Otrzymane komantarze

Do wpisu: Zawłaszczanie słów i symboli
Data Autor
O czym Pani gada?. Jakie homary, karczochy. Trójka Patriotów nie składała nigdy w życiu koca lub prześcieradła w prostokącik, w wojsku nie byli? Pewnie płaskostopie albo hemoroidy mieli, albo tatuś notabl ich od tej opresji wybawił. Kindersztuba wymieniona w kontekście w miarę sprawnego złożenia tkaniny w barwach narodowych. Przechodzi Pani sama siebie w wymyślaniu cudów niewidów.
Izabela Brodacka Falzmann
Faktycznie na czasie. Dzięki.
Izabela Brodacka Falzmann
Myli się Pan,  doskonale wiedziałam kto jest jednym z tych cwaniaków. Cóż mogę odpowiedzieć -amicus Plato sed magis amica veritas. Nie obchdzi mnie co Pan ma na ścianie i czego Pan słucha. Nikt też nie musi się nad moimi "wymysłami" pochylać. Wystarczy po prostu nie czytać. Jak na razie nie jet to przymusowe. Moje pokolenie było w gorszej sytuacji. Musieliśmy czytać płody socrealizmu. Ale jakoś przeżyliśmy. Dedykuję Panu hasło. "Przeżyliśmy Ruska przeżyjemy i Tuska".
Izabela Brodacka Falzmann
Ma Pan rację w tych rozróżnieniach. Jednak tak czy owak ta "gra" budzi mój wolnościowy opór. Zupełnie czym innym jest podróbka znanej firmy czy zawłaszczanie jej znaku firmowego ( logo). Zupełnie czym innym kształtowanie się stylu drogą ewolucyjną. Dobrym przykładem jest styl budownictwa góralskiego. Klasyczny styl gorczański kształtował się przez wieki drogą podglądania, imitacji, przejmowania wzorów. To Stanisław Witkiewicz ( ojciec Stanisława Ignacego Witkiewicza)  wpakował się jak Piłat w Credo ze swoją koncepcją góralskiej architektury i zepsuł ten piękny autentyczny styl. Czy możemy sobie jednak wyobrazić, że górale z Ochotnicy mogliby chronić gorczański autentyczny styl przed przeróbką czy podróbką na jaką pozwolił sobie  Witkiewicz? Witkiewicz projektował bardzo wiele obiektów- dwór w Przyborowie k. Dębicy, słynny dom "Pod Jedlami" w Zakopanem przy ul. Koziniec 1, klasztor i kaplicę Braci Albertynów przy drodze na Kalatówki,  Kaplicę w Jaszczurówce k. Zakopanego, gmach Muzeum Tatrzańskiego. Projektował kielichy mszalne, ławy i kredensy w stylu rzekomo góralskim to znaczy takim jaki za góralski zechciał uznać. Czy możemy sobie wyobrazić, że ktoś mógłby mu tych wariacji na temat ukochanej góralszczyzny zabronić?
Na czasie ... ( z innego portalu) tnij.org
Ależ tu nie chodzi patenty, certyfikaty, monopole, tylko o przypisanie negatywnych cech i mechanizmów określonej grupie - elektoratowi PO. Przecież wstępniak, gadka o cwaniakach i oscypkach nie miała by prawa powstać gdyby Pani Izabela wiedziała o tym że głównym cwaniakiem stojącym za monopolizacją oscypka jest pierwszy Katolik i prawicowiec Podhala Adam Bachleda Curuś. Katolik i w dodatku góral jest poza wszelkimi podejrzeniami o cwaniactwo, a jeśli fakty są inne to tym gorzej dla faktów. Tego rodzaju metoda urabiania czytelników w wykonaniu Pani Izabeli, towarzyszy jej od samo początku zaistnienia na Naszych Blogach. Robi to co prawda w sposób zdecydowanie inteligentniejszy niźli pan marchewka, kat czy markus sratus, ale cel jest dokładnie taki sam. Przedstawiać część współobywateli takich jak ja - żeby nie obrazić Pani Izabeli nie nazwę ich, ani siebie Polakami,a nóż a widelec mam na ścianie koło od wozu, może słucham Koko koko, i oglądam Wojewódzkiego, o telefonie w stanie wojennym i wyjazdach na Kanary nie wspominając - jako pozbawioną możliwości oceny dzicz, która powinna z pokorą pochylić się nad wymysłami Pani Izabeli. Nasze blogi lat temu dwa przestały być miejscem dyskusji, ich istnienie jest podporządkowane politycznemu celowi.
