Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dawkins, Bin Laden i komuniści
Data Autor
Anonymous
Nieistnienia Boga nie da się udowodnić. I to jest problem dla ateistów i przyczyna sięgania przez nich do manipulacji. W tym wszystkim nie uważam ateistów za rzeczywiście nie wierzących, raczej za głęboko wierzących a zbuntowanych. Ateizm w czystej postaci byłby zupełnie obojętny wobec nieistnienia problemu. Wierzący też mają wątpliwości jeżeli potrzebują cudów dla potwierdzenia, co spotyka się ze zrozumieniem, z cudem Bożego Narodzenia na czele. Wierzący to ci, którzy chcą potwierdzenia wiary a ateiści poszukują dowodów do zanegowania wiary - to kryptowiercy.
Czesław2
Prowadzisz oficerów prowadzących obu ugrupowań? To pominęliście jeszcze kilka kółek modlitewnych.
Dawkins to fanatyk. Fundamentalny, fanatyczny ateista, którego wyznaniem jest darwinizm. Nim tłumaczy wszystko, a przyparty argumentami o niemożności wytłumaczenia rozwoju życia na ziemi tą drogą, woli stwierdzić że być może życie przyniosła obca, bardziej rozwinięta cywilizacja, niż dopuścić istnienie Boga. Przedstawia on karykaturę naukowca, bo z góry odrzuca pewne teorie, nie dopuszczając ich do dyskusji jako "nienaukowe" i "normalnie niemożliwe".
wielkopolskizdzichu
"Komuniści z religią i Bogiem zaciekle walczyli." Doprawdy? Raczej chodziło o zastapienie jednego Boga drugim. Nawet na rodzimym gruncie katolicyzmu polskiego jest to zauważalne. Walka Boga "Toruńskiego" z "Łagiewnickim", nie ma szans na współistnienie dwóch. Wyznawcy jednego są dla wyznawców drugiego czcicielami diabła. Ten sam antagonizm co pomiedzy komunizmem a chrześccijanizmem. Wszak narzędzia - do robienie w balona mas - są te same. Misteria, symbolika, światynie, relacje pomiędzy kapłanami a wiernymi, stosunek do niewiernych, ściąganie haraczy, oddawanie czci zwłokom, wzywanie zmarłych z zaświatów.
Czesław2
Nie musi Pan powoływać się na islam, aby analizować zło. Wystarczy popatrzeć na Układ Warszawski bis z siedzibą w Brukseli.
Do wpisu: Następnego dnia po obaleniu rządu i objęciu władzy
Data Autor
A ja uważam, że ci wszyscy protestujący, których widziałem w tv daliby sobie wszystko odebrać, aby tylko było jak było (wg A. Holland).
Do wpisu: Czy ‘król Europy’[1] zostanie w Brukseli na drugą kadencję?
Data Autor
Niech tam pozostanie, albo przeniesie się do Niemiec. Po co nam 2 króli ?!
Do wpisu: Siedem córek Ewy[i]
Data Autor
seafarer
Jeszcze raz o ilości pokoleń. Bardzo mocno podkreśla Pan upływ czasu i ilość pokoleń. Czy ilość pokoleń podważa ustalenia B.Sykesa co do pochodzenia Europejczyków od siedmiu tylko kobiet? I drugie pytanie. Czy ilość pokoleń (więcej niż 6 tys) podważa wiarygodność badań genetycznych, które wykazują, że ludzkość pochodzi od jednej kobiety?
Ptr
youtube.com Poles and Slavs the Blonde haired Aryans.wmv
Dark Regis
Ja wszystko rozumiem. Lecz myślę matematycznie i dla mnie nie ma takiego pojęcia "niezależnie od liczby pokoleń" ;) Zatem podyskutuję sobie z B.Sykesem. Wystarczy zauważyć, że na osi czasu gdzieś jednak wystąpiło te 7 istotnych mutacji w genach, poczynając od czarnej Ewy. Co najmniej 7, gdyż nic nie wiemy o tych, które wystąpiły, a następnie zanikły wraz z nosicielkami oraz o tych, które być może gdzieś się jeszcze skrywają w wioskach zabitych dechami, gdzie nie dotarli naukowcy z pipetami. Jest możliwy jeszcze inny przypadek, gdy na skutek mutacji powstaje znów dawno zanikły wariant lub mutacja w wariant istniejący. Bez uwzględnienia tych przypadków badania te nie spełniają warunków, kiedy można je uznać za naukowe. Ostatni przypadek umieszczam osobno, ponieważ wydaje mi się, że jeszcze nikt nie przeprowadził takich badań (mogę się mylić). Chodzi o samo pochodzenie mitochondrialnego DNA, które nie pojawiło się w komórkach człowieka, tylko na dużo wcześniejszym etapie ewolucji, jak teoria endosymbiotycznego pochodzenia tych organelli tłumaczy ich obecność. A więc dany mtDNA może przenosić się pomiędzy gatunkami, gdy ze starego powstaje nowy. To by rzuciło nowe światło na zagadnienie bliskości naczelnych. Jest też zjawisko heteroplazmii. Co zaś do estetyki tekstu, stylu komunikacji z czytelnikiem, zaskakujących metafor, to książka ta należy niechybnie do spektrum postmodernistycznego. Nie mówię, że to źle, ale warto czasem rozejrzeć się wokół po temacie. Przykład to Y-chromosomalny Adam (również popularnonaukowy ale chodzi o ilustrację problemu): wprost.pl
mada
najbardziej mnie dziwi jak one prostują sobie włosy?
