To jest krótka i zwięzła rozkmina libertariańska – celowo napisana tak, by była zrozumiała nawet dla gimnazjalisty. Obalam w niej najsilniejszy mit statolatrii, mit głęboko zaszczepiony w ludzkich umysłach, niezależnie od poziomu wykształcenia.
Nawet człowiek prymitywny intelektualnie zawsze powie to samo: bez państwa byłby chaos, wojna wszystkich ze wszystkimi, anarchia, nic by się nie dało zrobić, wszystko byłoby ukradzione, a ludzie na okrągło mordowaliby się nawzajem. Wniosek jest jeden: państwo musi istnieć – nawet jeśli jest złe, nawet jeśli grabi, nawet jeśli zabija.
Ten mit uchodzi za oczywistość, za dogmat, z którym się nie dyskutuje. I właśnie dlatego jest tak niebezpieczny.
Teza I. Prawo nie wymaga monopolu.
Większość komentatorów – polityków, ekspertów i dziennikarzy – oceniając porwanie Maduro przez Trumpa, mówi o złamaniu prawa międzynarodowego. Sam ten fakt jest pouczający. Skoro można mówić o złamaniu, to znaczy, że istnieje prawo regulujące relacje między państwami. A skoro istnieje prawo, to znaczy, że relacje te nie są chaosem ani anarchią, lecz uporządkowanym systemem norm.
Prawo międzynarodowe funkcjonuje mimo braku światowego suwerena, mimo braku globalnego żandarma, mimo braku jednego aparatu przemocy mającego monopol na całym globie. Jest egzekwowane policentrycznie – przez wiele niezależnych aparatów siły – i działa poprzez równowagę sił, reputację, interesy oraz wzajemne sankcje. Państwa przestrzegają prawa nie dlatego, że ktoś je permanentnie wymusza, lecz dlatego, że jego naruszenie pociąga za sobą realne koszty: dyplomatyczne, gospodarcze, militarne czy reputacyjne. To fakt empiryczny.
Teza II. Monopol nie zwiększa porządku – zwiększa bezkarność.
W relacjach wewnątrz państw sytuacja wygląda pozornie inaczej. Istnieje prawo, do którego obywatele w większości się dostosowują, przestrzegają go, a jego egzekucją zajmuje się scentralizowana egzekutywa wsparta judykaturą. Jednak tu pojawia się paradoks, którego niemal nikt nie chce zauważyć: skala i intensywność naruszeń prawa są wewnątrz państw większe niż w relacjach międzypaństwowych.
Dlaczego? Ponieważ monopol przemocy znosi symetrię. Obywatel nie ma możliwości wyjścia z jurysdykcji bez emigracji. Nie ma konkurencji ochrony. Nie ma alternatywnej egzekucji. Władza państwowa, będąc jedynym egzekutorem, ponosi mniejsze koszty łamania własnych reguł niż państwo naruszające prawo międzynarodowe wobec innych państw.
Monopol nie stabilizuje prawa. Monopol stabilizuje władzę — władzę, która nie strzeże porządku, ale grabi, wyzyskuje i zniewala.
Teza III. Prawo może być policentryczne również wewnątrz społeczeństw.
Prawo międzynarodowe pokazuje, że porządek może opierać się na prawie kontraktowym, prawie zwyczajowym i prawie reputacyjnym, a jego egzekucja może być zdecentralizowana. Nie potrzeba jednego suwerena, by normy obowiązywały. Wystarczy wielość jurysdykcji, konkurencja ochrony oraz realna możliwość wyboru – w tym możliwość wyjścia bez emigracji.
Jeżeli porządek prawny działa między najbardziej uzbrojonymi, suwerennymi i nieufnymi wobec siebie podmiotami na świecie, to twierdzenie, że nie mógłby działać między zwykłymi ludźmi, nie jest argumentem. Jest dogmatem przyjmowanym bezmyślnie. Jest aksjomatem wiary w statolatrię.
