Ale jest też w tezie Nietzschego inna prawda. Taka oto, że Bóg chrześcijan zawsze staje po stronie słabych i krzywdzonych. Nie identyfikuje się z potężnymi i tymi z sukcesami, choć przecież ich nie odrzuca. Sam w osobie Syna, zdecydował się na słabość i cierpienie. To zwrócenie się do 'słabości', do ludzkiego bólu, do cierpienia, to postawienie tego w centrum uwagi wyrażające się poprzez znak i znaczenie krzyża (jakże chętnie usuwanego z przestrzeni publicznej), jest może tym, co dla nas będzie jedyne, gdy sami, miotami prądami życia, znajdziemy się w takiej sytuacji. Ale póki co, świat ma dla nas recepty na powodzenie.
Więc.. da się żyć bez Boga. Bóg nie jest do niczego potrzebny, gdy wszystko idzie w miarę jako tako. Już zupełnie zbędny się staje i przeszkadza, gdy odnosimy tak zwany sukces. Gdy mamy wiele, władzy, zasobów, dobrych relacji, przyjemności, seksu, miłości od ludzi. Gdy nasza pozycja wśród innych zaczyna nas wynosić w górę. Gdy - życie nam udaje się.
I gramy w grę Jordana Petersona, to jest zbiór zasad "jak być powinno" sformułowany świadomie lub nieświadomie do ostatniego szczegółu i tak długo, jak bilans tego, co powinno i tego, co jest, wypada pozytywnie, tak długo cierpienie jest pomijalne i da się żyć - samemu, to znaczy, bez Boga.

Ale na czym właściwie miałoby polegać "życie z Bogiem"? Na czym polega chrześcijaństwo? Ten zbiór odpowiedzi - że na chrzcie, chodzeniu na nabożeństwa, na intelektualnym przyjęciu za prawdziwe stwierdzenia, że Bóg w trzech osobach istnieje - możemy odłożyć na półkę z etykietą "to za mało". No bo czy takie "życie z Bogiem" rzeczywiście zmienia człowieka? Czy go jakoś zabezpiecza? Przed tragedią krzywdzenia innych? Przed tragedią krzywdzenia siebie? Choćby uzależnieniem czy samobójstwem? Przecież nie.
Więc życie z Bogiem polega być może na powiedzeniu: "Wiesz co, Panie Boże, ja mam już dość. Zostawiam i oddaję Tobie całe swoje życie. Wszystko co mam, czym jestem. Ty mną kieruj w każdej decyzji, w każdym aspekcie. Ty mną 'rządź'. Chcę tylko robić to, co Ty chcesz. Oddaję Ci siebie".
No ale takie stwierdzenie brzmi trochę głupio. Wynika bowiem z niego, że człowiek czyni się niewolnikiem, może bardziej robotem, narzędziem, bo przecież nie podmiotem, samostanowiącym o swoim działaniu, o swojej drodze, o swoich wyborach. Nie sposób nie przytoczyć tu słów Jezusa z Nazaretu "Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego".
Jest zatem robotyzacją człowieka i niewolnictwem całkowita rezygnacja z własnych motywacji, z własnych uczuć, z siebie samego na rzecz - być może wyimaginowanego, a może prawdziwego - Boga? Przecież tak - odpowiemy. Przecież nie - możemy odpowiedzieć. Bo... czym jest wolność?
- Wolność to wolność od ograniczeń - odpowie ktoś. Ale czy będzie wolna ryba na trawniku przed naszym domem? Nie będzie. Ryba do wolności potrzebuje rzeki, jeziora, oceanu. A czy będzie wolny ptak, gdy go umieścimy głęboko w tym oceanie? Też nie będzie. Ptak do swojej wolności potrzebuje bezmiaru nieba, powietrza, no i od czasu do czasu miejsca by przysiąść i odpocząć. Do wolności zawsze potrzebujemy czegoś. Tej "materii", w której możemy być wolni. Bez niej, bez tej przestrzeni, otoczenia, środowiska wolność umożliwiającego, brak ograniczeń nie jest żadną wolnością. Żadną wolnością. Żadną wolnością.
Więc duży plakat na przystanku w moim mieście "Nie dajemy wiary. Dajemy Wolność" - kłamie. Bo reklamuje wolność OD religii. Ale co to za wolność? Oni nic nie dają. Oni chcą zabrać. Co? Być może to, co wolność podtrzymuje. Bo tym, co jest dla ludzkiej wolności powietrzem, oceanem, ziemią, które ją podtrzymują jest... - "razem". Może materią wolności człowieka jest właśnie "razem" z Bogiem? No ale to by trzeba jakoś sprawdzić, nie da się "policzyć".
W pierwszym podejściu jest to jednak "razem" z ludźmi. Przestrzenią wolności dla dziecka jest jego matka i ojciec. To dzięki nim i ich miłości dziecko jest wolne, choć przecież ta miłość nakłada też szereg ograniczeń. Ale te ograniczenia, jeśli pochodzą z miłości, są zawsze formułowane w jednym celu i kierunku, by dziecko wzrastało, było silne i szczęśliwe.
