|
|
A propos makaronu, gotuję go zwykle al dente, choć niekiedy też, "al dziąsło". |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja zapamiętałam " Przez puszcz goniła psiamać lelują pędzona". Ale może to plagiat parodii? Albo parodia parodii? |
|
|
Ustawienie klawiatury na polskie znaki, to kwestia kilku kliknięć. Trzeba tylko chcieć.
Jest tutaj jeden z blogerów, któremu też się wydawało, że nie ma możliwości.
Pal sześć formę, o szacunek dla mowy ojczystej chodzi. Równie dobrze może Pani pisać z "bykami", też jakieś wytłumaczenie się znajdzie.
Czy pisząc w "swoim" nowym ojczystym języku nie używa Pani umlautów? |
|
|
Teresa Bochwic A może ktoś z Czytelników pamięta, kto znakomicie i po mistrzowsku parodiowal liczne teksty literatury polskiej? Pamiętam tylko, że o "Puszczy" Gołubiewa było tam "Szła ścieża przeze puszcz". Genialne. |
|
|
Teresa Bochwic Nepotyzm: faworyzowanie członków rodziny przy obsadzaniu stanowisk i przydzielaniu godności. Dotyczy rodziny.
Korupcja: nadużycie stanowiska publicznego w celu uzyskania prywatnych korzyści. Dotyczy urzędników.
Poprawiacze sami robią błędy... |
|
|
na nieużywanie polskich znaków diakrytycznych? |
|
|
Uprzednio napisałem bazując na wiedzy i umiejętnościach, jakie zdobyłem, zanim rozpocząłem regularną naukę języka polskiego w szkołach.
Gruby żart jest nie mniej trudną sztuką, jak finezyjny dowcip. Granica pomiędzy grubym żartem, a wulgarnością jest równie wąska, jak pomiędzy powagą, a dworowaniem.
Jednak podkreślę, że nowobogaccy.
Nikt nie nakłoni mnie już do czytania klasyki, ani literatury współczesnej - nadeszła moja era! :)
Masz rację.
Moi mówili językiem codziennym, a mimo to potrafię porozumieć się z Panią.
Nie, nie nadszedł ten czas, on mija.
Błędy, niezręczności, obserwowalny wandalizm językowy, zdarzające się na "naszeblogi" kładę na karb niecierpliwości, "porywów duszy" - tych romantycznych i tych rewolucyjnych.
Nie potrafię i nie próbuję już, pozbyć się kategorycznego, paternalistycznego tonu moich wypowiedzi - przepraszam :)
Jak widać, łatwiej mi jest formułować opinie w punktach, a mimo to często czynię wysiłki, by temat opisać płynną mową.
Pointa:
Komentarze, mój i widniejące w sąsiedztwie, spowodowały, że odbiegliśmy od tematu. Język prezentowany przez oficjeli i znaczne gremia dziennikarzy (pominę ich otczestwo, pochodzenie. Stanowisk, funkcji im nie ujmę.), ich język prezentowany w komunikatach do obywateli bywa straszny i nic ich nie usprawiedliwia. Straszny, obraźliwy dla słuchaczy, bez względu na to czym się kierują formułując swoje wypowiedzi. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Bardzo zaciekawiło mnie, że w innych krajach nie używa się ex-tytułów. Podobno ta moda przyszła do Polski właśnie z zaboru austriackiego, z Galicji. Tak w każdym razie twierdził mój ojciec, który w dodatku nazywał żartobliwie Galicję Galileą. Ale Pani jest u źródła więc chętnie dowiedziałabym się kiedy i jak te obyczaje przeszły do lamusa. Pozdrawiam serdecznie. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Jak widać nigdy nie dość nauki:)A rusycyzmy ja też kocham z racji kresowego pochodzenia. Co gorsza nie jestem ich świadoma. Ale gdy ktoś mnie poprawi staram się korygować swój język. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Są ludzie mający wyczucie językowe ( ja do nich nie należę) którzy mogą pozwolić sobie na używanie języka marginesu nawet w publicystyce. Uważam, że do nich należy Ziemkiewicz. Wśród tłumaczy- Bartosz Wierzbięta, który nie trzyma sie tekstu angielskiego, ale jego tłumaczenia są lepsze od oryginału. Tłumaczenia Boya też były lepsze od na przykład Balzaca w oryginale. To był wielki talent. Polityk nie powinien jednak pozwalać sobie na mówienie "Misiem" czy "Rejsem". A może nie mam racji. Nasi rodzice mówili Sienkiewiczem i Wyspiańskim. My dodaliśmy Gombrowicza i Mrożka. Może czas przyszedł na "Misia". |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Dziękuje za korektę. będę musiała zatem wrócić do Rodziewiczówny. Bardzo lubiłam " Lato leśnych ludzi". W moim ekskluzywnym liceum takie lektury było to dno upadku towarzyskiego. Oczywiście za to parodie Magdaleny Samozwaniec były " w cenie". Pamiętam tekst z uczniowskiego teatrzyku wyśmiewający Gołubiewa: " przez bór pędziła psia mać lelują goniona". Odechciało mi się czytać Gołubiewa czego teraz żałuję.
