To, że nasze państwo jest źle urządzone, chyba nikt nie ma wątpliwości. Wystarczy spojrzeć na wyniki wyborów, na służbę zdrowia, sądownictwo, media, edukację, kulturę, naukę zwłaszcza humanistyczną, a także na poczucie tożsamości, identyfikacji i wyczucie państwa współczesnego Polaka. Najgorsze jest jednak to, że zamiast budować jakąś myśl, jakąś koncepcję wyjścia z kryzysu, prawie wszyscy oczekujemy i dyskutujemy nad wysokością dotacji i dofinansowania. Trzeba przyznać, że nie jest to ani zdrowe, ani normalne.
Gdy spojrzymy wstecz na naszą nową szansę nowej nadziei, to nadal nie zauważamy, że kilkanaście roczników inżynierów i humanistów wychodzących z polskich uczelni zostało w sposób nieuleczalny zarażonych ideą wolnego rynku. Wierzono w niego, jak w Boga i dopiero teraz część wyznawców zaczyna dostrzegać, że coś tu nie tak. I była to swoista epidemia. Refleksja mimo wszystko jest jeszcze połowiczna, bo wielu z nas nadal nie zauważa, że ten przechył zabrał nam możliwość restytucji właściwych elit i wszystkim zakłócił proces niepodległego myślenia. W tym czasie sprzedaliśmy większą część Polski, rozbudziliśmy w sobie niespełnialne nadzieje, dostaliśmy komputery i zaczęliśmy żyć życiem wirtualnym, podpisywaliśmy niekorzystne dla siebie umowy i w taki sposób zabrnęliśmy w kozi róg: pomiędzy totalną opozycję a szklany sufit jaki wyznacza polityka dotacji bezwarunkowych.
Obecny rząd owszem współpracuje w obywatelem, obniża jego koszty życia jak może, ale nie przygotowuje społeczeństwa do samodzielności i w ten sposób sam zakuł się w dyby niewystarczającego poparcia. I nie jest to kwestia naszego zacofania, naszych nieumiejętności rządzenia, specyfiki kulturowej czy Bóg wie czego jeszcze. To kwestia wstrzymania czasu, refleksji i sparaliżowania wszelkich procesów rozwojowych. Tak było w czasie zaborów, w PRL i tak jest obecnie. Nic nie jest w stanie zapełnić tej dziury, jaka powstała po wymordowaniu rdzennych elit, a więc tej inteligencji, która była nośnikiem naszego kodu kulturowego.
W okresie powojennym padliśmy ofiarą komunizmu i bolszewizmu, które zburzyły całą naszą tysiącletnią pracę kulturową, a po 1989 r. staliśmy się ofiarą własnego mitu „Zachodu”, bezwarunkowej pogoni za dobrobytem i naiwności, która ma częściowo swoje korzenie w okresie zaborów, ale w lwiej części w powojennej wymianie elit i negatywnej ich selekcji, która utrzymuje się po dziś dzień. Proces ten przybrał dość karykaturalny wymiar i objawił się w postaci typowo cwaniackiej: Korwin, poprzez pozorną odkrywczość myślenia, zawładnął posolidarnościowym młodym pokoleniem, zabrał im dobry czas i skierował na bezdroża myśli. Gdy, jak feniks z popiołów wyłonił się Bartosiak, okazało się, że znajdujemy się w tym samym miejscu, że rozumiemy go poprzez Korwina. I z tym paradoksem zamierzamy iść w dalszą drogę.
Myśli Bartosiaka nie możemy odrzucić, choćby z tego powodu, że jest ona odwróceniem korwinowskich dyrdymałów. Ale i tutaj czai się wiele mielizn, których Polacy w tym stanie umysłu i nauki raczej nie mają szans ominąć. Większość z nas nie ma bowiem świadomości, że cały powojenny czas zagospodarowała nam geopolityka piastowska i że jesteśmy w jej polu działania. Do 1993 r. (wymarsz Armii Czerwonej) mieliśmy o niej niewielkie pojęcie, a po tym czasie zaczęła ona głośno pukać do naszych drzwi. Zinterpretowaliśmy ją jako chęć pojednania polsko-niemieckiego. Od słynnego uścisku Mazowiecki – Kohl minęło wiele martwych lat i skończyło się połączeniem Niemiec i Rosji za pomocą dwóch rur gazowych. Położenie piastowskie uderzyło nas mocno w głowę i co ciekawe zrobiło to w momencie, gdy nasza scena polityczna i sami politycy zostali tak już powiązani ze sztucznie wytworzoną sytuacją, iż zmiana tego systemu wymaga albo niezwykłej politycznej umiejętności, albo przewrotu „majowego”. Trwanie w dzisiejszym klinczu oznacza klęskę. Myśl Bartosiaka, tak czy siak, wyprowadza nas na zupełnie inne tory myślenia. Pokazuje inne rozwiązania, a polityka Łukaszenki i Putina, poprzez aktywizację społeczną, sprzyja tym zmianom. Trzeba wejść w te buty, nauczyć się zasad geopolityki i zacząć ją wykorzystywać dla własnych celów, bo położenie piastowskie wymaga zupełnie innych zachowań, niż jagiellońskie. Terytorium Polski nie przecina już dwóch cywilizacji: łacińskiej i bizantyńskiej, lecz od 1945 r. jest państwem granicznym, a od 2004 r. kresami UE. Mamy więc diametralnie inną sytuację, niż miała II RP, mimo to potrzebujemy takiego społeczeństwa, jakie wykształcone została w okresie międzywojennym, które choć dyskutowało ostro, rozumiało, że zdrada Polski jest niewybaczalna na każdym poziomie i w każdej sytuacji.
