|
|
Izabela Brodacka Falzmann "Doktrynę szoku" też znam. Znam również młodego człowieka, którego zniechęciła do wszystkiego. Tak w każdym razie ten młodzieniec twierdzi. Trudno mu wytłumaczyć, że z tego,że przemyślenia Naomi są naszym zdaniem (w dużej mierze) słuszne nie wynika, że można nie wstawać z łóżka. Pozdrawiam serdecznie. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Bardzo dziękuję. Myślę, że jak ten proletariusz Marksa nie mam już nic do stracenia. Serdecznie pozdrawiam. |
|
|
Pisze ciekawie; o pewnych rzeczach - zakładam, jak Pani, że nie zmyśla - nie miałem pojęcia. Jej 'Doktryna szoku' ukazała się w Polsce już rok po wydaniu (odpowiednio 2007 i 2008). Może skutecznie zniechęcić do kapitalizmu. (Nie wierzę, że to napisałem.) |
|
|
Magia Pani przemyśleń,wspomnień,refleksji jest niesamowita.Jest w Pani ten luz o którym mogą tylko pomarzyć ci młodzi,wykształceni z wielkich miast.W oczekiwaniu na następne notki serdecznie pozdrawiam. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ciekawie pisze o tym wszystkim Naomi Klein w książce "No Logo". Wydanie pierwsze 2000, wydanie polskie 2004. Czyli tylko 4 lata opóźnienia. Jak na nasze standardy mało. Różne mody w tym intelektualne docierały do nas czasem po 30 latach. Naomi Klein nazywana jest Marksem antyglobalistów. Nic mnie to nie obchodzi. Zakładając, że nie zmyśla . Nie jestem w stanie tego sprawdzić. I wątpię czy ktokolwiek jest w stanie. Musiałbym mieszkać kilka lat w Stanach i łazić po różnych instytucjach i agendach sprawdzając kwity. Niewykonalne. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Podejrzewasz mnie o snobizm à rebours . Napiszę prawdę- jest jeszcze gorzej. To zwykłe lenistwo i abnegacja,które chciałoby stać się- jak zwykle- cnotą. Prawdą jest, że nienawidzę zakupów. Jak kobiety mogą poprawiać sobie nastrój czynnością, którą nazywają shopping? Zakupy doprowadzają mnie do depresji. Nie wchodzę do sklepów odzieżowych. Moje dzieci kupują mi czasem coś na siłę. Mówię im zawsze, że nie warto już inwestować. Ale tak naprawdę nie znoszę nowych rzeczy. Kiedyś przystaniowy w Iławie wyraził zdumienie wiekiem mojej łódki. Powiedziałam mu, że łodzie, wino i kobiety- im starsze tym są lepsze. Długo myślał i odparł, że na wino ewentualnie jest skłonny się zgodzić. Szowinistyczna męska świnia.
Pozdrawiam |
|
|
Dobry wieczór, browar Bass twierdzi, że to oni są pierwszą zarejestrowaną marką (1777). Ale zostawmy Anglików z ich sporami o pierwszeństwo. Smuci mnie fakt, że obie marki zostały przejęte przez międzynarodowe koncerny, Unilever w przypadku Pears'a (o ile pamięć nie zawodzi). Podśmiewała się Pani ostatnio z certyfikatów pochodzenia, kopalnia soli w Wieliczce już w XIII wieku oznaczała swoją sól jako "wielicką".
Chcę wrócić na chwilę do sprawy ochrony prawnej symbolu Polski Walczącej. Podejrzewa Pani pomysłodawców o wyłącznie złe intencje i chęć "monetyzacji" kotwicy. Chociaż niechętny HGW - niezależnie od stawianych jej zarzutów, ja baby zwyczajnie nie lubię - nie uważam, że wszystko co robi jest złe. Powtórzę moje argumenty z poprzedniego wpisu: HGW nie zostanie w ratuszu dożywotnio, i następny lokator będzie raczej Pani człowiekiem. HGW do domu kotwicy nie zabierze. Natomiast ochrona prawna symbolu uniemożliwi posługiwanie się nim każdemu komu się spodoba. Czy naprawdę nie razi Pani posługiwanie się kotwicą przez kibiców stołecznego klubu piłkarskiego? Dresiarze wyobrażają sobie, że ich ustawki, czy potyczki z policją są porównywalne z ulicznymi walkami powstańców? Wiem, że niektórzy w "środowisku" poczuli jakąś dziwną sympatię do "grup kibicowskich", ponieważ kibice postawili się urzędującemu premierowi (wolno mi tak pisać?). Jego następcy też będą się stawiać, bo żyją od jednej rozróby do następnej, nieważne kto jest przeciwnikiem. Partia, która w swojej nazwie odwołuje się do prawa, tym bardziej powinna zrobić z nimi porządek (metodami sprawdzonymi w Wielkiej Brytanii, okazały się bardzo skuteczne). Ochrona prawna symbolu kotwicy uniemożliwi jakiemuś projektantowi, który "w swoich projektach dekonstruuje historię" drukować ją (kotwicę) na koszulkach (to byłaby "monetyzacja"). Zdaje się, że już pojawiła się moda na "powstańczy szyk", więc nie jest to tak nieprawdopodobne jak mogłoby się wydawać. Bardzo chciałbym poznać Pani przemyślenia. Dobranoc. |
|
|
jazgdyni Jeszcze chwilka...
to mydełko, które na mnie wywarło wrażenie i które cenię do dzisiaj (oczywiście, męskie wersje)
Kurcze...
Nie mogę wrzucić w komentarzu nawet małego obrazka, więc tylko napiszę, że nazywa się ROGER & GALLET. Ha! |
|
|
jazgdyni Jako, że nie załapałem się na pierwszy komentarz, na co zazwyczaj poluję, zostawiłem sobie ten cymesik na wieczór.
I po raz pierwszy lekko wątpię, czy jesteś zupełnie szczera. Jesteś?
Bo teraz zesnobowałaś się aż do szczytowego poziomu.
Wiadomo, że najściślejsze przepisy etykiety, wszystkie tam black tie, formal i kapelusze w Ascot wypełniają parweniusze i nuworysze.
Natomiast na samym szczycie tej wymarzonej drabiny snobizmu siedzą ci, co już w głębokim poważaniu mają dekoracje, muśliny i jedwabie, oraz buty Manolo Blahnika. Właśnie tak! Rozklapane kapcie z łyka, to własnie to, co lubię i to co jest cool.
Wiesz co dobre i co jest "na topie".
Serdeczności |