|
|
danuta "człowiek znający swoją wartość nie musi jej nikomu udowadniać".
Wzruszyłam się. Ja wśród takich ludzi wyrosłam i nigdy się ich nie wyprę, nigdy sie od nich nie odwrócę, bo to oni, nie wielkomiejski tłum, w którym zyję od wielu lat, ukształtowali mnie jako człowieka. Bolesne jest to, że tak mocno wrosły w naszą współczesność krzywdzące mity że tak łatwe stały się oceny. Od lat nasze "oświecone społeczeństwo" nie zauważa, że jego stosunek do polskiej wsi jest niczym innym, jak dyskryminacją...
Jeszcze raz ogromnie Pani dziękuję. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Dziękuję:) |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Na pewno selekcja do władzy z czasów PRL była negatywna. Uczciwi nie mieli się gdzie pchać. Do literatury trafiało się z urzędu bezpieczeństwa. Dlatego wartości szukamy gdzie indziej. I znajdujemy. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Urodziłam się w Warszawie, ale czasem wstydzę się do tego przyznać. I też wyjeżdżam. Na groby chodzę wcześniej. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Wydaje mi się, ze konserwuje trudne życie, nieustanny kontakt z zagrożeniem z niebezpieczną przyrodą. Ludzie gór są z natury tolerancyjni wobec innych, nie musi ich tego uczyć GW. Nasi gospodarze opiekowali się troskliwie i bezinteresownie sąsiadami- starszymi ludźmi innego wyznania ( zielonoświątkowcy) obciążonymi upośledzonym synem. "To Pan Bóg rozsądzi , my możemy tylko spełnić swój chrześcijański obowiązek"- mówiła nasza gospodyni. Z jej domu nikt nie wychodzi głodny, zachowała wszelkie staropolskie wartości i obyczaje. |
|
|
dający nadzieję tekst!Gratuluję. |
|
|
Od dawna nie ma mnie w Polsce.
To co teraz widze, znaczy przede wszystkim czytam bylo za moich czasow nie do pomyslenia.
Tajemnica, dlaczego tak jest, nie jest tajemnica.
Walka z polskoscia polega wlasnie na odebraniu wartosci fundamentalnych jednostkom, niszczenie swiadomosci wspolnoty spolecznej, wynikajacej z tego odpowiedzialnosci, a przez to poczucia wlasnej wartosci i wynikajacej z stad godnosci a powstala pustke wypelnia sie wlasnie czyms na ksztalt kloaki.
Gory swietnie konserwuja: tak jest na calym swiecie. To sprawia potega gor a gorole sa tym specyficznym wlasnym narodem w kazdym kraju. |
|
|
To ja, moze dla rownowagi, pochwale warszawiakow - tych przypadkowych, spotkanych na ulicy zeszlego lata - byli naprawde mili i przyjazni. Pewnie mialem szczescie, bo wizyta byla dosc krotka... Tak czy inaczej, glowna przyczyna powszechnego braku zaufania jest moim zdaniem brak poczucia bycia na swoim, w szerszym tego slowa znaczeniu. Tacy np Holendrzy czuja sie faktycznymi gospodarzami wlasnego miasteczka, gminy itp, a u nas jest to co najwyzej pole do dzialania wszelakich sitw. Wlasnosc, bezposrednia i posrednia, jest zatem kluczem do sukcesu. |
|
|
Szanowna Pani Izabelo.
Do Warszawy ściągnęły wszystkie parszywe kundle z polskiej wsi. Stały się elytą.
Dlatego tak zabolały słowa "wykształciuchy".
Ad rem.
Ludzie i świat opisywany przez Panią istnieje. Ich dzieci są tacy sami, bo w kulturze Ojców wychowani.
Jest Pani wspaniała!
Padam do nóg. |
|
|
Anonymous Z Warszawą jest podobnie jak z Krakowem. Tyle, że z obu tych miast zdecydowana większość ludzi na Wszystkich Świętych wyjeżdża. Ze mną włącznie. Być może to wynik oderwania od tradycji. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Szkoda, że niektórzy zrozumieją to za późno. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Właśnie, kiedy to wróci? Kiedy będziemy umieli sie porozumiewać? Kiedy stukanie do drzwi będzie oznaczało koszyk owoców, a nie sąsiedzką awanturę? |
|
|
NASZ_HENRY ducha ;-) |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Moja najmłodsza córka chodziła do renomowanego katolickiego gimnazjum. Koleżanki, które uważały się za elitę elit miały podobne jak Pan pisze obyczaje. Jej to nie dotknęło osobiście ale i tak nie mogła wyjść z podziwu. Wybrała sobie publiczne liceum, a teraz trzyma konie na wyścigach. Z końmi i ludźmi z wyścigów porozumiewa się doskonale. |
|
|
Coryllus Wańkowicz to oszust, on nic a nic z tego swoje dawnego życia nie zrozumiał. Ja kiedy przyjechałem do Warszawy na studia, zauważyłem tu rzecz wprost niesłychaną. Oto ludzie potrafili komentować czyjeś zachowanie lub wygląd w bezpośredniej obecności tej osoby. Jak się potem okazało były to nawyki wyniesione z renomowanych, stołecznych liceów. Nie wszyscy się tak zachowywali, ale ci uważający się za wybrańców tak robili. |