Mamy bardzo trudny czas. Plasuje się on pomiędzy echem II RP, której mimo wszystko nie zdołano zamordować, a niewiadomą zachowań dzisiejszej młodzieży? Wiele dobrych sygnałów płynie z Podkarpacia, ale czekamy na odzew ziem zachodnich i północnych, gdzie zamieszkuje ludność bardziej obojętna i przez lata poddana działaniom systemowej niemieckiej prusyzacji. Jedno jest pewne, że jeżeli chcemy swoje państwo dobrze urządzić i nie chcemy żyć drogo i biednie, płacić dużych podatków i czuć się niewolnikami, musimy zmobilizować swoje siły nie pod patronatem myśli Korwina, lecz Bartosiaka, bo ono daje szansę na wyjście z martwego punktu, w jakim się znaleźliśmy. Przyszły los Polski zadecyduje się tym razem nie na Wschodzie, lecz na Zachodzie kraju. Kresów Wschodnich już nie mamy i mieć nie będziemy, ale za to nieoczekiwanie przybyły nam kresy zachodnie, których też zupełnie nie zauważamy. Tam zamiast syntezy trzech wielkich etosów: kresowego, wielkopolskiego i śląskiego, doczekaliśmy się wzajemnej obojętności i słabości w kierunku niemieckim. Poddanie się myśli Bartosiaka nie może być jednak bezwarunkowe.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 18268
Proszę Pana, proszę nie tragizować. Takie zachowania i w takich procentach dotyczą każdego społeczeństwa. Polacy nie są wyjątkiem. Natomiast bezsprzecznym faktem jest to, że wszyscy spsieliśmy i to poważnie. Polski naród istnieje, lecz przywaliła go przeszłość ostatnich 70 lat, oderwanie się od własnych korzeni oraz dominacja chłopskiej kultury. Wszyscy, prawie bez wyjątku, mamy aspiracje szlacheckie: niepodległościowe, wolnościowe, pragniemy dobrobytu, ale dążenia mamy postbolszewickie. Nie rozumiemy, że niepodległość można obronić tylko odwagą, koncepcją kulturową, solidarnością i wspólnym odwołaniem się do przeszłości, którą trzeba wciąż tworzyć na nowo. Pustki w kościołach trzeba tłumaczyć jego słabością. A młode pokolenie dopiera zaczyna wychodzić z dominacji internetu i wchodzić w normalną rzeczywistość. Zobaczymy czym się to objawi.
Waszmość, dokładnie jest tak, jak piszesz. Jasnowidzenie? Nie, to tylko świadczy, że istnieje już poziom wspólnego porozumienia. Pisząc uchwycić cały kontekst trzeba wziąć pod uwagę nie tylko wymienionych (Karonia, Bartosiaka itd.) lecz też kontekst 1000-letni. Bo tylko taka perspektywa daje prawdziwy obraz.
W tym felietonie musiałem postawić dwie przeciwności. Więcej, wymagałoby dłuższego tekstu i zawężałoby odbiór. Bartosiak jest objawieniem ze względu na swój język. Bardzo mi on odpowiada. Jestem zdania, że jeżeli chcemy wyjść z obecnej kwadratury koła, to musimy nauczyć się języka Bartosiaka i przyjąć jego argumentację, bo ona wyprowadza nas poza teren kłótni. Po prostu daje tlen. Potem może być tylko lepiej. Jego narracja, podobnie jak Karonia, jest wielokierunkowa, w przeciwności do Sykulskiego, Karonia czy Gadowskiego. Oni owszem są na mapie świata, ale jakoś nie wychodzą poza zamknięty krąg. Na czym on polega jeszcze nie wiem, ale wyraźnie tak jest i nie mają wielkich szans na powszechną popularyzację. Ich się tylko słucha - na podobnej zasadzie, jak papieża. Bartosiak rozwija.
W dyskusji nie można nikogo opluwać (Korwin sam się opluł), lecz trzeba dużo dyskutować i zaczynać tak rozumować, jak w I lub II RP, czyli w sposób niepodległy. Tylko tej dyskusji musimy się nauczyć od nowa, jak po długotrwałej chorobie. Tak, właśnie , tak wygląda poszukiwanie drogi. Ale oczywiście, problem tkwi w naszych głowach. Pierwsza Kadrowa zaczyna się rodzić, na podobnej zasadzie, jak przed I wojną - gdzieś w chmurze, ponad ludzkim padołem i złem tego świata. Czym tym razem zaowocuje, zobaczymy.
Pozdrawiam... może jakaś muzyczka. Jakoś dobrze mi się słucha.
Nie, Pierwsza Kadrowa to, nie w tym sensie. Waszmość, nie podejrzewaj mnie aż o taką naiwność. Tu chodzi o ducha i symbol. Wówczas, to był początek II RP, dziś w pierwszym rzędzie potrzebny jest ośrodek myśli, jako pierwociny nowej Polski - póki jeszcze mamy jakieś możliwości finansowe.
Obejrzałem również poprzednie filmiki.
Pozdrawiam
Podszkoliłeś mnie trochę w dziedzinie dronów. To wszystko bardzo ciekawe, ale pytanie, które nasuwa się automatycznie: do czego to wszystko zmierza?
