Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jak zostałam paserem
Data Autor
Marcin Gugulski
Nie ja byłem wydawcą, więc nie wiem, czy i Wydawnictwo GŁOS miało z nią jakieś kłopoty.
Pani Izabelo,tak to się czasem dzieje,że jedno słowo dotarłszy do serca,potrafi je odmienić.Ks. Małkowski ma,ten rzadki przywilej,wypowiadania takich słów. Pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Napiszę do Pana jutro. Dziękuję za wsparcie.
gorylisko
Szanowna Pani Byłbym dumny gdyby pani i mnie dołączyła do obrońców Xs. Małkowskiego... słuchałem jego wystąpień na youtube i od razu co w nich uderza to ciepły i spokojny głos...zero jakichś emocji wobec ludzi którzy robią mu pod górę... no i teraz pani opis, że Xs. Małkowski chodzi w wytartej sutannie... kiedyś jeden człowiek z działaczy Solidarnosci, zwrócił mi uwagę o księżach i o typowaniu tychże do odstrzelenia przez bezpiekę... być może chodziło właśnie o Xs. Małkowskiego,  w każdym razie pan Ryszard zwrócił mi uwagę na to, ze ksiądz miał wytartą sutannę... tacy księża to poważne zagrożenie dla ubeków i wszelkiej maści komuchów i postępactwa... jeżeli kapłan jest gotów oddać ostatnią koszulę żeby przyodziać nagiego... to jest z nim Jezus... z czystego oportunizmu, bom jest człowiek grzeszny, chcę coś zrobić dla takiego kapłana...to są są Prawdziwe Skarby ludzkich serc chwała Bogu za takich kapłanów i ludzi
Izabela Brodacka Falzmann
Czy jako wydawca miał Pan kłopoty z Niną Karsow? Czy o tym wszystkim trzeba głośno mówić? Chyba wreszcie tak.
Marcin Gugulski
Moje wspomnienie o pierwszym spotkaniu z księdzem Stanisławem Małkowskim nie jest aż tak malownicze. Zeschły trawnik na którymś z praskich skwerków. Rok 1980? 1981? Ksiądz Małkowski przekazuje mi (zawiniętą w gazetę?) powieść Józefa Mackiewicza "Nie trzeba głośno mówić", właśnie wydaną - po 11 latach nie wznawiania przez Instyt Literacki Kultura mimo wyczerpania nakładu - przez emigracyjne wydawnictwo KONTRA. Miałem ją nazajutrz przekazać do Wydawnictwa GŁOS z myślą o ewentualnym przedruku. Zarwałem noc i całe "Nie trzeba głośno mówić" do rana przeczytałem. Nie pamiętam, czy miałem wtedy okazję podziękować za to księdzu Małkowskiemu, więc dziękuję tu i teraz. A co się potem z tym egzemplarzem stało? Nie wiem. Pierwszą książkę J. Mackiewicza GŁOS wydał latem 1981 roku. Ale to nie było ogromne "Nie trzeba głośno mówić", tylko trzyzeszytowa edycja "Kontry".
Izabela Brodacka Falzmann
Paserko o włos. Naczelnik więzienia okazał się na szczęście  ludzkim panem. Ja też serdecznie pozdrawiam.
jazgdyni
Witaj Izo! Gdyby każdy z nas miał takiego mądrego człowieka pod ręką - życie byłoby łatwiejsze. Choć z oddali, to księdza Małkowskiego bronić będziemy z całą mocą. Udowodnił, że na to zasługuje. Serdeczności paserko ;-)
Do wpisu: Tajemnice dziecinnego pokoju
Data Autor
"Popatrz" w sensie "posłuchaj" - nigdy nie zatrzymałem się nad tym, ale podoba mi się teoria jednego z dyskutantów - "Look at me when I'm talking to you", z czasem skrócone do "Look. (...)". Muszę popytać. Moim ulubionym przykładem tłumaczenia, które oddaje sens, będąc zaprzeczeniem wypowiedzi oryginalnej jest: "high literacy rate" przetłumaczone jako "niski wskaźnik analfabetyzmu". (Swoiste podwójne przeczenie?) Pozdrawiam.