Teza IV. Państwo nie jest warunkiem porządku – jest technologią monopolu.
Monopol terytorialny na przemoc nie jest konieczny do istnienia prawa. Jest konieczny do poboru haraczu, narzucania przymusowej podległości i eliminowania konkurencji jurysdykcyjnej. Państwo nie istnieje po to, by zapewnić porządek. Państwo istnieje po to, by porządek zawłaszczyć i wykorzystać do grabieży i niewolnictwa.
Porządek bez monopolu nie jest utopią. On już istnieje. Po prostu przywykliśmy go nie zauważać, bo nie nazywa się państwem i nie wiąże się z kultem wpajanym od dzieciństwa.
Nie widzimy tego, bo w procesie szkolnej edukacji zostaliśmy zindoktrynowani statolatrią. Nasz ciemiężca jest opisywany jako zbawca. Bandyta, który nas grabi, występuje jako najwyższe dobro, którego trzeba bronić. Grabież zmienia nazwę – staje się podatkiem. Haracz jest zły, podatki są dobre. A to jest dokładnie to samo!
Ani w stosunkach wewnętrznych, ani międzynarodowych, nie da się uniknąć przemocy, grabieży i mordów. Jednak w obu sferach da się wprowadzić i egzekwować prawo i prządek. Stosunki międzynarodowe są lepiej uporządkowanie niż sytuacja w wielu państwach. Częściej dochodzi do rewolucji, zamachów stanu, kradzieży i morderstw wewnątrz państw, niż do wojen między państwami. A te wojny są tym bardziej krwawe i destrukcyjne, im większe są te państwa. Więc wyraźnie widać, że im więcej monopolu, im większe tereny obejmuje, tym gorzej.
Libertarianie nie postulują zniesienia państw, likwidacji prawa, zniszczenia porządku, my proponujemy tylko jedno: zniesienie monopolu — wszelkiego monopolu: i gospodarczego, i politycznego. Na szczęście wraz z rozwojem technologii i wzrostu wydajności pracy ten postulat sam się zrealizuje, bo państwa jako terytorialne monopole na przemoc po prostu zbankrutują, bo się nie opłacają. Zasadę subsydiarności zrealizuje wolny rynek, a nie przemiana moralna człowieka.
Grzegorz GPS Świderski
https://t.me/KanalBlogeraGPS
https://Twitter.com/gps65
https://www.youtube.com/@GPSiPrzyjaciele
"Prawo międzynarodowe funkcjonuje mimo braku światowego suwerena, mimo braku globalnego żandarma, mimo braku jednego aparatu przemocy mającego monopol na całym globie."
Chodzi o prawo naturalne i większy zysk ze współpracy w systemie równowagi.
Prawo międzynarodowe jest etyczne o tyle, o ile jest narzędziem w rękach silniejszych, a ich samych nie obowiązuje. „Zgoda buduje”, więc tak funkcjonował świat Pax Americana.
Podobnie dzieje się w mniejszych układach jak państwo czy wspólnota libertariańska w stanie równowagi, nieprawdaż?
Stany nierównowagi wymagają prawa pięści i lepiej gdy siła idzie w parze z etyką.
Prawo międzynarodowe to coś innego niż prawo naturalne. To pierwsze to prawo kontraktowe, to umowy międzynarodowe, dwu lub wielostronne. Ono obowiązuje nawet pomiędzy różnymi cywilizacjami. A prawo naturalne to prawo cywilizacyjne, to fundament danej wspólnoty. Na przykład takim fundamentem, prawem naturalnym naszej cywilizacji łacińskiej, jest Dekalog.
Nie należy tego mylić z prawem natury, czyli instynktami, a więc genetycznym behawioryzmem gatunku homo sapiens. Prawo natury ma każdy człowiek wrodzone i to jest na przykład prawo pięści. Prawo naturalne jest z tym sprzeczne, to wytwór kultur, których jest wiele. Kontraktowe prawo międzynarodowe pokazuje, że porządek można stworzyć nawet w ramach wielu sprzecznych kultur i sprzecznych moralności.