Gdyby prości Chińczycy ruszyli z manufakturami masek, system ich zwariuje. Maski można przecież zmieniać , jak rękawiczki. Dzięki maskom jeden Chińczyk w ciągu godziny może być murzynem, białym lub Indianinem. Nie leży to wprawdzie w naturze chińskiej, ale mogą się nauczyć, choćby od Polaków.
Mundur kamuflujący człowieka w podczerwieni...
To pic na wodę dla publiki. Może wynalazek dobry na dwa lata. Ślad cieplny - w warunkach polowych, a nie laboratoryjnych - już, gdy jest to potrzebne, można zauważyć i zanalizować z taką czułością i rozdzielczością, że nawet z wysokości AWACS'a (satelity może nie) będzie można uchwycić pojedynczego żołnierza i odróżnić go od dzika, czy jelenia.
Oprócz kombinezonu trzeba wojakowi też założyć aparat oddechowy, bo każdy wydech ma temperaturę standardowo 36,6 degC. Do tego dochodzą nienaturalne zaburzenia ruchu powietrza, sladowe analizy chemiczne i wiele nowych gadżetów. Znów przeskoczy się z VHS na DVD.
Wyobraźnia i pomysłowość Panowie są rodzicami potrzeby i postępu.
Pozdrawiam
Jesteś niezawodny. Dzięki
Największe wrażenie robi Amazon, jako zaczątek przyszłego państwa. Przetestowana sieć dronów daje poważne możliwości nie tylko obronne, ale również inwazyjne. Państwo, jeżeli nie chce stracić kontroli, musi już mocno pilotować tego typu możliwości. Zniknie sieć państw i granice, znikną jakiekolwiek przeszkody w utrzymaniu jakiegokolwiek porządku.
Dlaczego nic nowego?!
Teraz na przykład najlepsze jest w muzyce ilustracyjnej, więc Netflix i YT.
youtu.be
I z tego samego serialu taki stary cover. Ale jaki!
youtu.be
@ Jazgdyni
Panowie, dziś jest może kilkunastu facetów, w obrębie których może i ma się narodzić jakaś nowa myśl. Trzeba słuchać ich wszystkich i konfrontować z tym, co było, a więc weryfikować ich myśl mając z tyłu głowy polską historię i to, co chcemy dziś zrobić ze sobą. Innymi słowy trzeba mieć oczy dookoła głowy. Jeszcze nikomu, może z wyjątkiem Abrahama, który zniósł 10 przykazań, nie udało się podać opracowanej całościowo koncepcji kulturowej, bo to o nią głównie tu chodzi.
Wypracowanie takiej koncepcji to jest proces, a więc dyskusja i wspólne dostrajanie myśli do dobrze wybranego punktu odniesienia. W takiej dyskusji nie wolno się zaperzać, nie wolno oczekiwać jakiegoś spełnienie lub komplementacji. A więc zrozumienie i dobra wola musza być przewodnikiem. Wiedza i przemyślenia musza być rzucone na nasz prywatny rynek i tam mają znaleźć odzew i poważne traktowanie.
Ani Ziemkiewicz, ani Bartosiak nie są cudotwórcami, każdy z nich wnosi swoją wartość, swoja wizję, którą należy dostosować do naszej prawdy. Kto nie czuje się na siłach nie bierze udziału w dyskusji, kto czuje się kompetentny, pomaga. Musimy nauczyć się rozmawiać i dyskutować. Mnie akurat bardziej odpowiada Bartosiak, bo wnosi zupełnie nowe wartości, te których nikt nas nie uczył. Ziemkiewicz jest świetny w określaniu i nazywaniu tego, co było. Pomaga więc w budowaniu syntezy. Ale obydwu nie można traktować, jak bogów lub wyrocznię.
System partyjniacki, paternalistyczny i egoizmy trzeba schować do kieszeni. Liczy się jeden jedyny cel: nowa koncepcja kulturowa, bo jeszcze tak kiepskiego pod tym względem okresu nie mieliśmy w swojej historii. Jesteśmy kompletnie osamotnieni, pozbawieni elit i wizji przyszłości. Z powojennymi elitami, jak dotąd, przegrywamy już na starcie. Swych sił musimy szukać we własnych mózgach, swojej zaradności i w odniesieniu do historii oraz geopolityki. Przecież po 1945 i 1993 r. polskie uwarunkowania zmieniły się diametralnie. Moim zdaniem najpierw musimy nauczyć się geopolityki, bo ona najszybciej układa w głowach i najsprawniej prostuje języki.
Pozdrawiam
W pewnym momencie życia, w późnej młodości, gdy najpierw chciałem zostać lekarzem, a zostałem elektronikiem. Potem jako samouk zostałem radiooficerem PMH, a gdy była tego potrzeba, także okrętowym elektrykiem. Dosyć szerokie spektrum. Wtedy to właśnie zdecydowałem się na swój nietypowy rozwój - nie do góry poprzez wąską specjalizację, tylko wiedza wszerz. Dzisiaj widzę, że nie był to głupi wybór i z równym zainteresowaniem słucham wykładu o splątaniu kwantowym, jak i o tym co robi cholina w mózgu. Takie nietypowe podejście pozwala na szeroki horyzont i łatwe przeskakiwanie od nauki do filozofii. Może mam tak dlatego, bo wprost dręczy mnie nieustanna ciekawość?