Później zakres "razem" się poszerza, o kolegów i koleżanki, współpracowników, sąsiadów, znajomych. Rozciąga się z czasem na społeczność lokalną albo nawet szerzej. Za każdym razem będąc tym samym - środowiskiem umożliwiającym nam życie lub krępującym je. Sprzyjającym nam lub nam zagrażającym. Poszerzającym lub umniejszającym wolność.
Mamy do czynienia z "razem" w rodzinie i społeczności albo mamy do czynienia z "oddzielnie" lub "jedno przeciw drugiemu". Czy nie tak czasem wygląda nasza rzeczywistość społeczna? Czy rosnąca liczba rozwodów i malejąca trwalszych małżeństw nie sugeruje, że "oddzielnie" zwane fachowo atomizacją społeczeństwa potężnieje i wypycha "razem"? Czy powszedniejące konflikty w społeczeństwie nie wskazują na więcej "oddzielnie" i mniej "razem"?
Ale z wiarą w Boga nie jest tak łatwo. Bo najbardziej oddaleni od niego są nie ci, do których udawał się Chrystus. Tak zwani "grzesznicy". Złodzieje, cwaniacy, ladacznice czy pomniejsi, chciałoby się powiedzieć po prostu, ludzie. Jest jeszcze jedna grupa. To ci, co formalnie wierzą. Co więcej, biorą często imię Pana Boga i używają je. Do czego? Do wszystkiego. Są przekonani, że mają do tego prawo. Są wierzący. Przecież to wierzący najbardziej, saduceusze i faryzeusze, skazali Jezusa na śmierć. Pijaczki, łaziki i grzesznicy, mamy prawo się domyślać, tego by nie zrobili. Więc to jest niebezpieczeństwo, wypowiadać się "w imieniu Pana Boga". Bo można zejść na straszne manowce. Powiadają - zgrzeszyć przeciw Duchowi Świętemu, a to... problem.
Więc tak długo, jak długo nam "idzie", możemy żyć bez Boga. Jak długo nam idzie jako księdzu, jako żonie, jako politykowi, jako zwykłemu człowiekowi. "Dajemy radę". Z życiem. Więc, szczerze..., po co nam Bóg? Do czego? Możemy odrzucić jego ofertę "razem", możemy od Niego "oddzielnie", sami.
Dlatego właśnie nie można przekonać niewierzącego. Bo choć można argumentować racjonalnie, to bycie "z Bogiem" nie jest kwestią intelektualną. Jest, trochę mistyczną, osobistą decyzją i płynącym z owej decyzji doświadczeniem życiowym. Ponieważ jednak "mamy wiele" jak ten młodzieniec, co się pytał Jezusa, co ma czynić, nie możemy być chrześcijanami. Nie możemy, bo to oznacza utratę. Tego co "mamy" sami. Tak naprawdę wszystkiego. Siebie przede wszystkim, choć może na końcu. Dlatego młody i bogaty odszedł zasmucony. I "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez 'ucho igielne' w murze miasta, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego" - głosił Nauczyciel. No bo łatwiej.
Ale wcześniej przytoczona gra, bo to jest podejście do życia nas wszystkich, czasem zaczyna iść źle. I zabiera nam, Bóg, los, otoczenie lub ludzie, to, co mamy. Pozbawia nas wszystkiego, co nam jest potrzebne. I na końcu zostajemy sami. To znaczy, znajdujemy się w "otchłani". I Robin Williams przerzucił sznur, włożył głowę w pętlę i kopnął krzesło. Podobnie postąpił wikary z małej polskiej wioski. Sześć tysięcy ludzi w Polsce, co roku, udanie przerywa swoje życie. Więcej udaje się uratować lub umiera wskutek dokonanej próby parę dni później. Czy możemy sobie wyobrazić tą liczbę? Szcześciotysięczne miasteczko. Wszyscy nie żyją, po roku.
Usuwamy sobie sprzed oczu rozmiar możliwej tragedii, bo to psuje nastrój. A tymczasem, może właśnie dla tych ludzi, życie BEZ Boga, życie jako osobiste i w istocie samotne mierzenie się z otaczającą rzeczywistością, stało się już - niemożliwe. Więc, gdy tracimy, nie narzekajmy. Dostrzeżmy w tym szansę. Na "wariacką" decyzję. Może to "odciążenie", które nas ścieśnia, tak iż możemy wejść, przez owo ucho igielne. Do miasta, do Boga, do wolności, którą daje to najbardziej pierwotne "razem". Razem z Bogiem. Bo On sam, wcale nie chce zrobić z nas robotów. Ująć nam naszej podmiotowości. Dokładnie odwrotnie. Jego intencją jest wielość i niezależność, która prowadzi do "razem". Bo "razem" podtrzymujące wszystkich, możliwe jest wskutek wolnych decyzji.