"popatrz" w sensie "posłuchaj" Moze to skrocona forma od "look at me", wystepujacego w jeszcze bardziej rozbudowanej postaci "look at me when I`m talking to you" badz komediowe juz "read my lips". Inne nacje uzywaja podobnych konstrukcji. Ichnie "look" mozna tez przelozyc jako "zrozum".
Izabela Brodacka Falzmann
No i po tylu latach wszystko jasne. Był kiedyś film o aferze Watergate (o ile dobrze pamiętam)  "All the President's Men". Polski tytuł: " Wszyscy ludzie prezydenta" wydawał mi się kiedyś zbyt dosłowny, ale chyba tłumacz faktycznie miał niewielkie pole manewru. Nie wiem dlaczego,  ale często (zupełnie bezinteresownie) zastanawiam się nad takimi sprawami.  Od czasu do czasu trafiam na przykład  na  reklamę,  w której aktor mówi ( po polsku) do jakiegoś ciasteczka: " posłuchaj Luc , z nami koniec". Jestem przekonana, że w oryginale reklamy mówił:"  posłuchaj ( look) z nami koniec". I że ciasteczko wcale nie nazywa się Łukasz, w ogóle nie używa się jego imienia.  Nie mam tego  jak tego sprawdzić ale samą mnie dziwi, że można się nad  takimi głupstwami pochylać. To u mnie (uwaga  rusycyzm) chyba  naprawdę osiowe objawy zdziecinnienia. Może  jednak mam  prawo tłumaczyć to anglofilią. Jeżeli tak, to dlaczego w angielskim mówi się " popatrz" w sensie" posłuchaj"? 
Pani Izabelo, proszę o więcej takich felietonów, trzeba nam uciec choć na chwilę od spraw bieżących. O kodach kulturowych chciałbym jeszcze kiedyś podyskutować. Tymczasem między nami anglofilami: "the king's horses" to raczej konni, czy konnica ("Send a horse" - rozkaz użycia jazdy); "the king's men" to pozostający w służbie króla - żołnierze, urzędnicy, poborcy - ale dla potrzeb wierszyka "dworzanie" całkiem zgrabnie. Chociaż może są to "the king's gentlemen" - jeśli tak, to tym bardziej "dworzanie". Pozdrawiam. PS Ja po latach wróciłem do francuskiego (moja wielka nieodwzajemniona miłość - zawsze kiedy wydawało się, że trafiłem do Francji na dłużej i poczynię postępy, wyrzucało mnie na drugą stronę kanału lub za ocean). Diabelski język.
Regionalizmy... Kresowiakow poznaje po dzwiecznym "h", ktore juz w polszczyznie wspolczesnej zaniklo. Ale i Malopolan mozna odroznic nawet nie tyle po akcencie, ile po fonetyce/wymowie zbitek takich jak "brat ojca". Warszawiaka poznam po "bulce wroclawskiej", ogorkach "kwaszonych" i "sznurowadlach". Wilniuka po zaspiewie i "Ł" przedniojezykowym. Lubelacy maja "falista" intonacje zdania (jak w alzackiej wersji francuszczyzny). Slazakow, Goroli czy Kaszubow to slychac z daleka. Scyzoryki rozpoznam po "a za co". Reszty regionalizmow niestety nie slysze/nie znam :|.
"nie można być cywilizowanym na dwa sposoby" poniewaz czasy mocno przypominaja Rok1984 to odpowiem a la Orwell: Dwojmyslenie wlasnie to umozliwia:] Tak jak schizofrenia umozliwia rozwoj osobowosci :> Pozdrawiam m-m
Anonymous
O to nie można bezpośrednio obarczyć antypolskiego spisku, chociaż elity polskie niszczono z premedytacją. To chyba również efekt kuli śnieżnej pokoleniowych zaniedbań. Jednak z drugiej strony wciąż o wiele częściej spotykam się z grzecznością i kulturą młodych ludzi.
