|
|
tagore Powrót do starego poziomu szkolnictwa jest w zasadzie
jedyną drogą do wygranej w wyścigu ekonomicznym z
naszymi "przyjaciółmi". Za pięć sześć lat nie będzie miał kto
to zrobić, wymrą niedobitki starej kadry.
tagore |
|
|
zrodel wojny z Polska.
Zwroc uwage na felieton Kokosa, wlasnie na NB. |
|
|
Oni po prostu identifikuja sie z tymi celami, rozpoczeli proces likwidacji szkolnictwa a niemiecka administracja herr Tuska zakonczyla.
Jak wyjsc?
PiS musi wygrac i przeprowadzic reforme. Model 8 + 4 (stare gimnazjum albo technikum albo zawodowka (zawodowki sa essencjalnie wazne dla przemyslu, np. w Szwajcarii sa platforma wyjscia nawet ukonczenia ETH bedacej w pierwszej 10 najlepszych uczelni na swiecie)) jest dobrym modelem.
Oczywiscie oznacza zahamowanie procesu liwkwidacji Polakow przez Niemcy, dlatego bez "orbanowskiego" zwyciestwa PiS zadnych istotnych reform nie bedzie, Niemcy nigdy sie na to nie zgodza. |
|
|
Odbudowa Polski będzie łatwiejsza jeśli polskim historykom
udałoby się ustalić prawdopodobne źródło (źródła) zagrożenia.
Analogia: inna jest obrona przed mafią a inna przed piratami.
Piraci zazwyczaj są widoczni przed atakiem. |
|
|
Mój kolega, dziekan jednego z wydziałów Politechniki Warszawskiej całkiem niedawno wypowiedział takie zdanie: "Ci, którzy kończą obecnie trzyletnie studia inżynierskie, czyli licencjat, mają mniejszą wiedzę z przedmiotów podstawowych (matematyka, fizyka), niż my gdy kończyliśmy liceum w 1981".
Kolejne obniżenie poziomu właśnie weszło do liceum (obecnie ci będący w pierwszej klasie).
Matura, z której zrobiono fetysz. W praktyce można zdać kilka przedmiotów na poziomie podstawowym i ma się kwit na węgiel.
I wszędzie testy, testy i jeszcze raz testy. A jak przychodzi do rozwiązania zadania testowego to kaplica. Mam takie jedno ulubione zadanie: Rozwiąż czworościan foremny o danej krawędzi podstawy równej "a" - maturzyści, którzy zdali matematykę rozszerzoną nie wiedzą jak się do tego zabrać. Nie wiedzą, bo nie ma w zwyczaju robić rysunków do zadań. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Była taka zasada (bodajże Parkinsona), że każdy nie spocznie dopóki nie osiągnie swego poziomu niekompetencji. I to w naszym kraju widać. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Naprawdę nie miały kłopotów. Były dobrze uczone przez nieżyjąca już panią bez wyższego wykształcenia ( po studium nauczycielskim) która rozumiała czego dziecko może nie rozumieć. Dla współczsnych licealistów rachunek jest tym bardziej magią. Ale to wszystko kwestia tego jak się to wprowadza i tłumaczy. Zawodowi matematycy chowają się często za formalizmem. Ja nie boję się i nie wstydzę używać języka potocznego. Ostatnio tłumaczyłam komuś twierdzenie o trzech ciągach (Jeżeli wyrazy jakiegoś ciągu są zawarte pomiędzy dwoma innymi ciągami dążącymi do tej samej granicy to ten ciąg też dąży do tej granicy) na przykładzie samochodów policyjnych spychających delikwenta do krawężnika. I dotarło. |
|
|
Teresa Bochwic Własnie to jest ciekawe, że matematyka, szczególnie algebra, doprowadzała mnie do rozpaczy (jak można dodawać a do b???!!), a logika szla mi doskonale, podobnie jak metodologia, nawet statystyki się sporo nauczyłam bez trudu. |
|
|
Teresa Bochwic Nigdy nie poszłabym do klasy matematycznej. Moja wychowawczynia była Klaja, nauczycielka francuskiego. Klasy językowe zaczęły się rok czy dwa później. Pamieć kiedyś mialam wspaniałą, dziś gorszą, ale na pewno nigdy (do dziś) nie dowiedziałam się co to jest całka, a o rachunku prawdopodobieństwa stale słyszałam w domu, bo był to dom socjologiczny.
