Otrzymane komantarze

Do wpisu: Niedole blogera
Data Autor
gorylisko
Szanowna Pani, z powyższego wpisu, widzę, ze jest Pani Prawdziwa Damą tego blogu, chylę czoła i kłaniam się nisko oraz  tradycyjne, nie modne, do usług Szanownej Pani... Mam do czynienia z z IT jak teraz się modnie mówi, konkretnie z komputerami, sieciami, oprogramowaniem... niejeden raz spotkałem sie z pomówieniami o braku profesjonalizmu (następne modne słowo klucz) problem w tym, że niejeden z tych profesjonalistów nie potrafił rozwiązać problemów w firmach, czasem niełatwych... tylko ten niżej nieprofesjonalny goryl znajdował rozwiązanie.... czasem dosłownie za pięć minut przed otwarciem sklepu, firmy, etc... Niestety, jeszcze nie usłyszałem, tekstu pt. "przepraszam, miałeś rację, etc..." Nie wiem z czego to wynika ? Ze zwykłego strachu ? Nikt nie jest alfa i omegą, każdy może się mylić ale niestety nieomylnych zupaków na świecie jest dostatek... niektórzy sa na tyle bezczelni, że próbują imputować innym cechy niespotykane... Dlatego staram się brać takie rzeczy na humor... choć czasem ciężko pewne sprawy traktować z humorem... Życzę pogody ducha i spokojnego wkurzania się...choć wiem, że to bardzo trudne  
gorylisko
Miło mi, że pani wróciła i zdrowie u Pani OK. Z przyjemnością czytam pani posty. Wiedza, erudycja, doświadczenie i wysoka kultura osobista, przyznam się, że ma pani wpływ na nieokrzesanego goryla i chama jakim w końcu jestem... Co do różnej maści psycholi, zgadzam się. Nie przepadam za Lemem ale trudno się z nim nie zgodzić, że, dopiero mając internet, zorientował się ile jest durniów na świecie. Ja bym dodał, durniów jak durniów ale ilu ludzi których trudno posądzić o dobrą wolę a o obiektywiźmie już nie wspomnę... przykłady, nawet na niniejszym blogu... zresztą odezwał się był już jeden... Swego czasu na NE miałem zagwozdkę z gościem który koniecznie wymagał  dowodu na to czy na tamto...konkretnie jak katarynka usiłował mnie umieścić przy zmywaku jako moim miejscu pracy... owszem zdarzało mi się pracować... ale pracuję w zupełnie innej branży co nie oznacza, że straciłem kontakt ze zlewem, w końcu u siebie w domu zmywam naczynia... żeby było ciekawiej, znam osobiście bardzo sympatycznego profesora nadzwyczajnego który lubi zmywać naczynia ;-) w ogóle przesympatyczna rodzina, w/w pan profesor, nie uważa wcale coby mu korona z głowy spadła z tego tytułu a o pewnych sprawach potrafi opowiadać, że mózg staje...  
jest Pani niezwykle mądrą Kobietą,Kobietą z KLASĄ i dlatego wobec Pani nigdy nie pozwoliłabym sobie na jakąkolwiek nieuprzejmość. Często porusza Pani temat nauczania,i choć jest mi on bardzo bliski,nie ośmieliłam się zabrać głosu,bo obawiałam się,że mogę napisać "coś nie tak",a to sytuacja dla mnie naprawdę wyjątkowa. Pozostaję z wielkim szacunkiem dla Pani i Jej wpisów.
mają "each" zamiast "every", musi więc się rozchodzić o to "I tu należy wspomnieć o różnicy między słowami "each" i "every". Oba znaczą "każdy", jednak "each" używamy w odniesieniu do każdej z dwóch rzeczy czy osób (lub więcej), a "every" wtedy, kiedy mówimy o każdej z co najmniej trzech rzeczy (osób, itp.). Mówiąc prościej, tam gdzie mowa jest o co najmniej trzech osobach (rzeczach), możemy "each" i "every" stosować zamiennie, a tam, gdzie tylko o dwóch, możemy użyć jedynie "each".' Przyznam szczerze, że to mógł być błąd autorki (Stanisławski tez nie był od nich wolny) ale przez lata, które upłynęły od mojego debiutu językowego, zauważyłam pewne zmiany gramatyczne, pewne rzeczy są jakby nieaktualne ... Pod względem różnorodności językowej w podręcznikach bywa czasem nawet nieźle, prezentuje się różne akcenty, warianty, w książkach dla młodzieży a szczególnie dla dorosłych, choć to oczywiście nie przygotuje każdego do przeprowadzenia wywiadu na ulicy :) Mnie jednak bardziej uwiera to przesłanie zza tekstu, takie swoiste "Róbta co chceta".