Więc nie znikamy my, rezygnując całkiem z siebie na rzecz Jego, co przecież wyrażamy w kółko, mówiąc: "Bądź wola twoja". Ale myślimy "Bądź wola moja". Odrzucamy "razem" z Bogiem, troszcząc się o siebie i siebie pragnąć zachować. Ale "kto chce zachować swoje życie, straci je". Więc może można zrobić taki eksperyment. Na własny rachunek. Zaryzykować na jakiś czas. Zobaczyć. Może zaczniemy głębiej oddychać? A może wcale nie. Paradygmat podejścia naukowego zaprasza do eksperymentów. Tych z dotychczasowym podejściem zrobiliśmy pewnie sporo. Może warto spróbować albo choćby pamiętać, że istnieje opcja, by... "żyć z Bogiem". Nie do końca przekładalna na język racjonalnej komunikacji. Niczego nie gwarantująca, w tym sensie, w jakim Pan Jezus wypowiedział "Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?". Ale jest, szansą i możliwością.
Bo życie z Bogiem to tak naprawdę, najsampierw, zwykła decyzja. Decyzja wbrew wszystkiemu, łącznie z samym sobą ("niech się zaprze samego siebie"). Decyzja, która utrzymuje nas "na torze i na ścieżce" bez względu na okoliczności. W ślad za tą decyzją idzie owo "razem", nieco szaleńcza - bo Bóg jest niewidzialny, niesłyszalny - relacja z Bogiem, której efekty we własnym życiu możemy obserwować. Więc może warto spróbować... żyć z Bogiem. Potestować - jak to jest, co się z tym wiąże. Jakie są wyniki.
Potem... będziemy odchodzić od tej relacji. I wracać. I możemy nawet zanucić "Cichy zapada zmrok", piosenkę która kończy się słowami:
Racz wysłuchać i strzec, moich nocy i dni.
Racz wysłuchać i strzec, wiernych powrotów mych.
Może warto, zaeksperymentować z owym "razem" z Nieskończonością, Miłością, Wiecznością... :)
Link do bloga pielgrzymkowego {TUTAJ}
Niżej jedna z piękniejszych piosenek-modlitw...
Na kolana przed purpuratami i kłaść na tace bo inaczej będziecie się w piekle smażyć.
Może dlatego iż w większości nie identyfikują się z tym co dotychczas funkcjonowało jako wiara w Jezusa Chrystusa.
Efekty sojuszu ołtarza z władzą zawsze opłakane są dla wiary. Przykład Hiszpanii, Irlandii, Włoch, Brazylii, Argentyny, Chile.
Kościoły w Polsce to miejsce oddawania czci rządzącej Partii, co mnie obchodzi jej interes?
youtube.com
buzz.gazeta.pl
Ja wprawdzie nie widziałam płonących kościołów lub deptanych krzyży,ale Sake zapewne tak, i to na protestach kobiet,bo po co by to pisała? A prześladowania chrześcijan u nas nie ma? Zabijania, wypędzania,palenia w kościołach - nie? Dziwne... Ale Sake już się postara o takie wstrząsające opisy makabrycznych scen na ulicach polskich miast i miasteczek.
Ja wprawdzie nie widziałam płonących kościołów lub deptanych krzyży,ale Sake zapewne tak, i to na protestach kobiet,bo po co by to pisała? A prześladowania chrześcijan u nas nie ma? Zabijania, wypędzania,palenia w kościołach - nie? Dziwne... Ale Sake już się postara o takie wstrząsające opisy makabrycznych scen na ulicach polskich miast i miasteczek.
Wielu osobom przypadkowo przeszły - niechcący - dwa jednakowe posty. Robienie z tego pośmiewiska i szyderstwa (jako jedynej treści swej wypowiedzi) nie świadczy o Pani za dobrze. Tym bardziej, że w okolichach Wielkanocy zarzekała sie Pani, jak to nikomu żadnej krzywdy nie robi, nie wyśmiewa i nie obraża. Kwiaty przed Panią rzucać w trakcie procesji... na pewno nie mniejszy hołd się należał, wedle Pani samej o sobie.
Więc proszę dosięgać standardów, które potrafi Pani o sobie napisać, a których nie potrafi dotrzymać.
Tric to koleś biorący zakładników. Podstawi Ci nogę albo wbije szpilę a potem założy okulary i będzie wytykał palcami, że bijesz okularnika. Przy okazji każdych Świąt udaje spoko gościa a kolejne osoby nabierają się na to. To jest specjalista od bicia kijem po prętach klatki by następnie wyśmiać Cię, że się wściekasz i przykleić łatkę oszołoma. Co do centrystki to nie jest upośledzona tylko zacietrzewiona podobnie jak zdzichu. O zamordowaniu ks. prałata Myszkowskiego pisała nawet wyborcza, więc nie wierzę, że @łasica jest nieświadoma efektów lemparcich seansów nienawiści. Były napaści, dewastacje. Problem w tym, że dla terrorystów jak zwykle zarówno grupy, w których imieniu się samozwańczo wypowiadają jak również ich właśni followerzy to tylko żywe tarcze, tak jak dla komunistów chłopi, robotnicy czy chociażby anarchiści, których potrafili tracić setkami tysięcy. I ważna sprawa. Dla takich osób jak tric czy @zdzichu można mieć tylko pogardę. Jak mówią dzisiejsi 20-latkowie: "Oni są skończeni". I nie chodzi o brak możliwości robienia kariery tylko zaprzedanie się fałszywej idei. Brną w ślepą uliczkę tylko zamiast ściany jest naprzeciwko ten ekran z orwellowskich godzin nienawiści. To są zombie po prostu. Chce pani dyskutować z zombiakiem?