Izabela Brodacka Falzmann
Tak , to jest właśnie wdrukowanie. Dlatego ludzie obdarzeni dobrym słuchem bezbłędnie rozpoznają kresowiaka w osobie mówiącej na pozór bez lokalnych naleciałości.  Nie wspominam już nawet o przedwojennym mieszkańcu Lwowa. Multikulti to gwałt na tożsamości. Bo jak twierdzi Koneczny nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Nie chodzi tu oczywiście o potoczne znaczenie terminu " człowiek cywilizowany" lecz o tożsamość, przynależność kulturową.
"Wiedza wyniesiona z dziecinnego pokoju jest po prostu święta" To taki "imprinting" spoleczny, warunkujacy tozsamosc, tj. poczucie przynaleznosci do srodowiska, jezyka, narodu, kultury, religii, cywilizacji. Stad wynika szkodliwosc wszystkiego, co podstepem wnika do "dziecinnego pokoju", jak media, gender czy inne ideologie.
Izabela Brodacka Falzmann
Ja też serdecznie pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Staram się teraz zebrać kresowe wierszyki mnemotechniczne, których uczono moje ciotki na pensjach. Były to dopływy Dunaju, albo wzory trygonometryczne, reguły gramatyczne. Nie jest to łatwo  odtworzyć. Giną wraz z generacją. Pozdrawiam serdecznie.
Andzia - pieknie. Masz piekne wspomnienia. Pozdrawiam Cie serdecznie . Panią Izabele naturalnie tez , zawsze z przyjemnością Panią czytam. Jeszcze raz pozdrawiam obie Panie.
Pani Izo,kiedy byłam małą dziewczynką (mnie samej aż trudno w to uwierzyć,że byłam ;),przyjacielem domu był Pan Jóźko,repatriant spod Lwowa.Prócz wspomnień i politykowania z Tatą,sporo czasu poświęcał mnie.Wierszyków,niestety nie pamiętam,ale rzecz dziwna,pamiętam dwie piosenki których mnie uczył,ze smakowitym lwowskim zaśpiewem.Była to "Jarzębina czerwona",a druga (tyle pamiętam): "Ta panie Karolciu,ta bój się pan Boga, ta pan już nic nie pamiętasz? Ta u nas we Lwowie jak kto się zakochał, ta panie,przynosił prezenta. Albo wstążki,albo kwiatki, albo jakieś czekoladki. A gdy stał się niewolnikiem, to przynosił pierścionek z koralikiem" Z całego serca,Pani Izo,dziękuję za przywoływanie najmilszych wspomnień i pozdrawiam najpiękniej.
Izabela Brodacka Falzmann
Zajrzałam do "Słownika Języka Polskiego Karłowicza". Mam 13 tomów oprawnych w skórę,   z 1900 roku. Karłowicz proponuje dziecięcy, dziecinny, jako równoważne, natomiast dzieciński oraz dziecki  jako wychodzące z użycia. ( tom I str 637 ). Jak widać językoznawcy dopuszczali "to" już w 1900 roku.   K podaje też jako formy równoważne dzieciństwo i dziecięctwo. Od 1900 roku tu sporo się zmieniło. Przykład: "W owej epoce malarstwo było jeszcze w dzieciństwie".
Izabela Brodacka Falzmann
Święta racja. Chyba jestem już zdziecinniała. Pozdrawiam.
Pani Izabelo tekst bardzo dobry, ale błagam... pokój nie może być dziecinny! To, że niektórzy językoznawcy powoli to dopuszczają, nie powinno zwalniać ludzi parających się słowem pisania o pokoju/ubraniu/wózku dziecięcym.
Izabela Brodacka Falzmann
I "Opowieść wigilijna" jest co roku pokazywana właśnie w Wigilię.  Oprócz tego " Kevin sam w domu". Bardzo śmieszny film ale... Chyba nie przekręcam tytułu.