Właśnie byla świetna humanistycznie i ja z tego skorzystałam w miernym stopniu, bo ciągle kułam matematykę, bez najmniejszych rezultatów. |
|
|
Debilizm Radziwiłł i Handtkego widziałem i słyszałem osobiście. Być może że byli sterowani przez "życzliwą" nam masonerię, podobnie, jak sterowany był Balcerowicz. Jednak najważniejsze jest, jak teraz wyjść z tego gówna! |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Proszę napisać kto był Pani wychowawcą i czy była Pani w klasie matematycznej czy w ogólnej albo językowej. W tych latach dopiero wprowadzano rozszerzoną matematykę w szkole średniej. Czy możliwe, żeby nie pamiętała Pani tego co było.? Ukończyłam Żmichowską w 62 roku. Według starego programu oczywiście. W 65 byłam na praktyce. W 74 z cała pewnością było już badanie funkcji i całki. Mam przed sobą stary zeszyt z ocenami uczniów. Na marginesie- Żmichowska była najlepsza humanistycznie lecz nie matematycznie. |
|
|
przyznano miejsca na najniższym szczeblu piramidy narodów europejskich."
Fakt. Taka ilość nieszczęść jaka nas dotknęła po 1939r,
a następnie po 1989r. (w każdej dziedzinie)
nie może być przypadkowa. |
|
|
NASZ_HENRY Ten rachunek prawdopodobieństwa był w LO od czasu gdy wprowadzono 8 latki czyli od 1967 roku. Był w 4 klasie LO.
Makabra zresztą. Było wyłozonych kilka schematów i rzucało się kostką który zastosować ;-) |
|
|
że po 89 roku dopuszczono do głosu i decydowania różnego rodzaju nierobów i nieuków. Nie posądzam ich o złą wolę, ale o głupotę."
*** Zasadniczy blad. To jest "zla wola". Polakom w podziale pracy przyznano miejsca na najnizszym szczeblu piramidy narodow europejskich. To jest po prostu jedena z drod prowadzacych do exterminacji narodu przez pozbawieni go srodkow ekonomicznych, zdolnosci rozumienia swiata i przez z podatnego na kazda manipulacje, np. ze przemysl jest niepotrzebny.
To, ze nie zadajesz sobie sprawy z tego, ze obnizanie poziomu nauczania w szkolach do poziomu szkol dla lekko niedorozwinietych umyslowo jest celowo i precyzyjnie realizowanym programem "nauczania" Polakow, jest w gruncie rzeczy rownie przerazajace, jak sam program.
PS. Swietny artykul. Bede dalej podawac. |
|
|
Teresa Bochwic Poza głównym tematem Pani tekstu - ciekawa jestem, w jakich latach Pani chodziła do szkoły a potem zaczynała w niej uczyć. Zdałam maturę (również z matematyki) w 1965 roku w Liceum im. Narcyzy Żmichowskiej, więc z najlepszych w Warszawie. Z całą pewnością nie było w programie ani śladu rachunku prawdopodobieństwa, żadnych "schematów Bernoulliego, prawdopodobieństwa warunkowego, wzoru Bayesa, rozkładu zmiennej losowej, wartości oczekiwanej i wariancji", nie było także całek. Za to na studiach od pierwszego roku miałam kurs logiki matematycznej, teorii mnogości i dwa lata logiki, co uwielbiałam i świetnie mi szło. Być może to kwestia podejścia nauczycieli. W szkole podstawowej nauczycielki matematyki i fizyki były postrachem uczniów, o słynnej Róży ze Żmichowskiej nie wypada wspominać źle.
