|
|
Jeżeli dziecko jest objęte specjalnym tokiem nauczania,nie może być mowy o żadnej dysleksji.Jak sama Pani twierdzi,ono się dopiero uczy.To samo tyczy odpytywania przy tablicy.Dziecko pozbywa się nieśmiałości z równoczesnym nabywaniem pewności siebie,a stąd krótka droga do małych szkolnych sukcesów.
Wracając do popełnianych przez dziecko błędów (i nie tylko)polecam Pani ćwiczenia w zakresie analizy i syntezy wzrokowej.
Ćwiczenia i zabawy są bardzo interesujące dla dzieci,a wyniki rewelacyjne.
Aktywizują one dziecko a to z kolei doprowadza do tego,że potrafi ono dłużej i dokładniej -z własnej inicjatywy- koncentrować uwagę na przedmiotach i zjawiskach.
To tak w wielkim skrócie. |
|
|
Nauczycielka przejęła wychowawstwo właśnie w drugiej klasie, a ja się u niej pojawiłam w połowie września. Znając dziecko 2 tygodnie zaproponowała poradnie. Ponieważ jej argumentami nie były konkretne wady u dziecka ale fakt, że będzie ono miało więcej czasu na testach, nie będzie zwracana uwaga na błędy ortograficzne, stanowczo odmówiłam na zasadzie: Ale Pani WŁAŚNIE MA zwracać uwagę na jego błędy, przecież ono się dopiero uczy. Moja reakcja ją zdziwiła, powiedziała mi to.
Teraz po półtorarocznej już znajomości wychodzę z założenia, że albo to jest lepiej gdzieś punktowane, takie osoby z papierem, albo nie chce jej się "bawić" z dziećmi, które są przeciętne. Syn przy systematycznej pracy z nim dobrze sobie radzi, prymusem może nie będzie, ale nie jest źle. Jest nieśmiały tzn. nie lubi się wypowiadać na forum klasy, mało się zgłasza, ale to wynika z jego asekuracji przed tym co nowe i nierutynowe. Sugerowałam, żeby nauczycielka często brała go do tablicy. Wiem z doświadczenia, że z rzeczami, których się boi, gdy stają się rutyną, przechodzi z tym do porządku dziennego. Ja ze szkoły pamiętam, czy byliśmy matołami czy bystrzachami każdy musiał odstać swoje pod tablicą, takie życie, traumy nie kojarzę by ktoś po tym miał. Wiem od syna, podpytywałam jego koleżanki, mój syn w ogóle nie jest odpytywany przy tablicy, chociaż nauczycielka zapewniała, że tak jest. A szkołę syn lubi, nauczycielkę też, jest raczej spokojny, może przespać na lekcji i nikt go nie tknie. Tylko ja w domu mam "jazdę" bo cała robota spada na mnie. Mam wrażenie, że syn chodzi do wykładowców na uczelnię, nie do szkoły. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann W naszej przychodni pewna pani wpychała pacjentom sól do moczenia nóg. Mnie to nie spotkało ( unikam lekarzy ) ale córka przyszła wściekła. Nie mogła pni doktór wytłumaczyć, że nie ma najmniejszego zamiaru moczyć nóg w miednicy. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Słyszałam od lekarzy, że firmy farmaceutyczne windują ceny leków podlegających refundacji. Czyli to pozorne dobrodziejstwo obraca się przeciwko pacjentom. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann W mojej szkole podstawowej większość chłopców cierpiała na " syndrom łobuziaka". Nikt ich nie diagnozował i z tego wyrastali. Oczywiście wtedy dopuszczalne było wychowywanie przez rodziców metodami, za które ci rodzice dziś siedzieliby w wiezieniu. Pamiętam kolegę, który trudnił się rozbrajaniem znajdywanych w ruinach pocisków . Proch był bardzo przydatny do strzelania z kluczy, więc nim handlował. Były to klucze do piwnicy czy strychu, ogromne z rodzajem lufy , w którą dało się wepchnąć substancję wybuchową. Coż na ten temat mogą wiedzieć ludzie, którzy otwierają drzwi kartą?. Otóż ten chłopiec przyszedł kiedyś do szkoły wyraźnie nie w formie. Okazało się, że ojciec zniechęcił go do biznesu pasem. Pewnie ojciec miał rację- brat Wandy Rutkiewicz zginął rozerwany przez niewypał w trakcie takich, powszechnych dziecięcych zabaw. Nikomu jednak nie przyszłoby do głowy faszerowanie łobuziaków psychotropami czy - jak na tamte czasy- bromem. Przecież nawet penicylinę można było zdobyć tylko ze Stanów. