazwijmy to, figlarno-wulgarne świntuszenie. No to ja też troche pomieszam. Skądinąd jednego i drugiego jest w polskiej literaturze dostatek. A Fraszki Kochanowskiego?
DO DZIEWKI
Nie uciekaj przede mną, dziewko urodziwa,
Z twoją rumianą twarzą moja broda siwa
Zgodzi się znamienicie; patrz, gdy wieniec wiją,
Że pospolicie sadzą przy różej leliją.
Nie uciekaj przede mną, dziewko urodziwa,
Serceć jeszcze niestare, chocia broda siwa;
Choć u mnie broda siwa, jeszczem niezganiony,
Czosnek ma głowę białą, a ogon zielony.
Nie uciekaj, ma rada; wszak wiesz: im kot starszy,
Tym, pospolicie mówią, ogon jego twarszy;
I dąb, choć mieścy przeschnie, choć list na nim płowy
Przedsię stoi potężnie, bo ma korzeń zdrowy.
A De arte wigodika czyli poezja wychodkowa filomatów? Ciekawostka - interesujące skądinąd było dla mnie, że Mickiewicz i jego koledzy pisali "c.h.u.j" przez samo h. Co do samego Mickiewicza, to warto w ogóle wspomnieć o dość interesującym okresie jego studiów w Wilnie, kiedy to jeszcze jako nastolatek wyrywając się z od rodzinki prowincji do Wilna i szukając jakiegoś samookreślenia, stwierdził, że będzie oświeconym, cywilizowanym otwartym i tolerancyjnym europejczykiem, oczywiście z całym antyklerykalizmem i deklaracjami swobody seksualnej. Oczywiście z tej ówczesnej palikociarni wkrótce wyrósł, natomiast faktem pozostają niemal pornograficzne przekłady/naśladowania z Woltera, jak przekład Dziewicy Orleańskiej, nazwanej przez filomatów Darczanką, albo nieco bardziej oględna i nie tak bezpośrednia Pani Aniela.
Co do samego "Pana Tadeusza" (a nie trawestacji Fredry w postaci księgi XIII) był tam choćby pikantny fragment o stawianiu świecy w kominku, ale niestety towarzystwo, z którym Wieszcz podczas imprezowania konsultował swój poemat, zaproponowało usunięcie nazbyt śmiałych fragmentów z lafiryndą Telimeną, jak wówczas określano.
Absolutnym skandalem dla mnie jest pomijanie w rocznicowych wydaniach dzieł Mickiewicza młodzieńczej poezji wychodkowej. |
|
|
Ptr Literatura polska raczej opowiada o tej bardziej delikatnej , ale też ważkiej i kluczowej sprawie jaką jest miłość. W zasadzie można by się zastanawiać dlaczego Wokulski nie chciał żyć jak Picasso, czy Casanova, a Prus nie chciał tego opisywać. ( Polskie szlachcianki to twarde sztuki, niechętne do związku z byle kim ). Każda epoka ma swój punkt widzenia i tak też było u nas. Najlepsze miejsce dla tych spraw to sfera prywatna i towarzyska.
Cóż, jeżeli miłość i seks zostały zideologizowane i upolitycznione już w tym momencie przekraczając granice rozsądku. Wnoszę stąd ,że te sprawy stały się narzędziem socjotechnicznym wpływu na morale elektoratów. Jest to chyba jeden z frontów walki ideologicznej , w którym do końca nie mamy rozeznania. Przestało chodzić o uczucia , chodzi o cele ideologiczne.
Teraz raczej zastanówmy się jakie inne socjotechniki właśnie są stosowane ,aby wywołać "euforię" wyborców, sukcesy sportowe ? tanie ciuchy ? tanie paliwo ? tanie kredyty ? awanse europejskie ? pokłony przed pomnikami ? nowe uliczki i parczki ? wiecej kabaretów, wiecej seksu ? |
|
|
jazgdyni Witam
Stan zakochania to burza neurohormonów w mózgu. Na pograniczu paranoi. Cudowny stan...
Wciskanie seksu wszędzie jest idiotyzmem. Lecz idiotyzmem jest też opowiadanie o miłości dwojga ludzi, tak, jakby wcale nie było seksualnych relacji między nimi.
Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Witam
Mnie nie chodzi o fasynację seksem, tylko o to, by móc rozmawiać o tym prosto i bez ogródek. Bez niepotrzebnego rumieńca i przyciszonym głosem.
Dziwne zachcianki?
Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Witam
Niestety... nie czytałem, to nie wiem....
Jednakże zapewne to wyjątek potwierdzający regułę.
Również serdeczne pozdrowienia |
|
|
jazgdyni Witam
Jakże to? Nie pominąłem Fredry i XIII księgi.To różnica, a reszta szczera prawda. Szczególnie, że język tutaj wyjątkowo ubogi. Zazwyczaj małżeństwa tworzą swój prywatny słownik z którym dobrze się czują.