Abstrahując od tego czy Lempart ma ,czy nie ma rację.
Proszę o wykazanie związku pomiędzy działaniem podpitego i nierozważonego kościelnego, który zabił swego pracodawcę, a produkowaniem się Lempart Marty.
Bo człowiek dojrzały dobrze wie, że mowa nie do kogoś, a o kimś, to prymitywna forma agresji. Do tego stopnia, że zajęcze serce nie ma odwagi napisac wprost i chce cos uzyskać manipulacją. Tym traktujesz Sake jak upośledzoną, której trzeba wytłumaczyć co i jak, bo sama nie wie jak rozmawiać. Tymczasem też jest dokładnie odwrotnie i pani Sake, z którą sie nie zgadzam w większości spraw, to jednak nie obgaduję jej na boku, tak jak ty mnie.
A na sam koniec wyjaśnię ci, że pogarda i brak szacunku są zerojedynkowe. Oznacza to, że gardzisz ludźmi wyłącznie dlatego, że czujesz to wobec siebie, nawet w sposób nieświadomy. Zastanów się więc lepiej nad sobą, bo w tej swojej krótkiej wypowiedzi okazałeś się z bardzo niedojrzałej strony.
To raczej nie jest kwestia braku odwagi, bo niby czym miałbyś mi kolego, zaszkodzić. Chodzi raczej o głęboką niechęć. Napisałeś kiedyś słowo pokraka i ja o tym pamiętam i nie zamierzam każdemu z osobna tłumaczyć powodów mojej niechęci. Więc wyjeżdżanie mi z psychologizmami o pogardzie to w Twoim przypadku miecz obosieczny raczej. Nie podejmuję również dyskusji bo sam nie ujawniasz własnego stanowiska a zazwyczaj krytykujesz lub wyśmiewasz cudze. Jakie Ty w ogóle masz poglądy o ile je masz? Zarzut agresji. Naprawdę, nic sobie na tej płaszczyźnie nie masz do zarzucenia? - mam na myśli to forum. Cóż, jeśli tak to gratuluję mechanizmów obronnych. Jeśli mają wpływ na fizykę wokół Ciebie to jesteś pewnie domorosłym Jedi. BTW Imputowanie mi projekcji nie jest już zbytnio błyskotliwe w świetle oklepanego schematu, iż np. homofobami są nieświadomi homoseksualisci. Rzekłbym, że ta nomen omen pałka dosyć się już zużyła. Zarzut manipulacji niemal mnie rozczulił. Niemal.
@zdzichu Neguje pan lemparcią Kristallnacht co jest analogiczne do negowania innych zbrodni z nienawiści. Zamordowano katolickiego kapłana po kampanii nienawiści wobec Kościoła. Proszę sobie w to miejsce podstawić np. rabina i antysemityzm - jaki byłby krzyk. To, że sprawca był pijany to w Pana środowisku czynnik usprawiedliwiający? Cóż, jeśli pogarda to niechęć połączona z poczuciem wyższości, to ja czuję pogardę wobec prezentowanej przez pana postawy, tak mniej więcej od czasu jak umieścił Pan ten filmik z hienami. Zawistnik z pana i frustrat, co nie znaczy, że odmówiłbym Panu szklanki wody czy talerza zupy w potrzebie. To samo się tyczy @centrystki. Na talerz zupy zawsze możecie u mnie liczyć ;)
Wspaniały, wręcz klasyczny popis nienawiści i pogardy dla kogoś,kogo się w życiu na oczy nie widziało,ale nie jest "z naszych",więc trza go zgnoić ile wlezie i ile wytrzyma Admin,żeby nie zbanować za obrażanie.Jakież to typowe dla niektórych "komentatorów", którzy poza hejtem nie mają nic merytorycznego do powiedzenia.
Ale rozmowa nie polega na tym, że gdy ktoś nam wytknie potknięcie, to musimy szukać sposobu, by mu odwinąć. Można podziekować, że dostało się takie swoiste sprzeżenie zwrotne i przyjąc krytykę jako coś dobrego, na co się samemu nie zwróciło uwagi. To jest dojrzałe widzenie samego siebie.
Więc jeśli Centrystka zrobiła coś niestosownego - w Pani ocenie - to można jej to uświadomić i to będziee bardziej dosadne od szukania sposoby do walnięcia.
