Bywają jednak sytuacje, że w placówkach służących bezpieczeństwu obywateli, także temu zdrowotnemu, takie wydatki, szczególnie na małżeńskie łóżka mogłyby być uzasadnione. Oto szczęśliwy, a może złośliwy los sprawił, że w tym samym miejscu i czasie, czyli w szpitalu Akademii Medycznej w Gdańsku znaleźli się „bohaterowie” Magdalenki oraz okrągłego stołu, gen. Czesław Kiszczak i kapral rezerwy Lech „Bolek” Wałęsa. Pierwszy trafił tam na badania mające rozstrzygnąć czy stan zdrowia bandyty i zdrajcy pozwala na stawiennictwo w sądzie zaś drugi miał pecha, gdyż złamał nogę wychodząc z kościoła. Najwidoczniej Matka Boska w klapie miała już dość faryzeusza. Obie ofiary spotkały się z wielkim zainteresowaniem salonowych mediów i szczerze okazywanym im współczuciem ze strony „najwyżej cenionych dziennikarzy”. Tylko czekamy aż ogłoszą, że uraz Wałęsy to odroczona o 25 lat konsekwencja słynnego historycznego skoku przez płot. Jednym słowem „Bolek” znowu cierpi za naród.
I teraz wróćmy do tego wiejskiego hotelu-posterunku. Czy nie byłoby dobrze, aby również w każdym polskim szpitalu tak na wszelki wypadek znalazł się pokój wyposażony w szerokie małżeńskie łoże w razie takich nieprzewidzianych zbiegów okoliczności, z jakimi mieliśmy do czynienia w Gdańsku? Przecież one niosą ze sobą wielkie historyczne przesłanie i niezwykle emocjonalny ładunek. Wyobraźmy sobie, jaki byłby to piękny widok, gdyby jakiś Durczok, Pochanke, Kraśko, Tadla czy Gugała połączyli się podczas głównych wydań wiadomości z gdańskimi korespondentami i pokazali Polakom „naszych ojców demokracji”, którzy „obalyly komunę” i leżą dzisiaj zgodnie w jednym małżeńskim szpitalnym łóżku? A może byłby to kolejny dowód na to, że III RP pochodzi z nieprawego łoża?
Świąteczne powiększone wydanie Warszawskiej Gazety już w kioskach