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann No i jest jeszcze jeden ponury aspekt tej sprawy. Wszelkie " diagnozy" w tym szkolnych pedagogów, wędrują wraz z dzieckiem w jego karcie. W ten sposób bardzo łatwo o- tak modną przecież - stygmatyzację. Po co nauczyciele liceum mają wiedzieć, ze w szkole podstawowej Jaś był grubasem i moczył się w nocy? Dlatego rozsądni rodzice unikają kontaktu z psychologami i pedagogami szkolnymi i nie informują szkoły ewentualnym leczeniu. (Nierozsądni, jak pewni państwo z Krakowa, o mało nie stracili dzieci.) Gdyby władzom udało się wprowadzić legitymację zdrowotną z zapisanymi elektronicznie informacjami na temat historii wszelkich chorób pacjenta i stosowanych leków, być może zmniejszyłoby to marnotrawstwo (trudniej byłoby, jak kiedyś mój sąsiad cukrzyk zgromadzić kilkanaście " penów") , ale każdy stójkowy czy prosta farmaceutka mieliby dostęp do tak zwanych "danych wrażliwych". Czyli chory byłby jak w świetle jupiterów. Takie dane są przedmiotem zainteresowania firm ubezpieczeniowych i "łowców głów", są więc przedmiotem handlu. Znana jest historia pewnego ubezpieczonego, którego rodzina nie dostała wypłaty z polisy, bo detektyw firmy odkrył, że człowiek, który zmarł na wylew " zataił", że w wieku 4 lat spadł w przedszkolu z huśtawki, a było to w aktach. |
|
|
Dysleksja nie podlega zwiększonej subwencji.Obawiam się,że papier jest potrzebny,bo wtedy zwalnia nauczyciela z solidnej pracy z dzieckiem;zawsze można się przecież powołać na ów papier.
Co do reszty,mam pytanie:kto stwierdził u dziecka dysleksję?
Już sama dysleksja może być powodem nieśmiałości u dziecka,jeżeli jest w klasie nagłaśniana przez nauczycielkę w obecności innych dzieci.
Zapraszam Panią do napisania na prywatny adres nb,postaram się pomóc w konkretny sposób. |
|
|
jazgdyni Dziękuję za poprawkę. No tak, to też Gdynianin Krause. Mea culpa.
Lecz ja chciałem uwypuklić łasucha na miód Kwaśniewskiego. Co, jak co, ale instynkt to on ma.
Pozdrawiam |
|
|
Szanowna Gospodyni i Wy, Dyskutanci
Co do lekow i refundacji.
W koncu lat `90 ub. wieku "na miescie" chodzily takie stawki za wpisanie leku na liste:
100tys baksow od sztuki - za rzadow niejakiego leszka em.
Po zmianie ekipy - na niejaki awues, stawka wzrosla juz do zielonego melona od sztuki.
Wpadla mi w rece Polopiryna S z tego okresu - jeszcze listkach granatowych po 20szt - kosztowala rowne 0,82PLN.
Co teraz mozna w aptece kupic za 82 grosze?
Na pewno nie polopiryne - ta kosztuje juz ok. 8PLN, jakies 9-10x drozej.
I na pewno NIE JEST to efekt INFLACJI [1000%].
Najwiekszym obciazeniem - dla wszystkich - jest administracja. Z tym, ze za odpowiednia LAPOWKE NIEKTORYM pozwala ona KOSZTY PRZERZUCIC na innych.
Regula [kolejnosc] dziobania, moi mili, w praktyce. |
|
|
:) Usmiecham sie pod nosem, bo co prawda nomina odiosa sunt, ale Bioton to na pewno nie od Kulczyka poczal sie:)
Biotona sdielal imc krause. |
|
|
Dzień dobry,
Bardzo mnie interesuje temat tych "subwencji". Czy chodzi też o taki przypadek dyslektyków? Mnie nauczycielka mojego syna, w drugiej klasie szk.podst. (poziom obniżony do systemu dla szczesciolatków) reklamowała, dosłownie, że warto mieć papier dyslektyka. Gdy to się nie udało, po mojej bardzo stanowczej reakcji, zaczęła nagabywać o wizytę u psychologa, dziecko jest zbyt nieśmiałe. Na moje propozycje jak tę nieśmiałość pokonać, usłyszałam, że nie może zastosować żadnych metod bez papierka od poradni.