Pani Izabelo, nie chcemy - wierzę, że mówię w imieniu wielu - aby pisała Pani tylko o fajansach. Certyfikat pochodzenia, jak Pani zauważyła to nie patent, ani znak towarowy (a tu zdaje się myli Pani pojęcia). w założeniu chroni producentów z pewnego regionu, daje im monopol na używanie nazwy związanej z miejscem pochodzenia (przykładem może być francuski Roquefort). W przypadku oscypka błędem było zarejestrowanie pod tą nazwą produktów pochodzących z jednego tylko powiatu, jeśli wiadomo że tradycyjnych producentów jest więcej i są rozrzuceni na znacznie większym obszarze. moim zdaniem zawinił urząd, który dokonał rejestracji, cwaniacy wykorzystali cudzą głupotę lub niedbalstwo (jak to cwaniacy). Francuzi skutecznie grają w tę grę z pożytkiem dla swojej gospodarki. Pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Ale Wedel nie sprzedał swojej firmy. To PRL- bis sprzedał firmę wraz z jego nazwiskiem. To trochę tak jakby ktoś kupił od Cygana skradziony mi sygnet i odtąd posługiwał się w majestacie prawa herbem. Firmę Wedla sprzedano w okresie gdy zachłystywano się "świętym prawem własności". Dodajmy-  ukradzionej. Ktoś mnie pocieszył, że następny nabywca Wedla rozliczył się ze spadkobiercami. Nie sprawdzałam. P.S. Nie noszę sygnetu i biżuterii. Przeszkadza przy zamiataniu stajni. Gdy zaczepi się w wodze, a koń poniesie i człowiek spadnie,  można stracić palec. Kolczyki grożą utratą ucha. Nie używam również rękawiczek. Wodze ( wyścigowe cugle) się ślizgają.
Izabela Brodacka Falzmann
Jak Pan wie nie jestem prawnikiem, ani rzecznikiem patentowym. Powinnam więc zamilknąć albo wypowiadać się tylko o fajansach. Słyszałam jednak, że nie można skutecznie opatentować, czyli sprywatyzować czegoś co funkcjonuje w technice, w cywilizacji, w  kulturze. Na przykład nie da się obecnie opatentować wynalazku koła. Ja wiem, że wynalazek to coś innego niż znak towarowy. Oscypek funkcjonuje wszędzie w górach tak jak bigos w Polsce. Dlatego dałam ten przykład. Każda wioseczka, każda hala ma swój oryginalny przepis na oscypek. Tak tworzy się kultura kulinarna i nie tylko. Przez wpływ, przez zapożyczenia, przez własne receptury. Oscypka nie wynaleźli cwaniacy z Zakopanego. Dochodzenie kto go wynalazł miałoby taki sens jak dochodzenie kto wynalazł schabowy z kapustą albo z bardziej narodowych potraw- tiramisu. Wiem, że za używanie nazwy oscypek górale płacili wysokie grzywny. Omijają ten zakaz śmiejąc się w głos. Sprzedają szczypki albo jakoś tam podobnie. To tylko kpina z prawa. Głupie prawo obraża instytucję prawa. Uczy, że prawo służy do porachunków z nielubianymi osobami , do oszukiwania bliźnich. I że jest tak głupie, że tylko głupi by go przestrzegał. Nie jestem legalistką. Prezentuję typową mentalność rozbiorową. Nie mam za grosz szacunku do prawa stanowionego. Czy wie Pan, że w mojej rodzinie wszelkie sprawy spadkowe odbywały się bez sądów. Sądy nie są nam do niczego potrzebne. Sami wiemy jak należy zrobić. Sądy postrzegam jako część aparatu represji. Głupią część.
Izabela Brodacka Falzmann
Wie Pan to wspaniały pomysł. Opłata za różaniec. Niech staruchy płacą  Może zmniejszyłoby się zadłużenie naszego nieszczęsnego ( jak pisze Michalkiewicz)  kraju. Hymn też powinien być opodatkowany. Opłatę powinien zbierać- jak zawsze-  ZAiKS. Ale kto właściwie jest właścicielem praw autorskich do różańca?  św Dominik? A może Matka Boska?. Tak czy owak warto się zastanowić.  „Где не сеют, там не жнут”.
Izabela Brodacka Falzmann
Filmik, który Pan raczył przytoczyć jest świadectwem nie tyle złej woli i chęci obrazy godła narodowego, lecz braków w tak zwanej kindersztubie. Takie są uroki demokracji. Jestem pewna, że pan, który miał kłopoty z flagą miałby jeszcze większe kłopoty na przykład z homarem, z jedzeniem karczochów i szparagów albo z krojeniem  sera. To naprawdę wyższa szkoła jazdy, te sery. Trudno go za to karać czy nawet wyśmiewać. Gdy  za program niejakiego Wojewódzkiego w którym niejaki Raczkowski w ramach wygłupów, które dla zmyłki nazwał performance, wtykał polską flagę w psie odchody, sąd nałożył na stację TVN karę bodajże 500000, gazeta najwyborniejsza podniosła raban. Przecież Panowie walczyli szlachetnie o czystość polskich miast. Stadionowe zbiry natomiast  1 sierpnia tego roku umieszczały kwiaty, znicze i znaki kotwicy właśnie  pod miejscami kaźni Polaków. Sama widziałam. Nikt inny tego nie robił. Stanu ich trzeźwości nie sprawdzałam. A orzeł z czekolady?  Na trzeźwo czegoś takiego nie da się wymyślić. Czy ktoś sprawdził trzeźwość notabli, którzy zabawiali się pożeraniem czekoladowego ptaka?