Wreszcie wiemy - i to jest z pewnością najbardziej szokujący aspekt - że część katolickiej hierarchii jest również obecna w tym planie, który w Jorge Mario Bergoglio znajduje posłusznego kaznodzieję pandemicznej narracji i głównego sponsora szczepionek, co zrobił nie wahając się przed zdefiniowaniem szczepienia jako „obowiązku moralnego” pomimo bardzo poważnych etycznych i religijnych zastrzeżeń, jakie się z tego wynikają. Bergoglio odbył rozmowę z watykańskim ekspertem Domenico Agasso, w rozmowie zebranej w książce zatytułowanej "Bóg i świat, który nadejdzie", aby zalecić masom podanie terapii genowej i zapewnić autorytatywne i niefortunne poparcie dla ideologii globalizmu.
Od marca ubiegłego roku Stolica Apostolska okazała się doskonale dostosowana do planu globalizmu, nakazując zamknięcie kościołów, zawieszenie celebracji i udzielania sakramentów. Gdyby tak się naprawdę nie stało i rzeczywiście usłyszano zdecydowane potępienie tego antyludzkiego i antychrześcijańskiego projektu, przywódcom Kościoła katolickiego trudno byłoby zgodzić się na poddanie tłumów absurdalnym ograniczeniom natury wolności, w imię nie tylko ideologicznego zniewolenia, ale oczywiście także ekonomicznego i społecznego.
Nie zapominajmy, że jako odpowiednik utraty wiernych w kościołach i wynikającej z tego drastycznej redukcji ofert na Konferencje Episkopatów, koniecznie musi istnieć alternatywna forma finansowania, której nie będziemy długo odkrywać. Myślę, że nie jest niczym zaskakującym, że w tej operacji nie brakuje ani komunistycznych Chiny, ani de Rothschild, ani Billa i Melindy Gates (którzy, jak dowiedzieliśmy się z autorytatywnego źródła, otworzyli konta w IOR), ani sieci samozwańczych partii i ruchów demokratycznych oraz są międzynarodowej lewicy - posłusznej ideologii globalistycznej.
Z drugiej strony, Wielki Reset przewiduje ustanowienie powszechnej, ekumenicznej, ekologicznej i maltuzjańskiej religii, która postrzega Bergoglio jako swojego naturalnego przywódcę, co zostało niedawno uznane przez masonerię. Adoracja pachamamy w Watykanie, porozumienie z Abu Zabi, Encyklika Bracia i nadchodzący szabat w Astanie - wszystko to idzie w tym kierunku, kończąc ten nieubłagany proces rozpadu Kościoła, który rozpoczął się od Soboru Watykańskiego II.
xn--niepodlegy-i0b.pl
Jak długo istnieje chrześcijaństwo, tak zawsze ludziec szukali pociechy i schronienia w Kościele, tak było w czasach wojen, czy zarazy - takiej prawdziwej, a nie "plandemii". Odkąd rok temu Bergoglio pozamykał kościoły i ograniczył dostęp do liturgii i sakramentów okazało się, że wiara to jest wlasciwie taki sobie event, rodzaj hobby, bez którego można się doskonale obejść. Dla mnie to było jak cios obuchem, to i postawa purpuratów straszących wiernych piątym przykazaniem, którego złamaniem okazało się być uczestnictwo we mszy. To, czego dokonać na przestrzeni wieków nie udało się nikomu, tego w rok dokonał konserwtywny rząd PIS przy pomocy kleru. Dziwić może tylko, jak łatwo to poszło...
"tego w rok dokonał konserwtywny rząd PIS przy pomocy kleru."
Rząd PiS to tylko jeden z wykonawców globalnej doktryny. Inne rządy robią to samo.
Gdyby rządziła PO byłoby dokładnie to samo. Może byliby nawet bardziej gorliwi, kto wie?
Mam nadzieję, że przeczytałaś linkowany tekst Abp. Vigano'. Daje nadzieję.
Totez zapomniałam słowo "konserwatywny" ująć w cudzysłowów, bo pisałam to słowo z ironią.
" zapomniałam słowo "konserwatywny" ująć w cudzysłowów"
Teraz wszystko jasne :)
"choć mam wątpliwości dlaczego Kosciół tak gładko na tę pozycję przeszedł."
Ja nie mam żadnych wątpliwości dlaczego.
Ponad 10 lat temu napisałem notkę, która bardzo dużo wyjaśnia i jak widać, to co napisałem sprawdza się.
Polecam, dużo się dowiesz spiritolibero.neon24.pl
PS. I proszę nie mówić mi "pan". W blogosferze te formy nie obowiązują.
To mały fragment listu arcybiskupa Carlo Maria Viganò.
Polecam całość na mojej stronce xn--niepodlegy-i0b.pl
Też tak macie?
"Upodlony" to ty jesteś. Przez Astrę, Oparę, Gavrylienkę.
Mało ci?
"Czy ten arcybiskup aby Cię nie niepokoi..."
On nie ale to co pisze bardzo.
"gdy trzyma w objęciach różnych Degolado,kard.McCormików i innych zbrodniarzy w purpurach i fioletach."
Porównujesz Vigano' do pedofila? Przecież to właśnie Vigano' napisał słynny list, w którym go demaskował.
Rozumiem, tezy są dla ciebie nie do przyjęcia więc zaczynasz kwestionować moralność Autora.
Jak tam twoje wi-fi między mózgiem a telewizorem?