Co jest teraz radosną nagrodą - takie wchłanianie wiedzy bardzo pomogło mi w karierze, aż do naturalne punktu "wystarczy", choć mam świadomość, że do pułapu się nawet nie.
zbliżyłem.
Brałem udział we wielu projektach. Sam nawet parę realizowałem. Wtedy zetknąłem się z wielkim znaczeniem solidnego planowania. A co więcej - z potrzebą opracowywania bardzo logicznych algorytmów i poprzedzających to dyskusji. Jak to się mówi - burza mózgów. W moim środowisku raczej nie było doktrynerów i "zakłutych łbów". Każde, nawet najbardziej głupie "a jeśli..." było poważnie traktowane.
Tak właśnie nauczylem się poważnych dyskusji, uważnego słuchania i analizy problemu. A także, co jest zmorą, z którą walczę - braku precyzji wypowiedzi. Częstym kłopotem jest nieporozumienie, bo nie ma konkretnej definicji i dyskutanci rozumieją dane coś nieco inaczej. Tak samo jest głupie i męczące okrągłe pitolenie ogólnikami i frazesami. To widzimy codziennie ze strony polityków, ekspertów i publicystów. Taka gadka - szmatka, która może doprowadzić do szału.
Ryszard wie dobrze, jakim jestem paplą, bo nasze telefoniczne rozmowy zazwyczaj trwają dwie godziny (albo do wyczerpania baterii). Dlaczego tak jest? Bo obszar dzisiejszej rzeczywistości i Polski, jest tak ogromny, że dobrej dyskusji wieloosobowej nie można przeprowadzić w czasie paru godzin lekcyjnych. Czyli - mamy problem.
Pozdrawiam
@ jazgdyni
Dokładnie tak jest!!! Pozostaje jeszcze charakter, albo może usposobienie, temperament, który staje na przeszkodzie w słuchaniu, roztrząsaniu i dociekaniu. Wielu na tym poziomie wysiada. Ten element też trzeba w sobie utemperować. A w ogóle, to przede wszystkim trzeba chcieć.
Czyli punkt wyjścia mamy już dogadany. Teraz kwestia czytania, słuchania i, jak Imciu mówi, przetwarzania. Ale musimy też wiedzieć, że syntezy prawdopodobnie nie zrobi nikt z wyżej wymienionych, lecz tego dzieła dokona zupełnie ktoś inny. Nowy Koneczny musi się dopiero narodzić i wychować na tym, co zrobili jego poprzednicy. A więc ktoś inny spije wypracowaną przez nas śmietanę. Ale taka jest prawidłowość rozwoju. Ten problem znakomicie był rozumiany w II RP, zanim komuna pożarła nasz punkt odniesienia i logikę naszych dziejów. Jedno pokolenie pracuje dla drugiego po to, by trzeciemu żyło się lepiej i racjonalniej. Mistrz nie może pożerać swego ucznia, lecz odwrotnie, musi dać mu szansę być lepszym od siebie. I to jest istota mistrza i istota szkoły.
W naszym zduraczałym czasie, mimo wszystko najlepiej pisać książki, które dziś nie są czytane, ale zatrzymują na dłużej myśl i stawiają jakieś fundamenty. Komputer jest narzędziem. Zresztą, każdy powinien wypowiadać się w takiej formie, jaka mu najbardziej odpowiada i w jakiej się najlepiej czuje.
Pozdrawiam serdecznie
Cześć
Też cenię te osoby wymienione na liście. Dziwi mnie brak Rafała Ziemkiewicza w chwili obecnej dla mnie najtęższego umysłu zdolnego do oceny i syntezy. Głównie w swoich książkach. Bo na swoim podkaście na YT, jak wszyscy dużo gada o bierzączce. Lecz robi to dobrze.
Wszystkiego
Rzecz charakterystyczna, Autor z błędami korwinizmu wcale się nie rozprawia. Nie przedstawia też rzekomo sprzecznych z nim myśli pana Bartosiaka. Jest całkowicie gołosłowny.
Moim zdaniem uczciwość pana Surmacza nie podlega dyskusji. Co więc nim kieruje? Autor, zdaje się, całe życie spędził w kraju, w którym władza „współpracowała” z ludem przez samowolne narzucanie mu swojej wizji, traktowanie jako zasobu. Tak było za Sanacji, tak było za komuny. Pan Surmacz jest wrogiem PRL, lecz raczej zwolennikiem ustroju powstałego po przewrocie majowym. To są ramy, w których jego myśl jest uwięziona. Nie zauważa podobieństw, a wszystko poza nimi traktuje wrogo. Nie potrafi jednak tego przedstawić.
Rany Boskie Jabe! Chyba po raz pierwszy poważnie muszę się zatrzymać i zastanowić nad Twoim komentarzem. No, no, no...
Pozdrawiam
Skoro wolny rynek jest zły, to po co społeczeństwu samodzielność.
BTW
Niech pisowskie idee i styl życia z podkarpackiego zostaną tam gdzie są, od Wielkopolski z tym wara.
Tam do Mazura słyszałem zaproszenie; youtube.com
Jeżeli zbyt szybki to taniec dla Europy, znamy wersję Kujawiakiem zwaną, jest co przekazać; youtube.com,
Pozdrawiam serdecznie.