Izabela Brodacka Falzmann
Panie Zdzichu, Pan jesteś mizantrop. Czy się mylę?
Izabela Brodacka Falzmann
Ale anglistka, Pani Magdalena nie widzi błędu w podręczniku. Cóż mam począć nieszczęsna, jak ustalić gdzie jest pies pogrzebany?
Izabela Brodacka Falzmann
Bardzo mi miło, a ja zawsze z zainteresowaniem czytam komentarze. Naprawdę - to nie minoderia- bardzo wiele się dowiaduję od czytelników.
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję za mile słowa.
Izabela Brodacka Falzmann
Nie , nie chodziło o wymowę bo uwagi dotyczyły tekstu. Podobno nieprawidłowe jest w tym kontekście  " every". Co do nowych podręczników- są rzeczywiście straszne. Chaotyczne, często uczą jakiejś środowiskowej grypsery zamiast języka . Oczywiście każdy kij ma dwa końce. Do Stanów wyjeżdżają często dziennikarze, którzy nie przeprowadzą wywiadu na ulicy bo nie rozumieją różnych grup etnicznych tam mieszkających. Im słownik slangu faktycznie się przydaje. Ale czy jest sens uczyć tego w Polsce? Kiedyś poprosiłam znajomego, rodowitego Anglika o rozwiązanie testu maturalnego. z języka angielskiego. Obliczył sobie punkty i wyszło, ze nie zdałby matury w Polsce. Jest z wykształcenia filozofem i tłumaczem. Nie wydawał się być specjalnie przejęty tym niepowodzeniem.
i choćby mnie potraktowano metodą ubecką nie umiem wyjaśnić co jest złego w tej wyliczance ani jak powinna brzmieć poprawna wersja. Może coś przeoczyłam, Internet pokazuje taką wersję i taką kolejność. Może chodziło o wymowę? Być może pan dr Pasierbiewicz miałby na ten temat jakieś informacje. Tak czy owak, toż to czysta bzdura, a argumenty personalne to czyste chamstwo. Dlaczego odrobina kultury wymaga nadludzkiego wysiłku? Założę się, że to kwestia anonimowości ... Można sobie poużywać zza klawiatury. Choć sądzę, że to co się obserwuje w debacie publicznej utwierdza wielu w przekonaniu, że na żywo też mogą sobie pozwolić na bardzo wiele. Niestety. PS. W podręcznikach do angielskiego, pani Izabelo, królują teraz rzeczy paskudne- np. kłótnia 15-latki z rodzicami na temat nocnych powrotów do domu, zapodana w wersji audio i wideo, pogardliwa rozmowa syna z ojcem na temat "nowych technologii", z podtekstem, że "stary jest nudziarzem", teksty na temat wszelakich dziwactw, rozbitych rodzin, itp. Po prostu Rodzinka.pl. Tęsknie za moim starym, przaśnym podręcznikiem "We learn English".
-szczególnie dla ekspertów od "titaników"- np. Smoleńsk, gender, itp. Nadludzkiej siły potrzeba (powiedziałbym szatańskiej), aby udowodnić, że prawda jest fałszem, a fałsz jest prawdą.
ludzi, którym się wydaje, że znają się na wszystkim.
I ZYCZE WYTRWALOSCI W TYM CO PANI ROBI A LUDZIE JAK TO LUDZIE
Taki sposób traktowania innych, krzyk, popisywanie się wiedzą cząstkową na dany temat, brak osobistej kultury zdarza się.Najcześciej w ten sposób ktoś leczy swoje kompleksy albo jest osobą o cechach psychopatycznych i celowo sprawia komuś przykrość. Nic na to nie mozna poradzić. Dorosłej osoby nie wychowa się. Najlepiej to ignorować. Jestem pewna ,ze z wielka przyjemnością , uwagą wysłuchało Panią setki ludzi, a tylko kilku z nich tak sie zachowało jak Pani opisała. Proszę robić co Pani uważa za dobre ,wazne nie przejmując się takimi typami. Wiem,ze sporo osób czyta Pani bloga z ogromną przyjemnością.
NASZ_HENRY
powodują niedole blogerów ;-)
Chcę tylko powiedzieć, że bardzo się cieszę gdy znajduję Pani kolejny wpis na Naszych Blogach. Pozdrawiam serdecznie
Do wpisu: Irek do tablicy
Data Autor
jazgdyni
 albo nawet zauważyliście, że środowiska homoseksualne nie mają tych problemów. Bardzo się wspierają nawzajem i dają sobie dobry start. Zresztą identycznie jest ze środowiskiem żydowskim. A prawicowcy zażarcie się zwalczają....
