"Odyseja" Christophera Nolana jest zjawiskiem kulturowym, medialnym, rozrywkowym. Skala zainteresowania towarzysząca temu filmowi przekracza prawdopodobnie wszystkie progi i normy. Zróżnicowanie ocen jest skrajne, skrajne są, bywają emocje. Z jednej strony to atak na wartości i cywilizację zachodu, z drugiej genialne dzieło z inkluzywnym przekazem. Jaka jest prawda?
Po pierwsze nie należy nie doceniać sztuki marketingu. Przykładowym takim świetnym - z punktu widzenia marketingowego - zabiegiem było ujawnienie w Polsce "afery artystów", którzy pierwsi przed innymi "wepchnęli się do kolejki" po wszczepienie sobie preparatów genetycznych firm Moderna i Pfizer, mających czynić ludzi odpornymi na stworzonego w laboratorium wirusa. Artyści zostali ujawnieni i napiętnowani, bo w ten sposób "uniemożliwili" innym "przyjęcie szczepionki" w pierwszej kolejności.
Podobnie może być z "Odyseją", dla której pełne gromów oskarżenia o destrukcję naszej cywilizacji, utrzymywane w "tajemnicy", obsadzanie "niestosownych" aktorów do ważnych ról ("tranwerstyt(k)a" w roli Achillesa) pobudzało emocje, sprzeciw, napędzało zainteresowanie - bo brak "całkowitej pewności". Krótko mówiąc cały ten "kulturowy zamęt" mógł być mechanizmem promocyjnym pozwalającym na skuteczne sprzedanie filmu, na maksymalizację jego oglądalności.
Film trwa blisko 3 godziny i generalnie dobrze się ogląda. Niewiele jest momentów, gdy widz wypada z narracji i zamiast być tam w środku, gdzie dzieje się akcja, jest przed ekranem, zaczyna myśleć o filmie albo o czymś innym, ale przestaje być uczestnikiem "wydarzeń" przedstawianycg przez reżysera. Ale to rzadko. Na ogól akcja zabiera nas ze sobą, przykuwa zainteresowanie, jest wystarczająco ciekawie pokazana aby się nie nudzić - to ważne.
Zdjęcia są słabszą stroną filmu. Ten aspekt bywa lekceważony, a niesłusznie, bo to w sztuce wizualnej szalenie ważny element. Co można zarzucić zdjęciom do "Odysei"? Zbyt często jest ciemno, a jak jest ciemno, to jest zbyt ciemno. Czasami kolory są dziwne, jak w przypadku pewnych ujęć na statku. Bywają też fragmenty, gdzie zdjęcia tracą filmową płynność i momentami przypominają amatorskie kręcenie tego, co się dzieje - trochę bieg załogi Odysa z jaskini Cyklopa.
Tłu muzyczne zdecydowanie bardzo dobre. Muzyka z jednej strony nie daje się słyszeć, z drugiej świetnie towarzyszy emocjom, a więc jest bliska ideału, jako muzyka dla filmu.
Obsada i gra aktorska.
Tutaj film posiada jedne z najistotniejszych wad i zalet. Chyba największą wadą jest rola Telemacha. Tom Holland zagrał postać w sposób tak drewniany, tak sztuczny, że na każdy widok tej sylwetki można było dostać lekkiej niestrawności, poczucia niestosowności, zażenowania i potrzeby odpowiedzi na pytanie: co ten człowiek tutaj robi?
Złą decyzją było powierzenie roli Ateny pani Zendaya. To nieporozumienie daleko przekraczające obsadę Heleny czy tego żołnierza granego przez osobę i tak dalej. Zendaya jest ładna, atrakcyjna, wysportowana, taka latynoska. Jeśli ktokolwiek ma jakiekolwiek odczucie czy pojęcie nt Ateny to Zendaya jest zaprzeczeniem wszelkich takich skojarzeń i kodów kulturowych. Sama dziewczyna czy aktorka jest super, ale posiada - stety lub niestety - utrwalony image plus parcie na ekran. Ta rola to błąd i ból dla widzów.
Role kontestowane w przedpremierowej dyskusji są oczywiście wynikiem kompromisu Nolana z władzą tego świata. Reżyser chce Oskara i wolno mu. Władza chce tych elementów w strumieniu przekazu dla ludu i wolno jej. Zawarty został kompromis, który może zostanie skonsumowany, a może nie. Ja uważam, że tak, że film otrzyma nagrodę Oskara, niezależnie od wszystkiego.
Pozytywy:
Bardzo dobrze zagrał Matt Diamon. Po prostu swoją osobą oddaje rolę naszkicowaną przez reżysera na potrzeby tego filmu. Jest w każdym momencie wiarygodny, pełny, profesjonalny. Widz jest w stanie się z nim utożsamić, czy odczuć lub rozumieć jego reakcje, emocje, zachowania. Duży plus.