A śledziłem tegoroczny, śledziłem z duża frajdą. Wygrał mój faworyt. Nie mogę jednak zapomnieć zwycięzcę poprzedniego konkursu Seong-Jin Cho. Nie jestem aż takim znawcą muzyki, a szczególnie muzyki Chopina, ale Cho przemówił do mnie w jakiś sposób szczególny. Tak, jakby prosto od źródła.
filmiki z konkursu z takimi barwami. Ciepło było na duszy.
A ja nie śledziłem, mimo że jestem oszalałym fanem muzyki. Przyczyna prosta i banalna - nie lubię dźwięków fortepianu. Ciekawe... klawesyn lubię, organy kocham za moc i potęgę, a fortepiany w każdym stylu, no, może jako akompaniament nie brzmią mi dobrze.
A ja mam na odwrót: organów nie lubię (ale w kościele, mogą być) a klawesyn mnie wręcz drażni. Natomiast fortepian, to niezwykła gama, piękno. W rękach mistrza jest czymś wręcz nieograniczonym.
Czy można inaczej, wykonanie, klimat nieomal wszystko; youtube.com
;-)
Cześć Ryśku.
Chyba rozmawialiśmy o tym. Lecz - o dziwo - sporo racji mają panowie Jabe i z Wielkopolski - brak jasnej konkluzji bitwy JKM vs. Bartosiak.
Głębszy komentarz, jak czas się znajdzie.
Uściski
Witaj
No nie... Jabe, wielkopolski... z zasady ich komentarzy nie czytam. Po co aż tak się wysilają nie mam pojęcia. Z nimi nie ma żadnej rozmowy, ma być tylko je... i tyle. Masz chyba zły dzień.
Moim zdaniem tu nie ma żadnej bitwy i o czym dyskutować: Korwin rozwalał, jak Balcerowicz, tylko na inną modłę, Bartosiak próbuje scalać i organizować myślenie. A więc destrukcja i konstrukcja.
Oni ciebie czytają, bo mają szacunek do ciebie, co z kolei im się nie podoba.
Widzisz - dla mnie Jacek Barosiak w swoich syntezach nie ogarnia jak najszerszego zakresu rzeczywistości człowieczej, w tym polskiej. On, to przyznaję, zajmuje się dużymi obszarami. lecz ja chcę czegoś, powiedzmy, formatu Konecznego. W wersji popowej, to robi to wyłącznie Ziemkiewicz. A Korwin to wybitny cynik z potężnym poczuciem własnej wyższości.
Na razie
Nie czytam wypowiedzi pisowców dlatego, że darzę ich szacunkiem, ale dlatego że chcę wiedzieć z pierwszej ręki jakim meandrami podąża ich "logika"
Janusz, co się z Toba dzieje? Przeczytaj poniższy komentarz wielkopolskiego i dostaniesz odpowiedź, że nie warto wypowiadać się z kogoś. Dobrze znam "poznaniaków", wychowywałem się z nimi. Akuratnie WZ jest typem niemieckiego wielkopolanina, tak, samo jak mamy Ślązaka niemieckiego. I nic na to nie poradzimy. On nawet nie potrafi odróżnić pisowca od peowca. Jak się raz zakoduje, tak po prusku, to tak będzie do końca życia. I fertik.
Jak widać na załączonym tekście, masz blogerze problem z przyswajaniem faktów historycznych.
Szczepienia były obowiązkowe, niektóre ogólnopolskie, niektóre na wybranych obszarach.
Za uchylanie się od szczepienia groziła grzywna w przeliczeniu na obecne warunki około 6000 PLN, a agitatorzy antyszczepionkowi lądowali w mamrze.
Prof. Góralczyk znany z wstępów w Tok Fm i TVN 24 promowany na NB.
Czy tezeuszek i gośka wyrazili na to zgodę?
Pisząc krótko, byłem represjonowany przez komunę od lat dziecięcych.
O!!! Mamy też kilku genialnych profesorów: Góralczyk, Nowak i kilku innych.
Ogromny materiał. Do analizy potrzebne jest jednak jakieś ukierunkowanie, postawienie pytań, problemów. Takich facetów potrzebujemy w rządzie i dyplomacji.
Waszmość, postaw jakieś zagadnienie.
Polityki nawet w państwach, lepiej stojących organizacyjnie niż RP, nie robią profesorzy, niekiedy, co najwyżej są kamuflażem dla faktycznych macherów.
Większość najlepszych dyskusji i debat, dokładnie w temacie tego, czym się tutaj właśnie zajmujemy, odbywa się w Radiu Maryja, IPN Tv (Oraz na paru osobistych kanałach). Wszystko to można obejrzeć i posłuchać na podcastach, na You Tube.
Szczególnie polecam, jako ważną o czym tu mówimy, konferencję na RM.
youtu.be
Zwłaszcza jak gremium radiomaryjne dojdzie do wniosku iż obowiązkiem małżonki jest zaspokajanie chuci, pijanego małżonka.
Realizacja tego obowiązku cnotą niewieścią się nazywa.
Myjecie się chociaż?
Ale nawet gdybyś się jazgocie szrobrem wyszorował to i tak nie masz szans.
I dla porównania: Aldi planuje otwierać w Polsce 60-70 sklepów rocznie. I to zupełnie bez debat w radiu aldi oraz transmisji internetowych AldiTv. Dziwne, jak oni to robią zupełnie bez debat?
