Odpowiedź jest oczywista: bo jestem paleolibertarianinem. Niemniej jestem też Polakiem, więc widzę, rozumiem i dostrzegam argumenty wskazująca na to, że separatyzm może być dla Polski groźny. Mimo że rozbicie dzielnicowe będzie bardzo korzystne gospodarczo, zwiększy dobrobyt, to zgadzam się, że gdyby Polska rozpadła się na tysiąc Liechtenstainów to byłoby to ryzykowne geopolitycznie, gdy nasi sąsiedzi, głównie Rosja i Niemcy, będą silne i scentralizowane.
To jest notka, w której wyjaśniam, że nie ma się co tego bać, bo Rosja i Niemcy rozpadną się dużo szybciej niż my.
Alberta. Mała iskra, która naprawdę może ruszyć lawinę!
W kanadyjskim stanie Alberta secesja przestała być folklorem. To już nie jest mem, hasztag ani akademicka fantazja. To już tendencja instytucjonalna. Alberta Prosperity Project ma zatwierdzoną obywatelską inicjatywę referendalną, zbiera podpisy i głosi brutalnie proste hasła kontroli nad własną ropą i własnymi podatkami. Bez ideologii, bez romantyzmu, bez narracji o ucisku — jest czysta księgowość, głównie argumenty ekonomiczne.
Do tego dochodzą spotkania z administracją Trumpa, koncepcja pięciusetmiliardowej linii kredytowej na miękkie lądowanie niepodległej Alberty i budowana konsekwentnie narracja o naturalnym partnerstwie z USA. Nie mam mowy o rebelii, jest mowa o transakcji. Jak kupno Grenlandii.
Jeżeli Alberta rzeczywiście ogłosi niepodległość, będzie to wielokrotnie cięższy precedens niż Szkocja czy Katalonia. Po raz pierwszy w świecie zachodnim bogata prowincja nie wychodzi dlatego, że jest gnębiona, kolonizowana czy represjonowana, tylko dlatego, że nie chce dalej sponsorować reszty. To wiele zmieni. Secesja przestanie być fanaberią radykałów, a zaczynie być racjonalną strategią poprawy dobrobytu. I w tym momencie temat przestaje być lokalny.
Gdy lawina ruszy – Europa nie będzie czekać!
W chwili, gdy Kanada pozwoli – albo zostanie zmuszona – do secesji Alberty, każdy ruch separatystyczny na świecie dostaje to, czego brakowało od dekad: świeży, zachodni, demokratyczny precedens bogatej secesji.
Katalonia natychmiast podniesie argument: skoro Alberta mogła, to dlaczego Barcelona ma dalej finansować Madryt? Szkocja dostanie narrację korekty kontraktu, a nie rozbijania państwa. Flandria przypomni sobie, że od lat uważa Wallonię za kosztowny balast. Quebec odzyska oddech po dekadach zamrożenia. Baskowie, Korsykanie, Veneto, Południowy Tyrol, a nawet Bawaria dostaną sygnał, że to nie jest egzotyka, tylko wykonalny wariant polityczny.
To wystarczy, by secesja przestała być lokalnym memem, a stała się globalnym tematem — by stała się tendencją podobną do dekolonizacji zwiększającą liczbę państw na świecie. I wtedy pojawia się pytanie właściwe: co dzieje się z dużymi, ciężkimi państwami w świecie, w którym secesja staje się politycznie atrakcyjna i realna?
Rosja. Imperium, które pęka przy zwycięstwie!
Rosja nie jest państwem narodowym. To konstrukcja imperialna, sklejona przemocą i pieniędzmi z dóbr naturalnych. W świecie eskalującej secesji ma cechy śmiertelne.
Jej federacyjna struktura to nie dekoracja. Dziesiątki podmiotów mają własne konstytucje, elity, flagi i realne poczucie odrębności – od Kaukazu, przez Tatarstan, po Jakucję. Dopóki centrum potrafi kupować lojalność, system działa. W momencie, gdy budżet przestaje się domykać, peryferie zaczynają liczyć.
Moskwa żyje z wyżymania Syberii i Dalekiego Wschodu. Gdy rachunek zaczyna się nie zgadzać, pojawia się pytanie: czy bardziej opłaca się być syberyjską Norwegią, czy gubernią imperium. Wojna na Ukrainie jest tu katalizatorem, nie przyczyną. Imperia nie upadają przy klęsce. Upadają przy zwycięstwie, które kosztuje za dużo, gdy brakuje paliwa na trzymanie kolonii.
W świecie, w którym secesja staje się modna, każda republika z surowcami, granicą z innym graczem albo świeżą traumą kolonialną zaczyna liczyć sens lojalności. To nie jest political fiction. Think-tanki od lat rysują scenariusze rozpadu Rosji na kilka bloków. Albertyzacja secesji sprawia, że te scenariusze przestają być egzotyczne.
Relatywnie do Polski, Rosja ma o rząd wielkości więcej linii pęknięć. Tu o tym niedawno pisałem dokładniej: Rosja dąży do rozpadu
Niemcy. Secesja cywilizacyjna przed terytorialną!
Niemcy są stabilniejsze niż Rosja, ale mają problemy, których Polska nie ma. Pierwszy to mechanizm miękkiego kalifatu: enklawy kulturowe i polityczne w dużych miastach, gdzie suwerenność państwa jest coraz bardziej fasadowa. To jeszcze nie produkuje map z nowymi granicami, ale produkuje coś groźniejszego – secesję cywilizacyjną, która zawsze poprzedza terytorialną.