Rola Anny Hathaway jako Penelopy - fenomenalna. Oszczędna, skromna, drugorzędna w zasadzie. A wyrazistość sylwetki nie mająca precedensu. Widać też tu rękę reżysera, który ewidentnie prowadził aktorkę, wydobywając z niej esencję Penelopy. Kobiety, żony, matki, która zostawiona - czeka. Każda emocja - widoczna na twarzy aktorki, w ruchu jej ciała, które wydaje się drżeć, w jej postawie będącej protestem wobec nieuchronnie napierającego świata.
Kostiumy i aranżacja.
Z kostiumami dziwna sprawa, bo jest to element w zasadzie nie budzący reakcji ani ocen, w przypadku większości filmów. On tych reakcji nie budzi, bo to sprawa zasadniczo prosta, najłatwiejsza, gdy weźmiemy pod uwagę budżety, środki techniczne i komplikację samego przedmiotu. Tymczasem w Odysei kostiumy samodzielnie zaczynają grać swoje role, dodajmy wraz z aranżacją - nie najlepsze.
W roli Agamemnona występuje Darth Vader. Ten sam anturaż, to samo "tchnienie", prawie słyszało się oddech Vadera, widząc jego sylwetkę w roli Agamemnona. Czarny, mroczny, groźny. Reżyser poszedł za ciosem i w roli Trojan wystąpili żołnierze armii klonów Palpatine z Gwiezdnych Wojen, z tym że swoje białe, plastikowe pencer-kostiumy zamienili na wersję szarą, bardziej z tektury.
Zupełną porażką jest występ olbrzymów. Widz patrzy i... "Co tu się od...a?". Dziwaczne sylwetki, kompletnie z czapy do niczego nie pasujące zbroje i te szablo-miecze. "Dyskoteka" w wodzie, gdy te pokraczne olbrzymy huśtają drakkarem Greków dopełnia ekspedycji widza ze środka filmu na widownię, by mógł na szybko zastanowić się znów na pytaniem "Co tu się k... od....a?". A przecież można było wstawić jakichś faktycznych olbrzymów, może trochę stylizowanych jak ten Cyklop w jaskini, może w jakichś łachmanach, może z jakimiś maczugami, ale żeby to było odrobinę bardziej naturalne i wiarygodne. No cóż, przy masowych produkcjach zawsze zdarzają się obsuwy, obrywy i wpadki.
Draken Harald Hårfagre jest repliką statków, na jakich Wikingowie odbywali swoje - zwykle łupieżcze - wyprawy. To tzw. drakkar - długi statek wikingów. Zbudowany został w 2012 roku w norweskim HaugesundI i wynajęty do Odysei. I tak oto w filmie Nolana Wikingowie, to znaczy Grecy, pływają drakkarem po Morzu Śródziemnym. Można? Można! Reżyser "nie chciał CGI". A może powiedział wynajmijcie mi taki statek, to mu wynajęli?
Treść, narracja i przesłanie.
Najważniejsza w Odysei jest miłość Odyseusza i Penelopy. Także umiejscowienie człowieka, a więc miłość Odyseusza do "domu", do ojczyzny, do "Itaki". Wszystko się z tym wiąże, wszystko temu służy, wszystko istnieje w filmowej relacji właśnie ze względu na ów motyw przewodni, na dążenie bohatera opowieści do ojczyzny, do żony, do rodziny. Z drugiej strony temu dążeniu odpowiada poprzez czas, dystans i morze wydarzeń, miłość, stałość i wierność Penelopy, czekającej żony. Czekającej mimo wszystko.
Reżyserowi udaje się budzić emocje, w takich momentach, gdy ostatecznie Penelopa rozpoznaje męża w pozornym żebraku, w takim momencie, gdy pies, którego on jako szczeniaka uratował przed wyrzuceniem w przepaść, "wydając ostatnie tchnienie" rozpoznaje go po tych wszystkich latach, gdy nikt z ludzi go tam jeszcze nie rozpoznaje.
Wątki "postępowe", naznaczone światową dyskusją przed premierą, właściwie są bez znaczenia dla wymowy filmu. Oczywiście, że czarna Helena nie jest piękna i to jest problem, ale my to wiemy, oni to wiedzą, wszyscy to wiedzą, więc nie jest to ważne. Podobnie z obsadą roli, na potrzeby nagrody dla reżysera. Czarny bard akurat wypadł bardzo dobrze, ma wrodzone poczucie rytmu i generalnie jako szamano-artysto-magik sprzedał się bardzo dobrze.
