x. Stanisław Podoleński

Witam Państwa po przerwie wakacyjnej. Widzę, że nareszcie zaczęły się dyskusje pod moimi wpisami. Rozumiem, że treść wpisów przedstawia dla Państwa jakąś wartość.
W dniu dzisiejszym chciałabym krótko odnieść się do zapisków księdza Stanisława Podoleńskiego, zawartych w jego książce pod tytułem : "Podręcznik pedagogiczny. Wskazówki dla rodziców i wychowawców", wydanej w Krakowie w 1930 roku w Wydawnictwie Księży Jezuitów. Całość książki dostępna jest pod adresem :
http://digital.fides.org.pl/dlibra/docmetadata?id=1516

Zwrócę Państwa uwagę na wybrane fragmenty i poproszę o ich przemyślenie.

Podoleński zakreśla ogólne ramy pojęciowe wychowania pisząc :

"(Wychowanie) decyduje głównie, jaką będzie jednostka, a konsekwentnie rodzina, społeczeństwo i państwo. Owszem, wpływy jego sięgają wyżej - na wieczność. Owo słabe, niedołężne niemowlę to przecież przybrane dziecię Boże, odkupione krwią Zbawiciela, wyniesione przez chrzest św. do porządku nadprzyrodzonego, do godności przewyższającej wszystko, czego stworzenie spodziewać się lub pragnąć mogło, powołane do czynnego udziału w pracy nad szerzeniem królestwa Bożego na ziemi. Czy i jak temu odpowie, zawisło jednak w przeważnej mierze od wychowania" (str. 14).

Przedwojenny kapłan przyznaje prawo do wychowywania dziecka w największej mierze rodzicom :

"Dzieło wychowania staje się ścisłym obowiązkiem i nieodłącznym prawem rodziców" (str. 15).

Wyznacza także podstawowy warunek wychowywania innych :

"Nie może wychowywać dobrze drugich, kto sam nie jest wychowany" (str. 20).

Poucza o ówczesnych nurtach w nauce o wychowaniu :

"Warunkiem powodzenia w pracy wychowawczej jest dziś wielka powściągliwość i krytyczne stanowisko wobec pewnych haseł pedagogiki nowoczesnej, które szerzą się tak łatwo w wieku 20-tym, "wieku dziecka".
Przede wszystkim nie brak obecnie prądów - od eksperymentów bolszewickich, do różnych teorii "nowego wychowania" - które chcą usunąć z wychowania wszelki pierwiastek religijny, a zastąpić go etyką bez Boga i receptami, opartymi na psychologii doświadczalnej i naukach przyrodniczych. W ten sposób pragnie się wychować dziecko bez Boga, a tym samym bez wykończonego poglądu na świat, bez podstaw na życie. Religię, która w wychowaniu jest konieczną - bo najwyższe obowiązki ma człowiek względem Boga - i najbardziej pomocną - bo stawia najwznioślejsze cele i pobudki oraz daje najskuteczniejsze środki - usiłuje się tym sposobem wysunąć poza nawias, na szkodę wychowania jednostki i społeczeństwa.
Drugim błędem nowoczesnej pedagogiki jest niezdrowy "kult dziecka", znajdujący swój wyraz w tym, że za wiele pozostawia się jemu własnemu wyborowi - choć ani intelektualnie ani życiowo nie jest do tego przygotowane - że w kierowaniu nim uprawia się przesadny kult osobowości, prowadzi do przeceniania swego "ja". Zapomina się, że wychowanie musi się stosować do wyższych zasad, musi zawczasu pracować nad "uwolnieniem się" od samego siebie, to jest swych wad i nieopanowanych skłonności. Błędny kierunek powyższy opiera się na fałszywym założeniu o przyrodzonej doskonałości człowieka" (str. 21 - 22).

Wskazuje na błędną tendencję obecną nie tylko w pedagogice, ale i w innych dziedzinach :

"Dziś weszło w modę, nie tylko w stosunku do dzieci, lecz także do dorosłych, zwłaszcza przestępców, by śladem niektórych uczonych uważać ich za chorych, a jako takich usprawiedliwiać, uniewinniać i uwalniać od kary" (str. 43).