Pozdrawiam serdecznie. |
|
|
Samozwaniec by chyba umarła od podejrzenia, że napisała aż taki patriotyzm ... :)
Wie Pani, ja kocham rusycyzmy, rada bym nigdy się ich nie pozbywać. Są liryczne i historyczne. Nie to co niechlujne anglicyzmy ładujące się drzwiami i oknami przy pomocy byle jak machniętych list dialogowych czy podle wydanej książki.
Aż drze po skórze :) |
|
|
Język jest narzędziem niezwykłym.
Jest bronią, narzędziem codziennym powszechnym i zabawką. Myślę, że ta ostatnia funkcja języka sprawia, że w językach i slangach młodzieżowych więcej jest neologizmów, niż jest w stanie wytworzyć nauka.
Zakładam, ze część polityków dopuszcza się lapsusów słownych, dla zwiększenia zasięgu oddziaływania ich wypowiedzi. Naginanie języka mówionego do wszystkich "globalnych" "sztorców", "połci" itp. , jeśli świadome, może mieć na celu "mruganie" do inteligencji, jednak w taki sposób, aby było również zrozumiałe dla pospólstwa. Nie jest to czysty chwyt.
Błędy językowe są plagą infekującą wszystkie formy środków przekazu, zarówno w treściach wypowiadanych, jak i pisanych.
Politykom można jednak wiele wybaczyć (chociaż braku wykształcenia nie powinno się wybaczać rządzącym), natomiast błędy i lapsusy językowe dyskwalifikują dziennikarza, niezależnie od tego czy traktuje o polityce, czy jest z redakcji sportowej.
Będzie z dziesięć lat... :) ...jak obserwowałem modę wśród nowobogackich z dobrych partyjniackich rodzin proletariackich, na cytaty: najpierw z "Misia", później z "Rejsu". Jak oni się cieszyli, że są tacy trendy, i cool, i do przodu, i "kumaci" i tacy polscy.
Ale język polski, aczkolwiek oszpecany na co dzień, jest żywy, piękny i taki pozostanie.
Proszę wybaczyć, ale sporo podróżowałem po kraju i nasłuchałem się różnic w języku codziennym (i potocznym i codziennym). Wszędzie gdzie byłem, język polski, ten piękny, pożądany występuje jedynie w enklawach. Myślę, że zawsze tak było, natomiast obecność w mass mediach, języka nad którym Pani ubolewa ma ogromny wpływ destrukcyjny i demoralizujący na język "codzienny". |
|
|
piękny,mądry tekst, z każdym słowem się zgadzam/lub nie,ale z tymi, z którymi się nie zgadzam,nie zgadza się też Pani/.
Mam tylko jedną uwagę: 'Między ustami,a brzegiem pucharu' napisała Maria Rodziewiczówna.
Magdalena Samozwaniec napisała parodię książek Heleny Mniszkówny, pt. 'Na ustach grzechu'.Nie chcę robić plotek,ale ponoć bardzo jej w tym pomogła starsza i zdolniejsza Siostra,Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.
Ja też nie kupowałam słoniny w jatce,ani niczego nie szyłam u krawcowej,ale jednak,chwalić Boga,jeszcze mi się połeć z postawem sukna nie myli,ani sztok ze sztorcem. Nie jestem politykiem,więc nie przepraszam za 'kolokwializm'. Chociaż,gdy słyszę,kiedy jakiś poseł 'udał się jakby na to miejsce' i 'zaczął się jakby rozglądać' dostaję bardzo kolokwialnej piany na ustach.
Jeszcze raz dziękuję za mądry post. |