Dzięki za troskę,ale myślę, że mają się lepiej od Twoich.
Istota sprawy tkwi w tym, że ta cała pandemii polega na wierze właśnie, a z wiarą, a zwłaszcza z fanatykami się nie dyskutuje. To się nazywa siła sekty.
Wiara w co: że żadnej pandemii nie ma, to zwykła ściema (czyja?),żeby zawładnąć naszym wspaniałym światem? A szczepionki są po to,żeby nas wszystkich prędzej wykończyć? Czy wiara w cuda; jest pandemia,ale Miłosierny Bóg nas przecież uratuje. Jeżeli to pierwsze, to skąd się wzięły te setki milionów, a właściwie ju miliardy fanatyków wierzących w nieistniejącą.pandemię? A do tego jeszcze rządy wszystkich państw świata,Kościół Katolicki i inne Kościoły. Znałaś taki przypadek w historii ludzkości, żeby jej 95 % dało się omamić jakiejś bzdurnej bajce? Tylko, błagam: nie mów,że przecież internet,cała elektronika w służbie rozpowszechniania wiadomości, informatyka i t.p.
A kto ci powiedział, że 95% ludzkości wierzy w tę "pandemię"?
Roznie bywało w historii. Od kapłanów w starożytnym Egipcie "wywołujących " zaćmienie, przez "rewolucje pastuszków " i "tancerzy" w Średniowieczu, audycje radiową Orsona Wellsa "Wojna Swiatow" w 1938r, ktora po raz pierwszy uzmysłowiła jaka siłę wpływania na umysły ludzkie mają media. Ta audycja wywołała taką panikę, że ludzie uciekali, gromadzili się w Kościołach, a nawet odnotowano przypadki samobojstw. Ludzie uwierzą we wszystko, jeżeli jest to odpowiednio podane, a ci, którzy nie wierzą, to i tak z różnych względów się podporządkują, dla świętego spokoju, ze strachu lub dla korzyści wynikających z plyniecia z prądem. Generalnie ludzkość jako gromada niewiele się różni od stada, taka prawda.
Rzadza tak naprawde wielkie korporacje, a właściwie ci, ktorzy za nimi stoją, a nie rządy poszczególnych państw, a już z pewnością nie nasz. To są tylko wykonawcy. Zadaj sobie pytanie cui bono na pandemii, a znajdziesz odpowiedź na swoje pytania. Zapewniam cię, że mocni wyjdą jeszcze mocniejsi, a słabi znikną - mówię tu o sferze gospodarczej. Co będzie z ludźmi wyszczepionymi badziewiem wyklepanym na kolanie w 3miesiace, to dopiero się okaże. Nie wiem, czy nas wykończą, ale wiem, ze dłużej trwa atestowanie syropu na kaszel dla dzieci niż trwaly badania czegoś przeznaczonego do wstrzykiwania ludziom na taką skalę. To musi dawać do myślenia, czyż nie?
Cui bono? - no właśnie - a Ty znasz odpowiedź? Chętnie się z nią zapoznam.Ale już bez wykładu o sprawach dobrze znanych z historii czy socjologii, bo te akurat jako tako,ale jednak znam. A przy okazji: do jakiego stada ludzkiego się zaliczasz w konkretnej pandemicznej (w każdym razie obecnej nienormalnej) sytuacji? Niedawno wspomniałam tu o mojej uczonej kuzynce antyszczepionkowej z jej teorią zbliżoną do Twojej. Ale mam jeszcze kuzyna literata (tak,tak!), który lansuje teorię o teorii spiskowej dziejów, że nic na świecie nie powstałoby i nie działa, gdyby nie teoria spiskowa dziejów. Fajną mam tę rodzinkę - co?
Twój kuzyn ma rację, cala historia ludzkosci jest historią spisków - spiskowano przeciwko władcom, truto ich i zabijano, powstawały dziwne przymierza, każdy kazdego zdradzał... dlugo by pisać, ale skoro znasz historię, to nie ma potrzeby. Korzystają ci co zawsze, wielka finansjera, a właściwie kilka rodzin, które stoja za korporacjami, które jako jedyne ten kryzys przetrwają nie tylko bez szwanku, ale jeszcze wzmocnione. Upadną małe i średnie biznesy, które zostaną przejęte przez wielkie sieci, gdzie czlowiek się nie liczy i ma być tylko maleńkim trybikiem. Przyjdzie czas na wykupywanie za psi pieniadz hoteli, restauracji, silowni. Prywatni właściciele z niezależnych i w miare wolnych ludzi stana się niewolnikami zap... za miskę ryzu. To już się dzieje. Ci sami stali za Rewolucją Francuska, za Rewolucją Październikową, za obydwiema Wojnami. Ci sami sa faktycznymi właścicielami Hollywood i pilnują, by caly przemysl rozrywkowy służył im i ich celom, czyli deprawacji. Jesteśmy świadkami nowej wojny prowadzonej nie za pomocą armat, tylko ludzkiego strachu i mediów. I jak w każdej wielkiej wojnie zawsze chodzi o to samo - niewolników, nowe rynki zbytu dla wlasnych towarów, a także, co najmniej od Rewolucji Francuskiej o zniszczenie religi katolickiej i pozbawienie czlowieka duchowości.