Wszystkie prawa cywilizacyjne, kulturowe, czy nawet międzynarodowe, czyli wytworzone przez człowieka, podlegają uniwersalnym prawom natury, czyli ekonomii. Dlatego lenistwo pokonuje wszystko. Lew jak nie jest głodny, to sobie leży i patrzy, leniuchuje, do działania prze go tylko głód. To samo jest z Murzynami, czy Latynosami. To wynika z klimatu.
Cywilizacja i kultura wyższa wymagała trudnych warunków, takich, by do zdobycia pożywienia potrzebne było dalekosiężne planowanie, co wymusiły pory roku w klimacie umiarkowanym i zimnym. Prawo lenistwa jest silniejsze niż prawo pięści. Dlatego rozwój technologii nieuchronnie doprowadzi do upadku państw. Bo technologia powoduje, że mamy miej roboty potrzebnej do zaspakajania potrzeb egzystencjalnych, fizjologicznych, a mamy więcej czasu na rozrywkę.
"Prawo międzynarodowe to coś innego niż prawo naturalne."
Tak, ale ta długa polemika odnosi się do tezy, której nie postawiłem.
Prawo naturalne jest pierwotne dla wszystkich praw, które w jakikolwiek sposób nawiązują do etyki. To ona jest tym wewnętrznym suwerenem.
Nie, prawo naturalne jest pierwotne tylko w ramach określonej cywilizacji. W naszej to Dekalog, ale inne cywilizacje mają inne prawa naturalne, bo to są prawa kulturowe. Pierwotne do wszystkich praw są prawa natury, czyli instynkty, to co siedzi nam w genach. W przypadku naszej cywilizacji prawo naturalne jest sprzeczne z prawem natury, bo Dekalog jest sprzeczny z instynktami. Prawo pięści jest prawem natury, wynika z instynktów, jest nam wrodzone, uwarunkowane genetycznie, ale nie jest prawem naturalnym, kulturowym, cywilizacyjnym, bo jest sprzeczne z Dekalogiem, w którym obowiązuje prawo "nie zabijaj". Zabijanie leży w naszej naturze, a nasza kultura tego zabrania. W moim długim wywodzie to precyzyjnie wyjaśniłem.
Istnieje struktura gospodarcza zwana Nową Hanzą, która w statucie niemal wprost odwołuje się do idei "zapobiegania dominacji Niemiec i Francji". Czyli są kraje, które trzeźwo kalkulują i wiedzą jak walczy się z przemocą możnych. To jest tylko połowa północnego "Intermarium", bo jest też drugi projekt o podobnej strukturze członkowskiej - nie pamiętam nazwy. Oczywiście mówimy o pojedynczych miastach, ale wiemy w czym rzecz. Tak właśnie powinna wyglądać dziś unia:
Nowa Hanza – Wikipedia, wolna encyklopedia
Shanty dla wioślarzy. To mi w duszy gra ;))
https://youtu.be/Tm7f1Il…
Wszelkie takie związki są godne poparcia. To jeszcze nie jest to, o co chodzi libertarianom, ale jak już państwa upadną, to takie sojusze będą rozkwitać i będą potrzebne. Europa ma bogate tradycje taki struktur i warto je wskrzeszać.
Melodie fajne, ale ja jednak wolę piosenki, które można zaśpiewać z gitarą przy ognisku. Już umiem śpiewać kilka moich z mojego kanały "GPS & Przyjaciele". Zdarzało mi się bywać na Mazurach na ogniskach, gdzie był gitarzysta, który śpiewał swoje utwory i to był zawsze czad na maksa. Ostatni raz trafiło mi się to w zeszłym roku we wrześniu na Tałtach. Ale to są rzadkie zjawiska i nie da się ich przewidzieć...