Podoleński wspomina o potrzebie wychowania nie tylko duchowego, ale też fizycznego. Zauważa, iż należy odróżnić od siebie dwa rodzaje sportu : zawodowy i wychowawczy. Pisze :

"Sport zawodowy, dziś najgłośniejszy i głównie reklamowany w prasie, wypaczył zupełnie właściwą ideę sportu. Nie jest on środkiem do doskonalenia fizycznego, a tym mniej moralnego, lecz stał się celem sam w sobie, widowiskiem dla drugich, manią rekordów, drogą do zdobywania majątku i płytkiej sławy. Abstrahuje on w ogóle od wyższych dóbr duchowych i staje się formalnym kultem ciała. Toteż z wychowaniem nie ma on nic wspólnego i jest niedopuszczalny u młodzieży.
Sport wychowawczy zrywa ze wszystkimi tymi ujemnymi stronami, stara się unikać jednostronności i wszelkiej przesady i dąży do harmonijnego rozwoju człowieka, fizycznego i duchowego. W tym znaczeniu może i powinien on stanowić część składową wychowania fizycznego młodzieży" (str. 90).

Autor nie zapomina o charakterystyce czynności uprawiania sportu, łącząc ją umiejętnie ze skutkami w sferze duchowej :

"Na przesadnym uprawianiu sportu cierpi również strona duchowa człowieka.
Umysł, przytłoczony zmęczeniem fizycznym, tępieje; obniża się poziom wyższych zainteresowań i przychodzi płytkość duchowa.
Współzawodnictwo prowadzi do zbytniego przejmowania się wynikiem walki i stąd do nadmiernej, niezdrowej rywalizacji. (...). Powodzenie w nim sprzyja próżności, miłości własnej, chęci pokazywania się. Rozgłos zwycięzców w zawodach wyrabia u młodzieży fałszywe pojęcie o wielkości i wartościowaniu ludzi i czynów; jednostki, umiejące silnie kopać lub bić, otacza się większym nimbem chwały niż ludzi prawdziwie zasłużonych.
dzisiejszy sport zawodowy - a amatorski zaraża się często od niego - jest głęboko przeniknięty materializmem i pomija tak niezmiernie ważny czynnik, jakim jest poczucie wstydliwości i skromności" (str. 93 - 94).

A swoje rozważania na temat sportu kończy w ten sposób :

"Nie należy w ogóle przeceniać znaczenia sportu. Nie jest on niezbędnym dla wychowania ani fizycznego ani moralnego; nadużycie zaś sportu jest szkodliwszym od jego braku" (str. 95).

Katolicki ksiądz dostrzega ogromną wagę wychowania w czystości, odnosząc się do niego w następujących słowach :

"Życie płciowe powinno zawsze być otoczone pewnym nimbem powagi i czcigodności. Do uznania i odczucia tej prawdy winno również prowadzić przeświadczenie o ogromnej odpowiedzialności, jaka wiąże się z używaniem dziedziny płciowej. Od niej zależy przecież los jednostek, rodzin, społeczeństw, narodów (...).
Nadużycia (w sferze seksualnej) opierają się na trzech zwłaszcza błędnych założeniach :
a). Z aktem płciowym Bóg złączył uczucie przyjemności, aby zachęcić i ułatwić ludziom podjęcie trudnych obowiązków rodzicielskich. Plan ten Boży krzywi się przez szukanie owej przyjemności, a unikanie obowiązków i odpowiedzialności.
b). Wypaczono zupełnie pojęcie miłości między ludźmi. Zgodnie z naturą człowieka obejmuje ona przede wszystkim czynnik duchowy, a na drugim miejscu zmysłowy - akt zaś płciowy ma w niej o tyle tylko rację bytu, o ile miłość ta doprowadza do złączenia dwojga osób żyjących w małżeństwie i pragnienia przekazania swego życia nowej istocie. Tymczasem niektórzy powiedzieli sobie, że właśnie ów akt stanowi miłość i że ma się do niego prawo zawsze, nawet z użyciem środków zapobiegających poczęciu. Odebrano tym sposobem miłości charakter wyższy, duchowy, zniżono człowieka do rzędu zwierząt.
c). Podstawowym wreszcie błędem jest pogański światopogląd, zaprzeczający dogmatowi o grzechu pierworodnym i jego skutkach, głoszący, że natura ludzka nie upadła i należy jej zostawić nieograniczoną swobodę rozwoju" (str. 165 - 167).

Proszę zauważyć, że prawie nikt ze współczesnych nam autorów nie przytaczał nigdy ostatniego wymienionego powyżej argumentu w kontekście ogólnych społecznych nadużyć w sferze cielesnej.