Porównanie z Wedlem jest o tyle nietrafne, że tu doszło do zawłaszczenia, a następnie sprzedaży przedmiotu cudzej własności. Nazwisko "Wedel" było firmą (w rozumieniu dawnego kodeksu handlowego, czy dzisiejszego kodeksu spółek handlowych) - częścią składową przedsiębiorstwa. Jeśli rodzina Wedlów dokonałaby sprzedaży, to klauzula o zakazie konkurencji też "odebrałaby" im nazwisko (w obrocie handlowym). Wspomniany przez Panią YSL po sprzedaży swego domu mody też nie mógł projektować pod swoim nazwiskiem. Na szczęście (chyba na szczęście?) niedługo potem zmarł. Tekstu ustawy o ochronie znaku Polski Walczącej nie czytałem, więc spekuluję. Przede wszystkim, nie wiem czy jest to zawłaszczenie przez HGW et consortes. Przecież nie zostanie w ratuszu na zawsze. Nie wiemy, kto zajmie jej miejsce, ale zakładając, że będzie to Pani człowiek, wierzy Pani, że "odda" symbol? Nie bardzo też wierzę w to, że ratusz będzie odpłatnie licencjonować używanie kotwicy (powtarzam, bez znajomości tekstu). Może chodzi tu o nieużywanie symbolu w kontekstach niestosownych, na przykład przez "miłośników piłki nożnej", którzy naprawdę niewiele mają wspólnego z tamtą młodzieżą. Czy życzyłaby Pani sobie aby każdy mógł posługiwać się nazwiskiem Brodacki i używać Pani herbu? W Wielkiej Brytanii chronione są wszystkie symbole monarchy i rodziny królewskiej ("Royal arms, crowns or flags, or those of members of the Royal family"). Chronione są także "regimental arms and colours". Gieves & Hawkes tradycyjnie dostarcza "regimental ties"; jeśli nie może Pani udowodnić służby w pułku, nie kupi Pani takiego krawata (pozostają podróbki). Ochrona symboli państwowych i religijnych przed znieważeniem (zgrabnie przeszła Pani od zawłaszczenia do znieważenia) to w ogóle trudny problem. Amerykański Sąd Najwyższy uznał dopuszczalność palenia flagi jako formy protestu (a jest to instytucja konserwatywna, nawet kiedy nominowani do składu zostają liberałowie). Ja lubię kiedy dozwolone jest wszystko, ale pewnych rzeczy nie robi się, bo nie wypada. (Przypomniał mi się nieszczęsny właściciel gospody aresztowany za to, że muchy obsrały portret Najjaśniejszego Pana.) Pozdrawiam.
Pani Izabelo, tym razem ja wystąpię w roli adwokata diabła (zakładam, że nie jest to zastrzeżony przydomek, a więc prawnie chronione dobro osobiste Zdzicha). Unijne certyfikaty pochodzenia, apelacje, certyfikaty organicznego pochodzenia, czy "fair trade" - faktycznie to już zaczyna być śmieszne. Ale sama idea prawnej ochrony "autentyczności" produktu nie jest zupełnie pozbawiona sensu. Producenci, którzy często pracowali od pokoleń na reputację swoich wyrobów, starają się ją chronić (oczywiście, ostatecznie chronią swój interes, ale nic w tym zdrożnego). Prawdopodobnie można wyprodukować nie gorszy produkt gdzie indziej, ale czy należy posługiwać się nazwą utożsamianą z oryginalnym regionem pochodzenia? Wg mnie problem z rejestracją oscypka jest inny: jest to rodzaj sera produkowany w wielu miejscach na polskich (zakładam, że także słowackich) obszarach górskich i raczej tak należało określić "appellation d'origine". Błędem było zarezerwowanie nazwy tylko dla serów pochodzących z jednego powiatu. Wie Pani, umiejętnie używane, te regulacje mogą być korzystne dla polskich producentów. Nie wiem (musiałbym to sprawdzić w przepisach), czy tak jak Pani pisze owi "cwaniacy z Zakopanego" mogą pobierać opłaty od producentów z innych regionów za używanie nazwy. Jeśli pamiętam tego rodzaju "licencjonowanie" nie jest dozwolone. Aby otrzymać certyfikat produkt musi faktycznie pochodzić z regionu. Cdn.