Ciekawa jestem czy takie wypychanie do poradni mogło być podyktowane jakimś wymiernym czynnikiem? |
|
|
Zgadzam się z Panem,tylko obawiam się,że za chwilę dziecko o obniżonej pobudliwości dostanie psychotropy pobudzające,dziecko infantylne czy zahamowane podobnie.
Dlatego nacisk powinien być położony na PRAWIDŁOWĄ diagnozę.
Z wielu tzw.złych zachowań dzieci po prostu wyrastają.
Pozdrawiam :) |
|
|
jazgdyni Właśnie ta nadpobudliwość psychoruchowa połączona z deficytem koncentracji jest teraz definiowana jako ADHD.
Obawiam się, że taki zespół upośledzający, choć właściwie utrudniający rozwój dziecka, istnieje na prawdę. |
|
|
jazgdyni @NASZ_HENRY
A owszem, ja pływam, co nie znaczy, że żona ma się obijać.
Ta apteka miała być moją emeryturą ! Ha, ha, ha... :)))))))))))))))))))))))))))))))))))) |
|
|
Anonymous P.S.
Właśnie czytam wypowiedź min.Arłukowicza:
"Kolejną rzeczą jest zmiana w sposobie leczenia pacjenta. - Dziś często pacjent ma operowany nowotwór w ośrodku chirurgicznym, który nie współpracuje z żadnym ośrodkiem onkologicznym, dlatego po operacji długo czeka na chemioterapię bądź radioterapię."
Wniosek: centralizacja, a być może nie zrefundują w ogóle leczenia nowotworów chirurgii innej niż onkologiczna, czyli ograniczą dostęp do leczenia. Trzeba poczekać na szczegóły tej decyzji. Nie można wykluczyć, że istotnie zwiększą się nakłady na onkologię ze szczególnym uwzględnieniem chemioterapii. Firmom łatwiej przekonać ministerstwo do celowości chemioterapią niż poszczególnych pacjentów do parafarmaceutyków lub lekarzy do preparatu konkretnej firmy. I to niektórzy nazywają "makroekonomią". |
|
|
Pani Izabelo.Pozwoli Pani,że wrócę do określenia "czekoladopodobni".To "czekoladopodobni"nauczyciele,nie potrafiący czy nie chcący poradzić sobie z dzieckiem,wysyłają je do lekarzy,wypisując różne bzdury w opinii.A lekarz też idzie na tzw.łatwiznę i bezmyślnie przepisuje leki - przecież to nie jego dziecko.
Podczas mojej 30-letniej pracy z dziećmi,ani raz !!!!! nie zdarzył się przypadek dziecka z tak modnym dzisiaj ADHD.Owszem,były dzieci z upośledzeniem umysłowym,ale to już inna para kaloszy.
Pierwsze 6-8 tygodni mniejszy nacisk kładło się na naukę,większy na obserwację.Na jej podstawie można było określić "charakter"grupy,oraz zauważyć i odnotować te dzieci,które będą wymagać konkretnych zabiegów wyrównawczych,bądź szczególnej uwagi.Te drugie klasyfikowane były do odpowiednich grup dyspanseryjnych.Byliśmy doskonale przygotowani do pracy z dziećmi z zaburzeniami emocjonalnymi,uczuciowymi,nadpobudliwymi psychoruchowo itd.
Dzisiaj psychotropy i ... święty spokój.Dziecko jest najmniej ważne.
Nie wiem,czy Państwo wiecie,że na dziecko "z papierami" jest większa subwencja,więc na czym danej placówce ma zależeć?!
Pozdrawiam serdecznie Pani Izabelo z wielkim szacunkiem za poruszanie tak ważnych spraw. |
|
|
NASZ_HENRY To nie Prima Aprilis. Oto dowód na teleportację lub jasnowidzenie. Dałem odpowiedź o 9:14 na pytanie zadane o 9:15. Takie cuda ;-) |
|
|
jazgdyni @NASZ_HENRY
A skąd ma Pan takie dane Panie kolego?