Pozdrawiam |
|
|
Ptr Pozwolę sobie zauważyc pewien ważny aspekt nie pozbawiony podstaw naukowych. Mianowicie stan zakochania , szczera miłość skierowana ku drugiej osobie zmniejsza nasze zainteresowanie seksualne innymi osobami. ( Billewiczówna ciągle tego Kmicica kocha ! - narzekał pewien magnat. A w Nad Niemnem , Lalce o miłości nie było , Popiołach ?) Chodzi o to ,że Polacy nie byli tak płascy jak dzisiejsza popkultura i chcieli się po prostu zakochiwać. Czasem przynosiło to efekt jakoby odmienny od pożądanego. To inna sprawa. Ale jakże musiało rajcować jak przynosiło szczęście.
Wciskanie seksu wszędzie , gdzie się da jest przyjmowaniem lewackiej narracji. A tu się okazuje ,że to przeważnie niezdolność do budowania głębszych duchowych związków. I na końcu zaśpiewa Jonny Cash : You can have it all, my empire of dirt. |
|
|
JacBiel Pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem.
Fascynacja seksem, wyrodniejąca we wszechogarniający seksizm, to atrybut lewactwa, więc tęsknota za literaturą erotyczno-ginekologiczną, czy za pornografią, to właśnie objaw zlewaczenia. Trudno więc oczekiwać od prawicy, żeby była lewacka.
Co do kultury polskiej, organicznie zrośniętej z katolicyzmem, to pomimo tego, co Pan twierdzi, bardzo dużo rozmawia się z dziećmi/młodzieżą o seksie. Znajduje to odzwierciedlenie w powszechnym dążeniu, aby nie być postrzeganym jako dziwka, czy łajdak.
Kolejna Pańska teza, iż brak dzietności jest wynikiem braku w/w literatury jest również błędna, gdyż drzewiej, jak sam Pan zauważył, literatury tej również nie było, a jednak przyrost naturalny był, i to wysoki.
pozdrawiam |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz Pisze Pan:
"Może ktoś mi przypomni z naszej literatury książkę, która by ładnie, z uczuciem i ogniem opisała miłość wraz z jej fizycznymi aspektami. Polscy autorzy nie potrafią pisać o miłości, a już o seksie to kompletnie nie. Co jest dosyć ciekawe, bo podobno jesteśmy nie najgorszymi kochankami, a nasze panie to lwice w łóżku, że się tak z podziwem wyrażę...", koniec cytatu.
Odpowiadam:
Jako autor książki pt. "Podaj hasło!" muszę stanowczo zaprotestować, a na dowód, że mam rację polecam lekturę recenzji tej książki przez znanego krytyka Wacława Krupińskiego:
ksiazka.net.pl
Oto jej fragment:
"I rzecz nie w tym, że się autor ma czym chwalić i czyni to z samczą próżnością, ale i z taktem, rzecz w tym, że robi to tak wdzięcznie, tak uroczo bezwstydnie, z takim smakiem doprawiając każdą z opowieści ingrediencjami świetnego języka, ładnego stylu, zgrabnej puenty. Czytając miałem chwilami skojarzenia z klimatem eposu „Gargantua i Pantagruel”, a o wiele zdań mógłby się i sam Jerzy Pilch poczuć zazdrosny. A może i o niektóre kobiety?...", koniec cytatu.
A tu może Pan przeczytać jeden z wielu rozdziałów tej książki:
salonowcy.salon24.pl
PS. Niestety książka zniknęła z księgarskich półek zaraz po wydaniu i jest całkowicie niedostępna.
Natomiast zgadzam się z Panem, że seks to nie tylko temat tabu na prawicy, ale niegodziwość, bo po ukazaniu się mojego dzieła krakowscy sympatycy PIS, a szczególnie sympatyczki na mój widok robiły i do dziś robią charakterystyczną dla wiejskich bab minę, jakby zobaczyły wiejskiego kokieta, co to "łazi po wsi, to burknie, to purknie, to fiuta pokaże".
Serdecznie pozdrawiam i gratuluję notki! |
|
|
Pominął pan jednak hrabiego Fredrę i jego "XIII księgę Pana Tadeusza". Albo "Słówka" Boya-Żeleńskiego, tudzież listy Sobieskiego do Marysieńki. Niemniej, zgadzam się, polska literatura bała się generalnie seksu, do dziś zresztą nasz język jest tu nad wyraz ubogi, dając do wyboru terminologię wulgarną lub medyczną.
A że na prawicy o seksie mówią takie divy jak Kempa i Pawłowicz (godne odpowiedniczki Środy i Paradowskiej), to i nietrudno się roześmiać. Na szczęście społeczeństwo funkcjonuje obok tego, a patrząc na to, co trafi na półki sklepowe oraz na rozliczne strony internetowe z literaturą amatorską, Polacy nie mają już takiego problemu z pisaniem i czytaniem o seksie jak kiedyś. Symbolem pozostaje tu fakt, że na listach bestsellerów "Resortowe dzieci" przepychały się z "50 twarzami Graya". |