Izabela Brodacka Falzmann
Ostatnio usłyszałam od Ciebie: " serdeczne życzenia składa naczelnik więzienia", teraz kominiarz. Bardzo ciekawe:)
Izabela Brodacka Falzmann
Teraz problemy mieszkaniowe nie zmalały. Młodzi ludzie biorą kredyty na 30 lat i stają się niewolnikami banku i korporacji w której pracują. Buntownicy nie chcą tego. Problem jest jednak w tym, że zgadzając się z ich diagnozą stanu społeczeństw ( " kapitał koncentruje się, bogatsi stają się jeszcze bogatsi, biedni co raz biedniejsi" - tak twierdzą koledzy młodej Niemki) i nawet im po trochu kibicując nie mamy przekonania, że uda im się wymknąć systemowi. Ich ofiarami stają się zbyt często najbliższe rodziny. Łatwiej terroryzować babcię niż walczyć z systemem.
...jest zapewne więcej. Ja wspomnę o dwóch, wg mnie znaczących. 1. Odpępnienie - a raczej jego brak. W tzw dzikich plemionach granica między dziecięctwem a dorosłością była ściśle wyznaczona i podkreślona właściwym rytuałem. A co ważniejsze - świeżo upieczony dorosły był zmuszony podjąć trudne obowiązki na rzecz wspólnoty i rodziny( polowanie, obrona współplemieńców). W zamian miał nowe przywileje dostęp do kobiet, współuczestnictwo w polityce plemienia). Rzecz jasna nie z dnia na dzień. "U nas" jest inaczej. "Dzieckiem" można być i być nawet mając już własne potomstwo i uroczysta "osiemnastka" w praktyce niczego nie zmienia. W PRL przeraźliwa "wieczna młodość" wynikała z biedy i beznadziejności. Teraz powoli się to zmienia, ale pokoleniu nieodpępnionych trudno przychodzi odpępnienie własnych dzieci. No i jeszcze te malutkie rodziny, zwane nuklearnymi(tata, mama dziecko), Ot po prostu szkoda jedyne pisklę wywalić z gniazda, aby samodzielnie polatało. Tyle wokół jastrzębi... 2. Swoisty kult niedojrzałości - czyli nieznośna lekkość bytu. Intensywnie lansowany kult młodości spowodował, że dzieci nie aspirują do dorosłości - a wręcz odwrotnie! "Dzierlatki" po 60-ce ( Kora, Maryla R) i pięćdziesięcioletni "chłopcy" ( KUBA Wojewódzki, czy święty lewacki Owsiak)- to wzorce kulturowe naszych czasów. Chyba wystarczy pisania , bo wiemy o co chodzi. Ps. Bardzo się cieszę , że Iza B. znowu pojawiła się na swoim blogu. ZDROWIA i wydajności twórczej życzy kominiarz :)))
JoannaK
Po pierwsze - bardzo się cieszę, że Pani wróciła. zawsze czytam Pani teksty i z większością spostrzeżeń zgadzam się bez szemrania. W tej sprawei jednak nie mam takiej jednoznacznej opinii. Rzeczywiście wielu młodych ludzi jest zapewne na garnuszkach rodziców, choć za komuny, kiedy były problemy mieszkaniowe to zjawisko występowało chyba w większym natężeniu. Wtedy nie było za to takiego bezrobocia, ale sama mialam trochę koleżanek, które po ukończeniu studiów były na utrzymaniu rodziców, choć pracowały ("Ty się córcia zabaw, kup sobie ubrania, kosmetyki, nas stać, żeby dać ci jeść). Dziś ja widzę dookoła, że młodzi ludzie często nie mogąc znaleźć pracy, czy satysfakcjonującej posady, a właśnie nie chcąc żyć na utrzymaniu rodziców, wyjeżdżają za granicę. Często usamodzielnienie zaczyna się od studiów w innym mieście. Potem juz nie wracają, żeby nie wiadomo co. Znam dziewczynę świeżo po politechnice, która robi biżuterię, inną, która po maturze zatrudniła się w hodowli psów, bo na studia się nie dostała. Niektórzy po studiach robią jakieś kursy zawodowe i w ogóle nietrafiają do pracy zgodnej z wykształceniem, a dzieje się tak właśnie dlatego, że nie chcą być na utrzymaniu rodziców. Znam też takich, co to może na pełnym utrzymaniu nie są, ale mimo, że zalożyli rodziny, mieszkają z rodzicami ("bo dom duży") i niewiele dokładają się do wspólnych rachunków. To jednak, przynajmniej wśród moich znajomych, margines. Trzeba by było rzeczywiście przeprowadzić jakieś badania i wtedy można obiektywnie stwierdzić jaka jest tendencja. Panie Irku, do tablicy! Pozdrawiam serdecznie, JK.