Doprawdy nie wiem o co ten raban z Kotwicą. Przecież użycie na przykład godła i barw narodowych określone jest prawem, instytucje nie tylko państwowe ale ogólnie mówiąc wszystkie powinny stać na straży wykorzystywania ich z godnością i szczerze mówiąc nikt się tym nie przejmuje. youtube.com Pies z kulawą nogą się nie obruszy, gdy grupa podpitych stadionowych zbirów będzie nawoływać do gazowania pedałów, Żydów, komuchów i będzie to robić reklamując się znakiem Polski Walczącej.
Do wpisu: Nie wszystko złoto co się świeci
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Naprawdę tak najchętniej chodziłabym . Mój ojciec, który pochodził z Galicji podkpiwał sobie  dobrodusznie z naszego stylu. Mówił : " wy Poleszucy, najchętniej chodzilibyście w łapciach" . Za PRL mówił: " wy ziemianki z ziemią w jednej doniczce". My rewanżowałyśmy się nazywając Galicję - Świętą Galileą. Nawet w rodzinie były antagonizmy dzielnicowe:)
"Poza tym wyglądam na osobę, która najchętniej chodziłaby w brzozowych łapciach ." Kocham Panią :)
Izabela Brodacka Falzmann
Niezwykle ciekawe te wspomnienia. Może coś napiszesz. Ostatnio ograniczasz się do komentowania. I to piękne, że mowa nie jest złotem ale można ją ozłocić akcentem. Niestety ja potrafię złoto zmienić w tombak. Akcentem.
Izabela Brodacka Falzmann
Konsultowałam dla pewności ze znajomym Niemcem. Też nie wie co to jest Birkenschuhe. Natomiast Birkenstockschuhe to jak twierdzi nazwa producenta bardzo zdrowych sandałów. Zatem przepraszam tłumaczkę. Miała prawo nie wiedzieć.
Izabela Brodacka Falzmann
To jest magia wspomnień. Ja też serdecznie pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Dziękuję za wyjaśnienie:)
NASZ_HENRY
"Pozostało mi tylko wyjść w milczeniu." - Milczenie jest złotem ;-)
Pani Izabelo,bardzo proszę się na mnie gniewać,ale od rana mam dziwnie frywolny nastrój ;)Kiedy zaczęłam czytać Pani wpis,słowo "mydło" momentalnie skojarzyło mi się z żeńskim internatem (pięć lat !!!),gdzie we wspólnej łazience był napis "myjcie się dziewczyny,bo nie znacie dnia,ani godziny". Kierowniczka,zwana przez nas "myszą"ze względu na bezgłośne pojawianie się w sytuacjach dla nas zdecydowanie niekorzystnych,zmywała ten napis,a on znowu się pojawiał,i tak przez te wszystkie lata ... Serdecznie pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Czy to delikatna sugestia?
NASZ_HENRY
Schweigen ist Gold ;-)
Do wpisu: Należy się jak psu buda
Data Autor
A jednak chyba diabeł to wymyśla, że ludzkość przy takich możliwościach technicznych zamiast pomagać potrzebującym i ułatwiać im życie tak się infantylizuje. A adopcja to kolejny kawałek układanki do Pani opowieści o psychologach:)W naszym przypadku żaden z psychologów nie miał poukładanych stosunków rodzinnych. Były to głównie kobiety po przejściach co niestety dawało odczuć w stosunku do mężczyn. Po drugie ci sami psychologowie pracowali z rodzinami adopcyjnymi oraz biologicznymi, najczęściej patologicznymi co sprawiało, że traktowali nas również jako patologicznych tylko jeszcze nie zdiagnozowanych:) Jednym słowem jest to doznanie dość nieprzyjemne zwłaszcza dla osób wrażliwych bo muszą się zmierzyć nie tylko ze swoim problem ale całym aparatem państwowo-opiekuńczym, któremu muszą udowodnić, że nie są tacy źli za jakich się ich uważa. Jest to też procedura dość kosztowna. Dlatego nigdy nie doradzałabym małżeństwom bezdzietnym adopcji tak łatwo jak to się czasem mówi: tyle biednych dzieci w domach dziecka, zamiast na siłę się starać o własne to niech wezmą z domu dziecka. Tu muszę rozczarować wszystkich zwłaszcza miłośników Ani z Zielonego Wzgórza, że przygarnięcie sierotki, juz nie jest takie proste w dzisiejszych czasach:) Jeśli Pani jest zainteresowana czymś więcej to chętnie służę np na priv. pozdrawiam serdecznie