Będąc osobą kompletnie niezdolną do matematyki i fizyki (brat wybitny matematyk, topolog i informatyk), uczyłam się przez 11 lat szkoły niemal wyłącznie tych przedmiotów, a nie tego, co mnie interesowało. Natomiast zgadzam się, że już dość małe, 9-10-letnie dzieci muszą znać tabliczkę mnożenia, ułamki takie i takie, i umieć posługiwać się umysłem a komputera używać dla oszczędzenia czasu. Nauka matematyki jest konieczna na każdym poziomie edukacji, dla logiki i ćwiczeń rozwojowych, ale co do metod nie wracałabym do starych czasów. |
|
|
nie jest potrzebna do niczego, gdyby nie pweien niuans, uczy logicznego myślenia. Tu nie da się oszukać, zbajerować, zrobić wrażenia. Dlatego nazywana jest królową nauk bo z niej wynikają i na niej się opierają inne nauki. Matymatyki nawet nie trzeba się uczyć pod warunkiem że się ją rozumie, jak się się zrozumie to wszelkie problemy z "matmą" znikają. Jedno wynika z drugiego, logiczny ciąg zależności.
Na studiach miałem docenta od matmy, na którymś z wykładów poinformował nas że wybrał matematykę bo ma słabą pamięć, a potem przez ponad godzinę na trzech tablicach wyprowadzał wzór matematyczny, już nie pamiętam czego dotyczący. Masakra, wtedy zrozumiałem że są wyższe poziomy zrozumienia matematyki niż ten na którym byłem ja/ |
|
|
NASZ_HENRY reformy Hall:
se.pl
historyczne reformy ;-) |
|
|
Obserwuję zmiany w edukacji i wydaje mi się, że po 89 roku dopuszczono do głosu i decydowania różnego rodzaju nierobów i nieuków. Nie posądzam ich o złą wolę, ale o głupotę.
Założenia "reformatorów" polegały na tym, że przyjęto, że wszyscy uczniowie są równi (pod względem umysłowym) i że w przyszłości nikt nie będzie pracował fizycznie. W związku z powyższym praktycznie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe (tutaj trzeba przypomnieć nazwiska dwoje "geniuszy" - Radziwiłł i Handtke). Oczywiście, uzyskanie matury na przyzwoitym poziomie jest dla większości uczniów nieosiągalne, a przebywanie w szkole ogólnokształcącej przez uczniów o niższych zdolnościach, powoduje ich frustracje i demoralizacje. Musi się przy tym obniżać średni poziom, który w naszych czasach osiągnął dno (a może będzie jeszcze gorzej?). Młodzież, nie nadająca się do przyswojenia przedmiotów abstrakcyjnych (takich jest większość), mogłaby z powodzeniem zajmować się pracami w zawodach budowlanych, mechanicznych itd. Niestety, przyuczenia człowieka 20-letniego do zawodu, który w życiu nic nie robił jest bardzo problematyczna - stąd brak fachowców.
Namnożyło się takich kierunków jak socjologia, politologia, psychologia, kulturoznawstwo, dziennikarstwo itd., które to kierunki mogą zapewnic pracę "przy zmywakach".
Można dalej mnożyć przyczyny dennego stanu nauczania, ale to nie ma sensu. Najwyższy czas, aby rozwalic całą strukturę szkolnictwa, zlikwidować idiotyczne gimnazja (chyba, ze chodzi nam o wyzwolenie konopii - tam to ma miejsce), wprowadzić różnorodność szkół średnich, zlikwidować większość "niedzielnych szkółek wyższych" i nie oglądać się na szkolnictwo gnijącego zachodu.