Podoleński wskazuje na potrzebę mówienia o wychowaniu do czystości :

"(Cnota czystości) to jedna z najpiękniejszych - nie darmo przyrównywano ją do śnieżnej lilii; jedna z najcenniejszych - bo ważna i okupiona trudem. Szanowano ją też u pogan, była bowiem i pozostaje zawsze świadectwem panowania ducha nad ciałem, wielkości i piękna człowieka.
Jeśli jednak czystość jest cnotą, z jednej strony tak niezmiernie ważną dla życia indywidualnego i zbiorowego, a z drugiej strony tak trudną, to jest rzeczą oczywistą, że wychowanie musi się nią zająć szczególniej, że trzeba wychowywać młodzież do życia czystego" (str. 168).

Zaleca też konkretne wartości wokół których ogniskować się powinno wychowanie w tej mierze :

"Rodzice i wychowawcy, którzy chcą dziecko zabezpieczyć na tym najtrudniejszym odcinku życia, powinni więc starannie uwzględniać w swym programie wychowawczym cnotę wstydliwości, przestrzegać ściśle zasad skromności i przyzwyczajać dziecko do ich zachowania" (str. 170).

A następnie zaznacza :

"Miara przestrzegania zasad skromności bywa też różną - dyktują ją okoliczności i do pewnego stopnia zwyczaje. Gdy człowiek jest sam, może być stosunkowo najbardziej swobodny; tak samo mniej krępuje się w domu niż na ulicy, mniej w otoczeniu rodzinnym niż wśród obcych, zwłaszcza osób drugiej płci.
W rzeczy tej należy wyrabiać u młodzieży samodzielność sądu i postępowania, by na widok innych - zachowujących się, ubierających czy wyrażających mniej właściwie - nie ulegała "fałszywemu" wstydowi, nie ustępowała, nie pragnęła naśladować, lecz pozostała sobą" (str. 172).

Przedwojenny ksiądz wyróżnia środki pozytywne i środki negatywne przy wychowaniu do czystości. Jak podaje :

"Wychowanie młodzieży w czystości wymaga specjalnie do tego celu skierowanej pracy. Zadanie jej jest podwójne : negatywne, czyli usuwanie przeszkód i niebezpieczeństw - oraz pozytywne, starające się wyzyskać w dziecku wszystkie dobre dane natury ludzkiej i z pomocą środków przyrodzonych i nadprzyrodzonych rozwinąć w nim cnotę czystości, pomagać do jej utrwalenia i wydoskonalenia" (str. 175 - 176).

Na temat środków nadprzyrodzonych wypowiada się następująco :

"Uciekanie się do Boga przez modlitwę i korzystanie ze źródeł łaski, jakimi są sakramenta, musi być nieoddzielną częścią składową wychowania w czystości. Rodzice powinni zatem modlić się za dzieci i polecać im modlitwę o cnotę czystości, winni zachęcać je do gorącego nabożeństwa do serca Pana Jezusa, do Najświętszej Panny i świętych patronów czystości, np. świętego Stanisława kostki, powinni zwłaszcza przyzwyczajać je do częstej spowiedzi i Komunii świętej, będącej najskuteczniejszym środkiem do zachowania czystości serca" (str. 181).

I dodaje :

"Trzeba od wczesnych lat wpajać w młodzież to przekonanie, że w duszy, w zaletach charakteru tkwi właściwe znaczenie i piękno człowieka i tylko zależnie od nich może on zasługiwać na miłość; kierowanie się zaletami zewnętrznymi, pięknem ciała, bywa nieraz wielkim złudzeniem, które mści się potem w życiu, gdyż nie zawsze idzie w parze z pięknem rzeczywistym, wewnętrznym. Prawdę tę trzeba zawczasu uświadamiać młodym i często przypominać, a nie czekać, aż się które zakocha, bo wtedy na nauki za późno.
U dziewcząt trzeba wyrabiać specjalnie skromność i rezerwę w stosunku do mężczyzn; u chłopców poszanowanie dla kobiety, delikatność wobec niej, przeświadczenie, że powinien jej zawsze bronić, nigdy nie korzystać ze swej przewagi fizycznej" (str. 183).

Podoleński wypowiada oczywistą prawdę, że :

"Czystość dla każdego jest możliwa i nigdy nie szkodzi zdrowiu" (str. 184).