seafarer
Niezależnie od ilości pokoleń geny pozostają genami. A w notce (tak jak zaznaczyłem to w przypisie) przedstawiłem to, co napisał B.Sykes w swojej książce 'Seven Daughters of Eve'
Anonymous
A gdzie czarna Ewa? Po tylu pokoleniach chodzenia do kosmetyczki? Też pytanie.
Dark Regis
A wie pan ile pokoleń z grubsza przeminęło przez 45 tys. lat? Bierzemy kalkulator i liczymy: 45000:20=2250. Wziąłem tu wiek 20 lat rodziców, kiedy pojawia się na świecie potomek, a więc jest to liczba grubo zaniżona i z pewnością przekracza 2500 pokoleń. Podobnie możemy policzyć ile pokoleń przeminie przez 5 tys. lat. To 250 przy naszych założeniach. Mojżesz to gdzieś koło 13 wieku pne. (3300 lat temu) Abraham około 2000 tys. lat pne. (4000 lat temu). Od tego momentu trzeba liczyć pokolenia wstecz aż do Adama i Ewy. Ile ich było i co mówi o tym Stary Testament? Wiemy, że podaje to precyzyjnie. W każdym razie 4000:20=200, czyli 2250-200=2050 pokoleń od pańskiej Ewy imieniem Ursula do Abrahama. A gdzie jest ta czarna Ewa na tej osi czasu liczonej w pokoleniach? 20 tys. pokoleń do naszych czasów? 100 tys.? Gdyby to było nawet te marne 20 tys., to kilka zwojów Starego Testamentu opasałyby cały glob (40 tys. kilometrów). Szacuje się, że około 100 tys. lat temu homo sapiens dotarł na Bliski Wschód, czyli też do Eufratu. Z tego wynika, że około 5000 pokoleń upłynęło od tamtego momentu przy naszych zgrubnych założeniach, a lepszym przybliżeniem jest 6000. A gdzie czarna Ewa? Zawsze mnie bawi to mylenie dwóch różnych porządków, paradygmatu naukowego i mniemanologii mitologicznej. Jednak daje się zauważyć, że od pewnego czasu prace naukowe, które choć zahaczą nieznacznie o starożytność, cechuje od razu odnoszenie treści do Starego Testamentu. Nie do logiki, nie do zdrowego rozsądku, ale do jednego pisma, którego spisywanie rozpoczęło się gdzieś w okolicach XIII wieku pne. max XV. To właśnie z powodu tego ziejącego dysonansu pojawili się na świecie kreacjoniści i wyliczyli "prawdziwy" wiek całej planety co do dnia. Niejacy Zecharia Sitchin, Immanuel Velikovsky, Drunvalo Melchizedek robią prawdziwe szpagaty, żeby to wyjaśnić w inny sposób. Np. ludzie żyjący po 1000 lat. Zresztą niech pan sam sobie wyrobi zdanie o tym: youtube.com
seafarer
Zgadza się, nie musiał. Ale 'teoria' z siostrą sprawia, że ludzie z tamtych czasów stają się realni i bliscy.
seafarer
Dzięki za miłe słowa. A co do europejskości. Jak się okazuje wszyscy tutaj, jesteśmy Europejczykami (z babci, prababci :)) I podziały na starą i nową Europę nie mają żadnych podstaw (przynajmniej genetycznych).