A może inaczej: może przemądrzy dyskutanci powiedzą, jakie to nowe aplikacje powstały ostatnio (no, w ciągu pięciu lat na przykład) na młodzieżowe smartfony, by szczuny mogły się gapić w coś innego od instastories? Druga ErPe? Pokolenie Jotpedwa? TuPolskiSklep?
A można przeczytać raport z prac podkomisji?
Trudno na ten fragment nie zwrócić uwagi. Góralczyk go tu nie rozwija. Ale myślę, że chodzi o diasporę i niepisane hasło: "wszyscy Chińczycy na całym świecie pracują dla swojego państwa". Stąd te kradzieże technologii z obszarów niegdyś bardziej rozwiniętych.
W posolidarnościowej Polsce też chciano zrobić coś takiego, flejostwo i brak konsekwencji rozwaliło wszystko. Ale w II RP było zupełnie inaczej. Warto w tym względzie zwrócić uwagę na polski system wywiadowczy w czasie II wojny. W tym czasie w polskim społeczeństwie nie było podziałów, na my i oni, każdy zbierał informacje i przekazywał je do struktur konspiracyjnych. Nawet dzieci - a może zwłaszcza dzieci. Powstało Polskie Państwo Podziemne - fenomen solidarności i operatywności Polaków.
Ponadto identyfikacja z własnym państwem młodych Chińczyków rośnie. Nie rośnie w Polsce, Polakom wypłukano dumę narodową i wiedzę historyczną.
W polskiej myśli jest wiedza, że tylko Chińczycy mogą powstrzymać Rosjan w ekspansji na Zachód, a zwłaszcza na Polskę. Ale, jak przypomnę sobie pierwszą wizytę Dudy w Chinach i filmik pokazujący, jak w kilku samotnie ślizgają się po Murze Chińskim, to ręce opadają. O Góralczyku nawet k... nie pomyśleli. Przecież nam potrzebne są instytuty wyspecjalizowane w badaniu: Niemiec, USA, Rosji, Francji, Anglii, Korei, Japonii, Chin. Musimy mieć mózgi, a nie ślizgające się buty i społeczeństwo, które wszystko ma w d. i chce się tylko bawić. Mamy trochę amerykanistów, trochę znawców Rosji, Francji, Niemiec, ale to wszystko jest doraźne. Instytuty Wschodnie i zachodnie, które mamy, są niewystarczające. Nie wystarczy znajomość języka angielskiego, który pozwala pogadać lub kupić piwo, ale potrzebne są: japońskiego, koreańskiego, chińskiego, itd. W II RP np. mieliśmy dobrą sinologię. Dziś propagowany jest argument, że Chiny są komunistyczne. I to wystarczy, dla uspokojenia.
Tematów, które poruszył Góralczyk jest dużo. To facet, który aż się prosi o szefostwo instytutem sinologicznym. Między poszczególnymi instytutami musi istnieć też wymiana myśli, i dążenie do syntezy w kontekście polskim. No, nie da się nadrobić tego braku tradycyjnej inteligencji, którą wymordowano. Nie da się!!
Pozdrawiam
Panie Surmacz, może Pan raz zejdzie z chmur do konkretu i powie, CO TO ZNACZY identyfikować się z własnym państwem gdy każda zmiana władzy pluje i depcze poprzednią, a siebie nazywa jedyną prawdziwe polską... do czasu zmiany?
Z czym mam się identyfikować? Konkretnie, bez ściemy okrągłych frazesów o historii sprzed stu lat. Z czym?
Gdy premier wyznacza datę (datę!!!) jazdy milionem polskich samochodów elektrycznych, a blisko tej daty zmniejsza ją do ćwierci importowanych, a w dniu tej daty ogłasza za rok wbicie pierwszej łopaty pod fabrykę, a po upływie tegoż roku okazuje się polski samochód będzie w całości z importu ponieważ przed 15 laty straciliśmy kompetencje w dziedzinie budowy samochodów... to z czym ma identyfikować obywatel? A z czym inżynier? A z czym ojciec? A z czym rodzic-projektant przyszłości swoich dzieci?
Bo ja Panu chętnie odpowiem: z niczym.
"Ja się nie dziwię, że ludzie dzisiaj bardzo się niepokoją o inflację, bo jak patrzą na poprzednie rządy Platformy, PSL czy SLD, to żadnych pakietów antyinflacyjnych nie było".
Mógł tez zarzucić poprzednim rządom, że nie zajmowały się pandemią i dopiero teraz mamy wspaniałe sukcesy na tym polu. Tylko pięćset zmarlych dziennie, nie jak za poprzednich rządów, nic nie znaczące zero.
P.S.
Nawet jak ciasto upieczesz to będzie lepiej .
Możesz też nauczyć się grać na mandolinie , patrz jaka fajna , wiesz jak obłędnie brzmi? I nie wygląda jak kniutnia Hołdysa .
reverb.com
No to teraz napiszę coś, co tu wielu powali. Przez cały w. XIX i trochę XX przeszliśmy przez kulturowe piekło. I na tej bazie stworzyliśmy na swój użytek wyidealizowaną Polskę - w literaturze, na polach bitew i w zamkniętych domach. Dzięki jej istnieniu i odwoływaniu się do niej, polskość trwała w formie niezniszczalnej, jak Bóg. Dzięki temu mogliśmy próbować odzyskiwać niepodległość, trochę na sposób religijny, a trochę wojskowy. Ta ideologizacja istnieje do dziś i dziś tak samo nie sposób jej zabić, jak nie sposób zabić Boga. Po 1918 r. na 20 lat dostaliśmy swoje niebo. Mit wyidealizowanej Polski po katolicku zmartwychwstał i został dobrymi zgłoskami zapisany w historii. W II wojnie wykańczano twórców tej Polski, bo każdemu przeszkadzał sukces Polaków, którzy w ciągu jednego pokolenia zdołali zniweczyć to, co zaborcy robili przez pięć. I to był wyrok. Ideał stal się rzeczywistością. Dlatego też komuna tak głęboko zakopała II RP, aby nikomu nie przyszły do głowy porównania: zwycięstwa i klęski.