w ten sposób, inni proponują coś zgoła odmiennego: mmtrojmiasto.pl
Izabela Brodacka Falzmann
Sam wiesz, że my pracowaliśmy też poniżej naszych możliwości. To, że dyrektorem szkoły był partyjny głupek nie zwalniało mnie jednak z poczucia odpowiedzialności za uczniów. To, że na ASP miejsca były obsadzone na kilka lat naprzód było publiczną tajemnicą i nie powodowało depresji. Myślę, że obecnie jest to zjawisko światowe. Młodzi ludzie czują się oszukiwani przez system. Bronią się oszukując ten system. Albo tak im się tylko zdaje, bo najczęściej oszukują samych siebie. Jednak wiele osób po prostu nie chce pracować. Albo mają wygórowane wymagania. Wciągnęłam kiedyś młodego człowieka do tłumaczeń dla stacji Planete. Zażądał, żeby kierowca przywoził mu filmy do domu. Nie przyszłoby mi do głowy coś takiego. Faktycznie czasem kierowca przywoził mi filmy do adiustacji gdy nagranie było następnego dnia  i było jasne, że będę pracować w nocy. Ale nie było to z mojej inicjatywy. Jak łatwo się domyślić chłopak nie utrzymał się w pracy. Zrezygnował również z pracy w bibliotece i pomimo wysokich kwalifikacji załatwił sobie rentę . Nie wiem czy jest szczęśliwy.
jazgdyni
Witaj To już znasz, ale powtórzę: ........................ Już dobre 10 lat temu czytałem analizę o 40 letnich, włoskich "synkach", którzy wolą być przy mamusi, niż wziąć życie w swoje ręce. 4 lata temu współpracowałem z norweskim oficerem, którego kabina to był chlew; przez 6 tygodni nie przeprał sobie majtek, czy skarpetek. Wszystko zbierał do wora i w Norwegi mamusia to przepierała. Znam takich przypadków mnóstwo. To jest psychiczny problem, problem bezsilności wobec coraz bardziej nieprzychylnego świata. I problem ten występuje jaskrawię w rodzinach raczej lepiej uposażonych. Bo biedak wyrzuci z domu, jak sam nie ma. A bogatszy się podzieli. Taki jeden przypadek. Wybitnie uzdolniony artystycznie młodzieniec trzykrotnie zdaje na Akademię Sztuk. Trzykrotnie ląduje, mimo zachwytów pod kreską. Rodzice nie wiedzą, że egzaminy są fikcją i każde miejsce na uczelni ma swoją konkretną cenę. Młodzieniec odstawia pędzle i ołówki z początkami depresji, zniechęcony na całe życie do sztuki. Rodzice kierują go na prywatny uniwersytet, gdzie bez trudu zdobywa tytuł magistra. I co z tego? Nawet na czekającą go pracę urzędniczą trzeba mieć odpowiednie "chody". Rodzice ich nie mają. Parę lat doprowadza do głęboko rozwiniętej depresji. Z drugiej strony, rodzice nie dadzą przecież umrzeć dziecku z głodu, a to paradoksalnie tylko pogłębia depresję. Znam wiele takich przykładów. Izo, pewnie możesz potwierdzić, że bez twego wsparcia, już w dzieciństwie córki borykałyby się z kłopotami. ......................... Dodam do tego dwie sprawy: - jest absolutna racja z tą lojalnością. Pisałem o tym wielokrotnie. Istnieje w kraju niestety deficyt tej cechy. I to zarówno w pracy, jak i w rodzinie, - nie zgodziłbym się z tą chęcią szybkiego zostania rencistą, czy rentierem. Oni naprawdę chcą pracować. Tylko zrobili się wybredni. Zatrudniliśmy właśnie takiego jednego depresanta. Metamorfoza jest ogromna, ku naszej radości. Teraz to człowiek pełen inicjatywy, ognia i pomysłów. Nagle poczuł się użyteczny i potrzebny. To go skutecznie odmieniło. Tylko ilu młodym mogę pomóc? Pozdrawiam
Izabela Brodacka Falzmann
A jednak to nie światy równolegle. Naprawdę prowadziłam bardzo wiele rozmów. Kiedyś żerowanie na babciach zarezerwowane było dla autentycznego menelstwa. Teraz zjawisko to dotyczy również inteligenckich rodzin. Nie jest zupełnie rejestrowane ani opisane w Polsce ze zrozumiałych przyczyn. Podobno było opisywane na zachodzie. Proszę o wskazanie lektur.