Drugi problem to stare regionalizmy. Bawaria ma realną tożsamość, własną partię i poczucie bycia płatnikiem netto. Wschodnie landy mają frustrację gospodarczą i trwałe poczucie drugiej kategorii. W scenariuszu albertyzacji Bawaria dostaje idealną narrację: zatrzymujemy własne pieniądze, dokładnie tak jak Alberta.
Równolegle zachodnie metropolie coraz bardziej wypadają z cywilizacji, na której RFN rzekomo się opiera. Niemcy nie rozpadną się jutro. Jednak w świecie, gdzie secesja przestaje być tabu, są znacznie bardziej podatne na tę lawinę niż Polska.
Tu też o tym niedawno pisałem dokładniej: O miękkich kalifatach Europy i dlaczego Polska to przezwycięży
Polska. Nie rozbiory, ale szwajcaryzacja!
Na tym tle Polska wygląda jak organizm nudny, stabilny i spójny. Nie mamy dużych, skoncentrowanych diaspor religijno-etnicznych. Nie mamy kolonialnej przeszłości generującej roszczenia. Śląski separatyzm żyje głównie w memach i raportach, nie w realnej polityce.
Jeśli u nas miałoby dojść do procesów secesyjnych, to nie w trybie kalifatu ani etnicznego rozdarcia, tylko w trybie szwajcarskim: regiony chcą decydować o podatkach, planowaniu, szkolnictwie. Nie o flagach.
I tu dochodzimy do sedna. Jeżeli wcześniej posypią się Rosja i Niemcy, to polska konfederacja kantonów nie jest zagrożeniem, tylko ubezpieczeniem. Z zachodu nie grozi nam zwarty, ekspansywny organizm, tylko państwo zajęte gaszeniem własnych pęknięć. Ze wschodu nie grozi jedna Rosja, tylko mozaika bytów walczących o przetrwanie. Żadnemu z tych nowych państw nie będzie zależało na wojnie, będą wolały stabilizować się poprzez rozwój gospodarczy i wolny handel.
Polska rozdrobniona na tysiąc Liechtensteinów może mieć wspólne wojsko, granice i politykę zagraniczną, przy maksymalnej konkurencji fiskalnej i regulacyjnej w środku. Dokładnie to, o czym od lat piszę w duchu paleolibertariańskim.
W tej logice Polacy powinni kibicować secesji wszędzie. Każde pęknięcie w Niemczech i Rosji relatywnie wzmacnia nasze bezpieczeństwo. A ewentualny rozpad Polski miałby zupełnie inną naturę: koordynowanej szwajcaryzacji, nie kolonialnego rozrywania peryferii.
To nie jest wizja chaosu. To jest wizja świata po monopolu na przemoc!
Więc jak ktoś mi mówi: boję się separatyzmu, bo to nas relatywnie osłabia w konfrontacji z Rosją i Niemcami, to (mimo że to nieprawda, bo jako konfederacja podzielona na niepodległe kantony jak Szwajcaria zyskujemy siłę, a nie ją tracimy) odpowiadam: zgadzam się na utrzymanie centralizmu, ale tylko taktycznie – do czasu, aż Niemcy i Rosja zaczną pękać pod ciężarem własnych sprzeczności. Gdy lawina u nich ruszy, my będziemy gotowi na naszą własną, wolnościową konfederację.
Grzegorz GPS Świderski
Kanał Blogera GPS
GPS i Przyjaciele
X.GPS65
PS. Notki powiązane:
- O miękkich kalifatach Europy i dlaczego Polska to przezwycięży
- Rosja dąży do rozpadu
- Studnicki chciał rozbić Rosję! Dziś Korwin słusznie to powtarza...
- Dobre państwo, to martwe państwo!
- Rozpraszanie aparatów przemocy
- Konkurencja polityczna a banan
- Dlaczego w sposób nieunikniony mocarstwa zanikną?
- Terrorystyczne państwa
- Czy terytorialny monopol aparatu przemocy jest niezbędny?
- Konkurencyjne aparaty
- Czy prawo musi być narzucone z góry?
- Wolność na morzach i oceanach
- Zmurszały pień polityki
- Drugie płuco Europy - ale z pęcherzykami!
- Decentralizacja władzy poprzez lokalną autonomię!
- Autonomia
- Hierarchia autonomii
- Niepodległość
- Prowincjonalizm
- Dlaczego w małym księstwie jest bezpieczniej niż socjalistycznej Polsce?
- Wydatki militarne
- Tysiąc Liechtensteinów
- Utopia enklaw
- Księstwo lenne
- Polska tysiącem Watykanów!
- Konkurencja polityczna a banan
- Małe państwa
- Polska jest podzielona
- Przeszłość (historia) ma znaczenie
Tagi: gps65, suwerenność, secesja, separatyzm.
Tylko jedno pytanie. Na dziś nasz dług wg różnych szacunków rośnie od 1,0 d01,4 mld. zł. każdego dnia. Jak proponuje Pan podzielić ten dług na te kilka kantonów, a jeszcze lepiej na tysiąc Lichtensteinów?
To dobrze już reguluje konwencja wiedeńska z 1983 roku. Zanim by się to w Polsce stało, bylibyśmy już po precedensach secesyjnych w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Rosji, więc ten traktat byłby ewentualnie poprawiony, więc byłby jeszcze lepszy, a już jest dobry do rozwiązania kwestii długów rozpadających się państw. To już było stosowane w Europie w przypadku Czechosłowacji, Jugosławii czy ZSRR. Konwencja wiedeńska dzieli dług proporcjonalnie do PKB, ludności i terytorium.