Przedwojenny jezuita wypowiada się też odnośnie środków negatywnych w wychowaniu do czystości :

"Dziecko żyje między ludźmi i narażone jest, zwłaszcza w mieście, zewsząd na zepsucie, które utrudnia, a z czasem paraliżuje pracę wychowawczą rodziców. Toteż dla osiągnięcia pożądanych wyników jest rzeczą konieczną, by obok stosowania wymienionych poprzednio pozytywnych środków nie zaniedbywać również negatywnych i starać się możliwie usuwać wszelkie okazje zgorszenia.
Walka ze zgorszeniem publicznym - szerzonym przez niewłaściwe ogłoszenia, prasę, sztukę, kino, teatr, sprzedawanie młodzieży fotografii i publikacji propagujących niemoralność - jest ścisłym obowiązkiem władz publicznych, państwa i samorządów, które powinny tu przyjść z pomocą rodzicom, wychowawcom i szkole. O ustawy odpowiednie, istniejące już w niektórych państwach, winno się dopominać całe społeczeństwo, a następnie pomagać w ich wykonaniu.
Także prywatna inicjatywa stowarzyszeń religijnych, wychowawczych i humanitarnych może tu wiele dopomóc : przez żądanie usunięcia gorszących przedmiotów, bojkot nieuczciwych firm, dostarczanie zdrowej moralnie literatury i rozrywek dla młodzieży" (str. 185).

Proszę spojrzeć z jaką precyzją i przemyśleniem problemu dzieli się z nami ksiądz Podoleński. Czyż zgorszenie publiczne, o którym wspomina duchowny nie towarzyszy i nam w obecnych czasach ? Czyż jego cele zmieniły się w jakikolwiek sposób ? Wydoskonalono jedynie metody, ale istota publicznej niemoralności pozostała przecież taka sama. Przedwojenni Polacy potrafili rozpoznać problem i podjąć odpowiednie działania w celu jego likwidacji. Współcześni nam ludzie mają kłopot z rozpoznaniem publicznego zgorszenia, gdyż brakuje im szacunku wobec wcześniejszych pokoleń i wyznawanych przez nie wartości.

Na koniec mojego wpisu zacytuję jeszcze kilka zdań księdza Podoleńskiego traktujących o kształceniu charakteru. Autor "Podręcznika pedagogicznego" stawia za wzór ducha Chrystusa, którego opisuje w taki sposób :

"Tylko w takim człowieku dojść mogą do rozkwitu wszystkie najszczytniejsze właściwości i dążenia natury ludzkiej; on jedynie potrafi osiągnąć równowagę i harmonię wewnętrzną i zachować je wśród wszelkich zajęć, przejść i zdarzeń; taki tylko cieszy się prawdziwą wolnością, ponieważ nie uczucia i namiętności nim rządzą, ale on panuje nad nimi. U niego w życiu wszystko uporządkowane, zajmowanie się sobą i oddanie dla drugich nigdy nie przeszkadzają sobie wzajemnie, trudności napotykane nie wytrącają go z właściwej drogi, zniechęcenie nie ma do niego przystępu, pokusy wewnętrzne i zewnętrzne, namowy i niedobry przykład złych ludzi rozbijają się o żelazną jego wolę jak wzburzone fale o granitową skałę, a on idzie zawsze naprzód, spokojny, pogodny, kochający drugich i poddany całym sercem Bogu" (str. 197).

Katolicki pisarz w paru słowach oddaje obraz człowieka o słabej woli :

"Namiętności, niedobre skłonności i zachcianki, namowy drugich biorą górę nad głosem sumienia, a człowiek ulega im dlatego jedynie, że nie czuje w sobie dość siły do ich zwyciężenia, nie umie panować nad sobą. I ta słabość go gubi. Gdyby miał dostateczną siłę woli, byłby uratowany - lecz tej właśnie mu brakuje" (str. 199).

I wspomina o rzeczy najistotniejszej :

"Ażeby ta dobra wola człowieka trzymała się jednak wytrwale jednej linii postępowania - co jest niezbędnym warunkiem prawdziwego charakteru - musi opierać się na niezłomnej podstawie. Człowiek taki musi posiadać skrystalizowany, jednolity pogląd na świat, na cały porządek moralny, płynący konsekwentnie z woli najwyższego Prawodawcy. Bez tego nigdy nie będzie można liczyć na stałość jego zasad i jednolitość postępowania" (str. 200).

Mam nadzieję, że spodobały się Państwu przytoczone przeze mnie fragmenty.
Sądzę, że ich wartość docenią nie tylko osoby wierzące.