Jabe
Człowiek z lodowca nie musiał mieć siostry. Po prostu on i Marie Mosley mieli względnie niedawnego wspólnego przodka po lini żeńskiej. Nawiasem mówiąc, wziąwszy pod uwagę cały genom, najbliżej mu jest do współczesnych Sardyńczyków, którzy są w miarę czystymi potomkami pierwszej fali rolników kolonizujących Europę.
marsie
Ładne to. I takie "pozytywnie europejskie", co dzisiaj nie jest zbyt częste. Pozdrawiam!
Do wpisu: Morze złe ...
Data Autor
seafarer
Problem załóg szkieletowych dotyczy nie tylko coasterów. Odnośnie kapitanów i elektroników. Kapitan i elektronik nie mają tu nic do rzeczy. To była porada literacka :) I proponuję, byśmy dali sobie spokój z tymi docinkami. Uważam, że rozmowa w takiej 'konwencji' jest bez sensu. Dałem się wciągnąć ale nie ja zacząłem. Również serdecznie pozdrawiam.
jazgdyni
Przyzna Pan, że manning certificate w wypadku takich jednostek to zazwyczaj załoga szkieletowa. Powiem nawet więcej - znałem kapitana, który był jednocześnie starszym mechanikiem. Takie dwa w jednym. A z tą Irlandią to jest coś nie tak. Kilka lat temu odebraliśmy ultra-nowoczesny shuttle-tanker "Bodil Knutsen" ( kawał statku, prawie 300 metrów dł.). Bodil był absolutnie nową generacją. A my wszyscy pilnie i wytrwale uczyliśmy się jego tajemnic. No i właśnie przy Irlandii, tylko u góry, w North Channel, jeszcze powyżej Belfastu, gdzie statkiem wywijać trzeba ostro, też nam ster odmówił współpracy i zamroził się "lewo na burtę". Odblokowanie nieskuteczne i jedyne, co mi pozostało, to tak, jak przy komputerze, "twarde" zresetowanie, czyli wyłączenie zasilania (co, jak wiadomo, nie jest łatwe przy sterach). Po minucie system ruszył. Norweski starszy oficer na mostku jakoś to przeżył. Ale ja się porządnie spociłem. Co do porady literackiej: oczywiście w pełni sobie zdaję sprawę, że żaden kapitan NIGDY nie odbiera porad od jakiegoś tam elektronika. Bo kapitan jest jak sędzia Rzepliński w Trybunale. A dowcipu, jaka jest różnica pomiędzy coaster master i deep sea master nie będę powielał, bo wszyscy go znają. Pozdrawiam serdecznie
seafarer
Teraz ja powiem. Bardzo mi przykro ale pała :) Otóż na coasterach nie ma kłopotów z niedoborem załogi. Żaden statek nie wypłynie w morze (coaster również) jeżeli nie będzie miał pełnej załogi (określonej przez 'manning certificate'). Natomiast co do emocji. W sytuacji awaryjnej (takiej jaka wtedy była) nie ma żadnego znaczenia czy statek jest mały czy też duży. Duży statek może się rozbić na skałach tak samo jak mały. Za uwagi literackie dziękuję. W przyszłości będę je miał na uwadze (albo i nie) :) Pozdrawiam. Ps.: A w sprawie Seawolfa. Jak by Pan miał ochotę to proszę zajrzeć do mojej starej notki 'Tribute to Seawolf'.
jazgdyni
Proszę mnie nie odbierać, jako złośliwca. Zgryźliwość jest przywarą mojego wieku. Koledzy, którzy byli na coasterach opowiadali mi, jakie tam są kłopoty z niedoborem załogi. To faktycznie stwarza problemy bezpieczeństwa. Moja uwaga raczej dotyczyła , proszę wybaczyć,opisu wskazującego na trywialność zdarzenia. Śp. Tomek Mierzwiński "Seawolf" (także kżw.) o raz moja skromna osoba po ponad 30 latach na morzu opisujemy wiele sytuacji. Ja rozumiem subiektywny dramatyzm dryfowania na skały. Lecz wyglądało by to literacko znacznie lepiej, gdyby właśnie na samym początku zaznaczył, że był to nieduży statek, tylko z siedmioosobową załogą, w tym kucharz i mesboj. Wtedy ja w pełni popieram Pańskie emocje. Pozdrawiam
seafarer
Dzięki. Przynajmniej jeden pozytywny komentarz :) Również pozdrawiam.
antykacap
Ciekawa historia, miejsce świetnie mi znane, skądinąd piękne, pozdrawiam z Isles of Scilly
antykacap
Ciekawa historia, miejsce akcji znane mi b. dobrze, pozdrawiam z Isles of Scilly