Niewiarygodne wydaje się wzruszanie się Odyseusza losem zabijanych Trojan i niszczonego miasta. Tak samo pompatycznie pobrzmiewają końcowe sekwencje bazujące na owym wzruszeniu, a wyrażające nadzieję na odbudowanie niszczonego świata. Z infantylnego spojrzenia na wojnę leczyła widza cała masa dobrych filmów. Wojna - to zło. Prawdziwe, realne, brudne, krwawe zło. Wojna wygląda dobrze lub szlachetnie wyłącznie w propagandzie, wyłącznie na ekranie lub w gazecie. Liczby niewinnych dzieci i ofiar konfliktów po 2 wojnie światowej - nie da się policzyć. Okrucieństw dokonywanych w czasach wojny nie da się w czasach pokoju zrozumieć, co ilustruje choćby czyn żołnierzy amerykańskich, którzy po wyzwoleniu obozu Dachau i wzięciu do niewoli niemieckiej obsługi tego obozu, ustawili ją niezwłocznie przed barakami - kilkuset jeńców wojennych - i bez dalszych ocen, procesów itp, otworzywszy ogień z karabinów maszynowych przerobili ich na stos trupów. My, co nie jesteśmy na wojnie, to nam się wydaje i do nas mówi Nolan swoimi scenami. Ci, co byli, albo nie chcą mówić, albo mają inne spojrzenie.
Podsumowanie.
Odyseja to dobry film, zasługujący na ocenę 6.0 - 6,5 w standardowym systemie ocen imdb (max 10). Ma swoje silne i słabe strony w niemal wszystkich aspektach dzieła kinematografii.
Kompromis:
Jest ten film kompromisem i to widać. Kompromisem pomiędzy reżyserem a przemysłem i władzą. Zgodnie z zaleceniem ojca narodów Józefa Wissarionowicza kino przede wszystkim pełni rolę wychowawczą, stąd władza wymaga i nagradza. Reżyser musiał "diabłu ogarek", ale to tylko część kompromisu. Druga część kompromisu jest może bardziej fundamentalna. Mówił o niej Don MacLean. Świat rozrywki przestaje być światem twórczości, staje się światem produkcji przemysłowej. Z powodów biznesowych dwa samoloty Boeing zabiły swoje załogi i pasażerów a z innych wypadały w czasie lotu drzwi. Z powodów biznesowych zdarzają się różne "obsuwki" filmowe, bo film to obecnie multum materiału i działań, które jakoś ktoś musi sklejać w całość z mnogości różnej jakości elementów.
Chodzi o to, że dawniej reżyser był "władcą" tworzonego filmu. Dzisiaj tą władzą dzieli się z przemysłem rozrywkowym. Tymczasem to, co nowe, genialne, wielkie albo prawdziwie piękne pochodzi bezpośrednio od człowieka, a nie bierze się z procedur, z mechanizmów, z wydestylowanych przez systemy AI wzorców. Gdy twórca nie ma pełnej kontroli nad dziełem, to przestaje ono być odbiciem czegoś, z czym twórca ma w jakiś niezbyt wytłumaczalny sposób kontakt, a staje się produktem ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Stąd film Nolana jest kompromisem pomiędzy dziełem, a produktem. Jest to kompromis w miarę zadowalający, zadowalający w tym sensie, że stanowi głównie pozytywną rozrywkę, dostarcza głównie pozytywnych wrażeń. Ceną za kompromis jest jednak uśrednienie i standaryzacja produktu, stąd - ten film nie będzie pamiętany jako dzieło. Nikt nie będzie do niego wracał po raz drugi, jak do wielu innych filmów wraca się po latach. Na tle współczesnej produkcji jest to film dobry. Oskara zdobędzie. Za ileś lat będzie pamiętany wyłącznie z powodu kontrowersji obyczajowych, w sumie drugorzędnych.
"Liczby niewinnych dzieci i ofiar konfliktów po 2 wojnie światowej - nie da się policzyć"
AI Overview
Szacuje się, że od zakończenia II wojny światowej w 1945 roku w wojnach i konfliktach zbrojnych zginęło od 70 do nawet 100 milionów ludzi. Liczba ta obejmuje zarówno ofiary bezpośrednie, jak i pośrednie (zmarłe wskutek chorób, głodu i załamania infrastruktury). Badacze podkreślają, że dokładne policzenie wszystkich zabitych, a zwłaszcza dzieci, jest niemożliwe. [1, 2]
Chaos wojenny, trudny dostęp do stref walk, a także propaganda sprawiają, że statystyki są często szacunkowe i niepełne. Najbardziej bezbronne grupy – w tym przede wszystkim dzieci – cierpią najbardziej. [1, 2, 3, 4]
Oto kilka kluczowych faktów dotyczących współczesnego wymiaru wojen:
Czy chciałbyś dowiedzieć się więcej o działaniach organizacji pomocowych niosących wsparcie najmłodszym w rejonach objętych konfliktami lub o konkretnych raportach dotyczących praw dziecka w strefach wojennych?