Los Platformy jest już przesądzony, tylko nie wiemy jeszcze na ile scen został podzielony ostatni akt dramatu. Prezydent elekt Andrzej Duda budzi wśród salonu III RP strach, a nawet nienawiść. I nie chodzi tylko o jego pisowski rodowód. Andrzej Duda jest kompletnym zaprzeczeniem tego, z czym mieliśmy do czynienia w przypadku partii rządzącej. Polacy nagle ujrzeli dumnego polskiego polityka, który w niczym nie przypomina znanych im pętaków zabiegających jedynie o własne kariery, najlepiej w Unii Europejskiej. On by służyć Polsce zrezygnował z sowitych apanaży europosła zamieniając je na pensję prezydenta wynoszącą 14 tys. zł netto. Tusk opuścił kraj i swoją partię w nadziei uniknięcia kary oraz podniecony wynagrodzeniem przekraczającym 100 tys. zł miesięcznie. Tylko to zestawienie mówi nam o przepaści, jaka dzieli tych dwóch ludzi. Proszę wskazać mi, choć jednego polityka PO lub PSL, który świadomie pogorszyłby swoją sytuacje finansową gdyby wymagał tego interes ojczyzny.
Z pustego i Michnik nie naleje
Teraz przyjrzyjmy się jak System III RP próbuje ratować jeszcze to, co się da. Najbardziej żałosnym przykładem jest próba powielenia tego samego pomysłu sprzed czternastu lat. Oto wyznaczono kolejnych „trzech tenorów”, którzy będą tworzyć następny „ponadpartyjny ruch społeczny” nazwany tym razem Nowocześni.pl. Na jego czele stanęli Ryszard Petru, Leszek Balcerowicz i Władysław Frasyniuk, czyli zarozumiały i lansowany przez salon ekonomiczny ekspert, były komunista kojarzony powszechnie ze złodziejską prywatyzacją i szofer intelektualista. Wszyscy wymienieni to członkowie nieboszczki Unii Wolności, którzy z jej list startowali do parlamentu. Petru w swojej krótkiej biografii zamieszczonej na internetowej stronie stowarzyszenia Nowoczesni.pl wstydliwie nie wspomina o swojej przynależności do UW i swoim wyborczym starcie do parlamentu, kiedy to poniósł klęskę otrzymując w okręgu podwarszawskim zaledwie 4646 głosów. Żeby było zabawniej na zapleczu tych „nowoczesnych” uwija się były tenor z pierwszego składu, Andrzej Olechowski, czyli agent SB o pseudonimie Must”, którego oficerem prowadzącym był były oficer komunistycznego wywiadu, gen. Gromosław Czempiński, prawdziwy ojciec założyciel Platformy Obywatelskiej. Jak widzimy nowoczesności tam tyle, ile we wsi Taplary z powieści „Konopielka”, Edwarda Redlińskiego, a trzech nowych tenorów swoja świeżością i nowoczesnością przypomina jej bohaterów: Kaziuka, Kuśtyka i notorycznie puszczającego baki Filipa zwanego „Pierdunem”. Reprezentacja III RP w swoim składzie nie ma już ani jednego przyszłościowego gracza, a stetryczały selekcjoner Michnik może nam stręczyć już tylko jedynie wyeksploatowanych oldbojów, którzy nie tylko nie są w stanie biegać, ale już niedosłyszą i niedowidzą. Zdaje się, że jedyne marzenie tego szemranego zdziadziałego towarzystwa wyrażają te słowa wypowiedziane przez dyżurnego socjologa oraz weterana salonu III RP, prof. Janusza Czapińskiego: Rośnie fundamentalistyczny radykalizm w młodym pokoleniu Polaków. Módlmy się, by jak najszybciej wyemigrowali, dzięki czemu ochronimy porządek. To jest marzenie typu science fiction. Nie da się z Polski urządzić wielkiego domu starców dla magdalenkowych dziadygów, którzy dogadali się z komuchami.
Lewica wpadła w WiR
Na lewicy z kolei gorączkowo szuka się jakiegoś kolejnego bytu w zastępstwie zdychającego SLD. Tam ilość kandydatów na liderów i przywódców znacznie przewyższa wymierający czerwono-esbecki elektorat. Wydaje się, że Leszek Miller jest na najlepszej drodze by podobnie jak towarzysz Rakowski wyprowadzić sztandar partii. Lukę po Millerze i jego zredukowanej do jednego plutonu armii chce wypełnić nowy twór o nazwie Wolność i Równość (WiR). Na jego czele stanęło jeszcze bardziej komiczne grono osób niż w przypadku Nowoczesnych.pl. WiR firmują: Jan Hartman, Kazimierz Kik i Magdalena Środzina z domu Ciupak. Mamy oto wpływowego członka żydowskiej loży „Synów Przymierza”, starego komucha z 20 letnim stażem w PZPR i wojującą z Kościołem podstarzałą feministkę. Kogo może porwać za sobą to egzotyczne trio złożone z dwóch lewackich tenorów i jednej żałosnej tenorzycy? Widać wyraźnie, że także to towarzystwo nie jest w stanie zrozumieć ducha czasu i pojąć swoimi profesorskimi mózgami nadchodzących zmian. Oni wszyscy uważają, że nadal żyjemy w czasach, kiedy można coś wymyślić i stworzyć odgórnie jakąś kolejną czapę oraz przy pomocy służących systemowi mediów nagonić wyborców niczym zające pod lufę myśliwego. Proponujemy, aby zjazd założycielski WiR-u otworzył Jan Hartman. Powinien wykorzystać w swoim inauguracyjnym przemówieniu te swoje własne słowa: Ty chamie, polski chamie! Miliony was, chamy, miliony. I co my mamy z wami zrobić? Ale przyjdzie na was czas. A jak nie na was, to na wasze dzieci. Szanowny Jasiu po tych słowach jesteś już raz na zawsze skończony nie tylko politycznie. Okazana w taki sposób pogarda oraz nienawiść do Polski i Polaków wyrzuca cię raz na zawsze na margines. Jak człowiek z tytułem profesorskim może tego nie rozumieć? Wystarczy tylko wyobrazić sobie, co by się stało gdyby w wyborach do izraelskiego Knesetu wystartował polityk, który miałby na sumieniu taką wypowiedź: Ty chamie, żydowski chamie! Miliony was, chamy, miliony. I co my mamy z wami zrobić? Ale przyjdzie na was czas. W ten sposób podsumowaliśmy szanse tercetu egzotycznego o nazwie WiR na podbój polskiego lewicowego elektoratu, a tym samym parlamentu.
Przełom w Polsce nadchodzi i jest nieunikniony, czego najlepszym dowodem jest nokaut w wykonaniu Andrzeja Dudy. Tak, nokaut, ponieważ jego zwycięstwo pokazało Polakom, że da się pokonać tę całą medialną, finansową i polityczną wielką machinę zaprojektowaną 26 lat temu w Magdalence. Idą nowe, miejmy nadzieję lepsze czasy. Coraz więcej naszych rodaków dostrzega szansę na prawdziwie wolną i suwerenną Polskę. Żadne tworzone naprędce WiR-y i Nowocześni.pl nie są już w stanie powstrzymać tego procesu.
Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie
Tu można polubić moja stronę
Nowy numer Warszawskiej Gazety już jutro w kioskach