Na moim blogu umieszczam wiele wyimków z myśli katolickich duchownych z kilku powodów. Po pierwsze, pragnę przypomnieć Państwu sylwetki przedwojennych Polaków reprezentujących polską inteligencję. Po drugie, udowadniam w ten sposób, że istota Polskości nieodmiennie złączona jest z religią, a niedostrzeganie tego oczywistego faktu jest oznaką głupoty. Po trzecie, moim zamierzeniem jest także rozmiłować Szanownych Czytelników w pięknie przedwojennej polskiej myśli patriotycznej. Po czwarte, zauważam, że w przedwojennych tekstach religijnych znajduje się mnóstwo praktycznych wskazówek w zakresie rozwiązywania problemów społecznych. Po piąte, przytaczam przedwojenne fragmenty ze względu na ich zaskakującą aktualność.

Czy zdołałam odpowiedzieć na Państwa zarzuty odnośnie charakteru tego bloga ?

:-)

Kolejny wpis zostanie opublikowany za tydzień lub najpóźniej za dwa tygodnie.

Pozdrawiam moich Czytelników.

 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika maks jamnicki

21-09-2019 [05:05] - maks jamnicki | Link:

Witam Pani Anno. Widzę, że z konsekwencją porusza się Pani po obszarach i tematach  "kluczowych". Przynajmniej ja dla siebie tak je nazywam. Problem polega na tym, że świat który Pani opisuje, w tym  szerszym zakresie  przeminął, a jednocześnie.....  bez powrotu do tych "fundamentów" będzie krucho /bo wydaje się, że odpowiednie "wychowanie" właśnie, zwłaszcza chrześcijańskie, to fundament wszystkiego, nawet jeśli samemu się je, jak ja, tylko trochę "liznęło" / . Piszę to z  obserwacji życia raczej i prywatnych przemyśleń.  Podzielam  Pani zainteresowania. 
Np. kształcenie charakteru. Do II wojny św. kształcenie charakteru wśród pewnych warstw było czymś jak najbardziej naturalnym. Trochę  zgłębiam ten temat, mam pod ręką "przedwojenne" książeczki,  "Kształcenie charakteru - wskazówki praktyczne" - M. Kreutz i "Kształcenie charakteru" O. Pirożyńskiego. Tylko... ilu  młodych ludzi chce to dzisiaj czytać? Ilu jest w tym zakresie ambitnych? I gdzie są ci, co powinni tą wiedzę przekazywać? Inna sprawa, że przedwojenny chłop, górnik, robotnik fabryczny czy budowlaniec, może mniej subtelny w obejściu, ale nie musiał nic na ten temat czytać. Życie codzienne, jego trudy i niedogodności  tak trzymały jego charakter w ryzach, że wystarczyła wiara w Boga, która pomagała przetrwać.  Jeszcze i dziś można zauważyć, że te środowiska mają  minimalną  skłonność do przyswajania i akceptacji dla zboczeń, dewiacji , rozmyślania nad tematem "ile jest płci" -:) itd. Jak się wstaje o 5-tej rano i wraca do domu zmęczonym...... Te skłonności, mają dobrą glebę w środowiskach które mają dużo  lżejsze życie i do dyspozycji za dużo wolnego czasu.
Opisała Pani myśl "przedwojenną", to właśnie była II RP, czego wielu nie rozumie. Nie tylko daty w kalendarzu. Jeszcze za mojej pamięci moi rodzice czy sąsiedzi mówili o kimś, to określenie było w dość  powszechnym obiegu, że to "przedwojenny profesor" lub "przedwojenny nauczyciel". Te dwa słowa  zawierały w sobie wszystko. Były określeniem jakości osoby. Jakości jej wychowania, kręgosłupa moralnego, prawości i siły charakteru itd. Minęło. Zostały niedobitki. Wymordowani hurtem przez Niemców, dobici i wyniszczeni przez komunistów i ich system  system świadomego plugawienia wszystkiego. Pan Bóg pozwoli, wrócimy na dobre tory. Ale świat lewicowo-liberalny  nie będzie patrzył spokojnie. Rodzimi, plugawiący wszystko potomkowie odszczepieńców, zboczeńców, dewiantów, psychopatów i wszelkiej patologii,  którzy razem z sovietami instalowali tutaj system zła, też nie. Ale walczymy :) . Dziękuję za ciekawe tematy :)