Jeżeli ktokolwiek swoją polskość odnosi do jakichkolwiek rządów i swoją identyfikację warunkuje spełnianiem swojej wizji, otrzymaniem dotacji itd., to nie rozumie czym ona jest. Innymi słowy, rząd, czy poszczególne rządy to jeszcze nie Polska. Nie można odnosić się do rządu i swoje niezadowolenie przenosić na Polskę. To dwie zupełnie różne sprawy. I właśnie tego, powszechnie się nie rozumie.
I teraz "szata państwa"... Ogólnie zgoda, ale ściślej, argument: "a z jakim państwem my mamy się identyfikować?" jest kompletnie bez sensu, bo to pytanie niewolnika. Oczywiście, mamy identyfikować się tylko ze swoim, jak Anglicy, Francuzi, Niemcy, Amerykanie, Turcy itd. identyfikują się tylko ze swoim. Ale rozumiem, że jest to porównanie. Dalej... "mamy tysiącletnią tradycję, więc nie musimy słuchać pouczeń Europy". Tysiącletnia tradycja upoważnia nas do zajmowania racjonalnego stanowiska i postawy godnościowej, a jednocześnie obliguje do ciągłej nauki i uwagi politycznej. Nikogo nie musimy słuchać, lecz w razie potrzeby z każdym negocjować. Własną drogą możemy iść w każdej chwili, z tym, że jak pójdzie nią kilkuset, to nikt nie zechce z nami gadać. A gdy tą drogą ruszy załóżmy 10 mln, to i komunę można obalić. I teraz nie po to owi ONI zlikwidowali polską inteligencję i zacierali ślady posolidarnościowe, tak samo jak po II RP, aby Polaczki znowu podskakiwali. Dziś odczuwamy skutki wszystkich błędów, ale obrażanie się za to na Polskę, to przyznasz Waszmość, że to nieporozumienie i własnoręczne kopanie grobu własnej ojczyźnie. Nie schodźmy na poziom myślenia człowieka zagubionego.
Co do Bartosiaka, kim by on nie był, na polską scenę polityczną włożył zupełnie nową jakość. Dotychczas był to kosmos, teraz zaczynamy rozumieć na czym polega polityka, nasze położenie i w jakiej sytuacji jesteśmy.
Mogę poprosić o link do Bartosiaka?
Waszmość, dałeś krok w tył. To dobrze. Ale nadal używasz zbyt szerokich kwantyfikatorów. Państwo ma 1000 lat z przerwami. Czy te 1000 lat można określić jak państwo chanuki? No, zdecydowanie nie. Owszem, można napisać, ze TEN rząd mi całkowicie nie odpowiada, że TEN rząd się do niczego nie nadaje, nie jest rządem polskim, że popełnia błędy itd. Natomiast nie można go też utożsamiać z państwem. Każdy rząd odzwierciedla kondycję społeczeństwa w danym okresie - także nie narodu, lecz społeczeństwa. A Polska, to państwo i naród. Jeżeli nie uregulujemy tych terminów, jeżeli nie oddamy im właściwego znaczenia, niczego nie zbudujemy. Wszystko, wszystko - pozostanie na poziomie niechęci, wrogości i wsadzania kija w szprychy. A to nie ma żadnego sensu. Polska to jest ten właściwy punkt odniesienia, który skłania do naprawy, do wysiłku przeciw kłamstwu, złu itd. Najpierw Intuicyjnie wyczuwamy kiedy jest rząd jest dobry, a kiedy zły, potem, gdy nie jesteśmy w stanie go zmienić, płacimy różną daniną. Rządy upadają a Polska istnieje nadal.
Krzywda. I znów to samo... Jak spojrzymy na ostatnie 300 lat, to ilu znajdzie się takich, którym naprawiono krzywdy? A takich narodów, jak polski jest dużo na tym świecie. Wynoszenie krzywdy i czekanie na jej naprawienie, to zatrzymanie się w czasie. PRL wyczulił nas na krzywdę, ba, wyolbrzymił ją i skierował w stronę własnych, rodzimych elit. Dziś tych elit już nie ma, ale krzywda żyje życiem potrójnym. Kolonią, amerykańską, niemiecką, rosyjską będziemy dotąd dopóki nie pojmiemy, że nią jesteśmy i nie znajdziemy w sobie tyle sił, aby się z niej otrząsnąć. Jak na razie, to szkoła, nasza własna, przygotowuje i kształci takich małych niewolniczków i takich co to ledwie żyją i nic nie pojmują.
A Duda... Po zakończonej kadencji zobaczymy w co on dziś gra. Chyba rację mają ci, którzy powiadają, że u niego gen głupoty jest silniejszy niż genu rozumu. Za to przywitanie Żydzi każą sobie słono zapłacić.