Czyli nastąpi nowy ład, bo gotuje się nam, przynajmniej w Polsce, jakby nowa Dobra Zmiana - daj Boże wytrzymać! To,że w całej historii naszego wspaniałego gatunku bywały spiski,pucze,zamachy stanu, przewroty i to niektóre faktycznie zmieniające tę historię przynajmniej na czas jakiś i to w jednym na ogół kraju, nie znaczy,że wszystko jest zbudowane na takich spiskach.Wizja po pandemii (czy - jeśli w nią nie wierzysz - po czymś, co nas teraz zabija),jaką roztaczasz jest wielce prawdopodobna,ale tylko częściowo; to jeszcze nie wielokrotnie w dziejach świata zapowiadany jego koniec,podobnie jak i Kościoła, pomimo setek na niego ataków w całej jego historii. A przykład krwawych dyktatur czy wręcz tyranii, jak rewolucje bolszewicka czy francuska wydają się nietrafionym przykładem na to,że dzięki nim bogaci się bogacili,a biedota biedniała.
P.S. Mam nadzieję,że w związku z dzisiejszą rocznicą katastrofy smoleńskiej, która była autentyczną wielką tragedią narodową,nie będziemy sięgać do teorii spisowych - zgadzasz się ze mną?
"związku z dzisiejszą rocznicą katastrofy smoleńskiej,"
To to nie był jednak zamach???
Tusk z Putinem odetchną.
Sprawa Smoleńska już na zawsze pozostanie niewyjaśniona. Wiele zrobiono dla ośmieszenia i zdeprecjonowania tematu. Tymczasem w kazdym poważnym kraju, jeżeli w jakiejkolwiek katastrofie giną ludzie z samego wierzchołka polityki najpierw prowadzi się dochodzenie właśnie pod kątem zamachu. Chyba wiesz o tym? Tymczasem u nas już 10 min po katastrofie były komunikaty, że to był wypadek. Z pewnością wiesz również, jak bada się katastrofy lotnicze, choćby z filmów na Discovery - zbiera się i dokładnie analizuje wszystkie najdrobniejsze szczątki. To, co zrobiono w tej sprawie uraga wszystkiemu, a wnioski wyciągnij sama, bo ja mam szacunek dla ludzkiego rozumu i resztki naiwnej wiary w jego istnienie.
I wreszcie jak Ci się podobają te polityczne wiece posługujące się tragedią smoleńską, zwane "miesięcznicami"?
Chyba niepotrzebnie zadaję tyle pytań, bo nauczona krótkim doświadczeniem na NB, powinnam się spodziewać,że ten mój tekst jako mocno nieprawomyślny i sprzeczny z linią polityczną NB zostanie zatrzymany przez cenzurę tzw. Strefy WOLNEGO Słowa - i do Ciebie nigdy nie dotrze.
10min po upadku należało podac informacje, że doszlo do wypadku, tyle i aż tyle. Przypomnij sobie katastrofe samolotu malezyjskich linii lotniczych z załoga holenderska w 2014r czy Holendrzy odpuścili śledztwo? No i co się okazało, samolot został zestrzelony przez Rosjan. Czy ktoś się śmiał z tego sledztwa? Czy ktoś zarzucał polityczną gre, albo ze powstaje "sekta", albo że tworzy się jakieś niestworzone teorie spiskowe? Powołano komisję międzynarodową, pozbierano i przebadano wszystkie szczątki, mimo, że zostały rozrzucone na przestrzeni 35km2, a nie kilkuset metrów. Wszystkie szczątki ludzkie, które odnaleziono zostały przebadane genetycznie i należycie pochowane. Mam Ci przypominać jak to odbyło się w Smoleńsku? O "przekopywaniu na metr w głąb "? O zniszczenie wraku, który jest najważniejszym dowodem? O tym co najgorsze i co najbardziej boli czyli o profanacj zwłok, 2 głowach, 3 rękach, 2 miednicach zmieszanych ze śmieciami w jednej trumnie i to po tym, jak Kopacz oświadczyła, że uczestniczyła przy sekcjach? Słyszałaś kiedyś o takich "standardach "? Nie trzeba być śledczym lotniczym, zeby jasnym było, że to uraga nie tylko wszelkim zasadom prowadzenia sledztwa, ale zasadom cywilizacyjnym? Jezeli nie bylo nic do ukrycia, to po co to było? Może po to, żeby pokazać nam "oto czym dla nas jesteście, gdzie was mamy. Możemy zrobić z wami co nam się podoba i co nam zrobicie?" Nie takie zbrodnie popełniano na oczach swiata, a swiat milczał. To nie jest żaden argument. A zamachy mozna popełniać na wiele sposobów, nie tylko poprzez bomby. Również poprzez dywersje, zaniedbania, wprowadzenie w błąd... cokolwiek by to było, to my jako państwo nie możemy nic - patrz powyzszy przykład Holandi, która zrobiła wszystko jak należy, a Rosja przyznala się do winy, a winnych postawiono przed sądem.
