Po moim ostatnim komentarzu o testowym imporcie soli i tabletek solnych z Turcji przez IKS Solino przyszła mejlowa odpowiedź Orlenu na zadane w tej sprawie pytania.
Dobrze, że przyszła. Przy spółkach z udziałem Skarbu Państwa cisza zwykle robi więcej szkody, niż najtrudniejsze wyjaśnienie. Niestety, to wyjaśnienie niewiele wyjaśnia.
Orlen zapewnia: Solino nie planuje likwidacji działalności solnej. Import ma być zabezpieczeniem po problemach z jednym z dotychczasowych kontrahentów. Spółka pisze o warunkach cenowych grożących rentowności, o konieczności utrzymania produkcji, jakości, klientów i miejsc pracy. Pada też ważne zdanie: testowe zamówienia nie przesądzają o zmianie modelu działalności.
Brzmi racjonalnie. Każda firma musi mieć surowiec, a żaden zarząd nie powinien przyjmować cen, które rozwalają rachunek ekonomiczny. Brak soli w Solino byłby absurdem większym niż awaryjny import. Ten fragment odpowiedzi Orlenu warto więc przyjąć do wiadomości.
Ale właśnie dlatego potrzebne są konkrety. Najważniejsze rozróżnienie dotyczy skali i czasu. Awaryjny import to jedno, zaś stałe zastąpienie krajowych dostaw gotowym produktem z zagranicy to drugie.
Orlen podkreśla, że szczegóły relacji handlowych są tajemnicą przedsiębiorstwa. Oczywiście, nikt rozsądny nie oczekuje ujawniania cen, kontrahentów i warunków umów. Można jednak powiedzieć znacznie więcej bez naruszania tajemnicy handlowej: czy import ma charakter jednorazowy, czy powtarzalny; czy dotyczy marginalnego wolumenu, czy istotnej części potrzeb; jaki jest plan powrotu do krajowego surowca; jaką rolę w tej układance ma mieć Wydział Konfekcjonowania Soli.
Tych odpowiedzi w komunikacie Orlenu nie ma. A to one są dziś kluczowe. Szczególnie w zakładzie, w którym od ponad 100 dni trwa protest pracowników, a związki zawodowe mówią o przyszłości działalności solnej, ciągu solankowego i magazynów kawernowych. W takiej atmosferze samo zapewnienie, że „nie ma planów likwidacji”, nie oznacza nic.
Orlen broni się także argumentem komponentu krajowego (jak słusznie komentują Czytelnicy, to polski odpowiednik local content). Według spółki testowanie alternatywnych dostaw nie podważa tej idei, bo ma chronić produkcję i zatrudnienie. To możliwe. Komponent krajowy nie oznacza przecież obowiązku kupowania za każdą cenę i w każdych warunkach. Jeżeli kontrahent stawia zaporowe warunki, trzeba szukać wyjścia.
Polska nie jest krajem, który musi importować sól i produkty solne. Mamy Kłodawę, Kujawy, Wieliczkę, Bochnię, wysady solne i ludzi znających ten przemysł od strony praktycznej. Solino jest spółką z Grupy Orlen i działa przy infrastrukturze istotnej dla bezpieczeństwa paliwowego. Decyzje zakupowe w takim miejscu zawsze muszą być podejmowane nie tylko przez kryterium wyboru tańszego dostawcy – o ile faktycznie zagraniczny dostawca będzie tańszy od krajowego.
Dlatego dobrze, że Orlen deklaruje utrzymanie działalności solnej. Teraz potrzebna jest jeszcze odpowiedź, jak ta działalność ma wyglądać w kolejnych latach. Czy będzie rozwijana jako krajowe zaplecze dla strategicznej infrastruktury, czy jedynie podtrzymywana tak długo, jak zgadza się bieżący arkusz kalkulacyjny?
Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun słusznie mówi o polskim komponencie jako o wzmacnianiu polskich kompetencji i miejsc pracy. Kierownictwo Orlenu wypowiada się podobnie. Tym bardziej warto, by Solino pokazało praktykę zgodną z tą linią. Niech przedstawi jasny plan: skąd surowiec, jaka produkcja w kraju, jaka rola własnych pracowników, jakie znaczenie działalności solnej dla całej grupy.
Odpowiedź Orlenu porządkuje część sprawy. Wiadomo, że spółka nie zapowiada likwidacji działalności solnej i tłumaczy import potrzebą zabezpieczenia dostaw. Wciąż nie wiadomo, czy turecka sól jest krótkim epizodem, czy początkiem trwalszego rozwiązania. Czy jednak uzależnienie się od pozaunijnego dostawcy jest rozsądne w kontekście bezpieczeństwa paliwowego kraju? Mam co do tego poważne wątpliwości.