Ja mam akurat aptekę, która cienko przędzie. A wie Pan, kto sieci zakłada? Mnie nie stać.
Z poważaniem |
|
|
NASZ_HENRY @jazgdyni myślałem, że Pan pływa po wodzie a Pan tu polewa, że ma aptekę. Jak jedna apteka przypada na 3 tysiące mieszkańców to sorry koleina musi cienko prząść ;-) |
|
|
NASZ_HENRY Biedni aptekarze to zakładją więcej aptek niż biedni bankierzy banków! Warto to sobie uświadomić zanim się cokolwiek napisze panie kolego ;-) |
|
|
Anonymous Pani Izo!
Jednym z aspektów tu poruszonych jest refundacja leków. Nawet w obecnych warunkach zdarzają się sytuacje gdy opakowanie 14 tbl. jest droższe niż 20tbl. a 7 tbl. droższe niż 14. Te drugie opakowania nie są refundowane. Po refundacji ceny zrównują się. Problem jest sama refundacja, która z założenia musi podnosić cenę leków, a jest to tylko jeden z aspektów wpływających na cenę leków. |
|
|
jazgdyni Witaj Izo
Cały ten system jest potwornie skorumpowany. Bo są tam olbrzymie pieniądze. Mówi ci coś nazwa Bioton? Miś Coralgol Kwaśniewski, razem z doktorem Kulczykiem, bardzo dobrze wiedzą, gdzie stoją na półce konfitury. To szybciutko doskoczyli do farmacji.
Gdy Pfitzer w 1998 roku wprowadził na rynek Viagrę, to już pierwszego roku zarobił miliard dolarów ( theguardian.com ).
Tak samo było z Eli Lilly w przypadku Prozacu. W 2001 roku było 40 milionów pacjentów biorących ten lek, co dało 10,8 miliarda dochodu ( businessweek.com ).
Concerta, lub bardziej znany Ritalin, wprowadzony przez farmaceutycznego giganta Novartis generuje podobne profity. Mimo wielkich wątpliwości odnośnie bezpieczeństwa stosowania tego leku. ( business.highbeam.com; pbs.org ).
Mówimy tu o jednym z dwóch najbardziej dochodowych interesów na świecie, o farmacji (obok zbrojeń). Więc i przekręty są ogromne.
.................
Taki obrazek:
W zaprzyjaźnionej aptece, tylko jednego dnia, pani magister realizuje 14 recept, tylko od jednej pani doktor, na dosyć rzadki antybiotyk. Zaciekawiona pyta pacjentów o chorobę. Okazuje się, że dobra pani doktor, wypisuje silny i niezbyt bezpieczny lek, jak leci. Od zwykłego przeziębienia, poprzez anginę, reumatyczne zapalenie stawów, a na nie zdiagnozowanej biegunce kończąc. Przedstawiciel potężnego międzynarodowego koncernu, który wykupił połowę polskich Cefarmów, dopiero co odwiedził dobrą panią doktor i ta właściwie zachęcona, ma gdzieś zdrowie pacjentów, tylko idiotycznie wykonuje plan sprzedaży zalecanego leku. Nagrodą jest dwu tygodniowy pobyt na Krecie pod przykrywką naukowego sympozjum.
TO SĄ NORMALNE I CODZIENNE SYTUACJE W APTEKACH !!!
TO NIE BIEDNI APTEKARZE SĄ SKORUMPOWANI, TYLKO PRZEDSTAWICIELE FIRM I LEKARZE.
Warto to sobie przyswoić i zapamiętać, zanim, jak jeden kolega tutaj, zacznie się aptekarzy oskarżać.
Pozdrawiam serdecznie |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Co więcej - naukowcy nie wstydzą się w tych oszustwach uczestniczyć. Na globalne ocieplenie najłatwiej dostać grant w różnych dziedzinach. To tak jak marksizm i leninizm w tekstach naukowych sprzed 50 lat. Przynajmniej trzeba było coś wspomnieć. Pamiętam pracę dobrego metodyka nauczania, w której umieścił pogląd Lenina :" nieskończone są możliwości elektronu". Nikt nie wie o co Leninowi chodziło, ale dla wydawnictwa był to atut pracy. |