Czasu na wyjście ze zdegenerowanego systemu jest niewiele. |
|
|
Wszystko zaczęło się w połowie lat siedemdziesiątych, gdy zaczęła walić się gospodarka. Ponieważ władza nie wiedziała jak to naprawić, zaczęła naprawiać to co było dobre. I tak trwa to do dzisiaj. Ludzie mądrzy nie mają szans, są zbyt wielkim zagrożeniem. Tego co się wali nikt nie próbuje ratować, natomiast z zapałem naprawia to co jeszcze działa. Interes kraju nie jest ważny.
Przykładem naprawy oświaty jest p. prezydent, magister historii, który nie zna podstawowych faktów z historii własnego kraju, a o znajomości ortografii nie warto mówić. |
|
|
gorylisko w latach osiemdziesiątych dawałem korepetycje z matmy, fizy, chemii...
pamiętam lekki szok, kiedy w podręczniku dla ucznia z ósmej klasy zobaczyłem logarytmy...
problem w tym, ze chłopak nie potrafił dodać dwóch ułamków zwykłych a jemu w szkole kazano bawić się logarytmami...
to był zdecydowany przerost formy nad treścią... z kolei u dziewczynki z klasy piątej widziałem zawoalowane krzywe Gaussa i Lorenza...
ale problem miała z ułamkami zwykłymi i dzisiętnymi...
stąd z niejakim zdziwieniem widzę, u ppani zadanie z rachunku prawdopodobieństwa, klasa V-VI ??!! no tak, powyżej napisałem, krzywe Gaussa
czy aby napewno nie miały dzieci problemów z rachunkiem prawdopodobieństwa ? w 1980 roku, robiłem mature i do dzisiaj pamietam jak czarna magią był rachunek prawdopodobieństwa dla moich koleżanek zwłaszcza... w każdym razie, wszyscy, nie mieliśmy żadnych problemów z ułamkami zwykłymi, dziesiętnymi czy procentami (wyłączywszy procenty w piwie i innych używkach, mnie to nie dotyczyło, jako, że koledzy z klasy jednogłośnie, przyznali mi status nałogowego abstynenta)
ale swoją drogą, widać, że poziom edukacji sprowadza się do umijętności plotkowania na fejsie, twitterze czy nk, czy gdziekolwiek...
można odnieść wrazenie, ze znajmość podstaw analizy matematycznej o której pani wsomniała to prosta droga do sukcesu jako korepetytora...
|
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Oj tam, oj tam- nie będziemy nikogo egzaminować z liczb zespolonych:) |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To problem specjalizacji. Być może powróci się do szkół zasadniczych zawodowych, do których trafili ludzie nie nadający się z różnych przyczyn do liceum. Jeżeli przez dłuższy czas, wobec zlikwidowania szkół zawodowych, prawie wszyscy trafili do liceum nic dziwnego, że poziom liceum nieuchronnie stał się poziomem dawnych zasadniczych szkół zawodowych, ale bez nauki zawodu, która była ich atrakcją. Natomiast miałam okazję przjrzeć się pracy jednej z wielu szkół przygotowawczych do wyższych studiów w GB. Matematyka podzielona jest na kilka przedmiotów. Osobno jest analiza matematyczna, osobno rachunek prawdopodobieństwa, osobno algebra. Uczniowie odrabiają liczne prace domowe a nauczyciele dodatkowo zatrudnieni ( rodzaj tutora) sprawdzają szczegółowo te prace z komentarzem. Znajdują i komentują każdy błąd. W Polsce nauczyciel stawia znak zapytania i 0 punktów i tyle. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To racja. Mam zamiar umieścić następny tekst na ten temat. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Moje gratulacje:) |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Tak wszystko można zepsuć, to prawda. Kiedyś dzieci osób mieszkających na kresach były uczone przez guwernerów i nic im to nie zaszkodziło (w większości przypadków.) Teraz modny jest home schooling, który też ma swoje "zady i walety" - jak wszystko na świecie. |