A właśnie od tego zależy, czy uspokojenie nastrojów w Solino będzie możliwe. Pracownikom, związkowcom i opinii publicznej łatwiej uwierzyć w zapewnienia, gdy za deklaracją stoi harmonogram, strategia i konkretna decyzja zakupowa. Bez tego każda kolejna dostawa z Turcji będzie wracała jak dowód, że polska sól przegrywa nie dlatego, że jej nie ma, lecz dlatego, że ktoś przestał o nią zabiegać i zerwał dotychczasowy łańcuch dostaw, dobrze funkcjonujący od lat.
Sól tabletkowana i przemysłowa stanowią fundament procesów technologicznych w pięciu strategicznych działach gospodarki:
1. Energetyka i Ciepłownictwo;
- Ochrona infrastruktury – chroni turbiny, kotły wysokociśnieniowe i sieci ciepłownicze przed kamieniem.
- Ciągłość dostaw – zapobiega awariom systemów grzewczych i chłodniczych w elektrowniach.
2. Przemysł Chemiczny i Tworzyw Sztucznych;
- Baza surowcowa – służy jako kluczowy półprodukt do produkcji chloru, ługu sodowego i kwasu solnego.
- Produkcja tworzyw – niezbędna przy syntezie polimerów, w tym powszechnie stosowanego PVC (polichlorku winylu).
3. Przemysł Farmaceutyczny i Medycyna;
- Produkcja leków i płynów – stanowi bazę dla kroplówek, płynów infuzyjnych i wyrobów medycznych.
- Uzdatnianie wody ultraczystej – kluczowa w procesach produkcji wody do iniekcji (WFI) spełniającej normy GMP.
4. Przemysł Spożywczy i Przetwórczy;
- Konserwacja i produkcja – niezbędna w masowej produkcji żywności, mleczarstwie, browarnictwie i piekarnictwie.
- Higiena linii produkcyjnych – zasila systemy mycia (CIP) gwarantujące bezpieczeństwo mikrobiologiczne żywności.
5. Metalurgia i Ciężki Przemysł Przetwórczy;
- Obróbka metali – wykorzystywana w procesach hartowania oraz rafinacji metali kolorowych i stali.
- Garbarstwo i tekstylia – kluczowa przy masowej konserwacji skór surowych oraz przemysłowym barwieniu tkanin.
Nie w kij dmuchał ta sól tabletkowana, choc nie wszedzie wymagana.
Dużo pracy wśród humanistów Panie Autorze.Pozdrawiam
100% prawda. Produkcja solna to produkcja strategiczna dla tak dużego państwa jak Polska. Tym bardziej, że mamy WŁASNE ZŁOŻA SOLI. Trzeba być kretynem (albo zdrajcą), żeby "ze względów ekonomicznych" sprowadzać sól zza granicy. Państwo może sprawić przez politykę podatkową, że produkcja na rynek polski będzie opodatkowana w inny sposób niż na eksport.
Podobny numer może zrobić inny zdrajca, kiedy stwierdzi, że tańsza jest żywność importowana i zdecyduje o imporcie bez patrzenia na polskich rolników, ich obciążenia podatkami i kredytami. Taniość żywności będzie przez pierwszy, może drugi rok, bo tyle może rolnicy jeszcze nie dadzą się zbankrutować. Trzeciego roku nie będzie polskiej produkcji żywności, polskiej konkurencji, więc ceny importowanego żarcia wystrzelą w kosmos i nikogo nie będzie na nie stać. Jeśli w tym czasie ktoś napadnie na Polskę, to możemy pożegnać się z własnym państwem własnością i życiem.
Na szczęście nie do końca zostały zlikwidowane kopalnie węgla i węglowe elektrociepłownie.
Nie wiem jakich mamy teraz ekonomistów i na czym polega ynteres likwidacji kopalni soli, węgla, czy producentów żywności? Co z tego że cena tony importowanej soli jest niższa, jeśli cały kapitał wyjeżdża z Polski, ludzie lądują na bruku bezrobocia i zamiast płacić podatki, pobierają z budżetu zasiłki dla bezrobotnych? Firma też przestaje płacić wielki vat, bo nie produkuje i nie sprzedaje! Czy w rządzie takie decyzje podejmują kretyni? Nie! To zdrajcy i to opłacani przez obcych dość dużym procentem od kontraktu.
KO to najgorsza dla Polski formacja. To kloaka obywatelska! Kim są jej wyborcy - niech każdy sobie sam odpowie.