1. Ziemia jest płaska.
2. Słońce krąży wokół ziemi.
3. Eugenika jest dobra.
4. Margaryna jest zdrowa na serce.
Można znaleźć nie jeden, ale wiele mylnych poglądów o światowym zasięgu i powszechności w swoim czasie. Człowiek, który otrzymał edukację wie, że wnioskowanie z powszechności występowania jakiegoś poglądu, jest jednym z najsłabszych możliwych argumentów i jeśli nie jest poparte innymi, jest bezwartościowe z punktu widzenia ustalenia stanu faktycznego.
Pozwolę sobie zwrócić Pani uwagę, że przynajmniej środowisko naukowe jest bardzo silnie podzielone pod względem zapatrywań na "wandemię". Możemy znaleć naukowców o wysokiej pozycji i autorytecie, którzy zarówno optują za podejmowanymi przez większość państw działaniami, jak i naukowców o wysokiej pozycji i autorytecie negujących sens tych działań i wskazujących na ich szkodliwość.
Zaś kwestionowanie roli mediów w kształtowaniu myślenia ludzi na temat "wandemii" to już otwarty zabobon i odlot od realności.
@wielkopolskizdzichu, musiałeś to słyszeć - wiara to dar od Boga. Nie znam powodów Twojego zacietrzewienia i nic mnie to nie obchodzi, ale jakaś klapka w Ci głowie szwankuje. Weź chłopie zeszyt i ołówek i tam sobie wypisuj swoje frustracje. Czego tu na NB oczekujesz, że Cię wyleczymy? Abo nawrócimy?
Z tym się mogę zgodzić, ale co ma wiara wspólnego z całym zastępem cwaniaków odzianych w szaty liturgiczne, robiących deal życia na sprzedaży produktu, którego istnienia, ani jakości nikt nie sprawdził.
Acha, ten cud w Kanie Galilejskiej to jedyny który owi ludzie ogarniają.
"Bóg ludzi słabych i przegranych" - I tak i nie. Bo przez wieki stworzyli cywilizację bogatych ( cywilizację europejską ) i dążacych do doskonałości czego wyrazem była sztuka, obyczaje, elity. (A bogiem słabych i przegranych miał być czerwony sztandar , a Marks jego prorokiem.) A więc słabi pierwotnie chrześcijanie mieli coś ważnego, a więc im dano - ewangeliczna zasada. Oni mieli nie orientowac się na rzeczy doczesne, ale poświecać się dla innych i dla Boga. Mieli obumrzeć jak ziarno , aby przynieść plon. Nie mieli szukać pełni w swoim życiu , ale w życiu przyszłym. I dopóki poświęcali się było im dawane to czego nie pragnęli najbardziej. To dla dzisiejszej cywilizacji konsumpcyjnej niezrozumiałe, bo ona nie stawia na przyszłość. Ona mechanicznie buduje przyszłość generując wzrost gospodarczy, ale nie generuje wzrostu duchowego, a widac ,że konsumpcja gasi potrzeby duchowe i narasta zniewolenie.
Czy Bóg jest Bogiem słabości i cierpienia ? Owszem można odnieść takie wrażenie, bo jak jest cierpienie i śmierć tam jest obrządek religijny. Przyjmuje się ,że ludzie nauki i ludzie religii nie rozumieją się wzajemnie budując przeciwne obozy. A jednak jeżeli ktoś coś wie o fizyce powinien uznać , że stworzenie jest dziełem wręcz nie z tego świata. Stworzenie jest bardziej złożone niż ludzkie wyobrażenia mogłyby wytworzyć.
Bóg słabości ? Bóg od słabości ? Bóg od cierpienia ? Jesteśmy na granicy bluźnierstwa z takim podejściem.
Brawo za czujność i danie jej wyrazu.
bez deliberownia zagadnien filozoficznych tez da sie zyc szczesliwie dopoki zdrowie dopisuje a ulotna pamiec nie doskwiera szczegolami.
niestety wielu dyskutantow miesza pojecia, byc moze swiadomie, Boga i grzesznych czlonkow Kosciola, ktory notabene sklada sie wylacznie z grzesznikow. zreszta ci ktorym sie wydaje ze Bog jest hipoteza do szczescia niepotrzebna - maja szereg swoich bozkow niezaleznie od tego co w tym przedmiocie deklaruja.
"08-04-2021 [13:14] - Centrystka | Link: Sake kompromituje się
Sake kompromituje się niewiedzą o tym co to znaczy sojusz ołtarza z tronem,bo pewnie uważa,że skoro w Polsce nie ma monarchii,to skąd ten tron - bidula..."
I co tu komentować...? Dalej to tylko wezwani do raportu "popychacze"... Nie reagować!!! Niech se wachlują swoje zasmradzane powietrze!
Trzymam za słowo! Ale czy warto..?
A z jaką panią ty wdawałaś się w przepychankę ? Pierwsze czytam i nie widzę żadnej pani .