A więc spokojnie, bo tutaj każda nerwowość jest złym doradcą. Pozdrawiam
Miejmy nadzieję. że biały wywiad Pałacu Prezydenckiego nie natrafi na ten wpis, bo się nasz... ups waszemu Prezydentowi zrobi przykro.
Kiedyś to były czasy.
Witały go transparenty błogosławiące łono które go nosilo i piersi które go wykarmiły, a teraz!!!
Łaska elektoratu na pstrym koniu jeździ.
Pan z pewnością mi nie odpowie, ale mniejsza z tym: Pan mi nie odpowiada, ja nie kupuję Pańskich książek, jest sprawiedliwe.
"Tysiącletnia tradycja upoważnia nas do zajmowania racjonalnego stanowiska i postawy godnościowej, a jednocześnie obliguje do ciągłej nauki i uwagi politycznej" - postuluje Pan, by z najwyższym szacunkiem nosić pod sercem obrączkę z wygrawerowanym imieniem ukochanej gdy ta regularnie wali w rogi i puszcza się nawet na ulicy, na asfalcie...
Nawet kodeks kanoniczny, mówiąc o nierozerwalności pewnych relacji, warunkuje ich powstanie koniecznością zaistnienia obowiązków wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych. A gdy tych obowiązków się nie przyjmuje i nie przekazuje w stopniu równym, to obrączka staje się tulejką.
Dziękuję.
Osłuchałem rozmowę Sikorskiego z Bartosiakiem i Zychowiczem i nie mam takich odczuć. To jest rozmowa. Ja może jestem już uodporniony na propozycję sojuszu z Niemcami, bo zanim przeczytałem zychowiczowe bajania, to wcześniej przeczytałem Łojka, Agresja 17. września i tam też proponował, chyba jako pierwszy, taka samą opcję. Bartosiak z punktu widzenia geopolityki zajmował racjonalne stanowisko. Musimy się nauczyć geopolityki, bo w niej nie m sentymentów. Bez tej umiejętności w dzisiejszym świecie jesteśmy dziećmi. A Sikorski, jak to Sikorski, w tej rozmowie wypadł blado i trochę podle.
Jazgdyni podesłał mi link na YT do rozmowy Ziemkiewicz, Lisicki, Wildstein i Karnowski, ale nie zdążyłem, bo została zbanowana, Szkoda.
Pozdrawiam
Musimy się nauczyć geopolityki, bo w niej nie m sentymentów. Bez tej umiejętności w dzisiejszym świecie jesteśmy dziećmi.
No właśnie - musimy się nauczyć... Słowo geopolityka jest fajne i nobilitujące wypowiadającego je. Prawie jak wojna hybrydowa. Gdy starałem się zwrócić uwagę red. Rafałowi Brzeskiemu, że jednak niewłaściwie użył tego terminu, to omalże nie zostałem wywalony z portalu niepoprawni.pl.
Jest wiele nowych pojęć obecnie w obiegu. Jacek Bartosiak, często swobodnym przekładem używający amerykańskiej terminologii, zapładnia dyskursy w sposób rekordowy.
Starałem się Ryszardowi podpowiedzieć, że prognozowanie geopolityki to działanie z teorii systemów i to w zakresie dynamik nieliniowych. Pozwolę więc przytoczyć tu, co Mu napisałem.
"To nie są proste sprawy - czym zajmuje się pan Jacek B. Zacząłem zawodowo zajmować się mikro geostrategią ( na przykład - gdzie dokładnie znajdzie się dziób statku, gdy wieje wiatr SSW 6 B (12 m/s), fala max jest 2 mtr, kierunek falowania WE, prądy wiatrowe o sile x Sv, a ja posiadam zdolności - 2 silniki główne ze śrubami nastawnymi, dwa stery rufowe, stery strumieniowe na rufie i dziobie + ster azymutalny na dziobie, oraz zanurzenie 7 mtr, masa stała, przechyły poniżej 2 stopnie, precyzja lokalizacyjna geo poprzez DARPS - 0,7 mtr).
Takiego zadania nie udaje się rozwiązać matematyką tradycyjną. My, tu norweski koncern Kongsberg, gdzie się długo szkoliłem - twórca "mózgu" Tomahawk'ów, jako pierwsi stosowaliśmy Filtry Kalmana.
[ Filtr Kalmana możemy wykorzystać w każdej aplikacji, w której występuje obniżona wiarygodność informacji nt. parametrów układów dynamicznych. Wówczas możemy także przewidywać, jakie zdarzenia mogą wystąpić w następnej kolejności. Dzieje się to na podstawie dotychczas zebranych informacji. Uwzględnia się wówczas wiele czynników warunkowych, które mogą się zmieniać i mieć znaczący wpływ na wynik działania układu automatyki, w którym filtr Kalmana jest zaimplementowany. ( botland.com.pl ]
Więc jeśli analizy Bartosiaka mają wysoki procent prawdopodobieństwa, to musi on znać matematykę chaosu, a w tym analizy dynamiki o dużej ilości parametrów wejściowych i niskiej wiarygodności temporalnej dynamiki zdarzeń. Albo mieć w zespole matematyka/automatyka + twórcę algorytmów + programistę. Zakładam, że on ma i dzięki swojej inteligencji jest w stanie wszystko ogarnąć. Mimo tego ciągle wydaje mi się, że on w swych prognozach pomija parę istotnych elementów losowych, które już chaosem deterministycznym nie są."